rapasolka
10.12.09, 17:34
Odkąd pamiętam, zawsze mną gardził, pomiatał, wyśmiewał, poniżał i
urządzał awantury.Odwracał kota ogonem, wmawiał kłamstwa i tak dalej-
wszystko to doprawione sporą dawką histerii i złosliwości. Nigdy nie
byłam dla niego dość dobra. Nigdy. Byłam traktowana jak śmieć od
dziecka. Moje uczucia nie są ważne, moje plany są wyśmiewane, zawsze
jestem beznadziejną, zła, gorsza niż inni.
Jestem już dorosłą kobietą i nie mam pojęcia, jak sobie z tym radzić.
Przez 99% czasu ojciec zwraca się do mnie z pogardą, jakbym mu
przeszkadzała, jakby wolał, żeby mnie nie było. Wszystko jest dla
niego problemem. Każda, nawet najmniejsza moja prośba i sugestia jest
powodem, zeby zrobić awanturę, drzeć się, poniżyć mnie i upokorzyć.
Jestem z tego powodu bardzo nieszczęśliwa. Ojciec nie traktuje tak
tylko mnie, czasem też zachowuje się tak w stosunku do brata i mamy,
ale mamę szanuje bardziej. Brat za to jest jego małym kochanym
synkiem (ma 12 lat) więc on też ma trochę lepiej. A ja jestem głównym
popychadłem. mama zgrywa twardą i na moje skargi, jak bardzo mi
przykro, odpowiada zwykle, że to jest mój problem.
Nigdy nie byłam złą córką. Nie upijałam się, nie tykałam papierosów,
narkotyków, nie sprawiałam problemów, świetnie się uczyłam. Jestem
wolontariuszką, wkładam w to sporo czasu i energii. Wygrywałam
konkursy sportowe. Miałam ciekawe pasje. Nawet nie wydawałam za
bardzo pieniędzy na ciuchy i kosmetyki, jak to robi duża część
dziewczyn. Jeśli już, to kupowałam coś związanego z moimi
zainteresowaniami.
Dostałam się na dobre studia i tu też nie sprawiam problemów,żadnych
"warunków",żadnego pijaństwa, nic z tych rzeczy. Jednak dla mojego
ojca wciąż jestem pośmiewiskiem, żałosną kreaturą, która musi zmienić
swoje postępowanie, bo inaczej do niczego w życiu nie dojdzie.
Ojciec wciąż mi rzuca kłody pod nogi, wciąż robi wszystko, by mnie
zranić.. niszczy mnie.
Pieniądze- są jedyną rzeczą, jaką kiedykolwiek od niego dostałam.
Ojciec jest jedynym żywicielem rodziny,ale zarabia bardzo dobrze,
można powiedzieć, że jesteśmy zamożni. Cóż jednak z tego, skoro te
pieniądze są powodem szantażu i poniżań. Zawsze słyszę, że nie
zasługuję. Często mnie upokarza, śmiejąc się, że jestem od niego
zależna (sama nie potrafię się utrzymać, niestety- musiałam
zrezygnować z pracy na pół etatu- za dużo nauki- i dorabiam tylko
dorywczo, ale nie jestem w stanie zarobić tyle, by być
samowystarczalna, mieszkanie poza domem jednak kosztuje..).
Mam 21 lat i jestem wrakiem. Mam myśli samobójcze, nawracają coraz
częściej.
Nie jestem w stanie wyrwać się z mojej rodziny, w końcu kocham mamę,
kocham brata, ojca też kiedyś kochałam. Kocham góry, w których
znajduje się nasz dom. Tylko nie mam już siły dłużej tak życ. Ciągle
poniżana, pogardzana, wyśmiewana. Nie mam pojęcia jak z nim
rozmawiać, żeby nie wychodzić z takiej rozmowy roztrzęsiona,
zmieszana z błotem, osłabiona. Nie mam pojęcia co robić.
Radziłam się już psychologów (i to dobrych), radziłam się przyjaciół,
próbowałam wszystkich sposobów, rozmów, bycia idealną córeczką,
buntu, próbowałam wymagać szacunku dla siebie, próbowalam
wszystkiego- nic nie pomogło. Nadal jestem traktowana z pogardą. Nie
mam już sił. Myśli samobójcze, które mnie nawiedzają, są coraz
częstsze, coraz silniejsze i choć bronię sie ze wszystkich sił,
racjonalizuję sobie, że to głupie, że mam rodzinę, ze nie mogę jej
tak skrzywdzić.. boje się, że kiedyś nie wytrzymam..