Dodaj do ulubionych

Robić aferę czy nie?

20.01.12, 13:06
Poradźcie co mam zrobić, bo jestem za tym, żeby nie zostawiać tego ale... Mój syn chodzi do szkoły podstawowej na lekcje religii. Pani katechetka wyzywa dzieci od : dzieci szatana, debili itp. (od zawsze są z nią kłopoty tylko każdy rodzić boi się tego ruszyć) w końcu nie wytrzymałam i poprosiłam panią dyrektor aby nas odwiedziła w czasie zebrania. I kiedy zaczęłam temat ucięła dyskusję. powidziała, że nawet nie wiem jak dzieci się do niej odzywają co jej robią. To ja na to, że wiem bo syn mi mówi, że przeszkadzają, chodzą po klasie. Ale też nie tłumaczy to zachowania pani katechetki, bo widocznie sobie nie radzi. Na innych lekcjach z dyscypliną nie ma problemu. Po dwóch dniach syn przychodzi ze szkoły z wiadomością od p. katechetki cyt: NIE ŁADNIE NA MNIE SKARŻYĆ RODZICOM POPAMIĘTASZ. Od tego czasu chłopak ma przegwizdane, ale tłumaczymy że ma zacisnąć zęby i da radę. Ale powiem wam ile można tego znieść. ocena za zachowanie z religii NIEODPOWIEDNIA pytam za co nie umie mi syn odpowiedzieć. Mówi, że owszem rozmawia na lekcji ale inny chodzą zaczepiają i mają takie samo zachowanie. Albo sprawdzenie zeszytów 3/4 klasy ma brak zad.dom. w tym mój młody, ale tylko on dostał 1! Rozmawiam z nim i wierze, że mi mówi prawdę, że nic oprócz rozmowy nie robi na religii (choć ciągle go o to pytając czy aby na pewno wkurza się i mówi mamo jak nie ty to kto ma mi uwierzyć?) Wierze mu, bo chcę by wiedział, że zawsze może na mnie liczyć i mówić mi o swoich problemach. Byłam u księdza z tym, ale zaproponował synowi aby został ministrantem i powiedział, że ma być grzeczny na religii. A syn do mnie przecież jestem! Co mam zrobić? Gdzie się udać?
Obserwuj wątek
    • cynta Re: Robić aferę czy nie? 20.01.12, 13:26
      nie pomoge Ci za wiele bo ta rzeczywistosc jest mi nie znana ale Twoj post mnie poruszyl... czy lekcje religii sa w szkole obowiazkowe????????? Ktos tej pani dal fuche ktora ja przerasta, powinna byc zwolniona z pracy .. moze niech zostanie ministrantka? :)
    • yoma Re: Robić aferę czy nie? 20.01.12, 13:30
      Aferę. Dyrektorka nie chce rozmawiać - idź do kuratorium. Dobrze by było zebrać poparcie innych rodziców, żebyś nie wyszła na pieniaczkę, chociaż bardzo ładny dowód na piśmie masz.

      Dzieciak musi chodzić na tę religię?
      • lato30 Re: Robić aferę czy nie? 20.01.12, 14:00
        Dzięki. No dla mnie nie musi chodzić na religię, ale mąż się upiera. A z nim nie wygram, a męża nie zamierzam zmieniać ;-) Idę do kuratorium zobaczymy co tam powiedzą.
        • yoma Re: Robić aferę czy nie? 20.01.12, 14:19
          Powodzenia :) Pogadaj z mężem, bo taka religia to najprostsza droga do wychowania wojującego ateisty i antyklerykała.
    • 7zahir Robić ! 20.01.12, 14:38
      Ja zrobiłam i wygrałam z dyrektorem - zwolnili go.
      Kuratorium i 4-ta wladza - prasa.

      Na rodziców nie licz specjalnie - wielu woli sie nie wychylać.
      Poproś o kosultację i wywiad psychologa ze wszystkimi dziećmi.
    • 0pal Pani katechetka... 20.01.12, 16:54
      To tez czloiwek. Gdy ma doczynienia z niegrzecznymi i zle wychowanymi dziecmi puszczaja jej nerwy. W koncu z zelaza nie jest.
      Natomiast to co jest WYBITNIE NAGANNE, to zachowanie twojego meza! I od niego bym sprawe zaczela.
      Jakim prawem zmuszacie dziecko od zarania w uczestniczeniu w religii, ktorej samo nie wybralo i nie chce. Zapewne jako ludzie jestescie dosc toksyczni, bo samo zmuszanie do religii pogwalceniem praw dziecka i czlowieka.

      Dorosnie to sobie sam wybierze to czy chce czy nie chce wierzyc w wasze bostwa!
    • 0pal Do tego wszczynac awanture... 20.01.12, 17:19
      chodzic po kuratorach, pisac do prasy i inne pierdoly, jakie ci tu ludzie zle radza jest na dluzsza mete zgubne, najbardziej dla twojego dziecka.
      Widac nigdy w szkole nie pracowalas wiec nie wiesz co banda rozwrzeszczanych, zle wychowanych dzieciarow potrafi zrobic z czlowieka.
      Wybij sobie z glowy ze jest ktos kto to wytrzyma. Nikt nie wytrzymuje. Tak jak dzieci zachowuja sie w klasach, nie zachowuje sie nawet banda oprychow w wiezieniu...
      W szkole po modyfikacji praw uczniow, wytworzylo sie takie zasyfiale prawo, ze uczen moze wszystko, a nauczyciel tyle co goovno.

      Wierz mi ta pani katechetka nie poszlaby, do tej pracy gdyby o prace w innych zawodach bylo lekko. Ludzie biora wszystko z czego moga sie utrzymac, bo ciezkie czasy sa teraz na rynku pracy. Do tego narazaja sie pracujac w szkolnictwie na bardzo silny stres, ktory im skraca zycie, zdrowie.

      Ja tylko wspolczuje pani katechtetce, czy innym nauczcielom, na codzien borykajacym sie ze zle wychowanymi dziecmi. Ludzie nie wychowywuja swoich dzieci w obecnych czasach, wtychowuje je telewizja i oglupiajace filmy typu piff paff...Wiec co sie dziwisz.

      Gdybys miala odrobine oleju w gloiwe, to poszlabyc do tej pani katechetki i przeprosila ja za zle zachowanie twojego syna, czy innych dzieciakow i zaproponowala jej pomoc. Po prostu pare razy pojsc na lekcje i pomoc przypilnowac te dzieci, aby sie zachowywaly tak aby katecheta mogl pracowac jak czlowiek. No ale o zdrowy rozsadek to ja ciebie raczej nie posadzam....A szkoda pani katoliczko, slyszala o milosierdziu?
      • moniapoz Re: Do tego wszczynac awanture... 20.01.12, 18:06
        a czy nie jest dziwne, że dzieci na innych zajęciach zachowują się grzecznie a tylko na religii jakoś dziczeją ?
        moje zdanie jest jedno: to jak dzieci zachowują się na danej lekcji jest pochodną tego jakim jest ktoś nauczycielem: albo sobie radzi i ma autorytet albo nie i nie można zwalać całej winy na dzieci, że takie źle wychowane są....

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • 0pal Wejdzcie w jej buty... 21.01.12, 00:45
          i przejdzcie sie 1o km. A wtedy zrozumiecie dlaczego taka jest.
          W sumie... apropo, jak sami odzywacie sie do swoich dzieci?

          Jest niepisane prawo, o ktorym wiedza wszyscy, ktorzy musza pracowac w szkole.jezeli uczen lamie przepisy, ucznia, szkoly, grupy itp. to i nauczyciela nie obowiazuje bycie grzecznym.
          Grzecznosci nie mozna wymagac od kogos kogo te dzieci prowokuja do ostatecznosci.


          Ale w sumie, ani nie dzieci, ani nie pani katechetka jest tu najbardziej zdumiewajaca, a WLASNIE CI CUDOWNI RODZICE, ktorzy chcieliby, aby ktos im przykladnie wychowal te ich dzieci. Sami natomiast sa przykladem wszystkiego co najgorsze. Nie sa w stanie zdobyc sie na odruch ludzkiej empatii i wspolczucia i spojrzec na sprawe w dorosly i objektywny sposob.

          Moze jak choc raz pojdziecie choc na godzine i popracujecie w szkole z b. trudnymi dziecimi, a zrozumiecie o czym pisze.
          Dzieci sa dziecmi, do tego zle wychowanymi, ale rodzice daja przyklad swoim zachowaniem ze sa zimnymi, cynicznymi, wypranymi z uczuc i serca ludzmi. Paradoksalnie chca uczyc swoje dzieci chrzescijanskich zachowan, ktorych sami za grosz nie znaja. Stad ten problem na lekcjach religii. Nie nauczysz sie widziec kolory skoros sie urodzil daltonista, a skoro i twoj syn nim jest, to nic i nikt wam w widzeniu kolorow nie pomoze. To taka mala dygresja na boku.
          • 0pal Re: Wejdzcie w jej buty... 21.01.12, 00:55
            sorry za literowki, od 30 lat nie mieszkam w kraju i troche zapominam slowa.A tu uczylam przez wiele lat w naprawde ciezkich szkolach bardzo trudnych uczniow i uczennice. Powiem tak: jak nie nauczysz dziecka i nie wychowasz go dobrze w poszanowaniu: szkoly, nauczcieli i wszytkich, ktorzy tam pracuja to i ty sam na starosc nie otrzymasz od swojego dziecka szacunku. Ale wtedy pretensje miej tylko do siebie.
          • moniapoz Re: Wejdzcie w jej buty... 21.01.12, 09:10
            częściowo masz na pewno rację - moją kumpela pracowała parę lat jako nauczycielka historii w gimnazjum i włos mi się jeżył od jej opowieści o dzieciach i przede wszystkim roszczeniowych rodzicach - ona nie dała rady i zrezygnowała z tej pracy.
            ale wątek nie jest o tym - i nie odwracajmy kota ogonem.
            czemu jedni nauczyciele (obojętnie czy są to katecheci czy nie) sobie radzą a inni nie ?
            bo jedni się nadają do pracy z dziećmi a inni nie - i tyle.
            nie ma przymusu pracy w szkole - wiem, że czasy ciężkie itd ale decydując się na taka prace trzeba pamiętać jakie są teraz czasy i znaleźć na to sposób
            co do konkretnej sytuacji mojej córki to chodzi ona do 1 klasy - naprawdę nie ma jeszcze postawy roszczeniowej wśród rodziców, a dzieci choć oczywiście trochę rozbrykane po przedszkolu nie są chamskie i generalnie nauczycieli się boją/ czują respekt. na lekcjach z przedmiotów ogólnych nawet chłopcy (bo z nimi w tym wieku jest problem, żeby usiedzieli na miejscu) są grzeczni, dają się zainteresować, aktywnie uczestniczą w lekcjach - czemu tak nie jest na religii ? bo Pani od religii sobie nie radzi i a Pani od zajęć ogólnych tak.


            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
            • 0pal Re: Wejdzcie w jej buty... 23.01.12, 18:28
              Jak tam sprawy wygladaja musialby zobaczyc specjalista, ze strony szkolnictwa. To o czym piszesz, ze pani musi byc do D, bo skoro nie radzi sobie z klasa, a na innych przedmiotach sobie radza doskonale, lecz juz inni nauczyciele...To sa mity. Prawda bywa zupelnie inna. I aby ja rozgryzc, nalezaloby rozpatrzyc sprawe pod katem zachowania i tzw, psychologii grup.

              czesto bywa tak, ze tzw. "zly" wykladowca jest wspanialy w ...innej szkole i czesto w innej grupie. Z innymi ludzmi. Tak naprawde "zlych" nauczycieli dzieci lubia, natomiast nie lubia tych ambitnych, ktorzy cos od nich wymagaja i stawiaja poprzeczki.
              • moniapoz Re: Wejdzcie w jej buty... 24.01.12, 00:19
                hmmm...ja piszę o 6,7-latkach a nie o studentach.
                moja już obecnie 7-letnia córa nawet dobrze nie rozumie kim jest Diabeł i co to jest piekło
                o po opowieściach katechetki ma koszmary - nie wiem czy jest jakieś usprawiedliwienie dla takiego nauczyciela, nie wiem też czy to mit jak twierdzisz.... może ta akurat katechetka nie jest predysponowana do pracy z tak małymi dziećmi ?

                ------
                Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                • 0pal Re: Wejdzcie w jej buty... 24.01.12, 11:31
                  moniapoz napisała:

                  > hmmm...ja piszę o 6,7-latkach a nie o studentach.
                  > moja już obecnie 7-letnia córa nawet dobrze nie rozumie kim jest Diabeł i co to
                  > jest piekło
                  > o po opowieściach katechetki ma koszmary - nie wiem czy jest jakieś usprawiedli
                  > wienie dla takiego nauczyciela, nie wiem też czy to mit jak twierdzisz.... może
                  > ta akurat katechetka nie jest predysponowana do pracy z tak małymi dziećmi ?
                  >
                  > ------
                  > Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                  > Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                  ----
                  Jak juz pisalam, nie mieszkam w kraju. Tu nie ma zajec z katechezy, w ogole. Ani nie do pomyslenia jest straszyc dzieci male- diablami. A czy ta katecheza to jakis obowiazkowy przedmiot? Bo jezeli nie, to po co prac umysl, tak malym dzieciom teoriami kosciola?

                  Ja z kolei poszlam na lekcje religii, ktore kiedys odbywaly sie w salkach przy kosciele, jako osmiolatka. I tez miewalam po tym koszmary. Zawsze zastanawialam sie nad tym, czy to nie przemoc, aby grupa zwichrowanych psychicznie ludzi, jakimi najczesciej sa ci teoretycy kosciola, mogla do tego stopnia zdominowac zycie i wolnosc innym. To tak na marginiesie...
      • cynta Re: Do tego wszczynac awanture... 20.01.12, 18:10
        Jezeli ta Pani katechetka nie potrafi poradzic sobie w szkole z uczniami to nie powinna tam pracowac. Koniec i kropka. Rozumiem ciezkie czasy ale to nie powod aby nauczanie dzieci bylo oddane w rece byle kogo a tutaj widac wyraznie ze pani nie jest urodzona nauczycielka. Ma placone za wykonywanie zawodu czy zajecia, jezeli go nie robi wlasciwie to powinna go zmienic.
        Rozumiem Opal ze sama jestes nauczycielka? nawet Cie rozumiem bo sama "douczam" ale zanim zacznie sie dzieci wyzywac od diablow i debili sa inne sposoby na zaradzenie problemom.
        A ten ktory wymyslil zeby uczyc religii w szkole jak matematyki czy robot recznych to chyba mial nierowno pod kopula! przeciez to nie jest przedmiot!! Bosze... kiedy ten kraj zobaczy jakie miejsce powinien zajmowac Kosciol? ze o Bogu nie wspomne bo to zupelnie inna historia...
      • leda16 Re: Do tego wszczynac awanture... 20.01.12, 22:03
        0pal napisała:
        > Gdybys miala odrobine oleju w gloiwe, to poszlabyc do tej pani katechetki i prz
        > eprosila ja za zle zachowanie twojego syna, czy innych dzieciakow i zaproponowa
        > la jej pomoc. Po prostu pare razy pojsc na lekcje i pomoc przypilnowac te dziec
        > i, aby sie zachowywaly tak aby katecheta mogl pracowac jak czlowiek. No ale o z
        > drowy rozsadek to ja ciebie raczej nie posadzam....A szkoda pani katoliczko, sl
        > yszala o milosierdziu?


        Słuszne słowa, ale nie jest to kwestia miłosierdzia, tylko obiektywnej oceny zachowania własnego dziecka. Zamiast pójść parę razy na lekcję religii i zobaczyć jak się Jej dziecko i inne zachowują, ona "wierzy" synowi, przedkłada wiarę nad wiedzę, tym samym podrywając autorytet katechetce oraz deprawując dzieciaka, wytwarzając w nim całkiem niesłusznie - poczucie krzywdy niesprawiedliwości i braku odpowiedzialności za siebie. No bo skoro wszyscy gadająna lekcjach, to on też czuje się uprawniony do gadania; nieważne, że tym sposobem łamie wymagania szkoły. Za parę lat trafi w towarzycho, gdzie wszyscy będą ćpali, chlali, kradli, itp. to on też. I żal, że tylko jego złapali... Od mamusi nabędzie cech pieniaczych, wyobrażeń, że cały świat jest wrogi, mściwy, chce go zgnoić i zniszczyć. A potem psychoterapeuci na nim zarobią, oj zarobią...
        • paco_lopez Re: Do tego wszczynac awanture... 20.01.12, 22:54
          pojechałas bez trzymanki :) dzieci inaczej zachowują sie w szkole a inaczej w domu. facet od judo radzi sobie z nimi zwykle najlepiej, a najgorzej siostra katechetka.
          • mona.blue Re: Do tego wszczynac awanture... 20.01.12, 23:20
            paco_lopez napisał:

            > pojechałas bez trzymanki :) dzieci inaczej zachowują sie w szkole a inaczej w d
            > omu. facet od judo radzi sobie z nimi zwykle najlepiej, a najgorzej siostra kat
            > echetka.

            Dlatego, że chyba nie ma stopni z religii na świadectwie, albo nie liczą się do średniej. A dzieciaki są cwane, wiedza, że katechetka czy ksiądz praktycznie nic nie moga im zrobić, tylko apelować o dobra wolę. Kiedyś , jak córka była w gimnazjum, czekałam na nia pod salą, gdzie odbywała się lekcja religii - straszny rejwach tam panował, katechetka robiła, co mogła, ale dzieciaki sie nie przejmowały.
            Mam tez zaprzyjaźnionego księdza, który uczył gimnazjalistów - to podobno niezła orka dla księdza, z tym, że on sobie dawał rade, ma podejście do młodzieży, umie wymagać, a zarazem być przyjacielski.
            • leda16 Re: Do tego wszczynac awanture... 21.01.12, 10:12
              mona.blue napisała:
              A dzieciaki są cwane, wiedza, że katechetka czy ksiądz praktycznie n
              > ic nie moga im zrobić, tylko apelować o dobra wolę.


              Nie "cwane", tylko głupie i podłe. I jeżeli dostatecznie wcześnie nie uda się u nich rodzicom doprowadzić do internalizacji obowiązujących w społeczeństwie norm moralnych, wyrosną na psychopatów krzywdzących innych ludzi w poczuciu swojej bezkarności. Taki rozwydrzony bachor pójdzie później po trupach do kariery, bo za zrobienie świństwa koledze "nic mu nie mogą zrobić", porzuci matkę swojego dziecka i niemowlę, bo poza alimentami też "nic mu nie może zrobić", będzie gził się z cudzą żoną, a wychowane w tej idei nawet Twoje "cwane" córusie - jak się tu kiedyś żaliłaś - bezkarnie na Tobie pasożytują bo przecież też na dobrą sprawę możesz tylko "apelować o to", by wreszcie wzięły się do roboty.
              • mona.blue Re: Do tego wszczynac awanture... 21.01.12, 15:23
                leda16 napisała:

                > Twoje "cwane" córusie - jak się tu kiedyś żaliłaś - bezkarnie na Tobie pasożytują bo przecież też na dobrą sprawę możesz tylko "apelować o to", by wreszcie wzięły się do roboty.
                >
                Wcale już na mnie nie pasożytują, to co opisywałam to były początki tego, jak zaczęły mieć własne pieniądze i sytuacja jeszcze nie była przegadana i przemyślana.
                Teraz jedna z córek przeznacza prawie całą rentę (jest niepełnosprawna) na dom i jedzenie (trochę odkłada i trochę przeznacza na swoje przyjemności). Druga zaś te pieniądze, które ma od dziadków przeznacza na swoje potrzeby (np. kupiła sobie komputer, wydaje je dwa razy w tygodniu na obiady poza domem, kupuje miesięczny, jak jej coś potrzebne to kupuje sobie - ostatnio np. krzesło do komputera - to dla mnie duża ulga). Poza tym w zeszłym roku zarabiała trochę i przeznaczyła te pieniądze na swoje wakacje.
                Pasożytuje na mnie za to ex - przestał płacić praktycznie cokolwiek naszym córkom. Uważam, że to wielki świństwo z jego strony.
                >
                • leda16 Re: Do tego wszczynac awanture... 21.01.12, 21:43
                  mona.blue napisała:
                  > Teraz jedna z córek przeznacza prawie całą rentę (jest niepełnosprawna) na dom
                  > i jedzenie


                  Mam nadzieję, że jest tylko fizycznie niepełnosprawna?

                  (. Druga za
                  > ś te pieniądze, które ma od dziadków przeznacza na swoje potrzeby

                  ???



                  > Pasożytuje na mnie za to ex - przestał płacić praktycznie cokolwiek naszym córk
                  > om. Uważam, że to wielki świństwo z jego strony.


                  One też nie wiedzą jak drzwi do komornika otworzyć? Widać po Tobie to mają.
                  • mona.blue Re: Do tego wszczynac awanture... 21.01.12, 23:02
                    leda16 napisała:

                    >
                    > > Pasożytuje na mnie za to ex - przestał płacić praktycznie cokolwiek naszy
                    > m córk
                    > > om. Uważam, że to wielki świństwo z jego strony.
                    >
                    >
                    > One też nie wiedzą jak drzwi do komornika otworzyć? Widać po Tobie to mają.
                    >
                    > On podobno ma trudną sytuacje finansową, a córki go kochają (jeżeli wiesz, co to znaczy) i czuja się z nim związane, nie chcą mu utrudniać zycia, tym bardziej, że żyjąc skromnie na prawie wszystko nam starcza. Nie każdy jest skłonny skakać innym do gardła dla pieniędzy.
                    • leda16 Re: Do tego wszczynac awanture... 22.01.12, 17:59
                      mona.blue napisała:
                      > > On podobno ma trudną sytuacje finansową, a córki go kochają (jeżeli wiesz
                      > , co to znaczy) i czuja się z nim związane, nie chcą mu utrudniać zycia, tym ba
                      > rdziej, że żyjąc skromnie na prawie wszystko nam starcza. Nie każdy jest skłonn
                      > y skakać innym do gardła dla pieniędzy.


                      Ale śmieszne :))). Cóż, nic Ci jak widać ta terapia nie dała, skoro faceta nie realizującego swoich obowiązków alimentacyjnych postrzegasz jako biednego, niedołężnego basiora a uprawnione do alimentacji dzieci niczym młode wilczki przegryzające gardło byłego przewodnika stada. I mimo, że taki zły był ten mężuś, że aż na terapię trzeba było latać, żeby sobie pozwolić na kopniecie go w zadek, córusie wolą pasożytować jednak na Tobie niż na nim. Nie wiedzą widać tego, co wie każda rozsądna, intelektualnie sprawna kobieta, że w sytuacji obowiązku alimentacyjnego panowie nie dość, że NIGDY nie są hojni, to jeszcze ZAWSZE zaniżają swoje dochody i skuczą, jak im to ciężko. Gdy przyjrzeć się problemowi bliżej, to może jakiejś ilości ojców jest ciężko, ale na własne życzenie. Wypieprzeni z roboty pracują na czarno aż furczy, albo produkują bezmyślnie
                      następne dzieci, kosztem uszczuplenia należności dla pierworodnych. Lub też nowa flama bardzo finansowo wymagająca. Skoro tak podstawowej wiedzy o życiu i chłopach nie nauczyłaś ich naiwniutka Mono, to w przyszłości moje dzieci czeka finansowanie psychoterapii Twoich córek. Na razie odziedziczyły Twój status społeczny i Twoje cechy charakteru - tchórzliwie szarpią tego, co nie umie się bronić - Ciebie. Nazywają to...miłością do ojca. A za co go tak miłują? No pewnie za to, że pozwoliłaś sobą poniewierać.
                      • mona.blue Re: Do tego wszczynac awanture... 22.01.12, 22:13
                        leda16 napisała:


                        > Ale śmieszne :))).
                        To budujące, że śmieszy Cię moja sytuacja.

                        Cóż, nic Ci jak widać ta terapia nie dała, skoro faceta nie
                        > realizującego swoich obowiązków alimentacyjnych postrzegasz jako biednego, nied
                        > ołężnego basiora a uprawnione do alimentacji dzieci niczym młode wilczki przegr
                        > yzające gardło byłego przewodnika stada.

                        Chrześcijanin się nie sądzi i nie goni za pieniądzem [ poprzestaje na tym co ma, co mu wystarcza do życia.

                        I mimo, że taki zły był ten mężuś, że
                        > aż na terapię trzeba było latać, żeby sobie pozwolić na kopniecie go w zadek,

                        Jako katoliczka uwazałam, że małżeństwo jest nierozerwalne, że trwa do śmierci. Dopiero jak sie dowiedziałam, że mam szansę na stwierdzenie nieważności zdecydowałam sie na rozwód.

                        córusie wolą pasożytować jednak na Tobie niż na nim.

                        nie pasożytuja na nie, mam obowiązek je utrzymywać

                        Nie wiedzą widać tego, co wie każda rozsądna, intelektualnie sprawna kobieta, że w sytuacji obowiązku alimentacyjnego panowie nie dość, że NIGDY nie są hojni [..]

                        Walka z ludźmi o psychopatycznych cechach osobowości jest na ogół trudna do wygrania dla normalnych osób, psychopata zniszczy druga osobę bez mrugnięcia okiem

                        Na razie odziedziczyły Twój status społeczny i Twoje cechy charakteru - tchórzliwie szarpią tego, co nie umie się bronić - Ciebie.

                        A przed czym mam sie bronic - moim obowiązkiem jest je utrzymywać, a one też mają swoje pieniądze
                        • leda16 Re: Do tego wszczynac awanture... 23.01.12, 21:03
                          mona.blue napisała:
                          To budujące, że śmieszy Cię moja sytuacja.

                          Nie Mona, śmieszy mnie Twój sposób rozumowania, bo w moim wieku ludzka naiwność może już tylko śmieszyć. Córki "kochają ojca" więc świadomie godzą się na to, aby większość ciężarów w utrzymywaniu rodziny spoczywała na Tobie.



                          > Chrześcijanin się nie sądzi i nie goni za pieniądzem [ poprzestaje na tym co ma
                          > , co mu wystarcza do życia.


                          Współczuję Twoim córkom, jeśli udało Ci się utwierdzić je w tych bredniach. Twoje córki w swoich przyszłych związkach będą zawsze nadstawiały drugi policzek do bicia tak, jak Ty to przez wiele lat robiłaś, póki jacyś racjonaliści, twardo stąpający po ziemi nie skręcą im karków. Wówczas nie pozwolą sobie nawet pokręcić głowami na "nie". Będą tylko potakiwać . To nawiasem mówiąc, gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, skąd się bierze klientela psychoterapeutów. A Twoje poglądy nie tylko nie mają nic wspólnego z chrześcijaństwem lecz są wręcz wychowawczo szkodliwe.



                          > Jako katoliczka uwazałam, że małżeństwo jest nierozerwalne, że trwa do śmierci.
                          > Dopiero jak sie dowiedziałam, że mam szansę na stwierdzenie nieważności zdecyd
                          > owałam sie na rozwód.


                          A jaka to różnica? Praktycznie żadna, bo przecież już od dawna nie jesteście razem. Zresztą katolicy ślubują "na dobre i złe", więc jak się ma Twój katolicyzm do porzucenia męża? Szkoda, iż nie rozumiesz, że nawet katolicki kij ma dwa końce :).
                          >


                          > nie pasożytuja na nie, mam obowiązek je utrzymywać


                          A ojciec nie?!


                          > Walka z ludźmi o psychopatycznych cechach osobowości jest na ogół trudna do wyg
                          > rania dla normalnych osób, psychopata zniszczy druga osobę bez mrugnięcia okiem

                          Tyle, że Twoje poglądy do normalnych nie należą. I ten obezwładniający pesymizm, nastawienie na klęskę, też robi swoje. Nie lepiej przyjąć postawę - on skrzywdzi mnie tylko tyle, na ile mu pozwolę oraz wiarę, że za wyrządzone mi zło muszę złoczyńcę ukarać? No i na koniec - któż Ci obiecał łatwą walkę? Każda walka jest ciężka, ale (tu pozwolę sobie na złośliwy szowinizm) najinteligentniejszy mężczyzna jest głupszy od przeciętnie inteligentnej kobiety.
                          • mona.blue Re: Do tego wszczynac awanture... 23.01.12, 22:10
                            leda16 napisała:


                            > > Chrześcijanin się nie sądzi i nie goni za pieniądzem, poprzestaje na tym
                            > co ma , co mu wystarcza do życia.
                            >
                            >
                            > Współczuję Twoim córkom, jeśli udało Ci się utwierdzić je w tych bredniach. Two
                            > je córki w swoich przyszłych związkach będą zawsze nadstawiały drugi policzek d
                            > o bicia tak, jak Ty to przez wiele lat robiłaś, póki jacyś racjonaliści, twardo
                            > stąpający po ziemi nie skręcą im karków.

                            Nie, one są w miarę asertywne, potrafią się bronić, wiedzą, gdy ktoś je krzywdzi i "nie dają się". O to zadbałam, mając na względzie własna przeszłość.

                            Wówczas nie pozwolą sobie nawet pokręcić głowami na "nie". Będą tylko potakiwać . To nawiasem mówiąc, gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, skąd się bierze klientela psychoterapeutów.

                            Nic o nich nie wiesz, one sa ostatnie od potakiwania, potrafią walczyć o swoje, czasem wolałabym, żeby były bardziej potulne.

                            A Twoje poglądy nie tylko nie mają nic wspólnego z chrześcijaństwem lecz są wręcz wychowawczo szkodliwe.

                            Jakie poglądy? Dotyczące pieniędzy? Są jak najbardziej chrzescijańskie. Pieniądze nie mogą być bożkiem, czymś, za czym gonimy nie zważając na rodzinę, zdrowie i inne wartości. Są potrzebne do utrzymania się na godnym poziomie i tylko na tyle są potrzebne. Najlepszym tego przykładem jestem ja sama - kiedys zarabiałam dużo ponad średnią krajową, miałam duże mieszkanie w atrakcyjnej dzielnicy, zwiedziłam pół Europy - nie brakowało mi niczego, jeżeli chodzi o materialną stronę życia - i byłam nieszczęśliwa. Teraz często brakuje mi do pierwszego, mam mniejsze mieszkanie, w trochę gorszej dzielnicy - i jestem zadowolnoa z życia.

                            > > Jako katoliczka uwazałam, że małżeństwo jest nierozerwalne, że trwa do śm
                            > ierci.
                            > > Dopiero jak sie dowiedziałam, że mam szansę na stwierdzenie nieważności
                            > zdecyd
                            > > owałam sie na rozwód.
                            >
                            >
                            > A jaka to różnica? Praktycznie żadna, bo przecież już od dawna nie jesteście ra
                            > zem.

                            Gdybym nie uzyskała nieważności małżeństwa nie mogłabym się z nikim związać na stałe, albo wykluczona byłabym od przyjmowania komunii, co byłoby dla mnie bardzo trudne.

                            Zresztą katolicy ślubują "na dobre i złe", więc jak się ma Twój katolicyzm
                            > do porzucenia męża? Szkoda, iż nie rozumiesz, że nawet katolicki kij ma dwa ko
                            > ńce :).

                            Tak jest, pod warunkiem, że slub był ważny. U mnie sąd biskupi, w dwóch instancjach orzekł, że ślub był nieważny, czyli tak jakby go po prostu nie było, wg kościoła nigdy nie miałam męża.
                            >
                            > Tyle, że Twoje poglądy do normalnych nie należą.

                            Jakie poglądy?

                            I ten obezwładniający pesymizm, nastawienie na klęskę, też robi swoje.

                            Jestem optymistką, żyję nadzieja na przyszłość, zresztą teraźniejszość też jest OK.

                            Nie lepiej przyjąć postawę - on skrzywdzi mnie tylko tyle, na ile mu pozwolę oraz wiarę, że za wyrządzone mi zło muszę złoczyńcę ukarać?

                            Nie pozwalam się już krzywdzić. Co do kary, to chrzescijanin pozostawia ja w ręku Boga.

                            No i na koniec - któż Ci obiecał łatwą walkę?

                            Tylko mi juz się nie chce walczyć, zresztą ze sknerą się nie wygra, a zresztą ja nie mogę, to córki mogłyby wystąpić do sądu o alimenty, a ja ich zmuszać do tego nie będę.

                            Każda walka jest ciężka, ale (tu pozwolę sobie na złośliwy szowinizm) najinteligentniejszy mężczyzna jest głupszy od przeciętnie inteligentnej kobiety.
                            >
                            Akurat z tym się nie zgodzę, mężczyźni są równie inteligentni co kobiety.
                            >
                            • to.niemozliwe Re: Do tego wszczynac awanture... 23.01.12, 22:31
                              Widze, ze leda16 chcialaby cie widziec slabsza niz jestes w rzeczywistosci. Czyzby normalne, radzace sobie, choc nie bez bagazu trudnych doswiadczen - kobiety, irytowaly ja? Ten napastliwy ton wypowiedzi, obwinianie o jakichs urojonych katastrofalnych bledach...,ze maja nie szanowac ojca chorego, ze sa zaleknione i zwiaza sie z jakims psychopata...Znow widze jakies scenariusze powstaja, wybiegajace znacznie naprzod, a oparte na wymyslach.
                              Podoba mi sie, jak rzeczowo odpowiadasz i powolujesz sie na wartosci w ktore wierzysz. Duze uszanowanie.
            • paco_lopez Re: Do tego wszczynac awanture... 25.01.12, 21:19
              a poza tym komunikują sie ze soba i wiedza, że na naukach religii innych wyznań nie ma stopni w ogóle, nikt nie uczy ich rózańca i nie dochodzi do konfrontacji dziwictwa i celibatu z postawami odwrotnymi. to jest jak gra w dwa ognie. systemów etycznych i teologicznych jest tyle, że uczenie religii katolickiej w kraju, gdzie pozostała jedynie skrzecząca fasada instytucjonalna wygląda dzieciom jak wykładanie marksizmu u schyłku lat osiemdziesiątych.
              matematyka jest bardziej spójna od frazeologii chrześcijańskiej. tam tradycja i rodzina są bardzo ważne tymczasem chrystus kopnął tradycje równo w dupe.
        • 0pal Re: Do tego wszczynac awanture... 21.01.12, 00:50
          Masz zupelna racje, do tego jakie bezczelne zadanie... aby wywalic katechtetke z pracy, bo nie daje sobie rady z ich genialnymi cudownymi dziecmi. szkoda ze katechetka nie zada, aby im prawa rodzicielskie podbierac bo nie nadaja sie zupelnie na rodzicow. I nie wypelniaja swoich obowiazkow rodzicelskich wobec dzieci. bezwstydni ludzie!
    • moniapoz Re: Robić aferę czy nie? 20.01.12, 18:02
      doskonale Cię rozumiem - mam może nie tak poważna sytuację ale podobną w szkole córki.
      ale ja zamierzam ją wypisać z religii - co prawdą waham się ale chyba tak zrobię, choć w klasie córki tylko jeden chłopiec nie chodzi na religię. u mnie Pani katechetka nie radzi sobie również, kompletnie nie panuje nad klasą - nie wiem czy to jakaś cecha wspólna wszystkich katechetów ? straszy piekłem, ale dobiła mnie tekstem, że jak dziecku 6 letniemu na lekcji religii chce się siusiu to rodzic ma zakupić pieluszkę, bo chodzenie do toalety w czasie religii jest obrazą Boga.
      na wsparcie innych rodziców nie licz - raczej nikt Cię nie poprze, bo za rok, dwa komunia i co to by było.....a w ogóle generalnie wszyscy mimo oburzenia nie widzą potrzeby, sensu walki o coś co podobno jest skazane z góry na przegraną...

      ------
      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • jedr-ek28 Re: Robić aferę czy nie? 20.01.12, 18:04
      Najlepsze to to, jak ksiądz zaproponował, żeby syn został ministrantem :D hahaha ale się uśmiałem :))) No cóż, jak nie przyłapiesz na gorącym uczynku, to nie udowodnisz. Z chamstwem nie wygrasz. Najwidoczniej katechetka sobie nie radzi z dyscypliną. Normalka - pewnie na lekcji żarliwie się modli do Boga...Boże dopomóż...a Bóg nic...
      • cynta Re: Robić aferę czy nie? 20.01.12, 18:16
        jedr-ek28 napisał:

        > Najlepsze to to, jak ksiądz zaproponował, żeby syn został ministrantem :D hahah
        > a ale się uśmiałem :))) No cóż, jak nie przyłapiesz na gorącym uczynku, to nie
        > udowodnisz. Z chamstwem nie wygrasz. Najwidoczniej katechetka sobie nie radzi z
        > dyscypliną. Normalka - pewnie na lekcji żarliwie się modli do Boga...Boże dopo
        > móż...a Bóg nic...

        :DDDDD
        Moze ksiadz z katechetka maja taki uklad: ona mu podsyla niegrzecznych zeby miec porzadek a on zdobywa materialy na ......" ministrantow" .. Niezle, teraz jak sie wspomni ze w mlodosci bylo sie ministrantem skojarzenie jest jednoznaczne ...
        • easyblue :DDD 25.01.12, 17:26
          > Moze ksiadz z katechetka maja taki uklad: ona mu podsyla niegrzecznych zeby mie
          > c porzadek a on zdobywa materialy na ......" ministrantow"
    • paco_lopez Re: Robić aferę czy nie? 20.01.12, 22:07
      wypisz dziecko z religii. jak jestes religijna , to sama je naucz tych kilku podstawowych spraw.
      • mel.la Re: Robić aferę czy nie? 20.01.12, 23:37

        Tak jak Paco_lopez - wypisz dziecko z religii, naprawde szkoda nerwow. Moj chrzesniak w gimnazjum byl gnebiony przez ksiedza, ksiadz posunal sie nawet do tego, ze podarl mu zeszyt i wyrzucil do smieci a chrzesnak jest dyslektykiem czy tez dysgrafikiem, mniejsza o to. Wedlug mnie lekcje religii powinny sie odbywac tak jak kiedys poza szkola.
    • zatag Re: Robić aferę czy nie? 20.01.12, 22:21
      Katolicyzm stawia pewne wymagania, inne od wartości "nowoczesnych", w tym praw człowieka, praw dziecka.
      W tej religii są diabły, są grzesznicy. Jesteśmy naznaczeni złem, pierworodnym grzechem.
      Świętość jest trudna do zdobycia, wymaga wyrzeczeń, nawet utraty zdrowia i życia.
      Katolickie dziecko ma być posłuszne rodzicom, nauczycielom, tak jak każdy katolik ma być bezwględnie posłuszny Bogu.
      Jeśli Ci taki światopogląd nie odpowiada, daj dziecko na etykę, albo do Hare Kriszna.
      • moniapoz Re: Robić aferę czy nie? 21.01.12, 09:12
        etyka w szkołach to czasem fikcja - u mnie jest tak, że dziecko siedzi w czasie religii w świetlicy i nie bardzo zadowoloną z tego powodu nauczycielką - dzieci jest zbyt mało, żeby utworzyć grupę na lekcje etyki, a i z nauczycielem tejże etyki jest problem.

        i taka jest rzeczywistość :)

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • sykorek Re: Robić aferę czy nie? 23.01.12, 13:32
        @zatag:
        to, co piszesz w pewnej mierze mnie przeraza. Twoj swiatopoglad obrazuje to, co jest w Kosciele czynnikiem najbardziej odpychajacym. Kiedys przez kilka lat studiowalam teologie i powodem, dla ktorego postanowilam rzucic te studia i omijac srodowiska gleboko wierzace bylo wlasnie takie nastawienie do zycia, ludzi, rzeczywistosci z ich strony.
        Przesiadczenie utrzymujace, ze mamy zyc w poczuciu winy, bo ciazy nad nami grzech pierworodny, ze jestesmy z natury grzeszni, ze nasze ciala sa brudne, ze seks jest czyms brudnym, a przed slubem to zeszmacanie sie. Zycie pod presja sztywnych zakazow i nakazow. Bardzo czesto pod presja osądu innych.
        Samotnosc jest w tym srodowisku tak dotkliwie bolesnym doswiadczeniem, ze wrecz paralizuje. Jesli nie jestes taka/i jak inni, jesli odbiegasz od "normy", bardzo czesto zostajesz z boku i przygladasz sie, jak pozostali "wzrastaja w swietosci" pojmowanej jako klęczenie, spiewanie piosenek o tym jak jest sie kochanym przez Boga, paciorki i infantylne modlitwy. Moze z punktu widzenia innych jest inaczej, ale moje doswiadczenie pozostawia glownie takie wspomnienia. Rozczarowanie (bo przeciez bylam przekonana, ze skoro kierujemy sie podobnymi wartosciami, to bedziemy sie sietnie dogadywac jako okreslone spoleczenstwo).
        Drogi zatagu, swietosc to nie jest skutek umartwiania sie, zycia w poczuciu ze "trzeba sobie zasluzyc", trzymania nozki przy nozce. Lezenia krzyzem. Swietosc to proste, zwyczajne bycie szczesliwym. I jesli zdarza sie osoby, ktore za szczescie uwazaja odmawianie 150 paciorkow dziennie, to ok, ale zapewniam cie, ze bardzo niewielu ludzi to tak pojmuje (bo to nie w naszej naturze). A juz na pewno nie dziecko, ktoremu do szczescia potzrebne chocby zwykle potaplanie sie w kaluzy.
        Z doswiadczenia (bo zdecydowana wiekszosc osob na moich bylych studiach miala identyczne nastawienie jak Ty) niestety wiem, ze religie w szkolach prowadza (oczywiscie nie zawsze) ludzie zyjacy w pewnych ograniczeniach mentalnych. Majacy przeswiadczenie, ze trzeba tylko tak, a nie wolno probowac inaczej, bo to zle i Kosciol tego zabrania. Bo za to wieczne potepienie. Patrzac wstecz widze, jak smutne jest takie zycie.
        Nie chce, zeby mojemu dziecku wmawiano, wtlaczano taki swiatopoglad pod presja dostania najgorszej oceny, czy bycia w jakis sposob wykluczonym badz potraktowanym gorzej.
        Wolalabym, zeby uczono je myslec kytycznie, zastanawiac sie nad pewnymi rzeczami, a nie przyjmowac takim, jakie jest.
        I moge sie zalozyc, ze katechetka ze szkoly, do ktorej chodzi syn autorki postu absolutnie nie rozumie tego, czego naucza i nie potrafi tego przekazac dzieciakom w sposob dla nich ciekawy i przystepny. Jak juz ktos tu powiedzial - niech zmieni prace, bo to nie jest jej dobra strona.
        I nie chodzi tu o kwestie podejscia do rozwydrzonych dzieciakow, bo jak sama pamietam, tez bylam takim biegajacym po klasie, krzyczacym i niesluchajacym dzieciakiem. Pewnego dnia przyszla do nas nowa katechetka - nic szczegolnego - ani nie wygladala jak Majka Jezowska, anie nie rozdawala darmowyc cukierkow za dobre sprawowanie. Nawet mowila sciszonym glosem. Miala jednak hmmm... sile przekonywania (nie chodzi mi o sile fizyczna). Sprawiala wrazenie bycia szczesliwa z tym, jak zyje, czym zyje, co to powoduje w jej zyciu. Miala pasję w tym, co robila i byc moze nie wyniklo to z tego, ze gleboko pobozna babcia ja wychowywala. Opowiadala nam rozne rzeczy, a my siedzielismy i sluchalismy i nikt nie mial ochoty lazic po klasie i gadac z kolega. Miala kobiecina powazanie u nas;)
        Tak wiec to nie do konca chodzi o to, jak dzieciaki sa wychowywane w domach (bo przeciez na innych lekcjach nie rozrabiaja). Jest tu tez kwestia pewnego specyficznego podejscia do przedmiotu, jakim jest religia. Czy ja wiem...to pewien ogolnie przyjety, niepisany brak powaznego traktowania tego przemiotu.
        I wspolczuje nauczycielkom, ktore wylewaja swoje zolcie na tym forum - juz samo czytanie tych wypowiedzi gleboko przeswiadcza mnie o tym, jak smutne jest wasze zycie.
        • to.niemozliwe Re: Robić aferę czy nie? 23.01.12, 22:36
          Dobre, aczkolwiek w samym kosciele sa rozne nutry, takze bardziej liberalne w praktyce.
          • sykorek Re: Robić aferę czy nie? 25.01.12, 15:43
            No owszem, sa i zdarzylo mi sie kilkakrotnie z nimi zetknac. Nawet w samym KK mialam stycznosc z ludzmi, ktorzy autentycznie zyja tym, co wyznaja. I widzialam, ze byli szczesliwi z tym. Ja jednak juz nie czuje potrzeby angazowania sie w te sprawy.
            Zauwazylam, ze tacy ludzie (jak wyzej) sa niezwykla rzadkoscia, zwlaszcza w Polsce, gdzie od urodzenia jest sie wciskanym w uniformik religii i wlasciwie to czlowiek nie ma w tej kwestii zadnego wyboru. W sytuacji opisanej przez autorke postu jest pewne naduzycie - dzieciak nie chce chodzic na lekcje religii, bo katechetka jest daleka od uosobienia cech, o ktorych w szkole opowiada; nic on stamtad nie wynosi oprocz poglebiajacej sie niecheci do osoby, ktora wprowadza go w ta tematyke i pewnie do samej religii tez juz jest zrazony. Pogarsza sytuacje tata, ktory uparl sie synka wyedukowac religijnie. Watpie, zeby dzieciak mial przychylny stosunek dotej sfery i tak juz mu zostanie. Ot taki paradoks przymusu.
      • 0pal Re: Robić aferę czy nie? 24.01.12, 11:58
        A co to sa te: "inne wartosci nowoczesne"? I jakie sa w tym prawa czlowieka i dziecka? Czy prawo dla doroslego czlowieka jest jakies tam, inne niz dla dziecka? To kim jest to dziecko w takich pojeciach? Polczlowiekiem? Nie do konca jeszcze ludzkim?

        <Jeśli Ci taki światopogląd nie odpowiada, daj dziecko na etykę, albo do Hare Kriszna.>
        I tu kolejny kwiatek, czy to dziecko to jakas paczuszka, ktora sie podaje dalej, indoktrynizujac i modyfikujac, od zarania jaka kolejna grupe wiernych robotow, dla katolickiego przemyslu?
        Przede wszystkim rodzic, ktoremu los dziecka waznym, nie powinien indoktrynizowac religia mlodego umyslu czlowieka, a pozwolic mu na wolny wybor, wtedy gdy jest juz dorosly i swiadomy tego kim jest jako czlowiek. Religa to wolny wybor, a nie przymus w kazdym innym wypadku ocieramy sie o fanatyzm. Dlatego tez uczenie katechezy w szkolach, wchodzenie z obrazkami swietych i krzyzem do szkol jest juz forma ataku na wolnosc innych i ociera sie o FANATYZM religijny. Ktory z religijnoscia nie ma nic wspolnego.
    • hannaeva Re: Robić aferę czy nie? 20.01.12, 23:51
      dlatego, że katecheci nie mają przygotowania pedagogicznego nie radzą sobie z dzisiejsza młodzieżą. Kiedyś dawno temu każdy sobie radził bo przypierd...lił linijką po łapach i cisza była jak makiem zasiał. Teraz sa inne czasy i całe szczęście. Jak cie kolega z pracy albo koleżanka wkurzy bo nie słucha co do niej mowisz to też jeden tu z drugim taki mądry drzesz sie na nią, wyzywasz od debilek i debili? Katecheci do kościołów a nie do szkoły. I koniec kropka.
      A po drugie nie mają dzieciaki szacunku do takiej bo na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Niestety darciem mordy, wyzywaniem od debili i inne o szacunek ciężko. Jak widac owa pani pomyliła miejsce pracy i to bardzo.
      Nie radzę co bym zrobila bo nie wiem. Najpewniej wypisała z religii, chociaż to automatycznie przyzwolenie na utrzmywanie nieprzystosowanych i płacenie im z naszej kieszeni. Kuratorium, prasa lokalna, ale trzeba mieć dowody, kilkoro rodziców, i dzieci. Wszystkie dzieci nie klamią w tej samej sprawie. Co za chore myślenie. Powodzenia życzę.
    • gadagad Re: Robić aferę czy nie? 21.01.12, 02:00
      Niech to nagra. Nie mówię, żeby to od razu na YT puszczał, sami skonfrontujecie.
    • voxave Re: Robić aferę czy nie? 22.01.12, 04:11
      Ja postąpilam w takim wypadku racjonalnie--zakazalam swoim dzieciom uczęszczanie na religie---bardzo sie ucieszyły.(dwóch chłopcow).
    • kol.3 Re: Robić aferę czy nie? 22.01.12, 09:57
      Nie wiem dlaczego robisz coś takiego swojemu dziecku?
      • voxave Re: Robić aferę czy nie? 22.01.12, 18:55
        Kol 3-------do kogo piszesz ?
    • dydaki Religia jest dyskredytowana 23.01.12, 09:46
      w mediach, zapewne też w waszych domach.
      współczesne dzieci wiedzą, że religia to cos na co trzeba chodzic "na odczep się" ale jest to "przedmiot" rangi plastyka który do niczego się nie liczy, nie trzeba przysiadać fałdów.
      Jak to możliwe że tylu rodziców nie odrobiło z dziećmi zadania z religii?
      Wychowujecie dzieci w domach na nieszanujące szkoły i nauczycieli, kilkulatkowie którzy pyskują nauczycielce albo zaglądają jej pod spódnicę.
      osobiście wolałabym rowy kopać niż uczyć współczesne rozwydrzone bachory których idolami są młodociani przestępcy a rodzice uwazają ich za aniołków.
      • dydaki Re: Religia jest dyskredytowana 23.01.12, 09:57
        Osobiście też uważam, że wprowadzenie religii do szkół to błąd. Powinna być w salkach przykościelnych, dla tych którzy chcą uczestniczyć w religii i bez wpisu na świadectwie szkolnym.

        Gdy sama byłam w szkole to też mieliśmy nauczycieli, mało odpornych psychicznie, którzy sobie marnie radzili z utrzymaniem dyscypliny. Wcale to nie byli nauczyciele którzy źle uczyli lub mieli małą wiedzę. Nie umieli opanować złośliwych i wrednych dzieciaków, reagowali nerwowo. A to było lata temu i na całą klasę trafiło się kilku ancymonów, teraz piętnastolatek na wycieczce szkolnej upija się w trupa wyzywa wychowawczynię i większość klasy szaleje z zachwytu - to rodzice ich tak wychowali i to rodzice staną po stronie synusia bo to na pewno wychowawczyni źle go traktowała..
        Byli też marni nauczyciele na których lekcjach była cisza i dyscyplina. Umieli utrzymać porządek ale niewiele nauczyli z treści przedmiotu.
        • 0pal Re: Religia jest dyskredytowana 23.01.12, 12:37
          Zgadzam sie z toba, bo od 1987- do 2011, pracowalam w szkole. To ciezki zawod. Nawet, gdy pracujesz z ludzmi doroslymi. W momencie, kiedy dorosli trafiaja z powrotem do szkolnej lawki zachowuje sie dokladnie tak, jak zachowywali sie bedac dziecmi. Moja ostatnia grupa "uczniow", juz doroslych, to byli sami nauczyciele. Za wyjatkiem jednej osoby... reszta wypadla fatalnie! A zwlaszcza pod wzgledem koordynacji zachowan.
          Natomiast w szkole podstawowej jest brak jasnych i zdecydowanych regul dla ucznia.
          W kraju, w ktorym mieszkam, szkola sie "reformuje" i tak widzac jakie skutki przynosi brak dyscypliny w szkole np. globalny wrecz- brak chetnych do nauczania, duzo wolnych miejsc na studiach pedagogicznych, dlugie zwolnienia lekarskie nauczycieli, przepracowanych i zniszczonych stresem, itp. W tej chwili jest rozwazany projekt...Rodzinom, ktore zaniedbuja pod wzgledem wychowawaczym swoje dzieci, co te skutecznie wykorzystuja, wagarujac, zazywajac dragi, zachowujac sie zle w klasie i na lekcjach...beda zabierane dodatki na dziecko/dzieci i dotacje na mieszkania itp.

          Jezeli ten projekt przejdzie, to wiadomo w kogo uderzy po kieszeni...
        • leda16 Re: Religia jest dyskredytowana 23.01.12, 21:17
          dydaki napisała:
          Byli też marni nauczyciele na których lekcjach była cisza i dyscyplina. Umieli
          > utrzymać porządek ale niewiele nauczyli z treści przedmiotu.

          Już sam pomysł, że to nauczyciel ma obowiązek "nauczyć" jest chybiony. Nauczyciel ma pokazać sposób rozwiązania problemu, ale nauczyć się poprzez wielogodzinne ćwiczenia kolejnych partii programu uczeń musi sam. Żeby sięgnąć do przykładów najprostszych - nauczyciel nie nauczy tabliczki mnożenia. To uczeń ma ją wykuć na blachę SAM, a nauczyciel sprawdzić czy się NAuczył. Oczywiście, przed wyjściem na lekcje musi to zrobić rodzic.Tymczasem większość rodziców przyjmuje postawę roszczeniową - ma dwóje, to wina nauczycieli. W ich wyobrażeniu nigdy ucznia, a tym bardziej ich samych. Jednak wyniki w nauce może w 20% zależą od nauczyciela, zaś w 80-ciu od postawy rodziców wobec nauki, poziomu kultury domu rodzinnego, inteligencji dziecka, jego ambicji, pracowitości i wytrwałości.
    • lato30 Re: Robić aferę czy nie? 25.01.12, 16:27
      Widzę niezłą aferę rozpętałam! A nie o to mi chodziło, ale luz. Dzięki za wszystkie słowa (jakie by nie były). Nie ma co wszystkim odpisywać choć wiadomo najbardziej zabolała krytyka ale i taka też musi być. Napiszę tylko, że mój syn oczywiście wg mnie jest wychowywany na porządnego gościa (czyt. wpajam mu zasady poszanowania drugiego człowieka bez względu na płeć, wiek, kolor skóry, wyznanie itp. mamy nasze wieczorne rozmowy o życiu, bo tego nie nauczy szkoła, a póki chce gadać to to robię i gadamy naprawdę o wszystkim) A na jakiego gościa wyrośnie powiem Wam za parę lat, bo jest dopiero nastolatkiem i jego charakter się kształtuje. Poinformuję wszystkich zainteresowanych, że zdecydowaliśmy o odpisaniu go z lekcji religii. Macie w większości rację, mogłam zrobić to wcześniej!
    • sdfsfdsf Re: Robić aferę czy nie? 27.01.12, 17:25
      moze syn nie moze strawic religii
      porozmawiaj z nim
      :D
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka