Dodaj do ulubionych

tak strasznie, okropnie strasznie...

27.04.04, 18:50
... źle mi. Po napadzie, takim porządnym: pół chleba z majonezem, keczupem i
innym gównem, 2 jajka, kiełbasa, miska kapusty, budyń, puszka czerwonej
fasoli i nie wiem co jeszcze. Powinnam rzygać, ale wzięłam tabletkę anty.
Zresztą, na cholerę mi ta bleta, skoro prawie rozstałam sie dziś z własnym
facetem (prawie, bo ostatecza decyzja jeszcze nie zapadła) - właśnie przez
jebane kompulsy! Nie daję rady... Nie chcę by na mnie patrzył, by mnie
dotykał. Nic nie chcę. Może tylko przestać żreć.
Jestem przykra i tak okropnie mi źle...
Obserwuj wątek
    • agatada dopisek 27.04.04, 18:57
      Przepraszam dziewczyny, głupi post, takie utyskiwanie 15latki, mimo, żem jest
      pełnoletnia. Czuję po prostu, że wpadam w jakieś bagno i nie potrafię tego
      ogarnąć. Tzn stale mówię, że 'sama dam sobie radę', tylko szkoda, że nic z tego
      nie wynika.

      Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie
      • horlaa Re: dopisek 27.04.04, 21:02
        agatada napisała:
        > Przepraszam dziewczyny, głupi post, takie utyskiwanie 15latki, mimo, żem jest
        > pełnoletnia. Czuję po prostu, że wpadam w jakieś bagno i nie potrafię tego
        > ogarnąć.

        no właśnie, właśnie, właśnie. POCZUCIE WINY. pozbądź się go. NIE PRZEPRASZAJ!!!! nie masz za co!!!! to odpowiednie miejsce!!! nie utyskujesz jak nastolatka, nie piszesz głupot, po prostu prosisz o pomoc. nie wstydź się tego, nie dopisuj przeprosin :)))) wiem, że to dla nas typowe - takie właśnie jesteśmy, że z wszystkiego o co prosimy "musimy" się tłumaczyć, ale spróbujmy tak nie robić!!!

        a teraz co do pierwszego Twojego posta:
        w czym była rzecz? tzn. co do chłopaka? jemu nie pasowały Twoje kompulsy? nie chciał Ci pomagać? czy ty nie chciałaś pomocy? napisz, inna perspektywa może nieco pomóc.

        trzymaj się ciepło, nie jesteś sama - jesteśmy tu wszystkie z taką samą doliną. :) ja np. własnie mam napad i wyżeram wszystko co tylko mogę. a trochę tego jest.

        i przeczytaj tego nowego posta tzn. nowy topic, co go zaraz napiszę :)

        acha. napij się duuuużo wody.
        ja zaraz też tak zrobię. :)
        • agatada Re: dopisek 28.04.04, 09:03
          Heh, masz rację - paranoja. Wieczne poczucie winy.
          Z Marcinem to sprawa długa, ale jeśli brać pod uwagę tylko ten aspekt, to
          chłopak jak złoto. Wiedział o kompulsach, o wymiotach, bardzo chciał pomóc, ja
          nie chciałam bo przeiceż 'sama sobie poradzę'. Przykre. Raz tylko go poniosło,
          padły bolesne (prawdzowe?) słowa, że jestem słaba, obiecuję, że przestanę,
          oszukuję sama siebie a tak naprawdę nie daję rady. 'W ogóle nie masz silnej
          woli'.

          Niestety, nasz związek był oparty na zasadach 'równy z równym', a ja nie
          chciałam go ciągle zadręczać swoimi humorami, robić histerie w sklepie ze
          spodniami i potwierdzająco odpowiadać na pytania, czy wczoraj wymiotowałam.
          Wiedząc, że przecież nie rozumie...
          Wiesz, może gdyby był starszy, gdybym widziała w nim swojego opiekuna (uwaga:
          syndrom braku ojca:|) to przyjełabym tą pomoc, ale po co mam robic syf
          człowiekowi, który powinien żyć jak normalny licealista - pic, bawić się i
          wkurzać na maturę. Ciągle uwazam, że to MÓJ problem.

          Może zwrócę sie do psychologa, jeszcze nie wiem. Na początek chcę doprowadzić
          się do takiego stanu, by móc wyjść do ludzi. Muszę pozbyc się uczucia, że
          wszyscy wiedzą, że wczoraj żarłam jak świnia.

          A tak na marginesie...
          www.kawa-i-papierosek.blog.pl

          Po co mam sie ukrywać :-)
          • horlaa Re: dopisek 28.04.04, 09:48
            o rany, to Ty??? :)
            a ja tam wczoraj byłam i nawet się wpisałam i szukałam archiwum... :)

            słuchaj, jeśli chodzi o Twojego chłopaka, to skąd wiesz, czego on najbardziej chce? może wcale nie chce być "normalnym licealistą"? Skoro się Tobą opiekował, to znaczy że wszystko było na dobrej drodze. skoro mu ufałaś, powiedziałaś o wszystkim, a on Cię "pilnował"... wiadomo, że on nie zrozumie dokładnie tego co czujesz, bo tego nie czuje, więc w naturalny sposób przyjął rolę Twojego stróża - tego, co zjadłaś itp.
            myślę że nie powinnaś się poddawać - jeśli byłaś szczęśliwa z nim; nie mówię tu o Twojej chorobie która na pewno nie była z nim szczęśliwa: przecież on ją męczył i dręczył i chciał, żeby Ciebie opuściła!! :)

            idź do psychologa! polecam, bo chodzę i wiem, że warto.

            a szkoda zepsuć fajny związek i borykać się ze wszystkim samemu, bez żadnego oparcia - jak ja.

            trzymam kciuki, powodzenia

            ps. powinnaś też wytłumaczyć facetowi, że to nie kwestia silnej woli. że to nie lenistwo itp. że to po prostu choroba, jak alkoholizm czy nałóg nikotynowy. im trzeba to wiesz, wytłumaczyć jak dziecku :) obrazowo :) i zabierz się za terapię, a związek niech żyje swoim życiem, a nie życiem Twojej choroby :) tak to wygląda przynajmniej z mojego punktu widzenia ;)

            pozdrawiam
            • agatada Re: dopisek 28.04.04, 17:42
              Dzięki horluś, tylko sprawa jest trochę bardziej skomplikowana i sama nie wiem
              co z tego bedzie - niech się kula jak chce.
              Do psychologa owszem, mam zamiar się wybrać. Co prawda pełna wątpliwości, ale
              zadzwoniłam dziś do znajomej, która moze mnie umówić. W końcu nic nie stracę.

              Powiem mu/jej, że choruje na to i na to, że dobrze wiem jakie są powikłania, że
              praktycznie znam 90% przyczyn takiego stanu rzeczy, i ze na dobrą sprawę to nie
              chcę się leczyć i zacząć jeść normalnie bo brzydzę sie siebie. A co on/a na
              taką samodiagnozę powie? Zobaczymy, obiecuję napisać.

              Czytałam, że w Twoim przypadku pomoc lekarska wiele pomogła - bardzo mnie to
              cieszy, no i daje nadzieję.

              Aha, czytając Twojego bloga jeszcze jedno sobie uświadomiłam, mianowicie
              dziękuję zeusowi, że nie dysponuję zbyt dużą ilością gotówki - inaczej wszystko
              bym przezarła. Narazie ograniczam się do zasobów domowych, a wiadomo, ze z tego
              się potem trzeba tłumaczyć :| W ogóle to dobrze jest mieć przy sobie tylko 5
              zł, bo wówczas, stojąc przed wyborem czipsy + czekolada a paczka PallMal'i
              wybieram to drugie. Tzn wybierałam, teraz trzeba znaleźć inną perspektywę, bo
              papierosom mówimy powoli dowidzenia [chlip;].

              Ok, to ja sobie idę, ale postaram sie wrócić

              Pozdrawiam, z humorem ciut lepszym...
              • horlaa Re: dopisek 28.04.04, 17:59
                naprawdę znasz prawdziwe przyczyny jedzenia?
                mnie się wydawało że je znam, jestem mistrzynią autoanalizy, wydawało mi się, że wiem już wszystko na swój temat.
                a tu ile niespodzianek. co wizytę dowiaduję się czegoś nowego. a było już ich 10 - po każdej jestem coraz bardziej odmieniona...

                jeśli psycholog będzie dobry naprowadzi cię na dobre myślenie o sobie i odpowiednie o chorobie. :) powodzenia!!!

                ps. nie chcesz się leczyć? to tak jak ja. niby chcę, a jednak nie chcę. ale nad tym właśnie trzeba popracować - po co nam choroba - po co nam ona!!! czymś ona dla nas jest, i to czymś pozytywnym - dlatego tak bardzo chcemy żeby ona trwałam, mimo że nasz zdrowy rozsądek mówi: lecz się.
                • agatada Re: dopisek 28.04.04, 19:02
                  Pozytywnym? Nie, nie uważam, ze jest czymś pozytywnym. Ale nie potrafię
                  wyobrazić sobie, że zaczynam normalnie jeść. Nie, ze nie chcę, tylko nie
                  wierzę, że byłabym zdolna. Więc zostawiam sprawy tak jak lecą i podejmuję
                  desperacją próbę wygłodzenia sie i maksymalnego skurczenia zołądka.
                  btw:
                  Wchodzę do kuchni (dziś była pseudo głowdówa, kilka plasterków chudej wędliny,
                  2 kromki grachamca, kawa z mlekiem) no więc wchodzę i zaglądam do lodówki -
                  machinalnie, nie pamiętając o niczym. Matula zaczyna monolog o zupie
                  pomidorowej i o tym, że znów się objem na noc. Dobra, odwarkuję i wychodzę. Ona
                  za mną, pyta co jest nie tak, widzi, że się trzęsę cała.
                  NIE potrafię jej powiedzieć. Łzy ciekną po policzkach a ja powtarzam, że
                  wszystko ok i nie chce o niczym rozmawiać.
                  Ona nie zrozumie. Wiem, będzie chciała pomóc, zresztą zawsze pomoaga, stara
                  sie, ale NIE ROZUMIE.
                  A ja potrzebuję zrozumienia... Psycholog zrozumie? Wątpię..
                  • horlaa Re: dopisek 28.04.04, 20:46
                    wątpisz?
                    wiem, nie uwierzysz, dopóki nie przeżyjesz :)
                    sprawdzony, dobry psycholog pomoże.
                    zrób doświadczenie i nastaw się pozytywnie.
                    bo inaczej zepsujesz sobie całe życie.
                    po co?
                • horlaa Re: dopisek 28.04.04, 20:48
                  tak, naprawdę tak jest, że choroba jest dla nas czymś pozytywnym. mam to na świeżo, przerabiałam u psycholożki dziś. zaraz rąbnę na ten temat długi tekst, na bloga, albo i tutaj.
                  naprawdę, rzeczy nabierają innego wymiaru.
                  • agatada Re: dopisek 28.04.04, 21:55
                    Powiedziałam. Psycholog? Ponoć lepiej psychiatra.
                    Nie wiem, mam kryzys. Nie przestaję płakać, ale i tak resztkami sił
                    powstrzymuję się od rzucenia na lodówkę.

                    Ręce się trzęsą, oczy puchną. Najchętniej wszystkic bym przepraszałą, za
                    wszystko, ale przecież wiem jak to nienormalne.

                    Kurde, odezwę się, jak się uspokoi...
                    • horlaa Re: dopisek 29.04.04, 10:14
                      no jasne, jeśli chcesz się szprycować lekami to jasne - psychiatra najlepszy. i nadal nie wyzdrowiejesz bo nie będziesz wiedziała co jest z tobą nie tak.

                      przycholog "tylko" rozmawia. to nie jest lekarz nawet. nie da ci żadnego lekarstwa.

                      a jednak uważam, że ta druga opcja w naszym przypadku jest milion razy lepsza.
                      ale zrobisz co zechcesz
                      w końcu to Twoje zycie i Ty nim kierujesz...
              • rumiankowa Re: dopisek 29.04.04, 19:53
                agatada napisała:

                > Powiem mu/jej, że choruje na to i na to, że dobrze wiem jakie są powikłania,
                > że praktycznie znam 90% przyczyn takiego stanu rzeczy, i ze na dobrą sprawę
                to nie
                > chcę się leczyć i zacząć jeść normalnie bo brzydzę sie siebie.

                Leczenie nie polega na zaprzestaniu objadania/wymiotowania (to jest SKUTEK
                leczenia), ale wlasnie na pracy nad tymi uczuciami do siebie.

                Tez mialam (no moze jeszcze nie calkiem za mną..) problem z kompulsywnym
                jedzeniem i nienawiscia do siebie. Dluga praca z psychterapia za mną i czuje
                sie o wiele lepiej, inaczej jem, inaczej sie widze i mam inne podjescie do
                swojego ciala, siebie, swoich emocji itd. Leczenie tego typu zaburzen wcale nie
                sprowadza sie do zmuszenia aie by nie jesc, ja w sumie na terapii malo
                zajmowalam sie SAMYM jedzeniem - raczej wlasnie podejsciem do ciala,
                dociekaniem skad takie autoagresywne mechanizmy, uczenie sie radzenia sobie z
                emocjami itd. Teraz duuuuzo lzej sie zyje. I jakos tam mimochodem, dzieki
                uwolnieniu od obsesji zajadania wszystkiego, ucieklo mi 5 kg, bez zadnej
                diety.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka