Dodaj do ulubionych

pomóżcie mi...RODZINA

IP: 195.85.227.* 04.03.04, 09:35
Jest mi ciężko!
Bardzo..
Nie wiem dlaczego ona tak postępuje. Mówie o swojej mamie..Nawet nie wiem czy
mogę ja tak nazwać. Ale od początku..
Mieszkamy we dwie. Rodzeństwo wyprowadziło się, założyło rodziny (jak mozna
je tak nazwać). Nie wiedzie im się w zyciu, ale uważam, ze sam są sobie
winni. Podejmowali złe decyzję, nie mieli żadnych celów..Nie wiem.
Najstrasza siostra ma 5 dzieci, w tym męża alkoholika. Tzn nie pije teraz ale
od czasu do czasu są powroty do butelki. Ona nie pracuje (czasami dorywczo,
jest na urlopie wychowawczym). Kiedys była wspaniałą uczennica, ale wpadła i
na tym skończyła sie jej edukacja. Teraz jest zgorzkniała, zawistna, ma
pretensję do mnie(choc nie wiem czemu) i zyczy mi Wszystkiego najgorszego.
Czeka tylko az mi sie podwinie nog, aż zajde w ciąże, zawalę studia, strace
pracę itd.
Kolejna siostra przez całe życie spotykała nieodpowiednich facetow, którzy ja
bili, ponizali, maltretowali. Mam nie potrafiła jej wytłumaczyc jak nalezy
zyć, szanować sie. Czasmi miałam wrażenie, ze to iz dostaje od
tych "potworów" zdaniem mamy - nalezy jej się. Teraz ma kolejnego
faceta..mieszkają razem i ..piją!!!! Nie mają dzieci. Brat..rozwiódł sie z
zoną i...piję. Kolejny brat ma zone. Ale nie mają pracy, skończył kiepską
szkołę, ona również i siedzą u jej rodziców na głowie. Maja cudowne dziecko,
które chyba rozjaśnia im te cięzkie życie.
Moj ukochany brat, który był dla mnie podpora, wzorem i kimś kto zastępował
mi ojca, który zmarł jak byłam mała...umarł 3 lata temu.
Mama:
Nigdy nie powiedziała miłego słowa do mnie, o tym,ze mnie kocha, z jest ze
mnie dumna. Ja jako jedyna z całej rodziny kończę studia, mam dobrą pracę,
ucze się języków. Mam wspaniałego chłopaka, który uchulilby mi nieba. Który
mnie szanuje i kocha. Robię wszystko tak aby nie powtórzyć błędów rodzeństwa,
aby coś w życiu osiągnąć. Mam wspaniałych przyjacół na których mogę liczyć..
Ale dlaczego na nia nie mogę?!?!
Praktyczie ja utrzymuję nsz dom. Płace za czynsz, za telefony (choć całe dnie
nie ma mnie w domu - pracuję), światło...robię zakupy..Kupuję jej prezenty
(nie przypomniam sobie aby któś z rodzeństwa jej kupił). daję pieniadze wtedy
kiedy zeche, spłacam długi, Odnowiłam nasz dom..
Ale jej mało...Ciągle nażeka, mówi, ze w życiu do niczego nie dojdę, ze bez
niej byłabym nikim, ze nie poradze sobie. Ale to ona sobie nie radzi. Nie
potrafiła wychować dzieci..Ona nie potrafi ze mną rozmaiwać, ciagle tylko
krzyki, awantury. Wtraca sie w to ile wydałam na iuchy, na wyjści z
przyjaciólmi. Sprawdza moje rachunki, chce wiedzieć ile zarabiam..po co
zapisałam sie na kolejny kurs języka zamiast dac jej te pieniadze.?!!?!
Nie wiem..dołuje mnie to wszystko..Są takie dni, kiedy mam ochote sie
zabic..albo wyjsci i nie wócić. Mogłabym się wyprowadic..Ale ona nie da sobie
rady. Ma małą emeryturę, nie opłaci podstawowych rachunkow. Jetsem w tym domu
tylko ze względu na nia...A ona tego nie rozumie. Mówilam juz jej tysiac
razy..Ale ona nie słucha...
Dzisiaj razn...rzuciał czymś we mnie, bo śmiałam zapytałam czemu nie ma
wody..czy jest jakaś awaria?!?! Powiedziała, ze skoro jestem pania domu to
mam sie sama zaiteresować..Wogole wpadła w jakis szal, zaczela mnie wyzywac,
mowila ze jak mi sie nie podoba taki dom to zebym sie wyprowasziła...
Nie wiem jak mam zyc. Mój chlopak mówi mi abym była twarda, ze damy sobie
rade, ze moze zamieszamy razem..Ale...
Niewiem sama
W sumie mam 24 lata, powinnam odejsc z tego domu..
Ale czemu cała rodzina jest taka, dlaczego są przeciwko mnie??!!! Czemu
ludzie są tacy okrutni. Czemu nni mnie kochaja, szanuja..tylko nie własna
rodzina. Chca tylko mnie ukamieniowac..
Co radzicie...
Jak życ...
Obserwuj wątek
    • Gość: fleurette Re: pomóżcie mi...RODZINA IP: 81.219.* / *.internetdsl.tpnet.pl 04.03.04, 10:09
      Ja bym przede wszystkim się wyprowadziła. dla własnego zdrowia psychicznego. zamieszkaj ze swym chłopakiem. Mamie opłać podstawowe rzeczy <czynsz, swiatło i takie tam>. Reszte niech sama załatwia. Nawet mała emerytura wystarczy na jedzenie. Nie daj się tak wykorzystywac!! a rodzina ciebie nie lubi z zawiści oczywiscie, bo Tobie sie udało cos, co nie udało się im. Jeśli nie postawisz jasneych granic i nienauczysz ich szacunku do siebie to bedzie tylko gorzej. trzymaj sie i badź dzielna.

      ps. jeśli możesz to powiedz mi, czy twój ojciec była alkoholikiem.
      • Gość: miśka Re: pomóżcie mi...RODZINA IP: 195.85.227.* 04.03.04, 10:19
        Moj tata nie był....
        Pił bardzo rzadko i bardzo mało...
        Z tego co pamiętam. Umarł jak miałam 7 lat..
        Z drugiej strony nie chcę całe życie łożyc na utrzymanie mojej mamy..Rodzeństwo
        nic z siebie nie daje.
        Mam czasami wrazenie, ze ona ode mnie potrzebuje tylko pieniędzy...Czyli jak
        się wyprowadzę, a nadal będe jej robić opłaty..to sytuacja..będzie dla niej
        doskonała (bo pewnie o to jej chodzi) a nie dla mnie..;-(. A nie chcę być
        zależna od swojego chlopaka..Nie znisłabym tego. Chcę być samodzielna...!!!!!!!

        • Gość: fleurette Re: pomóżcie mi...RODZINA IP: 81.219.* / *.internetdsl.tpnet.pl 04.03.04, 10:37
          wiesz to jest po prostu szantaz emocjonalny ze strony twej mamy. jesli powiedziała, ze możesz sie wyprowadzić, jak ci nie pasuje to zrób nie mniej nie wiecej tylko wąłśnie sie wyprowadz. Jeśli mała emerytura tzn. koło 800 zł to można sie za to utrzymac. jasne, ze nie na niewiadomo jakim poziomie, ale da sie. JEskli stałe opłaty sa zbyt duże, to może zamien mamie mieszkanie na mniejsze np. czyli z mniejszym czynszem. Postaw sprawe jasno. Masz prawo byc szanowana, doceniana, nie musiec spąłcac nieswoich rachunków. im szybciej wyjasnisz sprawe tym lepiej.
    • seksuolog Niestety moze prawda jest inna? 04.03.04, 10:55
      Gość portalu: miśka napisał(a):

      > Jest mi ciężko!
      > Bardzo..
      > Nie wiem dlaczego ona tak postępuje. Mówie o swojej mamie..Nawet nie wiem czy
      > mogę ja tak nazwać. Ale od początku..
      >....
      > W sumie mam 24 lata, powinnam odejsc z tego domu..
      > Ale czemu cała rodzina jest taka, dlaczego są przeciwko mnie??!!! Czemu
      > ludzie są tacy okrutni. Czemu nni mnie kochaja, szanuja..tylko nie własna
      > rodzina. Chca tylko mnie ukamieniowac..
      > Co radzicie...
      > Jak życ...

      Fakt pierwszy to ze masz 24 lata. Najwyzszy czas sie usamodzielnic.
      Fakt drugi: ludzie sa bardzo rozni i nie wiadomo dlaczego. Jak sie bedziesz
      zastanawiala dlaczego to tylko bedzisz tracila czas.

      Natomiast zastanawiajce jest co innego: Dlaczego nie robisz nic zeby wyjsc
      z tej sytuacji.

      Niestety mozna wysnuc wniosek ze jestes PODOBNA do reszty swojej rodziny w tym
      ze tolerujesz syf i bagno w swoim zyciu.

      I tak jak oni w pewnym sensie bez patologii nie moglabys zyc, bo byloby za malo
      goracych wrazen. Czyli jestes taka sama tylko z nieco mniejszym poziomem
      tolerancji syfu.

      Jesli chcesz zerwac z taka gorzka wersja prawdy to musisz dzialac szybko i
      zdecydowanie. Pozostawanie z matka nie wchodzi w gre, MUSISZ sie wyprowadzic
      a POTEM bedziesz myslala o innych sprawach. MUSISZ, tu nie ma odwrotu, a jezeli
      robisz przeciwnie to jest cos co cie ciagnie w bagno i to sa te cechy ktore sa
      nsilone u twojego rodzenstwa. Czyli musisz bo utoniesz w syfie, i to szybko.
      • Gość: miśka Re: Niestety moze prawda jest inna? IP: 195.85.227.* 04.03.04, 11:15
        Na pewno mam jakieś cechy podobne do rodzeństwa..bo jesteśmy z tej samej matki
        i ojca..To normalne. Wiem, ze ta rodzina jest patologiczna. I za wszelka cenę
        nie chce byc taka jak oni. Praktycznie w domu nie mieszkam. Wracam tlko na
        noc..w weekendy mam szkołe, lub sobie cos wynajduje aby tam nie tkwić..
        Przyzekłam sobie, ze mi się uda w życiu, ze nie będę miec męża/chłopaka* nie
        wiem kogo..pijaka..Sam nie piję, nie pale.. A awantury, kłótni i alkoho nie
        dostarczja mi miłych wrazen..ani jakiś "potrzebych" do zycia emocji. Ja tego
        nie chce...
        Chciałabym sie wyprowadzić..ale boję się..ze właśnie mi sie nie uda. Ze
        wtedy "oni" powiedzą..a widzisz mieliśmy rację, jestes do iczego..
        Boję się o nią.. Jest moja matką..Boję się, ze zadłuży mieszkanie..nie bedzie
        chciała zamienić na pewno!! Kiedys rozmiwałam na ten temat to powiedziała,
        że "starych drzew sie nie przesadza"..
        ale ja nie mogę znieść tego...
        Dlaczego nie mam normalnej rodzin..Tak zazdroszczę ludziom, którzy mają na kim
        się wesprzeć, jak się cieszą ze spotkan rodzinnych..
        Moja mama oczywiscie obstaej murem za najstarszą siostra, która mi życzy
        źle..Daje jej pieniadze (które ja mamie dałam na np fryzjera)..
        Jest za wszystkimi tylko nie za mną..
        Odkłądam pieniadze na mieszkanie..wie, ze wynajęcie jakiegos teraz
        przekreśliłoby moje marzenia..bo nie stać mnie by bylo, aby
        wynajmować+odkładać+opłacać szkołe+zajęcia dodatkowe+pomagać mamie. A od
        chlopaka nie chcę być zależna..Nigdy od nikogo nie byłam zależna..i sie tego po
        prostu boję..
        Nie wiem co mam robić..wszystko jest takie beznadziejnę.
        Jednego dnia mam wolę wali, chce pokazać całemu swiatu, ze dam radę, ze nie
        bede taka jak oni, nie bedę grzęznąć w tym syfie..
        a potem, po kłótniach i awanturach, plotkach, pomówieniach mam ochotę płakać..i
        tylko czekam aż ktos mnie przytuli..
        ;-(
        • seksuolog Prawda jest brutalna 04.03.04, 14:21
          Gość portalu: miśka napisał(a):


          >A awantury, kłótni i alkoho nie
          > dostarczja mi miłych wrazen..ani jakiś "potrzebych" do zycia emocji. Ja tego
          > nie chce...
          > Chciałabym sie wyprowadzić..ale boję się..ze właśnie mi sie nie uda. Ze
          > wtedy "oni" powiedzą..a widzisz mieliśmy rację, jestes do iczego..
          > Boję się o nią.. Jest moja matką..Boję się, ze zadłuży mieszkanie..nie bedzie
          > chciała zamienić na pewno!! Kiedys rozmiwałam na ten temat to powiedziała,
          > że "starych drzew sie nie przesadza"..
          > ale ja nie mogę znieść tego...
          > Dlaczego nie mam normalnej rodzin..Tak zazdroszczę ludziom, którzy mają na
          >kim się wesprzeć, jak się cieszą ze spotkan rodzinnych..
          >....
          > Jednego dnia mam wolę wali, chce pokazać całemu swiatu, ze dam radę, ze nie
          > bede taka jak oni, nie bedę grzęznąć w tym syfie..
          > a potem, po kłótniach i awanturach, plotkach, pomówieniach mam ochotę
          >płakać..i tylko czekam aż ktos mnie przytuli..

          To jest wlasnie syndrom ludzi zyjacych w syfiastych bagnach. Oni tez chcieliby
          zyc normalnie, marza o roznych rzeczach i wiedza dokaldnie ze ich zycie to syf
          ale z bagna nie moga wyjsc. Ciagnie ich niewidzialna sila i grzęzną. A dlaczego
          tak jest? Bo sie boja swiata, wola byc w bagnie niz brac na siebie jakies
          ryzyko.

          Jestes wiec z takiej samej gliny jak twoje rodzenstwo. I mozesz sie obawiac
          ze wbrew twoim marzeniom i zamiarom ugrzezniesz w bagnie bo niestety z biegiem
          lat coraz mniej sie chce. I niestety twoje narzekanie i uzalanie nie rokuje
          dobrze, po prostu narzekanie bez dzialania tylko pogarsza stan psychiczny.
          Dlatego ludzie siegaja po alkohol, zeby zapomniec ale nie dzialac.

          Czyli prawda o tobie jest brutalna: Zlorzeczysz na swoja sytuacje i uzalasz sie
          na soba ze los ci nie dal gwiazdki z nieba za darmo. Ale jesli nie dzialasz i
          nie robisz nic zeby to zmienic to znaczy ze na to zaslugujesz i taki jest twoj
          los. Nic samo sie nie robi, czary sa w bajkach. Albo zaczniesz dzialac albo
          bagno cie wciagnie i zniszczy. Osobie 24-letniej mozna powiedziec: Winna jestes
          TY i nie zwalaj na mamuske czy rodzine, na to jestes juz za stara.
          • Gość: miśka Re: Prawda jest brutalna IP: 195.85.227.* 04.03.04, 14:52
            Przez całe swoje zycie strałam sie nie być jak oni!! I udało mi się to. Nie
            jestem taka zgorzkniala, mam przyjacół, nie podchodze do życia jedynie
            materialnie..mam swoej cele i ich sie trzymama. Jestem po prostu też naiwna i
            po kłótni z matką zawsze sobie tłumaczę, ze ona mnie doceni i zauważy! A reszta
            rodziny mnie nie obchodzi tak naprawdę. Nie utrzymuję z nimi kontaktu..są obok.
            Jedynie mama powtarza mi co o mnie sądzą, jak sie o mnie wyrażają. Nie obchodzi
            mnie to czy piją, biją sie..Bo to ich zycie, one /oni tak wybrali. Owszem
            czasami jak pomyslę, ze nic nie mają, nie mogą sobie pozwolić na wakacje, na
            spokój, na to aby ich dzieci miały mozliwość kształcenia sie, korzystania z
            życia..to jest mi ich zal. Ale to tyle!
            Każdy ma czasami doły, ja też..Nie moge udawać, ze wszystko jest oki..Ze mnie
            nie dotyka to co dzieje się z moją rodziną bo to w końcu rodzina..a przede
            wszystkim z mamą. jest juz starsza osobą..oni się nią nie zajmą..a ja..a ja bym
            chciała. ale bardziej bym chciała aby się zmieniła!!!!
            I wcale nie chę aby los mi dał gwiazde z nieba za darmo! Bo całe woje zycie
            ciężko pracowałam aby osiagnąć, to co dzisiaj osiagnęłam. Mogłam olac
            szkołe...mogłam pójść do łóżka z byle kim, miec juz gromadkę dzieci..i żyć na
            bezrobotnym! ale tak nie chciałm. Sama ciężko pracowałam nad sobą, charakterem,
            z przeciwnosciami losu..
            ale czasami dopadają człowieka chwile zwątpienia..
            tak jak teraz..
            I potrzebuję wsparcia i porady.

            Czyli juz mam przekreślić swoje całe życie dlatego, ze mam rodzine
            patologiczną, rodzeństwo pijaków i matkę materialistę z problemami
            emocjonalnymi?!!? tak..?? Mam nic juz nie robić, bo gdzieś tam jets zapisane ze
            i tak będe taka jak oni..?!?!
            Chore jest twoje podejście..Nie zgadzam sie z tym!!!!!!
            I ryzykowałam zdawając na studia,biorąc na barki drugi fakultet, szukając
            pracy..ryzykowałam przy każdym wyborze bo wcale nie musiał być słuszny..a
            jednak wybrałam dobrze!! Boję sie po prostu o mamę!!!! Bo ja i tak sobie
            poradzę...pewnie będa jakies złe dni, moze będzie mi brakowac na chleb..ale..
            A ona ..mimo, ze jest taka okrutna, jest moja matką i moze sobie nie poradzić!!!
    • Gość: agnes Re: pomóżcie mi...RODZINA IP: *.crowley.pl 04.03.04, 11:06
      UCIEKAJ!!!

      Nie odpowiem ci dlaczego taka jest twoja matka. Jedno jest pewne - nie
      podtrzymuj tej sytuacji, nie kontynuuj tego dziadostwa, bo im dluzej bedziesz w
      tym tkwic, tym trudniej bedzie ci sie pozbierac.
      U mnie w domu bylo podobnie i zwialam stamtad w wieku 18 lat. To uratowalo mi
      zycie. Teraz koncze studia.
      W oczach mojej mamy bylam mala k..wa.
      Wiem jak ci ciezko, ale wierz, ze czlowiek koduje sobie w glowie, ze takie
      traktowanie jest ok i potem ciagle wpada w takie uklady z innymi ludzmi.
      Dlatego ratuj sie, nie przejmuj sie jej rachunkami, nie mowiac juz o uczuciach.
      Po prostu mysl o sobie, a uratujesz choc jednego czlowieka.
      Wiesz, ze jestes tego warta!

      Caluski
    • r.richelieu Re: pomóżcie mi...RODZINA 04.03.04, 11:21
      Gdyby nie to "jest mi ciężko.. bardzo"
      Wyprowadź się i olej rodzinę

      Mówisz, że chcesz coś osiągnąć.. co?
      Mówisz, że Twoje siostry same są sobie winne temu co się stało. Czy alkoholizm
      i wdepywanie w idiotyczne związku to nie jest bardziej przypadek. Czy one
      widząc, że Ty masz Osiągnięcia obnoszone na lewo i prawo nie mogą czuć się
      dotknięte. Matka powinna dzieci kochać tak samo, ale one z ością w oku od życia
      w tej chwili matki bardziej potrzebują. Matce serce bardziej lgnie do dziecka,
      któremu gorzej. A jeśli dodatkowo to dziecko, któremu lepiej twierdzi, że tamte
      same sobie zasłużyły.

      Powiedz, że Tobie też jest ciężko, może oni wszyscy czekają na Twoją słabość.
      Wyłamałaś się, stałaś się inne, tym lepsza, że kłujesz w oczy lepszością, obca,
      nie praktykująca tych samych zwyczajów. Outsider zawsze ma przesrane do
      lepszych jeszcze szmat drogi, swoi już nie chcą. Przyzwyczaj się
      szkoła, praca i chłopak to wystarczająco by nie dać się przygnębieniu utraty
      rodziny. Nie jesteś już jednym z nich tylko ciocią z hameryki do której całe
      życie będą rękę wyciągać. W myśl zasady janosikowej, oskubać i na równe części
      dla wszystkiech
      ciocią z hameryki bo ich przypadek ucapił, Tobie zawsze się udawało, cud jakiś
      czy co

      tak to widzę
      • hepik1 Jesteś DDA...Miśka 04.03.04, 11:29

        Poszukaj rady a w zasadzie wiedzy na forach temu poświęconych,gdzie piszą inni
        DDA,gdzie piszą niepijący alkoholicy,bo wszystkie problemy Twoje jak i twojego
        rodzeństwa wypływają z alkoholizmu matki.Proponuję forum;
        www.forum.akcjasos.pl/viewforum.php?f=1
        jak i stronę alkoholizm.akcjasos.pl gdzie są podstawowe wiadomości o
        DDA i specjalistyczna pomoc terapeutów,adresy poradni itp.
        • hepik1 Re: Jesteś DDA...Miśka 04.03.04, 11:35
          Istota problemu.

          Wielu z nas odkryło, że mamy dużo wspólnych cech wskutek wzrastania w domu
          alkoholika.
          Zaczęliśmy odczuwać izolację, trudności w kontaktach z ludźmi, w szczególności z
          autorytetami. By chronić siebie, dbaliśmy o to by zadowolić innych, nawet
          kosztem zatracenia naszej własnej tożsamości. A mimo to każdą krytykę traktujemy
          jako zagrożenie.
          Żyliśmy jak ofiary. Wykształcając nadmierne poczucie odpowiedzialności,
          woleliśmy zajmować się raczej innymi niż sobą. Czuliśmy się w jakimś sensie
          winni, gdy broniliśmy swoich praw, zamiast ustępować. Zaczęliśmy raczej reagować
          niż działać, pozwalając innym na przejawianie inicjatywy.
          Wykształciliśmy osobowość zależną, przerażoną możliwością, że może zostać
          opuszczona. Gotowi byliśmy zrobić niemal wszystko, żeby utrzymać jakiś związek,
          byle tylko nie narazić się na emocjonalne odrzucenie. A mimo to stale
          wybieraliśmy związki niepewne, ponieważ odzwierciedlały one nasz dziecięcy
          związek z rodzicem - alkoholikiem.
          Nauczyliśmy się wypierać nasze uczucia jako dzieci i nie okazywać ich jako
          dorośli. W wyniku tego warunkowania nie odróżniamy miłości od litości, dążąc do
          kochania tych którym możemy pomóc. Nastawieni na obronę, uzależniliśmy się od
          stałego napięcia we wszystkich naszych spra
          wach, przedkładając nieustające porażki nad korzystne związki.
          To jest opis, nie oskarżenie�
        • Gość: miśka Re: Jesteś DDA...Miśka IP: 195.85.227.* 04.03.04, 12:49
          ALE moja mama nie jest alkoholiczką..ona alkoholu nie miała w
          ustach..od..zawsze. Moj Tata rownież nie pił..
          Nie wiem skad to się wzięło u rodzeństwa.
          U niej to nie problem z alkoholem, tylko z charakterem, podejściem do życia..Do
          mnie..
          Nie wiem.....
    • Gość: Aga Czas na samodzielność... IP: *.icpnet.pl 04.03.04, 11:48
      A na pociechę dodam tylko, że czasem takie rozluźnienie więzi bardzo uzdrawia i
      wręcz dobrze wpływa na rodzinny kontakt.
      Ja - kończąc studia i z rok po nich mieszkałam w domu mojej babci. Był to
      bardzo bliski kontakt, żadne tam podnajęcie pokoju, poprostu życie rodzinne.
      Pomagałam jej jak mogłam ale i tak doszło do konfliktu między nami. Pretensje o
      to jaka jestem, jak żyję, że to, że tamto... Chwilami miałam wrażenie że ją
      znienawidzę, czułam, że mnie nie trawi. Podczas awantur padały obraźliwe i
      raniące słowa. Uważała, że muszę się podporządkować, że jestem jej to winna...
      Oczywiście stawiałam opór /zresztą obie mamy silne osobowości/.
      Wyprowadzałam się z poczuciem ulgi /choć Babcia wyprowadzce była przeciwna, nie
      znosi samotności.../.
      Krótko po tym fakcie diametralnie zmieniła stosunek do mnie, stała się
      taktowna, serdeczna, wręcz kochana. Nagle akceptuje wszystko, wspiera mnie i
      rozumie. Mogę na niej polegać.
      To pod rozwagę.
      P.S. Moja mama również całe życie blisko Babci im jest bliżej tym gorzej jest
      traktowana. Może to jakaś prawidłowość...
      Miśko, bez obaw zacznij samodzielne życie i żyj jak chcesz i umiesz najlepiej -
      to najlepsze co możesz zrobić i dla Twojej rodziny i dla siebie. Nie
      zastanawiaj się zbyt długo - jesteś od matki psychicznie użależniona a
      uzależnienia kończy się radykalnymi krokami /a nie kroczkami/. Zdziwisz się, że
      matka potraktuje Cię wtedy inaczej, z szacunkiem, doceni że tyle osiągnęłaś.
      Może też ją uwiera taki układ, nie wie jak się od Ciebie unieżależnić. To
      wszystko nie znaczy że Cię nie kocha. Może nie jest aż tak zła skoro ma taką
      córkę jak Ty.
      Poprostu zabrnęłyście w to obie. Ty możesz coś tu zmienić na lepsze. Przecież
      zawsze będzie Ciebie miała.
      Podejmuj więc dobre decyzje, ciesz się z tego, co masz i nie bój się.
      • Gość: Aga I jeszcze słowo... IP: *.icpnet.pl 04.03.04, 12:04
        Piszesz, że nie chcesz się od nikogo uzależniać... a jesteś po uszy
        emocjonalnie uzalezniona od swojej rodziny. Daj sobie dziewczyno prawo do tego,
        by oczekiwać wsparcia i pomocy od wszystkich, którym na Tobie zależy. Jesli
        wsparcia udzieli Twój chłopak - wszystko O.K!/i nie jesteś nieudacznikiem tylko
        osobą, która chwilowo potrzebuje pomocy/, kiedy on poprosi o pomoc, przecież
        też mu pomożesz, prawda? Jesli rodzina Ci tego wsparcia odmawia nie stój w
        miejscu i nie czekaj, nie rozważaj swojej winy. Ludzie są różni. Tacy i tacy.
        Miej satysfakcję, że jesteś od inna, stać cię na ludzkie odruchy.
        Pozdrawiam

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka