rozowy_pamietnik
06.03.10, 19:08
Na poczatek chcialam przywitac sie z wszystkimi forumowiczami:*
Postanowilam podzielic sie z Wami moim problemem, gdyz nie wiem co
poczac i obawiam sie, ze to wszystko moze sie tragicznie skonczyc...
Moim problemem jest chorobliwa zadrosc o meza i nienawisc do kobiet.
Zdaje sobie sprawe, ze duza role gra tu moja niska samoocena i
warunki w jakich zostalam wychowywana. Cale dzicistwo zylam w
koszmarze, zyjac z ojcem alkoholikiem, ktory codziennie uprzykszal
mi zycie, codziennie slyszalam obelgi i krzywdzace slowa.
Od dziecka bylam pulchnym ( ale nie grubym dzieckiem) Ojciec zawsze
mi doryzal z tego powodu, mowil bardzo bolace rzeczy, przez lata
probowal zrobic wszystko, abym nie wierzyla w siebie i miala o sobie
zle mniemanie. Mialam przyjaciolke w dziecinstwie, ktora czesto
bywala o u mnie w domu, bardzo ja lubilam, byla ladna, zgrabna.
Ojciec zaczac wykorzystywac jej osobe, aby mnie ponizac, mowil, ze
popatrz na nia jaka jest zgrabna, a jaka ty jestes gruba, mowil, ze
nigdy nikogo nie znajde, ze nikt mnie nie pokocha i ze ona jest
lepsza ode mnie, a ja jestem zerem. To tylko drobne przyklady tego
jakie mi wmawial.
Mialam o sobie bardzo niskie poczucie wartosci, zaczelam sie
odchudzac, aby poczuc sie lepiej, aby w koncu sie ode mnie odczepil,
aby byc akceptowana w swiecie. W wieku 15 lat wpadlam w anoreksje,
po jakims czasie w bulimie. Schudlam ogromne ilosci kiloramow, bylam
na dnie, ale liczyla sie dla mnie tylko moja waga, to ze jestem
chuda i ze teraz nikt mnie nie zrani. Mimo ze bylam chuda nie bylam
szczesliwa, wciaz samotna, do tego doszedl alkohol, narkotyki.
Po kilku latach z powodu zdrowotnych wyszlam z bulimi, przytylam i
postanowilam normalnie zyc. Po jakims czasie poznalam na emigracji
mojego meza. Pierwszy raz w zyciu poczulam, ze moge na kogos liczyc,
ze poznalam kogos wyjatkowego ( mimo iz wczesniej mialam kilku
partnerow)on wlasnie byl wyjatkowy, zaakceptowal mnie taka jaka
jestem, odbudowal moje poczucie wartosci, spowodowalm , ze poczulam,
ze warto zyc, byc soba. I mimo, iz ojciec tak usilnie staral sie
mnie zniszczyc postanwoialm sie nie poddac: skonczylam szkole z
dobrymi wynikami, nauczylam sie jezyka, znalazlam satysfakconujaca
prace i sobie radze.
Jednakze ''cos'' z tej zakompleksionej dziewczynki ze mnie
pozostalo. Mimo, iz pokonalam bulimie i umiem juz normalnie jesc to
nadal mam obseje na pukcie figury, ciala, wygladu. Mimo, iz jestem
atrakcyjna dziewczyna( tzn moi znajomi, ludzie nie raz mowia mi
komplementy, ze jestem sliczna itp)mam dobra sylwetke ( ani chuda,
ani gruba, tzn ''zdrowa, normalna kobieta) to mam obsesje na punkcie
sylwetek innych kobiet. Jestem choroblwie zazdrosna o meza, mam
wrazenie, ze on wolalby byc wlasnie z szczuplutka, drobniutka laska,
a nie mna. Poniekad dal mi takie poczucie, pniewaz ja jestem osoba
bardzo spostrzegawcza i zauwazylam, ze jesli spojrzy na jakas
dziewczyne to w wiekszosci tylko z waga nie wieksza od 55 kg. Moj
maz nie jet typem playboya, mam na mysli to, ze nie slini sie na
widok innych kobiet, nie patrzy sie na nie chamsko, ani nie oglada
sie jak stary chlop, ale jednak jak kazdy zdrowy facet popatrzy sie
na jakas ladna dziewczyne. Mnie jednak to cholernie boli, dostaje
histeri, gdy to widze, szalu.Nie raz stosowalam przemoc wobec niego
tluklam taleze, niszczlam piloty, sciany. Do tego jeszcze wiem, ze
jego byla dziewczyna, z ktora zakonczyl zwiazek na zawsze byla
wlasnie w takim typie: mala, chuda. Zastanawiam sie poprostu czasem
jak normalny, inteligenty czlowiek dlaczego on wybral mnie, dlacezgo
dla niego jestem atrakcyjna i wybral mnie na zone, skoro tak
naprawde podniecaja go i lubi dziewczyny wygladajace jak 13, 14
latki...I wlasnie to mnie boli, ze taki typ lubi, to juz nie chodzi,
ze sie patrzy na kogos naprawde atrakcyjnego, ale jak patrzy na te
wieszaki z dupka mniejsza niz moja piesc to krew mnie zalewawa, ze
100 kg facet patrzy na takie malenstwa. Moj szal przejawia sie z
roznych postaciach, aktorki filmowe, teledyski, dziewczyny w
autobusach. Dzis zrozumialam, ze ja juz nie mam ochoty z nim
wychodzic wogole z domu, bo nie moge poardzic sobie ze swoim bolem.
Z jednej strony wiem, ze mnie kocha i mu na mnie zalezy, ale z
drugiej strony nie moge mu wybaczyc gdy popatrzy sie na jakas panne
dluzej niz 2 sek.,nie umiem sobie juz z tym poradzic, moj maz mowi,
ze juz jest bliski wariactwa i juz nie ma sily, ciagle oskarzam go
o zdrade i ze na kogos sie patrzy. Ja jednak jestem osoba, ktora
mowi co mysli, ktora jesli widzi, ze patrzy sie na inna to nie umiem
tego przemilecz. I mysle sobie, ze jelsi patrzy sie na inna, to
niech idzie do niej, chodzutkiej, a nie spedza zycia ze
mna...Chcialaym, aby ktos udzilil mi jakiejs porady, wiem, ze to
powoli zaczyna byc niebezpiczeczne, kocham mojego meza i jestesmy
szczesliwym malzestwiem, ale moje zachowanie dobrowadza do tego, ze
oboje jestesmy wykonczeni, a ja mam wrazenie, ze moje zachowanie
wymyka mi sie spod kontroli..dziekuje