Dodaj do ulubionych

Mam dość wszystkiego

17.10.10, 13:10
Już dłużej nie mogę tego wytrzymać.
Jak długo można walczyć o siebie? O to, żeby w końcu było lepiej? Od paru lat chodzę do różnych specjalistów: psychiatrów i psychologów. Od paru lat z drobnymi przerwami biorę różne leki psychotropowe. Od ponad 2 lat jestem na psychoterapii. To nie pomaga i nie widać światełka nadziei. Co z tego, że minęły mi stany lękowe i teraz już nie boję się być sama w domu? I tak wciąż jestem ciężarem dla innych. Dla niektórych już nie jestem ciężarem bo po prostu przestali się ze mną kontaktować. Dziś jest mi wyjątkowo ciężko i źle. I nawet nie mam komu się wygadać, kogo prosić o pomoc. Nie mam siły czekać do kolejnego spotkania z psychologiem bo to dopiero w środę. Włożyłabym głowę do piekarnika gdyby nie to, że mam elektryczny i zbyt mały żeby się zmieściła. Brzmi jak kiepski dowcip.
Czasami miewałam znajomych. Ludzie lubili mnie w chwilach gdy byłam wesoła, beztroska - wtedy dało się mnie lubić. Ale takich chwil jest dość mało. Częściej jest mi smutno i źle, jestem zmęczona życiem i zrezygnowana. Ile można słuchać takiego marudzenia i wypłakiwania się? Nawet święty by tego nie wytrzymał. Teraz też zdaję sobie sprawę, że pewnie wysyłam tego posta w pustkę - komu by się chciało czytać takie smuty.
Mam dość wszystkiego. Nie potrafiłam zrobić prawa jazdy, nie mogę skończyć studiów. W pracy ledwo wytrzymuję. Powtarzam sobie, że zmienię ją jak skończę studia. Wszystko przychodzi mi z takim trudem.
No ale najgorszy jest brak przyjaciela.
Mam narzeczonego. Wydaje mi się, że oświadczył mi się może z litości, może pod wpływem chwili (byliśmy na wakacjach i było beztrosko). Może dlatego, że jego brat kilka m-cy wcześniej się zaręczył. Może też dlatego, że jesteśmy razem 4 lata, mieszka u mnie i miał jakieś poczucie obowiązku. Od pewnego czasu ciągle się kłócimy. Wczoraj też była taka kłótnia, bałam się że wybuchnę, w pewnych momentach nie potrafię panować nad sobą. Wzięłam xanax zamknęłam się w łazience. Łzy same mi leciały i trząsłam się tak jakby mi było zimno.
Nie wiem po co o tym wszystkim piszę, może dlatego, że nie mam komu o tym opowiedzieć. Może bym chciała, żeby ktoś wysłuchał i zrozumiał.
Obserwuj wątek
    • dzanky Re: Mam dość wszystkiego 17.10.10, 15:46
      colleen83 napisała:

      > Już dłużej nie mogę tego wytrzymać.
      > Jak długo można walczyć o siebie? O to, żeby w końcu było lepiej?

      Nie zniechecaj sie i nie poddawaj, bo zawsze warto walczyc o siebie. Efekty na pewno przyjda, u kazdego jednak wyglada to inaczej jesli chodzi o czas...

      > Dla niektórych już nie jestem ciężarem bo po prostu przestali się ze mną kontaktować.

      Widocznie nie byli to ludzie, ktorym na Tobie naprawde zalezalo i dlatego nie ma co zalowac, ze znikneli z Twojego zycia.

      >Dziś jest mi wyjątkowo ciężko i źle. I nawet nie mam komu się wygadać, kogo prosić o pomoc.

      Czasami sa takie dni, ze wszystko sie wali i jest nam zle. Pamietaj ze najpiekniejsze jest przed Toba i nie daj sie zniechecic chwilowym trudnosciom, ktore mina.

      > Czasami miewałam znajomych. Ludzie lubili mnie w chwilach gdy byłam wesoła, bez
      > troska - wtedy dało się mnie lubić. Ale takich chwil jest dość mało. Częściej j
      > est mi smutno i źle, jestem zmęczona życiem i zrezygnowana. Ile można słuchać t
      > akiego marudzenia i wypłakiwania się? Nawet święty by tego nie wytrzymał. Teraz
      > też zdaję sobie sprawę, że pewnie wysyłam tego posta w pustkę - komu by się ch
      > ciało czytać takie smuty.

      Bardzo dobrze, ze napisalas, od tego jest to forum aby w takich chwilach, gdy jest nam ze soba zle, moc sie dzielic swoimi odczuciami.
      Moze na poczatku ubierasz maske wesolosci aby przypodobac sie innym i w efekcie takich ludzi do siebie przyciagasz, ktorzy prawdziwej Ciebie wcale nie rozumieja i nie znaja?

      > Mam dość wszystkiego. Nie potrafiłam zrobić prawa jazdy, nie mogę skończyć stud
      > iów. W pracy ledwo wytrzymuję. Powtarzam sobie, że zmienię ją jak skończę studi
      > a. Wszystko przychodzi mi z takim trudem.

      W dzisiejszych czasach zrobic prawo jazdy to wcale nie taka prosta sprawa. Jestes dzielna, ze potrafisz pogodzic prace i studia. Nie badz dla siebie taka sroga i docen to, ze tak wiele juz osiagnelas:)

      > No ale najgorszy jest brak przyjaciela.
      > Mam narzeczonego. Wydaje mi się, że oświadczył mi się może z litości, może pod
      > wpływem chwili (byliśmy na wakacjach i było beztrosko). Może dlatego, że jego b
      > rat kilka m-cy wcześniej się zaręczył. Może też dlatego, że jesteśmy razem 4 la
      > ta, mieszka u mnie i miał jakieś poczucie obowiązku.

      A moze dlatego, ze Cie zna i kocha i akceptuje taka jaka jestes i chce z Toba spedzic zycie?

      >Od pewnego czasu ciągle się kłócimy. Wczoraj też była taka kłótnia, bałam się że >wybuchnę, w pewnych momentach nie potrafię panować nad sobą. Wzięłam xanax zamknęłam się w łazience. Łzy same mi leciały i trząsłam się tak jakby mi było zimno.

      Konflikty zdarzaja sie w kazdym zwiazku i sa tez potrzebne. Moze postaraj sie wiecej rozmawiac ze swoim chlopakiem i mowic mu o swoich odczuciach i potrzebach. To wazne w zwiazku aby miec w sobie wzajemnie wsparcie. Pozdrawiam serdecznie:)

      • colleen83 Re: Mam dość wszystkiego 17.10.10, 17:51
        dzanky napisała:

        > colleen83 napisała:
        >

        > > Dla niektórych już nie jestem ciężarem bo po prostu przestali się ze mną
        > kontaktować.
        >
        > Widocznie nie byli to ludzie, ktorym na Tobie naprawde zalezalo i dlatego nie m
        > a co zalowac, ze znikneli z Twojego zycia.
        >

        Problem w tym, że w tym momencie nie został już nikt, z kim mogłabym pogadać jak jest mi źle.

        > > Mam narzeczonego. Wydaje mi się, że oświadczył mi się może z litości, moż
        > e pod
        > > wpływem chwili (byliśmy na wakacjach i było beztrosko). Może dlatego, że
        > jego b
        > > rat kilka m-cy wcześniej się zaręczył. Może też dlatego, że jesteśmy raze
        > m 4 la
        > > ta, mieszka u mnie i miał jakieś poczucie obowiązku.
        >
        > A moze dlatego, ze Cie zna i kocha i akceptuje taka jaka jestes i chce z Toba s
        > pedzic zycie?
        >
        > >Od pewnego czasu ciągle się kłócimy. Wczoraj też była taka kłótnia, bałam
        > się że >wybuchnę, w pewnych momentach nie potrafię panować nad sobą. Wzięła
        > m xanax zamknęłam się w łazience. Łzy same mi leciały i trząsłam się tak jakby
        > mi było zimno.
        >
        > Konflikty zdarzaja sie w kazdym zwiazku i sa tez potrzebne. Moze postaraj sie w
        > iecej rozmawiac ze swoim chlopakiem i mowic mu o swoich odczuciach i potrzebach
        > . To wazne w zwiazku aby miec w sobie wzajemnie wsparcie. Pozdrawiam serdecznie
        > :)
        >

        Tylko, że on ma zupełnie inne podejście do życia i problemów. Dla niego moja terapia to niepotrzebne wydawanie pieniędzy.
        Dziś od rana siedziałam i płakałam, wogle się nie zainteresował. Od rana się nie odzywał bo był zły po wczorajszej kłótni. Ja też się nie odzywałam. Zrobił śniadanie i burknął, że jak chcę to mogę zjeść. Więc nie zjadłam. Pół dnia przepłakałam a on mnie ignorował. Wreszcie ok. pół godziny temu rozmawialiśmy. Powiedziałam mu że potrzebuję od niego wsparcia. Najpierw było gadanie, że wcale nie, że jak on sobie pojedzie to potem jak wróci to ja już będę zadowolona. A potem stwierdził, że mam coś wymyśleć, co chcę robić, zaplanować i jak już będę miała plan ułożony to zadzwonić do niego. A ja potrzebuję, żeby ktoś dziś pomyślał za mnie. Bo ja naprawdę nie mam siły.

        Aha... wiesz o co się wczoraj wkurzyłam? Jak się kładłam spać to mówiłam, żeby nie wyłączał kompa, bo mam tam coś włączone. Dotknęłam myszki i przełączyłam na inną stronę, żeby mu to pokazać i za to dostałam ochrzan. Posiedziałam z 5 min wkurzona i stwierdziłam ze lepiej jak mu powiem że mi się nie podoba, że mnie ochrzania o takie coś. Wywiązała się rozmowa a on stwierdził, że ja się dopuściłam rękoczynów. Dziś mu powiedziałam że to jego stwierdzenie wyprowadziło mnie z równowagi a on na to, że czynność wykonana rękami to rękoczyny. Na nic moje tłumaczenie, że rękoczyny to pobicie. Brak mi słów.
        Naprawdę rozmowa i mówienie o tym co się czuje nie pomaga.

        • sabinac-0 Re: Mam dość wszystkiego 17.10.10, 19:45
          colleen83 napisała:

          > Dziś od rana siedziałam i płakałam, wogle się nie zainteresował. Od rana się ni
          > e odzywał bo był zły po wczorajszej kłótni. Ja też się nie odzywałam. Zrobił śn
          > iadanie i burknął, że jak chcę to mogę zjeść. Więc nie zjadłam. Pół dnia przepł
          > akałam a on mnie ignorował.

          Mowiac prozaicznie - chcialas sie pogodzic, ale przyznanie sie do tego odczulabys jako 0:1 dla niego, wiec od rana urzadzalas dasy-pasy by on sie domyslil o co Ci chodzi i odszczekal spod stolu wszystko, co wczoraj powiedzial w czasie klotni.

          > A ja potrzebuję, żeby ktoś dziś pomyślał
          > za mnie. Bo ja naprawdę nie mam siły.
          >
          Sadze, ze dzis jestes w kiepskim nastroju bo masz reminiscencje po sprzeczce i zal do partnera, ze nie jest jak bohaterowie komedii romantycznych (tzn. nie stoi pod drzwiami, koniecznie w deszczu, z wiechciem i "wybacz, jestem draniem, kocham cie" na ustach).

          Na szczescie slonce wstaje codziennie. :)
          • colleen83 Re: Mam dość wszystkiego 17.10.10, 21:06
            sabinac-0 napisała:

            > colleen83 napisała:
            >
            > > Dziś od rana siedziałam i płakałam, wogle się nie zainteresował. Od rana
            > się ni
            > > e odzywał bo był zły po wczorajszej kłótni. Ja też się nie odzywałam. Zro
            > bił śn
            > > iadanie i burknął, że jak chcę to mogę zjeść. Więc nie zjadłam. Pół dnia
            > przepł
            > > akałam a on mnie ignorował.
            >
            > Mowiac prozaicznie - chcialas sie pogodzic, ale przyznanie sie do tego odczulab
            > ys jako 0:1 dla niego, wiec od rana urzadzalas dasy-pasy by on sie domyslil o c
            > o Ci chodzi i odszczekal spod stolu wszystko, co wczoraj powiedzial w czasie kl
            > otni.

            Szczerze mówiąc rano nie chciałam się pogodzić. Co do śniadania gdy on jadł cały czas zastanawiałam się czy się przysiąść czy nie. Jak wreszcie podjęłam decyzję, on sprzątał ze stołu więc ostatecznie zrezygnowałam. On twierdzi, że zaproponowanie śniadania było próbą pogodzenia się. Dla mnie jednak sposób w jaki się komuś coś proponuje ma znaczenie. I ma znaczenie czy ton głosu jest pogardliwy czy zapraszający. Oczywiście może to być moja interpretacja. Ale tego już tu na forum nie ocenisz.

            >
            > > A ja potrzebuję, żeby ktoś dziś pomyślał
            > > za mnie. Bo ja naprawdę nie mam siły.
            > >
            > Sadze, ze dzis jestes w kiepskim nastroju bo masz reminiscencje po sprzeczce i
            > zal do partnera, ze nie jest jak bohaterowie komedii romantycznych (tzn. nie st
            > oi pod drzwiami, koniecznie w deszczu, z wiechciem i "wybacz, jestem draniem, k
            > ocham cie" na ustach).
            >
            > Na szczescie slonce wstaje codziennie. :)

            Zawsze wiedziałam, że on nie jest facetem takim jak w komediach romantycznych.
            Żal mam głównie o to, jak się wczoraj zachował.
            Być może w jego odczuciu to że dziś płakałam było próbą wymuszenia czegoś na nim. Chyba tylko ja wiem że nią nie było. Nie jestem silna, choć bym chciała. Ale bardzo mnie boli gdy moje starania są lekceważone.
            • sabinac-0 Re: Mam dość wszystkiego 18.10.10, 13:35
              colleen83 napisała:

              > rano nie chciałam się pogodzić (...) gdy on jadł cał
              > y czas zastanawiałam się czy się przysiąść czy nie. Jak wreszcie podjęłam decyz
              > ję, on sprzątał ze stołu (...) On twierdzi, że zaprop
              > onowanie śniadania było próbą pogodzenia się. Dla mnie jednak sposób w jaki się
              > komuś coś proponuje ma znaczenie.

              Jakbym czytala stara bajke "Zuraw i Czapla". :)

              > bardzo mnie boli gdy moje starania są lekceważone.

              Starania czego? Przerobienia faceta na ksiecia z Twoich marzen?

              Facet byc moze tez probuje Cie przerobic na dziewczyne ze swych snow (silna, zdecydowana, mocno stojaca na ziemi), z podobnie oplakanym skutkiem - i stad Wasze spiecia.

              Albo zaakceptujesz goscia takim, jaki jest (w koncu chyba ma jakies zalety), albo musisz szukac nowego.
              Z glebogryzarki nie zrobisz lektyki, chocbys morze lez wylala.
              On sam tez musi zrozumiec, ze z rumianku nie bedzie debu.
        • dzanky Re: Mam dość wszystkiego 17.10.10, 20:07
          hmm, a on tak czesto Ciebie ochrzania za takie drobiazgi albo bez powodu? Czy czujesz, ze Cie kocha? Czy mowi Ci tez czasami komplementy i widzisz ze sie stara? Czy Ty go kochasz i czujesz sie z nim kochana, akceptowana i szanowana? Czy mowisz mu tez czasem cos milego?

          Moze masz dzis akurat taki dzien, ze wszystko widzisz w takich ponurych kolorach. W silnych emocjach trudno tez znalezc kompromis i rozwiazanie konfliktu i lepiej odczekac az emocje opadna i na spokojnie potem zastanowic sie jakie sa Twoje oczekiwania i co chcialabys zmienic. Warto tez spytac o jego oczekiwania i przedyskutowac to razem na spokojnie.
          • colleen83 Re: Mam dość wszystkiego 17.10.10, 20:52
            dzanky napisała:

            > hmm, a on tak czesto Ciebie ochrzania za takie drobiazgi albo bez powodu? Czy c
            > zujesz, ze Cie kocha? Czy mowi Ci tez czasami komplementy i widzisz ze sie star
            > a? Czy Ty go kochasz i czujesz sie z nim kochana, akceptowana i szanowana? Czy
            > mowisz mu tez czasem cos milego?
            >

            Hmmm... Często jest sytuacja, że tak powiem takiego wzajemnego niezrozumienia.
            Ja cały czas uczę się tego, że jesteśmy bardzo różni. Ostatnio często staram się kontrolować to i pomyśleć 3 razy czy coś jest tak jak mi się wydaje naprawdę. A może mi się tylko wydawało przez pryzmat moich doświadczeń? Brzmi to strasznie dziwnie. W pewnych momentach nie jest łatwo.
            Ja jestem bardzo wrażliwa na odrzucenie. Może przewrażliwiona. Każdy jego foch to dla mnie cios, a on lubi strzelać fochy. On z kolei jest bardzo powściągliwy w okazywaniu uczuć. On tak na codzień nie powie mi, że mnie kocha.
            Szczerze mówiąc ja wiem, że ja mam bardzo niską samoocenę, ale cóż, to mój problem nie jego.

            > Moze masz dzis akurat taki dzien, ze wszystko widzisz w takich ponurych kolorac
            > h. W silnych emocjach trudno tez znalezc kompromis i rozwiazanie konfliktu i le
            > piej odczekac az emocje opadna i na spokojnie potem zastanowic sie jakie sa Two
            > je oczekiwania i co chcialabys zmienic. Warto tez spytac o jego oczekiwania i p
            > rzedyskutowac to razem na spokojnie.

            Spokojnie to się może zaczyna. Ale oboje jesteśmy uparci. Dla mnie nie jest łatwo rezygnować z własnego zdania gdy widzę jak on upiera się przy swoim. Jakbym tak miała zrezygnować ze wszystkiego to chyba musiałabym się stać kukłą.
            Dla mnie to jest porażka gdy ja staram się mu wytłumaczyć, że jestem zupełnie inna niż on jeśli chodzi o jakąś konkretną sprawę, a on się upiera, że ja na pewno nie mam racji, a że on ją ma. Albo że ja coś źle przeżywam, bo on przeżywa to inaczej.

            Cały czas sobie tłumaczę, że to minie. On nie ma za ciekawej sytuacji zawodowej, ale nie będę tego tu opisywać. Ja już nie czerpię satysfakcji ze swojej pracy. To też ma wpływ na to jak się zachowujemy w domu. Z tym, że ja potrafię być silna do czasu. Czasami, tak jak dziś, czuję, że miarka się przebrała i moja wytrzymałość się skończyła.
            • kobieta_z_polnocy Re: Mam dość wszystkiego 20.10.10, 16:50
              Colleen, piszesz, że jesteś ciężarem i z opisu wynika, że rzeczywiście tak jest.

              Wybacz, ale chyba się nie dziwisz, ze ludzie się od ciebie odsuwają? Wciąż tylko żądasz dla siebie: pomocy, wsparcia, głaskania po głowie. Nikt nie ma obowiązku ciągnięcia cię przez całe życie za uszy, a robienie z twoich bliskich pełnoetatowych psychoterapeutów się nie uda i już się nie udaje.

              Sama słusznie piszesz, że twoja niska samoocena i przewrażliwienie to twoje problemy. Jeżeli twój narzeczony nie do końca zaspokaja twoje potrzeby emocjonalne (choć ośmielam się stwierdzić, że są one jak czarna dziura - bez dna i nienasycone), to chyba czas poszukać sobie kogoś innego? On się nie zmieni w szlachetnego terapeutę, tak jak ty nie zmienisz się w pewną siebie kobietę. Widzisz analogię? Wymagasz od niego rzeczy niemożliwych, więc albo zaakceptujesz go takim jakim jest, albo się rozstajecie.

              Wybacz, ale nie potrafię ci współczuć, bo nie dostrzegasz nic poza sobą: ja ja , ciągle ja, obarczająca innych swoimi emocjami i oczekująca niekończącego się wsparcia.
    • solaris_38 Re: Mam dość wszystkiego 17.10.10, 22:26
      Jesli czujesz że nie chcesz byc ciężarem to
      1. nim nie bądź
      niepełnosprawni tez mają szansę
      2. z jakąś częścią ciężaru dla innych trzeba się pogodzić
      aby samemu móc wziąć ciężar innych

      przyjacielem może być kot, sąsiad, małżonek
      każdy czyja obecność cie cieszy

      naucz się cieszyć obecnością innych
      odpowiedzą
    • seth.destructor Re: Mam dość wszystkiego 17.10.10, 22:39
      Sugestia dla psychologa - bardzo niska samoocena
      Sugestia dla ciebie - nauka relaksacji.
      Jeśli nie przerobiłaś ani jednego ani drugiego, to twoja terapia jest do kitu.
      • seth.destructor Re: Mam dość wszystkiego 17.10.10, 22:42
        I odpowiedz na pytanie: jak w tej sytuacji zachowałyby się dorosłe, dojrzałe osoby?
    • cynta Re: Mam dość wszystkiego 18.10.10, 08:15
      Oczekujesz od swiata ze zrobi cos co Cie postawi na nogi. Czy to terapia, czy znajomi czy w koncu tzw. "narzeczony" ... to oni maja zrobic cos magicznego co spowoduje ze Tobie bedzie lepiej...
      chyba widzisz z tej perspektywy jakie to jest absurdalne... Musisz sama sie za siebie wziasc, TY musisz znalezc cel Twgo zycia. Zrozumiec do czego dazysz, jak, z czym... Popatrz na siebie w lustrze: lubisz sie? lubisz ta osobe? co robisz zeby lubic sie bardziej? Co chcesz w zyciu zrealizowac? Wyznacz sobie jasne cele i zobacz jak mozesz je osiagnac. Nie czekaj az inni cos zrobia, nie masz wplywu na ich dzialania, TY dzialaj, na to masz wplyw....
      • panna.m.igotka Re: Mam dość wszystkiego 18.10.10, 22:35
        cynta łatwo się mówi, tylko, że to działa przez chwilę, a zaraz potem człowiek wpada w przepaść, w czarną otchłań, która nie ma końca.

        colleen83 doskonale cię rozumiem. Ale to da się zwalczyć, wiesz mi. Brakuje ci znajomych, to spróbuj kontaktów na forach tematycznych, są zamknięte i odwiedzane przez osoby właśnie z takimi problemami, gdzie nikt nie będzie cię oczerniał, a wręcz przeciwnie. Może spróbujesz spotkań grupowych, tam też możesz poznać osoby z podobnymi dolegliwościami, które chętnie będą rozmawiały z tobą o twoich problemach godzinami. Takim osobą jest łatwiej zrozumieć niż twojemu partnerowi. Czasem takie spotkania dają szerszy wgląd na własne problemy i pomagają zastąpić leki, które nie zawsze pomagają. Znam osoby, które nie wspomagają się "proszkami" po takiej "terapii", a było to ostatnie rozwiązanie i teraz mają się znacznie lepiej. Porozmawiaj ze swoim lekarzem na ten temat, może warto spróbować.

        Co się tyczy Twojego partnera. Wymagasz od niego zrozumienia, ale też musisz zrozumieć, że osoba, która nigdy nie była w podobnym stanie emocjonalnym nie potrafi tego pojąć. Ja też kiedyś nie potrafiłam, dopóki mnie samej nie dopadło z dnia na dzień. I po mimo, że już najgorsze mam już za sobą, to wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego padło właśnie na mnie. Twój partner może akurat ma inne problemy? Może sam nie potrafi "udźwignąć" twojego problemu? Powinien cię wspierać, ale pewnie tak nie jest? Może warto, aby kiedyś porozmawiał z twoim lekarzem? On zawsze będzie odbierał i traktował cię jako osobę "chorą", której dolegliwości miną po zażyciu jednej pigułki, ale to nie grypa. Może powinien dowiedzieć się czegoś na temat twoich dolegliwości?

        W kwestii studiów, prawa jazdy itp. musisz skupić się na jednej konkretnej rzeczy. Nie rób kilku na raz bo nic z tego nie będzie. Wiem, że jest to chol... trudne, ale skup się z całych sił na tej jednej i metodą "małych kroczków" dojdziesz do swojego "celu". Tylko małe "sukcesy" dadzą ci wsparcie i pozwolą cieszyć się choćby przez chwilę. To bardzo ważne. Poprawią ci humor, pomogą zapomnieć na chwilę i zwiększą wiarę we własne siły.

        Trzymaj się ciepło i głowa do góry.
        • colleen83 Re: Mam dość wszystkiego 02.11.10, 14:35
          Miałam już nic nie pisać w tym wątku. Niektóre z wypowiedzi bardzo mnie zabolały jak przeczytałam je jakiś czas temu. Dziś jednak jestem w takim stanie, że znów rozważam odebranie sobie życia. Chyba jednak jestem za dużym tchórzem, żeby to zrobić.
          Teraz mam wrażenie, że te wszystkie negatywne rzeczy, które tu są napisane są prawdziwe. Może nie nadaję się do związków. Jak widać jest to dla mnie zbyt duży ciężar, z którym nie umiem sobie poradzić.

          panna.m.igotka napisała:

          > cynta łatwo się mówi, tylko, że to działa przez chwilę, a zaraz potem człowiek
          > wpada w przepaść, w czarną otchłań, która nie ma końca.
          >
          > colleen83 doskonale cię rozumiem. Ale to da się zwalczyć, wiesz mi. Brakuje ci
          > znajomych, to spróbuj kontaktów na forach tematycznych, są zamknięte i odwiedza
          > ne przez osoby właśnie z takimi problemami, gdzie nikt nie będzie cię oczerniał
          > , a wręcz przeciwnie. Może spróbujesz spotkań grupowych, tam też możesz poznać
          > osoby z podobnymi dolegliwościami, które chętnie będą rozmawiały z tobą o twoic
          > h problemach godzinami. Takim osobą jest łatwiej zrozumieć niż twojemu partnero
          > wi. Czasem takie spotkania dają szerszy wgląd na własne problemy i pomagają zas
          > tąpić leki, które nie zawsze pomagają. Znam osoby, które nie wspomagają się "pr
          > oszkami" po takiej "terapii", a było to ostatnie rozwiązanie i teraz mają się z
          > nacznie lepiej. Porozmawiaj ze swoim lekarzem na ten temat, może warto spróbowa
          > ć.

          W ciągu tych kilku tygodni od ostatniego posta spotykałam się ze znajomymi. Jednak nie chcę ich obarczać moimi problemami. Na terapię grupową chodziłam. Mam wciąż kontakt z ludźmi z tej terapii, ale też mam wrażenie że skoro ja sama nie potrafię tego udźwignąć to oni też nie dadzą rady. Zwłaszcza, że sami mają swoje problemy.

          >
          > Co się tyczy Twojego partnera. Wymagasz od niego zrozumienia, ale też musisz zr
          > ozumieć, że osoba, która nigdy nie była w podobnym stanie emocjonalnym nie potr
          > afi tego pojąć. Ja też kiedyś nie potrafiłam, dopóki mnie samej nie dopadło z d
          > nia na dzień. I po mimo, że już najgorsze mam już za sobą, to wciąż nie mogę zr
          > ozumieć, dlaczego padło właśnie na mnie. Twój partner może akurat ma inne probl
          > emy? Może sam nie potrafi "udźwignąć" twojego problemu? Powinien cię wspierać,
          > ale pewnie tak nie jest? Może warto, aby kiedyś porozmawiał z twoim lekarzem? O
          > n zawsze będzie odbierał i traktował cię jako osobę "chorą", której dolegliwośc
          > i miną po zażyciu jednej pigułki, ale to nie grypa. Może powinien dowiedzieć si
          > ę czegoś na temat twoich dolegliwości?

          Mój partner uważa moją terapię za stratę kasy. Nie raz wypowiadał się negatywnie o mojej pani psycholog, mimo, że nawet raz jej nie widział.
          Owszem, sam ma problemy. Nie chciałam tu pisać o tym na forum, ale najbardziej boli mnie to, że ja starałam się być rozumiejąca i wspierająca jego gdy ma problemy. Od 4 lat mieszkamy razem. Od 3 lat on nie ma stałej pracy. Wszystkie rachunki płacę ja. Czasami on się dokłada do jedzenia, ale większość pieniędzy, które zarobi pakuje w auto.
          Zawsze miał też marzenia, żeby założyć własną firmę i zarobić miliony. Rzeczywistość jest inna. Zamiast tego ciągle muszę słuchać jak żyją bogacze, a my mieszkamy w moim bardzo malutkim mieszkanku. Przy jednej z prób 1,5 roku temu pożyczyłam mu pół mojej pensji. Oczywiście do tej pory nie oddał mi pieniędzy. Ale co tam, wierzyłam że w końcu stanie na nogi, że będzie zarabiał przynajmniej tyle co ja. Ale tak nie jest a ja muszę wysłuchiwać, że to wszystko przeze mnie.

          >
          > W kwestii studiów, prawa jazdy itp. musisz skupić się na jednej konkretnej rzec
          > zy. Nie rób kilku na raz bo nic z tego nie będzie. Wiem, że jest to chol... tru
          > dne, ale skup się z całych sił na tej jednej i metodą "małych kroczków" dojdzie
          > sz do swojego "celu". Tylko małe "sukcesy" dadzą ci wsparcie i pozwolą cieszyć
          > się choćby przez chwilę. To bardzo ważne. Poprawią ci humor, pomogą zapomnieć n
          > a chwilę i zwiększą wiarę we własne siły.
          >
          > Trzymaj się ciepło i głowa do góry.

          Chciałam poradzić sobie ze studiami, wreszcie coś z tym zrobić. Wzięłam urlop. Też mnie to trochę wysiłku kosztowało, bo wcale nie tak łatwo było go załatwić.
          Dziś jest pierwszy dzień tego urlopu. Zamiast pisać pracę pół dnia sprzątałam mieszkanie, żeby dało się w nim wytrzymać a drugie pół była awantura.
          Szczerze mówiąc nie mam już energii do niczego, do pisania pracy, do dbania o ten związek...

          Pewnie znów wystawiłam się na krytykę. Jednak czy tylko ja mam takie dni, że wszystkie problemy wydają się być bez rozwiązania?
          • leute Re: Mam dość wszystkiego 02.11.10, 15:27
            Wygląda na to, ze związek z tym partnerem pochłania ogromne ilości twojej energii. Ten facet:
            - nie akceptuje twoich problemów, wręcz je wypiera (stąd brak wsparcia i teksty o marnowaniu pieniędzy - tak jakby to były jego pieniądze, swoją drogą)
            - żeruje na tobie finansowo
            - obwinia cię o własne niepowodzenia
            - urządza ci awantury

            Z tego co opisałaś, on jest (a przynajmniej bywa) dla ciebie po prostu niedobry. Nawet, jeśli ma dobre intencje i czasami się stara na swój sposób, to i tak ciągle powiela zachowania, które są dla ciebie szkodliwe. Dlaczego chcesz z nim być, skoro nie wspiera cię ani emocjonalnie, ani finansowo? Nie sądzisz, że ten związek tylko pogłębia twoje problemy?
      • sophie80 Re: Mam dość wszystkiego 20.10.10, 11:40
        Zgadzam się z tą wypowiedzią. Musisz się przełamać i wziąć w garść. Nikt za Ciebie tego nie zrobi.
    • adriana_ada Ja tez 18.10.10, 11:30
    • paco_lopez Re: Mam dość wszystkiego 18.10.10, 12:53
      nic nie rozumiem. dopalacze zamnęli , a tu takie cięzkie przypadki wiedzione przez psychodoktorów. jeden powinien cię wziąć za czuprynę i w dupe wtłuc ale tak porządnie, zeby go ręka zabolała, a drugi powinien ci kazać biegac dookoła chałupy 10 okrażeń dziennie.
    • mona.blue Re: Mam dość wszystkiego 18.10.10, 15:30
      Ja w sumie też.

      • dzanky Re: Mam dość wszystkiego 18.10.10, 16:32
        moze to zarazliwe?;)
        • mona.blue Re: Mam dość wszystkiego 18.10.10, 22:23
          dzanky napisała:

          > moze to zarazliwe?;)

          chyba tak :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka