figlarna.dama
30.09.10, 08:14
Jestesmy bezdzietnym malzenstwem w sumie udanym i szczesliwym z 7 letnim stazem-rowiesnicy-lekko po trzydziestce.
Moj maz to czlowiek niezwykle uparty, ktory twardo upiera sie przy swoim i uwaza,ze zawsze ma racje -niewazne czy sluszna czy nie!!!Ja tez jestem w sumie uparta,mam swoje zdanie i potrafie dzielnie walczyc o swoje racje,z tym ,ze jesli ktos udowodni mi przemawiajac do mnie silnymi argumentami,ze sie myle, potrafie odpuscic i przyznac do bledu.Niestety do mojego malzonka zadne argumenty nie trafiaja,bedzie walczyl do upadlego ,nie podda sie.No coz taki typ.
W przeszlosci wiele bylo klotni-niepotrzebnych,jeden drugiemu na sile wpieral swoje racje,czasem sami sobie ,na wlasne zyczenie stwarzalismy naprawde meczace klimaty,wrecz niedozniesienia.Na szczescie z mezem dobralismy sie na zasadzie podobienstw a nie przeciwienst ,podobnie myslimy i raczej sie zgadzamy.Na dzien dzisiejszy jesli mamy odmienne zdanie nie dyskutujemy,odpuszczamy temat.Ja mam swoje racje a maz swoje -koniec kropka.
Dlugasny wstep mi wyszedl,sorki.Teraz do sedna.
Zauwazylam,ze ostatnio (moze od roku gdzies tak)maz robi wszystko na przekor.Jesli ja mysle tak, to na bank on bedzie myslal odwrotnie ,nawet jesli nie jest to zgodne z jego przekonaniami.Np.w towarzystwie, kiedy wypowiadam sie na jakis temat, on jest pierwszym,bardzo czesto tez i jedynym ,ktory sie ze mna nie zgadza.Jesli chce obejrzec cos na DVD i proponuje jakis film, to on akurat wlasnie tego flimu ogladac nie ma ochoty, nawet jesli jest z rodzaju tych, ktore uwielbia.Kiedy dojezdzajac do skrzyzowania mowie- przyspiesz to uda nam sie jeszcze przejechac,specjalnie zwalnia twierdzac ,ze za pozno-a ja tez jestem kierowaca i wiem,ze daloby rade.W tej chwili jestem na dosc rygorystycznej diecie,poprosilam meza ,zeby przynajmniej unikal przy mnie jesc slodycze,mozna sie domyslec ,ze ups zapomnialo mu sie.Przykladow jest tysiace.Kiedy pytam go dlaczego robi mi na zlosc wysmiewa mnie ,ze sobie cos w glowie uroilam.
W domu zaczyna sie robic komicznie,czeski film.Wyczulam go juz i jak chce cos osiagnac to mowie odwrotnie.Jak chce zeby przejchal na skrzyzowaniu to mowie zwolinj bo nie zdazymy ,wtedy on noge na gaz i sru...chocby nawet na czerwonym.W sumie skuteczna metoda ,ale ja sie zastanawiam co sie stalo i dlaczego maz zachowuje sie tak jak sie zachowuje.Czy to tymczasowe czy juz na stale tak zostanie.Czy my przechodzimy kryzys???Co bedzie jak sie pojawia dzieci-przeciez to na dluzsza mete jest niedowytrzymania.
Blagam poradzcie cos,podzielcie sie swoimi doswiadczeniami,czy ja wyolbrzymiam???co sadzicie??