colleen83
17.10.10, 13:10
Już dłużej nie mogę tego wytrzymać.
Jak długo można walczyć o siebie? O to, żeby w końcu było lepiej? Od paru lat chodzę do różnych specjalistów: psychiatrów i psychologów. Od paru lat z drobnymi przerwami biorę różne leki psychotropowe. Od ponad 2 lat jestem na psychoterapii. To nie pomaga i nie widać światełka nadziei. Co z tego, że minęły mi stany lękowe i teraz już nie boję się być sama w domu? I tak wciąż jestem ciężarem dla innych. Dla niektórych już nie jestem ciężarem bo po prostu przestali się ze mną kontaktować. Dziś jest mi wyjątkowo ciężko i źle. I nawet nie mam komu się wygadać, kogo prosić o pomoc. Nie mam siły czekać do kolejnego spotkania z psychologiem bo to dopiero w środę. Włożyłabym głowę do piekarnika gdyby nie to, że mam elektryczny i zbyt mały żeby się zmieściła. Brzmi jak kiepski dowcip.
Czasami miewałam znajomych. Ludzie lubili mnie w chwilach gdy byłam wesoła, beztroska - wtedy dało się mnie lubić. Ale takich chwil jest dość mało. Częściej jest mi smutno i źle, jestem zmęczona życiem i zrezygnowana. Ile można słuchać takiego marudzenia i wypłakiwania się? Nawet święty by tego nie wytrzymał. Teraz też zdaję sobie sprawę, że pewnie wysyłam tego posta w pustkę - komu by się chciało czytać takie smuty.
Mam dość wszystkiego. Nie potrafiłam zrobić prawa jazdy, nie mogę skończyć studiów. W pracy ledwo wytrzymuję. Powtarzam sobie, że zmienię ją jak skończę studia. Wszystko przychodzi mi z takim trudem.
No ale najgorszy jest brak przyjaciela.
Mam narzeczonego. Wydaje mi się, że oświadczył mi się może z litości, może pod wpływem chwili (byliśmy na wakacjach i było beztrosko). Może dlatego, że jego brat kilka m-cy wcześniej się zaręczył. Może też dlatego, że jesteśmy razem 4 lata, mieszka u mnie i miał jakieś poczucie obowiązku. Od pewnego czasu ciągle się kłócimy. Wczoraj też była taka kłótnia, bałam się że wybuchnę, w pewnych momentach nie potrafię panować nad sobą. Wzięłam xanax zamknęłam się w łazience. Łzy same mi leciały i trząsłam się tak jakby mi było zimno.
Nie wiem po co o tym wszystkim piszę, może dlatego, że nie mam komu o tym opowiedzieć. Może bym chciała, żeby ktoś wysłuchał i zrozumiał.