retro100
17.12.10, 19:09
Poniższą moją wypowiedź zamieściłem na innym forum internetowym. Nie okazała się ona jednak wątkiem często komentowanym. Liczę, że teraz będzie inaczej. Oto mój pogląd na temat zjawiska pedofilii:
Oczywiście zjawisko wykorzystywania seksualnego dzieci należy zwalczać, co do tego nie ma żadnej wątpliwości. Jednak ze względu na emocjonalny stosunek społeczeństwa, pedofilia nie jest całkowicie obiektywnie interpretowana. Jakie są fakty: 48 proc. ankietowanych pełnoletnich, którzy poniżej 15 roku życia odbyło stosunek seksualny z osobą dorosłą, i 43 proc. mających z dorosłymi tzw. inne czynności seksualne, uznało, że doświadczenia te miały negatywny wpływ na jego psychikę. Można zatem uznać, że połowie dzieci w wyniku tych kontaktów został wypaczony rozwój, zatem idiotyczny jest pogląd, kreowany przez grupy pedofilskie, że żadne dobrowolne kontakty seksualne dziecka z dorosłym nie przynoszą krzywdy dziecku. Badanie to jednak uwzględnia jednak wszystkie kontakty o charakterze seksualnym podejmowane przez dorosłych z dziećmi, czyli zarówno te przymusowe jak i dobrowolne. Tak samo zatem traktowany był gwałt, tzw. niemy gwałt (czyli sytuacja, w której dziecko nie akceptuje seksu z dorosłym,ale boi się lub nie jest wstanie się przeciwstawić dorosłemu), pedofilia kazirodcza, napastowanie seksualne kilkuletnich dzieci, jak i dobrowolne kontakty seksualne podejmowane np. przez 13-14 latki. I mimo tego, aż połowa ogółu uczestników badania nie poczuła się w wyniku takich kontaktów skrzywdzona. A warto dodać, o czym powinienem wspomnieć wcześniej, że badanie zostało przeprowadzone na zlecenie antypedofilskiej fundacji "Dzieci niczyje". Do czego zmierzam? Owszem jest bardzo duża grupa dzieci krzywdzonych przez pedofili, głównie przez ojców i opiekunów. I uważam, że odsetek ten jest wyższy niż podaje badanie. Ale z drugiej strony, znaczna część osób, która w dzieciństwie miała kontakty seksualne z dorosłymi, ale nie zo- stała do nich przymuszona siłą, nie wspomina ich negatywnie, a nawet może mieć o nich przyjemne wyobrażenie. A teraz weźmy pod uwagę populację małoletnich powyżej 15 roku życia (przypominam, że badanie zostało przeprowadzone na grupie, mających kontakty seksualne w wieku poniżej 15 lat). Jaki będzie odsetek nastolatek i nastolatków, uprawiających dobrowolny seks z osobami dorosłymi, nie doznających w wyniku takich kontaktów krzywdy? Sądzę, że przeważająca większość, chociaż znajdą się pewnie ci, które będą mieli negatywne, a nawet traumatyczne myśli o tamtych kontaktach. Moja puenta:nie można jednoznacznie generalizować, a często czyni to społeczeństwo, że seks powyżej określonego wieku jest ok, a gdy np. uczestnikiem kontaktu seksualnego jest osoba o rok, czy o dwa lata młodsza, popełniana jest zbrodnia na jego psychice. W psychologii natomiast zdecydowanie dominuje pogląd o szkodliwości wszystkich kontaktów płciowych osób niepełnoletnich z dorosłymi. Niezależnie, czy dziecko ma np. 17 lat i 9 miesięcy, czy 4 lata, uznaje się, że dziecko doznało krzywdy. Szkoda ta może być tylko bardziej i mniej okaleczająca. Nie ważne jest również, czy np. 17-latek ma bardzo wysoką sprawność intelektualną, to zawsze świadomość jego zgody będzie oceniana przez psychologów niżej niż np. dosyć tumanowatego 18-latka, który w życiu skończył tylko zawodówkę. Nie ma to znaczenia, dlatego, że dzieci rzekomo rozwijają się z taką samą prędkością. Poglądy psychologów mogą być odbierane jako demagogiczne i bzdurne, ale są przez mnie przytaczane zgodnie z tymi, jakie ma przeważająca większość z nich (ok.90-95%). Rzeczywiście jest tak, że dzieci przez psychologię rozwojową traktowane są jak roboty, które bez odpowiednio zaprogramowanej instrukcji nie są wstanie działać. Można porównać, z niewielkim tylko błędem, opinię psychologów o dzieciach z opinią instytucji, chroniących prawa zwierząt o czworonogach. Zarówno dzieci jak i zwierzęta traktowane są jako istoty, którym należy się pełna ochrona przed każdym rodzajem krzywdy, ale w żadnym wypadku nie mogące wyrazić świadomej zgody na cokolwiek (w tym również na sprawy pozaseksualne). Zatem zarówno poglądy psychologów, że żadne dziecko poniżej 18 roku życia nie jest wstanie o niczym samodzielnie decydować, jak i opinie grup pedofilskich, że dziecko w każdym wieku np. 4 czy 9-letnie jest wstanie samodzielnie dysponować swoją seksualnością, jest krańcowy i w równym stopniu niesłuszny. Jednak o ile np. Misiaczek i inni działacze organizacji propedofilskich są ścigani przez sądy i prokuraturę za głoszenie bzdurnych poglądów na temat braku jakiejkolwiek szkodliwości kontaktów seksualnych podejmowanych z dzieciństwie z dorosłymi, o tyle psychologowie są zapraszani do poważnych dyskusji telewizyjnych, w których głoszą równie nieprawdziwe, chociaż krańcowo różne opinie i nikomu nawet przez myśl by nie przeszło pociąganie ich do odpowiedzialności karnej.
Jeszcze raz chciałbym dodać, bo mogę zostać źle zrozumiany: nie dzielę pedofilii na dobrą (dobrowolną ze strony dziecka, która nie przynosi mu krzywdy) i złą (do której dziecko zostało zmuszone). Nie neguję, że nawet kontakty seksualne, do których dziecko nie zostało zmuszone, mogą być dla niego szkodliwe, a nawet traumatyczne. Uważam jedynie, że nie można ustalić precyzyjnie (z dokładnością do jednego roku), wieku dziecka, które w wyniku dobrowolnych kontaktów seksualnych krzywdy takiej doznaje. Zwrotu 'dziecko" używam w prawnym znaczeniu tego słowa, oznaczającym osobę poniżej 18 lat. Zatem może tak się zdarzyć, że np.13-latka nie ucierpi w wyniku kontaktu płciowego z dorosłym, jak i 17-latka, która uprawiała seks z 30-latkiem, uznająca tamto doświadczenie za szkodliwe dla niej. Badanie, do którego się odwołałem zostało przeprowadzone przez antypedofilską fundację, która nie ma, jak sądzę, żadnego interesu w zaniżaniu skali wykorzystania seksualnego w stosunku do ogólu osób pełnoletnich, uprawiających w dzieciństwie seks z dorosłym. Mimo tego zaznaczyłem w poście, że odsetek dzieci skrzywdzonych w następstwie kontaktu seksualnego z dorosłym wydaje mi się wyższy, niż deklarowany z badaniu.