mona.blue Re: Dziennik 1954 Tyrmanda 05.10.10, 15:15 Bo dla mnie ta ksiażka była przełomem w życiu. Drugą taką książką jest Mały książe. Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Dziennik 1954 Tyrmanda 05.10.10, 15:18 Dzięki tym "Małemu księciu" zrozumiałam kogo kocham, a dzieki "Dziennikom" zrozumiałam, że nasz związek jest mozliwy. Odpowiedz Link Zgłoś
to.niemozliwe Re: Dziennik 1954 Tyrmanda 05.10.10, 17:12 Czytałem, dobra książka. Np. z niej przyswoiłem i zaadoptowałem sobie pojęcie "lepienia kobiety", w ogóle "lepienia człowieka". Tam jest taki moment, kiedy ktoś mu (LT) mówi, że "Lepisz wspaniałą kobietę, ale nia dla siebie". Oczywiście chodziło o różnicę wieku. I jakoś wydało mi się to sformuowanie genialne, jest w tym i oczywistość i jakas prawda o przemijaniu i o nieuchronności mającej nastapić utraty miłości, a także o naszej zdolności do kształtowania innych swoją postawą, rozmowami, postępowaniem. Tak, jakby ktoś mu mówił, nie myśl, że jak ona się Tobą znudzi, że przegrałeś - to będzie moment twojego triumfu, że oto "ulepiłeś wspaniałą kobietę". Widzę też to szerzej, ze np wiele osób, szukających partnera ma ową roszczeniową postawę, tak jakby wykluczali swoją zdolnosc do ukształtowania drugiej, kochanej osoby. Mówią sobie ...musi być to i to, takie cechy, takie poglądy, jak lubi Bacha, to nudziarz, jak lubi grunge, to niepoważna, itd...Tymczasem przyjemność ze współksztaltowania i rozwijania innej osoby jest bezcenna! :) Odpowiedz Link Zgłoś
zorz_ponimirski Re: Dziennik 1954 Tyrmanda 05.10.10, 17:18 Mona, Ty jesteś ta łysa od Łapickiego? :D Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Dziennik 1954 Tyrmanda 05.10.10, 18:26 zorz_ponimirski napisała: > Mona, Ty jesteś ta łysa od Łapickiego? :D nie :P rożnica wieku jest duża, ale nie tak szokująca :) Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Dziennik 1954 Tyrmanda 05.10.10, 18:50 mona.blue napisała: > U nas było podobnie to był komentarz do postu to.niemożliwe Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Dziennik 1954 Tyrmanda 05.10.10, 18:56 mona.blue napisała: > mona.blue napisała: > > > U nas było podobnie > > to był komentarz do postu to.niemożliwe bardzo się różnię od tej dziewczyny sprzed lat, nie tylko dlatego, że pozostawaliśmy w długoletnim związku, ale też dzięki psychoterapii i wspólnocie (powinnam napisać Bogu) Odpowiedz Link Zgłoś
nenia1 Re: Dziennik 1954 Tyrmanda 05.10.10, 19:23 to.niemozliwe napisał: > Czytałem, dobra książka. Np. z niej przyswoiłem i zaadoptowałem sobie pojęcie " > lepienia kobiety", w ogóle "lepienia człowieka". Tam jest taki moment, kiedy kt > oś mu (LT) mówi, że "Lepisz wspaniałą kobietę, ale nia dla siebie". No ja książki nie czytałam, nie wiem więc, czy nie wyrywam z kontakstu, ale we mnie samo to zdanie wzbudza niepokój. Takie trochę pigmalionowskie jest, no jakoś nie zachęca mnie do siebie człowiek, który chce lepić mnie. Może dlatego, że ja lubię sama siebie lepić. I takie pocieszanie samego siebie, ona odchodzi, ale to ja ją stworzyłem. Nie ma tu miejsca dla samej kobiety, dla jej pracy, dla jej tworzenia siebie. Nie ma tu też miejsca dla smutku po rozstaniu, od razu następuje pocieszenie, a nawet pewnego rodzaju gorzka, bo gorzka, ale jednak satysfakcja z "dzieła". Tego bym się bała w związku ze starszym mężczyzną, tej jego potrzeby "lepienia człowieka" na swój obraz i podobieństwo. Odpowiedz Link Zgłoś
clarissa3 Re: Dziennik 1954 Tyrmanda 05.10.10, 19:30 wydaje mi sie ze tam bardziej chodzilo o to ze T ja uzywal dla zabawy, bez intencji, a ona byla siksa ktorej on imponowal - uklad z zalozenia krotkotrwaly. Fanaberia. Odpowiedz Link Zgłoś
to.niemozliwe Re: Dziennik 1954 Tyrmanda 06.10.10, 08:44 No właśnie tak to wyglądało. Odpowiedz Link Zgłoś
to.niemozliwe Re: Dziennik 1954 Tyrmanda 06.10.10, 08:43 > Takie trochę pigmalionowskie jest, no jakoś nie zachęca mnie do siebie człowiek > , który chce lepić mnie. Może dlatego, że ja lubię sama siebie lepić. Słuszna uwaga. > I takie pocieszanie samego siebie, ona odchodzi, ale to ja ją stworzyłem. Nie m > a tu miejsca dla samej kobiety, dla jej pracy, dla jej tworzenia siebie. Akurat w książce nie było wątku o jej stwarzaniu siebie, właściwie, to traktował ją, jak nieco kapryśną "foczkę", zresztą to była nastolatka. > Nie ma tu też miejsca dla smutku po rozstaniu, od razu następuje pocieszenie, a > nawet pewnego rodzaju gorzka, bo gorzka, ale jednak satysfakcja z "dzieła". Smutek był, ale przeżywany na dojrzale męski sposób: gorzka refleksja i kieliszek. Przecież nie będzie płakał tygodniami i wisiał na telefonie do przyjaciela ;D > Tego bym się bała w związku ze starszym mężczyzną, tej jego potrzeby "lepienia > człowieka" na swój obraz i podobieństwo. To byl rodzaj układu: on znany, facet z inteligencją, klasą i pozycją towarzyską, ale oczywiście świadom czasów w ktorych żyje (1954), ona ... nie wiem, właściwie co ona z tego chciała (możę Wy wiecie?). Jakoś nie pamiętam przytaczania przez niego głębszych rozmów z nią. W sumie, to nic ważnego nie było. W każdym razie jakiś fatalizm układu z piętnem końca (ze względu na różnicę wieku) nad tym wszystkim wisi. Może nawet z tego wynika jego niechęć do pogłębiania (w sensie relacji) tej znajomości? Bo i tak się sypnie lada chwila? Odpowiedz Link Zgłoś