Dodaj do ulubionych

Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty.

21.07.10, 13:24
Witam.
Postanowiłem tutaj napisać, gdyż może znajdzie się ktoś wśród Was kto będzie
mi w stanie udzielić tutaj jakichś cennych, mądrych wskazówek odnośnie mojego
problemu.

Otóż, życiowo, nie stać mnie na prywatne wizyty u psychoterapeuty (o
publicznej służbie zdrowia się wypowiadać nie będę ech). Nie stać mnie wydać
100 zł za 50 min rozmowy z psychoterapeutą. Przy spotkaniach 1 bądź 2 razy w
tygodniu.

A jakie są moje problemy? Wypiszę w punktach, żeby było czytelniej.

1) Główny problem to nerwowość i przesadny stres o poranku: bóle brzucha i
duży lęk i niepokój. Spowodowane jest to, że nie boję się tego co mnie spotka,
że czegoś zapomnę wziąć, zrobić, że ktoś mnie skrytykuje, że jakaś duża
nieprzyjemność bądź zagrożenie mnie spotka. Ten lęk jest głównie właśnie rano.
I są nierzadko boleści somatyczne ze strony brzucha.
Było tak, że jak pracowałem w kliku miejscach to miałem szczęście parę razy
trafić na dupków. Ostatnia taka praca to praca 6 miesięcy z kierownikiem,
którego czepialstwo, krytykowanie i nerwowość tak na mnie wpłynęły, że wtedy
codziennie rano miałem stresa i latanie do kibla. Wcześniej też trafiał się
coś takiego(stres z powodu ochrzanu i niemiłej atmosfery w pracy), ale praca z
tym kierownikiem była czymś STRASZNYM!

2) Krytycyzm i Sędzia-Krytyk, które ciągle czuję nad sobą. Chodzi o mojego
ojca, który przez całe moje życie był właśnie uosobieniem tego. Do tej pory to
się za mną ciągnie.

3) Nadopiekuńczość moich rodziców.
Byli nadopiekuńczy wobec mnie. Mieszkałem z nimi do 25 roku życia. Tak więc
wyobraźcie sobie że przez 25 lat byli wobec mnie nadopiekuńczy - to w dużym
stopniu wpłynęło na to jak się czuję gdy muszę załatwić SAM pewne sprawy, gdy
SAM muszę zrobić zakupy, zrobić obiad, gdy może spotkać mnie jakieś
NIEBEZPIECZEŃSTWO, z którym SAM będę musiał sobie poradzić. Przez 25 lat moi
rodzice zrobili mi w tej materii wodę z mózgu. Ci którzy przeżyli
nadopiekuńczość rodziców to wiedzą o czym mówię.:(

4) stresowanie się przesadne! specyficznymi wydarzeniami: spotkanie z
dziewczyną, wyjście z kumplem na dyskotekę, spotkanie imprezowe. To są
wydarzenia które teoretycznie powinny dostarczać przyjemności, albo pewnej
małej ilości adrenaliny. A u mnie odwrotnie!
Czemu się stresuję? Czego się boję? A mianowicie pewnego rodzaju oceny, osądu
ze strony innych ludzi. A także tego, że coś się nie powiedzie nie tak, że
wyjdę na głupka, na dziwaka, że zachowam się nie tak.
Na to też wpływ ma zahukanie trochę mnie przez moich rodziców oraz to, że
powinienem być zawsze grzeczny, ułożony i dobrze się zachowujący. Bez żadnych
ekscesów.
5) jestem WRAŻLIWY - dlatego to tak wszystko chłonę.

To główne punkty.
Wkurza mnie to, irytuje, deprymuje (chociaż walczę z tym) - to, że te lęki, ta
przeszłość steruje moim życiem. Te poranki stają się czymś bardzo
nieprzyjemnym - później się wkurzam trochę, że znowu uległem lękowi. Wszystko
przypomina takie zataczające się koło.

Zastanawiałem co robić:
Zacząłem pisać, od czasu do czasu, pamiętnik.
Zacząłem uprawiać sporty.
Czy ze swoje WRAŻLIWOŚCI uczynić siłę? Czy stłamsić tę WRAŻLIWOŚĆ w sobie i
wyzbywać się jej po trochu?

Czy ktoś z Was tak miał?
Jak można samemu z tym sobie radzić?
Obserwuj wątek
    • winifredagreen Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 13:30
      zacznij mówić Nie. Odetnij pępowinę rodzicielską. Nie daj się porannym
      mdłością.Mów sobie że dzień będzie wspanialy i że spotkasz milych
      ludzi:)
    • to.niemozliwe Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 13:55
      A znasz ludzi, którzy wskazują Ci na błędy, które popełniasz, ale nie
      uważasz, że się czepiają?
      • sad_anna Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 14:22
        nie pomogę Ci, ale chcę żebyś wiedział, że świetnie Cię rozumiem, bo
        też tak mam... i życzę Ci powodzenia i 3mam kciuki :)
        • jan_owy Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 15:23
          Dzięki sad_anna.

          A Ty jak to przeżywasz? Dajesz radę?

          Pozdrawiam
          • sad_anna Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 22.07.10, 07:29
            Jak daję radę? Ledwie ;-) ale nie mam wyjścia... jak wstaję rano i
            jest bardzo źle to mówię sobie - "ok, musisz przeżyć tylko jeden
            dzień, tylko ten jeden, 12 godzin, wytrzymasz..." staram się nie
            zostawiać sobie za dużo czasu na myślenie i "roztrząsanie"
            problemów, więc trochę uciekam - w sport, w książki... i jakoś
            leci.. Nie jest to fajne życie, ale cóż można na to poradzić? są
            większe tragedie - kalectwo, ciężka choroba. Dużo dostałam od życia -
            w miare bystry umysł, inteligencję, świetną pamięć, doskonałą
            organizację... w zamian los zabrał mi poczucie własnej wartości,
            optymizm i radość życia. Coś za coś... Ale naprawdę podziwiam ludzi,
            którzy też tak mają i chcą coś z tym zrobić. Ja nie mam siły :(
            Pozdrawiam Cię, mam nadzieję, że Ci się uda :)
    • klosowski333 Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 14:43
      Rozumiem, ze jestes wzglednie mlodym czlekiem. Po pierwsze wraz z wiekiem Twoja
      wrazliwosc sie stepi. Sam ze zdziwieniem kiedys stwierdzisz, ze bedac coraz
      bardziej dojrzalym i doswiadczonym lepiej znosisz przeciwnosci losu i masz
      wiekszy do nich dystans. No, ale to w odleglej przyszlosci. Ty zapewne chcesz
      zalagodzic swoj bol juz teraz.

      Po pierwsze po raz drugi - psycholodzy i psychoterapeuci to pasozyty, zerujace
      na ludziach i ich problemach. Mimo, ze paru tu zaglada i nagania do swoich
      gabinetow, zaden Ci nie pomoze za darmo, zaden nie wysle do Ciebie numeru
      telefonu, emaila, nie sprobuje nawiazac kontaktu z dobroci serca i ze zwyklej
      ludzkiej potrzeby by pomoc drugiej cierpiacej osobie. Psycholodzy to z reguly
      ludzie zwyrodniali moralnie i oni juz dawno przekroczyli wszelkie granice
      cynizmu. Kasa to ich Bog, do ktorego sie modla, a swoj zawod - to nie zart -
      nazywaja "takim samym jak kazdy inny". Podkreslam - to nie zart, nawet na tym
      forum w ten sposob sie co poniektorzy przedstawiali.

      Po pierwsze po raz trzeci - najwazniejsi sa inni ludzie, zyczliwi, o ile to
      mozliwe - madrzy, wywazeni, racjonalni, dojrzali. Oni moga Ci pomoc, skierowac
      na wlasciwe sciezki, wielu rzeczy i postaw nauczyc. Madrosc czlowieka madrego
      emanuje na innych. Potrzebny Ci relaks, zabawy, pasje. Oraz oczywiscie ludzie, z
      ktorymi bedziesz to wszystko dzielil. Sport jest swietnym narzedziem, ale jest
      tez rockowa muzyka, jazz, rozne mniejsze lub wieksze spolecznosci wokol takich
      klimatow sie zrzeszajace, fajne towarzystwo, kreatywne i po czesci ksztaltujace
      gusta i wrazliwosc artystyczna. Twoje predyspozycje i naturalne zainteresowania
      z latwoscia powinny skierowac Cie we wlasciwa nisze, w ktorej znajdziesz miejsce
      dla siebie, bo kazdy znajduje, o ile mu na tym zalezy.

      Rozwijaj sie wewnetrznie a swoja wrazliwosc przekuj w pozytyw, ktory uczyni z
      Ciebie indywidualiste, czlowieka jedynego w swoim rodzaju, o wyrazistej,
      ciekawej, zlozonej osobowosci. Wrazliwosc jest Twoim atutem, o ile ja
      szlifujesz, moze tez byc Twoim przeklenstwem jezeli ja zaniedbasz i uciekniesz w
      marazm, depresje, lęki i frustracje.

      Politycznie: W naszym pieknym kraju w czasach komunistycznych wszelkie
      indywidualnosci sie tepilo, ale te czasy na szczescie minely. Ludnosc wiejska
      wciaz holduje robotniczo-chlopskiej mentalnosci, ale w miastach wiele sie
      zmienilo na lepsze. Trzymaj sie nurtow postepowych, artystycznych, elastycznych,
      otwartych na nowe bodzce, na swiat, na ludzi, trzymaj sie nurtow tolerancyjnych
      i liberalnych. Nie daj sobie zalozyc na glowe helmu z przylbica zatrzasnieta,
      nie uciekaj w prymitywizm, zasciankowosc i ksenofobie, nie miej "podsteplowanego
      czaszki stropu".
      Duzo duzo czytaj.

      Uniezaleznij sie do pewnego stopnia od rodzicow, jednoczesnie nie tracac z nimi
      kontaktu. Sam zacznij te relacje ksztaltowac i na nowo, juz jako dorosly
      czlowiek, definiowac.

      Podejmuj sie wyzwan. Jezeli masz teraz wakacje, urlop, nie masz z kim jechac,
      jedz sam. Wsiadz na rower i przejedz cala Polske. Po drodze nie zabraknie Ci
      wody a i dobrzy ludzie Cie nakarmia. Za wikt i opierunek pomagaj to tu to tam np
      zniesc chrust, albo siano dla konia. I jedz dalej. Poznasz tylu ludzi, ze nie
      bedziesz potrafil ich wszystkich zliczyc. Wierz mi, bo kiedys cos podobnego
      zrobilem. Po powrocie uznasz, ze byla to najwspanialsza przygoda Twojego
      krotkiego zycia.
      Jak nie mozesz tak, to zrob inaczej. Wez namiot i na Mazury fru.

      Jezeli nie wyjdziesz sam do ludzi, oni sami do drzwi Twojego sarkofagu nie zapukaja.

      Wiecej odwagi, zamozaparcia, a przede wszystkim przelamania wlasnych lękow,
      wlasnej niepewnosci, niesmialosci i niemoznosci. Jezeli wkrecisz sie w magiczny
      krag wiecznej niemoznosci, bedziesz udupiony, a zycie bedziesz mial rozpie...ne.

      Im wiecej bedziesz mial wokol siebie fajnych ludzi, ktorzy po prostu beda Cie
      akceptowac i ich akceptacje bedziesz wyraznie odczuwal, tym te wszystkie lęki
      zanikac beda szybciej. Nauczysz sie z biegiem lat pokory i dystansu. Nie ma
      ludzi idealnych, wszyscy jestesmy omylni, czesto popelniamy bledy, no i w koncu
      wszyscy giniemy w zupie. Poki jestes mlody ciesz sie zyciem i nie utrudniaj go
      sobie niepotrzebnie. Zycie przyniesie Ci jeszcze wiele prawdziwych problemow i
      zmartwien i dobrze by bylo, gdybys byl juz na nie przygotowany i silny, kiedy
      nadejda.

      • papapapa.poker.face Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 15:21
        madrze napisane
      • jan_owy Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 15:42
        No przede wszystkim dziękuję za Twoją wypowiedź.

        To nie jest tak, że ja zdołowany siedzę i mam depresję i w ogóle do bani wszystko.
        Jestem człowiekiem pracujący, uprawiającym od czasu do czasu sporty,
        interesującym się muzyką, seksem, innymi ludźmi.
        Spotykam się codziennie z paroma osobami (praca) i czasem z ludźmi których znam
        dobrze (rodzina, znajomi).
        Jednak właśnie głównie samotne wieczory, sporo czasu samemu - nie wiem czy lubię
        tę samotność czy tak ludzie generalnie mnie wkurzają.

        Właśnie nie chcę nic robić na siłę. Na siłę wyjeżdżać gdzieś, na siłę szukać
        fajnych ludzi - już tak robiłem w życiu i mi się znudziło. Zauważyłem, że
        fajnych ludzi można poznać na internecie, dokładniej na forach tematycznych.
        Jestem na pewnym forum tematycznym i poznałem tam kilka fajnych osób. Jednak to
        wciąż za mało.
        Nie mam jakiejś jednej głównej pasji w życiu. Mam parę zainteresowań, które
        uprawiam (np. gra na gitarze) albo język obcy, który bardzo lubię.
        Nie mam jakoś takich pasji które by mnie skierowały do takich niszy, gdzie
        byłoby super i fajnie.

        Zgadzam się z Tobą że kluczem jest znaleźć fajnych, pozytywnych, akceptujących
        ludzi - ale myślisz że to tak łatwo? Właśnie trudno. A już człowiekowi się nie
        chce starać.

        Mądrzy ludzie? Super.
        Sport?Muzyka? Super.
        Miejsca zrzeszające pozytywnych tolerancyjnych ludzi? Super.

        Ale tyle jest ludzi nieinteligentnych, nieempatycznych, zakłamanych, świrniętych
        - że naprawdę takie poszukiwania to o kant dupy można potłuc.

        Nie jestem już taki młody: mam 27 lat.

        • leda16 Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 22:07
          jan_owy napisał:
          Ale tyle jest ludzi nieinteligentnych, nieempatycznych, zakłamanych, świrniętyc
          > h
          > - że naprawdę takie poszukiwania to o kant dupy można potłuc.
          >
          > Nie jestem już taki młody: mam 27 lat.



          Głębia Twoich refleksji jest powalająca "podstarzały wrażliwcu" przewrażliwiony na punkcie czubka własnego nosa. Większość ludzi be,głupich, ciemnych, prostackich, tylko Ty jaśniejesz na horyzoncie niczym perła w stosie gówna. A kto temu winien? Oczywiście rodzice, któżby inny. Bo bez kozła ofiarnego usprawiedliwiającego Twoje psychiczne rozmemłanie się nie obejdziesz. Jednym tego kozła ofiarnego sprzedają psychoterapeuci a Ty go już sam wymyśliłeś więc rzeczywiście psychoterapeuta nie ma Ci nic do zaoferowania. Rodzice za mało kochają, to źle, za dużo, też niedobrze. Tak czy siak toksynami są i basta. Weź siekierę i rąb pępowinę jak Ci tu jakaś "intelygentna" radzi. Przy okazji zahacz tą siekierą matkę i ojca a na pewno przez resztę życia będziesz szczęśliwy neurotyczny pajacu :).
          • manka_swojska [...] 22.07.10, 10:09
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • realista_nr1 Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 10.08.10, 18:44
            A kim ty jestes podstarzala raszplo przewrazliwiona na punkcie
            wylinialego mohera miedzy nogami. Tak latwo ci przychodzi ocena
            normalnosci innych, a spojrz na synka geja- niechciany zlepek
            komorek dewianta, ktory za dwie dychy daje pod dworcem PKP.
            • john-locke-lost Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 17.08.10, 12:14
              Nie przejmuj się chłopie, wyjdziesz z tego.
              Ja też tak miałem.
              Zołądek,serce boli wtedy, kiedy tłumimy złość w sobie,zamiast
              opieprzyć kogo trzeba.
              Twoja decyzja o uprawianiu sportu jest słuszna,to bardzo pomaga.
              Decyzja o psychoterapii też dobra.Bylebyś trafił do dobrego,a nie
              jakiegoś palanta,który ma sam z sobą duże kłopoty.Najlepiej wybrać
              jakiś sprawdzony ośrodek,gdzie jest więcej specjalistów,a nie tylko
              jeden.Sam będziesz czuł ,czy Ci gość odpowiada, czy nie nadajecie na
              tych samych falach.Zawsze można zmienić,jeśli Ci nie będzie pasował.
              Musisz się nauczyć nie przejmować tym ,co inni myślą o Tobie oraz
              walić prawdę prosto z mostu,a będzie dobrze.
      • jan_owy P.S. 21.07.10, 16:24
        Jednak, żeby nie było: pozytywna ta Twoja wypowiedź, naprawdę.:)
        • klosowski333 Re: P.S. 21.07.10, 17:17
          Okay, nie znam Cie, wiec moze moje "rady" rzeczywiscie o kant dupy mozna potluc.
          Tak to jest z radami netowymi formulowanymi wobec zupelnie obcych ludzi, o
          ktorych sie kompletnie nic nie wie.
          • jan_owy Re: P.S. 21.07.10, 17:40
            Zgadzam się.
            Dlatego założenie wątku ciągle odwlekałem, bo wiem jak to jest z takimi radami.
            Ale od czegoś trzeba zacząć, prawda?;)
    • paco_lopez Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 15:04
      normalne zwyczajne cierpienia młodego wertera w czasach pokojowych.
      musisz dojrzeć i zrób to sam, będziesz silniejszy. a tak mogą zrobic
      z ciebie idiote takiego, że za pare lat będziesz sypał określeniami
      dysfunkcji i lęków i nadal bedziesz je miał. proszki ci będą
      wciskać. bez sensu. słuchaj tych wszystkich demonów tatusia,
      kierownika i jednym uchem wpuszczaj a drugim wypuszczaj.
      nie wiem co ci radzić z wrażliwością, ale wiem że jak człowiek się
      przetrze moralnie w odpowiednim wieku, to mu potem nastarość romanse
      nie w głowie. żebyś tylko rysiem z klanu sie nie stał, to dasz rade.
      żywy stąd nie wyjdzie nikt.
    • manka_swojska Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 16:23
      Na wlasnym przykladzie: wychowana bylam przez ojca, bez damskiego
      wzorca w domu. Ojciec byl apodyktyczny, chcial zrobic ze mnie ideal,
      a takich nie ma. Nikt nie jest perfekcyjny. W mlodym wieku rowniez
      mialam podobne problemy. Z czasem wszystko zmienilo sie.

      Powinienes wiedziec, ze perfekcjonizm prowadzi predzej czy pozniej
      do neurotyzmu, czy do permanentnej nerwicy, jak zwal, tak zwal.
      Zastanow sie, skad bierze sie Twoj lek, jak spisz, jakie jest
      poczucie Twojej wlasnej wartosci, wsrod jakich ludzi czujesz sie
      dobrze, wsrod jakich zle. Odpowiedz sobie na pytanie, co chcialbys
      robic w zyciu, gdzie jest Twoje miejsce.
      Objawy Twojej nerwicy sa dosc dobrze opisane i radzilabym Ci udac
      sie do dobrego psychiatry spokojnie porozmawiac, tabletki przeciw
      nerwicy- antypsychotyki sa bardzo skuteczne i wbrew obiegowym
      opiniom nie uzalezniaja. Nie musisz placic za prywatne wizyty,
      mozesz skorzystac z kasy chorych, jednak to kosztuje czas.
      • jan_owy Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 17:39
        > Zastanow sie, skad bierze sie Twoj lek,
        Bierze się z negatywnych przeżyć. Zastanawiałem się nad tym kurcze tyle razy.
        Niby widzę te przyczyny, ale już męczy mnie to ciągłe analizowanie i myślenie...:/

        >jak spisz,

        W miarę dobrze, jednak nierzadko miewam jakiś dziwne sny, rzadko koszmary.

        > jakie jest
        > poczucie Twojej wlasnej wartosci,
        Przeważnie za niskie, jednak zdarza się że za wysokie. W każdym bądź razie
        niestabilne i nierzeczywiste.

        > wsrod jakich ludzi czujesz sie
        > dobrze,

        Wśród inteligentnych wrażliwców, z poczuciem humoru, ludzi tolerancyjnych i
        trochę zboczonych, ludzi z pasją. Podobnych do mnie.


        >wsrod jakich zle.

        Wśród głupców, sztywniaków, bez poczucia humoru, bez wrażliwości i empatii.
        Myślących tylko o powierzchowności.


        > Odpowiedz sobie na pytanie, co chcialbys
        > robic w zyciu, gdzie jest Twoje miejsce.

        Czas bajek się skończył, tak?;)
        To znaczy, że obecnie robię to co lubię. Jednak, mam taką naturę, że szybko mi
        się coś nudzi, i już szukam czegoś nowego. Taka ma natura. A miejsce? Sam nie
        wiem gdzie jest moje właściwe miejsce.
        Jakbym wiedział, to bym tak był.;)

        • manka_swojska Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 22.07.10, 10:14
          Jestes zupelnie normalnym czlowiekiem, a wrazliwosc nie jest zlem
          ani problemem. Nie marnuj czasu na terapie, gdzie beda karmic Cie
          sloganami z ksiazek psychologicznych, zanudzisz sie na smierc.
          Zacznij realizowac zainteresowania i zdystansuj sie do do tych,
          ktorzy oceniaja, a przede wszystkim do siebie. Nerwice da sie
          leczyc, znajdz tylko dobrego lekarza. Z nerwica tez mozna pojsc do
          internisty (lekarza rodzinnego), jak do psychiatry z kasy chorych sa
          zbyt duze kolejki.
          • jan_owy Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 22.07.10, 11:50
            Niezbyt dobra ta Twoja rada.
            Poza tym, skoro mam iść do psychiatry, to znaczy, że jednak mam się leczyć. A ja
            nie mam jakoś ochoty brać jakieś lekarstwa.
            • manka_swojska Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 22.07.10, 16:55
              jan_owy napisał:

              > Niezbyt dobra ta Twoja rada.
              > Poza tym, skoro mam iść do psychiatry, to znaczy, że jednak mam
              się leczyć. A ja
              > nie mam jakoś ochoty brać jakieś lekarstwa.

              Twoje zycie, Twoj wybor, Twoja nerwica. Jezeli dobrze Ci z nia zyc,
              to trudno. Poczytaj sobie jakie sa konsekwencje nieleczonej nerwicy.
              Zastanawia mnie, skad ten wszechobecny lek przed psychiatrami, moze
              ludzie boja sie, ze beda postrzegani jako wariaci. Neuroleptyki sa
              bardzo skuteczne i pomagaja w bardzo szybkim tempie pozbyc sie
              nerwicy, czego nie moze dokonac psychoterapia. Jak chcesz, to probuj
              sam walczyc, ale konsekwencja moga byc bardzo nieprzyjemne objawy
              somatyczne typu nerwobole i wiele innych.
              • jan_owy Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 22.07.10, 16:59
                Okej.:)
                Czy do psychiatry trzeba skierowanie od lekarza rodzinnego?
                • manka_swojska Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 22.07.10, 17:17
                  jan_owy napisał:

                  > Okej.:)
                  > Czy do psychiatry trzeba skierowanie od lekarza rodzinnego?

                  Wydaje mi sie, ze nie. Ale nie na 100%
          • arfeniks Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 02.08.10, 11:27
            Udało mi się przebrnąć przez wszystkie Wasze posty i stwierdzam,że jedni z
            Was, mają dość dużą wiedzę psychologiczną,jednakże nie rozumieją istoty i
            przyczyn choroby i trudności nerwicowych oraz tego jak je można
            przezwyciężyć.
            Inni nie mają żadnej wiedzy na ten temat i udzielają rad wręcz bardzo
            szkodliwych, nie biorąc za nie żadnej odpowiedzialności.

            Lubimy udzielać rad,bo wtedy czujemy się lepsi,ważniejsi od tego,kto ma
            problemy.
            Jest to często sposób na podbudowanie własnego,nadwątlonego poczucia
            własnej wartości i podniesienia własnej samooceny.

            Często robią to ludzie,którzy chcą uciec w ten sposób, od rozwiązania
            własnych problemów.
            Są też ludzie,którzy chcą na takim, anonimowym forum wyładować na innych
            swoją złość i agresję.

            Mimo,że tą problematyką zajmuję się od lat, nigdy nie zabierałam głosu na
            forum ponieważ uważam skuteczność tego za problematyczną.

            Skłoniła mnie do tego, ostatnia dyskusja o depresji,kiedy zobaczyłam jak
            ludzie nie rozumiejąc tej choroby, obrażają ludzi nią dotkniętych, nie
            wykazując odrobiny współczucia ani zrozumienia.

            Trochę podobnie się dzieje tutaj,chociaż tutaj na szczęście, trochę mniej
            agresji.
            Człowiek chory na nerwicę, może się wyleczyć jedynie przez dotarcie do
            przyczyn tej choroby,które leżą poza jego świadomością.
            (nerwica tzw.reaktywna jest prostsza do wyleczenia)

            Wędrowanie po lekarzach internistach czy gastrologach, może jedynie
            spowodować czasowe zaleczenie np.skurzów żółądka,by po pewnym czasie
            objawić się w postaci wrzodów,lub przenieś w inne miejsce organizmu i
            uwidocznić w postaci np.zaburzeń krążenia.

            Psychoterapia nie polega na mówieniu sloganów zaczerpniętych z książek,ani
            też na głaskaniu pacjenta po główce i chwaleniu.

            Czasami trzeba go pogłaskać i wzmocnić,ale czasami trzeba go ostro
            skarcić,ale w taki sposób, by mu to nie zaszkodziło.

            Jest to proces bardzo trudny dla pacjenta.Ten proces rozgrywa się nie tyle
            w głowie, co na poziomie uczuć i czasami pacjent cierpi jak potępieniec w
            czasie trwania procesu leczenia,ale za to, po wyleczeniu zyskuje nowe
            życie.
            Mam na myśli oczywiście psychoterapię tzw.głęboką,a nie wspierającą,
            którą może prowadzić również nie przygotowany do tego lekarz,prowadzą ją
            też psychiatrzy,czy inne jej rodzaje,które modyfikują tylko sposób
            zachowania.

            Nie wystarczy być psychologiem,by prowadzić taką głęboką psychoterapię.
            Do tego potrzeba ukończyć jeszcze wiele lat kursów,warsztatów i ćwiczeń
            oraz samemu odbyć swoją własną psychoterapię.
            Dlaczego ? Ano dlatego,że psychoterapeuta ingeruje w najgłębsze obszary
            ludzkiej psychiki i musi to robić z dużą wrażliwością,wiedzą a także znać
            doskonale siebie i swoje problemy,by ich nie projektować na pacjenta i nie
            zrobić mu krzywdy.

            Psychoterapeuta nie może niczego pacjentowi narzucać,oceniać go,mówić mu
            co jest dla niego najlepsze,lecz jedynie tak go prowadzić,by ten potrafił
            zmierzyć się ze swoimi problemami,rozwiązać je i sam wybrać co jest dla
            niego najlepsze.
            Pozdrawiam,



    • doctor.no.1 Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 17:12
      Dużą trudnością u osób wychowywanych przez nadopiekuńczych rodziców
      jest to, że nie zderzyli się nigdy z konsekwencjami swoich działań.
      Nie sa zatem gotowi na to, że jacy wspaniali by nie byli to i tak od
      zycia w d... dostać muszą. Im wcześniej, tym odporność na kopniaki
      od życia większa.

      To co możesz zrobić, to przygotować się na to, że w życiu są i
      sukcesy i porażki. I na pewno trafisz na takich ludzi, co się z
      Ciebi zaśmieją albo Cie negatywnie ocenią. So what? Kochać i wielbić
      Cię nie muszą wszyscy.

      Ważne, byś kochał samego siebie. To tylko tyle i jednocześnie aż
      tyle.


      Terapia u dobrego terapeuty pomaga :) Wbrew powyższym wpisom.

      Brak funduszy to tylko zasłona dymna - warto zainwestować w to, by
      się dobrze ze sobą czuć. Ale - trudniej trafić na dobrego
      fachowca... ale to już offtopic
      • jan_owy Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 17:42
        Nie taki offtopic. Mam na oku dobrego specjalistę (byłem u niego na 2 wizytach,
        bo kiedyś chodziłem do niego na grupę wsparcia). Z tym że tak jak pisałem wizyta
        jedna to koszt 100 zł, a on wspominał że najchętniej to proponuje 2 wizyty w
        tygodniu. A to wychodzi 800 zł na miesiąc. Niemało...

        Poza tym dziękuję za przychylną wypowiedź.
    • lifeisaparadox Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 19:03
      Bez terapeuty zginiesz, a dzięki niemu Twoje życie będzie piękne...
      • klosowski333 Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 19:14
        To ma byc przekaz podprogowy czy co? Jak bedziesz powtarzal te slogany na
        roznych forach, to moze ktos sie da nabrac. A co z mysleniem, z dzialaniem
        racjonalnym, przemyslanym, refleksyjnym? To jest szokujace, ze roznej masci
        psychologowie zrobia wszystko by napedzic klientow, nie liczac sie zupelnie z
        kwestiami natury etycznej.

    • seth.destructor Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 19:21
      Wpisz sobie w wyszukiwarkę "Stress Management". Jeśli nie znasz
      angielskiego, użyj Google Translate. Szukaj informacji o relaksacji
      oddechowej, asertywności, myśleniu pozytywnym, technice Alexandra,
      zwiększaniu wiary w siebie i swoje możliwości. Jest tego sporo.
      Pokonanie twojego problemu oznacza mnóstwo pracy nad sobą i
      ćwiczeń.
    • againstmyths Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 19:31
      Tak na moje wyczucie to jesteś przewrażliwiony na swoim punkcie a jednocześnie
      nie jesteś pewien swojej wartości wiec wszelką opinię o sobie traktujesz bardzo
      poważnie i bierzesz ją sobie do serca.

      Dlatego wszelkie sytuacje społeczne ciebie stresują: jesteś wystawiony na
      dziesiątki okazji kiedy znów będziesz oceniany. A potem od tych ocen uzależniasz
      swoje poczucie własnej wartości: jak jest dobra, ono rośnie, jak zła to spada. I
      tak żyjesz w stresie i przeżywasz wszystko bo w środku czujesz że od opinii
      innych zależy jakieś twoje psychiczne być albo nie być. Dlatego krytyka jest dla
      ciebie miażdząca.

      Paradoksalnie, kiedy porządnie i szczerze się nad sobą zastanowisz i zmierzysz
      się ze wszystkimi słabościami, wadami, porażkami i dosłownie poczujesz jak słaby
      i niedoskonały w sumie jesteś.... staniesz sie odporny na krytykę i w ogóle
      opinie na swój temat. Nie musisz się rozczulać nad słabościami, rozpaczać że je
      masz, po prostu.... przyjmij do wiadomości to że stanowią część ciebie. Podobnie
      z twoimi dobrymi stronami, osiągnięciami uzyskanymi pracą (w tym pracą nad
      sobą). Musisz poczuć się dumny, usatysfakcjonowany i sam się pochwalić za to co
      umiesz, wiesz, jaki jesteś.

      Z tak realistycznie skrojonym wizerunkiem samego siebie, który będziesz czuł w
      sobie o każdej porze dnia i nocy, będziesz przyjmował słuszny czy niesłuszny
      osąd na swój temat powierzchownie, nie dotknie cię on i nie dojdzie
      niepotrzebnie za głęboko. Będziesz też reagował adekwatnie do sytuacji
      społecznych: nad słuszną krytyką się zastanowisz, niesłuszna spłynie po tobie
      jak po gęsi woda, pochlebstwo odrzucisz z grzecznym uśmiechem a pochwałę która
      ci się należy zaakceptujesz i podziękujesz. A może nawet z czasem nabierzesz
      dystansu do siebie i wreszcie przestaniesz myśleć o sobie a zaczniesz tak
      autentycznie interesować sie innymi: w końcu zmierzyłeś się już z sobą i masz
      przestrzeń na szczere zainteresowanie się ludźmi wokół.

      Uwierzysz że nie jesteś już zależny od opinii innych bo tak naprawdę znasz
      siebie i twoje poczucie wartości wynika ze środka a nie przyglądania się ludziom
      żeby zweryfikować dobre/złe zdanie na swój temat.

      Realistycznego spojrzenia na siebie zabrakło ci z powodu nadopiekuńczości
      rodziców: odebrali ci możliwość ciągłego sprawdzania się i stopniowego uczenia
      jaki jesteś poprzez doświadczenia a następnie zbudowania poczucia wartości
      wynikającego z przyjęcia do psychiki rezultatów tych doświadczeń.

      Przeczytaj sobie ‘żyć w rodzinie i przetrwać’ Skynnera i Cleesa.
      • jan_owy Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 22:36
        Masz rację.

        Moje poczucie wartości to jeden z głównych punktów problematycznych mojej
        osobowości.
        Ostatnio stanowiło to przedmiot mojej analizy.

        No moje poczucie wartości jest, tak jak piszesz, niestabilne. To jest straszny
        problem z tym moim poczuciem wartości! Zależy tak jak napisałaś od opinii innych
        osób. Jest jak sinusoida. Przeważnie jest na dole. Ale czasami idzie do góry.
        Przeważnie jest zależne od czynników zewnętrznych. Czasami sam już właśnie nie
        wiem i się gubię.

        Jak mam oceniać siebie w negatywnym świetle i lustrować tak moją wartość - to
        wywołuje to u mnie negatywne uczucia i dyskomfort.:|

        Jak idę sobie ulicą i jest grupka ludzi - to nadal czuję ich wzrok na sobie i
        ocenianie mnie.:(
        Już jest dużo lepiej jak było.

        W liceum przeżyłem mały koszmar, szykany i dokuczanie mi ze strony chłopaków z
        liceum.
        Jeszcze ta nadopiekuńczość rodziców.

        Moje poczucie wartośći jest czymś z czym walczę, nad czym pracuję.

        Ogólnie nie jest tragicznie, naprawdę.

        Ale jednak coś tu nie gra, skoro rankiem mam takie lęki i boleści brzucha...:(
        • againstmyths Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 21.07.10, 23:49
          Niestety tak już jest że osoby z niewyrobionym poczuciem własnej wartości stają
          się ofiarami w grupie bo ich oprawcy doskonale wyczuwają na kim wyżycie się
          przyniesie pożądany efekt a reszta siedzi cicho bo się boi że sama zostanie
          celem tegoż samego oprawcy jak się wychyli.

          Dobrze że wiesz już z grubsza na czym polega twój problem.

          Teraz musisz stopniowo coraz więcej doświadczać i tak budować swoje solidne
          poczucie własnej wartości które niedrgnie pod napięciem krytyki czy fałszywego
          schebiania. Nie poczuj się zbyt komfortowo pozostawiając pracę nad sobą w
          strefie myślenia bo będziesz coraz bardziej wyizolowany we własnym świecie bijąc
          się z myślami na temat samego siebie.

          Jeszcze raz to powtórzę: twój problem wymaga doświadczania, przeżywania i
          porzerzania strefy komfortu z ludźmi. Poczucia (!!!) własnej wartości się nie
          myśli tylko, no właśnie, czuje.

          Innymi słowy musisz wchodzić z relacje i sytuacje towarzyskie, społeczne,
          koleżeńskie, przyjacielskie, ale nie z zamiarem samodoskonalenia tylko spędzania
          czasu z ludzmi tak że będziesz się czuł z nimi dobrze a oni z tobą. To ci doda
          pewności siebie i polubisz przebywanie z innymi.

          Tak że np po pikniku ze znajomymi wracasz zadowolony nie dlatego że cały tydzień
          pracowałeś nad tym żeby zrobić na nich określone wrażenie i ci się udało, ale
          wrócić z poczuciem że byłeś częścią zespołu, na równi z innymi i razem z nimi
          śmiejąc się z tych samych rzeczy i jeszcze do tego naprawde i autentycznie
          zainteresowała cię sytuacja jakiejś tam koleżanki. Tzn jest to sytuacja całkiem
          inna niż w twoim domu gdzie zapewne byłeś w centrum uwagi. Nie będzie zatem dla
          ciebie naturalnym czuć się i być na równi z innymi a ten stan właśnie chcesz w
          sobie wypracować.

          Nie uda ci się to i nie zaczniesz czuć się swobodnie wśród ludzi jeśli nie
          przyjrzysz się dokładnie temu co umiesz, jaki jesteś naprawdę, co potrafisz, w
          czym jesteś kiepski a czego sie zwyczajnie boisz itd. Mając 27 lat musisz mieć
          za sobą wystarczająco dużo sytuacji żeby dojść do kilku fundamentalnych wniosków
          na swój temat i dalej już coraz mniej myśleć a coraz więcej doświadczać życiem.

          A co do lęku rano: nie przyszło ci do głowy że to jak jesteś traktowany w pracu
          zaowocowało u ciebie nerwicą? Możesz obiektywnie mieć brutalnego szefa. Jak
          radzą z nim sobie inni? Przeczytałeś informacje jak postąpić kiedy jesteś ofiarą
          mobbingu?
          • jan_owy Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 22.07.10, 08:07
            Dzięki jeszcze raz.

            Napiszę właśnie teraz na szybko (bo idę do pracy zaraz), że właśnie nie wiem z
            której strony ugryźć ten problem.
            Ale czytając Ciebie i innych, może coś w tym być.
            Bo wracając do poczucia własnej wartości, to ja sobie staram ją ciągle jakoś
            zawyżać, gdyż tak naprawdę w głębi duszy uważam że jest ono chwiejne i ogólnie
            boję się krytyki, ataku i opinii innych - oczywiście w pewnym ukrytym
            irracjonalnym stopniu. Jakbym się nie bał tego to bym nie miał tych lęków.
            Dziwne jest dla mnie wypracowanie prawdziwego poczucia wartości, tzn ile jestem
            wart, bo wydaje mi się, że jestem inny,oryginalny, a jednocześnie że jestem
            śmieszny, żałosny...
          • jan_owy P.S. 22.07.10, 08:15
            A czy nie chodzi o to, że by właśnie:
            znaleźć środek, tzn. rzeczywisty obraz siebie?
            Bez przekłamywania w jedną bądź drugą stronę?

            Bo teraz właśnei zdałem sobie sprawę, że wewnętrznie mam zaniżone poczucie
            własnej wartości i umysłem i rozmyślaniami i działaniem je zawyżam (wywyższając
            się, wykonując jakieś myśli).
            • doctor.no.1 Re: P.S. 22.07.10, 09:49
              U dzieci nadopiekuńczych rodziców nie buduje się poczucie własnej
              wartości, bo dziecko nie jest uczone samodzielności. Kiedy jest
              wyręczane ma poczucie, że jest tak nieudolne, ze inni przejmują jego
              obowiązki. Takie środowisko może wychować osobowość narcystyczną,
              która pod płaszczykiem wielkości skrywa b. niskie poczucie własnej
              wartości.

              Jednak u Ciebie w połączeniu z apodyktycznym ojcem wyrósł mały
              zestrachany chłopiec, który - co by nie zrobił - to i tak nie dość
              dobrze (czy tak było u Ciebie?)...

              Podświadomie szukasz takich relacji jak z karzącym ojcem. Patrz
              przykład WSZYSTKICH kierowników, którzy się Ciebie czepiali. Pewnie
              mieli rację, bo tutaj działa samospełnająca się przepowiednia i
              podświadomie popełniamy błędy, których się obawiamy...
              To nie przypadek, że trafiasz na tkich samych przełożonych.

              Podobnie mają córki alkoholików, które z grona wielu mężczyzn
              podświadomie wyłaniają właśnie alkoholików...
              • jan_owy Re: P.S. 22.07.10, 11:57
                doctor.no.1 napisała:

                > U dzieci nadopiekuńczych rodziców nie buduje się poczucie własnej
                > wartości, bo dziecko nie jest uczone samodzielności. Kiedy jest
                > wyręczane ma poczucie, że jest tak nieudolne, ze inni przejmują jego
                > obowiązki. Takie środowisko może wychować osobowość narcystyczną,
                > która pod płaszczykiem wielkości skrywa b. niskie poczucie własnej
                > wartości.

                A czemu tak się dzieje? Jesteś w stanie to wyjaśnić?
                (Trochę w tym prawdy, gdyż przejawiam takie okresy, że się trochę wywyższam)


                >
                > Jednak u Ciebie w połączeniu z apodyktycznym ojcem wyrósł mały
                > zestrachany chłopiec, który - co by nie zrobił - to i tak nie dość
                > dobrze (czy tak było u Ciebie?)...

                Oczywiście, że tak! Ojciec bardzo często krytykował mnie. MOje próby
                dyskutowania z nim wyglądały tak, że to on ciągle miał rację.:( Byłem kimś takim
                który powinien zawsze zgadzać się z ojcem.:( Później jak miałem 20 i więcej lat
                - kłótnie były coraz częstsze. Jego beznadziejność i krytycyzm - mnie
                rozwalalły, deprymowały i wkurzały ostro. Wiesz, to nie było zbyt zdrowe...:(
                (Fajnie, ze mogę się tutaj wygadać!:) )


                >
                > Podświadomie szukasz takich relacji jak z karzącym ojcem. Patrz
                > przykład WSZYSTKICH kierowników, którzy się Ciebie czepiali. Pewnie
                > mieli rację, bo tutaj działa samospełnająca się przepowiednia i
                > podświadomie popełniamy błędy, których się obawiamy...
                > To nie przypadek, że trafiasz na tkich samych przełożonych.
                >
                > Podobnie mają córki alkoholików, które z grona wielu mężczyzn
                > podświadomie wyłaniają właśnie alkoholików...

                To teraz niby szukam takich osób też w rzeczywistości?
                Bo teraz mam własną działalność gospodarczą i jestem bardziej niezależny.
                (między innymi dlatego wybrałem taką formę pracy).
                Czy szukam mimo wszystko w tych relacjach w pracy jakiego mojego ojca? A może
                nie szukam - tylko podświadomie lękam się takiego spotkania albo takich zachowań
                ze strony innych osób?

                Co ciekawe jednak, w młodości czy w okresie dojrzewania - mój ojciec nie
                wywoływał u mnie lęku, stresu tym swoim krytykanctwem - w przeciwieństwie do
                tego co dzieje się teraz od paru lat!
              • lifeisaparadox Re: P.S. 22.07.10, 12:23
                Jest racja z tym wyrobieniem negatywnej samooceny przez rodziców
                którzy krytykują a później wyręczają. Człowiek popada w poczucie że
                się do niczego nie nadaje i we wszystkim potrzebuje prowadzenia za
                rączkę, wyręczania. Natomiast samodzielność jest często przerażająca.
                Tak się wytwarza osobowość zależna.
                Teraz jesteś zależny od oceny otoczenia, kierowników, terapeutów itd.
                a tak na dobrą sprawę sprawia Ci to dyskomfort bo za tymi wszystkimi
                wspomaganiami kryje się poczucie braku wartości wynikające z
                przeświadczenia że bez tej pomocy sobie nie poradzisz bo jesteś mało
                wart.
                Poczucie wartości jest wyuczone jako przyzwolenie przez rodzica na
                swoje działania, potwierdzanie swoich poczynań i bez potrzeby
                wyręczenia.

                Najgorszym problemem jest panika gdy człowiek zewnątrz-sterowny ma
                funkcjonować na własną rękę bez podpórek.

                Problemem tutaj nie jest samo wychowanie przez rodzica, ale
                przyzwyczajenie wychowanka do takiej formy wsparcia, wygoda z tego
                wynikająca i poczucie bezpieczeństwa "pod kloszem", a jednocześnie
                rodzice też czerpią satysfakcję z tego że opiekują się i uczestniczą
                we wszystkich sprawach swojego wychowanka.
                Ważne jest wyrobienie poczucia wygody w samodzielności i poczucia
                bezpieczeństwa gdy jest się wystawionym na różne próby i zdarzenia
                losowe. Poczucie swobody gdy nie jest się w centrum uwagi i pod
                źródłem potwierdzania swojej wartości i znaczenia w grupie.
            • kobieta_z_polnocy Re: P.S. 22.07.10, 11:30
              jan_owy napisał:

              > A czy nie chodzi o to, że by właśnie:
              > znaleźć środek, tzn. rzeczywisty obraz siebie?
              > Bez przekłamywania w jedną bądź drugą stronę?

              Oczywiście, że tak byłoby najlepiej i do tego powinieneś dążyć. Natomiast
              odpowiedź na te pytanie wcale nie jest prosta. Przecież już w tym wątku dużą
              część siebie opisałeś: zastraszony, zalękniony, niepewny siebie, zestresowany.
              Czy jest to prawda? Jest.

              Natomiast nie jest to cała prawda. To jest opis wyłącznie cząstki ciebie. Czy
              jesteś samolubny? A może wręcz przeciwnie, uwielbiasz pomagać ludziom ze
              szczerej potrzeby serca? Jesteś typem domatora a może wolisz bardziej aktywny
              tryb życia. Lubisz podróżować? Jeśli tak, to gdzie. Wolisz gry czy książki?
              Jesteś pracowity czy leniwy? Można tak w nieskończoność. I jestem pewna, że
              doskonale wiesz jaki tak naprawdę jesteś.

              Tak naprawdę jedyne co możesz zrobić, to przestać wreszcie roztkliwiać się nad
              sobą w każdej minucie życia. Roztrząsasz to jak cię odbierają non stop i w
              zasadzie skupiasz się jedynie na sobie. Ja wiem, że rodzice, że ojciec -
              rozumiem skąd się to wzięło - ale jesteś już na tyle dorosły i świadomy, że
              powinieneś umieć wziąć za siebie odpowiedzialność. Rodzice wyrządzili ci
              krzywdę, ale nie zwalnia to ciebie z odpowiedzialności za samego siebie. Tak
              naprawdę odnoszę wrażenie, że niewiele się w twoim życiu zmieniło. Rodzice cię
              we wszystkim wyręczali, bo byłeś ofiarą życiową i tą ofiarą pozostałeś. To że
              teraz pracujesz i nie uczysz się tylko potwierdza to, co od zawsze wiedziałeś -
              sam nie dajesz sobie rady.

              A może jednak dajesz sobie radę? Może zbytnio zaniżasz swoje osiągnięcia?
              Wydajesz się traktować ludzi jak kosmitów, którzy nie przeżywają takich rozterek
              jak ty. To tylko świadczy o tym, jak mało wiesz o nich! Każdy człowiek, poza
              psychopatycznymi jednostkami chyba, przeżywa chwile zwątpienia, braku pewności
              siebie, poczucia że jest zerem, stresu i lęku. Nie jesteś sam.

              To czego potrzebujesz to dystansu do samego siebie. Zbytnio się koncentrujesz na
              sobie i dlatego nie widzisz całego obrazu, lecz jedynie jego część. Odejdź do
              tyłu na kilka kroków od samego siebie i postaraj się ogarnąć wzrokiem coś
              więcej niż tylko swoje JA: patrzą na MNIE, nie lubią MNIE, JA robię z siebie
              głupka, itd.
              • to.niemozliwe Re: P.S. 22.07.10, 11:35
                Oczywiście, że może być jedynie narcyzem oczekującym błysku zachwytu w
                oczach innych i "umierającym" na widok ich obojętności...
              • jan_owy Re: P.S. 22.07.10, 12:05
                kobieta_z_polnocy napisała:

                > ale jesteś już na tyle dorosły i świadomy, że
                > powinieneś umieć wziąć za siebie odpowiedzialność. Tak
                > naprawdę odnoszę wrażenie, że niewiele się w twoim życiu zmieniło. Rodzice cię
                > we wszystkim wyręczali, bo byłeś ofiarą życiową i tą ofiarą pozostałeś. To że
                > teraz pracujesz i nie uczysz się tylko potwierdza to, co od zawsze wiedziałeś -
                > sam nie dajesz sobie rady.


                To teraz pytanie: jak przejąć tę odpowiedzialność na siebie i wyzwolić się od
                tego co teraz wypływa na wierzch?
                Fizycznie i w rzeczywistości jestem niezależny, pracuję sam, sam się utrzymuję,
                wszystko sam. Ale psychicznie coś siedzi we mnie. To psychicznie się nie
                zmieniło. Fizycznie tak.

                >
                > A może jednak dajesz sobie radę? Może zbytnio zaniżasz swoje osiągnięcia?
                > Wydajesz się traktować ludzi jak kosmitów, którzy nie przeżywają takich roztere
                > k
                > jak ty. To tylko świadczy o tym, jak mało wiesz o nich! Każdy człowiek, poza
                > psychopatycznymi jednostkami chyba, przeżywa chwile zwątpienia, braku pewności
                > siebie, poczucia że jest zerem, stresu i lęku. Nie jesteś sam.


                No to to wiem. Ale jakoś jednak często za ludźmi własnie widzę takiego mojego
                "ojca" który nie ma wad, wszystko wie najlepiej i który zaraz mnie skrytykuje.

                Ja wiem, że praca nad poczuciem własnej wartości i obserwacja innych ludzi -
                jednak to dla mnie nie jest takie łatwe do wykonania i do tego, by to mi
                pomogło. Chcę o tym rozmawiać, a że nie mam za bardzo z kim (na żywo) to piszę i
                rozmawiam tutaj z Wami.:)

                >
                > To czego potrzebujesz to dystansu do samego siebie.

                Czasem marzenia się spełniają, hehe.;)
                A na poważnie: wiem, że to praca nad sobą jest. Ale samemu tak brakuje sił
                czasami...
                • kobieta_z_polnocy Re: P.S. 29.07.10, 14:21
                  Ha, bo ty jesteś po prostu niecierpliwy ;)

                  Tego czego potrzebujesz najbardziej to czas. Pewnie nie zdajesz sobie z tego
                  sprawy, ale sam sposób pisania o sobie i twoje podejście do własnych problemów
                  wskazuje na to, że przeszedłeś długą drogę i zmierzasz ku dobremu. A że nie
                  dzieje się to tu i teraz? Nigdy nie ma tak dobrze.

                  Największym niebezpieczeństwem jakie na ciebie czyha w tej chwili to chyba
                  właśnie ten zaszczepiony w tobie przez ojca perfekcjonizm (a raczej: lęk przed
                  niedostatecznym perfekcjonizmem). Sam piszesz, że NIBY pracujesz, jesteś
                  niezależny, ALE... Wciąż nie doceniasz swoich mocnych stron i osiągnięć. Chyba
                  za bardzo koncentrujesz się na tym, czego nie masz. To dobrze, że masz cele i
                  wyzwania przed sobą, ale jak zawsze nie można przedobrzyć.

                  Jak wygłuszyć się na krytykę ojca wiecznie pobrzmiewającą w twojej głowie?
                  Cierpliwością i wytrwałością. Choćbyś miał 100 razy w ciągu dnia odpowiadać temu
                  głosowi: nieprawda. Za 101 razem wyrobisz sobie nawyk. Bo tak naprawdę w twojej
                  sytuacji chyba chodzi o wypracowanie odpowiednich refleksów. Tak jak z każdym
                  ćwiczeniem. Najpierw analizujesz każdy ruch w samochodzie i musisz sobie o nich
                  przypominać, aż w którymś momencie zmieniasz biegi automatycznie, bo wiesz że
                  możesz polegać na własnych wyuczonych nawykach.

                  Rozmawiaj jak najwięcej z ludźmi. Net to świetne narzędzie do tego. Musisz
                  jedynie odróżniać ziarno od plew, czyli życzliwych od zwykłych trolli. Poczytaj
                  sobie historie na całym forum gazety, zobaczysz ilu tu zalęknionych, wątpiących
                  w siebie i zagubionych ludzi.

                  Krok po kroku ci się uda.
                  • jan_owy Re: P.S. 31.07.10, 18:16
                    Dziękuję kobieto_z_polnocy za te ciepłe słowa.:) Jak się czyta takie wypowiedzi
                    to człowiekowi cieplej się robi na sercu, choć trochę. Bo czuje, że ktoś go
                    rozumie i życzy mu dobrze - a to są jedne z 2 najważniejszych rzeczy, jakie
                    cenię u ludzi.

                    Dokładnie, zawsze się pojawia to "ale". Pracuję, utrzymuję się sam, jestem
                    niezależny itd. Ale pojawia się to "ale" - na szczęście już to zuważyłem i
                    walczę z tym.:)

                    Co do historii innych - no ja wiem, że jest sporo osób z problemami itd. Ale...
                    to mnie jakoś nie pociesza. To że ktoś ma problem nie dodaje mi wartości siebie.
                    Zauważyłem, że bardziej działa na mnie, że jeśli ktoś ma poważne problemy
                    (zdrowie, rodzina, pieniądze) i mimo to nie łamie się, potrafi funkcjonować i
                    myśleć pozytywnie - to taka osoba dodaje mi energii troszkę.

                    Bardzo lubię rozmawiać z osobami podobnymi do siebie. Ale tak ciężko je znaleźć...:(
            • to.niemozliwe Re: P.S. 22.07.10, 11:32
              Poczucie własnej wartości bierze się z wyróżniania pewnych cech
              swoich i porównywania ich z innymi osobami. Ale są to tylko
              wyrywkowe, fragmentaryczne oceny, wiec nie dają podstaw do jakiejś
              obiektywnej oceny, jakiej szukasz. To tak, jakbyś np....dajmy na to
              jąkał się na skutek wady wrodzonej i uważał, że to ma tak silny wpływ
              na postrzeganie Ciebie, że całkowicie determinuje Twoją ocenę przez
              innych. Poczytaj też więcej o rolach społecznych, rolach w grupie -
              jaką rolę zwykle przyjmujesz w sposób naturalny. Pełnienie roli
              społecznej determinuje postrzeganie innych (sorry - banał, ale wart
              przemyślenia). Np. kierownik z racji roli musi być koordynatorem i
              nadzorcą nad innymi, jeśli jesteś z natury spokojny, stonowany i jak
              piszesz sam "nadmiernie przywiązujesz uwagę do wartościowania Ciebie
              przez innych", to będziesz mu się jawił, jako nieudacznik i gamoń.
              Jeśli chodzi o ocenianie prze innych, to jednak ucz się rozróżniać
              autentyczną i szczerą ocenę (rzeczową) od gierek, które ludzie
              uprawiają w celu poprawienia sobie samopoczucia.
              Przy czym, faktycznie - osoby wrażliwe o osłabionym poczuciu
              wartości są wyjątkowo chętnym celem dla "pompiarzy własnego ego".
              Musisz mieć tez coś, co Cię pasjonuje i co robisz z chęcią i w miarę
              dobrze. Zawsze fakt wiedzy na jakiś temat budzi uznanie, nawet jeśli
              jest to wiedza hermetyczna i trudna. Piszesz, że kontaktujesz się
              poprzez forum tematyczne - i świetnie, o to chodzi.
              Co do samotnych wieczorów lub popołudni, to sorki, ale w wieku 27
              lat, wolny facet....i nie wie, jak sobie zorganizować towarzystwo do
              kina, na spacer, na rower?
              To może wejść świadomie w jakąś paczkę ludzi o podobnym hobby i
              luźno (w miarę chęci i czasu) spotykać się? Poprzez jakiś portal
              społecznościowy. Żeby było jasno - w nową grupę nie wchodzi się
              epatując problemami! Uważaj, bo sam wiesz, ze masz skłonność do
              obudowywania relacji sądami wartościującymi i ocenami! :).
              :)
              • jan_owy Re: P.S. 22.07.10, 12:10
                to.niemozliwe napisał:

                > Co do samotnych wieczorów lub popołudni, to sorki, ale w wieku 27
                > lat, wolny facet....i nie wie, jak sobie zorganizować towarzystwo do
                > kina, na spacer, na rower?

                Faktycznie, masz za co "sorkować" - to ten Twój komentarz jest niedojrzały i
                trochę nie na miejscu.


                > To może wejść świadomie w jakąś paczkę ludzi o podobnym hobby i
                > luźno (w miarę chęci i czasu) spotykać się? Poprzez jakiś portal
                > społecznościowy.
                > :)

                Portale społecznościowe są beznadziejne to takich rzeczy.
                Wolę fora tematyczne.
                Już na jednym jestem, poznaję tam ludzi, spotykam się czasami z kimś od czasu do
                czasu. Tylko tutaj wchodzą oczywiście moje postrzeganie ludzi, wrażenie że
                jestem "inny" i że mało osób czai mój sposób bycia, humor itp., taki wyobcowany
                się czuję.
                Jeśli nie wiesz o czym piszę, to faktycznie może już nie zabieraj głosu...
                • to.niemozliwe Re: P.S. 22.07.10, 15:53
                  > Faktycznie, masz za co "sorkować" - to ten Twój komentarz jest
                  > niedojrzały i trochę nie na miejscu.

                  Eee, tam :). Jest takie forum dla samotnych i nieśmiałych osób na
                  gazecie, ludzie się tam zmawiają na małe piwo, wypad do kina.
                  Normalni, fajni ludzie. Nawet trochę nadwrażliwcy, jak Ty. Wiec,
                  proszę, nie wyjeżdżaj z tekstami, że nie wiem o czym piszę. Wiem o
                  czym piszę ;).
                  Trochę się dopieszczasz z tą innością, pytasz co robić i jak to
                  przezwyciężyc?
                  Owszem, trzeba polubić siebie, ale najpierw polubić innych!
                  Nic nie piszesz w całym wątku, że Ty kogoś lubisz, cenisz, darzysz
                  sympatią i coś robisz dla tych ludzi (sam z nieprzymuszonej woli, z
                  chęci dawania innym dobra)? A może tak Cię postrzegają - facet
                  niestabilny i ... nie dający sam zbyt wiele innym, nie okazujesz może
                  sympatii, empatii, nie słuchasz, co mówią inni, nie wymieniasz z nimi
                  myśli, tylko bacznie obserwujesz, czy już Cię ocenili negatywnie, czy
                  nie?
                  Jak myślisz, czy ja Cię oceniam negatywnie? :) Po tych kilku moich
                  postach?
                  • jan_owy Re: P.S. 22.07.10, 17:19
                    to.niemozliwe napisał:

                    > Eee, tam :). Jest takie forum dla samotnych i nieśmiałych osób na
                    > gazecie, ludzie się tam zmawiają na małe piwo, wypad do kina.
                    > Normalni, fajni ludzie. Nawet trochę nadwrażliwcy, jak Ty.


                    Akurat bywałem na tym forum. Chyba zauważyłem, że jednak nie odnajduję się tam
                    (skoro przestałem się udzielać) - widocznie nie jestem nieśmiały.;]




                    > A może tak Cię postrzegają - facet
                    > niestabilny i ... nie dający sam zbyt wiele innym, nie okazujesz może
                    > sympatii, empatii, nie słuchasz, co mówią inni, nie wymieniasz z nimi
                    > myśli, tylko bacznie obserwujesz, czy już Cię ocenili negatywnie, czy
                    > nie?
                    > Jak myślisz, czy ja Cię oceniam negatywnie? :) Po tych kilku moich
                    > postach?
                    >

                    Ocenianie osób, zdarzeń, wyrabianie sobie opinii jest normalną rzeczą u ludzi.

                    Nie znasz mnie, więc raczej Ty nie "wyjeżdżaj" z takimi tekstami.
                    Jestem jaki jestem.
                    • lifeisaparadox Re: P.S. 23.07.10, 07:51
                      jan_owy napisał:

                      [...]
                      > Nie znasz mnie, więc raczej Ty nie "wyjeżdżaj" z takimi tekstami.
                      > Jestem jaki jestem.

                      Jak tak patrzę to widzę że jesteś przewrażliwiony na tle bycia
                      krytykowanym, upominanym czy poprawianym.
                      Ciekawe czy reagujesz tak samo w sytuacji kiedy np. przełożony
                      niepochlebnie się wyrazi na temat twojej pracy, wytknie Ci jakieś
                      błędy które trzeba poprawić itp? Bo może w tym tkwi problem z twoimi
                      szefami - obrażasz się za niewinne uwagi i przytyki?
                      Pewnie nawet mój wpis jest dla ciebie drażniący bo opiera się na
                      wytykaniu Ci błędu?
    • wifch Terapia Gestalt.... 22.07.10, 11:42

      Ostatnia taka praca to praca 6 miesięcy z kierownikiem,
      którego czepialstwo, krytykowanie i nerwowość tak na mnie wpłynęły,
      że wtedy
      codziennie rano miałem stresa i latanie do kibla. Wcześniej też
      trafiał się
      coś takiego(stres z powodu ochrzanu i niemiłej atmosfery w pracy),
      ale praca z
      tym kierownikiem była czymś STRASZNYM!
      ___________________

      W tego typu terapii sa odnoszone najwieksze sukcesy.
      Z opisu wyglada,ze masz ´bardzo silna nerwice.
      Do tej nerwicy przyczyniles sie poniekad sam, a w duzej czesci
      srodowisko, w tym rodzinne.
      Bo to oni cie 'uglaskali' i wychowali na osobe, ktora bedzie
      wkomponowana w ich srdowisko jak mebel. Oby nie zawadzal.
      Czasami w rodzinach nadopiekunczych chodzi nie tyle o zyczliwosc i
      troske, co o kontrole.

      Tak jak dlugo zyles z nimi pod wspolnym dachem, tak oni mieli
      kontrole nad twoim zyciem codziennym. To oni przejeli paleczke.

      W momecie, gdy sie relacja rozluznila, to te nowe zycie wzbudza
      ogromny strach. Bo swiat za drzwiami domu trudno jest kontrolowac.

      W relacjah tego typu wystepuje obopolna kontrola. Oni kontroluja i
      ty tez na swoj nieuswiadamiany sposob kontrolujesz.


      Przyklad z szefem jest przykladem,ze nie radzisz sobie w sytuacjach
      gdzie nie masz kontroli, szef wzbudza reakcje dosc silne i stresowe,
      agresje, lek.
      Ale te wszytskie reakcje powstaja w twojej glowie. Bo szef i owszem
      ma cos do powiedzenia ale i jego obowiazuja reguly postepowania
      wobec pracownika.

      W takich sytacjach jak wyzej opisana zabraklo ci ASERTYWNOSCI.

      Masz zawsze prawo mowic to co myslisz i czujesz. Inaczej czujesz sie
      jak garnek z gotujaca sie woda, gdzie ktos zostawil pokrywke.
      Zaczynasz kipiec. I nie majac mozliwosci wyladowania zlosci i
      agresji, ktora jest zwiazana z kazdym stresem = Zlosc, agresja, lek.
      Zaczynasz kierowac to w siebie, co widac poprzez choroby somatyczne,
      ktore sie poglebiaja, np. powstaja wrzody, guzy, rak. Psychiczne to
      najczesciej depresja jest symbolizowana z tzw. zamrozona agresja.


      Duzo by na temat pisac. Nie wiem jak u ciebie z obcymi jezykami, aby
      poradzic zakup dobrych ksiazek na temat nerwicy i stresu? Ale wiele
      rozwiazan znajdziesz w literturze na temat asertywnosci, i terapii
      Gestalt.


      Inna sprawa moglaby byc terpia w sposob warsztowy, rowniez gestalt.

      Sport jest bardzo dobrym rozwiazaniem, inne hobby. Rowniez
      placz...seks. To sa naturalne antystresory.

      A najwazniejsze jest umiejetnosc komunikowania sie i wyrazania
      uczuc, wiele mozna poiwedziec na bardzo spokojnie ale jednak
      powiedziec..

      Gdy za ktoryms razem spotkasz na osobe zlego szefa, nalezy jak
      najszybciej sie zaczac z taka osoba komunikowac.

      Powiedziec zwyczajnie, co sie mysli i czuje. Ba, nawet poklocic, a
      gdyby wyrzucil z pracy podac do zwiazkow.

      Bronic sie i nie dac sie ludziom, bo niektorzy wlasnie takich
      pozornie miekkich ludzi szukaja na swoje ofiary, poniewaz sami
      borykaja sie z podobnymi problemami w zyciu....

      Na poczatku drogi nie ebdzie latwo. Za kazdym razem bedziesz myslal
      a to zrobilbym lepiej i lepiej az w koncu nauczsz sie akceptowac
      fakt ze mowisz to co myslisz i czujesz, tak jak jest.


      Myslisz i czujesz, bo jestes i tego prawa do bycia takim jakim
      jestes nikt nie ma prawa ci odmawiac. A ze nie idealny....Pal licho!
      A kto jest idealny, no chyba tylko Clint Eastwood w swoich
      filmach:=))))
      • jan_owy Re: Terapia Gestalt.... 22.07.10, 12:20
        wifch napisała:

        .
        > Czasami w rodzinach nadopiekunczych chodzi nie tyle o zyczliwosc i
        > troske, co o kontrole.
        >
        > Tak jak dlugo zyles z nimi pod wspolnym dachem, tak oni mieli
        > kontrole nad twoim zyciem codziennym. To oni przejeli paleczke.
        >
        > W momecie, gdy sie relacja rozluznila, to te nowe zycie wzbudza
        > ogromny strach. Bo swiat za drzwiami domu trudno jest kontrolowac.

        Dokładnie! Chodzi właśnie o tę kontrolę. Oni mieli kontrolę nad moim życiem i
        brali na siebie skutki mojego działania i moich błędów!
        Teraz gdy ja mam wszystko robić sam, to jednak wywołuje to u mnie lęk. Ale
        oczywiście robię to itd.

        >
        > W relacjah tego typu wystepuje obopolna kontrola. Oni kontroluja i
        > ty tez na swoj nieuswiadamiany sposob kontrolujesz.
        >
        >
        > Przyklad z szefem jest przykladem,ze nie radzisz sobie w sytuacjach
        > gdzie nie masz kontroli,

        Dokładnie! Lubię i chcę mieć kontrolę nad wszystkim i nad wieloma sprawami.
        Wtedy czuję się bezpiecznie.
        Ale NIE POTRAFIĘ ZAŁAPAĆ, ZROZUMIEĆ - DLACZEGO JA TEŻ CHCĘ MIEĆ KONTROLĘ? I
        DLACZEGO WTEDY CZUJĘ SIĘ BEZPIECZNIE? :(

        Z resztą się zgadzam też.

        Już w większym stopniu potrafię wyrażać własne myśli i ciągle ćwiczę nad
        wyrażaniem negatywnych uczuć.

        Ale wiesz co jest najgorsze w tym i czego najbadziej się lękam. Właśnie
        negatywnych atakujących mnie słów czy zachowań ludzi których mogę spotkać czy
        spotykam w swoim codziennym(głównie porannym) życiu. Tego też że coś spieprzę i
        to będzie coś bardzo kiepskiego, to znaczy to bedzie świadczyć że jestem kiepski.

        OStatnio zacząłem uprawiać intensywniej sporty: pływanie i bieganie.

        • wifch Kontrola 22.07.10, 15:04

          Jezeli to o nia chodzi, zazwyczaj jest wiecej czynnikow
          zamieszanych, wiec owa 'kontrola' jest potrzebna.
          Musimy miec poczucie kontroli np. w pracy, kontrole nad masza
          ekonomia, poczucie kontroli nad zdrowiem, czy otoczeniem, ktore
          spotykamy. Inaczej zycie staje sie chaosem, a nie jest latwo zyc w
          chaosie, bo chaos ma negatywny wplyw na osobowsc.Powodujac
          jej 'rozpad'. Np. ciagly brak pieniedzy, jest silnym stresorem
          doprowadzjacym ludzi do nawet zaburzen psychcznych itp.

          Problem zaczyna sie gdy ta kontrola, jak mowia, schodzi na inne
          czynniki i staje sie -obsesja. Obsesje sa stanami nerwowymi.

          W sumie nie tak trudno o obsesyjne stany nawet u osob bez zaburzen.
          Wystarczy nieporozumienie albo zla komunikacja pomiedzy osobami.

          Jezeli praca o ktorej piszesz jest stresujaca to moze czas ja
          zmienic? Na spokojniejsza? Nawet za cene zarobkow...

          Na nowo nauczyc sie kontrolowac. Moze wyrazac kontrole jako silne
          uczucia jako wlasnie uprawianie sportu, interesujace hobby, czy
          cokolwiek, gdzie ta kontrola da sie zrealizwac jako pozytywny
          dodatni aspekt zycia.
        • to.niemozliwe Re: Terapia Gestalt.... 22.07.10, 15:55
          No i nic się nie stanie, że sobie wyrażą o Tobie negatywne zdanie...!
          Nic takiego poważnego się nie stanie :). Po...pitolą trochę i wszystko.
          Ale daj coś z siebie innym, to zobaczysz, że Cie lubią i cenią. :)
          • wifch Re: Terapia Gestalt.... 22.07.10, 16:26

            Ale daj coś z siebie innym, to zobaczysz, że Cie lubią i cenią. :)
            • wifch Na temat zachowania... 22.07.10, 16:53

              Jeden epizod,czy wydarzenie w zyciu, ktore komus wymknie sie spod
              kontroli, nie jest niczym co pograza, dyskfalifikuje jako czlowieka.

              Wydarzenie jest jednym, a caly szereg cech, osobowosc, charakter to
              drugie.
              Np. pod wplywem jakiegos silnego stresu, czy zyciowej zalamki, ktos
              zrobi cos co podpada pod kodeks prawny. Ale to wydarzenie pomimo
              wszystko nie decyduje, o caloksztalcie tej osoby, jako jednostki.
              Czlowiek nie jest dlugo przegrany.
            • to.niemozliwe Re: Terapia Gestalt.... 22.07.10, 18:43
              Raczej nie wystarczy. Moim zdaniem On ze wzgledu na egocentryczne nawyki myslowe nie za bardzo sie otwiera na innych, glownie analizuje ich opinie o nim, reszta go juz nie interesuje. Postuluję, zeby bardziej otworzyl sie na innych, to odbrazowi ich wizerunek w swoich oczach. Wtedy przestanie sie tak przejmowac. Jan-owy ma niedostatki empatii.
              PS Twoj post o Gestal...bardzo dobry i konkretny :).
              Pozdrawiam :)
              • wifch W empatii tkwi cala sila... 23.07.10, 09:44

                Jan-owy ma niedostatki empatii.
                __________

                Jednak osoby w stanie nerwicowym maja, tez i zaburzenia tzw.
                narcystyczne, gdzie trudno jest, aby oczekiwac od nich empatii.
                Dlatego kiedy poprawi sie ich wlasny 'obraz w oczach' moga stac sie
                bardziej empatyczni...
    • maleate Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 22.07.10, 13:24
      Nie czytałam całego wątku ale wpisałam sobie Ctrl+f fobie i widzę, że to słowo nie padło.
      Nie jestem psychiatrą z wykształcenia ale trochę pośrednio coś wiem o psychologii. Opisujesz tu dość typowy przykład fobii (jakiej - nie wiem.. możliwe, ze społecznej)
      Z tego co wiem słabe nasilenia mogą być nieprzyjemne ale nie są niebezpieczne. Problemy się zaczynają gdy fobia nie pozwala normalnie funkcjonować albo gdy jest to bardzo mocno okupione stresem.
      Pomagają leki plus psychoterapia ale same leki też.
      Akurat leków nie ma co się bać. Po prostu pomagają wyrównać uczucie strachu i sprawiają, że człowiek może się skupić na czymś, co jest ważne.
      Powodzenia.
    • druginowynick Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 22.07.10, 20:26
      jan, sprawdz poczte prosze. Wyslalam Ci cos.
    • jan_owy Tak więc. 23.07.10, 10:45
      Najgorszy jest ten przemożny atak lęku i bóle brzucha (biegunka) z samego rana,
      gdy się obudzę.

      To się nasiliło właśnie wtedy gdy zacząłem pracować z tym kierownikiem, z którym
      rano jeździłem do pracy na te 8-9 godzin. Już od samego spotkania na parkingu
      potrafił się przypiep**yć, ni z gruch ni z pietruchy. Skrytykować, ochrzanić
      itp. To spowodowało, że codziennie przed pracą dostawałem boleści brzucha i
      odczuwałem duży stres.
      Później w ciągu dnia, było podobnie, jego częste ataki na mnie.
      Po prostu ja przeżywałem to bardzo mocno, przeżywałem lęk i stres.

      I później niestety ten stres z rana i bóle brzucha weszły jakoś tak w codzienny
      rytuał.:(
      I tak przez 6 miesięcy pracy z nim...

      Później jak wróciłem do Polski, to odetchnąłem z ulgą. Jednak te ataki poranne
      pozostały, w mniejszym lub większym stopniu.

      I właśnie teraz mam je niemalże codziennie. Po tym wydarzeniu.
      Dzisiaj też dostałem takiego ataku.
      Łączę to po prostu z powyższym wydarzeniem. Plus moja wrażliwość.
      Może też to być związane z moim ojcem-krytykiem jak i tym że w czasach liceum
      byłem obiektem szykan.

      • gadagad Re: Tak więc. 23.07.10, 11:00
        Depresja charakteryzuje się właśnie najgorszym stanem rano, który
        obniża się do wieczora.Tylko, że po poprawie stanu idzie się spać i
        budzi znowu w stanie natężenia objawów.To już jest niezależna od
        woli dezregulacja chemicznego działania organizmu, choroba jak
        katar.Najpierw jakieś anty depresanty, by się poczuć normalnie,
        potem spojrzeć na własne życie, co sprawia, że mózg jest
        nadwyrężony.Przecież jak codziennie rano będziesz nadszarpywał
        mięśnie ręki, to cię nie dziwi,że ręka nie jest zdolna do chińskiej
        kaligrafii.
    • jan_owy Wnioski 23.07.10, 16:49
      Tak więc:
      1) mam nerwicę jelita/żołądka (czy to nerwica lękowa? Nie wiem...)
      2) mam zaniżone poczucie własnej wartości
      3) mam przesrane (dosłownie i w przenośni) poranki. Później lęk stopniowo się
      zmniejsza.
      4) miałem nadopiekuńczych rodziców, do tego ojca krytykującego.
      5) generalnie jestem pracującym, radzącym sobie na co dzień facetem, potrafiącym
      wiele załatwić, niezależnym.

      Jeśli ktoś z Was może się powymieniać doświadczeniami, przeżył coś podobnego i
      wyszedł z tego, i chce popisać ze mną, nie przedstawiając teoretycznych formułek
      (po prostu dlatego że takowe i tak zapomnę, teoria teorią a praktyka i rozmowa
      to zupełnie co innego) - to zaprasza na priva.:)
      • wifch Re: Wnioski 23.07.10, 23:11
        Może jest jakieś forum dyskusyjne dla o osób z tą dolegliwoscią...
    • jan_owy Do againstmyths.:) 24.07.10, 14:47
      Bardzo dziękuję Ci za Twoje wypowiedzi.
      Wracam myślami do Twoich słów - głównie na temat tego poczucia wartości u mnie.
      I tak myślę i myślę i kurcze masz rację i dobrze napisałaś.
      Teraz trawię sobie Twoje rady i próbuję wprowadzać do mojego myślenia. Myślenia
      o moim poczuciu wartości.

      Z radami na necie, gdy się nie zna osoby, różnie bywa.
      Ale Twoje rady są spoko.

      Dziękuję Ci bardzo i ściskam ciepło.

      Postaram się dać znać później jak mi wychodzi to wprowadzanie w życie Twoich rad.:)
      • aneckey Re: Do againstmyths.:) 26.07.10, 06:37
        Już nigdy nie pozwól nikomu siebie poniżać!Nieważne czy to szef czy prezydent!
        Jak na mój gust to dasz sobie spokojnie radę sam,bez psychologa,powodzenia
      • againstmyths Re: Do againstmyths.:) 30.07.10, 23:19
        Powodzenia. Na tym forum dowiedziałeś się rzeczy potrzebnych do wprowadzenia
        zmian w swoim życiu. Realizacja planu będzie o wiele trudniejsza niż myślenie o nim.

        Czeka cie droga zapewne trzy kroki do przodu, dwa do tyłu; nie zraź się tym, nie
        jesteśmy doskonali i też nie uczymy się w doskonały sposób.

        Pamiętaj o jednym: dla innych ludzi stanowimy tylko malutki procent ich uwagi.
        Najgłupsza rzecz jaką zrobiłeś i jaką zaprzątasz sobie głowę przez tydzień
        bedzię dla innych równie zapamiętywalna co reklama margaryny.

        Nawet piosenki światowych gwiazd są w eterze 3 min i potem uwaga przechodzi na
        kolejnego wykonawcę a ich wyczyny obyczajowe zdobią okładki gazet tylko jeden dzień.

        Dlatego nie przywiązuj wielkiej wagi do siebie (wbrew wszechobecnym tylułom
        książek namawiającym do megalomanii).

        Wbrew pozorom da ci to luz niezbędny do nawiązania normalnych, zdrowych i
        równościowych relacji z ludzmi.
      • arfeniks Re: Do againstmyths.:) 02.08.10, 08:23
        Ogólnie againstmyths masz rację,że powinien bardziej po prostu "być" wśród
        ludzi niż kreować swój wizerunek, tak by zrobić na kimś wrażenie.Jednak
        samo to nie rozwiązuje problemów z samooceną.
    • naukaigry Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 27.07.10, 15:25
      Najpierw rozgryź mechanizm, który robi Cię tak w balona, możliwe,że jesteś zainfekowany od urodzenia i dzieje się wola matki, która wyraża się używając Ciebie. Zainfekowana ko0munikacja unieszkodliwia asertywność. Czyli masz mocną empatię czy tego chcesz czy nie. Ktoś z Ciebie zrobił jednocześnie worek na grzechy i skutki nierealizowanych potrzeb. Jesteś zablokowany, nie wyrażasz właściwie informacji i uczuć.Jak trzeba kogoś porządnie zjechać to tak trzeba zrobić!!! Czy jesteś pewny swych umiejętności, bo z ich braku zaczynaja się różne jaja życiowe. Rozszczepienie (potocznie schizofrenia) jest zawsze sprawą indywidualną, ale wiąże się to z kobietą. Może masz tę schizofrenie, ale pocieszę Cię , że schizofrenia nie jest chorobą .Ale w niej mogą być.
      Obecnie gazy w jelitach będą uciskały tak, że kręgosłup lędźwiowy nie zachowa lordozy, i dojdzie do zmian nieprzyjemnych na starsze lata , czyli co to za życie. Wskazane pływanie i powinieneś sprawnie jeździć na rolkach. Jeśli nie możesz jeździć na rolkach to wewnętrzny alarm. Wtedy gimnastyka na nogi. Wracając... nie zabrudzaj neuroprzekaźników innymi sprawami jak tylko swym celem. No i nie daj się zwieść nienawiści. A jeśli kłopoty wynikają od rodziców to by być zdrowym trzeba zdobyć się na odwagę i odciąć od nich.
      Jeśli rodzice przerzucają na dziecko swoje zło to można użyć prawa karnego.
    • opcja-0 Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 27.07.10, 15:49
      dokładnie ze słabości uczyń siłę i stań się tym kim chcesz być
    • kobietka2008 Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 31.07.10, 14:07
      Cześć,
      ja Ciebie świetnie rozumiem, bo samam tak mam. Jestem super przewrażliwiona i
      staram się jakoś w kółko sobie powtarzać, że mam się nie przejmowac, olewać itp.
      raz to skutkuje częściej nie. Najgorzej jest jak jestem w pracy... bo wiem, ze
      nie umiem wielu rzeczy, wiec ludzie od razu wyczuwaja moje niskie poczucie
      wlasnej wartosci.
      Dziwne jest to, ze jak jestem wsrod znajomych to sie swietnie czuje. Jestem
      dowcipna (bo jak sie super czuje to mam fajne poczucie humoru) Jak wiem, ze ktos
      nie wie jaka jestem niekompetentna to jestem odwazna. ale w pracy jest tragedia,
      no i dlatego tez je ciagle zmineniam :(
      Moj ojciec, o ile jest super tatą, to zawsze mnie mial za swoja glupiutka
      córeczke, ma tendencje ogolne do nasmiewanie sie z ludzi, czego u niego nie
      cierpie. zawsze sie smial z mojej mamy, a ja z moja przewrazliwoscia sluchalam
      wszysktiego. moja mama zawsze wszyskto wiedziala najlepiej, wiec tez mnie wyreczala.
      teraz mieszkam sama i swietnie sobie radze no prawie...mam probelmy ze
      znalezieniem dobrej pracy.
      tez tak jak ty mialam szefowa- schizofreniczke..raz bylo wszyskto super a po
      sekundzie krzyczala i sie wyzywala na mnei. a mi glupiej zalezalo na tamtej
      robocie, wiec tkwilam, ale ostatecznie rzucilam super zajebista robote, bo moje
      nerwy nie wytrzymuja:((( Mialam klucie w klatce piersiowej jak tylko sie z lekka
      zdenerwowalam a teraz po kilku latach (mam 30 lat) mam problemy z żoładkiem- bol
      w mostku i sadze ze to z powodu moich doswiadczen (mam go jak sie zdenerwuje)
      Moja rodzina nie ma pojecia co czuje, bo mysla ze jesem odwazna ... bo owszem
      przy nich taka jestem, az nawet za bardzo...
      nie chce im powiedziec prawdy, bo nie chce ich zawiesc. no i znajac moja mame
      powie mi zebym nie przesadzala i zebym sie wziela w garsc i byla odwazna...
      ja tak bym chciala wierzyć w siebie..., ostantnio coraz wiecej nad soba pracuje,
      kupuje ksiazki, czytam te fora (a noz widelec ktos ma super rade :)
      czuje sie czesto beznadziejnie, nie wiedzac sensu zycia, nie chce mi sie robic
      wiele rzeczy bo po co? a z drugiej strony czasem mam ogromna chec do zycia...
      A najsmieszniejsze jest to, ze ludzie czesto mi mowią, ze jestem zawsze
      usmiechniąta i mysla, ze mam duza ochote na zycia... a tu wrecz odwrotnie :( pa
      • jan_owy Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 31.07.10, 18:22
        To ja się zrewanżuję i napiszę, że też Ciebie rozumiem.:)
        Fajnie było przeczytać to.

        > ja tak bym chciala wierzyć w siebie..., ostantnio coraz wiecej nad soba pracuje
        > ,
        > kupuje ksiazki, czytam te fora (a noz widelec ktos ma super rade :)

        Dobre porady są fajne.:)
        A spotkanie mądrych ludzi na żywo jest jeszcze lepsze.;)


        > czuje sie czesto beznadziejnie, nie wiedzac sensu zycia, nie chce mi sie robic
        > wiele rzeczy bo po co? a z drugiej strony czasem mam ogromna chec do zycia...

        Też tak czasami mam: takie 2 siły walczące we mnie, taki konflikt. Kurcze - może
        przez to doznaję takich dolegliwości...? :|

        Pozdrawiam ciepło i mam nadzieję Cię przeczytać gdzieniegdzie na forum.:)
        • arfeniks Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 01.08.10, 11:44
          Dobrze ,że już wiesz jakie są Twoje główne problemy.Obawiam się jednak,że
          praca samodzielna nie zastąpi psychoterapii,na którą Cię ,jak piszesz nie
          stać.Korzystanie z dobrych rad,może Ci pomóc,albo zaprowadzić na
          manowce,tym bardziej,że część tych rad, pochodzi od ludzi,którzy nie mają
          podstawowej wiedzy o temacie.
          Nie wiem jaki rodzaj psychoterapii rozpocząłeś i na czym ona polegała ?
          Jak to wyglądało ?
          Czytanie książek owszem poszerzy Twoją wiedzę,lecz nie zastąpi
          psychoterapii.Gdyby tak było,to nie byłyby potrzebne Poradnie Zdrowia
          Psychicznego ,gabinety psychologiczne i różne kierunki
          psychoterapii,których jest bardzo dużo.
          Pacjent szedłby do księgarni,kupował książkę i programował na nowo swoje
          życie,a tak się nie dzieje.
          Dlaczego tak jest ?Czy te poradniki się mylą ? Najczęściej nie,lecz
          zawierają tylko to, czego Ty oczekujesz od uczestników tego forum;zbiór
          dobrych rad. Jak mówi przysłowie:Dobrymi radami jest piekło wybrukowane".
          W większości poradników pisze by; "człowiek pokochał siebie takiego, jakim
          jest".Te poradniki nie mówią tylko nic o tym,jak to zrobić,ani też o tym,
          jak poznać siebie;co jest mną prawdziwym,jaki naprawdę jestem,co mnie
          porusza,czego chcę itd.
          Takie poznanie siebie, jest możliwe dopiero w bliskim kontakcie z drugą
          osobą,która stanowi rodzaj lustra.Od wiedzy i wrażliwości terapeuty
          zależy,czy nasze odbicie w lustrze jest prawdziwe i wierne.Zależy to też
          od pacjenta; czy zbudują razem kontakt oparty na pełnym zaufaniu.
          Psychoterapia jest procesem trudnym zarówno dla pacjenta jak i dla
          terapeuty,który wczuwając się w problemy pacjenta ,niejako uczestniczy w
          nich i bierze je na siebie.
          Z tego co piszecie wynika,że pewnie nie wszyscy terapeuci tak pracują,ale
          moim zdaniem większość jest uczciwa.
          Samo okazanie zainteresowania,życzliwości i zrozumienia jest bardzo
          korzystne dla pacjenta.Jest to rodzaj tzw.psychoterapii wspierającej,która
          nie sięga do przyczyn konfliktów wewnętrznych pacjenta,które są osią
          nerwicy.
          POsyłam parę moich uwag bezpośrednio na e-maila.
          Pozdrawiam i życzę powodzenia !
    • sabinac-0 Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 01.08.10, 12:02
      Jak mowia Francuzi "deja vu, deja vequi" czyli "jo tu byl, jo to miol".

      Tez tak mam, tyle ze lek dopada mnie zwykle w srodku nocy. Budze sie z panicznym
      lekiem, czy nie popelnilam jakiegos bledu w pracy, czy dobrze wypadlam w
      rozmowie z kimstam, czy nastepnego dnia nie wydarzy sie wypadek. Przezywam jak
      mrowka okres kazda krytyke, boje sie o meza i syna, o dom, goraczkowo przeliczam
      pieniadze na koncie czy mi na cos nie braknie, przed oczyma staja mi wszelkie
      mozliwe czarne scenariusze. Rano zwykle mam wiecej optymizmu i caly dzien
      trzymam sie dobrze. Az do nastepnej nocy.

      Ogolnie dobrze sobie radze i jestem zadowolona z mojego zycia, niemniej te nocne
      obawy troche daja mi w kosc.

      Jakie sa przyczyny? Rozne zapewne, od problemow jeszcze z dziecinstwa (moi
      rodzice byli z tych wiecznych krytykantow i czarnowidzow), poprzez pare
      zyciowych dramatow juz w zyciu doroslym. Mniejsza z tym, w koncu wazniejsza
      kwestia niz "dlaczego?" jest "jak sie wyluzowac?"
      • kaa.lka Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 01.08.10, 12:30
        najbardziej podnosi mnie na duchu, gdy skupie sie na zyciu wokol.
        na tym ,ze ludzie sa zwykli, ze chodza, ze gadaja, ze pala papierosy
        i smieca i smieja sie i klna..
        a najbardziej w nocy, gdy wracaja z imprez.. cichna nagle bo slysza
        slowiki.

        ps
        zawsze najpierw slyszalam, a dopiero dobra chwile pozniej, widzialam
        rzeczywistosc.
      • arfeniks Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 01.08.10, 13:46
        Takie budzenie się w środku nocy, następuje na skutek kumulacji lęku,który
        w dzień odsuwasz pochłonięta innymi sprawami.
        Jest to objaw charakterystyczny dla depresji.Jeśli jak piszesz, dobrze
        sobie radzisz w dzień,to raczej to nie jest jakaś ciężka depresja.
        A czy coś jeszcze Ci dolega oprócz tego ?
        Jeśli jak piszesz, miałaś kogoś w rodzinie o skłonnościach do
        czarnowidztwa,to może to być dziedziczna skłonność.
        Przy takich lekkich, stanach depresyjnych czasami może pomóc samo
        zwiększenie ruchu.(najlepiej na świeżym powietrzu ponieważ ruch wyzwala
        hormony szczęścia,może też to być taniec).
        Ważne jest co myślisz,bo to Twoje myśli powodują to, jak się czujesz.
        Jeśli jednak Twoje lęki nadal będą się utrzymywać,to trzeba się nimi zająć.
        Jeśli chcesz możesz napisac o swoich relacjach z rodzicami,dzieciństwie i
        przeżytych trudnych doświadczeniach.MOże wspólnie poszukamy przyczyn ?
        Proszę pisać bezpośrednio do mnie,chyba,że wolisz na forum się wywnętrzać ?
        • sabinac-0 Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 01.08.10, 15:32
          Mysle, ze to nie tyle czarnowidztwo jest dziedziczne, ile te slyszane przez lata
          "jestes pewna, ze wszystko przewidzialas?", "a co bedzie jesli sie nie uda?",
          "uwazaj, bo konsekwencje moga byc powazne", "rob jak chcesz, tylko nie przychodz
          do mnie jak znow ci sie cos walnie" gleboko zapadaja w pamiec.

          Dziekuje za wsparcie, odezwe sie na priva.
          • arfeniks Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 01.08.10, 19:43
            Miałam na myśli, mówiąc o dziedzicznym czarnowidztwie to,że dziecko
            przyswaja sobie nieświadomie sposób myślenia o świecie swoich rodziców.
            Mimo,że nam się wydaje,że mamy na wszystko własne poglądy,często
            posługujemy się wzrocami wyniesionymi z domu.
            Do tych ostrzeżeń wypowiadanych przez rodziców jeszcze wrócę.
    • jan_owy Odpuściłem. Postanowione! 02.08.10, 18:15
      Właśnie postanowiłem, że poddam się psychoterapii. Nie potrafię sam sobie dać
      rady z moimi dolegliwościami, z moją nerwicą lekową, z moją nerwicą żołądka.

      Wobec ostatnich ciężkich dni, gdy nerwica żołądka się nasiliła, i wobec
      dzisiejszego ataku ze strony żołądka, który jeszcze na dobre nie minął -
      postanawiam i ogłaszam tutaj Wam, wszem i wobec, że podejmę się psychoterapii,
      jeśli nie z NFZ, to odpłatnie - 1 raz w tygodniu (a nie jak mnie namawiano na 2
      razy w tygodniu). Potrzebuję pomocy, sam nie potrafię sobie pomóc, gdyż te próby
      trwają od ponad roku i niewiele to dało. Dlatego potrzebuję psychoterapeuty!
      Postanawiam to tutaj publicznie - żebym miał świadków na moje postanowienie.
      Mogę oszczędzać, mogę zrezygnować z jakichś tam rzeczy, mogę więcej pracować -
      aby mieć kasę na psychoterapię. W końcu 400 zł na miesiąc to nie jest wielki
      majątek. :( Są rzeczy ważne, ważniejsze i najważniejsze. Najważniejszą rzeczą
      teraz jest dla mnie moje zdrowie psychiczne.
      • arfeniks Re: Odpuściłem. Postanowione! 02.08.10, 19:20
        Bardzo się cieszę !
        Mam nadzieję ,że znajdziesz dobrego psychoterapeutę.Wiem,że masz
        ograniczone środki i nie bardzo możesz przebierać.
        Polecałabym psychoterapię grupową ponieważ moim zdaniem jest
        skuteczniejsza niż psychoterapia indywidualna.Oczywiście grupa musi być
        dobrze prowadzona.
        Psychoterapia grupowa byłaby dla Ciebie wskazana i z tego względu,że Twój
        problem dotyczy głównie braku odporności na krytykę i negatywną ocenę,a
        także samooceny.W grupie będziesz miał o wiele więcej okazji,by te
        problemy przezwyciężyć niż w kontakcie 1:1 tylko z psychoterapeutą.
        MOżesz w każdej chwili, też do mnie bezpośrednio napisać ,postaram się
        zawsze coś podpowiedzieć.Oczywiście nie chcę za to pieniędzy.
        Życzę powodzenia,
        • malinova14 Re: Odpuściłem. Postanowione! 08.08.10, 10:13
          Mysl zawsze pozytywnie.
          W chwilach zlych mysli staraj sie szybko pomyslec o czyms innym,lub
          zacznij np sie modlic to odwraca uwage od problemu.
          Dobra jest medytacja ,Tai chi lub joga.
      • sabinac-0 Re: Odpuściłem. Postanowione! 08.08.10, 12:15
        Gwoli scislosci - nie uzywa sie juz terminow "nerwica zoladka" czy "nerwica
        serca" bo pacjenci sugerowali sie tymi terminami i mysleli, ze maja chory
        zoladek czy serce - a ze nerwicowcy czesto maja hipochondryczne sklonnosci,
        wplywalo to fatalnie na ich psychike.

        Rozne objawy somatyczne - bole brzucha, biegunki, mdlosci, kolatania serca,
        mrowienia konczyn itp itd sa tylko reakcjami tzw. ukladu nerwowego
        autonomicznego na pobudzenie psychiczne.
        Sa one CALKOWICIE NIEGROZNE, nie wymagaja leczenia i mijaja same gdy tylko
        poprawia sie stan emocjonalny pacjenta.

        Mysle, ze decyzja o psychoterapii jest najlepsza jaka mogles podjac.
    • zorz_ponimirski Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 08.08.10, 02:13

      tu o kobiecie terapeutyzujacej sie przez 40+ lat
      www.nytimes.com/2010/08/08/magazine/08Psychoanalysis-t.html?_r=1&ref=magazine
    • yoursoul62 Re: Chcę poradzić sobie sam, bez psychoterapeuty. 08.08.10, 10:52
      tez tak mialam , dokladnie identyczna sytuacje . Wrazliwosci nie trzeba stlamsic
      , trzeba odbudowac poczucie wlasnej wartosci . A w takiej sytuacji to proces na
      dlugie lata . Pomagaja przyjaciele i wszelkie wspierajace osoby ale bez terapii
      psychologicznej niewiele sie zmieni .Twoje leki beda wychodzily na wierz przy
      wielu okazjach . W kazdym miescie sa osrodki z darmowa pomoca psychologiczna i
      to ze za dobra terapie trzeba placic to mit ! Po prostu musisz sie zdecydowac i
      takiego miejsca skutecznie poszukac .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka