g75
16.01.04, 18:30
Temat stary jak świat.
Zostawił mnie chłopak - po 6,5 latach związku.
Było to w libcu ub. roku. We wrześniu 2003 mieliśmy brać ślub, nosiłam na
palcu pierścionek zaręczynowy.
Za tydzień skończę 29 lat.
Nie potrafię dojść do siebie.
Zwłaszcza, że obwiniam siebie za rozpad tego związku - bo przecież mogłam
inaczej, co by było gdyby itd.
Nasz związek był dosyć burzliwy, rozstawaliśmy się wcześniej dwukrotnie,
najpiewrw po ok. roku znajomości ja go zostawiłam na 4 m-ce.
A potem on zostawił mnie na pół roku, był w tym czasie z inną (ale nie
zostawił mnie dla niej),
Wrócił do mnie w marcu ub. roku, ja cały czas na niego czekałam.
Postanowiliśmy, że się pobierzemy w czerwcu, ale za namową koleżanki
przełożyłam ślub na wrzesień. Nie mogę sobie tego wydarować, bo gdybym nie
przekładała (chciałam mieć więcej czasu na przygotowanie się) to byśmy byli
razem - nie dlatego, że po ślubie zmienia się na lepsze, tylko, że pochopne
i emocjonalne decyzje nie wpłynęłyby na rozejście się, bo gdy jest ten tzw.
papierek trzeba jakoś rozwiązać problem, a nie "wziąć zabawki i iść do domu"
Wiem, że to co piszę brzmi strasznie chaotycznie, ale chcę się w miarę
streszczać.
I wiem też,że był to toksyczny związek. Znam tego powody - obydwoje mieliśmy
problemuy emocjonalne. Bardzo się kochaliśmy, ale byliśmy dla siebie zbyt
skomplikowamni - teraz to zrozumiałam i gdyby można było cofnąć czas
postępowałabym inaczej.
A tak emocje wzieły górę i rozwaliło się.
Mam żal do koleżanki, która namówiła mnie na zmianę daty ślubu, a w zasadzie
do siebie, że ktoś był w stanie mnie do tego namówić.
Nie potrafię teraz normalnie funkcjonować.
Zadręczam się swoim wiekiem. Wkoło wszyscy w moim wieku i młodsi mają
ułożone życie, a ja nie widzę dla siebie żadnych szans. Jestem zdruzgotana,
życie jest dla mnie koszmarem.