ofelia1975
26.04.10, 23:43
W największym skrócie: Mam 28 lat, mężatką jestem od lat 4. Mąż jest moim drugim facetem. Generalnie nigdy nie byłam "w typie" facetów, nie podrywali mnie. Nasiliło się to dosyć znacząco po tym jak wyszłam za mąż - nie wiem, czy ten fakt przyciąga niektórych do "bezpiecznego" flirtu, czy coś ze mnie "emanuje", mniejsza z tym. Ponieważ, jak wspomniałam, nie mam zbyt wielkiego "przedślubnego" doświadczenia, nie umiem się na różne teksty uniewrażliwić, nie zawsze umiem przejśc do porządku dziennego nad takimi sytuacjami. Zanim wyszłam za mąż, byłam bardzo zakochana, o niczym innym nie marzyłam, tylko o życiu we dwoje z moim, inni dla mnie nie istnieli. Dalej kocham mojego męża, przyjaźnimy się, lubimy ze sobą rozmawiać, szanujemy się. Jednakże nasze zawody są krańcowo różne (on umysł ścisły, ja artystka). Z racji mojego zawodu stykam się z wieloma artystami, także mężczyznami i współpracuję z nimi. Niestety, bardzo łatwo ulegam fascynacjom. Kiedy to sobie uświadamiam, jestem na siebie zła, mam wyrzuty sumienia. Obecnie jestem na takim etapie. Pewien facet bardzo mi pomógł zawodowo, właściwie wyciągnął mnie z kryzysu, byłam o krok od przekwalifikowania się. W dalszym ciągu mi pomaga i mobilizuje do pracy. Znajomość z nim właściwie cała zaczęła się od jego inicjatywy. To on do mnie podszedł i zaczął rozmawiać w pracy. Poza współpracą zawodową oczywiście bardzo chętnie mówił do mnie takie rzeczy, które nieraz mnie krępowały, zwłaszcza w pracy:) na przykład o tym, że idealnie do niego pasuję, że taka żona jak ja to skarb, że jestem zbyt ładna i on nie może się przy mnie skupić, itd. wiadomo o co chodzi:), zdarzało się też, że korzystał z możliwości dotknięcia mnie w sytuacjach pseudo-przyjacielskich. Jednocześnie bardzo starannie unikał wszelkich "pozazawodowych" możliwości spotkań, nie wychodził z inicjatywą takowych.
Za to bardzo chciał mnie przekonać, że chce być moim przyjacielem i że przyjaźń między mężczyzną a kobietą jest możliwa (bez podtekstu). Ja uważam, że nie jest:)
To jest ogólnie mądry i oczytany facet, interesujący się psychologią, manipulacją drugim człowiekiem (treningi, coaching), robi doktorat nawet z tego.
Doszłam do wniosku, że on może przeprowadzać pewien eksperyment na mnie, który mu ma pomóc w jego zainteresowaniach tymi manipulacjami. Moja fascynacja znacznie osłabła kiedy to sobie uświadomiłam i zrobiło mi się przykro, że mogłabym być takim obiektem doświadczeń dla kogoś.
Moim pierwszym odruchem jest ucieczka od niego ale uciec nie mogę, sytuacja ekonomiczna jest taka, że muszę z nim współpracować.
Moje pytanie jest - czy jest jakieś lekarstwo na poligamię umysłu? Czy da się żyć w małżeństwie i nie fascynować co chwilę kimś spoza?