czubata
27.04.10, 13:39
Mojemu chadowi zawsze towarzyszyła też osobowość chwiejna
emocjonalnie,zdiagnozowana cztery lata temu na podstawie wielu testów
psychologicznych-osobowościowych.Tym razem nie miałam żadnych testów a mimo to
diagnoza zmieniła się na jeszcze bardziej nie korzystną.
Nie jestem osobą szukająca dla siebie zaburzeń,zaburzenia przyszły same.Kiedy
padły pierwsze diagnozy,też mi było ciężko i pierwszą rzeczą jakiej próbowałam
to zdobyć wiedzę na temat swoich problemów,czytałam książki,bo internet mam od
niedawna.W miare zdobywania wiedzy przyznawałam że moja osoba ma cechy takie
które się zgadzają z diagnozami.Tym razem jednak się nie zgadzają.Chodżby
deficyt lęku u osób dyssocjalnych.U mnie jest odwrotnie,lęk u mnie wystepuje
często i działam pod jego wpływem.Potrafię się też uczyć na własnych
błędach,świadczy o tym moje obecnie ustatkowane życie,mam dwoje dzieciaków w
wieku szkolnym i bardzo dobrego męża,nie łobuza,nie alkoholika.Wreszcie mam
pracę w której daje sobie lepiej radę w sensie psychicznym,to znaczy że przy
pierwszych urojeniach ksobnych,nie rzucam jej, tylko staram się sobie
tłumaczyć że to tylko wytwór mojego umysłu,i udało mi się to pokonać.W pracy
już się tak nie przejmuje czy o mnie gadają czy nie.Ponadto nie wiem,co to
oznacza,i jak by miało wyglądać życie bez uczuć wyższych,bez empatii,bez
miłości,tylko żerowanie na innych i czerpanie korzyści.przede wszystkim kocham
bardzo swoje dzieciaki i jestem z nimi mocno związana emocjonalnie,co można
dostrzec gołym okiem,i powiem ci że gdyby nie one to być może albo
najprawdopodobniej nie żyłabym już,bo one są sensem mojego życia,i kocham je
na tyle że nie chce im zgotować takiego życia jakie ja miałam,czyli bez
matki.Bo wiem że to jest piekło.Kocham też bardzo mojego męża,dowodem na to
jest że po ośmiu latach małżeństwa jesteśmy "pomimo wszystko" bardzo
szczęśliwi,i jedno za drugim poszłoby w ogień.Nie jestem osobą całkowicie nie
odpowiedzialną,bo przecież rodzina to jest odpowiedzialność,praca też.Nie
jestem też doskonała,absolutnie.Zgadzam się na to że jestem chwiejna,ale nie
dyssocjalna,zgadzam się na to że czasem manipuluję żeby zwrócić na siebie
uwagę.Teraz sobie z tego zdaję sprawę,kiedyś natomiast nie,kiedyś nie
potrafiłam zrozumieć pewnych swoich zachowań.Teraz rozumiem że przez całe
życie staram się wynagrodzić sobie brak miłośći i uwagi jakiego zaznałam w
dzieciństwie.I staram się też zabezpieczyć przed tym brakiem moje dzieci.Po
części czuję się wynagrodzona bo obecnie jestem bardzo kochana,właśnie przez
dzieci i męża.A to co się działo w szpitalu,na podstawie czego lekarz postawił
diagnozę antyspołeczną,to było przez to że velafax+lerivon to było
przeholowanie.Mogłam wyglądać na psychopatke i wtedy może rzeczywiście tak to
wyglądało.Ale to był skutek leków.Jestem pewna że lekarz się pomylił a może
zrobił to specjalnie,bo nie byłam dla niego rzecz jasna,uprzejma.