02.03.04, 15:11
On ,moj piekny maz byl znalazl stara kartke wyrazajac zgode na pokrojenie go
i wyjecie czego komu potrzeba po jego naglej smierci.
Kartka byla stara , mnie wtedy nie bylo przy nim.
I teraz pojawil sie temat odnowienia tej kartki- wyrazenia zgody, tym razem
jestem ja i mam sie ustosunkowac.
A mi sie w srodku przewraca jak mysle ze na domiar zlego musze myslec o
takiej ewentualnosc to jeszcze wyobrazac sobie, ze moze bez mojej zgody wytna
mu serce , watrobe..itd.
PS1 na moje rozbudzanie wyobrazni malzonka wersja odwrotna, co On by zrobil
gdyby mnie tak mieli pokroic....powiedzial ,ze bylby szczesliwy gdybym tez
miala taka kartke.
PS2 dla niewtajemniczonych -na tej kartce jest wyrazona zgoda danej osoby na
wyjecie organow, ma pomoc na szybkie decyzje w razie niemozliwosci
skontaktowania sie z rodzina.

bardzo trudno podjac mi decyzje , choc jak sadze moj malzonek oczekuje ode
mnie otwartosci , nowoczesnosci i bezinteresownosci.
I co Wy na te sutuacje...wyraziliscie , wyrazicie zgode na pobranie organow?
Obserwuj wątek
    • Gość: inka_s Re: organy IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 02.03.04, 15:30
      Zawsze myślałam, że to oczywiste taka zgoda. Do momentu gdy życie przyniosło
      doświadczenie. Nie, nie musiałam dawać takiej zgody, było juz za późno na coś
      takiego. Ale sama świadomośc, że ciało osoby którą kocham zostało pokrojone
      podczas sekcji była cięzka. Nie wiem jak by było gdyby chodziło o danie organów.
      Łatwiej mi o swoim ciele pomyśleć jako o źródle organów - niż o bliskich.
      • saana Re: organy 02.03.04, 16:05
        przykro mi.
        Swietnie rozumiesz o co mi chodzi.
    • marusia_ogoniok A na ch... ci te organy? 02.03.04, 16:07
      Żałujesz bliźniemu swemu? Może komu z psychforum się przydadzą...
      I tak z was zostanie... "Padlina"

      Przypomnij sobie, cośmy widzieli, jedyna,
      W ten letni tak piękny poranek:
      U zakrętu leżała plugawa padlina
      Na scieżce żwirem zasianej.

      Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety,
      Parując i siejąc trucizny,
      Niedbała i cyniczna otwarła sekrety
      Brzucha pełnego zgnilizny.

      Słońce prażąc to ścierwo jarzyło się w górze,
      Jakby rozłożyć pragnęło
      I oddać wielokrotnie potężnej Naturze
      Złączone z nią niegdyś dzieło.

      Błękit oglądał szkielet przepysznej budowy,
      Co w kwiat rozkwitał jaskrawy,
      Smród zgnilizny tak mocno uderzał do głowy,
      Żeś omal nie padła na trawy.

      Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra
      I z wnętrza larw czarne zastępy
      Wypełzały ściekając z wolna jak ciecz gęsta
      Na te rojące się strzępy.

      Wszystko się zapadało, jarzyło, wzbijało,
      Jak fala się wznosiło,
      Rzekłbyś, wzdęte niepewnym odetchnieniem ciało
      Samo się w sobie mnożyło.

      Czerwie biegły za obcym im brzmieniem muzycznym
      Jak wiatr i woda bieżąca
      Lub ziarno, które wiejąc swym ruchem rytmicznym
      W opałce obraca i wstrząsa.

      Forma świata stawała się nierzeczywista
      Jak szkic, co przestał nęcić
      Na płótnie zapomnianym i który artysta
      Kończy już tylko z pamięci.

      A za skałami niespokojnie i z ostrożna
      Pies śledził nas z błyskiem w oku
      Czatując na tę chwilę, kiedy będzie można
      Wyszarpać ochłap z zewłoku.

      A jednak upodobnisz się do tego błota,
      Co tchem zaraźliwym zieje,
      Gwiazdo mych oczu, słońce mojego żywota,
      Pasjo moja i mój aniele!

      Tak! Taka będziesz kiedyś, o wdzięków królowo,
      Po sakramentach ostatnich,
      Gdy zejdziesz pod ziół żyznych urodę kwietniowa,
      By gnić wśród kości bratnich.

      Wtedy czerwiowi, który cię będzie beztrosko
      Toczył w mogilnej ciemności,
      Powiedz, żem ja zachował formę i treść boską
      Mojej zetlałej miłości.
      • saana Re: A na ch... ci te organy? 02.03.04, 16:14

        w samej rzeczy...nawet napisac mozna spalona padlina...wiem wiem


        marusia_ogoniok napisała:

        > Żałujesz bliźniemu swemu? Może komu z psychforum się przydadzą...
        > I tak z was zostanie... "Padlina"
        >
        > Przypomnij sobie, cośmy widzieli, jedyna,
        > W ten letni tak piękny poranek:
        > U zakrętu leżała plugawa padlina
        > Na scieżce żwirem zasianej.
        >
        > Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety,
        > Parując i siejąc trucizny,
        > Niedbała i cyniczna otwarła sekrety
        > Brzucha pełnego zgnilizny.
        >
        > Słońce prażąc to ścierwo jarzyło się w górze,
        > Jakby rozłożyć pragnęło
        > I oddać wielokrotnie potężnej Naturze
        > Złączone z nią niegdyś dzieło.
        >
        > Błękit oglądał szkielet przepysznej budowy,
        > Co w kwiat rozkwitał jaskrawy,
        > Smród zgnilizny tak mocno uderzał do głowy,
        > Żeś omal nie padła na trawy.
        >
        > Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra
        > I z wnętrza larw czarne zastępy
        > Wypełzały ściekając z wolna jak ciecz gęsta
        > Na te rojące się strzępy.
        >
        > Wszystko się zapadało, jarzyło, wzbijało,
        > Jak fala się wznosiło,
        > Rzekłbyś, wzdęte niepewnym odetchnieniem ciało
        > Samo się w sobie mnożyło.
        >
        > Czerwie biegły za obcym im brzmieniem muzycznym
        > Jak wiatr i woda bieżąca
        > Lub ziarno, które wiejąc swym ruchem rytmicznym
        > W opałce obraca i wstrząsa.
        >
        > Forma świata stawała się nierzeczywista
        > Jak szkic, co przestał nęcić
        > Na płótnie zapomnianym i który artysta
        > Kończy już tylko z pamięci.
        >
        > A za skałami niespokojnie i z ostrożna
        > Pies śledził nas z błyskiem w oku
        > Czatując na tę chwilę, kiedy będzie można
        > Wyszarpać ochłap z zewłoku.
        >
        > A jednak upodobnisz się do tego błota,
        > Co tchem zaraźliwym zieje,
        > Gwiazdo mych oczu, słońce mojego żywota,
        > Pasjo moja i mój aniele!
        >
        > Tak! Taka będziesz kiedyś, o wdzięków królowo,
        > Po sakramentach ostatnich,
        > Gdy zejdziesz pod ziół żyznych urodę kwietniowa,
        > By gnić wśród kości bratnich.
        >
        > Wtedy czerwiowi, który cię będzie beztrosko
        > Toczył w mogilnej ciemności,
        > Powiedz, żem ja zachował formę i treść boską
        > Mojej zetlałej miłości.
        • saana Re: A na ch... ci te organy? 02.03.04, 16:26
          i dodam, z racjonalnego punktu widzenia kazdy ma racje, ale jezeli ktos bedzie
          potrzebowal wazny ktos serca mojego meza myslisz ze go zachowaja, w zyciu
          oddadza je temu innemu..takie racjonalne mysli tez mi pzychodza do glowy.

          a jak to bedzie na sadzie ..jezeli on obudzi sie bez serca.
      • saana Re: A na ch... ci te organy? 02.03.04, 16:28
        a Ty sama zaslaniasz sie wierszem, dalas takie zezwolenie pokroja Cie pokroja
        kogos z rodziny?
        > Żałujesz bliźniemu swemu? Może komu z psychforum się przydadzą...
        > I tak z was zostanie... "Padlina"
        >
        > Przypomnij sobie, cośmy widzieli, jedyna,
        > W ten letni tak piękny poranek:
        > U zakrętu leżała plugawa padlina
        > Na scieżce żwirem zasianej.
        >
        > Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety,
        > Parując i siejąc trucizny,
        > Niedbała i cyniczna otwarła sekrety
        > Brzucha pełnego zgnilizny.
        >
        > Słońce prażąc to ścierwo jarzyło się w górze,
        > Jakby rozłożyć pragnęło
        > I oddać wielokrotnie potężnej Naturze
        > Złączone z nią niegdyś dzieło.
        >
        > Błękit oglądał szkielet przepysznej budowy,
        > Co w kwiat rozkwitał jaskrawy,
        > Smród zgnilizny tak mocno uderzał do głowy,
        > Żeś omal nie padła na trawy.
        >
        > Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra
        > I z wnętrza larw czarne zastępy
        > Wypełzały ściekając z wolna jak ciecz gęsta
        > Na te rojące się strzępy.
        >
        > Wszystko się zapadało, jarzyło, wzbijało,
        > Jak fala się wznosiło,
        > Rzekłbyś, wzdęte niepewnym odetchnieniem ciało
        > Samo się w sobie mnożyło.
        >
        > Czerwie biegły za obcym im brzmieniem muzycznym
        > Jak wiatr i woda bieżąca
        > Lub ziarno, które wiejąc swym ruchem rytmicznym
        > W opałce obraca i wstrząsa.
        >
        > Forma świata stawała się nierzeczywista
        > Jak szkic, co przestał nęcić
        > Na płótnie zapomnianym i który artysta
        > Kończy już tylko z pamięci.
        >
        > A za skałami niespokojnie i z ostrożna
        > Pies śledził nas z błyskiem w oku
        > Czatując na tę chwilę, kiedy będzie można
        > Wyszarpać ochłap z zewłoku.
        >
        > A jednak upodobnisz się do tego błota,
        > Co tchem zaraźliwym zieje,
        > Gwiazdo mych oczu, słońce mojego żywota,
        > Pasjo moja i mój aniele!
        >
        > Tak! Taka będziesz kiedyś, o wdzięków królowo,
        > Po sakramentach ostatnich,
        > Gdy zejdziesz pod ziół żyznych urodę kwietniowa,
        > By gnić wśród kości bratnich.
        >
        > Wtedy czerwiowi, który cię będzie beztrosko
        > Toczył w mogilnej ciemności,
        > Powiedz, żem ja zachował formę i treść boską
        > Mojej zetlałej miłości.
        • marusia_ogoniok Re: A na ch... ci te organy? 02.03.04, 16:54
          Ten ważny ktoś, też jest twoim bliźnim, np. Adaś Michnik czy Psychos.
          Mnie nie pokroją albowiem wniebowstąpię z całą rodziną. Mogę też kilku stąd
          zabrać ze sobą ale... zobaczę jeszcze... kogo....
    • Gość: baba zona Re: organy IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.04, 16:59
      Ja taka zgode wyrazilam i moj maz ma byc kuratorem mojej woli. Natomiast
      zupelnie nie wiem, co zrobilabym, gdyby ktos poprosil mnie o zgode na pobranie
      organow kogos bliskiego. Nie umiem teraz odpowiedziec, to pewnie byloby zalezne
      od sytuacji. Na razie mam nadzieje, ze nie bede musiala podejmowac takiej
      decyzji.
      Pozdrawiam
      • saana Re: organy 02.03.04, 17:08
        Gość portalu: baba zona napisał(a):

        > Ja taka zgode wyrazilam i moj maz ma byc kuratorem mojej woli. Natomiast
        > zupelnie nie wiem, co zrobilabym, gdyby ktos poprosil mnie o zgode na
        pobranie
        > organow kogos bliskiego. Nie umiem teraz odpowiedziec, to pewnie byloby
        zalezne
        >
        > od sytuacji. Na razie mam nadzieje, ze nie bede musiala podejmowac takiej
        > decyzji.
        > Pozdrawiam
        ale wolalabys miec szanse wplywu na to prawda?
        • Gość: baba zona Re: organy IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 03.03.04, 10:12
          Jasne, ze tak. A nie moge miec? Prawde powiedziawszy nie znam przepisow na ten
          temat.
    • Gość: czasem_tu_pisze Re: organy IP: *.bytom.sdi.tpnet.pl 02.03.04, 23:34
      Pomysl sobie, ze jego serce daje mozliwosc zycia komus innemu rownie drogiemu
      jak Tobie maz. Pomysl sobie, zw Twoj maz umiera bo ktos nie chce sie zgodzic na
      przeszczep. Ja tak wole wyrazilam i bliscy o tym wiedza. Kazdy musi sam podjac
      te decyzje. Osoba zyjaca jest tylko wyrazicielem woli zmarlego - tak latwiej
      myslec i to przyjac... Ze to decyzja kochanego czlowieka i ja to spelniam bo go
      kocham...

      Ale nikomu nie zycze takiej sytuacji, niech to zostanie tylko problemem
      teoretycznym.
      • pia.ed Re: organy 03.03.04, 10:47
        Pomysl sobie, ze TY kiedys bedziesz potrzebowala jakiego organu?
        Nikt Ci go nie da.
        Umrzesz przez egoizm innego czlowieka.

        Jak Ci odpowiada taki scenariusz???

        Osobiscie jestem ZA karta donacyjna i za danie zycia innemu czlowiekowi jesli
        ja juz nie bede moich organow potrzebowala.
        Czy wiesz ilu ludzi mozesz uratowac poprzez donatorstwo? Co najmniej 10 osob!
        Uwazam ze Twoj maz jest wspanialym czlowiekiem.

        Nie mieszkam w Polsce i tu nie potrzeba zgody wspolmalzonka.
        Karte nosi sie przy sobie, bo nie zawsze jest czas pytac sie rodziny, czy taka
        karta istnieje.
        • Gość: inka_s Re: organy IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.03.04, 10:59
          Oczywiście, że trzeba, większość ludzi jest za. Tylko... No właśnie to tylko.
          Tylko gdy widzisz leżącego pod aparaturą kochanego człowieka, serce bije, pierś
          podnosi się w odechu - to nie myślisz, że to przeciez za niego oddychają
          maszyny. Dla ciebie on nadal żyje. Gdy lekarz w tym momencie mówi ci, że mózg
          jest martwy - nie możesz uwierzyć. Bronisz sie przed ostatecznym wyrokiem.
          Wydaje ci się, że to ty go zabijesz wydając zgodę na odłączenie aparatury.
          Decyzja o dawstwe jest potrzebna ale nigdy nie jest łatwa gdy nie chodzi o
          nasze ciało lecz o ciało bliskich. Żony, męża, dziecka, brata. Pewnie, że
          inaczej to wygląda gdy młody motocyklista rozwali sobie nieodwracalnie głowę
          ale nie każdy przypadek jest tak oczywisty.
        • saana Re: organy 03.03.04, 12:53
          > Osobiscie jestem ZA karta donacyjna i za danie zycia innemu czlowiekowi jesli
          > ja juz nie bede moich organow potrzebowala.
          > Czy wiesz ilu ludzi mozesz uratowac poprzez donatorstwo? Co najmniej 10
          osob!
          > Uwazam ze Twoj maz jest wspanialym czlowiekiem.
          >
          > Nie mieszkam w Polsce i tu nie potrzeba zgody wspolmalzonka.
          > Karte nosi sie przy sobie, bo nie zawsze jest czas pytac sie rodziny, czy
          taka
          >
          > karta istnieje.
          Pia mieszkamy prawdopodobnie obie w Skandynawii i wlasnie to mnie najbardziej
          niepokoi ,ze taka karta w jego kieszeni wystarczy zeby mnie nie zapytac.
          Wogole takie rozwazania sa calkiem makabryczne.
          Wszystkie wypowiedzi stanowiace o braku egoizmu sa jak najbardziej zrozumiale i
          wiem to co piszecie.
          Jednak nawet mnie zaskoczyla moja reakcja.Ja sie po postu boje. Irracjonalnie.
          Nie chce byc egoistka stad ten post. I krece sie miedzy tym co czuje
          wewnetrznie i wlasne takim racjonalnym spojrzeniem ,ze komus mozna uratowac
          zycie.
          • Gość: Malwina Re: organy IP: *.d1.club-internet.fr 03.03.04, 13:43
            zgoda bez wahania
            • Gość: inka_s Re: organy IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.03.04, 13:56
              W przypadku syna tez, Malwino? Tzn. gdybys ty musiała w szpitalu wyrazić zgodę
              na pobranie od niego organów?
    • ginger_beer Czy ta dyskusja ma w ogóle sens? 04.03.04, 11:31
      Wbrew pozorom nie jest to pytanie-prowokacja. O ile ja się orientuję, zgodnie z
      obowiązującym prawem, ZGODA na pobranie organów jest DOMYŚLNA, jeśli nie wyrazi
      się za życia SPRZECIWU. Inna sprawa, że lekarze rzadko korzystają z możliwości,
      jakie daje im prawo w tej materii. Liczą się ze zdaniem bliskich, choć wcale nie
      muszą tego robić.
      • vicca Re: Czy ta dyskusja ma w ogóle sens? 04.03.04, 13:17
        Zgadza się Ginger - zgoda jest domyslna, ale lekarze w obawie przed
        ewentualnymi procesami ze strony rodziny nie wykorzystują tego prawa.

        Ja osobiście jestem za tego typu akcją. Chciałabym aby po mojej śmierci moje
        organy wewnętrzne komuś się jeszcze przydały.

        Pzdr ciepło Vicca
        • vicca Re: Czy ta dyskusja ma w ogóle sens? - PS. 04.03.04, 13:21
          Od razu też jeszcze dopisuję w sprawie "czy podjęłabym tę decyzję w imieniu
          męża" - na pewno zrobiłabym to o co by mnie poprosił - bez względu na to czy to
          by była zgoda czy jej brak na taką donację.

          Pzdr ciepło Vicca
          • saana cd 04.03.04, 17:59
            zauwazylam, ze wiekszosc uwaza ,ze w imie dobra ludzkosci nie ma wogole tematu.
            chcialam Wam zwrocic uwage ze w dziale nauka gazety pojawil sie notatka ,ze
            francuski lekarz chwali sie, ze juz niedlugo zrobi przeszczep twarzy.
            Czy o oddaniu twarzy tez myslicie podobnie jak o oddaniu wewnetrznych narzadow.
            • pia.ed Twarz? 05.03.04, 00:13
              Tak, twarz tez moze pojsc do donacji, skoro przeciez donuje sie oczy.
              Nie mieszkam w Polsce. Tutaj zmarlego czlowieka nikt nie oglada po smierci, a
              zwloki sie pali, wiec jaka roznica?
              Dla mnie najwazniejsze jest, ze moglabym pomoc komus w potrzebie.
              Sama po smierci nic juz nie potrzebuje...
              • komados57 Re: Twarz? 05.03.04, 00:15
                Uszczesliwisz wszystkich na Forum nieszczesnika Forumowego.Nawet bez twarzy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka