Dodaj do ulubionych

czy szczęście jest nudne?

22.01.04, 11:53
Wszyscy chcemy byc szczęśliwi. Choć każdy inaczej swoje szczęście sobie
wyobraża. Ale czy osiagnięcie celu nie jest odbierane jako nuda? Czy
potrzebujemy komplikacji w życiu żeby czuć że żyjemy naprawdę? Miłość
romantyczna to zwykle miłośc nie spełniona, tragiczna (myślę o literaturze) -
miłość bez tych burz i naporu może się komuś wydać nudna. Czy poeci
romantyczni gdyby zaznali szczęścia w miłości - mogliby stworzyc swoje
dzieła?
Czy naprawde dażymy do tego by zaznać szczęścia w życiu?
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: czy szczęście jest nudne? 23.01.04, 08:45
      Dazenie jest celem :")
    • k_i_k_a Re: czy szczęście jest nudne? 23.01.04, 09:47
      Chyba sama sobie odpowiedziałaś... Poczucie szczęścia jak i każdy "constans"
      są... nudne... Kiedy znajdujemy się w stanie swego rodzaju równowagi nie
      odczuwamy impulsów, które mogłyby sprzyjać rozwojowi... Prawie każda teoria
      osobowości mówi o tym, że rozwój jest następstwem konfliktów, nierównowagi
      która się na danym etapie życia pojawia. Rozwój=rozwiązywanie tych konfliktów,
      dążenie do równowagi...
      Stad człowiek najbardziej twórczy jest właśnie wtedy, gdy brak mu poczucia
      szczęścia, spełnienia... Jeśli je ma - rozleniwia się.
      A poza tym... gdybyśmy byli ustawicznie szczęśliwi, to skąd byśmy o tym
      wiedzieli??? W każdej dziedzinie życia potrzebujemy punktów odniesienia. Skąd
      byśmy wiedzieli, że 10 to 10 bez istnienia zera?? Chwile bez szczęścia
      pozwalają nam bardziej doceniać te szczęśliwe... Szkoda, że tak często dopiero,
      gdy minęły....
      Szczęścia życzę jak najwięcej... z maleńkimi przerwami na odbicie...:)
    • ziemiomorze Re: czy szczęście jest nudne? 23.01.04, 10:25
      Jesli jest nudno, to szczescie sie konczy, kroliczek nadal ucieka.
      Istota zycia jest ciagla zmiana - i kiedy jej brak zaczynamy sie rozgladac za
      czyms nowym.

      Sztuka powstaje nie tylko pod wplywem cierpienia - tak przynajmniej twierdza
      teoretycy tworczosci.

      z.
      • jan_stereo Re: czy szczęście jest nudne? 26.01.04, 13:23
        ziemiomorze napisała:


        Istota zycia jest ciagla zmiana - i kiedy jej brak zaczynamy sie rozgladac za
        czyms nowym.

        ***Ale to jest wlasnie istota niezadowolenia, w naszym zyciu,ta ciagla
        zmiana,jej potrzeba...


    • olek13 Re: czy szczęście jest nudne? 23.01.04, 10:34
      Większość ludzi pragnie doświadczać cierpień, burzliwych i niespodziewanych wydarzeń. Życie w spełnieniu i radości wydaje się większości nudne, bo pozbawione tego, czego pragną. Może warto zatem zapytać: czego naprawdę pragną ludzie, bo chyba nie szczęścia i spokoju :)
      Cele deklarowane z faktycznymi dążeniami przeważnie się mocno rozmijają. Mało kto zaś jest gotów popatrzeć na siebie krytycznie i trzeźwo. Łatwiej jest wymyśleć tysiące uzasadnień na to, że "takie jest życie", niż przyznać się, że takiego życia się chce...
    • Gość: maika7 Re: czy szczęście jest nudne? IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 23.01.04, 11:43
      Szczęście dla mnie to m.in. poczucie robienia tego, co się lubi np.rozwój w
      pracy, ktora jest też pasją życia. Kochanie i poczucie bycia kochanym.
      Akceptacja problemów jakie stają na drodze i rozwiązywanie tych, które dadzą
      się rozwiązać. Akceptacja własnych ograniczeń i wykorzystywanie talentów.
      Poczucie rozwoju właśnie.
      Nie można nudzić się szczęściem, nie ma na to czasu :-))
      :-)
      M.
      • Gość: Malwina Re: czy szczęście jest nudne? IP: *.d1.club-internet.fr 23.01.04, 13:01
        dla tych ktorym o nim bebnisz caly czas z blogim usmiechem jest nudne jak
        flaki z olejem. Dla tych ktorzy go doswiadczaja - nie.
        • procesor o, ciekawe 23.01.04, 13:16
          Gość portalu: Malwina napisał(a):
          > dla tych ktorym o nim bebnisz caly czas z blogim usmiechem jest nudne jak
          > flaki z olejem. Dla tych ktorzy go doswiadczaja - nie.

          No właśnie - spojrzenie z zewnątrz i od wewnątrz na szczęście moze sie róznić
          diametralnie.
          Gorzej - komus może się wydawac patrząc "z zewnątrz" że szczęście przyniesie mu
          to co mu media pchają w główkę - dobra doczesne w maksymalnej ilości: domek,
          samochód, żona-modelka jak z reklamy.. do tego zawód z powszechnie uznawanych
          za pożądane.. A on by sie tak naprawdę czuł najlepiej mieszkając z bloku, z
          pulchną gadatliwa żoną, pracując jako magazynier, mając czas na czyatnie
          książek i gre w szachy z dzieciakiem i mając niski poziom stresu.. ;)

          Albo żyjąc jako włóczęga.. ;)

          Nawet jak sie NIE gada innym o swoim szczęściu to i tak patrząc z boku mogą
          uznać że to koszmar.. i nudy.. :D
        • Gość: Oleńka :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 23:21
          a ja lubię odwrotnie!

          uwielbiam, jak z kogoś szczęście kipi :)))
          udziela mi się natychmiast :)))))))
          • procesor e, czy aby naprawde? 26.01.04, 21:46
            Gość portalu: Oleńka napisał(a):
            > a ja lubię odwrotnie!
            > uwielbiam, jak z kogoś szczęście kipi :)))
            > udziela mi się natychmiast :)))))))

            Taaaa, pod warunkiem że kipi z kogos kogo lubisz, co?
            :))
            • Gość: Oleńka Re: e, czy aby naprawde? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.04, 22:07
              nie jestem nieszczęśliwa, kiedy szczęśliwy jest ktoś, kogo nie lubię - jeśli o
              to Ci chodzi...
              • procesor Re: e, czy aby naprawde? 26.01.04, 23:37
                Gość portalu: Oleńka napisał(a):
                > nie jestem nieszczęśliwa, kiedy szczęśliwy jest ktoś, kogo nie lubię - jeśli
                > o to Ci chodzi...

                A nie, nie o to mi chodzi..
                Tylko - czy aby udziela ci sie to szczęście jak radościa kipi ktoś kogo nie
                lubisz??

                No a pozatym? Jakie to szczęście jest wg ciebie girl? Nudne czy nie? :)

                --------------------------------------------------------------------------------
                Gość portalu: Oleńka napisał(a):
                > a ja lubię odwrotnie!
                > uwielbiam, jak z kogoś szczęście kipi :)))
                > udziela mi się natychmiast :)))))))
                • Gość: Oleńka uwaga, uwaga, zaspokajam ciekwaość orki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.04, 23:57
                  1.kiedy radością kipi ktoś, kogo nie lubię jest mi to obojętne.
                  2.szczęście nie jest nudne - ludzie są (rzecz jasna niekatoryje).
    • maly.ksiaze Szczęscie jest nudne! Cudze szczęście. 23.01.04, 16:36
      Liczni poeci, w tym zapewne i romantyczni, zaznali szczęścia w miłości. Mało
      jednak o tym pisali, bo nawet romantyk potrzebuje czytelników. Bo uwielbiamy
      swoje własne szczęście i zajmuje nas ono niemal bez reszty. Z drugiej strony -
      czytać wolimy o cudzych nieszczęściach. Może dlatego to forum takie zajmujące?
      Chęć pomocy czy schadenfreude?

      Pozdrawiam,

      mk.
    • katrynka Re: czy szczęście jest nudne? 23.01.04, 19:24
      Takie szczescie, o ktorym piszesz to dla mnie abstrakcja, utopia czy inna
      wymyślna historia. Gdzie jest ten ktos, tak permanentnie szczesliwy, że mu to
      szczescie uszami wychodzi?
      Doły i góry za nami i przed nami, wiec o jakim znudzeniu może być tu mowa?
      Znudzeniu szczęsciem czy sobą samym? A może rozczarowaniu.
      Dla mnie człowiek szczesliwy to ktos wewnetrznie uporządkowany, a do tego
      dochodzi sie dlugo i mozolnie. A potem czerpie sie z tego profit w postaci
      świętego spokoju. Najczesciej sie jednak tego nie osiąga.
      A to wszystko co po drodze sie przytrafia to mniejsze lub wieksze bonusy albo
      kopniaki od życia, czasem zasłużone a czasem z przypadku.
    • witch-witch Re: czy szczęście jest nudne? 23.01.04, 22:17
      Szczescie wcale nie jest nudne ani tez nie nudne.To uczucie bardzo relatywne
      i uzaleznione od osobowosci. Mysle ze ludzie najczesciej wybieraja bezpieczony,
      spokojny od namietnego romantycznego ale za to bardzo burzliwego zwiazku.
      • yagnieszka Re: czy szczęście jest nudne? 25.01.04, 00:11
        Sa ludzie, ktorzy jakies wyimaginowane szczescie traktuja jak nagrode na koncu
        zmagan, trudnej drogi. Pracujac wsrod umierajacy w roznym wieku widze
        codziennie, ze szczescie po prostu jest JUZ - tu i teraz niezaleznie od bolu,
        cierpienia, tesknoty - zdecydowanie wbrew nim ale i dzieki nim. Tak wiec nawet
        jesli bywa nuda to tylko po to by za chwile byc przygoda, bo mieni sie i
        obraca pokazujac wszystkie swoje strony. A im blizej konca, tym wyrazniej je
        widac i tym wyrazniej widac jaka szkoda, gdy wraz z zyciem odchodzi.
    • agresja4 Re:dobre pytanie 23.01.04, 23:39
    • jan_stereo Re: czy szczęście jest nudne? 26.01.04, 02:43
      inka_sama napisała:

      > Wszyscy chcemy byc szczęśliwi. Choć każdy inaczej swoje szczęście sobie
      > wyobraża. Ale czy osiagnięcie celu nie jest odbierane jako nuda? Czy
      > potrzebujemy komplikacji w życiu żeby czuć że żyjemy naprawdę?

      Prawdziwym nieszczesciem jest wlasnie to, ze samo szczescie nie daje spokoju
      ducha.


      > Czy naprawde dażymy do tego by zaznać szczęścia w życiu?

      Dazymy do czego innego,ale wiekszosci wydaje sie, ze to szczescie jest tym
      czyms dajacym spelnienie,stad to powszechne dazenie do szczescia,ale jak Ty je
      definiujesz Inko ?.
      • Gość: inka_S Re: czy szczęście jest nudne? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 26.01.04, 10:40
        jan_stereo napisał:
        > Prawdziwym nieszczesciem jest wlasnie to, ze samo szczescie nie daje spokoju
        > ducha.

        Cóż - wystarczy spokój ducha uznać za szczęście, prawda? I dążyć do jego
        osiągnięcia. Ale ileż trzeba odwagi i mądrości by poprzestac na tym? By nie dać
        się wciągnąc w wyścig za bogactwami, władzą, karierą. By zachowac postawę "być"
        a nie "mieć". Albo raczej by nie pozwolić by rządziły nami rzeczy - bo samo ich
        posiadanie nie jest złe. Gorzej gdy ich zdobywanie i utrzymanie jest jedynym
        celem naszego życia...

        > Dazymy do czego innego,ale wiekszosci wydaje sie, ze to szczescie jest tym
        > czyms dajacym spelnienie,stad to powszechne dazenie do szczescia,ale jak
        > Ty je definiujesz Inko ?

        Myślę, że jednak dążymy do szczęścia. :o) Chyba jednak nie wszyscy umiemy je
        rozpoznać. Za szczęście uznajemy to co ktos nam podsuwa jako jego obraz - jedni
        jako ciągłe szukanie mocnych wrażeń (moim zdaniem to uzależnienie od
        adrenaliny, taki rodzaj wewnętrznej narkomanii), inni samochód+dom+super sprzęt
        AGD i RTV+atrakcyjny fizycznie partner+wczasy na antypodach, jeszcze inni
        swoboda seksualna i brak zobowiązań i odpowiedzialności. Dopasowanie się do
        otoczenia zastępuje poznanie własnych pragnień. Wstyd byłoby się przyznać, że
        nam wystarczy nieabsorbująca praca - taka by czasu starczyło na hobby i by
        pieniędzy na życie starczało, i grono przyjaciół, z którymi czas można mile
        spędzać. :o) To troche tak jak teraz kobiecie nie wypada się przyznać, że ona
        chciałaby być "tylko" żona i matką - a kiedyś nie wolno było mówić, że to nie
        wystarcza. A przecież są kobiety, które takie życie by wybrały.
        Moje szczęście? Żyć i kochać. By ci których kocham nie cierpieli. Wiesz Janie,
        ja nie mam teraz marzeń o przyszłości. Jeszcze się tego nie nauczyłam od nowa.
        Może jeszcze odzyskam tę umiejętność. Na razie nie wybiegam myślą w przyszłość,
        nawet nie wiem czy to ma sens. Gdy czytam o planowaniu kariery na całe życie
        tylko kiwam głową. Jak niewiele potrzeba by to zburzyć.


        • jan_stereo Re: czy szczęście jest nudne? 26.01.04, 13:19
          Gość portalu: inka_S napisał(a):

          Cóż - wystarczy spokój ducha uznać za szczęście, prawda? I dążyć do jego
          osiągnięcia.

          ****Jesli szczescie wytrzyma taka uniwesralnosc, to pewnie ze mozna,i dazyc
          nalezy,chyba.

          Ale ileż trzeba odwagi i mądrości by poprzestac na tym? By nie dać
          się wciągnąc w wyścig za bogactwami, władzą, karierą. By zachowac postawę "być"
          a nie "mieć".

          ***Owszem,to przewaznie wynika z odwagi i madrosci jakiejs.

          Albo raczej by nie pozwolić by rządziły nami rzeczy - bo samo ich
          posiadanie nie jest złe. Gorzej gdy ich zdobywanie i utrzymanie jest jedynym
          celem naszego życia...

          ***I wlasnie dlatego nie uzywalbym slowa szczescie tak czesto,ale o tym
          ponizej.


          Myślę, że jednak dążymy do szczęścia. :o) Chyba jednak nie wszyscy umiemy je
          rozpoznać. Za szczęście uznajemy to co ktos nam podsuwa jako jego obraz - jedni
          jako ciągłe szukanie mocnych wrażeń (moim zdaniem to uzależnienie od
          adrenaliny, taki rodzaj wewnętrznej narkomanii), inni samochód+dom+super sprzęt
          AGD i RTV+atrakcyjny fizycznie partner+wczasy na antypodach, jeszcze inni
          swoboda seksualna i brak zobowiązań i odpowiedzialności. Dopasowanie się do
          otoczenia zastępuje poznanie własnych pragnień. Wstyd byłoby się przyznać, że
          nam wystarczy nieabsorbująca praca - taka by czasu starczyło na hobby i by
          pieniędzy na życie starczało, i grono przyjaciół, z którymi czas można mile
          spędzać. :o) To troche tak jak teraz kobiecie nie wypada się przyznać, że ona
          chciałaby być "tylko" żona i matką - a kiedyś nie wolno było mówić, że to nie
          wystarcza. A przecież są kobiety, które takie życie by wybrały.


          ***Ja nie uwazam szczescia za spokoj ducha,czy tez odwrotnie.Szczescie
          przewaznie kojarzy sie ludziom z zaspokojeniem u nich potrzeb o ktorych
          marza,ktore daja im poczucie radosci,zadowolenia,ale nie eliminuja generalnie
          obaw,lekow.Spokoj wewnetrzny jest moim zdaniem efektem braku potrzeby
          zaspokajania potrzeb dostarczajacych stanow radosci,generalnie roznych
          pozytywnych wychylen emocjonalnych ktorych glownym celem jest odsuniecie od
          siebie smutku,niezadowolenia,znudzenia, itp.,ze tak chaotycznie rzekne.
          Stad, dazenie do szczescia to jedno,a do spokoju drugie.

          Jak niewiele potrzeba by to zburzyć.

          ***A jak wiele by naprawic ?

          Pozdrawiam
          • katrynka Re: czy szczęście jest nudne? 26.01.04, 16:46
            jan_stereo napisał:

            ****Spokoj wewnetrzny jest moim zdaniem efektem braku potrzeby
            > zaspokajania potrzeb dostarczajacych stanow radosci,generalnie roznych
            > pozytywnych wychylen emocjonalnych ktorych glownym celem jest odsuniecie od
            > siebie smutku,niezadowolenia,znudzenia, itp.,ze tak chaotycznie rzekne.
            > Stad, dazenie do szczescia to jedno,a do spokoju drugie.
            >

            a moim zdaniem spokoj wew. jest efektem rozpoznania swoich potrzeb. I dopiero
            wtedy otwiera sie droga do bycia naprawde szczesliwym, bo przeciez w tym
            porzadku, ktory w sobie zbudujesz jest rowniez miejsce na radosc, szalenstwo,
            marzenia i improwizacje (jesli uznac je za wyznaczniki szczescia).
            To o czym piszesz to raczej jakis letarg czy rezygnacja zyciowa, a to do
            szczescia ma się nijak.

            > Jak niewiele potrzeba by to zburzyć.
            >
            > ***A jak wiele by naprawic ?

            Jesli dalo sie zburzyc, to znaczy, że mało było w tym szczescia.

            Pozdrawiam
            • jan_stereo Re: czy szczęście jest nudne? 26.01.04, 18:11
              katrynka napisała:

              a moim zdaniem spokoj wew. jest efektem rozpoznania swoich potrzeb. I dopiero
              wtedy otwiera sie droga do bycia naprawde szczesliwym, bo przeciez w tym
              porzadku, ktory w sobie zbudujesz jest rowniez miejsce na radosc, szalenstwo,
              marzenia i improwizacje (jesli uznac je za wyznaczniki szczescia).

              ***Kiedy znajomosc swoich potrzeb wcale nie daje spokoju wewnetrznego(
              szczescia tez nie zawsze,wrecz rzadko),ktory,jeszcze raz powtorze, nie jest
              zwiazany ze szczesciem,szalenstwem,marzeniami i improwizacja.


              To o czym piszesz to raczej jakis letarg czy rezygnacja zyciowa, a to do
              szczescia ma się nijak.

              ***Toz przeciez caly czas o tym pisze, ze spokoj wewnetrzny ma sie do
              szczescia nijak.Nie tyle moze rezygnacja zyciowa, co nieodczuwanie potrzeb
              wykraczajacych ponad te podstawowe, gwarantujace zycie.


              Jesli dalo sie zburzyc, to znaczy, że mało było w tym szczescia.

              ***A czy duza ilosc szczescia gwarantuje stan nie do zburzenia ?
              • katrynka Re: czy szczęście jest nudne? 29.01.04, 16:25
                Mam wrazenie, że piszemy z dwoch przeciwnych biegunów, i to wcale nie
                magnetycznych. Ty swoją chorągiewke wbiles na polnocy, a ja pisze z tego
                miejsca, gdzie ludzie chodza do gory nogami. ; ) Strasznie daleko.

                jan_stereo napisał:

                > ***Kiedy znajomosc swoich potrzeb wcale nie daje spokoju wewnetrznego(
                > szczescia tez nie zawsze,wrecz rzadko),ktory,jeszcze raz powtorze, nie jest
                > zwiazany ze szczesciem,szalenstwem,marzeniami i improwizacja.

                Nie wystarczy cos powtórzyc, zeby nabralo sensu. ;P

                Znajomość potrzeb nie daje spokoju, ale ich rozpoznanie i owszem (a ja o tym
                pisałam). Znajomość to dopiero wstęp, bo rozpoznac swoje potrzeby nie znaczy
                tylko je sobie uświadomic. Znaczy tyle, co rozróżnić potrzeby najgłebsze/dla
                mnie jednej właściwe, od tych, "nabytych" po drodze, które są dla twojego życia
                zbędne a czasem szkodliwe.
                I takie rozpoznanie/poznanie potrzeb daje spokój wew./spokój ducha. Z tej
                prostej przyczyny, że zamiast rozmieniac sie na drobne albo miotac z prawa na
                lewo, zaczynasz dokonywać w życiu dobrych dla siebie wyborów. I to daje ci
                siłe. A w efekcie spokoj wewnetrzny. Dojście do takiego stanu samo w sobie jest
                już szczęsciem.
                Jedyny problem w tym, że to jest bardzo trudne do osiągnięcia.

                >
                > Jesli dalo sie zburzyc, to znaczy, że mało było w tym szczescia.
                >
                > ***A czy duza ilosc szczescia gwarantuje stan nie do zburzenia ?

                Po co pytasz, przecież wiesz ;) Nie znamy dnia ani godziny.

                Przede wszystkim szczescie nie jest constans. To tylko chwile. Jeden ma ich
                wiecej, drugi mniej, w zależności od indywidualnych predyspozycji do bywania
                szczesliwym i od łaskawości Losu.

                Inka napisała, że niewiele trzeba, żeby szczescie zburzyc.
                Zburzyć, moim zdaniem, znaczy tyle, co zmieść z powierzchni, pojechac zamiast
                do Pcimia, do Gdańska i o tym Pcimiu zapomnieć , coś definitywnie zakończyć.
                Jesli naprawdę jestes szczesliwy, nie burzysz. Możesz sie przewrócic, mogą być
                kryzysy, można czasem drogi pomylić, ale w końcu się odnajdziesz. Oczywiście
                wykluczam rzeczy ostateczne.
                Ale jesli to szczescie jest małe i słabe, bo potrzeby nie rozpoznane ;), to
                wtedy faktycznie wszystko się może zawalić.

                Tak sobie myśle, że w zasadzie ta filozowna dysputa miedzy nami, nie przyniesie
                ani tobie ani mnie pożytku. Z tej przyczyny, że miedzy nami jest fundamentalna
                roznica na starcie. To co dla mnie jest otwarciem drzwi, dla ciebie oznacza
                zaryglowanie i zamkniecie ich na zwisającą do ziemi kłóde. Szczerze
                powiedziawszy nie mam w sobie pędu, żeby kogos przekonywac do swoich racji. No
                i niestety, również czasu.
                Twój wybór, jesli wygodnie ci z takim spojrzeniem na sprawe, to fajnie.
                pozdrawiam :)
            • procesor Re: czy szczęście jest nudne? 26.01.04, 21:56
              katrynka napisała:
              > a moim zdaniem spokoj wew. jest efektem rozpoznania swoich potrzeb. I dopiero
              > wtedy otwiera sie droga do bycia naprawde szczesliwym, bo przeciez w tym
              > porzadku, ktory w sobie zbudujesz jest rowniez miejsce na radosc, szalenstwo,
              > marzenia i improwizacje (jesli uznac je za wyznaczniki szczescia).
              > To o czym piszesz to raczej jakis letarg czy rezygnacja zyciowa, a to do
              > szczescia ma się nijak.

              Zgadzam sie z toba. Trzeba poznac siebie by wiedziec co naprawdę daje nam
              szczęście. Aby w ogól eje rozpoznawać. Nie bez powodu wiele osób mówi "dopiero
              teraz rozumiem jaki BYŁEM szczęśliwy" - gdy już utracą ten stan.

              Jan chyba za bardzo utozsamia spokój wewnetrzny z brakiem ragnień. Przeciez
              poznanie i zaspokojenie pragnień da w efekcie spokój wewnętrzny - tak jak i
              porzucenie wszelkich pragnień. No chyba że ktos ma ciagle nowe pragnienia -
              wiesz, nowy model samochodu.. :)
              Czy dla ciebie Janie spokój wewnetrzny kojarzy sie z jaka martwota? Coś jak
              pogodzenei sie ze śmiercia i czekanie na nia??

              > > Jak niewiele potrzeba by to zburzyć.
              > > ***A jak wiele by naprawic ?
              > Jesli dalo sie zburzyc, to znaczy, że mało było w tym szczescia.

              A niekoniecznie, niekoniecznie. Czasem szczęście jest burzone przez zewnetrzne
              okolicznosci. Wymarzony dom - rozpada sie w trzęsieniu ziemi czy zabiera go
              powódź. No ale to te materialne podstawy szczęscia. Gorzej gdy razem z
              wymarzonym domem ginie ktoś bliski. No ale na to tez nie ma sie wpływu.
              Czy wynika z tego że mało w tym było szczescia?
              • jan_stereo Re: czy szczęście jest nudne? 27.01.04, 01:02
                procesor napisała:

                > Jan chyba za bardzo utozsamia spokój wewnetrzny z brakiem ragnień. Przeciez
                > poznanie i zaspokojenie pragnień da w efekcie spokój wewnętrzny - tak jak i
                > porzucenie wszelkich pragnień.

                Przeciez(!)takie zaspokojenie pragnien,ktore zarazem jest ich koncem niczym
                sie nie rozni od stanu braku posiadania pragnien,skad wiec zarzuty ?
                Ja jeno przechodze do tego etapu z pominieciem zaspokajania wszelakich pragnie
                wczesniej, gdyz uwazam,ze choldujac pragnieniom nigdy sie ich nie pozbedziemy,
                a tym samym nie dojdziemy do spokoju wewnetrznego.I zeby bylo jasne nie
                twierdze, ze spokoj wew jest czyms najlepszym,wydaje sie takim byc.

                > Czy dla ciebie Janie spokój wewnetrzny kojarzy sie z jaka martwota? Coś jak
                > pogodzenei sie ze śmiercia i czekanie na nia??

                Spokoj wew kojarzy mi sie z posiadaniem niezmaconej niczym negatywnym
                (czymkolwiek zreszta)swiadomosci istnienia,zadna rezygnacja,ani czekaniem na
                smierc. Zwyczajnie spokojem.
                Postaraj sie zlapac w sobie stan,w ktorym nie masz zadnej mysli,zadnej,ow
                pustostan myslowy jest najblizszy spokojowi wewnetrznemu.
                • kwieto Re: czy szczęście jest nudne? 27.01.04, 07:48
                  >..... uwazam,ze choldujac pragnieniom nigdy sie ich nie pozbedziemy,
                  > a tym samym nie dojdziemy do spokoju wewnetrznego.I zeby bylo jasne nie
                  > twierdze, ze spokoj wew jest czyms najlepszym,wydaje sie takim byc.

                  Niekoniecznie. Pragnienia po jakims czasie moga sie zwyczajnie "przejesc".
                  Inna sprawa, ze z reguly znane kusi mniej od nieznanego.
                  • jan_stereo Re: czy szczęście jest nudne? 27.01.04, 16:30
                    kwieto napisał:


                    > Niekoniecznie. Pragnienia po jakims czasie moga sie zwyczajnie "przejesc".

                    Ale to raczej z takiego powodu ,ze realne mozliwosci spelniania naszych
                    pragnien przestana byc wystarczajace by je spelnic( pragnienie,potrzeby), a to,
                    co moga jeszcze spelnic sie wlasnie przeje.
                    • kwieto Re: czy szczęście jest nudne? 27.01.04, 23:18
                      A jesli nasze marzenia sa, powiedzmy niezbyt wygorowane, i nic wiecej nas nie obchodzi?
                      I te niezbyt wygorowane marzenia sie wlasnie przejadly?
                      • jan_stereo Re: czy szczęście jest nudne? 28.01.04, 02:03
                        kwieto napisał:

                        > A jesli nasze marzenia sa, powiedzmy niezbyt wygorowane, i nic wiecej nas
                        nie obchodzi?

                        Wowczas nastapi ich spelnienie(przypuszcalnie),a w konsekwencji jakas
                        radosc,szczescie,ale czy spokoj wewnetrzny ?
                        Pytanie wiec,co sie pojawi w takim czlowieku,kiedy spelnia sie jego nie
                        wygorowane marzenia,rownie dobrze moze nastapic pewien zawod, zwiazany z tym,
                        ze spelnienie danych potrzeb nie zaprowadzilo go wcale tam, gdzie przypuszczal
                        ze sie znajdzie.Widzisz,dochodzenie do spokoju wewnetrzengo poprzez
                        zaspokajanie potrzeb ma ten mankament,ze nigdy nie wiesz jak sie poczujesz po
                        ich spelnieniu,jest to wiec swego rodzaju zgadywanka, to raz, a dwa, ze nie
                        wiedzie ono bezposrednio do..no wiadomo do czego(juz mam dosc tego zwrotu ;-)

                        > I te niezbyt wygorowane marzenia sie wlasnie przejadly?

                        Jesli cos sie przejadlo,to bardziej wiaze sie to ze stanem pewnego
                        znudzenia,ktory nie jest, uwazam, poczatkiem nirvany jakiejkolwiek,raczej
                        porazka.


                        • kwieto moment moment 28.01.04, 08:34
                          Na razie nie mowimy o spokoju wewnetrznym, ale tylko o Twojej tezie, ze "zaspokajanie marzen
                          rodzi nastepne".
                          Czy znudzenie zaspokojonymi marzeniami rodzi spokoj wewnetrzny, to juz zupelnie inna historia
                      • jan_stereo Re:czy szczęście jest nudne? 29.01.04, 00:23
                        Racja,wroc !

                        Punktem wyjscia jest posiadanie marzen,nie wazne, malych czy duzych,istotne
                        jest to,ze osoba ktora je ma,chce/chcialaby je zaspokoic i to robi/chcialaby
                        zrobic,az do momentu w ktorym doznaje uczucia ze nie chce dalej tego czynic w
                        wyiku pojawiajacego sie znudzenia owymi potrzebami,ktore staja sie nie
                        potrzebami. Ciezko nazywac marzeniem/potrzeba cos, co sie przejadlo.
                        Owo znudzenie jest,jak mniemam, stanem nie spelnienia emocjonalnego,nie
                        nudzimy sie bez powodu.Istniej zatem wciaz powod czyniacy nam te
                        nude,przypuszczam ze chcielibysmy sie go pozbyc.
                        Problem w tym, ze moze nie widzimy mozliwosci,stad potrzeba nadal jest,ale
                        szans jej zrealizowania nie ma.Podobnie niemoznosc wypowiedzenia swych
                        potrzeb nie jest sprzeczna z ich istnieniem.Tak samo jak nie jest sprzeczna z
                        istnieniem potrzeb swiadomosc znudzenia sie wszelkimi dotychczasowymi
                        potrzebami.
                        W tym przypadku,nie byloby dalszych marzen gdyby ZNUDZENIE bylo stanem
                        docelowym,a ciezko mi w to jakos uwierzyc.

                        ps. wykluczam (jesli jeszcze moge)w tych rozwazaniach egzemplarze
                        chore,zestarzale umyslowo,co chyba oczywiste.
                        • kwieto Re:czy szczęście jest nudne? 29.01.04, 07:59
                          No dobrze, tylko czy znudzenie marzeniami oznacza znudzenie w ogole?
                          Znudziwszy sie marzeniem, moge zajac sie czym innym przeciez.
                          Sam zaproponowales pozbycie sie marzen - skad pewnosc, ze wtedy nie przyjdzie nuda?
                          • jan_stereo Re:czy szczęście jest nudne? 29.01.04, 16:56
                            > No dobrze, tylko czy znudzenie marzeniami oznacza znudzenie w ogole?

                            Kiedy za marzenia bierzesz repertuar doznan( tych pozadanych,nawet w
                            domniemaniu ich istnienia) jakie moze dostarcyc zycie, to w dluzszej
                            perspektywie czasu,uwazam znudzenie nimi za znudzenie w ogole.Oczywiscie,kiedy
                            sie ktos napawa spelnieniem sie danej potrzeby, to w tym czasie jest kontent i
                            nie ma zadnych zapewne zyczen, ale ten okres sie skonczy.Wowczas pojawi sie
                            kolejne marzenie, bo cos sie musi pojawic,kiedy mija mily nastroj.

                            > Znudziwszy sie marzeniem, moge zajac sie czym innym przeciez.

                            Znudzony marzeniem raczej nie bedziesz chcial sie zajmowac czymkolwiek, czego
                            nie pragniesz,nie chcesz robic, bo jest nudne,majac wybor naturalnie.

                            > Sam zaproponowales pozbycie sie marzen - skad pewnosc, ze wtedy nie przyjdzie
                            >nuda?

                            Ja jedynie uwazam, ze by dojsc do spokoju wewnetrznego nalezy, co najmniej,
                            wejsc na droge eliminacji odczuwania potrzeb,poza tymi niezbednymi, by zyc.Dla
                            mnie spokoj wew. jest stanem prawie bezemocjonalnym( sa one wyciszone),stad
                            trudno sie znudzic nim, bo tu potrzebne bylyby silniejsze jakies emocje,ktore
                            nawiasem mowiac sa zawarte w marzeniach/potrzebach.

                            • kwieto Re:czy szczęście jest nudne? 30.01.04, 08:14
                              > Kiedy za marzenia bierzesz repertuar doznan( tych pozadanych,nawet w
                              > domniemaniu ich istnienia) jakie moze dostarcyc zycie, to w dluzszej
                              > perspektywie czasu,uwazam znudzenie nimi za znudzenie w ogole.Oczywiscie,kiedy
                              > sie ktos napawa spelnieniem sie danej potrzeby, to w tym czasie jest kontent i
                              > nie ma zadnych zapewne zyczen, ale ten okres sie skonczy.Wowczas pojawi sie
                              > kolejne marzenie, bo cos sie musi pojawic,kiedy mija mily nastroj.

                              Tylko czy zawsze to skakanie od marzenia do marzenia? A co jesli ktos sukcesywnie sobie te
                              marzenia spelnia, a w miedzyczasie zajmuje sie innymi ciekawymi rzeczami, nie zwiazanymi w
                              zaden sposob z realizacja owych marzen?

                              > Znudzony marzeniem raczej nie bedziesz chcial sie zajmowac czymkolwiek, czego
                              > nie pragniesz,nie chcesz robic, bo jest nudne,majac wybor naturalnie.

                              Ta droga rozumowania mozemy pod marzenie podciagnac kazda potrzebe (jestem glodny - marze
                              by zjesc, jestem spiacy - marze by sie wyspac). Ale to sie kloci z koncepcja oderwania sie od
                              marzen, ktora zaserwowales wczesniej, bo przyjmujac powyzszy tok rozumowania, marzen nie
                              mialby tylko trup.

                              > Ja jedynie uwazam, ze by dojsc do spokoju wewnetrznego nalezy, co najmniej,
                              > wejsc na droge eliminacji odczuwania potrzeb,poza tymi niezbednymi, by zyc.Dla
                              > mnie spokoj wew. jest stanem prawie bezemocjonalnym( sa one wyciszone),stad
                              > trudno sie znudzic nim, bo tu potrzebne bylyby silniejsze jakies emocje,ktore
                              > nawiasem mowiac sa zawarte w marzeniach/potrzebach.

                              Hola hola! Od potrzeby do marzenia daleka droga.
                              I jeszcze pytanie o definicje potrzeby. Bo potrzeba to cos "niezbednego do zycia". Innymi slowy,
                              jesli czuje potrzebe pojscia do kina, to odmowienie tego sobie jest dla mnie tym samym co np.
                              glodowka.
                              Ale, co jesli do kina chodze dla przyjemnosci, ktora jednakowoz nie jest dla mnie az tak
                              organiczna? Tzn. nic sie nie stanie jesli do kina nie pojde?
                              • jan_stereo Re:czy szczęście jest nudne? 01.02.04, 04:23
                                kwieto napisał:

                                Tylko czy zawsze to skakanie od marzenia do marzenia? A co jesli ktos
                                sukcesywnie sobie te marzenia spelnia, a w miedzyczasie zajmuje sie innymi
                                ciekawymi rzeczami, nie zwiazanymi w zaden sposob z realizacja owych marzen?

                                ***To nie ma znaczenia kiedy je spelniasz,liczy sie to ,ze je caly czas
                                odczuwasz.Przeciez marzenia Ci nie znikaja w wyniku tego, ze zaczniesz
                                zamiatac np. klatke schodowa, by sie czyms zajac w miedzyczasie.

                                Ta droga rozumowania mozemy pod marzenie podciagnac kazda potrzebe (jestem glod
                                ny - marze by zjesc, jestem spiacy - marze by sie wyspac). Ale to sie kloci z
                                koncepcja oderwania sie od marzen, ktora zaserwowales wczesniej, bo przyjmujac
                                powyzszy tok rozumowania, marzen nie mialby tylko trup.

                                ***Ja bardzo dobrze rozumiem Twoje watpliwosci,ale pozwol wytlumaczyc,moze
                                obedzie sie nawet bez trupa. Widzisz,trapiace sa zazwyczaj te
                                marzenia ,ktorych nie mozemy natychmiast spelnic,jesli chce Ci sie spac i jesc
                                i robisz to,wowczas zyjesz niejako w zgodzie ze swoim organizmem,zatem nie
                                budzi to wiekszych emocji u Ciebie i nie ma mozliwosci rozwinac sie w marzenie
                                lub silna emocjonalnie potrzebe. A glodowka to juz byloby przeciaganie tego
                                stanu.

                                Hola hola! Od potrzeby do marzenia daleka droga.

                                ***Marzenie,to taka ciezka (bo nie natychmiastowa)do spelnienia
                                potrzeba,mowiac w skrocie.

                                I jeszcze pytanie o definicje potrzeby. Bo potrzeba to cos "niezbednego do
                                zycia". Innymi slowy, jesli czuje potrzebe pojscia do kina, to odmowienie tego
                                sobie jest dla mnie tym samym co np. glodowka.

                                ***Oj tam,nie mow ze nie jedzenie, to to samo, co nie pujscie do kina,ktore do
                                zycia niezbednym nie jest,oczywiscie.Potrzeba jest dosc pojemnym slowem i moze
                                miec wiele zabrawien, jak chcesz mozemy to wszystko ustalic.

                                Ale, co jesli do kina chodze dla przyjemnosci, ktora jednakowoz nie jest dla
                                mnie az tak organiczna? Tzn. nic sie nie stanie jesli do kina nie pojde?

                                ***Nic sie nie stanie, czy moze nie zaznasz oczekiwanej przyjemnosci ?



              • katrynka Re: czy szczęście jest nudne? 29.01.04, 16:31
                procesor napisała:

                > > > Jak niewiele potrzeba by to zburzyć.
                > > > ***A jak wiele by naprawic ?
                > > Jesli dalo sie zburzyc, to znaczy, że mało było w tym szczescia.
                >
                > A niekoniecznie, niekoniecznie. Czasem szczęście jest burzone przez
                zewnetrzne
                > okolicznosci. Wymarzony dom - rozpada sie w trzęsieniu ziemi czy zabiera go
                > powódź. No ale to te materialne podstawy szczęscia. Gorzej gdy razem z
                > wymarzonym domem ginie ktoś bliski. No ale na to tez nie ma sie wpływu.
                > Czy wynika z tego że mało w tym było szczescia?
                >

                Ale czy śmierć albo katastrofę można określić mianem "niewiele". Przecież to
                rzeczywiste ludzkie tragedie. Są ludzie dla ktorych to zbyt wiele, żeby dalej
                życ.
    • kamfora nie chce mi się/nie chcę 26.01.04, 20:12

      chociaż M O G Ę.

      Wydaje mi się, że większość ludzi szczęścia upatruje właśnie w tym:
      w tej możliwości powiedzenia (komuś a przede wszystkim sobie), że
      gdyby tylko chciał - to mógłby. Nie, nie zawsze (raczej rzadko) chodzi
      o brak możliwości w sięgnięciu gwiazdki z nieba. Przeważnie rzecz dotyczy
      tych spraw bardziej "przyziemnych", czyli możliwych dla człowieka jako
      takiego. Niezgoda wewnętrzna na własne(osobiste) ograniczenia jest przyczyną
      braku poczucia szczęścia. To jakby pretensje do Pana Boga (a jak ktoś
      woli - do Natury ;-), że inni dostali więcej/co innego(a więc - lepsze).

      Cudze szczęście, gdy oparte na tym, czego brak - wydaje się
      wtedy...bezczelnością/brakiem taktu. Więzieniem.
    • Gość: ryb Re: czy szczęście jest nudne? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 26.01.04, 23:48
      Jak szczescie moze byc nudne? Bylas kiedys szczesliwa? Nie pisze tu o
      milosciach, domach, kasie czy innym syfie. Czulas satysfakcje samej z siebie?
      To prowadzi do szczescia ktorego nic nie jest w stanie zburzyc...
      • tea_time Re: czy szczęście jest nudne? 26.01.04, 23:57
        Mowienie, ze szczescie jest nudne brzmi zupelnie jak twierdzenie: pieniadze sa
        zle:) Nie, nie sa zle, jesli sluza nam, a nie odwrotnie:) Tak samo ze
        szczesciem jest: w stanie takiej szczesliwosci duzo latwiej, prosciej oddac sie
        robieniu rzeczy, od ktorych brak szczescia czasem potrafi nas odciagnac:)
        Tea
        • Gość: ryb Re: czy szczęście jest nudne? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 27.01.04, 00:03
          Milosc czy naplyw gotowki sa stanami odurzenia, nie majacymi nic wspolnego ze
          szczesciem. Jedyna moja definicja szczescia, to satysfakcja z samego siebie,
          nie wazne na jakim poziomie intelektualnym czy materialnym. Wszystko inne moga
          ci zabrac i szczescie pryska...
          • ola-34 Re: czy szczęście jest nudne? 27.01.04, 12:32
            Szczescie nigdy nie jest nudne, szczescie jest czyms co nosimy w sobie, czyms
            co mamy zakodowane jak kolor wlosow czy kolor oczu.Jedni potrafia go przezywac
            wciaz a inni nigdy go nie zaznaja.

            Nie wiem dlaczego tak jest, ja jestem SZCZESLIWA i chyba zawsze taka bylam
            pomimo wielu przeciwnosci losu, pomimo wiatru w oczy i kilku zyciowych
            nieszczesc.Z uczuciem szczescia mozna plakac, czuje sie zlosc i przygnebienie,
            tylko one mijaja szybciej ,latwiej i znowu chce sie zyc znowu chce sie smiac.

            Czujac szczescie nie bylam rowniez spelniona ani w rownowadze wewnetrznej tak
            jak teraz a jednak to uczucie mi towarzyszylo.

            Mysle ze ludzie czesto myla szczescie z przyjemnosciami, wydaje im sie ze
            jezeli znajda uczucie milosc to bedzie to ich szczescie, ale tak nie
            jest.Milosc pieniadze to tylko przyjemnosci ktore nie dadza szczescia jesli nie
            ma sie go w sobie.

            pozdrawiam
            Ola
            • veerle Re: czy szczęście jest nudne? 29.01.04, 17:04
              szczescie plynie z milosci do samego siebie, dobrej milosci ktora pozwala
              otwierac sie na swiat dawac to co mamy w sobie nie oczekujac nic w zamian.

              mysle ze taka milosc moze sie rozwijac i nie jest tak ze sa ludzie kotrzy maja
              ja w sobie od zawsze i tacy ktorzy nie maja i nie beda mieli. chce wierzyc ze
              ludzie maja ja w darze od chwili narodzin ale to jest skarb ktorego musza sami
              poszukac. niektorzy moga nie zdazyc do niego dotrzec zanim ich zycie sie
              skonczy, niestety.

              zatem zrodla prawdziwego szczescia nalezy szukac w sobie. tak samo jak aby byc
              dobrym dla innych najpierw trzeba umiec byc dobrym dla siebie.
              • Gość: aiszka4 ale utopia IP: *.poz.cdp.pl / *.poz.cdp.pl 29.01.04, 17:32
                veerle napisał:

                >dobrej milosci ktora pozwala
                > otwierac sie na swiat dawac to co mamy w sobie nie oczekujac nic w zamian

                znasz choć jeden przykład miłości, która nie oczekuje niczego w zamian?
                kogoś, kto tylko daje i nic, absolutnie nic, z tego nie ma?
                • katrynka niełatwa ale możliwa :) 29.01.04, 17:44
                  Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

                  > veerle napisał:
                  >
                  > >dobrej milosci ktora pozwala
                  > > otwierac sie na swiat dawac to co mamy w sobie nie oczekujac nic w zamian
                  >
                  > znasz choć jeden przykład miłości, która nie oczekuje niczego w zamian?
                  > kogoś, kto tylko daje i nic, absolutnie nic, z tego nie ma?


                  Aiszko, ale nie oczekiwać nic w zamian, nie znaczy niczego nie dostawać! To sie
                  nazywa bezinteresowna milosc, która tak naprawde, zdawac by sie moglo
                  paradoksalnie, najwiecej pożytku przynosi, dającemu.
                  Przyznaje, że trudne w realizacji, ale możliwe :) Są tacy ludzie.
                  • veerle Re: niełatwa ale możliwa :) 29.01.04, 18:21
                    to sie prosto nazywa - milosc.

                    odwracajac bezinteresowna milosc dostajemy milosc interesowna albo
                    bezinteresowna nienawisc. nu-nu jak mowi moj syn grozac mi paluszkiem.
                    nieladnie.
                    • katrynka Re: niełatwa ale możliwa :) 30.01.04, 10:51
                      chcialabym się z tobą zgodzić, ale nie mogę :) Bo to by znaczylo, że wszyscy
                      Ci, którzy czegos oczekuja w milosci, nie kochają. A to nieprawda.
                      Milosc interesowna - a coz to za językowy twor? - po prostu obłuda i
                      wyrachowanie. A nienawisc zawsze ma cel.
                      • veerle Re: niełatwa ale możliwa :) 30.01.04, 11:20
                        katrynka napisała:

                        > chcialabym się z tobą zgodzić, ale nie mogę :) Bo to by znaczylo, że wszyscy
                        > Ci, którzy czegos oczekuja w milosci, nie kochają. A to nieprawda.
                        to zalezy co to znaczy "oczekuja w milosci"
                        jezeli "oczekuja w zamian za swoja milosc" to ja uwazam ze nie kochaja.
                        jezeli "maja marzenia i wizje wzajemnej milosci" to sie z Toba zgodze dlatego
                        ze marzenia mozna miec i jedoczesnie godzic sie na brak ich realizacji w tym
                        sensie taka milosc jest bezwarunkowa.

                        > Milosc interesowna - a coz to za językowy twor? - po prostu obłuda i
                        > wyrachowanie. A nienawisc zawsze ma cel.
                        zgadzam sie, zwrocilem uwage ze milosc jest zawsze bezinteresowna, inaczej nie
                        jest miloscia (w/g mnie oczywiscie)
                        nienawisc jest znacznie blizej milosci niz to sie powszechnie wydaje. nigdy
                        nie twierdzilem ze milosc nie ma celu :) tu nie rozni sie od nienawisci.
                • veerle Re: ale utopia 29.01.04, 18:13
                  no pewnie! tak kocham syna.

                  i uwaga nie napisalem ze "nic nie ma" tylko "nic nie oczekuje" a to duuuuuza
                  roznica.
                  • Gość: aiszka4 Re: ale utopia IP: *.wmid.amu.edu.pl 29.01.04, 21:11
                    veerle napisał:

                    > no pewnie! tak kocham syna.
                    >
                    > i uwaga nie napisalem ze "nic nie ma" tylko "nic nie oczekuje" a to duuuuuza
                    > roznica.

                    Myślałam, że może podasz przykład Matki Teresy.

                    Ty kochasz Kosmę (chyba dobrze kojarzę?), bo to jest TWÓJ syn.
                    Ja kocham mojego Miśka i Iśkę, bo to są MOJE dzieci, ale nie kocham dzieci
                    mojego sąsiada, tylko dlatego, że są. I mam z mojego macierzyństwa dużo
                    szczęścia i radości, bo tego oczekiwałam po macierzyństwie.
                    Poproszę o inny przykład:)
                    • veerle Re: ale utopia 29.01.04, 22:05
                      aiszka,

                      poprosilas o choc jeden przyklad :)
                      sama dajesz drugi piszac ze kochasz swoje dzieci za to ze sa. czy oczekujesz
                      od Nich czegokolwiek wiecej? to ze One kochaja Ciebie jest piekne, ale gdyby
                      sie od Ciebie odwrocily i przestaly dawac to czy przestalabys je kochac? mysle
                      ze nie. nie zgadzam sie z warunkowaniem milosci. milosc nieodwazajemniona
                      wcale nie musi byc tragiczna. to romantycy egzaltowali sie wlasnym cierpieniem.

                      kocham mojego ojca niezaleznie od tego ze jest cholernie trudnym czlowiekiem i
                      nie dawal mi tego czego od niego potrzebowalem. nie potrafil. i zrobil mi tym
                      krzywde.
                • malvvina Re: ale utopia 29.01.04, 19:20
                  pewnie ze znam ! tylko ze to nie jest tak jak mowisz ! - prawdziwa milosc to
                  wtedy gdy oboje postepuja w ten sposob. No i kazdy ma do upojenia i jeszcze
                  :-))))))
                  >
                  > znasz choć jeden przykład miłości, która nie oczekuje niczego w zamian?
                  > kogoś, kto tylko daje i nic, absolutnie nic, z tego nie ma?
                  • Gość: aiszka4 Re: ale utopia IP: *.pl 29.01.04, 21:25
                    Malwinko, strasznie nie lubię zwrotu "nie jest tak, jak mówisz", bo ani ja nie
                    twierdzę, że tak jest, ani Ty nie posiadasz monopolu na wiedzę, jak jest.

                    Ja tylko poprosiłam o podanie przykładu, który by mnie przekonał, że istnieje
                    taka miłość, która naprawdę niczego nie oczekuje. A nie, czy istnieje
                    prawdziwa miłość. W taką wierzę:)
                    Ale, gdy oboje mają, jak piszesz, "do upojenia", to każdy jednak coś z tego
                    ma:)
                    Czy zakochana kobieta nie oczekuje wzajemności od obiektu swoich uczuć? Czy
                    matka nie pragnie, by jej pociechy ją kochały?
                    Kocham i oczekuję wzajemności - od mężczyzny, od dzieci, od mojej mamy. Czy
                    bez tego oczekiwania i jego zaspokojenia można być szczęśliwym?
                    Jestem szczęśliwa, bo ktoś odwzajemnia moją miłość a nie tylko dlatego, że
                    sama kocham:) A więc mam coś za swoją miłość.
                    • veerle Re: ale utopia 30.01.04, 11:27
                      > Ja tylko poprosiłam o podanie przykładu, który by mnie przekonał, że
                      istnieje
                      > taka miłość, która naprawdę niczego nie oczekuje. A nie, czy istnieje
                      > prawdziwa miłość.
                      dla mnie to jedno i to samo :)

                      > Czy zakochana kobieta nie oczekuje wzajemności od obiektu swoich uczuć? Czy
                      > matka nie pragnie, by jej pociechy ją kochały?
                      oczywiscie ze pragnie i to jest naturalne, rzecz w tym czy od spelnienia tego
                      pragnienia warunkuje swoja milosc.

                      > Kocham i oczekuję wzajemności - od mężczyzny, od dzieci, od mojej mamy. Czy
                      > bez tego oczekiwania i jego zaspokojenia można być szczęśliwym?
                      > Jestem szczęśliwa, bo ktoś odwzajemnia moją miłość a nie tylko dlatego, że
                      > sama kocham:) A więc mam coś za swoją miłość.
                      zapytam przewrotnie
                      czy gdybys tego cos nie dostawala to przestalabys kochac Twojego mezczyzne,
                      Twoje dzieci, Twoja mame?
                      to czy bys cierpiala z powodu nieodwzajemnienia Twojej milosci to odrebna
                      sprawa.
    • Gość: Imagine Re: czy szczęście jest nudne? IP: *.adsl.navix.net 27.01.04, 16:41
      nie, nie potrzebujemy komplikacji by miec uczucie, ze zyjemy. jednak, w tym
      wymiarze niemozliwoscia jest nie miec komplikacji, poczawszy od ziarnka piachu
      miedzy palcami u nog a konczac na trzesieniu ziemi, grzebiacym setki tysiecy
      ludzi, w tym cala nasza rodzine.
      kazdy z nas w jakis sposob dazy do osiagniecia szczescia, choc dla mnie na
      przyklad, sam brak nieszczescia jest juz szczesciem. nie potrzebuje dodatkowych
      dowodow od boga, ktore pozwolilyby mi myslec o sobie jako o szczesliwum
      czlowieku. zdaje sobie sprawe z tymczasowosci czegokolwiek, wiec lepiej jest
      nie posiadac nic, by nie dlawic sie utrata.
      pytasz, czy pisarze romantyczni napisaliby swe dziela, nie trzymajac pistoletu
      przy swej skroni. nie, takich dziel nie napisaliby. ale wierze w to, ze
      mogliby napisac cos o wiele madrzejszego i pozyteczniejszego dla nas wszystkich.
      Imagine.
    • aiszka4 Re: czy szczęście jest nudne? 29.01.04, 16:40
      czy można znudzić się czymś, co trwa tak krótko? bo jakoś nie wierzę w coś co
      się nazywa szczęściem wiecznym (ale nie mam na myśli życia po śmierci)

      od pewnego czasu odbieram chwile szczęścia jak coś, czym jestem szczuta:
      zobacz, jak może być cudownie, a teraz ci to zabiorę
      ze smutkiem zauważam, że teraz, ciesząc się taką chwilą, jednocześnie
      zastanawiam się, jaki kopniak czeka mnie na jej końcu
      choć z drugiej strony - po kopniaku jest kolejna chwila szczęścia
      • r.richelieu Re: czy szczęście jest nudne? 29.01.04, 18:27
        Umiejętność brania lekcji z kopniaków to większe szczęście niż życie
        bezkopniakowe, które jest jak nieustające lato. Brak punktów odniesienia, brak
        mobilizacji do lepszości, ciągłe trzymanie tyłka na laurach. To rozleniwia.
    • Gość: malgosia Re: czy szczęście jest nudne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 18:40
      dążymy do tego ale nie zawsze wiemy co ono oznacza a szukajac czegos co nawet
      we własnych oczach nie potrafimy zdefiniowac jest niemozliwe do odnalezienia
      szczescie dla kazdego to co innego - dla kobiety ktora moze nie miec dzieci
      urodzenie dziecka, dla niewidomego to ze odzyskał wzrok, dla kogos kto zawsze
      był odrzucany to ze ktos go dostrzegł czy obdarzył jakimis uczuciami
      a czesto to po prostu małe chwile, ktore składają się na naszą definicje
      szczescia
    • vicca Re: czy szczęście jest nudne? 29.01.04, 19:17
      Szczęście absolutnie nie jest nudne!
      Ani na długą, ani na krótką metę.
      Trzeba je jedynie doceniać, zauważać i cieszyć się nim.
      Wystarczy.

      Pozdrawiam ciepło
      Vicca

      PS. Nareszcie mam jaki taki dostęp do cywilizacji!
      Pozdrawiam Wszystkich - troszkę się za Wami stęskniłam :)
      V*
    • Gość: sdf Re: czy szczęście jest nudne? IP: *.in-addr.btopenworld.com 29.01.04, 21:11
      nuda i szczescie sie wykluczaja, dla mnie pytanie jest bez sensu, buziak
      • sdfsfdsf Re: czy szczęście jest nudne? 29.01.04, 21:38
        a tak w ogole to zapewne zdajesz sobie sprawe z nielogicznosci twojego pytania
        co stawia gros podwyzszych wywodow na rowni z odpowiedziami wiekszosci
        politykow, czyli po prostu sa one nie na temat, bo tobie nie chodzi o to zeby
        ciebie ktorys z elokwentnych mowcow uswiadomil, olsnil swoja erudycja, wciagnal
        w pasjonujaca dyskusje, o nie, ty przez to pytanie starasz sie w sposob
        tragiczny pokazac ze szczescie tak naprawde nie jest ci potrzebne, nie dbasz o
        nie, jest ono dla ciebie plytkie i nudne, co prowadzic moze do wniosku ze
        jestes osoba nieszczesliwa i jest to podswiadomie zawoalowane wolanie o pomoc,
        is that right? buziak nr 2
        • Gość: inka_sama Re: czy szczęście jest nudne? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 30.01.04, 15:21
          Tytuł wątku powinien zwracac uwagę :o) Ale nie jest nielogiczny. Raczej
          prowokowac miał do myślenia o szczęściu w inny sposób. W ogóle do myślenia.
          Wypowiedzi w watku są różnorodne - bo i różnorodne są wyobrażenia o szczęściu.
          A olśniewanie erudycją, wciąganie innych w interesującą dyskusję jest mile
          widziane!
          Gdzie wyczytałeś, że szczęście nie jest mi potrzebne? Całkiem mylne
          przypuszczenie. Czy jestem nieszczęśliwa? Bywam. :o) Jednak myślę o sobie
          raczej jako o osobie mającej szczęście. Potrafiącej byc szczęśliwą. Nawet jeśli
          zewnętrzne okoliczności są niesprzyjające. Może właśnie dlatego tak
          zatytułowałam ten watek, że moje małe szczęścia komus mogłyby sie wydać - nudne.
          Nie odwarzę sie juz na tym forum zawołać o pomoc. To już nie to miejsce co
          kiedyś. Teraz jeśli nawet jest mi bardzo źle - nie mam odwagi tu o tym
          powiedzieć. Wole wtedy sięgnąć do archiwum, po stare wątki. Jak wiele
          życzliwości wtedy tu było. Do tej pory aż cieplej się robi, gdy czytam tamte
          życzliwe listy.
    • Gość: 123 Re: czy szczęście jest nudne? IP: *.junisoftex.pl / *.junisoftex.pl 30.01.04, 11:20
      Problemem jest tez jak rozpoznac szczescie gdy ono trwa??
      Gdy szczescie nie jest momentem a długotrwałym stanem przemienia sie w
      stabilizacje - mamy poczucie , ze jest bezpiecznie ale nieco monotonnie bez
      zmian , bez ekscytacji...czegos nam brakuje - endomorfin w mozgu??
      Szukamy co by tu zmienic , czemu nie czujemy juz tego szczescia jak kiedys
      czulismy.Poczucie bezpiweczenstwa juz nam nie starcza...chcemy woecej,lepiej.
      Czasem wynajdujemy sobie sztuczne problemy i zrzucamy na nie wine ze brak nam
      tego i tego do szczescia ...czasem niszczymy szczescie w imie zmiany, poprawy
      czegos.
      Niszczymy i nie da sie juz naprawic. nastepuje zal, nieszczescie. Doceniamy
      szczescie , ktore mielismy.Ale ono nie wraca. Obiecujemy sobie ze tego błedu
      nie popełnimy wiecej...ale znow popełniamy podobne.
      Tez tak macie?
      • veerle Re: czy szczęście jest nudne? 30.01.04, 11:40
        macie.

        rzecz w tym jak znalezc rownowage pomiedzy czerpaniem zadowolenia z tego co
        jest i czucia sie z tym szczesliwym w taki sposob zeby jednak nie popadac w
        stagnacje i tworzyc wciac na nowo, wzbogacac, a nie rozwalac tego co juz jest
        dla czegos nowego.

        tylko to jest strasznie trudne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka