Dodaj do ulubionych

Nie potrafię być dorosła

22.02.10, 23:49
Jestem już prawie 2 lata po studiach i do tej pory nie potrafię przejść z
jednego etapu do drugiego. Wcześniej nie miałam z tym problemu- z jednej
szkoły do drugiej, na studia, szybko się aklimatyzowałam. Natomiast to, co się
dzieje ze mną po studiach, jest nie do opisania. Wieczne wahania nastrojów,
doły, smutek, poczucie braku sensu. Inaczej wyobrażałam sobie sytuację
zawodową, rynek pracy. Najpierw w ogole nie mogłam znależć pracy (ja,
najlepsza studentka), potem jak znalazłam kompletnie nie mogłam się
przyzwyczaić do trybu pracy- wstawanie rano, siedzenie od...do..., po pracy
bylam tak zmęczona, ze na nic nie miałam ochoty ani siły. Czekałam tylko na
weekend, aby móc posiedzieć w domu. Myślałam, że to przejdzie, minie, ale po
pół roku nie było żadnej poprawy. Czułam się taka ograniczona, uwiązana do
pracy. Ja, która zawsze miała mnóstwo pasji, zainteresowań, która zawsze dużo
podróżowała.
Wokoło wszyscy mówią tylko o weselach, zareczynach, kredytach, a dla mnie to
totalna abstrakcja. Czuję się oddalona lata świetlne od tych ludzi. Mam 26
lat, brak stałego związku i chyba brak jeszcze takiej potrzeby. Brakuje mi
znajomych, ktorych miałam mnostwo na studiach, a teraz wszyscy sie
rozproszyli. Albo w zwiazkach, albo wiecznie w pracy, albo w domach tylko
siedzą. Tak sobie mysle, czy tak teraz to wszystko będzie wyglądać? I
dlaczego, tak dlugo nie mogę się przestawić? Nigdy nie sądziłabym, że tak to
bedzie wygladac. Czy są tacy, którzy odczuwają podobnie? Którze jeszcze nie
zyja tylko pracą, kredytami, weselami? Ktorzy rozumieją ?
Obserwuj wątek
    • klosowski333 Re: Nie potrafię być dorosła 23.02.10, 02:36
      Jestes zwyczajnie zagubiona, nie do konca przygotowana do wyzwan jakie stawia
      zycie po studiach. Mysle tez, ze brakuje Ci wlasciwego towarzystwa, ktore byloby
      dla Ciebie bodzcem, inspiracja. Coz, wpadlas w takie koleiny, z ktorych jest sie
      ciezko wydostac. Nie bede Ci dawal nadziei, bo wiele zalezy od przypadku, od
      szczescia. Masz taka konstrukcje psychiczna i okolicznosci zyciowe, ktore nie
      predystynuja Cie do entuzjastycznego parcia przed siebie z optymizmem. Zatem byc
      moze swoje musisz przecierpiec, az w koncu kiedys nabierzesz do wszystkiego
      dystansu, majac jednak w bagazu pewna gorycz, ze tak Ci sie zycie potoczylo a
      nie inaczej...
      Chyba, ze znajdziesz w sobie sily, samozaparcie by z kolein tych sie wydobyc i
      zaczac bardziej kontrolowac swoje zycie, swoj rozwoj.
      Ja ludziom na rozstaju daje jedna rade, oparta na swoich osobistych
      doswiadczeniach. Sek w tym, ze nikt z moich doswiadczen korzystac nie chce, bo
      to o czym ja mowie jest dla reszty abstrakcja, w mniemaniu reszty ja proponuje
      wyjazd na Ksiezyc, wiec z gory zakladaja, ze to jest niemozliwe.
      Ja lubie akty desperacji, po ktorych daje sie zycie poskladac na nowo, ale
      odnosze wrazenie, ze Ty z innej jestes ulepiona gliny. Tak czy owak zycze
      szczescia i powodzenia.

      • ka.rro do klosowski333 23.02.10, 08:40
        Często mądrze piszesz - może podziel się z nami swoim sposobem na zakręty życiowe?
        • klosowski333 Re: do klosowski333 23.02.10, 16:45
          Coz, dzielilem sie, ale nikt nie skorzystal z mojej rady. Adresowalem oczywiscie
          ten swoj "sposob" do szczegolnych ludzi, ktorzy znalezli sie na zakrecie, ktorym
          - w moim mniemaniu - pomoglaby okresowa (roczna) zmiana otoczenia.

          Sek w tym, ze ja to ja. Mam swoje poglady, wrazliwosc, wyobraznie, energie
          zyciowa, osobowosc itp i "sposoby" dobre dla mnie niekoniecznie musza pasowac innym.

          Zachecalem niektorych swoich znajomych, zachecalem dwoje czlonkow mojej rodziny,
          ale wszyscy podeszli do tego z umiarkowanym zainteresowaniem. Produkowanie sie
          wiec na forum w tym temacie w stosunku do ludzi zupelnie obcych uwazam wiec za
          strate czasu.

          Ale powiem tak: gdy poczulem, ze moje zycie zabrnelo w slepy zaulek siegnalem do
          dawnych marzen. Bojac sie, ze brak ostatecznej decyzji na zawsze mnie uwiaże do
          tych wszystkich ukladow, ktorych nienawidzilem, decyzje podjalem. Oczywiscie
          przemyslalem sprawe, ale ostatecznie uznalem, ze odrobina ryzyka jest w tym
          projekcie konieczna.

          Nie majac wowczas rodziny, bedac wlasnie rzuconym przez owczesna narzeczona,
          majac dosc pracy i wyjalowienia intelektualnego z praca zwiazanego po prostu
          powiedzialem: basta. Zycie jest krotkie i nie ma sensu wiecznie sie nim męczyć.
          Warto cos wyrwac dla siebie, wyszarpnac zebami odrobine satysfakcji.

          Oczywiscie nie sposob jest uciec od samego siebie. Ale poprzez zupelnie nowe,
          obce srodowisko mozna dac sobie czas na wprowadzenie wewnetrznych zmian. Bo nowe
          srodowisko, nowe pejzaze, zupelnie nowy swiat i ludzie, to dobry moment na
          zachlysniecie sie tym co jest nowe. Obserwujesz, poznajesz, uczysz sie. Wpadasz
          w cug zafascynowania sie nowoscia, uniemozliwiajacy nadmierne tradycyjne
          uzalanie sie nad soba. Nie masz czasu sie nudzic. Nie martwisz sie zbytnio o
          pieniadze...
          A do Polski wracasz po tym roku czy 8-10 miesiacach odmieniony, niejako
          natchniony, napelniony na nowo energia, patrzacy na wszystko odrobinke inaczej...

          Ja wiem jak to brzmi, bo juz wiele razy to przerabialem. Reakcja Polakow na to
          co mowie zawsze jest taka sama. Watpliwosci, niedowierzenie, nieufnosc,
          lekcewazenie. Dlatego nie chce mi sie juz tego wszystkiego jeszcze raz opisywac
          i tlumaczyc. Sorki. Dodam tylko, ze nie mowie o jakiejs sekcie, ani o wyprawie
          na Ksiezyc... Wiem tez, ze ludzie na rozstaju sa lekko wyniszczeni swoim stanem,
          niezdolni do podejmowania konkretnych decyzji, niezdolni do pewnego rodzaju
          aktywnosci. Tacy ludzie zwykle marza o zmianie swojego losu, ale nic konkretnego
          w kierunku tych zmian nie robia. W koncu od szczescia czy przypadku zalezy jak
          im sie zycie dalej potoczy. Czesto niestety ich pozniejsze zycie nadal jest
          szare, choc juz nie na rozstaju. Idealnie wkomponowane w te koleiny, ktore
          prowadza nas do pogodzenia sie ze swoim losem, a wszystko to zabarwione jest
          gorycza i żalem... Z biegiem lat w sposob naturalny nabieramy dystansu,
          przestajemy tak to wszystko przezywac. Ale gdzies tam w glebi duszy odczuwamy to
          niespelnienie, brak satysfakcji.

          Przykro to mowic, ale czesto sami jestesmy sobie winni. Nie tylko niesprzyjace
          okolicznosci sa za to odpowiedzialne, ale rowniez ta nasza indolencja, ten
          fenomenalny festiwal poczucia niemoznosci i bezsilnosci. Czekamy wtedy na cud,
          kobiety na swojego ksiecia na bialym koniu, na wygrana w totolotka i mowimy
          sobie, ze mamy jeszcze czas, ze wszystko sie jakos ulozy, ze jeszcze bedzie
          przepieknie.
          A zycie toczy sie swoim torem i tempem, leniwie i okrutnie, poglebiajac nasza
          frustracje, wzbudzajac w nas z biegiem lat cynizm...

          Dlatego ja do tych na rozstaju powiem tak - jezeli nie jestescie do niczego
          szczegolnie silnie uwiazani (np do chorej matki, ktora sie musicie opiekowac, do
          malego synka, czy do wyroku w zawieszeniu za czyn kryminalny) to odwiazcie sie
          tez od Waszego dotychczasowego zycia, ktore Was tak uwiera i na litosc boska
          zmiencie je, nie mowiac z przekasem - wiśta wio, łatwo powiedziec - bo do ku...
          nedzy oczywiscie nic nie jest latwe, ale warte swieczki i warto czasem chocby
          sprobowac odmienic swoj marny los, bo sama proba tez czesto ma zbawienne skutki...
    • esposa100 Re: Nie potrafię być dorosła 23.02.10, 11:08
      no cóż, wiktorio_24 nie pocieszę Cię - ja mam 33 lata i nadal "gonię
      króliczka".
      Tak jak Ty praca, która nie daje satysfakcji, nie duże miasto, ale coś trzeba
      było zrobić. Próbowałam na wszelkie sposoby. Nic lepszego nie przyszło mi do
      głowy i zdawałam na studia doktoranckie. Zdałam na szczęście/nieszczęście. Ale
      po 5 latach (nie mogę powiedzieć, że ciężkich wyrzeczeń) uznałam, że to nie było
      to czego szukam, z pewnością nie teraz.
      Moja sytuacja jest troszkę inna, bo wiedziałam że chcę mieć rodzinę i mam ją.
      Miałam parcie na potomka i mam go. Nie było to tak jak sobie wymarzyłam i nie
      wtedy kiedy ja tego chciałam, ale los obszedł się ze mną łagodnie i mam
      kochanych 2 facetów.
      Nie mam za to tak jak Ty tego co w życiu dość ważne (dla większości) - grona czy
      chociaż jednego zaufanego przyjaciela. Może to moja wina, może los nie postawił
      na mojej drodze takich ludzi którym warto oddać jakąś część siebie.
      Mogę oczywiście zawsze zadzwonić, ale moi przyjaciele/koledzy rozjechali się po
      świecie i w najlepszej sytuacji mieszkają 120 km ode mnie.
      Ci ze szkoły podstawowej (mieszkam w rodzinnym mieście) mają totalnie inne
      poglądy na życie, opinie itp. Można pogadać, może pójść na piwko ale raczej nic
      więcej.
      Z moich doświadczeń bliższe kontakty "pracowe" są nie zdrowe. Mocno uogólniając,
      ale u mnie przynajmniej zazwyczaj źle się to kończyło, więc unikam poza
      spontanicznymi grupowymi wyjściami.

      Niem wiem, czy mogę Ci pomóc, bo jak widzisz sama sobie nie radzę z podobnymi
      problemami, klosowski333 z kolei jest w kolejnym kręgu wtajemniczenia ;-)
      i może właśnie jego powinnyśmy posłuchać...

      Ja na całe szczęście mam jednego przyjaciela, którym jest mój mąż, ale wiecie
      nawet z mężem nie wszystkim można/chce się rozmawiać. Nie dlatego, że nie
      wysłucha, ale szkoda go trochę ;-)

      Ciągle szukam:
      - pasji, która pozwoliłaby oderwać się od codzienności (zbieram się do tenisa,
      ale nie ma kasy);
      - przyjaciela/przyjaciółki, któremu z ochotą poświęcę czas i uczucia, byleby
      szanował/a mnie, moich bliskich i nawet jeśli ma inne poglądy na świat, po
      prostu był wtedy kiedy go potrzebuję ;-)

      Namiastką przyjaciela jest NET, ale wiem że nie tędy droga. Z drugiej strony
      mogę tu znaleźć ludzi, którzy w miarę obiektywnie potrafią ocenić moje
      spojrzenie na wydarzenia czy po prostu pogadać.

      Niektórzy chodzą do spowiedzi, inni do psychiatry, szczęśliwcy mają wspaniałych
      przyjaciół, cóż trzeba sobie jakoś radzić i brnąć przez tą "ZUPĘ" ;-), jak
      określił któryś z forumowiczów.
      • esposa100 Re: Nie potrafię być dorosła 23.02.10, 21:35
        I jeszcze jedno przyszło mi do głowy...
        Ja jestem w grupie tych rodzinnych, ale akurat myślę odwrotnie. Po okazjonalnych
        spotkaniach typu NK po latach mam wrażenie, że ci
        SAMI/SAMODZIELNI/SAMOTNI/SINGLE (z wyboru czy przypadku) nie koniecznie chcą
        kontaktować się ze mną. Przy rozsądnym planowaniu np. tydzień przed a nawet
        dzień przed (tu już ryzykowne) spokojnie można wyjść na piwko, kawę czy co tam
        zostawiając dziecko pod opieką, a męża pod opieką dziecka ;-).

        Czy Ty dołożyłaś wszelkich starań, aby utrzymać te kontakty?
        Może spróbuj (o ile Ci zależy), jeden telefon nie kosztuje wiele, a może Twoja
        kumpela/kumpel z chęcią też wyrwaliby się z kieratu codzienności...

        Spróbuj może umówić się - o ile nie przeszkadzają Ci tematy, które Ciebie
        obecnie nie dot. np. mąż/dom/dzieci, ale przecież możesz potraktować je jako
        lekcję na przyszłość...Na prawdę jest o czym pogadać wśród w znajomym, w miarę
        inteligentnym gronie ;-)
        • robespier57 Re: Nie potrafię być dorosła 23.02.10, 21:44
          esposa100 napisała:

          > I jeszcze jedno przyszło mi do głowy...
          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx


          tak tak...masz przyplyw mysli...z lenistwa i nadmiaru
          mysli...idiotycznych
    • kunegunda123 Re: Nie potrafię być dorosła 23.02.10, 12:05
      hej Wiktorko!

      tak, ja Ciebie dokładnie rozumiem. coś mi się wydaje że jesteśmy z tego samego rocznika:) pociesz się, że ja skończyłam studia dopiero 8 miesięcy temu i nie mam nawet tego co Ty - stałej pracy. Jeszcze na V roku, załapałam się na umowę o dzieło, ciągnęłam to do stycznia tego roku. do tego tuż przed obroną zaplątałam się w głupią relację z młodszym facetem, z którym szybko zamieszkałam i jak się później okazało, którego musiałam utrzymywac przez cały okres mieszkania razem, podczas gdy on całymi dniami siedział w domu i grał w gry komputerowe. w pewnym momencie powiedziałam dośc i siedzę teraz od tygodnia w obcym kraju, bez pracy, na razie utrzymywana i wspierana psychicznie przez osobę z bliskiej rodziny. przynajmniej jest ciepło i ładnie. także pociesz się że może byc duuuużo gorzej. w Polsce zostawiłam znajomych, dla których tematy zaręczyn, ślubów, dzieci, pracy i kredytów miały marginalne znaczenie, z którymi można było wyjśc wszędzie... teraz jestem jak na razie prawie zupełnie sama... też mam wahania nastrojów od głębokich dołów, po myśli że wszystko będzie dobrze i tego ostatniego staram się trzymac:)
    • yja Re: Nie potrafię być dorosła 23.02.10, 17:45
      wiktorka_24 napisała
      Brakuje mi
      > znajomych, ktorych miałam mnostwo na studiach, a teraz wszyscy sie
      > rozproszyli. Albo w zwiazkach, albo wiecznie w pracy, albo w domach tylko
      > siedzą. Tak sobie mysle, czy tak teraz to wszystko będzie wyglądać?


      Dość typowy problem kawalerów i panien.
      Sama mam w miarę "poukładane"życie,ale większość nawet do głowy nigdy nie
      przyjdzie,że można robić to co ja wyprawiam.
    • paco_lopez Re: Nie potrafię być dorosła 23.02.10, 18:37
      roznie bywa, ale pewnie minie troche czasu i wroci wszystko do
      normy. bedzie ci sie chcialo chlopa i sie taki znajdzie. a po
      czterdziestce bedziesz wiedziec ze to smieszne sie tak trapic byle
      czym.
    • robespier57 Nie potrafię być dorosła...zyj wiec jak dziecko 23.02.10, 20:41
      wiktorka_24 napisała:

      Najpierw w ogole nie mogłam znależć pracy (ja,
      > najlepsza studentka), potem jak znalazłam kompletnie nie mogłam
      się
      > przyzwyczaić do trybu pracy- wstawanie rano, siedzenie
      od...do..., po pracy
      > bylam tak zmęczona, ze na nic nie miałam ochoty ani siły.
      Czekałam tylko na
      > weekend, aby móc posiedzieć w domu.
      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      coz z tego zes byla najlepsza....zapomnialas o czyms po drodze...i
      co z wyksztalcenia jak pozniej brak intuicji i...taktu. Siedzisz w
      domu na garnuszku rodzocow, rozczulasz sie nad soba ze jestes
      zmeczona i czekasz na weekend by sie wypierdziec.....
      i pomysl....kiedys zjawi sie rycerz na bialym koniu, siadziesz mu
      na grzniecie, pojedziesz...bedziesz zona, matka....dojda ci prania,
      sprzatania, gotowanie, prasowania.....dzieci, o ile jestes
      plodna....recze ze za kilka lat bedziesz bzdziala na tym forum jaka
      to beeeee jest matka twojego rycerza....rycerz tez chetnie
      pozbedzie sie takiego lenia co to tylko medrkowac potrafi jak jej
      zleeeeeee..
      • wiktorka_24 Re: Nie potrafię być dorosła...zyj wiec jak dzie 23.02.10, 22:01
        Dziękuję Wam za mądre odpowiedzi - pomijam ostatnia i jakąs tam jeszcze, ale na
        to nie tracę czasu :)
        Dziękuję Ci, Kłossowski za mądre słowa. Przemyślałam, zachowałam w sobie.

        Robespier57- na jakiej podstawie uznałeś, że zabrakło mi taktu? Aby stwierdzić,
        czy ktoś zachowuje się taktownie, należy go bliżej poznać. Chyba, że nie
        zrozumiałeś znaczenia słowa :)
        Poza tym - jeśli chodzi o gotowanie i prasowanie- to na pewno nie będę sama tego
        robić :) trochę czasy się zmieniły.

        Poza tym, kochani, ja wcale nie uważam, że żonaci/mężatki mają lepiej.
        Obserwując niektórych, wiem, że nie mają wcale tak rózowo- rutyna, obowiązki
        itd. Ja za to mogę inwestować w siebie, kupić bilet do każdego zakątka swiata,
        nie dostosowywać sie. To też jest fajne. Jednak czasami odczuwa się samotność,
        pustkę wieczorem itd.
        Muszę poczekać, aż czas pokaże, jaką pojdę drogą....
        • robespier57 Re: Nie potrafię być dorosła...zyj wiec jak dzie 23.02.10, 22:12
          wiktorka_24 napisała:

          > Dziękuję Wam za mądre odpowiedzi - pomijam ostatnia i jakąs tam
          jeszcze, ale na
          > to nie tracę czasu :)
          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
          jednak tracisz....bo czytasz....ale...



          Robespier57- na jakiej podstawie uznałeś, że zabrakło mi taktu?
          Aby stwierdzić,
          > czy ktoś zachowuje się taktownie

          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
          coz....siedzisz w domu, zresz tam i bzdzisz i narzekasz.......
          mam kontynuowac?
          czasy sie zmieniaja.......kopciuch jest ponadczasowy
          • wiktorka_24 Re: Nie potrafię być dorosła...zyj wiec jak dzie 24.02.10, 00:00
            w mieszkaniu, które sama wynajmuję, jak najbardziej JADAM posiłki :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka