Dodaj do ulubionych

Chorerna uczciwość

09.06.04, 11:25
Oświadczam, że nie w każdej sutuacji powinno się być uczciwym i prawdomównym.
Dla dobra drugiej osoby.
To nie chodzi o złudzenia, oszukiwanie itp.
Przykład:
Młody człowiek a kilkuletnim stażem małżeńskim i rocznym ojcowskim spotyka
swoją "starą" miłość i po powrocie żony z dzieckiem z długiej podróży do
rodziny zagranicą (ona jest obcokrajowcem) oświadcza: wiesz, już cię nie
kocham, kocham inną.
Ona pakuje się, zabiera dziecko i wraca do swego kraju (urażona?,
zrozpaczona?).
On zostaje sam. (Hmm, wiem, że ta "miłośc" potrwa gra pół roku, bo wybranka
nie zostawi męża).
Boże, jak ten "szczyl" postępuje niedojrzale!
To moja subiektywna opinia.
Obserwuj wątek
    • tribeca Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 11:30
      a czy on był taki do końca uczciwy wobec swojej żony? tak nagle sie odkochał
      czy już wcześniej coś było nie tak, ale nie był na tyle uczciwy, żeby o tym
      porozmawiać?
      jakoś nie wierzę w takie nagłe odkochanie
      • charmaine Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 11:40
        To oczywiście nie jest nagłe odkochanie.
        Ta jego miłość do drugiej osoby ciągnie się kilka lat.
        Żonę swoją poznał, gdy wyjechał, by leczyć rany po kolejnym odrzuceniu
        przez "miłość". Tą samą.

        Wiesz, błędem żony było to, że po urodzeniu dziecka zaczęła wszystkie swoje
        uczucia przelewać na małego. I zaniedbała się deczko.
        Ale tak ma większość młodych mam. Przynajmniej na początku.
        • tribeca Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 11:47
          charmaine napisała:

          > Żonę swoją poznał, gdy wyjechał, by leczyć rany po kolejnym odrzuceniu
          > przez "miłość". Tą samą.
          jak w takiej sytuacji mówić o uczciwości? ale tak się właśnie kręci ten świat -
          ktoś leczy rany po rozstaniu nową miłością, późńiej wraca do starej, a ten
          ktoś, kto miał być lekarstwem zostaje sam i zaczyna szukać kogos, kto go
          wyleczy itd.... bardzo powszechne, ale uczciwe to nie jest

          > Wiesz, błędem żony było to, że po urodzeniu dziecka zaczęła wszystkie swoje
          > uczucia przelewać na małego. I zaniedbała się deczko.
          oczywiscie, żona była winna... argument równie powszechny jak leczenie ran
          nowym związkiem:)
          jasne, dość często młode mamy się zaniedbują, ale czy człowiek, o kórym piszesz
          ma gwarancje, że jego "stara-nowa" miłość, jeśli urodzi mu kiedyś dziecko,
          bedzie wygladała jak bogini?
          • charmaine Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 11:54
            Miśka, ależ ja go potępiam, w całej rozciagłości!
            Debil i tyle, chociaż jest synem mojej przyjaciółki.
            Ona to dopiero ma dylemat! Ale twardo popiera synową.
            Ale, słoneczko, nie ma nigdy winy po jednej stronie! Chociażby 1% druga
            jest "winna".
            Stara-nowa miłośc w życiu mu dziecka nie urodzi, bo wcale nie ma zamiaru
            zostawić swojej rodziny.
            • tribeca Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 12:35
              on nie jest uczciwy, jest po prostu głupi

              zgadzam się, wina nigdy nie jest jednostronna - tylko zazwyczaj jedna strona
              nic o swojej winie nie wie, dopóki nie dojdzie do rozstania. Jakby wcześniej
              nie można było o tym porozmawiać
              • charmaine Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 12:44
                Zgadzam się całkowicie.
                Amen :)
    • randybvain Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 11:32
      Oświadczam, że osoby, które okłamują drugie "dla ich dobra", sa podwójnie
      fałszywe, bo pod pretekstem dbałości o cudze uczucia zadają podwójne rany
      nieszczerości.
      • charmaine Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 11:41
        Oj! Tu nie chodzi o kłamstwa! Raczej o przemilczenie i przeczekanie!
        Głupia niedojrzałośc i już.
      • j_ar Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 12:41
        falszywosc to malo, to po prostu takie male tchorzliwe zwierzatka tlumaczace
        swoj lek dbaloscia o kogos....
      • Gość: ale Re: Chorerna uczciwość IP: 62.121.129.* 09.06.04, 13:00
        dokladnie :)
    • k.j Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 11:37
      Rowniez uwazam, ze czasami warto zataic prawde dla dobra kogos, w tym jednak
      przypadku prawda i tak wyszlaby na jaw po jakims czasie (zawsze tak jest), wiec
      facet powinien powiedziec o co chodzi. Jednak nie jest powiedziane czy on
      powiedzial zonie, ze ma kogos czy tylko ze sie odkochal. W nagle odkochanie
      takze nie wierze.
      • charmaine Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 11:43
        Powiedział, że kocha inną a jej już nie.
        Jak pisałam wcześniej - można było domyśleć się po zachowaniu pana, że jest coś
        nie tak. Tylko, że te domysły zlekceważono.
        • Gość: ale Re: Chorerna uczciwość IP: 62.121.129.* 09.06.04, 11:56
          o co wlasciwie chodzi? czyim obowiaz\kiem bylo sie domyslac czegos tam i co
          ma "uczciwosc" do tego?
          • charmaine Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 11:57
            ale - jak krowie na rowie piszę.
            Nie zawsze warto być uczciwym ewentualnie prawdomównym.
            O to chodzi.
            Amen
            • Gość: inka_s Re: Chorerna uczciwość IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 09.06.04, 12:05
              Czy tobie chodzi o to, że lepiej gdyby swojej "tymczasowej" (czyt. do
              odkochania) prawdy nie wyznał żonie? Że za parę miesięcy pożałuje swego
              uczciwego wyznania chwilowego zamroczenia uczuciowego?
              • charmaine Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 12:30
                Dokładnie o to chodzi.
            • Gość: ale Re: Chorerna uczciwość IP: 62.121.129.* 09.06.04, 12:09
              jak krowe pytam: a kiedy go oswiecilo ze kocha tylko tamta a nie zone? ja sie
              zona brzydka zrobila a ideal chętny?
              powolywanie sie tu "uczciwośc" jest naduzyciem, bo "uczciwosc" nie jest do
              jednorazowego zastosowania dla wlasnych celow...

              "ludzką rzeczą jest błądzić, głupców -trwać w błędzie"

              nie kocha -to nie kocha, jesli to przemyslane to jego wybor. przynajmniej po
              latach nie bedzie pisal takich tekstow jak Przegrany -gdzies tam nizej.
              • charmaine Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 12:43
                Za złudzenia płaci się rzeczywistością.
                Tylko jak można rezygnować ze związku bez próby naprawienia?
                Zaślepieniem nie powinno się tłumaczyć krzywdy innych.
                • Gość: ale Re: Chorerna uczciwość IP: 62.121.129.* 09.06.04, 12:54
                  zapewne postąpił głupio, skoro nie przemyslal tego to tym bardziej, ze glupi,
                  za szybko itd. ,
                  ale Uczciwosc -nic tu nie ma do rzeczy..

                  jest dorosly nawet jesli niedojrzaly, jego zona tez jest dorosla. to ich
                  decyzje, troche za pozno na "wychowywanie", a co do tej krzywdy to chyba
                  niewielka przyjemnoscia jest "stan posiadania" męża ktory niekocha i zdradza.
                  • charmaine Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 13:21
                    No tak, był tylko uczciwy wobec siebie. Nie! Wygodny raczej.
                    • Gość: ale Re: Chorerna uczciwość IP: 62.121.129.* 09.06.04, 13:25
                      pliiiiiiiiiiizzz, nie mieszaj do tego Uczciwosci... ona tu naprawde nie ma nic
                      do gadana...
                      • charmaine Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 13:51
                        Ależ prosię. Nie będę mieszać.
                        Vivat głupota! Przeżyje wszystkich i wiecznie trwać będzie!
                        • Gość: ale Re: Chorerna uczciwość IP: 62.121.129.* 09.06.04, 14:12
                          a to twoj maz,brat,syn,ojciec,przyjaciel, itd.. czy tak tylko chcesz by zycie
                          przezyl twoja madroscia?
                          • charmaine Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 14:53
                            Nie, żaden z nich.
                            Jego życie.
                            Niech żyje tak, jak chce.
                            Ja tylko wypowiadam swoje zdanie.
                            mam prawo?
    • Gość: ale Re: Chorerna uczciwość IP: 62.121.129.* 09.06.04, 12:11
      > On zostaje sam. (Hmm, wiem, że ta "miłośc" potrwa gra pół roku, bo wybranka
      > nie zostawi męża).
      > Boże, jak ten "szczyl" postępuje niedojrzale!


      dojrzalej by bylo jakby sie przez te pol roku bzykal z miloscia za plecami jego
      żony?
      • charmaine Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 12:32
        Przykro mi, ale tak, byłoby dojrzalej.
        Mimo wszystko.
        Rodzina to rodzina.
        Mimo wszystko.

        • j_ar Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 14:29
          byloby jedynie sprytniej a nie dojrzalej
          • charmaine A co ty, (paradygmat) wiesz o zabijaniu? 09.06.04, 14:47
            Sprytniej?
            Nie zdajesz sobe sprawy z tego, że jego żona to cudzoziemka! Nie ma tutaj
            rodziny, znajomych mają wspólnych. Została sama z małym dzieckiem nie znając
            dobrze języka. Wychowaną całkowicie w innej kulturze, gdzie mężczyzna jest
            osobą odpowiedzialną za dom i rodzinę.
            Powiedzieć komuś po powrocie: "wiesz, nie kocham ciebie, kocham inną" bez
            żadnej odpowiedzialności to jest dojrzałe?
            Zostawienie rodziny na łasce losu to jest dojrzałe?
            Wyobraź sobie, młody, że jego matka powiedziała tak: cholera, dlaczego to ona
            tak nie zrobiła, bo bym mogła z czystym sumieniem wieszać na niej psy.

            • j_ar Re: A co ty, (paradygmat) wiesz o zabijaniu? 09.06.04, 14:54
              nie histeryzuj dziewczynko bo myla ci sie pojecia, mylisz ukrywanie zdrady z
              dojrzaloscia, czyli uwazasz, ze dojrzaloscia jest zdradzanie ale nie
              przyznawanie sie do zdrady (nie za trudne? )
              • charmaine Re: A co ty, (paradygmat) wiesz o zabijaniu? 09.06.04, 15:10
                Nie mylę pojęć.
                Chodzi mi tylko o sposób przedstawienia.
                Egoistyczny.
                Bez poczucia odpowiedzialności.
                • j_ar Re: A co ty, (paradygmat) wiesz o zabijaniu? 09.06.04, 15:29
                  sposob przedstawienia byl chamski, ale dojrzaloscia jak to ty okreslasz nie
                  jest oklamywanie, gdyby oklamal i udawal, ze nic sie nie stalo, po prostu zyla
                  by sobie w blogiej nieswiadomosci z gadzina w domu,
                  starasz sie wytlumaczyc, dlaczego mozna sklamac w sprawie waznej dla
                  malzenstwa, a to nie byl powod, w koncu nie chcial z nia byc, gdyby chciala
                  mogla zostac, nie zostalaby (z tego co pisalas) na ulicy...



                  > Nie mylę pojęć.
                  > Chodzi mi tylko o sposób przedstawienia.
                  > Egoistyczny.
                  > Bez poczucia odpowiedzialności.
            • Gość: krish Re: A co ty, (paradygmat) wiesz o zabijaniu? IP: 62.233.233.* 09.06.04, 14:58
              Mówi się kurwa, nie paradygmat. Ale spójrz na to z innej strony. Gdyby nie bylo
              tej trzeciej - gdyby sam zorientował się że żony nie kocha, to co byłoby
              lepsze? Powiedzieć i odejść co de facto jest tym samym do dupy wyjściem, czy
              przeżyć resztę życia w cichej desperacji (może żona też)??? Jak by się nie
              odwracać dupa z tyłu.
              • Gość: Halina A DZIECKO ??? IP: *.ip-pluggen.com 09.06.04, 15:07
                Czy chlopu na dziecku kompletnie nie zalezalo, skoro pozwolil zonie wyjechac
                i zabrac dziecko?
                Czy nie bylo mozliwosci by zona zostala w Polsce, tesciowa jej pomagala, a
                ojciec placil alimenty?
                Rozumiem ze zona czula sie urazona, ale nikt nie nadmienil sytuacji DZIECKA.
                • charmaine Re: A DZIECKO ??? 09.06.04, 15:16
                  Nie było możliwości. Ona jest b. dobrą matką i nie zrobi dziecku krzywdy.
                  A on jej nie zatrzymywał.
                  Teściowa, która dała im swoje mieszkanie wręcz jej oswiadczyła, że ona moze
                  mieszkać z dzieckiem, zaś on niezakoniecznie.
                  Nie dziw się, że wróciła do domu, bo tam czuje się bezpieczniej.
              • charmaine Re: A co ty, (paradygmat) wiesz o zabijaniu? 09.06.04, 15:11
                Tak, prawda, ale trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć i jak.
                Przygotować do tego nie tylko siebie ale i ją.
                • Gość: ale Re: A co ty, (paradygmat) wiesz o zabijaniu? IP: 62.121.129.* 09.06.04, 16:54
                  czyli najpierw przygotowac -najlepiej licznymi zdradami a potem odejsc -albo
                  najlepiej jak to ona po latach sama odejdzie ? a najlepiej jak sie beda meczyc
                  razem az dzieci dorosną..taak..
                  rozumiem, ze uwazasz ze zerwal bezmyslnie a jego obowiazkiem jest dbac o
                  rodzine i chcesz wyladowac swoje swiete oburzenie na niego...
                  ok, niedojrzaly, glupio zagral, mogl to zrobic inaczej... no i tyle.
    • cossa Re: Chorerna uczciwość 09.06.04, 15:30
      tak sie chyba uczymy zycia
      i co w zyciu wazne

      szkoda tylko, ze czasem (czesto?)
      dzieje sie to cudzym kosztem :(

      pozdr.cossa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka