tichonka7
31.05.11, 13:55
Witam
Mimo tego, iż jestem osobą już dorosła, nie mającej jeszcze swojej rodziny, to nie umiem sobie poradzić z problemami w domu, które nie do końca tyczą się mnie.
Chodzi o Rodziców, którzy są już ze sobą ponad 30 lat, kłócili się od zawsze ale ostatnio to wszystko przybrało jakiś inny wymiar.
Wiem, że nie mogę pomóc im rozwiązać ich problemy, brak porozumienia, ciągłe awantury, padają słowa które bardzo ranią. z osobami, z którymi rozmawiałam (chłopak, przyjaciółka), mówią, żeby olała to, zajęła się swoim życiem. Tak tez próbuję ale nie umiem biernie patrzeć na to co oni robią ze sobą, ze swoim życiem. Mama wtedy zaczyna brać środki na uspokojeni, ryczy przez kilka dni, Ojciec się wyżywa, jeździ do swoich koleżanek, które mu same głupoty opowiadają itd.
Dużo emocji złych jest u nas w domu, począwszy od stresu w pracy na co dzień, po kłopoty z Babcią ( wdową) i jej córeczką (siostra Taty ma blisko 50 lat). Potrafią go oskarżać o wszystko, a przede wszystkim o to, że ma pieniądze a one nie...(prawda jest taka, że je w znacznym stopniu utrzymuje i jak może to pomaga), a one tylko potrafią wyliczyć ile on i my na co i na kogo wydajemy. Często wraca od nich mocno przepłukany, Mamę ta sytuacja bardzo drażni, bo widzi jak on cierpi. Często wtedy puszczają im nerwy i zaczyna się nadawanie. Jest też kilka innych kwestii...
w każdym razie sytuacja jest mocno napięta, awantury są bardzo często. Nie wiem jakie stanowisko przyjąć, jeśli sama widzę że któryś z nich przegina to wkraczam, ale wtedy jest jeszcze gorzej. Mimo tego, że to nie ja się z nimi kłóce chodze mocno przepłukana po tych dniach, z nadszarpniętymi nerwami, bo mnie porostu boli to ich zachowanie, tracę do nich szacunek. Z ojcem nie chce mi sie gadać. Wtedy najcześciej jestem u siebie na mieszkaniu, bo z Rodzinnego domu poprostu uciekam, ale wtedy też usłyszę: jedź sobie, nie każdy z nas zajmie się sobą, czyli ogólnie wyrzuty że mam choć trochę własnego życia. Ale mnie wtedy, będąc na mieszkaniu, męczy to iż ja jestem osobno, Mama osobno a Tata gdzieś jeździ.
Czy to normalne, że mnie ich kłotnie tak dotykają, czy jestem złą osobą próbując od tego się odciąć, zostawiając ich samych? jestem zmęczona ich zachowanie, straszeniem o samobójstwie, rozwodzie itd.
Jak sie mam wtey zachowywać, co robić, jak im pomóc?