Dodaj do ulubionych

Białoruś

12.09.03, 14:06
Na weekend wyjeżdżam na Grodzieńszczyznę. Chciałbym zwiedzić Grodno,
Nowogródek i zajrzeć do Bohatyrowicz, nad Niemen. Jak wrócę to się oczywiście
podzielę wrażeniami. Na razie jestem pod wrażeniem liczby formalności,
związanych z przekraczaniem granicy...
Obserwuj wątek
    • habitus Re: Białoruś 12.09.03, 14:55
      Muszą się chronić przed falą imigrantów. Każdy by chciał na Białoruś. :)
      • ralston Re: Białoruś 12.09.03, 15:13
        habitus napisała:

        > Muszą się chronić przed falą imigrantów. Każdy by chciał na Białoruś. :)

        Niestety oni chcą żeby było na raz i to i to. Zachód w sklepach i opiekuńcza
        komuna na codzień...
        A tak się nie da.
        • saunne Re: Białoruś 12.09.03, 21:31
          a to po trosze nie efekt naszych wiz?
          • ralston Re: Białoruś 15.09.03, 11:29
            saunne napisała:

            > a to po trosze nie efekt naszych wiz?

            Nasze wizy będą wprowadzone od października - ciekawe jest, że póki co nikt nie
            wie jak to wszystko ma wyglądać. Szykuje się niezły bałagan. Trudno mi sobie,
            co prawda, wyobrazić większe zamieszanie niż jest tam dzisiaj bez wiz, ale
            ponoć może być jeszcze ciekawiej :)
            • saunne Re: Białoruś 15.09.03, 14:47
              hmmm to niezbyt dobre wieści. Miejmy nadzieję, że z czasem wszystko się ułoży.

              Ale, ale opowiadaj jak było :-)
              • ralston Re: Białoruś 15.09.03, 15:51
                Z opowiadaniem to nie tak prędko. Podróżowaliśmy bardzo intensywnie,
                przemieszczaliśmy się samochodem. Ja byłem kierowcą - nie było kiedy robić
                notatek, mimo że wrażeń i ciekawych historii było bez liku. Teraz, żeby to nie
                pouciekało zupełnie z pamięci muszę sobie porobić chociaż hasłowe notatki.
                Slajdy odbieram w sobotę - to również pomoże w przypomnieniu sobie ciekawych
                miejsc. W tym tygodniu będzie to ciężko zrobić. Ale jednak spróbuję coś Wam
                napisać.
                • chatka_ Re: Białoruś 15.09.03, 16:06
                  Rals, czekamy na opowiastki z dzikiego swiata, bo dziki to kraj, prawda? Tyle,
                  ze troszke inaczej niz kraje ktore dotychczas opisywalismy...?
                  • ralston Re: Białoruś 15.09.03, 16:14
                    chatka_ napisała:

                    > Rals, czekamy na opowiastki z dzikiego swiata, bo dziki to kraj, prawda?
                    Tyle,
                    > ze troszke inaczej niz kraje ktore dotychczas opisywalismy...?

                    Czy tak do końca inaczej to nie wiem, pewne podobieństwa do Afryki
                    dostrzegam :) Wiele sposród wiosek, które oglądałem przypomina trochę te
                    najbiedniejsze, jakie spotkać można na naszych przygranicznych terenach. Tyle,
                    że na Białorusi raczej regułą są domki drewniane, pośród nich pojedyncze
                    murowane, czasem kilka, jeśli kołchoz jest bogatszy. Nasze wioseczki jednak
                    dzisiaj są przeważnie murowane. Drewniane chaty spotyka się coraz rzadziej...
                    • chatka_ Re: Białoruś 15.09.03, 16:21
                      Mialam na mysli nie "dziki" w znaczeniu pozytywnym - egzotyczny, a "dziki" jako
                      nieprzywidywalny, zatrwazający. Mam wrazenie z opowiastek slyszanych od
                      znajomych ktorzy tam byli, ze taki jest...
    • ralston Granice... 15.09.03, 18:50
      Wyruszamy o 6-ej rano z Ełku, drogą przez Augustów docieramy do Sejn. Tu
      tankowanie zbiornika paliwa do pełna, bo na Białorusi nie można kupić benzyny
      bezołowiowej i w drogę do granicy w Ogrodnikach. Wybraliśmy drogę przez Litwę,
      bo na przejściu w Kuźnicy Białostockiej są wielogodzinne kolejki.
      Najpierw w budce przed przejsciem granicznym musimy wykupić litewskie
      ubezpieczenie drogowe. Kosztuje to nas 102 złote. Ze stosownym kwitem w garści
      wjeżdżamy na granicę. Przeczekujemy kolejkę kilku samochodów, polski celnik
      ogląda paszporty i dowód rejestracyjny samochodu uśmiecha się i mówi, że możemy
      jechać. No to jedziemy. Niestety za bardzo sobie wzięliśmy do serca słowa
      celnika, bo ruszyliśmy na dobre zadowoleni, że poszło w sumie gładko. Jednak
      paręset metrów dalej, stojący przy szlabanie, litewski pogranicznik nakazuje
      nam wrócić. Okazało się, że zignorowaliśmy całkowicie litewską odprawę
      paszportową :))) Pokornie wracamy, wysłuchujemy reprymendy i tym razem już
      grzecznie dajemy sobie wbić do paszportów stosowne stemple.
      Wjeżdżamy na teren Litwy. Krajobraz zupełnie jak u nas na sejneńszczyźnie – tak
      samo pofalowany, podobnie wyglądające wioseczki, przydrożne krzyże, jeziora...
      Nie widać różnic, poza tym może, że pola większe i obszerniejsze, ale i ugorów
      jakby więcej.
      Dojeżdżamy do sennych jeszcze o tej porze Druskiennik (Druskinnikai) i
      kierujemy się za tablicami Gardinas, czyli Grodno. Niestety przy wyjeździe z
      Druskiennik zabrakło jednej z tablic i zmyliwszy drogę nadkładamy jakichś
      kilkanaście kilometrów w stronę na Wilno. Na szczęście od strony Wilna tablica
      już bezbłędnie kieruje nas w stronę przejścia granicznego. Przy dojeździe do
      szlabanu okazuje się, że mamy szczęście – przed nami tylko jeden samochód,
      który w dodatku po chwili odjeżdża. Powinno być szybko. Nic bardziej złudnego.
      Litewska celniczka, ładna blondynka, zabiera nasze paszporty i dowód
      rejestracyjny i znika w budce, każąc czekać. Obiecane dwadzieścia minut, w
      trakcie których sprawdzają w Interpolu czy auto nie jest kradzione, zmienia się
      jednak w czterdzieści. Kiedy jednak z ulgą ruszamy w końcu w stronę
      Białorusinów, okazuje się, że ulga była przedwczesna...
      Najpierw zatrzymuje nas pogranicznik na szlabanie. Bierze paszporty i dowód
      rejestracyjny. Nakazuje otworzyć bagażnik. Sprawdza uważnie zawartość obmacuje
      także tapicerkę foteli. Zainteresowuje się przez chwilę foltelikami
      dziecięcymi. Potem oddaje dokumenty a wraz z nimi bumażku z wpisanym długopisem
      moim nazwiskiem oraz danymi samochodu i pokazuje, żeby jechać dalej. Spoglądam
      na karteczkę – wygląd typowej obiegówki – wpisane tytuły i pozostawione miejsca
      na pieczątki. Czytam: awtomobilnyj kontrol – o.k., passportnyj kontrol – też
      wiadomo o co chodzi, tamożennyj kontrol – znaczy odprawa celna, ale przy
      fitosanitarnyj kontrol zaczynam mieć wątpliwości – czy jeśli zjadłem serek
      pleśniowy to mam się przyznać, czy nie? Nie wiadomo czy wwożenie na terytorium
      Republiki Białorusi grzybów pleśniowych jest dozwolone. Na wszelki wypadek
      postanawiam przemilczeć. Ale całkowicie rozkłada mnie higieniczieskij kontrol –
      będą sprawdzać czy się myłem, czy jak???
      Zaczynam od awtomobilnowo – w tym celu udaję się do specjalnej budki. Pokazuję
      kontrolkę i dowiaduję się, że muszę wykupić strachowku – czyli ubezpieczenie
      drogowe. Białoruś nie honoruje międzynarodowej zielonej karty. Na szczęście
      kosztuje toto tylko sześć dolarów. Uiszczam, otrzymując w zamian dokument
      polisy oraz jeszcze jedną karteczkę zielonego koloru. Z obiegówką i zieloną
      kartką udaję się do kolejnej budki w której wbijają mi pieczątkę po stronie
      wjezd zielonej kartki oraz na obiegówce. Skrzętnie dokładam to wszystko do
      gromadki dokumentów. Pytam – co dalej? – kierują do tamożennogo. Tu, w kolejnej
      budce, pobieram dwa druki tamożennoj dieklaracji w których zeznaję skrzętnie że
      nie wwożę broni, narkotyków, materiałów radioaktywnych i rozszczepialnych,
      nielegalnych druków i wydawnictw, jadowitych zwierząt – lista jest długa, więc
      nawet już nie pamiętam czego to nie wwoziłem na terytorium Białorusi. Pamiętam
      tylko, że tymczasowo wwożę środek transportu w postaci własnego samochodu.
      Muszę to zaznaczyć, pomimo, że dwa kwity dotyczące samochodu już mam uzbierane
      w dokumentacji :) Za pomoc w wypełnieniu deklaracji przez młodą celniczkę, z
      którą nie mogę się porozumieć z powodu przeraźliwie grającego białoruskiego
      disco-polo, otrzymuję rachunek do zapłaty na dwa Euro. Z rachuneczkiem – a
      jakże – do okienka bankowego. Daję trzy dolary, otrzymuję resztę w białoruskich
      rublach, tzw. zajczikach oraz potwierdzenie wpłaty. Z nim z powrotem do młodej
      celniczki po odbiór dwóch egzemplarzy deklaracji. Z deklaracjami – do starej
      celniczki, od której zalatuje nieco zapach „gastronomiczny”. Ta uważnie ogląda
      deklaracje i podchodzi z nimi do samochodu. Zagląda do bagażnika, obmacuje
      fotele, zagląda do skrytki. Po niej to samo robi pogranicznik postury Gołoty.
      Przy czym celniczka interesuje się fotelikami dziecinnymi i stara się nas
      przekonać, że wieziemy je na handel i w związku z tym trzeba je oclić,
      pogranicznik zaś z wielką uwagą ogląda tabletki Codiparu, potem folię ratunkową
      a najdłużej ogląda jednorazowe wilgotne chusteczki do rąk. Na szczęście
      celniczka daje się przekonać, że foteliki nie są na handel i po prostu dopisuje
      je do wwozu tymczasowego w deklaracji a żołnierz uznaje, że chusteczki nie
      zagrażają bezpieczeństwu narodowemu Białorusi i możemy w końcu uzyskać
      upragniony stempel kontroli celnej na naszej obiegówce. Teraz czas na kontrolę
      paszportową. Tutaj to już pestka. Wsuwamy przez wąską szczelinę pod okienkiem
      jeszcze innej budki passporty, tiechpassport i turisticzieskij wouczier. Kilka
      pytań o cel wizyty – musimy skłamać, że jedziemy do Brześcia, bo tylko takie
      vouchery mieli w biurze Intouristu w Warszawie. I dostajemy z powrotem nasze
      dokumenty i kolejny stempel na obiegówce. Okazuje się, że ostatni, bo kontroli
      fitosanitarnej i higienicznej już nie przechodzimy, co przyjmujemy z wyraźną
      ulgą. Tym sposobem, przy braku jakiejkolwiek kolejki, już po godzinie możemy
      wjechać na Białoruś. Myliłby się jednak ten, kto by pomyślał, że to ostatnia
      kontrola przed Grodnem. Po przejechaniu kilku kilometrów, w trakcie których
      obserwujemy wiele osób zbierających grzyby oraz liczne tabliczki „tankowoje
      polie” i „wchod wasprieszczion” docieramy najpierw do znaków ograniczających
      stopniowo prędkość do 20 km/h a po nich do szlabanu i bojca z kałasznikowem
      przewieszonym przez ramię. Ten jednak zadowala się tylko zewnętrzną lustracją
      samochodu i nawet bez sprawdzania dokumentów uchyla szlaban i daje znać, że
      możemy jechać dalej. Opuszczamy zmilitaryzowaną strefę przygraniczną i po
      kilkunastu minutach docieramy szczęśliwie do Grodna.
      • ralston Re: Granice... 15.09.03, 19:25
        No to żem potwora spłodził... Kto to teraz przeczyta - takie długaaaachne
        wyszło...
        Przepraszam - na przyszłość się poprawię :)
        • hmc1 Re: Granice... 15.09.03, 19:29
          ralston napisał:

          > No to żem potwora spłodził... Kto to teraz przeczyta - takie długaaaachne
          > wyszło...
          > Przepraszam - na przyszłość się poprawię :)


          Za krótkie !!! ;))))

          Rals Ty to masz talent. W jednym poście wyczerpujesz mój miesięczny limit na
          pisanie. ;)

          Myśle że nie tylko ja czekam na resztę
          • ralston Re: Granice... 15.09.03, 19:44
            Reszta nieprędko. Dużo z tym jeszcze roboty będzie. Wielu rzeczy, które zdaje
            mi się, pamiętam - nie jestem pewny. Muszę posprawdzać, pewnie trochę po
            internecie pogrzebać, albo jakiś przewodnik znaleźć. A tu jeszcze opowieści z
            Pobuża niedokończone... Kiedy ja się z tym wszystkim pozbieram?
            • gwiezdny.zalogowany Re: Granice... 16.09.03, 08:25
              A rzesza czekających rośnie w siłę... :):)
    • ralston Pola i puszcze... 17.09.03, 10:28
      Wyjeżdżamy z Grodna w stronę na Lidę. Na rogatkach miasta zatrzymuje nas przy
      szlabanach zbrojny patrol GAI – tutejszej milicji drogowej. Sympatyczny, młody
      chłopak sprawdza nasze dokumenty. Widząc puste foteliki dziecięce, dopytuje – a
      gdzie riebionki? Wyjaśniami, że zostały w Polsce. Nakazuje zabrać je następnym
      razem i pozwala jechać dalej, życząc dobrej drogi.
      Przemierzamy jeden z najbogatszych terenów Białorusi – Grodzieńszczyznę. Pola
      ciągną się tu po horyzont. Nie ma typowej dla Polski szachownicy, czy wąskich
      pasów pól, przetykanych miedzami. Wszędzie monokultura – ciągnąca się
      kilometrami kukurydza, albo puste pola po zżętym życie. Choć właściwie nie
      całkiem puste, bo jeśli się dobrze przyjrzeć, to widać kilku-
      kilkunastocentymetrowej wysokości zielone pędy. To efekt pracy
      wieloczynnościowych kombajnów białoruskiej produkcji – objaśnia Marek. Taki
      kombajn ścina zboże, następnie je młóci, a co zmłóci, to z tyłu, od razu,
      zasiewa :))) Nie wszystkie pola tak wyglądają. Kilka kołchozów jeszcze za
      prezydentury Szuszkiewicza zakupiło polskie Bizony i chyba nieźle na tym
      wyszło. Te nie gubią aż tak wiele ziarna i pola wyglądają po nich porządnie.
      Charakterystycznym elementem krajobrazu są widoczne często na polach wały, czy
      nasypy, podobne do kopcowanych ziemniaków, tylko wyższe i dłuższe. Początkowo
      zresztą jestem przekonany, że to właśnie ziemniaki w kopcach. Z błędu
      wyprowadza mnie Marek – jest to pozostała po żniwach słoma, którą zgarniają w
      takie kopce. W międzyczasie wiatr pokrył je drobinami lessowej ziemi i takie
      przykurzone sprawiają wrażenie wałów ziemnych. W ubiegłym roku, po olbrzymiej
      suszy jaka nawiedziła głównie wschodnią część kraju słomę tę wywożono tam
      ciężarówkami i służyła do karmienia bydła. Innych pasz nie było...
      A propos bydła – od czasu do czasu widać stada krów – takie po kilkaset nieraz
      sztuk. Przypomina się Afryka i masajskie krowy. Jedyna różnica, to ta, że te
      tutaj są łaciate...
      Kolejna charakterystyczna rzecz – jedziemy już kilkadziesiąt kilometrów – a we
      wszystkich mijanych wioskach spotykamy dokładnie takie same płoty. Ten sam
      kształt, to samo malowanie: sztachety na żółto, słupki podtrzymujące na
      ciemnobrązowo. Nasze zdziwienie Marek załatwia krótkim wyjaśnieniem: trasa jest
      międzynarodowa na Mińsk i dalej na Moskwę. Często jeździ nią prezydent
      Łukaszenka więc ma być ładnie. Dyrektorzy kołchozów dostali polecenie – więc
      stawiają płoty według narzuconego wzoru. Co ciekawe, spotykamy miejsca, gdzie
      nowy płot ogradza stary płot i ciągną się równolegle do siebie dwa ogrodzenia...
      A teraz same wioski: przeważa zabudowa drewniana. W większości widać wyłącznie
      drewniane chałupy, na ogół jeszcze przedwojenne. Poszarzałe deski,
      gdzieniegdzie tylko malują na jakiś kolor, na ogół żółty lub żołtawobrązowy.
      Często natomiast, nawet tam, gdzie ściany pozostały nie tknięte pędzlem, okna
      malowane są na niebiesko. W bogatszych kołchozach zdarza się widzieć pojedyncze
      domy murowane, a czasem nawet całe osiedla takich domków.
      Przy wsiach, ale czasami również po prostu przy polnych drogach spotyka się
      stojące drewniane krzyże. Katolickie, dużo rzadziej prawosławne ze skośną
      belką. Większość z nich jest stara, z pewnością jeszcze przedwojenna. Sporo
      przyozdobionych jest kolorowymi wstążkami, zupełnie jak w Polsce. Przetrwały,
      mimo wielu lat agresywnego komunizmu...
      Bardzo malowniczym elementem krajobrazu są maleńkie chutory, rozrzucone wśród
      pól. Widok to zaiste niecodzienny – jeden, dwa domki drewniane, otoczone
      niewielkim sadem. Przy domku studnia i kilka grządek. Muszą pięknie wyglądać
      kiedy wokół złoci się jeszcze zboże.
      Po wojnie miejscowej drobnej szlachcie i bogatszym chłopom odebrano ziemię, ale
      nawet komunistyczny ład nie zabraniał im pozostać we własnych domach. I to są
      właśnie ci, którzy pozostali „na swoim”. Są dziś często solą w oku dyrektorów
      kołchozu, bo we wsiach, które mijamy, właścicielem domów jest kołchoz. Jeśli
      zwalnia się pracownika, musi opuścić też dom. Natomiast chutorszczikow wyrzucić
      się nie da. Mają pewną niezależność. Co więc się robi? Ano można na przykład
      oborać chutor dookoła, nie pozostawiając drogi dojazdowej. Prądu też tam często
      nie uświadczysz. I takich samotnych wysp widać tu mnóstwo... Jeśli tu, jest
      najbogatszy rejon, to trudno mi jest wyobrazić sobie, jak wyglądać musi
      wschodnia Białoruś...
      Ale nie tylko wsie i pola mijamy. Pusta, choć międzynarodowa szosa przecina
      również tereny leśne. I to jakie... Puszcza Nalibocka rozciąga się po lewej
      stronie, krawędzią lasu dotykając drogi, to znowu uciekając, żeby zrobić trochę
      miejsca wioskom. Potężne lasy, ciągnące się ponoć aż do samego Mińska dawały
      kiedyś schronienie przed najazdami tatarskimi a w czasie II wojny światowej
      były ośrodkiem działania Armi Krajowej, która rządziła tu niepodzielnie. Niemcy
      nigdy nie mieli odwagi się w te lasy zapuszczać...
      Przed Lidą, skręcamy w prawo i pomału wjeżdżamy na Nowogródczyznę.
      Ukształtowanie terenu zmienia się – płaskie do tej pory pola, zaczynają falować
      i garbić się malowniczo, zupełnie jak na Roztoczu. Zmienia się też
      mikroklimat – na bardziej surowy. Lato jest tu krótsze, co zresztą widać gołym
      okiem, bo o ile Puszcza Nalibocka ciągle jeszcze koi oczy świeżą zielenią, to
      tutaj jesiony robią się już żółte, a klony dostały rumieńców...
      • habitus Re: Pola i puszcze... 17.09.03, 14:21
        Człowieku, co ty tam robisz w tych finansach? Ty książki pisz! Można do Twoich
        opowieści wpleść kilka postaci i pooooszło...
        • ralston Re: Pola i puszcze... 17.09.03, 14:36
          Poczekaj - postacie jeszcze będą :)))
          Habi jesteś drugą osobą, która mi to mówi. A to znak, że może trzebaby się nad
          tym zastanowić...
          Żartowałem. Ja mam rodzinę. Dzieci do wykarmienia. Z czegoś trzeba żyć :)
          • gwiezdny.zalogowany Re: Pola i puszcze... 17.09.03, 14:47
            ralston napisał:
            > Ja mam rodzinę. Dzieci do wykarmienia. Z czegoś trzeba żyć :)

            Rals, lepiej się dobrze zastanów. Np. ta Pani na pisaniu książek stratna nie
            wyszła:

            www.kidsreads.com/harrypotter/jkrowling.html
            www.scholastic.com/harrypotter/author/index.htm
            A jakby co, tak na przyszłość gdybyś się jednak zdecydował, to ja chciałbym
            0,001% Twoich przyszłych wynagrodzeń. Tak za podsunięcie pomysłu. Habitus też
            coś odpalisz, nie? Co Ty na to? :)
            • ralston Re: Pola i puszcze... 17.09.03, 15:00
              Jak zarobię tyle co ta pani to odpalę. Ale nie nastawiajcie się za bardzo :)))
        • awee Książki..... 17.09.03, 17:15
          habitus napisała:

          > Człowieku, co ty tam robisz w tych finansach? Ty książki pisz! Można do
          > Twoich opowieści wpleść kilka postaci i pooooszło...

          Tak sobie myślę, że Rals od dawna pisze książki, a w finansach siedzi po to,
          aby finansować wydanie tychże....

          • ralston Re: Książki..... 17.09.03, 17:46
            awee napisała:


            > Tak sobie myślę, że Rals od dawna pisze książki, a w finansach siedzi po to,
            > aby finansować wydanie tychże....
            >
            Z moich przygód wydawniczych przyznaję się tylko do autorstwa winiety gazetki
            studenckiej oraz jednego artykułu ekonomicznego w nie istniejącym już dziś
            dzienniku lubelskim. Więcej grzechów nie pamiętam a i za te żałuję :)))
            • habitus Re: Książki..... 17.09.03, 17:49
              ralston napisał:


              > Więcej grzechów nie pamiętam a i za te żałuję :)))
              To są drobne grzeszki, nie przejmuj się. Gdybyś walnął jaką powieść zając-
              pipczyn albo inkszejszy romans policyjny (pod pseudonimem) to byś miał się
              czego wstydzić :)))
    • all2 Re: Białoruś 17.09.03, 14:51
      Rals, łza się w oku kręci i przypomina mi się niegdysiejsza granica bułgarsko-
      rumuńska na jakiejś rzece, gdzie był bród bez mostu i celnik przychodził raz
      dziennie, a kto się spóźnił, musiał na niego czekać dobę. Najpierw przyczepił
      się do metalowej bransoletki, która była oksydowana dla szlachetniejszego
      wyglądu, i zabrał ją na parę godzin do ekspertyzy żeby sprawdzić czy nie antyk,
      a potem tak po prostu wziął sobie leżącą na wierzchu kasetę z zorbą i poszedł.
      Ech, chyba się przejadę na Białoruś...
      • ralston Re: Białoruś 17.09.03, 15:02
        all2 napisała:

        > Ech, chyba się przejadę na Białoruś...
        >
        To się musisz pośpieszyć. Od października wprowadzamy dla nich wizy. Pewnie oni
        też wprowadzą. Może być jeszcze ciekawiej na granicy :)))
        • all2 Re: Białoruś 17.09.03, 15:08
          Na pewno będzie ciekawiej, ale obawiam się, że wtedy weekend to już nie
          wystarczy na taką podróż. Co najmniej dwutygodniowy urlop :)))
    • ralston Ty, co gród zamkowy, Nowogródzki ochraniasz... 17.09.03, 16:46
      Przy wjeździe do Nowogródka można się przez chwilę poczuć jak w Białymstoku w
      okolicach ulicy Młynowej. Podobne, drewniane, domy, podobnie wyglądające
      podwórka. Z tą tylko różnicą, że tutaj uliczki są kręte i wiodą to stromo w
      górę to w dół, oddając pagórkowate ukształtowanie terenu. Kluczymy tymi
      uliczkami starając się utrzymać kierunek do centrum, co w praktyce okazuje się
      niełatwe. W pewnym momencie mijamy żółty, drewniany budynek z charakterystyczną
      wieżyczką - to meczet - ślad obecności, licznej niegdyś, grupy Tatarów. Tutaj w
      dorzeczu górnego Niemna, czyli na Rusi Czarnej, znaleźli schronienie
      uciekinierzy Złotej Ordy po wojnie domowej. Ich potomkowie do dziś w
      nieodległej Iwie modlą się jeszcze w jedynym na Białorusi czynnym meczecie.
      Ale my już zjeżdżamy w dół stromą, jednokierunkową uliczką i zatrzymujemy się u
      stóp wzgórza, na którym bieleją mury Witoldowej Fary, na przeciw okazałego
      drewnianego domu. Pukamy do drzwi, otwiera nam usmiechnięta siostra zakonna –
      nazaretanka i oznajmia, że obiad już czeka.
      Po skromnym, ale smacznym obiedzie, siostra oprowadza nas po parterze domu,
      gdzie znajdują się historyczne fotografie i dokumenty poświęcone nazaretankom,
      które przed wojną prowadziły tutaj szkołę i opiekowały się kościołem.
      Jedenaście z nich zostało 1 sierpnia 1943 roku rozstrzelanych przez hitlerowców
      w pobliskim lesie i pochowanych we wspólnym grobie, dwunasta ocalała i do lat
      sześćdziesiątych pozostała w Nowogródku. Wyrzucona z domu przez sowietów,
      mieszkała samotnie w zakrystii kościoła na wzgórzu i zgodnie z ostatnim
      zaleceniem przełożonej, s. Marii Stelli pilnowała świątyni. W związku z tym, że
      śmierć zakonnic była dobrowolną ofiarą w intencji ocalenia ok. 120 mieszkańców
      Nowogródka, aresztowanych przez Niemców, którzy wpadli w szał po kilku akcjach
      AK w Puszczy Nalibockiej, siostry zostały uznane za męczenniczki i
      beatyfikowane w 2000 roku. Wszyscy z aresztowanych nowogrodzian przeżyli
      wojnę... W małym, białym, murowanym domku który stoi tuż obok, zgromadzono
      garść pamiątek po zakonnicach: jakieś elementy habitów, fotografie, różaniec,
      szkaplerzny krzyżyk, notes z sentencjami wypisanymi ze znajomością pięknej
      przedwojennej kaligrafii, obrus wykonany szydełkiem przez jedną z sióstr.
      Niewiele tego zostało jak na stosunkowo nieodległą przeszłość...
      Z klasztoru nazaretanek wędrujemy z siostrzyczką na sąsiednie wzgórze do
      kościoła p.w. Przemienienia Pańskiego, lepiej znanego jako Biała Fara.
      Niezwyczajny to kościół i o zacnej historii, wartej kilku słów. Wybudował go
      książe Witold gdzieś w początkach XV wieku. Niewiele tak starych i pięknych
      obiektów oszczędziły liczne wojny, które pustoszyły te tereny. To w tym
      kościele w 1422 roku Władysław Jagiełło brał sobie za żonę Sonkę Holszańską,
      zwaną „Matką Królów”. Jej krew płynie dziś w żyłach bodaj wszystkich monarszych
      rodów Europy. Wydarzenie to upamiętnia tablica wmurowana w zewnetrzną ścianę
      kościoła. Przez zakrystię, korzystając z uprzejmości naszej siostrzyczki i
      posiadanych przez nią kluczy, wchodzimy do środka. Oglądamy małe, ciemne
      pomieszczenie, w którym przez wiele lat mieszkała s. Małgorzata – jedyna
      ocalała nazaretanka z nowogródzkiego klasztoru. Nie wiem jak byłbym tu w stanie
      przeżyc choćby jedną zimę...
      Wewnątrz kościoła w bocznej nawie, nad marmurowym sarkofagiem ze szczątkami
      sióstr nazaretanek, przeniesionymi tu po ekshumacji, odnajdujemy dużego formatu
      obraz beatyfikacyjny. Zakonnice przedstawione są na nim w chmurach, w
      poruszonych wiatrem habitach, a w dole, w prześwicie między obłokami widać
      właśnie Białą Farę. Na ścianie obok znajduje się może niepozorny, ale jeden z
      najbardziej znanych obrazów Matki Bożej. Bo któż nie zna tych słów:

      „Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy
      I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy
      Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!
      Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem,
      (Gdy od płaczącej matki pod Twoją opiekę
      Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę
      I zaraz mogłem pieszo do Twych świątyń progu
      Iść za wrócone życie podziękować Bogu),
      Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.”

      To w tym kościele w 1799 r. został ochrzczony Adam Mickiewicz. Przed tym
      obrazem klękał wiele razy. Tak mocno zapadł mu w pamięć...
      • chatka_ Re: Ty, co gród zamkowy, Nowogródzki ochraniasz.. 17.09.03, 16:55
        Dziwie sie Redakcji, Rals juz dawno powinien miec stala rubryke ...:)
        • ralston Re: Ty, co gród zamkowy, Nowogródzki ochraniasz.. 17.09.03, 17:05
          To miłe z Twojej strony :) Ale stała rubryka w gazecie to obowiązki. A ja to
          piszę dla przyjemności :) I czuję, że jakbym musiał pisać, bo by mnie terminy
          goniły na ten przykład, to przestałoby mnie to bawić.
          • chatka_ Re: Ty, co gród zamkowy, Nowogródzki ochraniasz.. 17.09.03, 18:15
            Rals, ale przeciez i tak piszesz! :) A to co juz napisales na TT i na
            watku "Dziki jest swiat" wystarczyloby na pare miesiecy! :)
            • awee To może tak ? : 17.09.03, 18:22

              Jeśli ktoś chce mieć książkę autorstwa Ralstona wystarczy zebrać w całość
              wszystkie opowieści o podróżach jakie wykrzesał z siebie na FB oraz TT,
              wydrukować, oprawić, a potem zgłaszać się do autora po autograf. Na długie,
              zimowe wieczory będzie jak znalazł..... :)

              • ralston Re: To może tak ? : 17.09.03, 18:25
                Kto chce, to może mieć toto wszystko już przez Ralstona w Wordzie zebrane. Jak
                tylko błędy posprawdza i popoprawia... Zaraz, zaraz - ktoś tu dziś zdał egzamin
                z korektury... :)))
                • chatka_ Re: To może tak ? : 17.09.03, 18:31
                  I zdjecia masz by opowiastki okrascic! Ludzie niech ktos pomoze znalezc
                  wydawce!!!!
                  • chatka_ Re: To może tak ? : 17.09.03, 18:34
                    Bo promocje w centrum Bialegostoku z pokazem slajdow masz juz zalatwiona!:)))
                    • habitus Re: To może tak ? : 17.09.03, 19:12
                      Rals, przyślij mi to. Uwielbiam korektę. Cała rodzina daje mi teksty do
                      sprawdzania. :)))
                      • ralston Re: To może tak ? : 17.09.03, 23:31
                        habitus napisała:

                        > Rals, przyślij mi to. Uwielbiam korektę. Cała rodzina daje mi teksty do
                        > sprawdzania. :)))


                        Serio, serio?
                    • ralston Re: To może tak ? : 17.09.03, 23:31
                      chatka_ napisała:

                      > Bo promocje w centrum Bialegostoku z pokazem slajdow masz juz zalatwiona!:)))

                      Hmmm... na to jeszcze bym się pisał bo gadać lubię. Ale najpierw poczekajmy, co
                      na slajdach wyszło, żeby nie było wstydu pokazywać.
        • luego Re: Ty, co gród zamkowy, Nowogródzki ochraniasz.. 17.09.03, 19:31
          Tez sie dziwie redakcji... :)
          Myslicie ze tumanowaci dziennikarze chca miec ostra konkurencje? :)
          • ralston Re: Ty, co gród zamkowy, Nowogródzki ochraniasz.. 17.09.03, 23:34
            luego napisała:

            > Tez sie dziwie redakcji... :)
            > Myslicie ze tumanowaci dziennikarze chca miec ostra konkurencje? :)

            Lu, ale co to za konkurencja dla dziennikarstwa? Przecież to tylko absolutnie
            subiektywne wspominki z wyjazdów. Kto by to chciał czytać? Nijak się słowem
            tego opisać nie da. To trzeba zobaczyć okiem, dotknąć palcami, powąchać, objąć
            sercem, wyobraźnią...
    • ralston Zamek na barkach nowogródzkiej góry... 17.09.03, 23:35
      Opuszczamy szlachetne mury nowogródzkiej fary i żegnamy się z przemiłą
      siostrzyczką. Co prawda zaofiarowała się, że nas oprowadzi po całym miasteczku,
      ale po pierwsze nie chcemy nadużywać jej gościnności, a po drugie – gdybyśmy
      jednak się zdecydowali tej gościnności nadużyć, to prawdopodobnie do dzisiaj
      nie wyjechalibyśmy z Nowogródka, tak szczegółowo i wyczerpująco o wszystkim
      opowiadała... W trójkę już więc tylko wspinamy się na sąsiednie do kościelnego
      wzgórze, z którego sterczą ruiny dwóch wież. Jedna z nich, zabezpieczona
      obecnie rusztowaniami i wiatą, szczególnie na myśl przywodzi okaleczony kikut.
      Druga, choć poszczerbiona i skruszona – sterczy z dumą nad zamkową fosą. Po
      drodze musimy najpierw ją pokonać a potem wspiąć się po stromym, porośniętym
      świeżą soczyście-zieloną trawą, zboczu. Z dobrodziejstwa tego korzysta
      niewielkie stado kóz, radosnymi pobekiwaniami komentując nasze wysiłki. W końcu
      stajemy na szczycie wzniesienia i podziwiamy to, co zostało z potężnych niegdyś
      murów twierdzy Mendoga. Tu kiedyś mieściło się centrum państwowości litewskiej.
      Nowogródek został założony prawdopodobnie już w 1116 roku a pierwsze pisemne
      wzmianki o nim pochodzą z połowy wieku XI. Litewski książe Mendog, ten który
      zjednoczył plemiona litewskie i przyłączył do Litwy Ruś Czarną (czyli dorzecze
      górnego Niemna) tu właśnie w Nowogródku ustanowił stolicę swego państwa. W 1251
      roku przyjął chrzest i otrzymał zgodę na koronację od ówczesnego papieża. I jak
      dotąd jest jedynym królem Litwy. Nigdy przed nim ani po nim Litwa króla nie
      miała... W roku 1260 chrześcijaństwo porzucił i stanął u boku Żmudzinów w ich
      walce z Zakonem Krzyżackim.
      Na dziedzińcu zamku widać resztki fundamentów dawnej cerkwi, odkryte przez
      polskich archeologów w 1924 r. Była to cerkiew p.w. Bogarodzicy. Tu odbył się
      Sobór Nowogrodzki w 1415 r., tu odbywały się począwszy od 1581 r. aż do
      rozbiorów sądy trybunalskie. Cerkiew, jako unicką, rozebrano w 1850 roku.
      Z zamku przechodzimy obok pomnika Adama Mickiewicza na kopiec usypany na jego
      cześć. Pod pomnikiem spotykamy dwoje szczęśliwych ludzi. Ona w białej sukni z
      welonem i bukietem kwiatów, on w ciemnym garniturze. Przed chwilą wzięli ślub,
      a teraz fotografują się pod pomnikiem wieszcza i na tle zamkowych murów.
      Wdrapujemy się na kopiec i dopiero z jego szczytu widzimy jak na dłoni potęgę
      jaką musiał stanowić niegdyś ten zamek. Wykorzystano naturalne ukształtowanie
      terenu, jego znaczne obniżenie w stronę doliny Niemna, z drugiej strony usypano
      wały i przekopano fosę. W czasach Mickiewicza musiał robić jeszcze większe
      wrażenie, skoro akcję „Grażyny” umieścił właśnie tutaj. Oto, jak go widział
      poeta:

      „Zamek na barkach nowogródzkiej góry
      Od miesięcznego brał pozłotę blasku;
      Po wałach z darni i po sinym piasku
      Olbrzymim słupem łamał się cień bury,
      Spadając na fosę, gdzie wśród wiecznych cieśni
      Dyszała woda spod zielonych pleśni.”

      Dziś już stanowi tylko cień, ledwie wątłe wspomnienie dawnej świetności...
      • ralston Re: Zamek na barkach nowogródzkiej góry... 18.09.03, 12:22
        Doczytałem gdzieś na internecie, że zamek nowogródzki pretenduje również do
        bycia pierwowzorem zamku Horeszków z Pana Tadeusza. Ale nie jest jedynym
        zamkiem, który chce się tym szczycić :)
    • ralston Nowogródek magiczny... 18.09.03, 11:57
      Samo miasteczko sprawia senne wrażenie w to wrześniowe, ciepłe popołudnie. Na
      uliczkach niewielu ludzi, aż trudno uwierzyć, że dzisiejszy Nawahrudak to około
      30 tysięczna miejscowość. Nikt się donikąd nie śpieszy. Pani w kiosku na
      moje ‘zdrastwujtie’ odpowiada ‘dobry dzeń’ i leniwie podaje dwie puszki
      rosyjskiego piwa Baltika, sprawnie odliczając resztę. Na przeciw kiosku widzimy
      zdewastowany kościół. To podominikańska świątynia p.w. św. Michała Archanioła.
      Dominikanów wyrzucono stąd po powstaniu listopadowym, podobnie jak
      franciszkanów z ich kościoła i klasztoru. Tyle, że w kościele franciszkańskim
      urządzono cerkiew, więc budynek zachował się w dobrym stanie, natomiast ten,
      wybudowany w 1624 roku gmach, ciężko odczuł przede wszystkim czasy sowieckie.
      Przez jakiś czas służył jako magazyn mebli, przez pewien okres był też czymś w
      rodzaju klubu miejscowej młodzieży. W miejscu prezbiterium urządzono wtedy
      toalety... W latach siedemdziesiątych pożar strawił wnętrza i od tamtego czasu
      z wolna popadał w ruinę. Przez przegrodzony kratą otwór wejściowy, pozbawiony
      drzwi zaglądamy do środka, który przedstawia smutny obraz zaniedbań i
      zniszczenia... Dziesięć lat temu spękane białe mury kościoła i dawnej szkoły
      dominikanów zostały, co prawda, zwrócone kościołowi katolickiemu, ale potrzeba
      by było potężnych nakładów, żeby je odbudować...
      Spacerem udajemy się w stronę centralnego placu. Ładne kamieniczki, odnowione
      parę lat temu z okazji roku Mickiewiczowskiego, sprawiają miłe, zadbane
      wrażenie. Pośród nich można wciąż jeszcze niestety odnaleźć i pomnik
      Włodzimierza Iljicza... Podobnie jak kamienice, pięknie odremontowany przez
      polski Budimex, cieszy oczy dworek Mickiewiczów. U wejścia dwie tablice: jedna
      z popiersiem poety i napisem w języku białoruskim, druga z napisem po polsku.
      Nie wchodzimy jednak do środka, Marek zapewnia nas, że niewiele tam można
      zobaczyć – ot, garść portretów rodzinnych, trochę stylowych mebli i pamiątek po
      Maryli Wereszczakównie, a przed nami jeszcze na dziś inne atrakcje. Wracamy
      więc nieśpiesznie do samochodu, idąc wąskimi uliczkami i chłonąc atmosferę
      typowego miasteczka kresowego, z jego niespotykaną nigdzie indziej mieszaniną
      kultur, religii, z niezwykłą historią. Jak w wielu miejscach na Kresach
      znajdzie się tu kościoły i cerkwie, synagogę i meczet. Kiedy sercem zapuści się
      nieco wstecz, w uszach zadźwięczy gwar wielu języków.

      Kiedy wyjeżdżałem na Białoruś wiele osób pytało, czy się nie boję, czy tam jest
      bezpiecznie. Dziś wiem już na pewno, że Nowogródek należy do tych miejsc, które
      mogą stać się niebezpieczne. Należy bowiem do miejsc magicznych, gdzie
      chciawszy czas pokonać w odwrotną do jego naturalnego biegu stronę, można
      czasem pozostać gdzieś tam pomiędzy, nie powracając już całkiem do
      rzeczywistości...
      • habitus Re: Nowogródek magiczny... 18.09.03, 12:22
        A Ralston mnie przytłacza. Nie napiszę żadnych wspomnień z niczego. I już. Nie
        ten poziom, niestety. :)
        • ralston Re: Nowogródek magiczny... 18.09.03, 12:24
          habitus napisała:

          > A Ralston mnie przytłacza. Nie napiszę żadnych wspomnień z niczego. I już.
          Nie
          > ten poziom, niestety. :)

          Nawet nie waż się tak myśleć, nie mówiąc już o pisaniu!
          • habitus Re: Nowogródek magiczny... 18.09.03, 12:25
            A właśnie że się ważę!
            Ważu, ważu, ważu... O!!!
            • ralston Re: Nowogródek magiczny... 18.09.03, 12:26
              No tak, zapomniałem, że mam z Wagą do czynienia...
              • habitus Re: Nowogródek magiczny... 18.09.03, 12:28
                ralston napisał:

                > No tak, zapomniałem, że mam z Wagą do czynienia...

                A ja tak właśnie patrzę - co mnie tak gibie?
                Ale myślałam, prosta kobiecina, że to zazdrość. Patrzajta!
                • ralston Re: Nowogródek magiczny... 18.09.03, 12:33
                  Tu nie ma co zazdrościć. Tu trzeba wsiadać w samochód, albo pociąg, albo
                  autobus i jechać, oglądać, wdychać, przeżywać... No z tym wdychaniem może nie
                  należy przesadzać - w Nowogródku nawąchałem się też trochę zapachu bimbru,
                  kiedy ktoś wylewał do ogródka pozostałości z destylacji. I tak sobie spływało
                  toto w dół uliczki całkiem wartkim strumieniem :)))
                  • habitus Re: Nowogródek magiczny... 18.09.03, 12:35
                    ralston napisał:

                    > Tu nie ma co zazdrościć. Tu trzeba wsiadać w samochód, albo pociąg, albo
                    > autobus i jechać, oglądać, wdychać, przeżywać... No z tym wdychaniem może
                    nie
                    > należy przesadzać - w Nowogródku nawąchałem się też trochę zapachu bimbru,
                    > kiedy ktoś wylewał do ogródka pozostałości z destylacji. I tak sobie spływało
                    > toto w dół uliczki całkiem wartkim strumieniem :)))

                    Jak w dowcipie o złotej rybce. Szczęśliwy to kraj, bimbrem płynący. :))

      • ralston Nowogródek magiczny - suplement 22.09.03, 12:35
        Odebrałem w sobotę slajdy - i niech zczezną laboranci i pchły ich. Sporo
        slajdów porysowanych :((( I od nowa muszę szukać porządnego zakładu. Ale nie o
        tym chciałem - jak to często bywa, przy zdjęciach, coś się tam zawsze jeszcze
        przypomni. Natomiast rzadko się zdarza, żeby w relacji zgubić, jak mi się to
        udało tym razem, zacny i wart wspomnienia obiekt. Otóż oprócz kościoła
        franciszkańskiego, przerobionego na cerkiew, znajduje się tu jeszcze jedna
        bardzo stara, bo pochodząca z XIII w. cerkiew pod wezwaniem świętych Borysa i
        Gleba. Ta, co ciekawe, jeszcze mniej przypomina świątynię prawosławną a jeszcze
        bardziej niż pofranciszkańska - kościół. Brak w niej charakterystycznych kopuł,
        są za to dwie masywne, białe wieże, zupełnie jak w katolickich katedrach.
        Cerkiew od XVII wieku była unicka, od 1839 r., po delegalizacji kościoła
        unickiego w Rosji, ponownie prawosławna. Po wojnie, jak to w ZSRR, przez wiele
        lat służyła jako archiwum. Szczęściem oparła się zapałom rewolucyjnym, które
        niejeden piękny i zabytkowy obiekt potraktowały dynamitem... Celom kultu
        religijnego przywrócona została dopiero w 1996 roku, w ramach ukłonu Łukaszenki
        w stronę tradycyjnie prawosławnej części społeczeństwa Białorusi (sam prezydent
        określa siebie jako prawosławnego ateistę :)))

    • ralston Re: Białoruś 18.09.03, 14:38
      Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie...

      Żal się rozstawać z Nowogródkiem, ale pora już ruszać dalej. Za oknami
      samochodu przesuwają się najpierw pola wsie i chutory. Wśród nich miejsce,
      którego nazwy zapamiętać się nie udało, według Marka miejsce, gdzie kiedyś stał
      dwór szlachecki – pierwowzór Soplicowa. Dziś z dworu nie zostały nawet
      fundamenty i tylko lipowa aleja podpowiada, że kiedyś żyli tu ludzie...
      Kiedy pola ustępują miejsca drzewom Puszczy Ruskiej, to znak, że zbliżamy się
      do celu podróży. I rzeczywiście chwilę później zatrzymujemy się nad brzegiem
      jeziora. Przed nami Świteź...
      Jezioro tworzy prawie regularne koło, otoczone lasem. U brzegu – dwa wkopane w
      ziemię kamienne głazy. Na nich wyryte pierwsze wersy ballady Adama
      Mickiewicza „Świteź”. Litery nieco już zatarte, ale ciągle dadzą się odczytać:

      „Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie,
      Do Płużyn ciemnego boru
      Wjechawszy, pomnij zatrzymać twe konie,
      Byś się przypatrzył jezioru.”

      Na drugim kamieniu – to samo tylko po bialorusku, wszak wszystkim tutaj
      wiadomo, że samyj wielikij biełaruskij poet to właśnie nikt inny jak tylko Adam
      Mickiewicz. Posłuszni wieszczowi podziwiamy cudownie przejrzystą wodę i piasek
      jasnego koloru. Wgłąb jeziora biegnie pomost zakończony altanką. Stojąc na jej
      krawędzi można się przekonać, jak bardzo czysta jest woda. Brak tu roślinności,
      nie widać nawet glonów, a i trzciny niewiele tylko tu i ówdzie wystaje z wody
      po brzegach. Podobno jednak już tylko kilka metrów dalej dna dostrzec nie
      sposób – zapada się nagle i tworzy głęboką, niezbadaną toń.
      Samo jezioro otoczone jest tajemniczym wałem około metrowej wysokości. Od
      strony jeziora woda woda wypłukuje z niego czasami spore kamienie. To
      prawdopodobnie one nie pozwalają korzeniom drzew wniknąć głęboko w grunt. Płożą
      się więc, pokrywając nasyp przedziwną plątaniną. Niektóre z drzew, wśród nich
      piękne i rzadkie czarne brzozy, pochylają się nisko nad wodę. Miejscami odnosi
      się wrażenie, że jej lustro leży powyżej ziemi i gdyby nie wał – rozlałaby się
      szeroko...
      Słońce chyli się już z wolna ku zachodowi, długie cienie rysują się na lądzie i
      na cichutkiej, nie zmąconej falą powierzchni wody. W bezwietrznej ciszy nie
      zaszumią nawet stare dęby i sosny. Część z nich poszła już zresztą pod topór i
      z ziemi wystają jedynie potężne nieraz pniaki, niektóre takie, że dwóch
      dorosłych mężczyzn by trzeba, żeby je objąć. Zryta ziemia znaczy miejsca,
      którymi ciągnięto po ściółce powalone olbrzymy.
      Szkoda, że trzeba już wracać, bo chciałoby się jeszczeć raz spojrzeć na Świteź
      oczyma Mickiewicza kiedy słońce już całkiem skryje się za horyzontem:

      „Jeżeli nocną przybliżysz się dobą
      I zwrócisz ku wodom lice,
      Gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą,
      I dwa obaczysz księżyce.

      Niepewny, czyli szklanna spod twej stopy
      Pod niebo idzie równina,
      Czyli też niebo swoje szklanne stropy
      Aż do nóg twoich ugina:

      Gdy oko brzegów przeciwnych nie sięga,
      Dna nie odróżnia od szczytu,
      Zdajesz się wisieć w środku niebokręga,
      W jakiejś otchłani błękitu.”

      Cóż – niech zostanie więc jakiś pretekst, żeby jeszcze tu kiedyś powrócić. No i
      z drugiej strony w końcu może lepiej nie ryzykować? Może nie na darmo pisał
      Mickiewicz:

      „Tak w noc, pogodna jeśli służy pora,
      Wzrok się przyjemnie ułudzi;
      Lecz żeby w nocy jechać do jeziora,
      Trzeba być najśmielszym z ludzi.

      Bo jakie szatan wyprawia tam harce!
      Jakie się larwy szamocą!
      Drżę cały, kiedy bają o tym starce,
      I strach wspominać przed nocą.”

      Jakoś musimy się przecież pocieszać musząc wracać do Grodna :)))
    • ralston Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie... 18.09.03, 14:47
      Żal się rozstawać z Nowogródkiem, ale pora już ruszać dalej. Za oknami
      samochodu przesuwają się najpierw pola wsie i chutory. Wśród nich miejsce,
      którego nazwy zapamiętać się nie udało, według Marka miejsce, gdzie kiedyś stał
      dwór szlachecki – pierwowzór Soplicowa. Dziś z dworu nie zostały nawet
      fundamenty i tylko lipowa aleja podpowiada, że kiedyś żyli tu ludzie...
      Kiedy pola ustępują miejsca drzewom Puszczy Ruskiej, to znak, że zbliżamy się
      do celu podróży. I rzeczywiście chwilę później zatrzymujemy się nad brzegiem
      jeziora. Przed nami Świteź...
      Jezioro tworzy prawie regularne koło, otoczone lasem. U brzegu – dwa wkopane w
      ziemię kamienne głazy. Na nich wyryte pierwsze wersy ballady Adama
      Mickiewicza „Świteź”. Litery nieco już zatarte, ale ciągle dadzą się odczytać:

      „Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie,
      Do Płużyn ciemnego boru
      Wjechawszy, pomnij zatrzymać twe konie,
      Byś się przypatrzył jezioru.”

      Na drugim kamieniu – to samo tylko po bialorusku, wszak wszystkim tutaj
      wiadomo, że samyj wielikij biełaruskij poet to właśnie nikt inny jak tylko Adam
      Mickiewicz. Posłuszni wieszczowi podziwiamy cudownie przejrzystą wodę i piasek
      jasnego koloru. Wgłąb jeziora biegnie pomost zakończony altanką. Stojąc na jej
      krawędzi można się przekonać, jak bardzo czysta jest woda. Brak tu roślinności,
      nie widać nawet glonów, a i trzciny niewiele tylko tu i ówdzie wystaje z wody
      po brzegach. Podobno jednak już tylko kilka metrów dalej dna dostrzec nie
      sposób – zapada się nagle i tworzy głęboką, niezbadaną toń.
      Samo jezioro otoczone jest tajemniczym wałem około metrowej wysokości. Od
      strony jeziora woda woda wypłukuje z niego czasami spore kamienie. To
      prawdopodobnie one nie pozwalają korzeniom drzew wniknąć głęboko w grunt. Płożą
      się więc, pokrywając nasyp przedziwną plątaniną. Niektóre z drzew, wśród nich
      piękne i rzadkie czarne brzozy, pochylają się nisko nad wodę. Miejscami odnosi
      się wrażenie, że jej lustro leży powyżej ziemi i gdyby nie wał – rozlałaby się
      szeroko...
      Słońce chyli się już z wolna ku zachodowi, długie cienie rysują się na lądzie i
      na cichutkiej, nie zmąconej falą powierzchni wody. W bezwietrznej ciszy nie
      zaszumią nawet stare dęby i sosny. Część z nich poszła już zresztą pod topór i
      z ziemi wystają jedynie potężne nieraz pniaki, niektóre takie, że dwóch
      dorosłych mężczyzn by trzeba, żeby je objąć. Zryta ziemia znaczy miejsca,
      którymi ciągnięto po ściółce powalone olbrzymy.
      Szkoda, że trzeba już wracać, bo chciałoby się jeszczeć raz spojrzeć na Świteź
      oczyma Mickiewicza kiedy słońce już całkiem skryje się za horyzontem:

      „Jeżeli nocną przybliżysz się dobą
      I zwrócisz ku wodom lice,
      Gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą,
      I dwa obaczysz księżyce.

      Niepewny, czyli szklanna spod twej stopy
      Pod niebo idzie równina,
      Czyli też niebo swoje szklanne stropy
      Aż do nóg twoich ugina:

      Gdy oko brzegów przeciwnych nie sięga,
      Dna nie odróżnia od szczytu,
      Zdajesz się wisieć w środku niebokręga,
      W jakiejś otchłani błękitu.”

      Cóż – niech zostanie więc jakiś pretekst, żeby jeszcze tu kiedyś powrócić. No i
      z drugiej strony w końcu może lepiej nie ryzykować? Może nie na darmo pisał
      Mickiewicz:

      „Tak w noc, pogodna jeśli służy pora,
      Wzrok się przyjemnie ułudzi;
      Lecz żeby w nocy jechać do jeziora,
      Trzeba być najśmielszym z ludzi.

      Bo jakie szatan wyprawia tam harce!
      Jakie się larwy szamocą!
      Drżę cały, kiedy bają o tym starce,
      I strach wspominać przed nocą.”

      Jakoś musimy się przecież pocieszać musząc już wracając do Grodna :)))
      • saunne Re: Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie.. 18.09.03, 17:08
        Rals: to było piękne... (czekam na cdn)

        Habi: pisz! (w domyśle ton bezwzględny;)

        • habitus Re: Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie.. 18.09.03, 17:10
          O! Saunneczko. Już myslałam, że wyjechałas odpocząć po egzaminie. :) Witaj.
          • saunne Re: Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie.. 18.09.03, 17:17
            Niestety od kilku lat jestem nadwyraz przywiazana do miasta... :-/
            Ostatnie wyjazdy tylko kilkadziesiąt km za Białystok. Ale nie narzekam :-)

            ps. Pisz! ;-)
            • habitus Re: Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie.. 18.09.03, 17:20
              Przyjedź do Warszawy. Zawiozę Cię w ciekawe miejsca albo poproszę Ale, żeby Ci
              pokazała warszawskie zaułki. Do teatru pójdziemy...
              • ralston Re: Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie.. 18.09.03, 17:22
                habitus napisała:

                > Przyjedź do Warszawy. Zawiozę Cię w ciekawe miejsca albo poproszę Ale, żeby
                Ci
                > pokazała warszawskie zaułki. Do teatru pójdziemy...

                To może zgodnie z tytułem - na Nowogrodzką? Nie polecam - samochód mi tam
                ukradli... A w teatrze to już ze sto lat nie byłem, chociaż pracuję tak blisko
                teatru...
                • habitus Re: Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie.. 18.09.03, 17:24
                  ralston napisał:


                  > To może zgodnie z tytułem - na Nowogrodzką? Nie polecam - samochód mi tam
                  > ukradli... A w teatrze to już ze sto lat nie byłem, chociaż pracuję tak
                  blisko
                  > teatru...
                  Pracujesz przy Wiejskiej? ;)))


                  • ralston Re: Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie.. 18.09.03, 17:26
                    habitus napisała:

                    > ralston napisał:
                    >
                    >
                    > > To może zgodnie z tytułem - na Nowogrodzką? Nie polecam - samochód mi tam
                    > > ukradli... A w teatrze to już ze sto lat nie byłem, chociaż pracuję tak
                    > blisko
                    > > teatru...
                    > Pracujesz przy Wiejskiej? ;)))
                    >

                    Teatru - wyraźnie napisałem - nie cyrku! :)))
                • awee Re: Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie.. 18.09.03, 17:56

                  habitus napisała:

                  Przyjedź do Warszawy. Zawiozę Cię w ciekawe miejsca albo poproszę Ale, żeby Ci
                  pokazała warszawskie zaułki.

                  ralston napisał:

                  To może zgodnie z tytułem - na Nowogrodzką? Nie polecam - samochód mi tam
                  ukradli...


                  Hmm, już sama nazwa "warszawskie zaułki" brzmi groźnie, a co dopiero tam być ;)


        • ralston Re: Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie.. 18.09.03, 17:20
          saunne napisała:

          > Rals: to było piękne... (czekam na cdn)
          >
          > Habi: pisz! (w domyśle ton bezwzględny;)
          >
          Dzięki. Dalej już chyba tak pięknie nie będzie. Same Grodno oglądaliśmy w takim
          tempie, że dziś już niewiele z tego pamiętam - jakieś pasmo oderwanych od
          siebie obrazów, których nie jestem nawet w stanie ułożyć w chronologiczną
          sekwencję (może jak odbiorę zdjęcia?). Jeden weekend, to w sam raz, żeby się w
          tym rozsmakować i mieć do czego tęsknić, ale za mało, żeby zobaczyć wszystko,
          co warte zobaczenia...
          • saunne Re: Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie.. 18.09.03, 17:30
            Wiesz co Habi? Zastanowię się (jutro przy wyorywaniu starych pni) :-)
            Dziękuję (wzruszona).
            • saunne Re: Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie.. 18.09.03, 17:31
              Rals a może zamieściłbyś kilka zdjęć na foto.pl itp.?
              • ralston Re: Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie.. 18.09.03, 17:34
                Nie wiem jeszcze jakiej są jakości. Odbieram slajdy i skany w sobotę. Jak się
                coś nada, to powieszę na plfoto. Jeśli nie, to może chociaż album zrobię na
                onecie.
                Się zobaczy :)
      • ralston Re: Ktokolwiek będziesz... - suplemencik 22.09.03, 12:43
        A poniżej link do pełnego tekstu ballady Świteź:

        www.oss.wroc.pl/mickiewicz/mj/autor001/text0053.htm
        Miłej lektury :)
    • ralston Bieriezouka 19.09.03, 18:18
      W drodze powrotnej zajeżdżamy jeszcze do Brzozówki, jednego z niedużych
      miasteczek, czy też może większych wsi - trudno powiedzieć. Chcemy obejrzeć z
      bliska nowo wybudowany kościół – rzecz raczej rzadko spotykaną na Białorusi a
      jeśli już, to wyłącznie w jej zachodniej części. Kościółek jest zupełnie
      przeciętnej urody, zbudowany z czerwonej cegły, podobny do wielu nowych
      kościołów w Polsce. Przy kościele zastajemy proboszcza, który jest Polakiem,
      pracującym tu już od ładnych kilku, kilkunastu lat. Opowiada nam swoją
      historię. Trafił tu trochę przypadkiem, zaproszony przez kogoś z Bieriezouki i
      jakiś czas pracował wśród tutejszej ludności. Potem wrócił do Polski i znalazł
      się w grupie księży przygotowywanych w seminarium przemyskim do pracy na
      Ukrainie. Po wielu listach, jakie otrzymał biskup przemyski Tokarczuk od
      mieszkańców Brzozówki z prośbami, żeby pozwolił „ich” księdzu wrócić, wyraził
      zgodę i tym sposobem kapłan znalazł się na powrót na Białorusi.
      To on organizował budowę kościoła, zbierał fundusze (dużej pomocy udzieliła
      niemiecka fundacja Kirche in Not), załatwiał materiały i transport. Przeogromny
      wkład mieli też sami mieszkańcy, którzy wykonali olbrzymią większość prac.
      Właściwie wszystkie cegły potrzebne do wzniesienia murów wtargali na własnych
      grzbietach. Dźwig został ściągnięty dopiero do budowy wieży.
      Wewnątrz skromnie urządzonego kościoła, proboszcz opowiada nam jego historię.
      Otóż stanął on na miejscu poprzedniego, drewnianego kościółka, wybudowanego tu
      w 1930 roku, przez miejscowego przemysłowca – właściciela niedużej huty szkła.
      Tradycje hutnicze podtrzymuje Brzozówka zresztą do dziś, bo prawie na przeciwko
      kościoła straszą mury współczesnego stiekłozawoda. Ten pracuje obecnie tylko na
      pół gwizdka, jak wiele zakładów przemysłowych na Białorusi. Jeśli jest wypłata –
      pracownicy cieszą się bardzo, niestety coraz częściej otrzymują wynagrodzenie
      w naturze, tj. kryształach, produkowanych przez zakład. Ale wróćmy do starego
      kościółka. Opuszczony po wojnie, kiedy nie wolno było odprawiać nabożeństw,
      pomału niszczał. W latach pięćdziesiątych, buldożerami zniszczono to, co
      jeszcze pozostało. Dawni parafienie przechowali ukryte gdzieś w domach za
      piecami, w stodołach: monstrancję, obrazy i rzeźby ze starego kościoła i kilku
      innych okolicznych, które spotkał ten sam los. Oglądamy je dzisiaj wewnątrz
      nowych murów. Wiszący nad ołtarzem malunek przedstawia scenę zesłania Ducha Św.
      i takie prawdopodobnie było wezwanie starego kościoła. Całkowitej pewności nie
      ma, bo stosowne dokumenty zaginęły w czasie wojny.
      W innych okolicach podobno udawało się mieszkańcom przechować przez te lata
      nawet dzwony, zakopywane na ogół gdzieś w ziemi. Tutaj dzwony stały się
      pretekstem do aresztowania przez władze radzieckie przedwojennego proboszcza.
      Otóż kiedy wkroczyli tu Niemcy, przyjechali je skonfiskować. Ksiądz protestował
      mówiąc, że po co im dzwony, że i bez nich wojnę wygrają. Te słowa obróciły się
      przeciw niemu, kiedy przyszła krasnaja armia -zostały zinterpretowane jako
      popieranie faszyzmu...
      Miło się gawędzi, ale tymczasem zrobiło się już późno. Ksiądz jednak nie chce
      nas wypuścić i zaprasza na kolację. Po chwili wahania ciekawość jednak bierze
      górę. Idziemy na plebanię. Kolacja już czeka gotowa - musiał wcześniej dać
      znać, że potrzebne będą dodatkowe nakrycia. Na stole większość produktów z
      polskimi etykietami. Wszystkie przyprawy, ketchup, musztarda, kawa, herbata,
      dżem, miód. Miejscowe jest chyba tylko to, czego nie da się dłużej przechować –
      masło, chleb, wędliny. Chleb mają tu ciemnawy, ale nie tak bardzo, jak nasz
      razowy, w smaku jest raczej nieszczególny – właściwie możnaby powiedzieć, że
      jest smaku pozbawiony.
      Przy kolacji towarzyszy nam diakon, wyświęcony już tu na Białorusi, ale dobrze
      mówiący po polsku. Nie dziwne to zresztą, bo z polskiej szlachty zaściankowej
      pochodzi, co zdradza też jego fizjonomia. Niezbyt kształtna głowa, wysunięta
      dolna szczęka z lekko zniekształconą wargą – skutek niewielkiej wymiany genów,
      będący wynikiem zawierania małżeństw najczęściej między sąsiednimi zaściankami -
      niepodważalne świadectwo szlachetności krwii.
      Po drugiej stronie stołu siedzą trzy zakonnice, które pomagają w pracy na tej
      rozległej parafii. Rozległej – bo ksiądz obsługuje trzy kościoły. Siostry nie
      mają na sobie habitów, tylko znoszone już nieco ubrania i także znakomicie
      mówią po polsku, choć oczywiście z melodyjnym zaśpiewem i z charakterystycznym
      kresowym celownikiem, np. zamiast „podaj dziadkowi soli” mówią „podaj dziadku
      soli”. Czas mija szybko gawędzi, zwłaszcza, że co jakiś czas proboszcz z dumą
      pokazuje przedwojenne pamiątki przechowane przez tutejszych parafian, to
      prowadzi do kaplicy, żeby pochwalić się relikwiami błogosławionych męczennic z
      Nowogródka. Dużo serca i gościnności otrzymaliśmy w tym domu, tym trudniej jest
      się więc rozstawać. Kiedy wyjeżdżamy z Brzozówki, gwiazdy już świecą a księżyc
      wisi wysoko na niebie. Przez chwilę myślę – jak by wyglądało jego odbicie w
      wodach Świtezi...
      • chatka_ Re: Wody Świtezi :) 25.09.03, 22:59
        ralston napisał:


        > Kiedy wyjeżdżamy z Brzozówki, gwiazdy już świecą a księżyc
        > wisi wysoko na niebie. Przez chwilę myślę – jak by wyglądało jego odbicie
        > w wodach Świtezi...

        Bedziesz mial okazje by porwnac...:)

        www.city.bialystok.pl/kultura/aktp01.htm
        Postarm sie dowiedziec do kiedy wystawa bedzie goscic w Bialymstoku.


        • ralston Re: Wody Świtezi :) 26.09.03, 09:16

          Chatko - dzięki :) Chętnie zobaczyłbym rzeczywiście tę wystawę, bo okolica jest
          urokliwa, jak mało które miejsca. Tych kilka fotografii załączonych do artykułu
          jednak trochę mieszane uczucia budzi. Nie, żeby moje podobały mi się bardziej,
          ale tym jakby czegoś brakowało... A może wręcz przeciwnie - mają czegoś za
          dużo? Trzebaby zobaczyć cały zbiór...
          • chatka_ Re: Wody Świtezi :) 01.10.03, 00:48
            Nie przepadam za efektem rybiego oka, uwazam to za zbyt duza ingerencje,
            nieuzasadniona w tym przypadku. Jest jednak nadzieja, ze autor rowniez nie
            przepada za takimi sztuczkami, a jedynie osoba, ktora wlasnie te zdjecia
            umiesciala na stronie :))

            Rals a jak wyszly Twoje zdjecia i kiedy zobaczymy je w albumie? :))
            • ralston Re: Wody Świtezi :) 01.10.03, 09:28
              chatka_ napisała:

              > Nie przepadam za efektem rybiego oka, uwazam to za zbyt duza ingerencje,
              > nieuzasadniona w tym przypadku. Jest jednak nadzieja, ze autor rowniez nie
              > przepada za takimi sztuczkami, a jedynie osoba, ktora wlasnie te zdjecia
              > umiesciala na stronie :))
              >
              > Rals a jak wyszly Twoje zdjecia i kiedy zobaczymy je w albumie? :))


              Widziałem wiele świetnych zdjęć zrobionych 'rybim okiem' nie chodziło w nich o
              te zniekształcenia na brzegach tylko o objęcie jak największej przestrzeni,
              silna dystorsja jest tylko skutkiem ubocznym - ale te znad Świtezi,
              rzeczywiście jakoś mi nie leżą, może to kwestia małego obrazka w internecie,
              może trzeba je zobaczyć w dużym formacie na wystawie?
              A co do moich zdjęć, to jak już gdzies pisałem, trochę mi slajdy pokaleczyli w
              zakładzie. Na skanach tego nie widać. Jak wyszły - odpowiedź brzmi - jak
              zwykle. Wyszły poprawnie - jakaś tam część, część z założenia, już w chwili
              wykonywania była obarczona błędami. Nie dysponuję specjalnym obiektywem z
              przesuwaną osią optyczną do fotografowania architektury, więc znaczna część
              budynków na zdjęciach będzie się "walić". Trochę to można nadrobić fotografując
              na negatywach - szeroki kąt, wypoziomowany obiektyw, w który łapie się za dużo
              dołu. A potem duże powiększenie i odcięcie niepotrzebnej, dolnej części. Ale na
              slajdach już się nie bardzo ten manewr uda wykonać, no i nawet z tą metodą nie
              da się też rady przy bardzo wysokich budynkach, jak np. kościoły.
              Album być może zrobię i udostępnię gdzieś na onecie. Najpierw chciałbym jednak
              zakończyć opisy tras i z Białorusi i z Kotliny Pobuża. Dopiero potem wziąć się
              za zdjęcia...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka