rodana6
17.02.04, 17:22
Prosze o porade, prosze o ocene. Nie potrafie sobie poradzic.
Moze popelniam kolejny blad ale staram sie spojrzec
na siebie w przeszlosc i pomoc sobie w przyszlosci.
Tak wiele chcialabym zmienic .....
Kiedy poznalismy sie z moim nowym partnerem, ja bylam na zakrecie, mialam
swiadomosc,ze zwiazek z moim mezem jest pusty i niesatysfakcjonujacy.
Byl to czas w czerwcu...poczatek lata..Ja obudzilam sie jakby do zycia i
chlonelam je z cala wrazliwoscia jaka mialam, kiedy bylam mlodsza.Bardzo
duzo czytalam , spotykalam ciekawych ludzi - odkrywalam swoje mozliwosci
itd.itd... odkrylam mozliwosci komunikowania sie przez Internet i
zobaczylam,ze sa tam ludzie podobni mnie i tez bardzo samotni.. Jednym z nich
byl Jerremy. Spotkalismy sie jakis czas pozniej.. Cos nas wzajemnie do siebie
pociagnelo...fascynujace wrazenie,ze mozna obudzic w sobie takie emocje i
uczucia, jakie przypisane sa mlodosci..ale jeszcze bardziej dojrzale.
Zaczelismy budowac wyobrazenie o naszym wspolnym zyciu, bylo nam dobrze.. Ja
w koncu poczulam ,ze jest ktos dla kogo ja jestem wazna i mnie akceptuje,
opiekuje sie mna i kocha. Odwzajemnialam te uczucia bo czulam moze pierwszy
raz w zyciu,ze jestem bezpieczna, ze to nie ja jestem lokomotywa w zyciu ze
zbyt ciezkimi wagonikami do ciagniecia bo jest ktos kto wezmie czesc
odpowiedzialnosci za mnie i bedzie moim partnerem.
Ale nic za nic, pojawila sie zazdrosc, totalna, niszczycielska, osaczajaca
mnie , sprawdzajaca moja lojalnosc. Ja ze swoja niezalezna do tej pory
natura ignorowalam ja ale tez zaczynalam sie temu z niepokojem przygladac i
bac sie tego nieznanego mi uczucia w takim wymiarze.
Staralam sie zrozumiec jego psychike, tlumaczyc i nawet zasiegalam rady
moich znajomych psychologow zeby pomoc mu zrozumiec siebie samego. Pokazac
mu geneze jego problemu, ale uspakajalo go to tylko na ten czas kiedy byl ze
mna i to tez nie do konca, Poddawal nieustannej kontroli, kazda moja reakcje
w stosunku do mezczyzn - ja jestem bardzo otwarta w kontaktach z ludzmi,
lubie okazywac sympatie - on tez.. ale ja moze zbyt spontaniczna, mam taki
typ reakcji, ze lubie dotyk, ktoremu nie przypisuje erotycznego charakteru,
natomiast on mnie zarzucal, ze to niewlasciwe okazywanie swojej
spontanicznosci.
W mojej przeszlosci istnial mezczyzna, z ktorym mimo mojego malzenstwa
mialam wieloletni romans. To byla dla mnie taka mala alternatywa, ktora byla
takim Bozym Narodzeniem w szarej codziennosci, widywalismy sie tez nie
czesciej niz raz czy dwa razy w roku. Opowiadalam o tym Jerremy jak na
spowiedzi / nigdy nie nalezy mowic o swoich przeszlych zwiazkach swoim
partnerom - to teraz wiem na pewno /. Obiecalam tez mu, ze nie bede sie wiecej
spotykala z nim i skoncze ta znajomosc.
Jerremy dosc dobrze zaanalizowal ten zwiazek i potrafil pokazac mi patologie
tego zwiazku, przyjelam jego argumenty, bez zastrzezen. Ale jedna strona to
zrozumiec,a druga zmierzyc sie jeszcze z czlowiekiem.
Niedawno byl on w Polsce / na stale mieszka w Holandii / spotkalam sie z nim w
Warszawie, mysle ze musialam jakby sie z nim zmierzyc i zweryfikowac moje
przemyslenia, zobaczyc go z innej perspektywy. Caly splot okolicznosci
spowodowal, ze zostalam w Warszawie bez mozliwosci powrotu do domu,
ostatni pociag odjechal kiedy bylismy na kolacji z jednym z naszych
wspolnych znajomych / on przyjechal z misja handlowa organizowana przez
Ambasade Holenderska w Polsce/. Spalam w jego pokoju, ale nie z nim.
Powiedzialam mu ze jestem zwiazana z kims dla
mnie waznym w moim zyciu i nasz zwiazek jest skonczony i wiedzialam, ze sie
nie myle. Byc moze czul sie dotkniety i w swojej meskiej ambicji wyszedl i
nie wrocil do rana. Obudzilam sie wczesnie rano ok 5,wzielam swoje bagaze i
pojechalam pierwszym pociagiem. Jerremy, omen nomen zadzwonil kiedy
bylam w pociagu, wiedzial ze jestem w Warszawie, bo mowilam mu o tym , ale
nie mowilam o spotkaniu z moim znajomym. On ma siodmy zmysl i intuicje i od
razu zastrzelil mnie ze klamie, a klamalam i potem coraz bardziej brnelam w
klamstwo, az zaczelam popelniac bledy bo jego instynkt sledczego byl
silniejszy, zaczal mnie osaczac i pogubilam sie w ulozonej i zlozonej z
klamstwa logice.
Powiedzialam mu w koncu w swojej determinacji i desperacji prawde. Zaczal i
ja podwazac,a ja juz nie mialam sily tlumaczyc sie z prawdy. Zalamalam sie
psychicznie pod wplywem jego oceny mojej osoby, deprecjonujac moja wartosc.
Zaczelam wierzyc w to,ze jestem nikim i nie mam zadnych zasad i kregoslupa
moralnego.
W zyciu musimy pokonywac rózne przeszkody. Musimy sie czasem naprawde
mocno wysilic aby wejsc na kolejny stopien aby zdobyc upragnione pietro.
Czasem niespodziewanie spadamy... i to bardzo boli. I trudno niekiedy
przewidziec kto i kiedy zrzuci nas z tych schodów. Niestety, najlepiej
uczymy sie na wlasnych bledach, ale to w gruncie rzeczy nie jest zle,
najgorzej jest wówczas gdy nie potrafimy z naszych bledów wyciagnac
wniosków.
Mam wrazenie jakby to wszystko co powiedzial Jerremy o mnie to nie ten sam
czlowiek którego poznalam. Zycie z zadnym facetem nie jest latwe, wiem, ze
bylo mi z nim naprawde dobrze bo swa zazdrosc rekompensowal mi czuloscia,
cieplem, akceptacja, milymi gestami za którymi tak tesknimy bo mamy ich
ciagly brak... i nigdy ich za wiele.
Jerremy byl pierwszym facetem który mi tyle ofiarowal...
Podobno wszystko ...i te dobre i te zle chwile w naszym zyciu maja jakis
sens. Spotkanie Jerremiego wiele mnie nauczylo... Teraz zycie daje mi lekcje
aby pozniej moje zachowania wobec ludzi i szacunek do ich uczuc byly
przemyslane i nie krzywdzily nikogo .
Teraz przechodze ciezki czas, kiedy patrze na siebie z innej plaszczyzny,
staram sie zrozumiec moja wlasna psychike, moje motywy, ktore sklanialy mnie
do poslugiwania sie klamstwem w moich relacjach z ludzmi. Zastanawiam sie
gdzie jest tego przyczyna, psychologowie mowia ze wiele naszych
nieuswiadamianych zachowan bierze swoj poczatek w pierwszym okresie zycia,
podobno najwazniejszy w zyciu a rzutujacy na cale dorosle zycie jest okres
od roku do osmiu lat, a w tym wszystkim nawazniejsza jest akceptacja i
milosc, ktora otrzymujemy. Nie wiem czego zabraklo w moich wczesnych
doswiadczeniach i wzrastaniu - ale mysle ze jednego i drugiego. Tak jest
podobno z trzecimi dziecmi w rodzinie. Ale czy aby uzyskac aprobate innych
musimy posuwac sie do klamstwa i innych niegodnych rzeczy?
Ale to tez nie zadne usprawiedliwienie dla tego co pozniej robimy, bo od
czego mamy swiadomosc? czy to ona pozwala nam krzywdzic tych ktorych
naprawde kochamy, przeciez w duzym stopniu krzywdzimy tym samym siebie?
Wiem, ze kazdy czlowiek musi sie zmierzyc z krzywda, strata, wina - to sa
trzy najwazniejsze obszary, ktore generuja najwieksza energie czlowieka,
wtedy kiedy dotyka go ciezkie doswiadczenie zyciowe.Ja stracilam milosc
Jerremiego, wyrzadzilam krzywde jemu i sobie i mam wielkie poczucie winy. Ale
aby moc normalnie funkcjonowac i miec energie do zwyklych czynnosci, trzeba
z czasem zmienic ta energie i zepchnac poczucie krzywdy, winy i straty do
podswiadomosci.
Obronny mechanizm / bardzo egoistyczny / dla psychiki to zapomnienie i
wybaczenie i to zdaje sie byc jedyna droga. Podswiadomosc i tak bedzie
znaczyla swoje slady, kiedy jakis bodziec uruchomi to wspomnienie.
Ale tez nie zapominac, czego nas te doswiadczenia nauczyly i nie wybaczac
sobie wtedy, kiedy powielamy te same bledy.
Musialam to powiedziec, bo wiem ze przyjazn to zoobowiazanie do
szczerosci i pomocy ale jak ja mam sobie pomoc, kiedy on stal sie
nieosiagalny dla mnie.
Dwa serca, dwa smutki