10.07.10, 19:50
Witam,
mam taki problem "ze sobą" i nie wiem, co robić... Generalnie miałam
w życiu dużo perturbacji i wiele rzeczy w czasie mojej małoletności
musiałam sama sobie tłumaczyć, bo moja rodzina jest patologiczna.
Czuję się ze sobą źle, czuję się nic niewarta, nie doceniam siebie,
wszędzie i prawie zawsze czuję, że gram w swoim życiu. Nieważne,
gdzie jestem, w sklepie czy w szatni, to jest nieistotne, ale czuję
wciąż potrzebę bycia kimś lepszym, niż w rzeczywistości. Ten przymus
tkwi we mnie w każdej chwili, wszędzie. Strasznie mnie to męczy w
środku, czasem wydaje mi się, że jest to jakiś rodzaj psychozy. Boję
się jechać na wakacje do rodziny, bo obawiam się ich ocen co do
mojej osoby, jakichś uwag, co do mnie, w każdym aspekcie życia. Nie
mam nikogo w życiu, dla kogo mogłabym być ważna, czuję potrzebę
przynależenia do kogoś... Generalnie czuję wielką potrzebę bycia w
grupie, poczucia wspólnoty, ale nie wiem, na ile jest to
autentyczne, bo może jest to tylko mój egoizm. Często zastanawiam
się i zadaję sama sobie pytania, co lubię robić, jaka jestem etc. I
wychodzi na to, że sama siebie nie znam, że w sumie wszystko mi
jedno; z jednej strony chciałabym być kimś szarym, normalnym,
zwyczajnym, a z drugiej strony ktoś we mnie chce być oryginalny i
niecodzienny, ehh...
Najgorsza jest ta potrzeba, przymus grania na każdym kroku, nie ma
chwili, żebym nie myślała, jak ktoś mnie ocenia, jednocześnie każda
najmniejsza uwaga boli mnie. Mam chwile załamania i często chce mi
się płakać, żeby potem uświadomić sobie, że to jest nieautentyczne,
że naprawdę jestem silna i tylko udaję...
Chciałabym widzieć szarości w życiu, niestety, dla mnie albo jest
coś czarne, albo białe. Albo w czymś chodzę non stop, albo od razu
wyrzucam w śmietnik, albo coś jem do końca, a jeśli nie, to
wyrzucam...
Ostatnio postanowiłam cieszyć się z takich małych, codziennych
rzeczy - cieszę się, że niebo jest niebieskie, że podoba mi się moje
imię; wiem, że to brzmi dziecinnie, ale ja po prostu zatraciłam w
sobie zdrowe myślenie i odczuwanie.
Jedynie sport i zainteresowania pozwalają mi jeszcze się odnaleźć w
tym życiu.
W moim domu rodzinnym czuję się czasem jak gość, w pejoratywnym
sensie - jakbym nie miała prawa do wielu rzeczy.
Mam ojca alkoholika-erotomana, moja mama to typ osoby oceniającej
bez ogródek, nerwowej, jednocześnie knującej poza plecami,
nielojalnej...
Ja sama oceniam siebie jako osobę skrytą, realistkę, impulsywną,
perfekcjonistkę, jednocześnie szybko się zniechęcającą, a inni
oceniają mnie zupełnie inaczej - jako dziewczynę odważną, z silnym
charakterem, nieobliczalną - ja sama myślę, że oni widzą tylko moją
skorupę, pozę, jaką przybrałam, żeby nikt mnie nie skrzywdził, może
osobę, jaką zawsze chciałam być - silną, charyzmatyczną,
nietuzinkową...
Nie wiem już, co ze sobą robić... Jestem po długiej terapii DDA.
Obserwuj wątek
    • bez_seller Re: kosmos 11.07.10, 00:59
      Chetnie bym Cie zaadoptowala. Jestes wspaniala, madra, inteligetna.
      No jednym slowem jestes SUPER.
      • siat_kara Re: kosmos 11.07.10, 09:23
        Niestety mam już rodziców (;

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka