Dodaj do ulubionych

poczucie winy...

09.01.04, 22:03
Pisalam kiedys ze wszystko mnie stresuje i ze zyje w wiecznym
napieciu...Wiec do tego jeszcze dochodzi poczucie winy.... Nie tylko jak sie
objem i nie tylko w zwiazku z jedzeniem.. Zawsze czuje ze za malo sie
staram, ze nie robie czegos wystarczajaco dobrze, ze jak cos pojdzie nie tak
to jest to z pewnoscia moja wina itd. Jest mi z tym tak ciezko.....
Mam czesto wrazenie ze wszystkich zawodze, szczegolnie bliskich...a nawet
czasem np nauczycieli, prowadzacych cwiczenia itp (choc to przeciez
idiotyczne!!) przeciez to nie jest normalne....:-( czasem jest to na tyle
nie do zniesienia ze.... hm no wlasnie sama wymierzam sobie kare..czasem
jest po prostu sie obzeram - czyli robie sobie na zlosc bo chce z tym
skonczyc przeciez! a czase po prostu musze sie np skaleczyc w nierzucajacym
sie w oczy miejscu(jak teraz, ale chyba uzylam zlej, bo nowej, zyletki i
krew leci juz od 5 minut :-/ ) dlaczego tak jest? dlaczego prawie cale zycie
czuje sie winna..?
Obserwuj wątek
    • yossarianka Re: poczucie winy... 09.01.04, 22:20
      Negritha, spokojnie! wydaje mi się, że musisz pomyśleć nad tym tematem głębiej
      tzn. zobaczyć, że choćbyś nie wiem jak się starał nie jesteś wstanie zadowolić
      wszystkich. zawsze będzie ktoś nadęty, niezadowolony, obrażony...albo będzie
      miał zły humor.tak juz jest. ja tez duzo czasu zmarnowałam na zadowalaniu
      wszystkich naokoło ale to nie ma sensu bo to jest po prostu niemożliwe do
      wykonania!
      i nie ciąć mi się tam!
      pozdrawiam
      • negritha Re: poczucie winy... 09.01.04, 22:46
        Masz racje, ale nie potrafie sie pozbyc tego uczucia...wiem ze to nierozsadne,
        nielogiczne i niewykonalne zadowolic wszystkich... ale to jest gleboko we
        mnie. Kiedys jak bylam jeszcze dzieckiem widzialam ile moja mama plakala przez
        mojego brata, podchodzilam, pocieszalam ja, a ona wciaz plakala...chyba wtedy
        zakodowalam sobie ze przeze mnie nigdy nie bedzie plakac, ze ze mna nie bedzie
        zadnych problemow...ponad wszystko chcialam zeby rodzice byli ze mnie
        zadowoleni. Potem to sie przelozylo tez na innych ludzi, nie tylko rodzicow.
        Zyje w wiecznym poczuciu ze marnuje czas na glupoty, ze jestem leniwa, ze sie
        za malo staram, ze nie robie tego...od pewnego czasu nie moge sie nad niczym
        skupic, nie moge sie do niczego zmobilizowac, zmuszam sie do wyjscia z domu.
        Stad miedzy innymi poczucie winy, ze sie nie staram. Poza tym przez moje
        niskie nastroje moj zwiazek przechodzi gorsze chwile, nie mam ochoty pracowac
        ani nad soba ani nad tym, zeby bylo nam obojgu dobrze. I nawet nie mam ochoty
        na zmiany... mam wrazenie ze podswiadomie (albo i swiadomie..)robie wszystko
        zeby byc nieszczesliwa, chyba jakis wewnetrzny glos podpowiada mi, ze na nic
        innego nie zasluguje...:-(
        A co do ciecia sie do powiem Ci ze zawsze bylam temu przeciwna i nie
        rozumialam jak mozna to robic... coz, juz wiem :-( Ale juz dzisiaj wiecej nie
        planuje ;-) Dzieki za wsparcie..
        pozdrawiam
    • gumaguma Re: poczucie winy... 31.01.04, 01:56
      Boże, tyle ci napisałam i wszystko się skasowało. Ale nie poddam się. Nie ma
      tak dobrze. Postaram się jeszcze raz:

      Po pierwsze: przeczytałam tu o sobie. Z tą może różnicą, że ja nigdy nie
      karałam się cieleśnie. Ale mam inne sposoby: zerwałam kontakty z bliskimi mi
      ludźmi (tymi fajnymi i wartościowymi, bo z nudziarzami różnymi utrzymuję-bo
      jakoś tak wypada), obżeram się (bo lubię być chuda), a ubrania zaczynam nosić
      dopiero jak już wyjdą z mody (byłam (jestem jeszcze?) m.in. projektantką).
      Ogólnie mówiąc prowadziłam kiedyś takie awangardowe i odlotowe życie, żeby
      teraz codziennie rano zobaczyć w lustrze poszarzałą starą babę. I zrobiłam to
      sobie sama.

      Po drugie: z dzieciństwem to dobry trop. Trzeba trochę pogrzebać w swoim
      życiu, żeby zrozumieć. Ja miałam dzieciństwo specyficzne, z monstrualnym i
      permanentnym poczuciem winy i umiem już w tej chwili określić mechanizmy, które
      doprowadziły mnie do obecnego punktu. Wściekła ambicja + poczucie winy =
      syndrom Nikodema Dyzmy (Tak to sobie nazwałam, bo to jest tak, że im więcej
      świat daje ci odczuć, że jesteś świetna, tym bardziej oczekujesz momentu "że
      się wyda, że to nie prawda.) Tyle, że zrozumieć mechanizmy to nie wszystko.
      Teraz jeszcze trzeba coś z tą wiedzą zrobić.

      Po trzecie: metoda małych kroczków. Dla mnie to najtrudniejsze, bo mam w sobie
      taką wściekłą zachłanność: chcę tu i teraz wszystko i natychmiast. A tu
      trzeba: Nie stawiać sobie dużych zadań. Zacząć od całkiem malutkich. Coś nie
      wyszło? Twój Wewnętrzny Krytyk mówi: "a nie mówiłem?" - powiedzieć mu, żeby
      się wypchał, bo nie ma racji, a mówi tak bo sam jest zakompleksiony. Odwrócić
      się tyłem i robić swoje. Powolutku.
      Nagradzać się na zasadzie: należy mi się ale nie za coś, tylko należy mi się
      jak każdemu innemu i już.

      Poza tym: pomaga poczucie, że nie jesteś jedyna-taka-napiętnowana, tylko jest
      nas więcej, że przecież ty też nie masz wypisanych swoich problemów na czole,
      tak jak wielu tych, o których myślisz "o-temu-to-dobrze".
      Jest jeszcze coś. Spóbuj sobie uświadomić, że świat BARDZO potrzebuje takich
      wrażliwców jak my, choćby robił wszystko, by temu zaprzeczyć.

      Na gorąco polecam lekturę nowego numeru "zwierciadła" (jest artykuł o demonach
      z dzieciństwa) i zawsze każdy numer "Charakterów"

      Pozdrawiam cię i błagam: nie dziargaj się, po co mieć później jakieś pamiątki?
      • horlaa Re: poczucie winy... 31.01.04, 11:29
        gumaguma, wiele mądrych rzeczy napisałaś :)
        mnie szczególnie powalił ten Syndrom Dyzmy - dokładnie, dokładnie, mam takie
        coś. czegokolwiek nie osiągnę, mam takie podejrzenie, że to jakaś pomyłka, i
        wkrótce się wyda. może to działa jak samospełniająca się przepowiednia, bo
        nieraz faktycznie po jakimś czasie to wychodzi:
        np. przyjęli mnie gdzieś do pracy, nagadali jaka jestem super - a ja w to nie
        wierzę - czekam na swoją własną pomyłkę, jakiś błąd, który popełnię - żeby się
        wydało że im się tak tylko wydawało.
        - podobnie z facetami - "nie, to niemożliwe, żeby tak po prostu mnie lubił,
        żeby był zakochany" - wkrótce się przekona że mnie się nie da kochać: jestem
        nie taka piękna jak myśli, nie taka miła, i bardzo bardzo trudna...
        - podobnie z wieloma innymi rzeczami: niby jestem b. normalna w przyjmowaniu
        komplementów, przyjmuję je bez skrępowania, poza tym często myślę o sobie
        dobrze, znam niby swoje zalety, atuty, chowam wady, niby wszystko jest ok. ale
        potem przyjmują mnie do grupy tanecznej, mówiąc że "jestem fajna, atrakcyjna
        (bla bla)" - a ja tylko czekam, kiedy okaże się, że jestem zbyt nudna na
        tancerkę, ruszam się tak sobie, nie mam własnego tanecznego stylu, jestem za
        gruba i za brzydka (ten trądzik!). cholera. zawsze ten sam schemat. potem, gdy
        dostanę jakiś sygnał, że coś jest nie tak (np. w grupie tanecznej szefowa
        faworyzuje parę dziewczyn a mnie nie) - wydaje mi się że to już koniec mojej
        kariery w danej dziedzinie i zaczynam pomału się wycofywać. bez walki z
        własnymi kompleksami i z własną "dyzmowatością" :)

        cholera.
        ciężka sprawa.
      • negritha Re: poczucie winy... 31.01.04, 13:32
        No coz...mi sie juz chyba ze trzy razu zdazylo ze skasowalam dlugi tekst wiec
        dobrze wiem co to za uczucie...;-)
        Ja rowniez bardzo zaniedbuje kontakty ze wszystkimi na okolo...izoluje sie,
        nie wychodze nigdzie, nie mam ochoty nikogo widziec..
        Do tego zauwazylam ze im bardziej probuje kontrolowac swoje zycie tym wiekszy
        robie w nim balagan....:-( Czuje sie jak w pedzacym pociagu i nie mam zadnej
        kontroli nad tym dokad on zmierza....i czy sie nie wykolei po drodze.. Moze
        smieszne porownanie ale tak sie wlasnie czuje. Jedzenie nie jest moim jedynym
        kompulsywnym zachowaniem... jest we mnie taka mala istotka (dawna ja) ktora
        przyglada sie z boku temu co ja robie... moze to nie rozdwojenie jazni ;-) ale
        cos troche podobnego...Do tego zauwazylam kolejna okropna ceche, o ktorej
        pisaly dziewczyny: nie umiem niczego doprowadzic do konca! Przyklad: wczoraj
        uczylam sie do egzaminu ktory byl dzisiaj.. po przerobieniu polowy wykladow
        stwierdzilam ze wiecej sie nie naucze, nie z powodu zmeczenia czy braku
        czasu...po prostu balam sie ze nie bede w stanie nauczyc sie wystarczajaco
        dobrze. Kierujac sie (jak zwykle) zasada: wszystko albo nic oczywiscie nie
        poszlam dzis na egzamin..(i oczywiscie sie obzarlam, ale tego chyba nie musze
        juz za kazdym razem dodawac) Przypomnialo mi sie tez ze nigdy nie uczylam sie
        wszystkiego na egzaminy. Zawsze musial zostac choc jeden wyklad do ktorego
        nawet nie zajrzalam... nie bylo tez tak ze wieczorem skonczylam wszystko:
        zawsze cos zostawiam na rano!
        Ja z mojego dziecinstwa zapamietalam m.in mojego ojca: raz glaszczacego mnie
        po glowie ze mam takie dobre oceny a innym razem wyzywajacego mnie od debilek
        i bezmyslnych idiotek bo zapomnialam w domu czegos zrobic. W efekcie mam
        poczucie ze jestem zdolna do nauki ale calkowicie beznadziejna pod kazdym
        innym wzgledem... W domu jako ta najmlodsza zawsze bylam ta bezmyslna,
        nierozsadna, niezdarna i gdy cos sie psulo (nawet jakies glupie urzadzenie) to
        tez na pewno byla moja wina. Stad poczucie winy....
        Metoda malych kroczkow.....rowniez dla mnie cos chyba niewykonalnego. Tez chce
        wszystko albo nic. Albo mam szczesliwe zycie, albo depresje, a jak sa stany
        przejsciowe to czuje niepokoj i nie wiem co z tym zrobic..
        A jesli chodzi o syndrom Dyzmy: tez tak mam...prawie nie miewam poczucia ze na
        cos zasluzylam... jak zdawalam dobrze egzamin to zawsze mowilam ze to
        przypadek i ze "glupi ma zawsze szczescie" ;-) W liceum kolezanki wmawialy mi
        ze jestem super, inteligentna i w ogole. A ja wciaz mialam poczucie ze one
        chyba sa slepe. Kiedy zakochal sie we mnie moj chlopak, to ja czekalam tylko
        na chwile kiedy "przejrzy na oczy", zobaczy ze sie myli... nie moglam pojac
        jego slow ze mnie kocha (zwlaszcza ze byl i jest pierwszym facetem, od ktorego
        cos takiego uslyszalam...)Tlumaczylam sobie ze to dlatego ze mnie jeszcze nie
        poznal do konca.. :-(
        Dziekuje Ci za list.... dodam jeszcze ze juz nie tne bo komus obiecalam (ale
        szkodze sobie fizycznie na inne sposoby :-( ). Zwierciadla na ogol nie
        czytuje, ale obejrze sobie ten numer, o ktorym piszesz :-) A charaktery czytam
        juz przeszlo rok... mam trudnosci w rozumieniu swoich uczuc i to pismo mi
        troche pomaga...szkoda ze tylko "troche"..
        Pozdrawiam :-)
        • gumaguma Re: poczucie winy... 01.02.04, 20:34
          "Mały Poradnik Życia" zaleca na dziś:

          Żeby opanować atak zimowego przygnębienia, powąchaj płyn do opalania i świeżą
          cytrynę.

          Sniff an open bottle of suntan lotion and a fresh lime to temporarily curb the
          winter blues.

          pozdrawiam.
          • alkazz Re: poczucie winy... 03.02.04, 17:25
            Hej! Jestem tu dzisiaj pierwszy raz, ale nie wiem, czy dobrze robie:( Po
            przeczytaniu innych postów zrozumiałam, ze inni też mają takie problemy jak ja
            i próbują, w wiekszosci nieskutecznie, z nimi walczyć. Czy moja walka ma, w
            takim razie, jakikolwiek sens?
            Ja też jem, płaczę, jem.
            1. Ostatnio, jak byłam u lekarza, lekarka powiedziała, że mam "ogromny
            żołądek", no nic dziwnego po takich ilościach żarcia:)
            2. Zawsze staram sie być najlepsza, co ja mowię, staram sie po prostu być
            dobra. Nie wierze, że ktoś może chcieć mieć ze mną coś wspólnego tylko dla mnie
            samej, walczę, zeby zasłużyć na czyjeś dobre słowo, w które i tak nie wierzę.
            Komplementy mnie przygnębiają, bo uważam, ze na nie nie zasługuję i to ślepy
            los, że jeszcze ktoś tego nie zauważył, ze jestem beznadziejna.
            3. Robię w życiu dużo rzeczy, tylko po to, żeby ktoś sobie nie pomyślał, że
            jestem bezużyteczna.
            4. Boję się, ze zawiodę wszystkich, łacznie z pania w kolejce, którą widzę po
            raz pierwszy w życiu (i pewnie ostatni):(
            5. Cokolwiek nie zrobię, uważam, że jest to równie beznadziejne jak ja, a kazde
            osiagniecie czegoś traktuję w kategoriach pomyłki losu, za którą przyjdzie mi
            kiedyś zapłacić.
            6. Mam depresję, wydaje mi sie, że patrzę na siebie z boku, nie ma rzeczy,
            które sprawiają mi pzryjemności, choć nie zawsze tak było; nie jem, nie śpię,
            daję sie wykorzystywać za odrobinę zainteresowania i dobre słowo, wstanie z
            łóżka jest dla mnie olbrzymim wysiłkiem:(
            7. Placzę, bo ktoś powie mi coś złego, choćby kobieta na targu:"mogłaby się
            pani przesunąć?" obiektywnie nic złego, ale moja interpretacja jest inna:(
            8. Z nikim sie nie widuję, nawet z rodzina, bo "z toba już się nie da normalnie
            rozmawiać", wszystko traktuję jako atak na moją osobę.
            9. Często się kaleczę, drapię, gryzę, tnę, coraz cześciej mysle o samobójstwie,
            nawet już opracowałam plan:(
            10. Do napisania tego listu przymierzam się już 7 raz, bo biję się, co sobie o
            mnie pomyślicie.Jestem nienormalna!
            Mogłabym pisać wiecej, nie potrafię już żyć, jestem niezrównoważona emocjonalnie
            , nie wiem, po co to piszę, bo nie licze na pomoc, chyba tak, zeby poprawić
            niektórym humor, że nie są tacy idiotyczni:((
            • horlaa Re: poczucie winy... 03.02.04, 17:35
              alkazz, dobrze że zdecydowałaś się napisać. witam w forum :)
              powiem Ci tak: zawsze może być lepiej. jesteśmy tutaj po to, żeby sobie
              pomagać, żeby się nie krzywdzić, nie okaleczać, nie dołować - a przynajmniej
              próbować - i po prostu walczyć.
              bo warto - tego jestem pewna - zawsze warto, choćby się wydawało że wcale nie.

              na pewno nie jesteś beznadziejna - wiem, że to taki mechanizm tej choroby,
              niska samoocena, przejmowanie się opinią innych ludzi, "z ulicy" (też to
              mam!). ale skoro wiemy co jest z nami nie tak, możemy starać się to zmienić.

              nie rób sobie nic złego (!!!!), pisz często, pisz o sobie, jak żyjesz, jak
              myślisz, jak to wszystko się zaczęło, jak wygląda twój styl życia, czym się
              pasjonujesz...
              damy radę :)
              mówię Ci :)

              pozdrawiam i ściskam mocno

              ps. wcale się nie wygłupiłaś, oczywiście :) i wcale nie jesteś nienormalna!
              (to znaczy: nie bardziej niż ja i pozostałe dziewczyny :)))
            • vitta Re: poczucie winy... 03.02.04, 21:03
              Hej Alka!Słuchaj, wiem,że trudno w to uwierzyć, ale nie jesteś bardziej
              beznadziejna niż którakolwiek z nas!Każda zna to uczucie, gdy nie ma siły wstać
              z łóżka, walczyć o kolejny dzień.Zamiast się kolejny raz ciąć, usiądź do kompa
              i napisz, jak się czujesz, zawsze znajdziesz tu kogoś, kto ma podobny problem i
              z kim można zamienić parę słów.Pozdrawiam serdecznie, byle do wiosny!
              • alkazz Re: poczucie winy... 05.02.04, 14:06
                dzięki dziewczyny:)) dobrze wiedzieć, ze jest sie komu wyżalić i ze jest się
                zrozumianym...jak mówie w domu o swoich problemach, to słyszę"przestań
                narzekać, to wszystko to tylko fanaberie, po prostu przestań się nad sobą
                użalać", jest to przykre, ponieważ ja wcale tego nie chcę:(( Dzisiaj nawet nie
                płakałam, trochę się tyko pogryzłam:( i znalazłam sposób na życie: odkryłam w
                sobie przekonanie, ze umre za 2, moze 3 lata, ze jestem śmiertelnie chora bez
                mozliwości wyleczenia, to mnie podtrzymuje na duchu, że jeszcze trochę i...bedę
                miała święty spokój!
    • erin2 Re: poczucie winy... 13.02.04, 13:21
      Hej :)
      A myslałam, ze tylko ja mam poczucie winy o każde głupstwo...
      Np, ze kwatera na wakacjach nie podoba się mojemu facetowi, że jedzenie które
      zamówiliśmy nie smakuje, że on mniej zarabia, że meble które wybrał duzo
      kosztują, ze mam cellulitis i krzywe zęby...
      Był moment gdy odszedł ode mnie a ja obwinniałam się o każde złe słowo, o każdy
      raz kiedy nie miałam ochoty na seks.
      Znowu jesteśmy ze sobą, wszystko jest OK ale 2 tyg. temu po jakims
      nieporozumieniu on wyszedł po papierosy a ja rozdrapałam sobie nogę do krwi, bo
      znowu czułam się winna...
      Nie jestem w stanie z nim rozmawiać bo zaraz wpadam w histerie, ze tak "to
      oczywiście moja wina!!!"
      Podobnie było z poprzednim i z poprzednim...
      Wszystkiemu jestem winna, ze matka jest chora i ma depresję i uwaga, jak
      siostra powiedziała, ze jest w ciąży (wpadka) to też poczułam się niewyraźnie.
      Poczucie winy po jedzeniu, zbyt obfitym, niepoprawnym... to także oczywiste...

      Pozdrawiam
      E2

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka