Dodaj do ulubionych

O psychoterapii

05.02.10, 18:27
Michał Zabłocki o nicnierobieniu - czyli wszyscy jesteśmy nienormalni...


Wczoraj w pracy rozmawiałem z kilkoma koleżankami i jak zwykle rozmowa ta dała mi do myślenia. Doszedłem do wniosku, że jednak jestem nienormalny, bo najwyraźniej dzisiaj normą jest korzystanie z usług (odpłatnych oczywiście) rozmaitych terapeutów, poprawiaczy nastroju, gigantów walki z depresją, prostowaczy dróg życiowych i pomysłów... zwykle (niestety) mało doświadczonych życiowo naciągaczy. Ja zaś nie korzystam, więc nie ulegam coraz bardziej trendy modzie. Skąd taka refleksja?

Jedna z koleżanek posyła do terapeuty dziewięcioletniego syna, bo ma kompleks odstających uszu. Druga chodzi wraz z mężem, bo nie potrafi naprawić relacji z teściową. Trzecia ma koleżankę, która też biega raz w tygodniu na kozetkę, bo nie radzi sobie z depresją zimową i brakiem słońca. Jeszcze ktoś tam (jak wynikało z rozmowy), chodzi do grupy wsparcia, bo jest singlem.

Raany! Mam wrażenie, że od kilku lat poważna część naszego społeczeństwa popadła w jakąś psychozę, napędzaną przez kolorowe tygodniki i „firmy” psychologiczne. Polega to na tym, że ludzie szukając szybkiego rozwiązania problemów (albo pseudoproblemów wydumanych z nudów), za wszelką cenę, tracąc czas i pieniądze, z upodobaniem oddają się manii odwiedzin w pracowniach „terapeutów” i „psychoanalityków”, byle tylko powrócić do normy. To właśnie z czegoś takiego nabijał się już w latach 70-tych i nabija do dziś Woody Allen w swoich filmach! Kiedyś większość z nas śmiała się wraz z nim, a dzisiaj wiele osób milczy, bo widzi w jego błazeństwach siebie - coraz bardziej neurotyczną istotę uzależnioną od przemysłu terapeutycznego.

Najgorsze jest to, że właśnie z tych tygodników i od tych „specjalistów” płyną w świat opinie o normach, o tym co jest w porządku, a co nie. Masz zimową depresję? Najwyraźniej coś z tobą nie gra - chodź do nas, pomożemy! Twoje dziecko jest markotne, bo brzydkie? Kiepsko z nim, ale nie ma problemu, bo zaraz poprawimy mu nastrój! Masz świątecznego doła? Tak nie powinno być - chodź do grupy wsparcia, to powyłazimy razem. Mąż Cię zdradza? Widocznie coś z Tobą i z Wami nie gra, zapraszamy więc na terapię krótkoterminową, a znów zaczniesz zaspokajać swoje potrzeby! itp. itd.

Mam nieszczęście znać z pracy wiele osób pracujących w takich „poradniach” - zwykle niespełnionych ludzi po studiach bez perspektywy znalezienia dobrej pracy, którzy na kursach zdobyli dyplomy terapeutów i uprawnienia do prowadzenia treningów interpersonalnych, grup wsparcia i tym podobnych atrakcji. - Dla porządku dodam, że absolutnie nie mam nic przeciwko dyplomowanym psychologom - specjalistom pomagającym ludziom w sytuacjach kryzysowych; wspierającym ich w wychodzeniu z traumatycznych przeżyć; podającym dłoń osobom, którym świat w dramacie zawalił się na głowę i nie potrafią już w nim siebie dostrzec. - Ale ci tzw. „terapeuci”, masowo zaganiający na swoje zajęcia na przykład zupełnie zdrowych psychicznie studentów, nastolatki ze świetlic środowiskowych, czy klientki zaprzyjaźnionych zakładów fryzjerskich, to w większości nikt inny, jak spryciarze naciągający naiwnych.

Zadaję sobie bowiem następujące pytania: Czy ludzie nie mają prawa mieć gorszych dni? Czy koniecznie muszą natychmiast i z pomocą „specjalisty” rozwiązać własne konflikty w rodzinie, albo swojego dziecka w szkole? Czy obca osoba po trzech rozwodach (jak to jest w przypadku mojej koleżanki - „terapeutki rodzinnej”, łykającej dziennie kilo prochów antydepresyjnych), jest dla nich większym autorytetem, niż własna matka, babcia, czy stara ciotka, gdy chodzi o sprawy rodzinne? I wreszcie: Czy ktoś nie ma prawa być singlem? Czy nie lepiej samemu rozmawiać z własnym dzieckiem o odstających uszach, niż posyłać je do poradni na dołujące sesje (dołujące, no bo czy inne, „normalne” dzieci chodzą na takie wizyty)? Czy to nie jest tak, że w sposób naturalny każdy z nas potrzebuje czasu, by w miarę spokojnie wyjść z problemów, żyjąc po prostu codziennymi sprawami i dając sobie czas na cierpienie, na dołek, na refleksję, na gorsze czasy?

Oczywiście, można dyskutować nad efektami takich terapii, nad tysiącami odmian specjalistów i szarlatanów - nie o to mi jednak chodzi. Mój niepokój budzi fakt, że coraz więcej osób, zamiast wsłuchiwać się w siebie nawzajem, prowadzić dialog z bliskimi, korzystać z dobrodziejstwa obecności Rodziny i Przyjaciół, coraz częściej ucieka po złudną pomoc do obcych i często niekompetentnych ludzi tylko dlatego, że nie daje sobie prawa bycia poza „normą”.

Nie ma czegoś takiego jak norma! W społeczeństwie są ludzie tacy i owacy - jedni żyją tak, a inni inaczej. Jeśli więc ktoś zaczyna odczuwać dyskomfort (to takie ładne i modne "terapeutyczne wyrażenie") po lekturze artykułu w kolorowej gazecie i zaczynają go świerzbić palce, by wysupłać stówę na wizytę u „terapeuty”, to najwyraźniej zagubił się w jakimś zamkniętym kręgu reklamy, która głosi, że „normą” jest rozwiązywanie życiowych problemów właśnie tak, a nie inaczej.

Może my zwyczajnie po prostu potrzebujemy czasem mieć gorszy dzień, aby docenić te lepsze? Potrzebujemy, by ktoś nam powiedział, że mamy wielki brzuch, albo rozstępy, aby zauważyć, że czas o siebie zadbać. Może trzeba, by dzieciak popłakał w szkole z powodu odstających uszu, by rodzice w końcu go zauważyli i uświadomili mu, że jest genialnym muzykiem i w życiu to będzie dla niego ważniejsze, niż wszystko inne! Może singiel potrzebuje zejścia na dół samotności, by pewnego dnia poznać wartość bycia z kimś - albo po prostu tak ma, bo tak mu dobrze i nikt nie ma prawa zarzucać mu łamania jakiejś normy. Aby dojść do takich życiowych odpowiedzi nie potrzeba wizyt, kozetek, grup wsparcia, treningów interpersonalnych za grubą forsę. Wystarczy odpowiedni czas zamyślenia nad sobą, nad bliskimi, nad rzeczywistością i pozwolenie sobie na bycie nienormalnym, na bycie wariatem tak długo, jak długo się tego potrzebuje. Wystarczy dialog z innymi ludźmi, bez oglądania się na medialną papkę.

Jeśli tak, to ja też jestem wariatem - wariatem anarchistą, bo lubię popisać sobie w środku nocy; bo marudzę, gdy mi samotnie i smutno; bo zjadam trzy pączki za jednym zamachem bez oblizywania i patrzenia, czy równo tyję; bo kupiłem sobie bilet do Chin; bo lubię chodzić w dziurawej skarpetce (prawej); bo nie mam telefonu komórkowego; bo mój komputer ma na imię Maryśka; bo w święta wysłałem ludziom 250 kartek przez Internet... No i co? No i pstro!

Chcesz żyć jak dotąd, mimo że z kolorowej gazetki, albo z artykułu w Onecie wynika, że coś z Tobą nie tak? To sobie żyj i nic nikomu do tego, dopóki nie krzywdzisz innych. Pozwól sobie żyć na swój sposób,

Obserwuj wątek
    • to.niemozliwe Re: O psychoterapii 05.02.10, 20:36
      No dobra, ale jak komuś to pomogło. Wygadał się i mu pomogło, nawet
      jak zapłacił za to, że nie musiał się zalić swojemu kotu. To czy to
      źle? Ja tak samo moge powiedziec, że nie rozumiem facetów, którzy
      zrywają się z ciepłego łóżeczka skor świt i gnają w deszczu, zimnie
      nad wodę, nadziewają robaki na haczyki i mokną, marzną na wietrze.
      Ale jak im się od tego robi błogo, to co ja z tego mam? A Ty coś z
      tego masz?
      • leda16 Re: O psychoterapii 07.02.10, 18:34
        o.niemozliwe napisał:

        > No dobra, ale jak komuś to pomogło. Wygadał się i mu pomogło, nawet
        > jak zapłacił za to, że nie musiał się zalić swojemu kotu. To czy to
        > źle?


        W istocie stawiasz pytanie, czemu nie płacić oszustowi, jeśli nasze samopoczucie po wizycie u niego poprawia się. Po pierwsze - większość tego znachorstwa niestety jest refundowane przez NFZ, czyli za wygodną, utrwalaną przez media wiarę w zabobony MY płacimy, przesuwając i tak już szczupłe środki finansowe z sektorów, gdzie ich obecność daje bezdyskusyjne efekty lecznicze wykazywane w obiektywnych analizach a nie w subiektywnie postrzeganym "czujstwie". Po drugie, takie pytanie jaskrawo obnaża subiektywizm metody, której efektów nie da się obiektywnie zmierzyć, bo czujstwa nie zmierzysz ani analitycznie ani statystycznie. Przykład z odstającymi uszami jest znakomity, bo niby dlaczego szkodliwe zdrowotnie praktyki seksualne polegające na rozrywaniu komuś odbytu miałyby być przez społeczności tolerowane, szanowane, akceptowane, drwiny homo z sakramentu małżeństwa również, a czyjeś odstające uszy już nie?! De with pisze, że to można...zoperować! Przypominam, iż w niektórych kulturach kobiecą łechtaczkę też "operowano", na żywca... Ale jakiś tam procent ludzi przy operacjach kosmetycznych umiera. Więc tego chłopczyka de With bez mrugnięcia okiem poradziłaby wysłać na śmierć, inna na psychoterapię, czyli dwie absurdalne metody usunięcia wyimaginowanego "problemu",podczas gdy rzeczywistym problemem jest wiara w zabobon i nietolerancja społeczna identyczna, jak u ludów pierwotnych. Człowiek światły zdaje sobie sprawę z faktu, iż mielenie ozorem przez psychoterapeutę ani na jotę nie zmieni czyjegoś łańcucha DNA z zakodowanymi cechami charakteru i sposobami reakcji na otoczenie, nie zmieni biochemii mózgu ani żadnego z ok. 3 miliardów nośników informacji zawartych w 46 chromosomach, z których większość to budulec nieskończonej ilości biochemicznych czyli fizycznych i psychicznych reakcji. Nauka wyklucza taką możliwość. Wyklucza więc zmianę osobowości, temperamentu, nawyków i preferencji metodą pustego gadania. Trwała zmiana własnego czujstwa też oczywiście nie jest taką metodą możliwa. W świetle tej wiedzy, dostępnej już uczniowi gimnazjum, irracjonalna wiara w zabobony godne człowieka jaskiniowego jest zjawiskiem zdumiewającym. Człowiek zabobonny, zacofany, woli jednak wierzyć, że tracenie forsy i czasu na znachorów ma sens.
        A wytyczne w psychoterapii w takim np. "DDA" są żenujące. Grupie dorosłych osób wmawiano, że posiadają niedopieszczone "wewnętrzne dziecko" i można z nim prowadzić korespondencję. Jedna z dziewcząt - rzekomo mężatka i po studiach - pisała listy do tego wmówionego jej niemowlęcia raz prawą, raz lewą reką i roiła, że jej własne leworęczne pismo to...odpowiedzi tego bachora, rozczulając się do łez nad swoją nieudolną bazgraniną i z całą powagą omawiając je na kolejnych "sesjach" :))). Oto do jakich absurdów posuwają się psychoterapeuci, żeby wydrzeć od naiwnych forsę. Przypomina to "recepty" znachorów zalecających w przypadku chorób nowotworowych - picie własnego moczu w pełni Księżyca. W każdym razie tu i tu skutki są opłakane a ofiara oszusta do tego stopnia ogłupiona, że staje się niezdolna do krytycznego myślenia.
    • mamamisiasia Re: O psychoterapii 05.02.10, 20:48
      a czy oni Ciebie zmuszaja do chodzenia po terapeutach? Nie musisz i
      ciesz sie, ze nie masz takiej potrzeby. A moze chodzą, bo nie maja z
      kim bezstronnie porozmawiać o swoim problemie. Tez wole z obcą osoba
      porozmawiać o swoich problemach, niz z moją matką, przy której
      trzeba liczyć się z każdym słowem i ktora jest zreszta przyczyna
      dużej częsci moich problemów.
      • to.niemozliwe Re: O psychoterapii 05.02.10, 21:22
        A tak w ogóle, to sa trochę takie obśmiehujki tego Zabłockiego z
        ludzi, którzy chodzą do psychoterapeutów (z tego, co rozumiem, to do
        psychologów mogą, ale do psychoterapetów, to już nie - czyżby jakiś
        konflikt o klienta?). Własna zdolność do rozwiązywania swoich
        kłopotów bywa dość ograniczona, wtedy, ktoś inny może pomóc rozmową.
        Rozmowa to też forma edukacji, korzystania z wiedzy i poglądów
        innych - nie oszukujmy się, żeśmy wszystkie rozumy świata łykneli.
        Na szczeście - nie. Rozmowa wreszcie ma charakter emocjonalny -
        ktoś, kto żyje z deficytem Dobrótek odczuje poytywny efekt tego, że
        ktoś inny chce go szczerze i jakims tam, ale zawsze - zaangażowaniem
        wysłuchać.
    • maureen2 Re: O psychoterapii 05.02.10, 22:56
      niebawem to się zmieni,już chyba od przyszłego roku wprowadzają
      matematykę na maturze i znowu trzeba będzie coś konkretnego umieć,
      • clarissa3 Re: O psychoterapii 05.02.10, 23:34
        z tego co ja dookola widze to wynika ze myslenie boli - zalewaja
        sie, szprycuja, faszeruja, obzeraja czym sie da. I na wszystko co
        kolorowe, duze, brzecace i swiecace jak muchy do g.. leca. Wiedziec
        o niczym nie chca, poza plotkami - kurczowo zdobytej w podstawowce
        wiedzy sie trzymaja... Ludzie!:(
        • maureen2 Re: O psychoterapii 05.02.10, 23:43
          a ja widzę,że wyglądają jedankowo,czarne długie proste włosy z grzyw
          ką, czarna krótka kurtka na dwurzędowe guziki,obcisła,krótka,sweter
          wystaje naciągnięty na spodnie,spodnie obcisłe rurki ni to dzinsy ni
          co i wysokie kozaki na szpilce w szpic, czarne z okuciami,torba pla
          stik błyszcący,tipsy,komórka i ta sama gadka przez telefon,ale one
          do terapeuty nie chodzą,bo czy innym się zajmują.
        • de-witch Gdyby to tylko chodzilo o te uszy... 05.02.10, 23:50
          ktore rodzice szybko takiemu maluchowi operuja w zwyklym
          szpitalu.Zabieg taki to balhostka....
          Nie ma potrzeby chodzic w tym celu do psychologa.

          Czasmi jednak warto poszukac do rozmow kogos z kim mozna mowic o
          wszystkim i od serca, a przy okazji uslyszec cos wartosicowego i
          madrego.

          Kolezanki?zalezy jakie. Jezlei sa to osoby na wzglednym poziomie to
          moze taka osoba dac rady calkiem ok.
          Zauwazylam,ze jednak czesc ludzi udziela rad, ktore sa kompletnie do
          niczego.Gdybym wprowadzila je w swoje zycie, to bylby to istny
          chaos...
          Spotkalam tylko jedna JEDYNA osobe, ktora ma dobre konkretne rady,
          ktore funkcjonuja, ale to osoba wybitnie inteligentna.

          • men.zurka Re: Gdyby to tylko chodzilo o te uszy... 06.02.10, 01:11
            de-witch napisała:
            > Spotkalam tylko jedna JEDYNA osobe, ktora ma dobre konkretne
            rady,
            > ktore funkcjonuja, ale to osoba wybitnie inteligentna.

            xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

            wooowwwww....a jak poznalas ze jest to osoba wybitnie inteligentna?
            to ta u ktorej bylas na kozetce...ta ktora dala Ci kulfon wysmarkac
            w jej rekaw?
            wiesz......trzeba byc inteligentnym by odkyc ze ktos inny tez jest
            inteligentynym.....
            ale oki.....mirrrrrrrr
            • maureen2 Re: Gdyby to tylko chodzilo o te uszy... 06.02.10, 06:12
              inteligentni tu nie pisują,nie łowią tu klientów
              i nie zajmują sie słuchaniem bzdetów innych z 2 zł
              • maureen2 Re: Gdyby to tylko chodzilo o te uszy... 06.02.10, 06:27
                oczywiście za 2 zł
    • men.zurka Re: O psychoterapii 06.02.10, 01:05
      leda16 napisała:

      > Michał Zabłocki o nicnierobieniu

      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      bzdziagwy i tak nie pojma.....
      eeeeeeee.....Zablocki...Napisz cos od siebie....zgubilem
      sie.....nadrabiam i czytam......i pozdrawiam
      • usmiechmidaj Re: O psychoterapii 06.02.10, 20:34
        Mój niepokój budzi fakt, że coraz więcej osób, zamiast wsłuchiwać się w siebie
        nawzajem, prowadzić dialog z bliskimi, korzystać z dobrodziejstwa obecności
        Rodziny i Przyjaciół, coraz częściej ucieka po złudną pomoc do obcych i często
        niekompetentnych ludzi tylko dlatego, że nie daje sobie prawa bycia poza „normą”.

        z kim tu prowadzić dialog jeżeli nikt nikomu nie ufa.
        Ty masz tę przyjemność że pracujesz z ludzmi na poziomie i nawet w pracy możesz
        wymieniać poglądy . u mnie to nie funkcjonuje.
        spróbuj się przyznać że chodzisz do terapeuty to pójdą z pytaniem do szefa czy
        powinieneś tu pracować
      • usmiechmidaj Re: O psychoterapii 06.02.10, 20:43
        z kim tu prowadzić dialog jeżeli nikt nikomu nie ufa .
        Ty masz przyjemność pracować z ludzmi na poziomie i nawet w pracy możesz
        wymieniać poglądy . u mnie to nie funkcjonuje.
        spróbuj się przyznać że chodzisz do terapeuty to pójdą do szefa z pytaniem czy
        powinieneś tu pracować.
    • zorz_ponimirski o Zablockim 07.02.10, 19:06
      gdyby Zablocki byl zbalansowany, to mialby wzglad na fakt, ze ani
      nie jest tym dzieckiem z odstajacym uchem, ani ta kolezanka bez
      dostepu do slonca. Subiektywny oglad problemow tych ludzi, ktore nie
      sa jego problemami, powoduje poblazliwo-zdziwiony usmiech
      Zablockiego. I najlepsza czesc, RADY.Bo Zablocki radzi sobie,
      calkiem dziarsko.Nie radzi sobie z checia dawania rad, ale to nic,
      to lepiej, niz nie dawac sobie rady z checia ich sluchania.
      ojenyjeny :))
      • maureen2 Re: o Zablockim 07.02.10, 22:14
        słuchanie blablania ?
        jest tyle ciekawszych rzeczy
      • kalllka Re: o Zablockim- w czasie suszy zocha sucha 07.02.10, 22:35
        no nie wyszedl na tym jak na mydle
        i calkiem niezla dykcja, calkiem niezla.
        :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka