Gość: miśka
IP: 195.85.227.*
04.03.04, 09:35
Jest mi ciężko!
Bardzo..
Nie wiem dlaczego ona tak postępuje. Mówie o swojej mamie..Nawet nie wiem czy
mogę ja tak nazwać. Ale od początku..
Mieszkamy we dwie. Rodzeństwo wyprowadziło się, założyło rodziny (jak mozna
je tak nazwać). Nie wiedzie im się w zyciu, ale uważam, ze sam są sobie
winni. Podejmowali złe decyzję, nie mieli żadnych celów..Nie wiem.
Najstrasza siostra ma 5 dzieci, w tym męża alkoholika. Tzn nie pije teraz ale
od czasu do czasu są powroty do butelki. Ona nie pracuje (czasami dorywczo,
jest na urlopie wychowawczym). Kiedys była wspaniałą uczennica, ale wpadła i
na tym skończyła sie jej edukacja. Teraz jest zgorzkniała, zawistna, ma
pretensję do mnie(choc nie wiem czemu) i zyczy mi Wszystkiego najgorszego.
Czeka tylko az mi sie podwinie nog, aż zajde w ciąże, zawalę studia, strace
pracę itd.
Kolejna siostra przez całe życie spotykała nieodpowiednich facetow, którzy ja
bili, ponizali, maltretowali. Mam nie potrafiła jej wytłumaczyc jak nalezy
zyć, szanować sie. Czasmi miałam wrażenie, ze to iz dostaje od
tych "potworów" zdaniem mamy - nalezy jej się. Teraz ma kolejnego
faceta..mieszkają razem i ..piją!!!! Nie mają dzieci. Brat..rozwiódł sie z
zoną i...piję. Kolejny brat ma zone. Ale nie mają pracy, skończył kiepską
szkołę, ona również i siedzą u jej rodziców na głowie. Maja cudowne dziecko,
które chyba rozjaśnia im te cięzkie życie.
Moj ukochany brat, który był dla mnie podpora, wzorem i kimś kto zastępował
mi ojca, który zmarł jak byłam mała...umarł 3 lata temu.
Mama:
Nigdy nie powiedziała miłego słowa do mnie, o tym,ze mnie kocha, z jest ze
mnie dumna. Ja jako jedyna z całej rodziny kończę studia, mam dobrą pracę,
ucze się języków. Mam wspaniałego chłopaka, który uchulilby mi nieba. Który
mnie szanuje i kocha. Robię wszystko tak aby nie powtórzyć błędów rodzeństwa,
aby coś w życiu osiągnąć. Mam wspaniałych przyjacół na których mogę liczyć..
Ale dlaczego na nia nie mogę?!?!
Praktyczie ja utrzymuję nsz dom. Płace za czynsz, za telefony (choć całe dnie
nie ma mnie w domu - pracuję), światło...robię zakupy..Kupuję jej prezenty
(nie przypomniam sobie aby któś z rodzeństwa jej kupił). daję pieniadze wtedy
kiedy zeche, spłacam długi, Odnowiłam nasz dom..
Ale jej mało...Ciągle nażeka, mówi, ze w życiu do niczego nie dojdę, ze bez
niej byłabym nikim, ze nie poradze sobie. Ale to ona sobie nie radzi. Nie
potrafiła wychować dzieci..Ona nie potrafi ze mną rozmaiwać, ciagle tylko
krzyki, awantury. Wtraca sie w to ile wydałam na iuchy, na wyjści z
przyjaciólmi. Sprawdza moje rachunki, chce wiedzieć ile zarabiam..po co
zapisałam sie na kolejny kurs języka zamiast dac jej te pieniadze.?!!?!
Nie wiem..dołuje mnie to wszystko..Są takie dni, kiedy mam ochote sie
zabic..albo wyjsci i nie wócić. Mogłabym się wyprowadic..Ale ona nie da sobie
rady. Ma małą emeryturę, nie opłaci podstawowych rachunkow. Jetsem w tym domu
tylko ze względu na nia...A ona tego nie rozumie. Mówilam juz jej tysiac
razy..Ale ona nie słucha...
Dzisiaj razn...rzuciał czymś we mnie, bo śmiałam zapytałam czemu nie ma
wody..czy jest jakaś awaria?!?! Powiedziała, ze skoro jestem pania domu to
mam sie sama zaiteresować..Wogole wpadła w jakis szal, zaczela mnie wyzywac,
mowila ze jak mi sie nie podoba taki dom to zebym sie wyprowasziła...
Nie wiem jak mam zyc. Mój chlopak mówi mi abym była twarda, ze damy sobie
rade, ze moze zamieszamy razem..Ale...
Niewiem sama
W sumie mam 24 lata, powinnam odejsc z tego domu..
Ale czemu cała rodzina jest taka, dlaczego są przeciwko mnie??!!! Czemu
ludzie są tacy okrutni. Czemu nni mnie kochaja, szanuja..tylko nie własna
rodzina. Chca tylko mnie ukamieniowac..
Co radzicie...
Jak życ...