Dodaj do ulubionych

Zdradzalam meza

IP: 157.25.204.* 17.02.04, 11:13
Mam 27 lat i od ponad 6 jestem mezatka. Maz jest prawie 11 lat starszy ode
mnie. Nigdy nie byl moja szalona miloscia, ale go kochalam. Nie mamy dzieci.
Nasze malzenstwo bylo spokojne i w sumie dosc udane. Do momentu, w ktorym,
ponad rok temu, go zdradzilam. Nie czas roztrzasac teraz przyczyny mojego
wystepku. Nie chce sie usprawiedliwiac. Najgorsze bylo to, ze nie skonczylo sie
na jednym razie, ani nawet na jednym facecie. W dodatku byli to nasi wspolni
znajomi. Poczatkowo bylam jak nowo narodzona, poczulam dreszcz emocji, jakich
juz dawno nie odczuwalam. Nawet niezle radzilam sobie z tym psychicznie.
Sadzilam, ze moge to zachowac w tajemnicy do konca zycia i trwac dalej w
malzenstwie, w ktorym czulam sie dosc bezpiecznie. Moj maz nie byl swiety. Mial
za soba kilka internetowych romansow, twierdzil, ze tylko wirtualnych. Nie
wierzylam mu, ale wiedzialam, ze mnie kocha i nigdy nie zostawi. Po mojej
zdradzie malzenstwo zaczelo sie rozpadac. Maz to wyczuwal. Sadzil, ze jak
bedzie mi okazywal bezgraniczne oddanie, to zdola wszystko naprawic. Doszlo do
tego, ze praktycznie zrezygnowal ze swojego zycia i zaczal zyc moim. Przestal
wychodzic z domu, zerwal kontakty ze wszystkimi swoimi znajomymi. Mowil, ze
wystarcza mu moje towarzystwo. To jeszcze bardziej odpychalo mnie od niego.
Zaczelam sie dusic. Nadal go zdradzalam. Pol roku temu, zrozumiawszy, ze seks
nie jest w stanie zastapic mi prawdziwej milosci, zerwalam z tamtymi dwoma
facetami. Ale w tym samym czasie dotarlo tez do mnie, ze nie kocham juz meza.
Odeszlam od niego. Ludzilam sie, ze to tylko tymczasowe rozstanie, ze
potrzebuje troche czasu, zeby o wszystkim zapomniec i zatesknic za nim. Tak sie
jednak nie stalo. Jestesmy w separacji od pol roku, niedawno zlozylam pozew
rozwodowy. Maz blagal mnie, zebym do niego wrocila. Zapewnial, ze mnie kocha,
ze zrozumial swoje bledy i chce je naprawic. A ja nie potrafie go znowu
pokochac. Dopiero niedawno zrozumialam, ze to glownie przez tajemnice, ktore
mam przed nim. Jak mozna byc z kims blisko i jednoczesnie skrywac przed nim cos
takiego? Chcialabym moc mu o wszystkim powiedziec i sprobowac odbudowac nasz
zwiazek. Ale co to bedzie za malzenstwo? Czy maz bedzie mogl mi jeszcze kiedys
zaufac? Co jest wiekszym cierpieniem dla mezczyzny: odejscie ukochanej kobiety,
czy dowiedzenie sie, ze przez kilka miesiecy go zdradzala? Najgorsze, ze nie
mam pewnosci, czy w ogole kiedys jeszcze go pokocham, tym bardziej, ze jestem
zakochana w kims innym. Co bedzie, jezeli opowiem mu o tym wszystkim, on mi
wybaczy, a ja i tak nie bede mogla go pokochac? Sa takie chwile, ze bardzo chce
do niego pojechac i wszystko mu wyjasnic. I zaraz potem sie powstrzymuje,
zadajac sobie pytanie, czy w ten sposob nie probuje jedynie zrzucic ciezaru na
jego barki, uspokoic sumienie, ze probowalam ratowac malzenstwo. Po tym
wszystkim jedno wiem na pewno. Nigdy juz nie zdradze swojego mezczyzny,
ktokolwiek to bedzie. Szkoda tylko, ze aby do tego dojsc, musialam pobrac droga
lekcje, za ktora nie tylko ja zaplacilam.
Obserwuj wątek
    • vanie widac kobiety sa inaczej skonstruowane. 17.02.04, 11:26
      dla mezczyzny, to zaden problem, miec swoje tajemnice i kochac zone.
      jednego nie rozumiem:
      skoro piszesz, ze kochasz innego, to po co w ogole myslec,
      czy potrafisz pokochac meza?
      Chyba raczej nie, w takiej sytuacji?
    • jarmucha Marusia ogoniok-to dla ciebie-na pomoc! blandynka 17.02.04, 11:28
      poczytaj, no o co tej babie,kurna,chodzi??? No o co???
      Pomoz marusia zanim zastrzele swoj komputer!!

      No co ja wtedy zrobie!!!
      Zaskarze blandynke o odszkodowanie??? Kto jest w stenie walczyc z
      blandynkami???
      • alfika Re: Marusia ogoniok-to dla ciebie-na pomoc! bland 17.02.04, 11:30
        to wkurza Cię babka czy komputer?
        :)
        nie strzelaj, jarmucha, do komputra, bo będziesz chodził do kafejki :)))
        • jarmucha Re: Marusia ogoniok-to dla ciebie-na pomoc! bland 17.02.04, 11:34
          alfika napisała:

          > to wkurza Cię babka czy komputer?
          > :)
          > nie strzelaj, jarmucha, do komputra, bo będziesz chodził do kafejki :)))
          >

          EEE mam jeszcze laptop,
          "taki gupi to ja juz nie jestem, moze gupi ale taki to juz nie.."

          co do rozterki "babka czy komputer" wole komputer (po takich wyznaniach;))
          co do strzelania: no a co ja mamzrobic jak mi sie blandynka na ekranie
          materializuje?? No co??
          • alfika Re: Marusia ogoniok-to dla ciebie-na pomoc! bland 17.02.04, 11:55
            nie pozwól, by Ci się materializowała!!!
            to Twój komputer
            :)))
            • jarmucha Re: Marusia ogoniok-to dla ciebie-na pomoc! bland 17.02.04, 12:11
              alfika napisała:

              > nie pozwól, by Ci się materializowała!!!
              > to Twój komputer
              > :)))
              >

              tia.. komputer mnie slucha, jak siem nalezy,
              ale .. ty chyba na blendynkach siem nie znasz.
              Taki computer nawet z wlscicielem sprzezony - nic to dla nich !!! Nik nie jest
              w stenie przewidziec ich mocy!!!

              Biedny computerek moj, bendem musial ustrzelic, przez tem silem nieczystom...:
              (((

              blendynkom... moje skronme ...nie...???

              no moze to zbyt radykalne, wiec lepiej tak: bardzo prosz laskawie pozostawic
              moj komputer w spokoju - coby odstrzeliwac nie trza bylo... bardzo proszemmm!

              Juz od blendynek wyzywal nie bende, tylko prosze sie materializowac na
              kompyterze takiego na ten przyklad Imagina, jemu nie zalezy..
              • alfika Re: Marusia ogoniok-to dla ciebie-na pomoc! bland 17.02.04, 14:47
                oczywiście, ze się na blondynkach nie znam!
                wszak kobietą jestem
                i to niemodnej orientacji hetero ;)))
            • qw5 Alfice się kiedyś zmaterializowała... 17.02.04, 13:03
              Murzynka i jakoś to przeżyła. Dzień dobry.
              • alfika Re: Alfice się kiedyś zmaterializowała... 17.02.04, 14:51
                Przeżyła, co prawda z pomocą pana ze sklepu komputerowego, który wiedział, jak
                ladacznicę Murzynkę wyprosić
                ladacznica majteknie nosiła i wyskakiwała zaraz na dzień dobry, brrr

                ależ ci mężczyźni wrażliwi, no

                witaj, Qw5 :)
    • alfika Re: Zdradzalam meza 17.02.04, 11:28
      nie decyduj za drugiego człowieka, co bardziej go zrani -
      wyobraź sobie swoje zycie za 10 - 20 lat i pomyśl, jak byś chciała, by
      wyglądało Twoje życie. Tak, by mieć wszystkie relacje poukładane dokładnie tak,
      jak chcesz.
      I zastanów się, jak to realizować.
      Czy rozwodem, czy szczerą rozmową z mężem i potem rozwodem - jak udasz
      męczennicę, to się zagubisz jeszcze bardziej - poszukaj w sobie i idź tą swoja
      drogą
      nic wbrew sobie
      ale to Ty wiesz, o co chodzi

      ja nie mam zielonego pojęcia, którego miałabyś wybrać
      - pewnie pobyłabym sama, żeby dobrze się zastanowić, o co mi chodzi

      ps. nie jesteś przekonana do rozwodu i składasz pozew???
      czy jesteś przekonana, tylko uspokajasz sumienie w kwestii małżeństwa?
      - tutaj nie rozumiem
      • mindo Re: Zdradzalam meza 17.02.04, 11:43
        Problem jest w tobie. Ty nie zdradziłaś męża. Gorzej, ty miałaś romans! I to z
        dwoma popychaczami na raz. Niezłe ziółko z ciebie i szalenie obrotna babka.
        U mnie miałabyś już przechlapane. Na żonę się nie nadajesz.
    • j_ar Re: Zdradzalam meza 17.02.04, 11:41
      zdradzisz zdradzisz znowu, spoko...znam takie mezatki, z kim by nie byly to
      zawsze musza soczyc w bok jak juz raz posmakowaly
    • mskaiq Re: Zdradzalam meza 17.02.04, 12:15
      Nie ma osoby bez bledow. Ty zrozumialas Swoj. To bardzo wazne. To piekne ze
      nadal masz wiele serca dla meza, ze chcesz Mu pomoc chociaz wszystko juz sie
      skonczylo. Jesli chodzi o to czy przyznac sie mezowi o tych zdradach. To bardzo
      trudne pytanie. Ja pewnie bym staral sie zrobic to co najmniej by Go zranilo.
      Ty wiesz lepiej bo Go znasz.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • joanna_1 Re: Zdradzalam meza 17.02.04, 12:37
      no sory, ale mi tu dyscypliny brakuje po prostu
      pasa i pasem lać, aż tyłek spuchnie!
    • seksuolog Opowiadanie o puszczaniu 17.02.04, 13:30
      Gość portalu: karolka napisał(a):

      > Co jest wiekszym cierpieniem dla mezczyzny: odejscie ukochanej kobiety, czy
      >dowiedzenie sie, ze przez kilka miesiecy go zdradzala? Najgorsze, ze nie
      > mam pewnosci, czy w ogole kiedys jeszcze go pokocham, tym bardziej, ze jestem
      > zakochana w kims innym. Co bedzie, jezeli opowiem mu o tym wszystkim, on mi
      > wybaczy, a ja i tak nie bede mogla go pokochac?

      Zasada jest taka zeby nie powracac do rozdrapywania ran a raczej zrobic
      powazny rachunek sumienia, zal za grzechy i obiecac absolutna poprawe hehe.

      Opowiadanie mezowi jest bez sensu. Bo jest pytanie co i jak opowiadac. Samo
      powiedzenie ze mialas romans z Ixinskim moze nie wystarczyc. Co bedzie jesli
      maz sie zacznie dopytywac ile razy i kiedy z nim spalas? Co bedzie jesli
      bedzie chcial sie dowiedziec pikantnych szczegolow? (Na przyklad z Ixinskim
      po francusku i anale a z mezem tylko po rzeszowsku).

      > Do momentu, w ktorym, ponad rok temu, go zdradzilam. Nie czas roztrzasac
      > teraz przyczyny mojego wystepku.

      To jest niezwykle wazne. Byly to przeciez nie jakies skoki do lozka tylko
      dluzsze romanse. Sa powazne watpliwosci czy po puszczaniu sie na taka skale
      zwiazek mozna reanimowac.
      • Gość: karolka Re: Opowiadanie o puszczaniu IP: 157.25.204.* 17.02.04, 14:34
        seksuolog napisała:
        > To jest niezwykle wazne. Byly to przeciez nie jakies skoki do lozka tylko
        > dluzsze romanse. Sa powazne watpliwosci czy po puszczaniu sie na taka skale
        > zwiazek mozna reanimowac.

        O przyczynach pisze w innym watku: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&
        w=10791747&v=2&s=0.

        Dziekuje za wszystkie wypowiedzi. Szczegolnie cenne sa dla mnie te od panow. Mam
        dzis bardzo nerwowy dzien w pracy, wiec nie moge prowadzic dyskusji, ale
        obiecuje, ze odezwe sie po pracy.
        • seksuolog Gdzie? 18.02.04, 08:03
          Gość portalu: karolka napisał(a):

          > O przyczynach pisze w innym watku:
          <a href="forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
          f=210&"target="_blank">forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=10791747&v=2&s=0.

          Gdzie?
          • Gość: karolka Re: Gdzie? IP: 157.25.204.* 18.02.04, 08:40
            Jeszcze raz podaje link:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=10791747&v=2&s=0.
            Moja wypowiedz jest podpisana tym samym nickiem.
      • Gość: maniek Re: Opowiadanie o puszczaniu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.04, 22:19
        Myślę że tak dużo złego zrobiłaś swojemu mężowi że nie powinnaś do niego
        wracac. Jednak najbardziej nas boli jak dowiadujemy się o zdradzie, a myślę że
        ty lubisz się puszczać i zrobisz to jeszcze nie jeden raz . Chyba że jesteś
        sadystką i lubisz znęcać się na facetach wracać i się puszczać,wracać i znowu
        się puszczać i tak dalej .
        Daj mu spokój trochę pocierpi i znajdzie sobie lepszą od ciebie.

        maniek
    • Gość: maciek Re: Zdradzalam meza IP: 213.241.67.* 17.02.04, 14:19
      moja żona mnie zdradzała z naszym przyjacielem. jemu było miło, jej trochę
      przykro.
      Od rozwodu minęło5 lat, a od ostatniego spotkania - 3.
      Szybka piłka
    • Gość: ronin Re: Zdradzalam meza IP: *.acn.waw.pl 18.02.04, 00:58
      Małżeństwem jesteśmy od czterech lat, żona jest starsza ode mnie o dwa lata,
      ale obydwoje nie przekroczyliśmy jeszcze 30-stki.
      Żona roamnsowała dwukrotnie, ten drugi prawdopodobnie trwa nadal.
      Prawdopodobnie, bo żyjemy w nieformalnej separacji, rozwód jest tylko kwestią
      czasu.
      Żona nigdy dobrowolnie nie przyznała się do romansu, ale owe "skrywane"
      tajemnice o których piszesz, Karolko, były aż nadto wyczuwalne, stały się
      pożywką dla toczącego niczym rak, niewidocznego z zewnatrz kryzysu.
      Za pierwszym razem poszedłem za ciosem, odpłaciłem pięknym za nadobne. Śmieszne
      to i dziecinne, ale podziałaŁo jak katarhsis. Żona przeżyła wstrząs, bo wielu
      burzliwych wieczorach wszystko wróciło do normy jak za pięknych , dawnych,
      czasów.
      Jednak już wtedy należało sie zastanowić nad sensem tego wszystkiego.
      Wtedy sobie to tłumaczyłem to w ten sposób, że każdy ma prawo do błędów, miłość
      może wszystko wybaczyć.I to było głupie myślenie. Zadra pozostała, pękniecie
      które tylko uwidoczniło jak niedobraną parą w rzeczywistości jesteśmy.
      Ze swojej strony bardzo się przyłożyłem (oczywiście w negatywnym znaczeniu) do
      rozbicia związku, ale drugi raz...Żona mnie nie kocha, ja pomimo wszystko
      jeszcze ją kocham, wiem jednak, że z nią nigdy nie będe.

      Mamy więc podobna sytuacje, z tym iż ja piszę z pozycji Twojego męża.
      Doprowadź rozwód do końca, nie mów mu (jeśli przed sądem nie trzeba bedzie) o
      romansach. Jesli bedzie na tyle głupi, że sam sie tego nie domyśli to znak
      wskazujący na to, że jednak nie byliscie sobie przeznaczeni.
      Takie szokujące informacje bardzo bolą, chodż z drugiej strony moga pomóc
      Twojemu eksmężowi pogodzić się z utratą Ciebie i tylu lat wspólnego życia.

      Ja dla Was nie widze przyszłości, szczerze współczuje temu facetowi bo
      doskonale sobie zdaje sprawę w jak fatalnym położeniu sie teraz znajduje. Wiem
      że nie jest bez winy, ale nie jest to istotne z punktu widzenia naszych
      rozważań.
      Musicie to (podobnie jak i ja) z klasą zakończyć. I tyle. pozd
      • j_ar Re: Zdradzalam meza 18.02.04, 08:21
        ronin, bezduszny matolku, czy ty nie rozumiesz, ze z zemsty dymniecie innej
        panienki to skrzywdzenie niewinnej osoby?...
        • Gość: ronin Re: Zdradzalam meza IP: *.acn.waw.pl 18.02.04, 10:17
          "j_ar napisał:

          > ronin, bezduszny matolku, czy ty nie rozumiesz, ze z zemsty dymniecie innej
          > panienki to skrzywdzenie niewinnej osoby?... "

          A kto był niewinny? Kochanka? Doskonale wiedziała, że mam żone i w pełni
          świadomie godziła się z tym faktem.
          W mojej rodzinie jeszcze w XIX w. zdarzało się pojedynkowac o ręke kobiety.
          Wiem, że o żone się nie walczy, o nią się dba, ale urażona duma po prostu nie
          pozwalała mi przejśc do porządku dziennego nad tym faktem, pomimo wyraźnych
          chęci ze strony żony na powrót do normalności.
          W takich trójkątach nie ma niewinnych, jeśli kochanka/kochanek wiedzą o tym, że
          ich partner jest związany węzłem małżeńskim. Godzą się więc na uczestnictwo w
          rozbiciu rodziny czy związku. pozd
          • j_ar Re: Zdradzalam meza 05.03.04, 09:33
            a to faktycznie, jezeli to taka kochanka to wszystko ok
    • Gość: Dariusz Re: Zdradzalam meza i zdradzam !!!!!! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.02.04, 01:34
      Karolka czys ty rozum calkiem zgubila, czy jestes tak perfidna do szpiku kosci?
      Piszesz o ratowaniu malzenstwa aby za chwile napisac ze jestes w kims
      zakochana. Ty juz swojemu ex mezowi tylka nie zawracaj bo takich Karolek jak ty
      a raczej duzo bardziej wartosciowych i uczciwych kobiet to on moze miec na
      peczki. A moze ty sie czujesz taka "mloda" bo masz meza 11 lat od siebie
      starszego ? Mlodsza od kogos nie znaczy mloda. Ty jestes juz calkiem stara dupa
      i nic w zyciu nie osiagnelas oprocz tego ze ktos cie moze przeleciec za darmo i
      bez zobowiazan. Ci ktorym dajesz tylka for free najbardziej toba gardza, bo
      widza jaka jestes zblazowana , znudzona dziwka. To przez tych 6 miesiecy nie
      znalazl sie nikt kto by sie toba zajal na stale? Eee ty sie tylko nadajesz za
      materac, a potem kopnac scierwo w dupe. To cala twoja przyszlosc. Dobrze ze
      chociaz nie nadajesz sie aby urodzic dziecko. Zal byloby abys unieszczesliwila
      wiecej ludzi.
      • koteczek2004 Re: Zdradzalam meza ... do Dariusza 18.02.04, 07:52
        Dariuszu!
        Dlaczego obrażasz Karolkę? Dalczego uważasz, ze jest mało wartościowa i nie za
        bardzo uczciwa? A czy wiesz, co to znaczy być wartościowym? i uczciwym? Czy
        uczciwość polega tylko na tym, że mamy być grzeczne, miłe, machać na wszystko
        ręką i być , oczywiście, zawsze wierne, tak dla zasady - tylko i wyłącznie dla
        zasady. Bo prawda jest taka, że Wy - mężczyźni - zdradzać możecie i nie jest to
        żaden problem dla opinii społecznej (forumowej), a jeśli chodzi o kobietę, to
        od razu pojawiają sie epitety... Nieładnie. W życiu nic nie jest czarno-białe,
        niestety. Żeby było jasne - nie jest za zdradzą i nie uważam, ze jest to coś
        co należy akceptować, ale nie zapominajmy o przyczynach (niezależnie od tego,
        jakie one są)i nie krytykujmy tak od razu.
        PS. Czy wartościowy to ten, kto nie zdradza, ale jednocześnie nie ma
        wykształcenia, nie ma pracy, nie ma osobowości, i nic nie robi, żeby cokolwiek
        zmienić. I tylko wierny jest. Cyz to wystarczy?
        Pozdrawiam
        • j_ar Re: Zdradzalam meza ... do Dariusza 18.02.04, 08:34
          alez darusz nie obraza karolki, a jedynie przedstawia swoj poglad, moze i w
          slowach mogacych uchodzic za obrazliwe, ale jezeli ktos daje dupy i koluje no
          to jak to inaczej ujac?

          -oj nie, zdrada przez mezczyzne jest tak samo podla jak przez kobiete, no co
          tez opowiadasz..naprawde sadzisz, ze my mozemy??? hmm..;)

          tak, bardziej wartosciowy dla zwiazku jest ten bez wyksztalcenia ale co nie
          zdradza niz dr hab. z fiutem ciagle na wierzchu... ale moze masz i inne
          zdanie...bo w zasadzie tez mi problem bzykac gdzie popadnie ale byc porzadnym
          ojcem i mezem, prawda?
        • Gość: Dariusz Re: Zdradzalam meza ... do Koteczka IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.02.04, 17:40
          Koteczku, Karolka jest zwyczajnie nieuczciwa, a nie jak to napisalas
          delikatnie "nie za bardzo uczciwa". Dlaczego? Bo sie puszcza z byle kim na lewo
          i prawo. Uczciwosc polega na wiernosci i rozwiazywaniu problemow malzenskich w
          malzenstwie a nie poza nim . Napewno nie polega na rozkladaniu nog przed byle
          portkami. Szczegolnie jak sa to portki wspolnych znajomych. Zdradzanie dlatego
          tylko ze niektorzy faceci tez zdradzaja jest szukaniem wymowek dla swojej
          wlasnej zblazowanej dupy. Zadajesz pytanie czy jest wartosciowym ten ktory
          nie ma wyksztalcenia, pracy, osobowosci czy czegos tam jeszcze. Odpowiadam:
          widzialy galy co braly. Slub nie pozbawia cie ani wyksztalcenia ani pracy ani
          osobowosci jesli ktos kiedykolwiek to wszystko mial. Bierzesz durnia to nie
          spodziewaj sie ze nagle stanie sie KIMS bo ty stanelas mu na drodze. Miej
          pretensje do siebie samej bo to ty wyszlas za maz za ciezkiego osla. On w takim
          ukladzie jest madry bo ozenil sie z taka "madralina" jak ty, a nie z ciezka
          oslica czy zwyczajna dziwka.
    • Gość: karolka Re: Zdradzalam meza IP: 157.25.204.* 18.02.04, 09:18
      Postaram sie odpowiedziec na niektore pytania, jakie tu padly.
      do Alfiki:
      Kiedy skladalam pozew rozwodowy bylam przekonana, ze to wlasciwa decyzja. Jednak
      maz nalegal, zebysmy sprobowali jeszcze raz i obiecywal poprawe ze swojej strony.
      Mialam wyrzuty sumienia, ze nie potrafie dac mu tej szansy. W koncu ja ponosze
      wieksza wine.
      Zaczelam sie zastanawiac, czy gdybym mu o wszystkim powiedziala, moj powrot bylby
      mozliwy. Duzo wczoraj (i nie tylko wczoraj) o tym myslalam. To bardzo zlozony
      problem i rzeczywiscie naiwnoscia bylo myslec, ze mozna oddzielic skutki zdrady
      od jej przyczyn (to glownie do Seksuologa). Zrobilam to jednak celowo, gdyz
      chcialam przedstawic sprawe bardziej od strony meza. W koncu on nie bylby
      obiektywny w ocenie mojego postepowania. Maz przyjal do wiadomosci pierwotne
      przyczyny naszych problemow, ale wciaz nie rozumie ich wagi. Mozecie sobie o tym
      poczytac na:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=10791747&v=2&s=0.
      On nadal uwaza, ze nasz zwiazek byl udany, ja nie. Wiec jednak nie bede ryzykowac
      narazania go na jeszcze wiekszy bol. Zbyt male sa szanse na powodzenie mimo
      wszystko.
      Szanowni Panowie. Wiekszosc Waszych wypowiedzi, choc ostrych i miejscami
      obrazliwych, bardzo mi pomogla, za co dziekuje. Swoja droga to zastanawiajace, ze
      kobiety ktore, jak mi sie zdaje, rzadziej zdradzaja (a moze sie myle?), sa
      bardziej tolerancyjne od mezczyzn.

      Powiedzialam, ze jestem w kims zakochana, a nie ze z nim jestem. Mysle, ze
      przynajmniej przez najblizsze pol roku nie bede w stanie nawet myslec o
      jakimkolwiek zwiazku. Zameczylabym tylko faceta swoimi problemami. Sama musze
      sobie z nimi poradzic. Podobnie, jak on musi sobie poradzic z kilkoma swoimi.
      Wiec raczej z tej maki chleba nie bedzie.

      Byc moze ta historia uchroni choc jedna kobiete przed popelnieniem podobnie
      destrukcyjnego czynu i nakloni choc jednego mezczyzne do wiekszej dbalosci o swoj
      zwiazek i nietraktowania pretensji swoich ukochanych wylacznie na zasadzie: "o co
      tej babie znowu chodzi". W moim przypadku paradoks polega na tym, ze gdybym nie
      zdradzila, pewnie nie mialabym dzis takich skrupulow w zwiazku z rozwodem, albo
      moze nawet zdolalabym uratowac malzenstwo. Chwala tym ktorzy potrafia sie uczyc
      na bledach i doswiadczeniach innych. Ja niestety musialam na wlasnej skorze
      przekonac sie, ze zelazko jest gorace. No i mam za swoje.

      Pozdrawiam wszystkich.
      • alfika Re: Zdradzalam meza 18.02.04, 09:55
        To trochę więcej wiesz, niż się wydawało :)

        Poradzisz sobie, tylko najpierw ustal, jak to ma dalej wyglądać, tak, żebyś się
        z tym wszystkim czuła - "poukładana".
        Czego właściwie oczekujesz od siebie samej i od mężczyzny, z którym miałabyś
        być?

        Pozdrawiam ;)
        • Gość: jacek Re: Zdradzalam meza IP: *.zimex.org 18.02.04, 10:20
          znajomi:
          panna zdradzała z przyjacielem, rozstali się, a z czasem wyszło, że ona ma
          bzika na punckie seksu z wariacjami, płci obojga, lewatywy piss sex itp.
          Samo w sobie to jest ok, ale cieszę się, że znajomy odszedł, bo ma teraz
          ułożony związek, a tamta panna-jego wielka kiedyś miłość, rozbiła kolejny
          związek.
          Anglicy mówią: get over it, po prostu czasami nie trafiamy.
          Głowa do góry!
          • markus54 Re: Zdradzalam meza 20.02.04, 17:51
            Dariusz, Karolka to jeszcze nie dziwka, zdradzla tylko z dwoma. Zobaczymy ,
            poczekamy ilu jeszcze zaliczy.
      • Gość: Dariusz Re: Zdradzalam meza IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.02.04, 17:58
        Karolka sorry za obrazliwe slowa . Za sens i tresc moich mysli nie , bo tak
        wlasnie czuje. Jesli chcesz byc uczciwa to zacznij od prawdy i powiedz mezowi
        wszystko : z kim go zdradzalas, jak czesto i dlaczego. Pozycji i pikantnych
        szczegolow nie musisz mu przedstawiac, bo to nic dobrego by nie wnioslo. Facet
        powinien wiedziec ktory z jego "przyjaciol" spal z jego zona. Nie zaslaniaj sie
        jego "dobrem' ukrywajac to co najistotniejsze. Ty chcesz chronic w ten sposob
        wlasny tylek w przypadku rozwodu. A tak swoja droga to dlaczego wyszlas za
        niego za maz????? I jeszcze jedno dlaczego nie macie dzieci?
        • Gość: gosia Re: Zdradzalam meza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.04, 18:45
          Dariusz a skad wiesz ze maz jej nigdy nie zdradzil? przeciez w ogole nie masz o
          tym pojecia
          poza tym ta duza roznica wieku i to ze ona miala niecale 21 lat wychodzac za
          maz nie sluzy wielkim zwiazkom
          a dzieci? moze on nie moze miec dzieci a moze ona nie chciala jeszcz? tak czy
          inaczej to chyba lepiej dla obojga
          to ze powie ze zdradzala niczego nie zmieni a chyba pogorszy sprawe
          prawda jest wazna ale czasami coz.....lepiej zostawic jakies niedomowienia
          poza tym ciekawa jestem ilu z panow tak glosno krzyczacych sami sa czysci jak
          zla i nigdy nie mieli zadnych romansow i ich zony czy partnerki sa szczeliwymi
          jedynymi na ktore patrza
          • markus54 Re: Zdradzalam meza 20.02.04, 18:52
            ha, ha,ha. gosia . Jaka duza roznica wieku? Idealna roznica wieku.
            Tylko sa takie charaktery, ze nic ich nie powstrzyma od lajdactwa.
            Raz polcjant , zawsze polcjant. Raz lajdaczka, zawsze lajdaczka, nie mowiac o
            facetach. To juz specjalny rozdzial.
          • j_ar Re: Zdradzalam meza 05.03.04, 09:38
            zatajenie prawdy z mysla 'bo nie chce go zranic' to takie mile podcieranie sie
            lewa reka.... nie wynika to bynajmniej z wrazliwego serduszka o ukochanego
            (noo.. moze przesadzilem roche z tym ukochanym) ale z wlasnego leku przed
            okdryciem swojej milej natury.....
            ja tam wolalbym wiedziec, ktory to z moich 'przyjaciol' mial ta przyjemnosc....
        • Gość: zocha Re: Zdradzalam meza IP: *.dialup.mindspring.com 20.02.04, 18:52
          Boze slodki, ale rada, nie rob tego karolka, maz Cie zabije, moj na pewno by to
          zrobil...


          >>>>>>> Jesli chcesz byc uczciwa to zacznij od prawdy i powiedz mezowi
          > wszystko : z kim go zdradzalas, jak czesto i dlaczego. >>>>>>
    • Gość: tomek Re: Zdradzalam meza IP: *.kom / *.kom-net.pl 21.02.04, 14:36
      Karolka nie mow mezowi. To nic nikomu nie da, a dla niego to bedzie straszny
      cios. Widze ze probujesz zrzucic na meza czesc winy, jednak jestem prawie
      pewien ze wina jest w 100% po Twojej stronie. Wiec oszczedz mu tego, i chyba
      raczej nie powinnas juz myslec o uratowaniu malzenstwa
      • Gość: Dariusz Re: Zdradzalam meza IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 21.02.04, 17:20
        Wina za rozpad zwiazku nigdy nie jest w 100% po jednej stronie. Powiedzenie
        prawdy jest jedyna szansa na uratowanie tego malzenstwa . Jesli oczywiscie
        Karolka chce je ratowac. Tkwienie w klamstwie nie zmieni sytuacji. Bo w ten
        sposob nie ma szansy na zmiane tego co zle w zwiazku.
        • Gość: zocha Do Dariusza IP: *.dialup.mindspring.com 21.02.04, 17:32
          Nie ma to nic wspolnego z tematem, ale zapytam: czy jestes ksiedzem??
          • Gość: Dariusz Re: Do Zochy IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.02.04, 17:26
            Nie.Zbyt kocham kobiety.
            • Gość: zocha Re: Do Zochy IP: *.dialup.mindspring.com 23.02.04, 01:35
              Twoje wyznanie, nosi w sobie zalazek problemu, jaki tutaj wlasnie
              omawiamy.pozdr.
    • agresja4 Re: jesteś typową k... 21.02.04, 21:17
      kobietą, mialam oczywiście na myśli
      która szybko musiala nauczyć sie nieszacunku dla płci męskiej
      Miałaś chyba dobrą lekcję w dzieciństwie...

      Opowiedz o tym.
    • Gość: karolka Re: Zdradzalam meza IP: 157.25.204.* 22.02.04, 20:23
      Nie zamierzam "chronic wlasnego tylka na wypadek rozwodu". Rozmawialam z mezem o
      mozliwosci rozwodu bez orzekania o winie. Powiedzialam mu, ze w przypadku, gdy
      sie na to nie zgodzi, wezme wine na siebie i wierzcie mi, nie dlatego, ze nie
      mialabym argumentow po swojej stronie. Nie zamierzam sie tez wybielac i zrzucac
      winy na mojego meza. Opowiedzialam tylko o rzeczywistych przyczynach rozpadu
      naszego zwiazku zarowno z mojej, jak i jego strony. Sami mozecie ocenic, kto
      ponosi jaka czasc winy, ja nikomu niczego nie narzucam.

      Wyszlam za maz, bo wydawalo mi sie w tamtym czasie, ze to jedyna droga ucieczki z
      domu. Poczatkowo tylko mieszkalismy razem. Jego rodzice robili nam straszne
      awantury, bo kto to slyszal, zeby ludzie mieszkali ze soba bez slubu. Nie czulam
      sie jeszcze gotowa, ale uznalam, ze tak bedzie najuczciwiej. Paza tym na prawde
      go kochalam i bylam mu wdzieczna za wszystko, co dla mnie zrobil. A zrobil bardzo
      duzo. Dzieki niemu moglam ukonczyc szkole. Moja mama nawet nie chciala slyszec o
      wybranym przeze mnie kierunku, wiec kiedy postawilam na swoim, praktycznie
      przestala lozyc na moje utrzymanie. Nie mialam nawet na bilet miesieczny. Moj
      przyszly maz pomogl mi przetrwac jakos pierwszy rok, az znalazlam prace. Sama nie
      wiem... wtedy wydawal mi sie idealem. Teraz mysle, ze moze potrzebowalam opieki
      ojca, ktorego praktycznie nie mialam. Tata byl zolnierzem zawodowym, ciagle w
      rozjazdach sluzbowych. Czasami nie widzialam go przez kilka lat z niewielkimi
      przerwami na urlop, ktory spedzal wtedy w domu, krzyczac i rozstawiajac
      wszystkich po katach. Maz byl moja pierwsza miloscia. Kiedy go poznalam poczulam
      wreszcie, ze komus na mnie zalezy, ze jest ktos, dla kogo nie jestem "nikim", jak
      dla mojej mamy, ktos, kto potrafi sie cieszyc z moich sukcesow.

      Chyba jednak moja mama miala racje. Pewnie jestem nikim. Tylko wiecie co? Nie
      zamierzam teraz plakac nad rozlanym mlekiem. Co sie stalo, to sie nie odstanie i
      jedyne, co moge zrobic w tej sytuacji, to wybrnac z niej jak najmniej bolesnie
      dla czlowieka, ktorego i tak juz skrzywdzilam, wyciagnac wnioski i zyc dalej.
      Uwazacie, ze qrwa zawsze pozostanie qrwa? W takim razie powiem Wam cos Panie i
      Panowie Nieskazitelni: Wasz cynizm jest na poziomie takiej Szmaty jak ja, a nie
      Ludzi Doskonalych, ktorymi Wy jestescie, wiec nie pokazujcie go zbyt czesto,
      zebyscie nie byli podejrzani o to, ze mierzycie innych swoja miara. Gdyby swiat
      byl taki, jakim chcecie go widziec, to nie pozostaloby mi nic innego, jak
      skonczyc w goracej kopieli z podcietymi zylami, no, w najlepszym wypadku, w
      jakims burdelu, gdzie jest przeciez miejsce takich scierw jak ja. Czyz nie? Wiec
      dlaczego jeszcze zyje i zamierzam walczyc? Bo jestem tchorzem, ktory boi sie
      nawet umrzec? A moze to samobojstwo jest tchorzostwem?
      • Gość: Dariusz Re: Zdradzalam meza IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.02.04, 01:27
        Karolka nie wkurzaj sie juz. Nikt z nas nie jest nieskazitelny. Kazdy popelnia
        bledy.Ja na przyklad zaluje swojego pierwszego do ciebie postu. Przyznam,ze w
        moim pierwszym poscie mnie ponioslo. Szkoda mi sie zrobilo faceta bo mial
        zapewne nadzieje na pojednanie a ty napisalas ze jestes znowu w kims innym
        zakochana. Nie powinienem byl uzywac obrazliwych slow i przeprosilem cie juz za
        to,ale jesli nie zauwazylas tego to czynie to ponownie. Nikt z nas rowniez nie
        znal dobrze twojej sytuacji. Twoj ostatni post wyjasnia bardzo duzo.Zycze ci
        powodzenia i pozdrawiam.
      • agresja4 Re: Zdradzalam meza - karolka 27.02.04, 20:14
        Samobójstwo jest niewątpliwie tchórzostwem
        A Ty jesteś świetną babą, która zapewne już niebawem odnajdzie się w życiu

        Zapomnij o tym, że ktoś Cię kiedyś nie doceniał - tylko nie uciekaj od tego a
        Qrwa wyjaśnij to z matką.

        Z całego serca życzę Ci powodzenia i wiary w siebie.

        Pozdrawiam
        Agresja

        Gość portalu: karolka napisał(a):

        > Nie zamierzam "chronic wlasnego tylka na wypadek rozwodu". Rozmawialam z
        mezem
        > o
        > mozliwosci rozwodu bez orzekania o winie. Powiedzialam mu, ze w przypadku,
        gdy
        > sie na to nie zgodzi, wezme wine na siebie i wierzcie mi, nie dlatego, ze nie
        > mialabym argumentow po swojej stronie. Nie zamierzam sie tez wybielac i
        zrzucac
        >
        > winy na mojego meza. Opowiedzialam tylko o rzeczywistych przyczynach rozpadu
        > naszego zwiazku zarowno z mojej, jak i jego strony. Sami mozecie ocenic, kto
        > ponosi jaka czasc winy, ja nikomu niczego nie narzucam.
        >
        > Wyszlam za maz, bo wydawalo mi sie w tamtym czasie, ze to jedyna droga
        ucieczki
        > z
        > domu. Poczatkowo tylko mieszkalismy razem. Jego rodzice robili nam straszne
        > awantury, bo kto to slyszal, zeby ludzie mieszkali ze soba bez slubu. Nie
        czula
        > m
        > sie jeszcze gotowa, ale uznalam, ze tak bedzie najuczciwiej. Paza tym na
        prawde
        >
        > go kochalam i bylam mu wdzieczna za wszystko, co dla mnie zrobil. A zrobil
        bard
        > zo
        > duzo. Dzieki niemu moglam ukonczyc szkole. Moja mama nawet nie chciala
        slyszec
        > o
        > wybranym przeze mnie kierunku, wiec kiedy postawilam na swoim, praktycznie
        > przestala lozyc na moje utrzymanie. Nie mialam nawet na bilet miesieczny. Moj
        > przyszly maz pomogl mi przetrwac jakos pierwszy rok, az znalazlam prace. Sama
        n
        > ie
        > wiem... wtedy wydawal mi sie idealem. Teraz mysle, ze moze potrzebowalam
        opieki
        >
        > ojca, ktorego praktycznie nie mialam. Tata byl zolnierzem zawodowym, ciagle w
        > rozjazdach sluzbowych. Czasami nie widzialam go przez kilka lat z niewielkimi
        > przerwami na urlop, ktory spedzal wtedy w domu, krzyczac i rozstawiajac
        > wszystkich po katach. Maz byl moja pierwsza miloscia. Kiedy go poznalam
        poczula
        > m
        > wreszcie, ze komus na mnie zalezy, ze jest ktos, dla kogo nie jestem "nikim",
        j
        > ak
        > dla mojej mamy, ktos, kto potrafi sie cieszyc z moich sukcesow.
        >
        > Chyba jednak moja mama miala racje. Pewnie jestem nikim. Tylko wiecie co? Nie
        > zamierzam teraz plakac nad rozlanym mlekiem. Co sie stalo, to sie nie
        odstanie
        > i
        > jedyne, co moge zrobic w tej sytuacji, to wybrnac z niej jak najmniej
        bolesnie
        > dla czlowieka, ktorego i tak juz skrzywdzilam, wyciagnac wnioski i zyc dalej.
        > Uwazacie, ze qrwa zawsze pozostanie qrwa? W takim razie powiem Wam cos Panie
        i
        > Panowie Nieskazitelni: Wasz cynizm jest na poziomie takiej Szmaty jak ja, a
        nie
        >
        > Ludzi Doskonalych, ktorymi Wy jestescie, wiec nie pokazujcie go zbyt czesto,
        > zebyscie nie byli podejrzani o to, ze mierzycie innych swoja miara. Gdyby
        swiat
        >
        > byl taki, jakim chcecie go widziec, to nie pozostaloby mi nic innego, jak
        > skonczyc w goracej kopieli z podcietymi zylami, no, w najlepszym wypadku, w
        > jakims burdelu, gdzie jest przeciez miejsce takich scierw jak ja. Czyz nie?
        Wie
        > c
        > dlaczego jeszcze zyje i zamierzam walczyc? Bo jestem tchorzem, ktory boi sie
        > nawet umrzec? A moze to samobojstwo jest tchorzostwem?
    • Gość: karolka Re: Zdradzalam meza IP: 157.25.204.* 23.02.04, 20:58
      W porzadku. Nie jestem na Ciebie zla. W tamtym momencie nie chodzilo mi o Ciebie,
      w kazdym razie nie tylko o Ciebie. Ja tez kiedys bardzo latwo osadzalam. Ciagle
      pouczalam moja mlodsza siostre, jak ma zyc. Kiedy powiedzialam jej o swoich
      problemach, sadzilam, ze teraz wypomni mi moje mentorstwo. Jednak ona sie nawet
      na ten temat nie zajaknela. Zrobilo mi sie bardzo glupio i pomyslalam, ze nie mam
      prawa sadzic ludzi, od ktorych nie jestem w wiekszosci wypadkow lepsza, a co
      najwyzej w danym momencie zycia mam mniej stresow niz oni, lub lepiej sobie z
      tymi stresami potrafie poradzic.

      Patrzac na tamten okres mojego zycia, teraz mysle dokladnie to samo, co Ty,
      Dariuszu, i wiele Tobie podobnych forumowiczow, ktorzy sie w tym watku
      wypowiadali. Tragedia polega na tym, ze wtedy tego nie widzialam. Wiedzialam, ze
      jestem nieszczesliwa w malzenstwie, ale nie potrafilam dokladnie zlokalizowac ani
      nazwac przyczyn takiego stanu. Praca, seks i alkohol, to byla moja ucieczka, moj
      fikcyjny swiat, w ktorym czulam sie lepiej i pewniej, niz w rzeczywistym.
      Wiedzialam, ze robie zle, ale tkwilam w tym swiecie tak mocno, ze nie bylam nawet
      w stanie odczuwac wyrzutow sumienia z powodu zla, ktore wyrzadzalam. Jak
      alkoholik, ktory nie potrafi przyznac sie przed samym soba, ze potrzebuje pomocy.
      Dopiero teraz, kiedy mam poczucie winy i swiadomosc krzywdy, jaka wyrzadzilam
      mezowi, tak na prawde wiem, ze jestem wolna od tej iluzji. Z perspektywy czasu
      wszystko sie klaruje. Szkoda, ze tak pozno. Szczesciem w nieszczesciu jest, ze
      nie trwalo to na tyle dlugo, zebym mogla popasc w uzaleznienie.

      Pozdrawiam
    • Gość: castle rock Re: Zdradzalam meza IP: *.rury.sdi.tpnet.pl 27.02.04, 08:19
      Jesteś zwykłą, niedojrzałą emocjonalnie, puszczalską idiotką. Nie wracaj do
      męża. Skrzywdziłaś go porządnie. Nie mów mu o zdradzie. Wystarczy już. Chcesz
      zeby go jeszcze bardziej bolało? A zresztą, ty sama nie wiesz czego chcesz... W
      sumie to jednego jestem pewien - jeszcze ty lanie od życia dostaniesz. Czego ci
      serdecznie życzę.
      • venus22 Re: Do Karolki 27.02.04, 19:57
        Jezeli masz 27 lat, jestes mezatka 6, czyli mialas 21 lat jak wyszlas za maz.
        Maz jest o 11 lat starszy, czyli mial 32 jak sie pobraliscie.
        Powiedzmy ze mialas 20 lat jak go poznalas.

        Mozna sie domyslac ze moglas, nie musialas, byc bardzo 'mloda i
        niedoswiadczona' jak wychodzilas za maz.
        Nie wiadomo ile chodziliscie ze soba, ale im dluzej tym mlodsza i podatniejsza
        na sugestie bylas.
        Moge tez przypuszczac ze imponowal ci dojrzaly facet, i nie bylas w stanie
        rozroznic prawdziwego zakochania od "oszolomienia".
        Nic dziwnego ze po pewnym czasie zaczelo ci czegos brakowac.
        napisalas :
        ..Poczatkowo bylam jak nowo narodzona, poczulam dreszcz emocji, jakich
        juz dawno nie odczuwalam..
        moim zdaniem ta wypowiedz wszystko wyjasnia.

        za mloda bylas aby popasc w malzenstwo, i to z duzo starszym czlowiekiem.
        Juz tkwilas w rutynie, ewidentnie, majac tylko 20 kilka lat.

        teraz po prostu czujesz sie winna za to co sie stalo. Dlatego zastanawiasz sie
        czy ny do niego wrocic, nie wrocic.

        Tymaczsem pomysl tez o tym, ze facet 32 letni dobrze wiedzial co robi jak
        cie "urabial".
        Dobrze wiedzial ze tak ci sie podoba ze zrobi z toba co zechce.
        To jest ze tak powiem druga strona medalu.

        Nie chce przez to powiedziec ze byl draniem, czy cos takiego bo na pewno
        naprawde cie kochal, ale chodzi mi o to ze mezczyzna w tym wieku zna zycie
        lepiej niz mloda, 20 letnia kobieta, i ma wieksze szanse zawrocic jej w glowie
        niz 20 letnia kobietka oprzec sie urokowi doswiadczonego mezczyzny.
        20 letnia kobieta nie wie co to jest malzenstwo, tak naprawde.
        A juz szczegolnie ze starszym, wiele starszym mezczyzna.

        Teraz moja rada jest taka.
        Zawsze jest bardzo zle odejsc od zwiazku do zwiazku.
        Nie masz wtedy czasu do namyslu.
        pwinnac pobyc przez jakis czas sama- poznac siebie sama, dowiedziec jaka
        jestes, co sama mozesz komus dac, a co oczekujesz od partnera.
        Wtedy jak kogos poznasz to bedziesz mniej wiecej wiedziala czego chcesz.
        Venus
        • Gość: Dariusz Re: Do Venus IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.02.04, 21:15
          Dajcie juz spokoj dziewczynie. Niech ulozy sobie zycie tak aby byla szczesliwa.
          Karolka pamietaj ty jestes KIMS. A bledy popelnia kazdy. Pozdrawiam
          • venus22 Re: Do Venus 27.02.04, 22:09
            Alez ja wlasnie probuje wyjasnic ze nie jest to jej wylaczna wina.
            Wyszla za maz za mlodo, za o wiele starszego czlowieka.
            ze niepotrzebnie ma wyrzuty sumienia ze przestala kochac meza, ze maz z jej
            powodu cierpi. Trudno, takie jest zycie.
            nie moze przeciez wrocic do meza z litosci.
            Bo co z nia, jej uczuciami?
            Venus

      • Gość: agat Re: Zdradzalam meza IP: *.icpnet.pl 27.02.04, 22:14
        Ile w tym poście pogardy, jadu, retoryka jak z kazania pijaka sadysty do
        zahukanej konkubiny. Ubeckie mącenie w głowie.
        Mąż karolki gotów był wybaczyć. Sam pokpił też wiele spraw, zapłacił za to
        cenę. Karolka zabrnęła w niewłaściwą stronę i zrozumiała to. Ona ponownie
        próbuje dokonać ważnego w życiu, świadomego wyboru, takiego własnie by nikogo
        juz więcej nie skrzywdzić, tym razem dobrego dla wszystkich.
        Taka refleksja w życiu jest potrzebna, ma większą wartość niż bezmyślne
        brnięcie w coraz większe pomyłki.
        Jeszcze jedno: trochę pokory, wszyscy w ten czy inny sposób krzywdzimy innych.
        Jesteśmy egoistami a zasłaniamy się Wyższymi Ideami, Zasadami, Fasadami,
        cudzymi Mądrościami. Gubimy z pola widzenia bliskiego, zwykłego człowieka, nie
        szukamy go gdy się od nas powoli oddala, potrzebujemy kwitków i dozgonnych
        gwarancji że dana osoba przy nas wytrwa, cokolwiek by to miało oznaczać. A
        mając kwitek w garści wszystko olewamy. Ubezpieczamy swoją pozycję murem
        odwiecznych zasad. Jesteśmy tacy moralni.

        Ktoś najwyraźniej pisząc do karolki adresuje to do zupeeełnie innej osoby. Może
        to i lepiej, że bluzgi płyną anonimowo, przynosząc ulgę autorowi. Prawdziwa
        adresatka pewnie i tak spokojnie obstaje przy swoich racjach.
        • Gość: agat jeszcze słówko IP: *.icpnet.pl 27.02.04, 22:19
          dodam tylko, ze mówię o poście castle rocka, czego byc może zbyt wyraźnie tu
          nie widać.
          • Gość: Venus Re: jeszcze słówko IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 27.02.04, 23:09
            No sczerze mowiac przez chwile myslalam ze to do mnie, bo pode mna.
            dzieki za uscislenie.

            Pomyslalam sobie ze skoro Darek (?) skierowal do mnie swoja odpowiedz to
            widocznie zostalam zle zrozumiana.
            Chcialabym wiec podac tu przyklad, zmyslony zreszta, ktorym mozna by
            zobrazowac co mniej wiecej moglo zajsc w przypadku Karoliny i jej meza.

            Oto historyjka:

            dziewczyna, lat 19, poznaje chlopaka starszego o 11 lat, czyli ma 30.
            facet w tym wieku zna juz tzw "zycie", wie jak postepowac z kobietami a juz na
            pewno lepiej niz chlopak 20-letni.

            Pewnie ma prace, wiec moze imponowac finansowa niezaleznoscia, a co za tym
            idzie, sprawiac wrazenie na mlodej dziewczynie, dla ktorej w takiej sytuacji
            ciagle jeszcze uczacy sie biedny student wypada blado.

            A TERAZ PYTANIE - CZEGO SZUKA U 19-LETNIEJ DZIEWCZYNY 30-LETNI ZGRED!?

            przeciez to jeszcze dziecko!
            na pewno nie mysli o jej szczesciu tylko o swoim!

            Mija rok, moze dwa, facet nadskakuje bo mu zalezy na mlodej swiezej
            dziewczynie, a dziewczyna mysli ze go kocha bo narzeczony imponuje jej
            swoja "dojrzaloscia", nadskakuje, nie spedza czasu z kolezkami tak jak to robia
            jej rowiesnicy.

            (ktora zreszta 19 letnia dziweczyna ma na tyle rozumu w glowie zeby ocenic co
            jest co, co wlasciwie sama czuje?? mysli o przyszlosci? przeciez jak pomysli o
            tym co moze byc za rok to juz wielka przyszlosc!! a co dopiero co moze byc po 6
            latach!)

            (Ktora by sie nie dala zlapac na powaby starego zgreda wylazacego (doslownie)
            ze skory aby byla jego?)

            Przeciez 19 lat to w gruncie rzeczy ciagle dziecko.

            Po dwoch latach dziewczynie wydaje sie ze kocha zgreda za to ze jest taki dla
            niej dobry, i ze bedzie jej z nim dobrze.
            Wiec - slub.
            No ale niestety, roznica wieku wzrasta.
            dzieci nie maja, dziewczyna ma wiec czas dla siebie, ale ma teraz 25 lat a
            zgred- 36.
            Dziewczyna teraz dopiero naprawde dojrzewa, dopiero teraz zaczyna rozumiec co
            to jest atrakcja miedzy osobnikami plci przeciwnej :), teraz dopiero w pelni
            docenia swoje cialo, chcialaby przezyc cos intensywnego, cos innego, niestety-
            jest mezatka.
            Z czlowiekiem znacznie starszym, ktory tez pomalu zaczyna sie przyzwyczajac do
            tego ze ja ma, na pewno juz jej tak nie nadskakuje, a zreszta- co by nie zrobil
            nie ma znaczenia, bo nigdy nie byla w nim zakochana, wiec juz mu nic nie
            pomoze.

            a zatem- facet ryzykowal biorac sobie taka mloda dziewczyna, nie przygotowana
            do zycia. Mial 30 lat, wiedzial DOBRZE co robi, natomiast ona- nie.

            reszta jest juz tylko tego nastepstwem.

            Karolina byla za mloda na malzenstwo.
            A teraz chcialaby 'oczyscic' swoje sumienie, slusznie zreszta, aby zostawic
            przeszlosc z tylu i moc spokojnie zyc, ale mimo wszystko ma respekt do uczuc
            meza i nie chcialaby go znowu zranic.

            Poczucie winy za zdrade i za odejscie jest tak silne ze od czasu do czasu mysli
            o ulzeniu jego cierpienia, czyli powrocie ...

            (nie rob tego, nic to nie da, tylko wiecej cierpienia z obu stron i strata
            czasu).

            Nie znaczy to wcale ze z gruntu potepiam kazdego "zgreda" ktory chcialby ozenic
            sie z mloda dziewczyna.
            Zdarzaja sie i takie ktore nie pragna niczego oprocz stabilnego domu, dzieci,
            rodziny, roztropnego meza. "Zabezpieczenia na przyszlosc".

            Ale z tego co opisala Karolina, to ona nie jest ten typ.

            Venus



            • Gość: tomek Re: jeszcze słówko IP: 212.160.234.* 01.03.04, 11:12
              Ładna historyjka, chociaz bardzo jednostronna.
              Dla jasnosci, lubie kobiety i chociaz wg.
              Twojej klasyfikacji jestem arcyzgredem, to
              nadal ich nie rozumiem.
              To prawda, ze taka roznica wieku czesto
              prowadzi do przyprawienia rogow mezowi.
              Facet mogl o tym faktycznie pomyslec,
              ale przeciez to ze mial wtedy 30 lat wcale
              nie znaczy, ze byl taki doswiadczony,
              wyrachowany i swiadomie urabial sobie
              mloda niedoswiadczoną dziewczyne.
              Wszystko pieknie, mogla po latach dojsc
              do przekonania ze stracila na tym malzenstwie,
              ale powinna wtedy po prostu odejsc.
              Bardzo latwo usprawiedliwiasz Karolke,
              jest mloda, a tu 36letni (sic!) zgred,
              wiec ma prawo go zostawic. Nie pomyslalas
              ze moze on caly czas byl zakochany, poswiecil
              jej sporo lat, a teraz gdy juz jest
              niepotrzebny to mozna go zostawic i
              powiedziec ze sam sobie winien.
              Ciekawe czy tak samo oceniasz analogiczna
              sytuacje (przyznaje, o wiele czestszą) gdy
              to facet wymienia sobie kobiete na nowszy
              model, bo ta juz ma zmarszczki, a on biedny
              gdy sie z nia wiazal nie pomyslal o tym.
              Poza tym, zegar biologiczny faceta troche
              inaczej chodzi i zona rowiesniczka juz go
              ogranicza, wiec jego odejscie do mlodszej
              jet usprawiedliwione. Na pewno sadzisz, ze
              tacy faceci to skonczeni dranie. A przeciez
              tu jest bardzo podobna sytuacja.
              Ja wspolczuje obojgu, mezczyznie z oczywistych
              wzgledow, a Karolce, bo ma swiadomosc,
              ze paskudnie postapila a zycie z taka
              swiadomoscia nie jest pewnie latwe.
              • Gość: Venus Re: jeszcze słówko IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 01.03.04, 19:16
                Jakby nie bylo Tomku 19 letnia dziewczyna to jeszcze dziecko podczas gdy 30
                letni facet nie.
                jesli jest jeszcze "niedojrzaly na swoj wiek" to znaczy ze jest niedorozwiniety.

                Nie nie ma nic przeciwko facetom w ogolnosci. Nie twierdze tez ze nie byl
                zakochany.
                Ale widzisz dojrzalosc polega na tym ze wiedzialby ze nalezy zostawic tak mloda
                dziewczyne w spokoju.

                Teraz ty pomysl- masz corke 19 lat i przedstawia ci narzeczonego 30-letniego.
                Wiecej macie wspolnego niz ona z nim.

                Slowa zgred w tej historii uzylam dla podkreslenia roznicy wieku i
                dojrzalosci pomiedzy ta para.

                Karolina poza tym pisala ze maz tez mial romanse, virtualne nie virtualne,
                czego szuka po internetach jak ma mloda piekna zone w domu w dodatku w ktorej
                jest okropnie zakochany????
                Karolina tez swoje wycierpiala ze starym zgredem.

                A facet ktory wymienia swoja stara zone na mlode to powinien byc odstrzelony. :)

                Venus
    • fnoll Re: Zdradzalam meza 28.02.04, 04:45
      jak uratować coś, czego nie ma?
    • mickey.mouse Re: Zdradzalam meza 28.02.04, 17:38
      Wiesz, lepiej to zrozumiec pozno, niz wcale.
    • Gość: Dariusz Re: Zdradzalam meza Venus IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 03.03.04, 02:02
      Venus dlaczego nazywasz faceta 30 lat starym zgredem? Uwazasz ze dziewczyny nie
      moga za nim szalec? No i chyba nie powinnien byc ukarany zdradami za to ze jest
      10 lat starszy od dziewczyny ktora choc mloda jest jednak dorosla wychodzac za
      niego za maz. Poczytaj posty Karolki uwaznie to zrozumiesz lepiej jej zycie i
      motywy jakie nia kierowaly.Kazdy popelnia bledy ,nie kazdy jednak potrafi sie
      do nich przyznac i starac sie wyciagnac wnioski na przyszlosc. Karolka przeszla
      swoje trudne chwile i przyznala sie do swoich bledow. Czas aby w koncu znalazla
      swoje szczescie.
      • Gość: Venus Re: Zdradzalam meza Venus IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 03.03.04, 06:17
        Drogi Darku,
        co innego jak kobieta ma 30 lat a facet 41 a co innego jak ona ma 19 lat a on
        30.
        Powtarzam jeszcze raz- nieproporcjonalne.

        Po drugie, zapewniam cie ze jesli kobieta ma od meza wszystko co potrzebuje to
        nie szuka szczescia lub emocji gdzie indziej. Kropka.

        Venus
        • marusia_ogoniok [...] 03.03.04, 08:49
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • Gość: Venus Re: Venuś, a ja za tobą latam.... IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 03.03.04, 20:44
            Sorry Marusisu juz jestem wzieta...
            wez go sobie!
            Venus
            • marusia_ogoniok Re: Venuś, a ja za tobą latam.... 03.03.04, 20:50
              Gość portalu: Venus napisał(a):

              > Sorry Marusisu juz jestem wzieta...
              > wez go sobie!
              > Venus
              No nieeee, w tej prawie sekundzie weszłam.... ty chyba też. To jakiś znak?
              Szkoda że jak zwykle mogę tylko z doskoku.
              Venuś, sęk w tym, że nikt nie lubi kastratów i przez to nie mogę gościa
              zagospodarować. A w Kanadzie słyszałam, że to obowiązek.... z jajami nie można
              pokazać się w miejscach publicznych. Nie sprawdzałam ale informację tę mam od
              ciebie.........
    • Gość: karolka Re: Zdradzalam meza IP: 157.25.204.* 03.03.04, 23:49
      Droga Venus
      Masz duzo racji. Po pierwsze, za wczesnie wyszlam za maz. Wiem, ze podejmowanie
      tak waznej zyciowej decyzji w wieku 21 lat jest jak przebieganie przez
      autostrade: jezeli sie uda, to bedzie cud. Po drugie, maz wykorzystal moje
      niedoswiadczenie. Obiektywnie rzecz biorac tak to wyglada, ale nie mial przeciez
      zlych intencji. Podobnie ktos moglby mi zarzucic, ze wykorzystalam jego w miare
      ustabilizowana sytuacje finansowa, zeby uciec od swojego rodzinnego piekla. I to
      tez z pewnego punktu widzenia bylaby prawda. Tyle, ze ja tez nie mialam zlych
      intencji. Wykorzystalismy sie wiec nawzajem, choc zadne z nas nie zdawalo sobie z
      tego sprawy. To zbyt kruche podstawy zwiazku i ten fakt tlumaczy jakos moje
      problemy malzenskie. Ale w zadnym wypadku nie usprawiedliwia mojej zdrady. Zlo
      jest zawsze zlem i tak trzeba je nazwac. Pytanie, jak potepic grzech, nie
      potepiajac i nie przekreslajac przy tym czlowieka. Przyznam, ze kiedy pisalam
      swoj pierwszy post, nie spodziewalam sie, ze tak wiele osob to potrafi. Owszem,
      wielu moich znajomych i przyjaciol zna moja sytuacje i odnosza sie do niej z
      duzym wspolczuciem zarowno dla meza jak i dla mnie. Ale w internecie wszyscy sa
      anonimowi, wiec przyjmuje, ze nie maja powodow, zeby zachowywac sie politycznie
      poprawnie, kiedy nie maja na to ochoty.

      Do Castle Rock'a
      To prawda. Nalezy mi sie kopniak od zycia. Co wiecej, juz go dostalam. I
      zapewniam Cie, ze jezeli ten nie wystarczy, to dostane nastepnego. Bo widzisz...
      to nie bedzie rezultat dzialania jakiejkolwiek Sprawiedliwej Sily Wyzszej (wiec
      Twoje dobre lub zle zyczenia nic tu nie pomoga), tylko logicznie nieuchronny
      efekt mojej glupoty, posiadania ktorej serdecznie Tobie nie zycze.

      Pozdrawiam Wszystkich (Marusie tez)
      • venus22 Re: Zdradzalam meza 04.03.04, 00:43
        No to sytuacja jasna - pieklo w domu i nadarzajacy sie rycerz (podstarzaly).

        jest jak mowisz - przebiegliscie sie przez autostrade.
        To ze mialas pieklo w domu od ktorego chcialas uciec i on ze chcial duzo
        mlodsza zone nie bylo dobrymi fundamentami do tego malzenstwa.

        Wiesz jest takie powiedzenie- pieklo jest wybrukowane dobrymi checiami.

        Nie uwazam twojego meza za jakiegos potwora, ale powiedzmy sobie szczerze
        facet w wieku 30 lat- wara od nastolatek! a nawet 20-latek.

        On teraz zbiera swoje plony, i ty swoje, z tym ze on bedac od ciebie 11 lat
        starszy lepiej widzial co robi wiec juz tak sie nad nim nie lituj. Wina jest po
        jego stronie wieksza.

        Po prostu- wyszlas za mlodo za maz, to raz. Maz jest dla ciebie za stary, to
        dwa.

        Najlepiej nie miec do siebie pretensji tylko spojrzec prawdzie w oczy- nie
        pasujecie do siebie.
        Porozmawiac, przeprosic,
        Rozstac sie w zgodzie, i tyle.

        Venus

        ps-
        kazdy popelnia bledy.
        • Gość: Dariusz Re: Zdradzalam meza Venus IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.03.04, 16:40
          Kazdy popelnia bledy. To fakt.Rozstac sie w zgodzie . Jak najbardziej.
          Traktowanie 20 latek jak jakis bezwolnych kukielek to jednak przesada. Nie
          zdejmuj winy z kogos tylko dlatego ze mial 20 lat jak wychodzil za maz. A moze
          to wlasnie 20 latka ktora chce sie wyrwac z domowego piekielka jest bardziej
          swiadoma tego co robi i bardziej wykorzystuje faceta , nawet 11 lat starszego,
          ktory uwierzyl ze ona go kocha i wychodzi za maz za niego, a nie ucieka tylko w
          ten sposob z domu? Badzmy uczciwi i nie pokrywajmy swoich bledow czy tez nawet
          pewnego wyrachowania tym ze partner jest starszy. A niby jak Karolka mialaby
          wyjsc z domu majac 20 lat i zadnego wyksztalcenia ??? Musialaby rzeczywiscie
          wyjsc na ulice i znalezc sobie pimpa(alfonsa)albo znalezc ustawionego goscia,
          ktory sie z nia ozeni. Piszesz ze facet wiedzial lepiej niz Karolka co robi. No
          wlasnie co wiedzial? Ze malolata ma go gdzies, a wszystkie jej gadki to tylko
          chec wyrwania sie z domu? Nikt chyba nie zenilby sie z takiego powodu.
          Panienke ,nawet malolate mozna dostac z agencji bez zadnych zobowiazan, oprocz
          kosztow za usluge oczywiscie. Nie uwazasz ze majac 38 lat facet zmarnowal
          szanse na szczesliwa rodzine, czy chociazby dzieci? No wlasnie dzieci. Czy nie
          uwazasz ze Karolka swiadomie nie chciala miec z nim dzieci, bo chciala go
          odwalic jak juz sie urzadzi????? Ty to nazywasz biedna, wykorzystana malolata?
          Raczej chyba w takim ukladzie bardzo wyrafinowana. Wiesz ja wszystko moge
          zrozumiec, ale ty Venus przesadzilas. Jesli jestes mloda to wolno mi zrobic
          wszystko, bez zadnej odpowiedzialnosci? Jak 20 latek, czy 20 latka popelni
          jakies przestepstwo to idzie do pierdla. Kropka. To dorosly czlowiek. A
          nawiasem mowiac jest duzo malzenstw ze spora roznica wieku ktore funkcjonuja
          calkiem niezle, ale moze motywem wyjscia za maz jest tu wlasnie drugi czlowiek
          i milosc a nie chec wykorzystania sytuacji, bo mam mloda, jedrna skore i mam
          juz dosc gadania moich starych.
          • Gość: Venus Re: Zdradzalam meza Darek IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 04.03.04, 18:06
            Darku nie ma dwoch zdan w tym wypadku OSOBA STARSZA MA WIEKSZA ODPOWIEDZIALNOSC.

            Koniec kropka.

            Oczywiscie ze facet 30 letni bioracy sobie o 11 lat mlodsza zone dobrze wie co
            robi, w przeciwienstwie do 20 latki chcacej sie wyrwac z domu.

            Juz sam fakt wychodzenia za maz z checi wyrwania sie z domu (co NIE JEST
            wlasciwa przyczyna DO zawierania malzenstwa) swiadczy o braku dojrzalosci
            ze strony mlodej dziewczyny.

            A niby jak Karolka mogla wyjsc z domu bez malzenstwa?
            Bardzo prosto drogi Darku gdyby naprawde byla DOJRZALA to sposobow jest kilka.
            Np. mozna studiowac w innym miescie i mieszkac w akademiku, mozna isc do pracy
            i wynajac samemu albo z kims sublokatorke.
            Tylko trzeba byc dojrzalym i tego chciec.

            czy uwazam ze facet 38 letni zmarnowal szanse na rodzine, na dzieci?.. OH
            PLEASE !!!!
            Malo to jest starych zgredow majacych dzieci w 50 albo w 60-ciu latach
            zycia!!! szczegolnie teraz jak jest Viagra!!
            Wez juz nie przesadzaj.

            Po za tym, ty zdaje sie ciagle nie mozesz zrozumiec ze niestety ale nawet jesli:
            >>Karolka swiadomie nie chciala miec z nim dzieci, bo chciala go
            odwalic jak juz sie urzadzi????? << TO I TAK WIDZIALY GALY CO BRALY!!

            A brac mloda dziewczyne w wieku 20 lat i udupiac ja w dzieci dla swojej
            przyjemnosci to jest fair!?
            Kiedy taka ma sie cieszyc zyciem??? miedzy pielucha a garami??

            Darku ty widze nie mozesz zrozumiec jednej rzeczy- wiek zobowiazuje.
            Wiadomo bezsprzecznie ze np w Kanadzie seks 16-to latki z 18 latkiem i up jest
            nielegalny.
            Dlaczego tak sie dzieje.
            ano dlatego ze za 16-latke trzeba myslec, bo ona sama jeszcze nie zdaje sobie
            sprawy z konsewkwencji wlasnego czynu. Jej sie tylko wydaje ze wie co robi.

            18-tka ma juz wiecej rozumu, juz w swietle prawa jest legalne miec z nia seks.
            Ale czy to znaczy ze ona juz w pelni emocjonalnie dojrzala do tego seksu, a co
            dopiero do malzenstwa!?
            A od 18- do 20 lat to co, taka wielka przemiana?!

            Natomiast 20, a 30 to jest wielka roznica.

            To jest wiek w ktorym wlasnie nabieramy konkretnych doswiadczen, czasami dosc
            bolesnie, czego przykladem jest nasza Karolka.
            Karolka teraz dopiero DOWIADUJE SIE kim jest, co chce, jeszcze moze niejeden
            blad popelnic.

            Z kolei pomiedzy 30 a 40 roznice w tzw dojrzalosci zyciowej zaczynaja sie
            pomalu zacierac.
            Kobieta 30 letnia, czy tez 30letni mezczyzna, wie mniej wiecej czego mozna sie
            spodziewac po zwiazku z kims a co dopiero z kims starszym.

            A zatem reasumujac- Maz wiedzial do czego sie przymierza, Karolka nie miala
            pojecia bo zwyczajnie brakowalo jej doswiadczenia plus motywacje do malzenstwa
            juz byly chwiejne z jej strony. Z czego sobie nie zdawala sprawy bo byla za
            mloda.. itd..

            ..wlasnie ze wzgledu na swoj wiek maz powinien byl to przewidziec, Karolka nie
            musiala.

            jak to w koncu zrozumiesz Darku to dobrze i byc moze zrezygnujesz z zamiaru
            latania za mlodymi gaskami.

            Venus

            ps- juz w moim pierszym watku powiedzialam ze z gruntu nie mam nic przeciwko
            malzenstwom z duza roznica wieku.
            kazdy ma to co chce.
            Mowie tylko ze jak sie takie malzenstwo rozpada to przewaznie dziad za stary.
            I taka jest gorzka prawda.
            ps mowie PREWAZNIE
            • j_ar Re: Zdradzalam meza Darek 05.03.04, 09:30
              > Darku nie ma dwoch zdan w tym wypadku OSOBA STARSZA MA WIEKSZA
              ODPOWIEDZIALNOSC
              .
              > Koniec kropka.

              otoz bardzo sie mylisz, patrzysz na ta sytuacje ze swojego podworka (kiedy ty
              pewnie majac lat 21 bylas mala dziewczynka), wez pod uwage, ze rozne srodowiska
              (w tym prtzypadku karolki, jej systuacja domowa wymagajaca wczesniejszego
              dojrzewania i odpowiedzialnosci za siebie) ksztaltuja ludzi z rozna szybkoscia
              i roznymi doswiadczeniami, osoby w wieku lat 20 kilku potrafia byc (pewnie nie
              uwierzysz, prawda?) o wiele bardziej dojrzale i odpowiedzialne niz
              mamisynkowie, czy corcie mamus majac lat 30,40 ci np.,.. trzeba tylko troche
              glowa ruszyc wokolo i zobaczyc swiat inny niz chronione wlasne osiedle, a wtedy
              bedzie to prostsze do zrozumienia


              > Oczywiscie ze facet 30 letni bioracy sobie o 11 lat mlodsza zone dobrze wie
              co
              > robi, w przeciwienstwie do 20 latki chcacej sie wyrwac z domu.

              jak wyzej, nie ma tutaj reguly, to, ze ktos wyglada powazniej i ma dobra prace
              nie znaczy od razu, ze wie o co chodzi w zyciu, ktos pod kloszem choway potrafi
              z niego nigdy nie wyjsc mimo nawet sedziwego wieku...


              > Juz sam fakt wychodzenia za maz z checi wyrwania sie z domu (co NIE JEST
              > wlasciwa przyczyna DO zawierania malzenstwa) swiadczy o braku dojrzalosci
              > ze strony mlodej dziewczyny.


              > A niby jak Karolka mogla wyjsc z domu bez malzenstwa?
              > Bardzo prosto drogi Darku gdyby naprawde byla DOJRZALA to sposobow jest
              kilka.
              > Np. mozna studiowac w innym miescie i mieszkac w akademiku, mozna isc do
              pracy
              > i wynajac samemu albo z kims sublokatorke.
              > Tylko trzeba byc dojrzalym i tego chciec.

              dla ciebie dojrzalosc to uciec do akademika, dla niej to bylo oczekiwanie
              normalnosci z kims na kim jej zalezalo, i to nie jest nienormalne, to jest po
              prostu zwykla chec na bycie szczesliwa, tego jej brakowalo w tamtym okresie


              > A brac mloda dziewczyne w wieku 20 lat i udupiac ja w dzieci dla swojej
              > przyjemnosci to jest fair!?
              > Kiedy taka ma sie cieszyc zyciem??? miedzy pielucha a garami??

              a czy wiesz, ze dla dzieci z rodzin dysfunkcyjnych czesto wlasnie najwieksza
              wartoscia jest dom, rodzina i dzieci? potrafisz to ogarnac czy uwazasz, ze
              jednak taka osoba przede wszystkim chce sie wloczyc po dyskotekach i podrywac
              facetow?

              > A od 18- do 20 lat to co, taka wielka przemiana?!
              > Natomiast 20, a 30 to jest wielka roznica.

              o tak, a jak ktos ma lat 60 siat to juz zasluguje z samego tego powodu na
              szacunek, chocby byl najwiekszym idiota przez cale zycie, ale z racji wieku
              nabral doswiadczenia haaahahahaaaa..

              > Karolka teraz dopiero DOWIADUJE SIE kim jest, co chce, jeszcze moze niejeden
              > blad popelnic.


              ty oczywiscie juz wiesz wszystko o sobie i nie popelniasz bledow,.. ach...
              cudownie;)

              > ..wlasnie ze wzgledu na swoj wiek maz powinien byl to przewidziec, Karolka
              nie
              >
              > musiala.


              powinien nie powinien, toz 30 lat nie jest dyplomem na nieomylnosc

              > jak to w koncu zrozumiesz Darku to dobrze i byc moze zrezygnujesz z zamiaru
              > latania za mlodymi gaskami.

              wlasnie darku, lap sie za doswiadczone 40 stki, a co;)


              -
              "jestem taki jak pan bog mnie stworzyl -
              no, troche swinstwa od siebie dolozyl"
              :)
              • Gość: Do JAR Re: Zdradzalam meza Darek IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 05.03.04, 18:37
                Zacznijmy od tego ze dojrzalosc polega na niezaleznosci i umiejetnosci
                rozwiazywania swoich problemow bez obarczania nimi otoczenia.

                czyli- chec wyjscia za maz aby uciec z dysfunkcyjnego domu- niezbyt dobrze,
                chec usamodzielnienia sie bez liczenia na czyjas opieke - dobrze .

                >bylo oczekiwanie
                > normalnosci z kims na kim jej zalezalo, i to nie jest nienormalne, to jest po
                > prostu zwykla chec na bycie szczesliwa, tego jej brakowalo w tamtym okresie

                a czy ja mowie ze nienormalne, mowie ze byly to zle podstawy do zawarcia
                malzenstwa.
                Idealnie za maz wychodzi sie dlatego ze uwazamy ze to jest 'ten jedyny, bratnia
                dusza', a nie dlatego ze mamy nadzieje ze ON nam ulatwi normalne zycie i mamy
                nadzieje ze ta cienka nic uczucia ktora nas laczy z czasem sie rozwinie w cos
                pieknego, bo jak widac z Karolki historii, raczej peka....

                >a czy wiesz, ze dla dzieci z rodzin dysfunkcyjnych czesto wlasnie najwieksza
                > wartoscia jest dom, rodzina i dzieci?

                Akurat Karolka dzieci nie chciala, wiec... mowi to samo za siebie.


                >>> jak wyzej, nie ma tutaj reguly, to, ze ktos wyglada powazniej i ma dobra
                prace
                >
                > nie znaczy od razu, ze wie o co chodzi w zyciu, ktos pod kloszem choway
                potrafi
                >
                > z niego nigdy nie wyjsc mimo nawet sedziwego wieku...

                hehehe dziekuje za takiego niedojrzalego meza...

                Venus


          • Gość: karolka Re: Zdradzalam meza IP: 157.25.204.* 05.03.04, 11:57
            > Czy nie uwazasz ze Karolka swiadomie nie chciala miec z nim dzieci, bo chciala go odwalic jak juz sie urzadzi?????

            Darku, zrobiles mi duza przykrosc wysuwajac w taki sposob wlasne hipotezy bez
            sprawdzenia ich prawdziwosci.
            1. Wychodzac za maz mialam juz od roku stala i dobrze platna prace i bylam
            niezalezna finansowo.
            2. Przez wiekszosc trwania malzenstwa to ja wiecej zarabialam, a byly to roznice
            nawet dwukrotne.
            3. Odeszlam do 35 m kawalerki w stanie surowym (scislej mowiac musze teraz
            wynajmowac mieszkanie, bo tam jeszcze nie da sie mieszkac) zostawiajac mezowi
            prawie kompletnie urzadzony ponad 160 m dom. Obie nieruchomosci byly w calosci
            wybudowane za pieniadze zebrane przez nas wspolnie. Maz nie zgodzil sie na
            sprzedanie domu, wiec roznice w wartosci pomiedzy domem a mieszkaniem bedzie mi
            splacal przez wiele lat w ratach bez odsetek.
            Nie, zadne materialne korzysci nie zrekompensuja mu strat moralnych, ale nie masz
            prawa doszukiwac sie nieuczciwosci z mojej strony w tej jednej dziedzinie zycia,
            w ktorej od poczatku do konca bylam fair. Dlaczego oskarzasz mnie, ze mialam go
            gdzies? Czy Ty tez uwazasz swoje poprzednie milosci za nieprawdziwe tylko
            dlatego, ze sie skonczyly? Ja go wtedy na prawde kochalam (szanowalam,
            podziwialam, bylam mu wdzieczna). Popelnilam blad wychodzac tak wczesnie za maz,
            ale nie zgodze sie ze stwierdzeniem, ze zrobilam to z wyrafinowania. Bylam
            przekonana, ze milosc wystarcza i ze bedzie trwala wiecznie niezaleznie od tego,
            co on zrobi i jaki bedzie. Ale z wiekiem wymagania dotyczace malzenstwa precyzuja
            sie. Nie mialam ochoty odgrywac roli mezczyzny, a taka zostala mi narzucona.
            Niektorym kobietom jest to na reke. Moja siostra np. ma za meza kompletnego
            pantoflarza i to wlasnie jej odpowiada. Ja musze miec faceta partnera, zebym go
            szanowala.
            Przykro mi, ze musialam poruszyc argumenty, ktore w dyskusji na temat zdrady
            malzenskiej pasc nie powinny, ale to Ty zaczales.
            Pozdrawiam
    • Gość: joanna_1 Re: Zdradzalam meza IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.03.04, 19:21
      oj, nie byłabym pewna, czy Bóg się jeszcze zmieści pomiędzy
    • Gość: Dariusz Re: Zdradzalam meza Karolka IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.03.04, 04:24
      Karolka nie bylo absolutnie moim zamiarem sprawic ci jakakolwiek przykrosc.
      Podtrzymuje caly czas co napisalem wczesniej ze zaslugujesz na szczescie i
      ulozenie sobie zycia tak jak ci to odpowiada. Tymbardziej ze nie ma tu problemu
      co zrobic z dziecmi. Moje hipotezy byly odpowiedzia na posty Venus, ktora jest
      strasznie naiwna i wrecz denerwujaca. Z jednej strony ciagle wypisuje mi jak
      jakas matrona ze nic nie rozumiem i cos mam zrozumiec , z drugiej zachowuje sie
      jak nieopierzona ges zrzucajaca odpowiedzialnosc za swoje czyny na innych
      ludzi. Wiem ze ty tego nie robisz, wrecz przeciwnie widzisz swoje bledy i
      ponosisz ich konsekwencje. Nie bierz wiec moich slow jako atak na Ciebie.
      Absolutnie nie. Cenie twoja szczerosc i pozdrawiam.
      • Gość: Venus Re: Zdradzalam meza Karolka IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 06.03.04, 05:57
        No wlasnie wiedze ze nic nie rozumiesz, niestety..
        Venus
        • Gość: Dariusz Re: Zdradzalam meza Venus IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.03.04, 16:07
          To raczej ty nic nie rozumiesz. A poza tym wez sie za odrabianie lekcji.
          • Gość: Venus Re: Zdradzalam meza Venus IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 06.03.04, 21:35
            Jak na razie Darku Karolka raczej potwierdzila niektore moje hipotezy, np to ze
            za wczesnie wyszla za maz, a ty widze z braku argumentow wziales sie za atak
            personalny, jak prawdziwy malolat.
            Venus

            A poza tym wez sie za odrabianie lekcji.
            hehehe..
            • Gość: Darek Re: Zdradzalam meza Venus IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 07.03.04, 22:51
              Venus, to ze ona wyszla za maz za wczesnie to nie ulega watpliwosci, wiec
              prochu tu nie wymyslilas. Kwestia jest zupelnie inna. Ty totalnie zdejmujesz z
              niej odpowiedzialnosc za to ze jednak podjela te decyzje, podczas gdy ja uwazam
              ze 20 letnia osoba (kobieta czy mezczyzna) nie moga zwalac winy za
              niepowodzenie zwiazku na partnera tylko dlatego ze jest starszy. Co do ataku
              personalnego to ty go wymyslilas nie ja. Ja nigdy przedtem nie pisalem ci ze
              nic nie rozumiesz, jestes biedna i musisz cos zrozumiec. Kto wiec tu wychodzi
              na malolata?
    • Gość: karolka Re: Zdradzalam meza IP: 157.25.204.* 07.03.04, 20:28
      Przepraszam Darku, jezeli zle Cie zrozumialam.

      W ten weekend zastanawialam sie nad jeszcze jedna rzecza, ktora bede musiala w
      najblizszym czasie uporzadkowac.

      > A nawiasem mowiac jest duzo malzenstw ze spora roznica wieku ktore funkcjonuja calkiem niezle, ale moze motywem wyjscia za maz jest tu wlasnie drugi czlowiek i milosc a nie chec wykorzystania sytuacji, bo (...) mam juz dosc gadania moich starych.

      Jezeli chodzi o konflikty z rodzicami, to pewnie kazdy ma inny prog
      wytrzymalosci. Moj w pewnym momencie po prostu zostal przekroczony. To taka mala
      kropelka, ktora zawazyla na mojej decyzji odejscia z domu i zamieszkania z
      facetem pomimo, ze wczesniej bylam zdania, ze powinnam to zrobic dopiero po
      slubie.

      Rodzice od poczatku byli przeciwni mojej znajomosci ze starszym o ponad 10 lat
      mezczyzna. Grozili mi wyrzuceniem z domu, ojciec omal mnie nie pobil. Nie mozna
      sie dziwic, ze byli o mnie zaniepokojeni i nie o to mam do nich zal. Mama
      wielokrotnie mowila wprost, ze moglaby zaakceptowac taka roznice wieku, "gdyby
      przynajmniej byl bogaty". Wlos sie jezy na glowie, kiedy pomysle, jakie wartosci
      mi wpajala takim gadaniem.

      Pewnego sobotniego ranka mama obudzila mnie przed wyjsciem do pracy i
      powiedziala, ze musze jej pomoc, bo inaczej straci prace, albo i pojdzie do
      wiezienia. Okazalo sie, ze zrobila manko w kasie, a w przyszlym tygodniu
      spodziewala sie kontroli. Poprosila, zebym sprobowala zalatwic od mojego faceta
      pozyczke na 2,5 tys. Nie musze chyba tlumaczyc, jak sie wtedy poczulam. Wlasna
      matka potraktowala mnie i mojego przyszlego meza jak przedmioty, ktore co prawda
      psuja jej wizerunek idealnej rodziny, ale czasem jednak do czegos sie przydaja. Z
      placzem pojechalam do zony chrzestnego, ktora byla wtedy moim jedynym oparciem w
      rodzinie. Nie potrafie wyrazic wstydu, jaki czulam, kiedy juz po raz drugi
      prosilam ja o pozyczke w imieniu mojej mamy (w poprzednim roku miala miejsce
      podobna sytuacja z mankiem, czy jakims niesplaconym kredytem). Ciotka
      powiedziala, ze bardzo mi wspolczuje i ze wzgledu na mnie pomoglaby mamie, ale
      tym razem nie miala zadnych oszczednosci. Nie wiedzialam, co robic. Z bolem
      postanowilam porozmawiac z nim o tych pieniadzach. Zrozumialam jednak, ze musze
      trzymac siebie i jego jak najdalej od swojej mamy. On czul sie postawiony pod
      sciana a ja sprzedana za 2,5 tys., bo oczywiscie mama od tamtej pory zaczela go
      tolerowac, pomimo, ze nadal go nie lubila i nie akceptowala naszego zwiazku.

      Wyprowadzilismy sie od swoich rodzicow i zamieszkalismy razem. Tak bylo latwiej
      dla nas obojga, bo zaczynalismy od zera (a scislej mowiac od jego wiezy stereo,
      ktora byla poczatkowo jedynym naszym meblem). Jednak nawet wtedy nie
      zdecydowalabym sie na wspolne mieszkanie, gdybym nie miala w perspektywie
      znalezienia pracy (latwiej bylo mi jej szukac, mieszkajac w Warszawie). Mama
      nigdy nie protestowala. Wyraznie jej ulzylo, ze ma "o jedna gebe mniej do
      wyzywienia".

      Mialam wtedy zaledwie 20 lat, a wydawalo mi sie, ze jestem juz dojrzala. Czas,
      niestety, pokazal co innego. Zastanawiam sie czasem: zakladajac, ze wszystko
      dzieje sie w jakims celu, to czego mialy mnie nauczyc moje bledy?

      Jestem pewna, ze rodzice zawsze chcieli mojego dobra. To tylko jeszcze bardziej
      uswiadamia mi, jak trudnym i waznym zadaniem jest wychowywanie dzieci. Troche sie
      boje tego zadania, choc z wiekiem ten strach coraz bardziej ustepuje miejsca
      potrzebie macierzynstwa.

      Moge sprawiac wrazenie, ze mam wiekszy zal do mamy, ale doceniam fakt, ze ona
      przynajmniej byla. Probowala spelnic szalenie trudne zadanie bycia jednoczesnie
      matka i ojcem dla trojki swoich dzieci. Chcialabym powiedziec jej to wszystko,
      ale nie wiem, czy dam rade, bo nigdy ze soba nie rozmawialysmy, o ojcu nawet nie
      wspomne. Powoli gromadze w sobie sily, a pisanie zawsze pomagalo mi zebrac mysli.
      Jestem Wam wdzieczna, ze chce sie Wam to wszystko czytac, bo Wasze uwagi rowniez
      bardzo mi pomagaja.

      Pozdrawiam

      PS
      I nie sprzeczajcie sie juz, tylko razem odrobcie te lekcje ;)
      • Gość: Darek Re: Zdradzalam meza IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 07.03.04, 23:08
        Wiesz Karolka to dobrze ze analizujesz to co sie dzialo w twoim zyciu, ale
        musisz tez troche sobie zluzowac. Niejedno malzenstwo rozpada sie w
        dzisiejszych czasach. Mysle ze wiele cie to nauczylo i miejmy nadzieje
        znajdziesz kogos kto bedzie twoja miloscia , pasja i mezczyzna twojego zycia,
        ktory da ci sie oprzec na swoim silnym ramieniu. Napewno nawet wowczas
        bedziecie przechodzic jakies kryzysy(ktoz ich nie ma?). Bogatsza jednak w
        doswiadczenia z pierwszego malzenstwa bedzie ci je latwiej rozwiazac. Przestan
        juz obwiniac sie o wszystko: o swoje bledy, matki bledy, ojca bledy. Matka
        narobila manka a ty jej pomoglas i o to tez masz pretensje do siebie??? Dobrze
        zrobilas, choc kosztowalo cie to niemalo.To dowodzi ze potrafisz kochac
        bliskich. Pokochaj wiec i siebie . Wybacz sama sobie swoje bledy i grzechy. No
        i zacznij zyc przyszloscia. Nie spiesz sie nadmiernie, poczekaj na wlasciwego
        faceta. A kiedy sie juz zjawi to pozwol sobie byc w koncu szczesliwa.
        • komandos57 Re: Zdradzalam meza 07.03.04, 23:10
          Polec na Ronces i wyspowiadaj si3e durniu
          • venus22 Re: Zdradzalam meza 08.03.04, 00:36
            Darek chetnie cie wesprze swoim silnym ramieniem, Karolko.

            No to teraz mam jeszcze jeden powod aby uwazac ze decyzja Karolki byla jeno
            odruchem a nie "prawdziwa" miloscia do starszego mezczyzny - przewaznie
            obstajemy przy swoim jak rodzice nam kaza zrobic na odwrot.

            A ty Darku sie nie denerwuj bo ja tylko zartowalam..
            Venus



            • Gość: Darek Re: Zdradzalam meza IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.03.04, 16:47
              Venus ty sie nie rzadz czyims ramieniem, pisz za siebie i w swoim nie moim
              imieniu. A moje ramie rzeczywiscie jest dosyc silne. A denerwowac to sie nie
              mam czym. To raczej ty sie zagotowalas w srodku jak napisalem ci o odrabianiu
              lekcji. Ale spokojnie . Tylko zartowalem.
      • Gość: Venus Re: Zdradzalam meza IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 08.03.04, 03:14
        Karolko bardzo ale to bardzo polecam ci ksiazke Susan Forward Toksyczni Rodzice.
        jesli to juz czytalas, przeczytaj jeszcze raz.
        Twoi rodzice nawet jesli kierowali sie twoim dobrem, to i tak bardziej ci
        zaszkodzili z tym malzenstwem niz pomogli. I na pewno nie tylko w tej
        dziedzinie.
        Szczegolnie w tej historii mama ktora jest wyrazna manipulatorka i
        materialistka.
        Nie powinna byla wciagac cie w swoje brudne sprawy, zrobila manko to znaczy
        byla nieuczciwa, na pewno jej w tym nie "pomagalas" wiec powinna byla ratowac
        swoja skore sama nie poprzez ciebie.
        Wiedziala swietnie co robi- ze twoja milosc do niej i twoje pragnienie jej
        akceptacji nie zawiedzie i nie zawiodlo.
        Malo tego okazalo sie za podwojny standard jak tylko narzeczony mogl okazac sie
        przydatny to od razu pozbyla sie swoich uprzedzen do niego.

        • Gość: Venus Re: Zdradzalam meza IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 08.03.04, 03:22
          ooops wyslalo mi sie przed zakonczeniem.
          zauwazylam ze masz troche tendencje do usprawiedliwiania kazdego i za wszystko.
          .. mama nie byla dobra, ale chciala jak najlepiej, trudno jej bylo z trojka
          dzieci.
          well, sporo kobiet jest w podobnej sytuacji, sa nawet takie ktore sa samotnymi
          matkami a jakos sobie daja rade, wiec nie byla znow wyjatkiem.
          Jesli masz do niej jakies pretensje, to nie bez powodu...i nie musisz jej od
          razu usprawiedliwiac.

          Pytasz sie co cie twoje bledy ucza. Ano ucza cie kims jestes, przede wszystkim.
          Teraz np. pewnie wiesz lepiej co mozesz dac swojemu partnerowi i czego od
          niego oczekujesz.

          Venus

    • Gość: ona Re: Zdradzalam meza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.04, 19:42
      suka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka