amelia.1947
02.12.10, 11:22
Witam, moja historia jest dosyc dluga i bardzo skomplikowana, wiec bede wdzieczna jezeli znajdzie sie ktos, kto poswieci mi chwile uwagi.
Bylam mloda dziewczyna, zakochalam sie i zaszlam w ciaze. Mezczyzna nie byl jednak zainteresowany powaznym zwiazkiem. Urodzilam syna, po czym okazalo sie, ze syn przy porodzie mial porazenie mozgowe i nigdy nie bedzie funkcjonowal tak, jak wiekszosc zdrowych dzieci. Porazenie oznaczalo uposledzenie umyslowe dziecka w stopniu uniemozliwiajacym mu samodzielnosc. Zdecydowalam sie na wychowanie, jednak brak pomocy i nawal pracy wywolal koniecznosc umieszczenia syna w specjalnym osrodku, co poniekad nakazal ojciec dziecka. Tak tez zrobilam, bylo mi bardzo ciezko, pozniej wyszlam za maz, syna otaczalam codzienna opieka przy wizytach. Ojciec dziecka zupelnie urwal kontakt, po czym okazalo sie, ze ma corke z inna kobieta.
Teraz, jakies ok. 30 lat pozniej, namierzylam osobe jawnie wyglaszajaca poglady faszystowskie, robilo to wielu moich znajomych, lecz nigdy w tak brutalny sposob. Okazalo sie, ze to wlasnie corka mojej dawnej milosci. Gloszenie pogladow faszystowskich jest surowo zabronione, poza tym mocno dotknelo to wlasnie mnie jako matke chorego syna. Zglosilam tam, gdzie trzeba, jednak odpowiedz byla taka, ze ta kobieta ma czasem specyficzne poczucie humoru, a poza tym jest bardzo dobra jako specjalistka w swoim fachu.
Znow jakies 5 lat pozniej, nie wytrzymalam, zdecydowalam sie na spotkanie, poszlam tam, gdzie byla ona, specjalnie nawet zajelam jej stale miejsce przy stole. Byla to huczna Wielkanoc z wielkim grillem. Czekalam, w koncu przyszla, nigdy nie zapomne widoku, prosto po wizycie we wloskim sklepie odziezowym, prosto od fryzjera, ubrana cala na czarno, z dodatkiem bialej bluzki z perlowa bizuteria. Przywitala sie, jej przyscie spotkalo sie z owacjami meskich gosci plus jednej kolezanki od piwa. Scisnelo mnie w srodku, chyba z nienawisci. Wymienila kilka faszystowskich zdan z przyjacielem, po czym zwrocilam jej uwage, ze ja mam syna chorego. Powiedziala sorry i zignorowala mnie.
Przyszedl ojciec faszystki, cale towarzystwo zachowalo sie, jakby zobaczylo samego Boga. Oczywiscie do coreczki "o witaj kochanie ty moje", usciski, na stol whisky z bayleys plus sos karmelowy. Jaka ona do ciebie podobna, tylko to slyszalam, a tatus pelen dumy glaskal coreczke po glowie. Mnie nie zauwazyl tam nikt, a ojciec mojego dziecka tez przeciez, potraktowal mnie jak powietrze. Nikt nei zaproponowal mi drinka, wiec wyjelam to ,co sama mialam w torebce, na griila tez nie poszlam. Oczywiscie dla niej bylo wszystko, podrzucali jej miesko pieczone, salatki, jeszcze jakby mogli, to by jej na ten faszystowski leb korone zalozyli.
I tak zylam pod jednym dachem z doroslym, chorym synem, ktorego sama doprowadzilam do normalnosci, tak mi sie wydawalo. Probowalam sobie ulozyc zycie, jednak gdy mezczyzna zobaczyl, ze mam 40 letneigo syna, ktorym sie opiekuje zaraz uciekal. Zaden nie rozumial, ze syn stawal w mojej obronie, wszyscy mowili, ze jest agresywny i niebezpieczny. Syn jednak kazda wymiane zdan traktowal jako atak na mnie, a mezczyzni tego nie rozumieli, czy nie chcieli rozumiec. Mysle, ze zaden z nich tak naprawde mnie nie kochal, gdyby bylo inaczej nie uciekaliby ode mnie.
To tyle, jak komus chcialo sie to przeczytac to mam prosbe, co zrobic zeby uwolnic sie myslami od tej faszystowskiej dziewuchy, jak dalej postepowac z synem i jaka znalezc recepte na ulozenie sobie zycia.
Dziekuje za wyrozumialosc