Dodaj do ulubionych

W sprawie stilonu, panie Brezly

01.03.09, 08:13
Przeczytalam fascynujacy wątek w sprawie Bożoleja, zachwyciłam sie,
poadorowalam, a przy okazji szuflada z pamieci mi wyleciala z hukiem.
Wiec tak: szpule byly dwoch (a moze i trzech?) srednic. Tasmy, o ile
pamietam, zaleznie od namotu, mialy godzine do dwoch odgrywania.
Co do dlugosci tasmy, to pamietam wlasnoreczne montaze tejze. Lepiło sie ją
przy uzyciu deficytowej tasiemki w kolorze bialym. Jak tasiemki zbraklo, to
znakomicie sprawdzal sie zmywacz do paznokci, lepil, przy odrobinie wprawy,
bezsladowo i skutecznie. Aha, pamietam, ze tasmy, ktore czesto w czasie
odgrywania wciagalo w czeluscie magnetofonu, celem odzyskania nagran
odprasowywalo sie zelazkiem, tez bardzo skutecznie.
Obserwuj wątek
    • brezly Re: W sprawie stilonu, panie Brezly 01.03.09, 10:10
      One sie jeszcze, czyli dobrze ze godzina, charakteryzowaly tym ze sie wyciagaly,
      przez co cudnie znieksztalcaly muzyke, zwlaszcza to co bylo nagrane przy koncu
      tasmy:-)
      Dziekuje, pani Fiori.
      • millefiori Re: W sprawie stilonu, panie Brezly 01.03.09, 10:28
        :) Niewprawne prasowanie (zbyt wysoka temperatura zelazka) powodowało
        falbankowanie i ondulacje rzeczonej tasmy, nie mowiac o przysmazaniu... trzeba
        bylo ciac uszkodzone fragmenty, by nie staly sie przyczyna kolejnych zassan
        tasmy i lepic/prostowac dalej. Czasem niewidoczne odksztalcenia dekonspirowaly
        sie w trakcie odtwarzania zaskakujacymi jodlowaniami i falowaniem dzwieku;))
    • ab_extra Re: W sprawie stilonu, panie Brezly 01.03.09, 21:39
      Ja tam byłem kasetowiec, ale praktyka jak widzę była całkiem podobna. Prasowanie
      węższej taśmy od tych ze szpuli było przeciwskuteczne, wiec drobne zgniecenia
      się ignorowało a poważniejsze wycinało, łącząc taśmę opisanymi sposobami.

      Co innego wydaje mi się najzabawniejsze: drobne zgniecenia jak wspomniałem się
      ignorowało, więc w niektórych zarzynanych na śmierć kawałkach rożne dziwne
      dźwięki generowane przez wymiętą taśmę tak wryły mi się w pamięć, że gdy teraz
      słyszę jedną z takich piosenek w radio, to instynktownie dziwię się, że w
      oczekiwanych miejscach nie następują te oczywiste efekty które w mojej pamięci
      stały się integralnymi częściami utworów :)
      • brezly Re: W sprawie stilonu, panie Brezly 02.03.09, 08:44
        Tak, tak. A jeszcze jest efekt ze sie po danym kawalku oczekuje jakiegos
        konkretnego drugiego. Bo tak bylo na tasmie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka