Dodaj do ulubionych

warunkowa przyjazn

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.04, 00:53
Dobry kumpel w takiej powaznej rozmowie ze mna stwierdzil ze moja przyjazn
jest warunkowa. Ja uwazam ze od przyjaciol mozna a wrecz trzeba czegos
wymagac. Z tym ze to musi byc takie dobre wymaganie pozytywne, tworcze. Ale
kumpel uwaza ze przyjazn musi byc ale "również z dystansem..dającym wolność
albo inaczej....niezaborczość". ja nie mam nic przeciw byciu zaleznym od
kogos kogo cenie kto jest moim autorytetem - od przyjaciela. Czy moj nastroj
moze zalezec od tego ze np zadzwonil przyjaciel i fajnie nam sie gadalo? Moj
kumpel uwaza ze nie ze moj nastroj ma zalezec tylko ode mnie i nikt nie moze
miec na mnie wplywu. Ze przyjaciel moze sie nie odzywac do mnie np miesiac bo
nie a ja nie moge miec zalu o to bo wtedy ograniczam jego wolnosc. wiec na
czym ma polegac ta przyjazn? i po czym ja poznac jesli sie nie bedziemy ze
soba kontaktowac i to ma byc ok i przyjazn? Wiec powiedzcie kto ma racje?
czyje spojrzenie na przyjazn jest sluszne?
Obserwuj wątek
    • asica74 Re: warunkowa przyjazn 16.06.04, 00:55
      nie wiem czy dobrze zrozumialam i czy to na temat, ale nie ma czegos takiego
      jak przyjazn bezwarunkowa. Nie ma tez bezwarunkowej milosci.. tyle na dzis
    • mskaiq Re: warunkowa przyjazn 16.06.04, 04:12
      Jesli chodzi o nastroj to rzeczywiscie powinien On zalezec tylko od Ciebie. Nie
      moze go zmieniac dobra czy zla wiadomosc a takze nie moze go ustawiac dla
      Ciebie ktos inny.
      Jesli chodzi przyjazn to staram sie nie wymagac nic od moich przyjaciol. To sie
      samo reguluje. Inaczej pojawia sie problem wartosci. Ile musisz dostac aby ktos
      moglby zostac Twoim przyjacielem.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: inka_s Re: warunkowa przyjazn IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.06.04, 14:35
        mskaiq napisał:
        > Jesli chodzi o nastroj to rzeczywiscie powinien On zalezec tylko od Ciebie.
        > Nie moze go zmieniac dobra czy zla wiadomosc a takze nie moze go ustawiac dla
        > Ciebie ktos inny.

        Bardzo sie zdziwiłam jak przeczytałam powyższe.
        Jakbyś był ślepy, głuchy, bez czucia, bez emocji - to może byłoby to możliwe.
        A może nawet wtedy nie.
        Możemy wpływac na swój nastrój, ale czy naprawdę kiedykolwiek nie odczułeś
        przygnębienia lub radości? I co, wiązało sie to jedynie z tym
        co "wewnątrz"ciebie? Tak bez żadnych powiązań z tym co wokół ciebie się dzieje?
        Nie wierze.
    • cossa Re: warunkowa przyjazn 16.06.04, 09:10
      przyjaciel moze nie oddzywac sie miesiac, dwa, nawet rok
      ale przeciez Ty mozesz sie odezwac
      bo np. masz taka potrzebe

      przyjazn w moim odczuciu
      to relacje miedzy ludzmi
      ktore pozwalaja na luksus
      poczucia, ze zawsze mozna sie do Kogos zwrocic
      i miec poczucie, ze dana osoba zrobi wszystko by nam pomoc

      oczywiscie dziala to rowniez w druga strone

      przyjazn to zaufanie
      nie roszczenie

      pozdr.cossa

      Gość portalu: kameleon napisał(a):

      Ze przyjaciel moze sie nie odzywac do mnie np miesiac bo
      > nie a ja nie moge miec zalu o to bo wtedy ograniczam jego wolnosc. wiec na
      > czym ma polegac ta przyjazn? i po czym ja poznac jesli sie nie bedziemy ze
      > soba kontaktowac i to ma byc ok i przyjazn?
      • Gość: Kameleon Re: warunkowa przyjazn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.04, 10:21
        Ha. Przyjaciel moze sie nie odzywac przez rok. Z jednej strony sie zgadzam. Ale
        z drugiej strony przyjazn jest jakims rodzajem zwiazku... ktoryms stopniem
        bliskosci i co to za przyjaciel ktorego nie interesuje czy ja zyjei co u mnie
        przez rok? Ja uwazam ze kiedy kogos lubie i cenie to okazuje mu zainteresowanie
        jego osoba, jakies wlasnie pozdrowienia czy drobne gesty typu sms w sensie zeby
        mu/jej dac znac ze pamietam o tej osobie mimo ze nic akurat nie potrzebuje. Ten
        moj kolega powiedzial z kolei : jejku, jak nie mam potrzeby to i rok sie nie
        odzywam i jesli ta druga osoba jest w porzo to nie ma pretensji"
        Ano wlasnie jak nie mam potzreby... wiec do przyjaciol odzywa sie jak cos
        chce...???
        Dwoch facetow z ktorymi rozmawialam tak wlasnie twierdzi wiec mam pytanie do
        facetow: czy Wy wszyscy uwazacie ze nie odzywam sie, nie pytam czy zyjesz, czy
        jestes zdrowy/a bo jakbys byl chory to sam bys zadzwonil i powiedzial ze
        potrzebujesz a ja bym ci pomogl bo jestem przyjacielem. Toz to jakies
        lenistwo ... prawda jest moim zdaniem taka ze nie chce sie komus odezwac i
        dorabia takie argumenty...
        • kwieto Re: warunkowa przyjazn 16.06.04, 10:27
          Odwroce pytanie - dlaczego Ci zalezy na ich odzywaniu sie?
          Na tym polega przyjazn?
    • Gość: awionetka79 Re: warunkowa przyjazn IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.06.04, 09:18
      przyjaźń to koło ratunkowe
      to pomoc, zaufanie, szczera rada, empatia

      przyjaciel to osoba, która zostaje gdy inni odchodzą

      dobrze rozumiesz przyjaźń, od przyjaźni trzeba wymagać poświęcnia i czasu, to
      nie jest jazda na karuzeli dla przyjemnosci a przynajmniej nie zawsze
    • kwieto Re: warunkowa przyjazn 16.06.04, 09:54
      Kumpel ma racje.
      Przyjazn to bycie razem, kropka.
      • kvinna Kumpel czy przyjaciel? 16.06.04, 09:58
        Słuszne są słowa Cossy.

        Ale jakoś dziwnie brzmiałoby mi "ograniczasz moją wolność i mogę Cię widzieć
        nie częściej niż cztery razy w roku".

        Hm.
        • kwieto Re: Kumpel czy przyjaciel? 16.06.04, 10:01
          Zwroc uwage na to, ze autorka mowi ze "wymaga".
          Jesli wymaga, to pewnie tez jakos odnosi sie do sytuacji gdy przyjaciel owych
          wymagan nie spelnia (czy musi? To sa JEJ wymagania, nie jego).
          I byc moze czuje sie po prostu przeciazony, stad mowienie o wolnosci.

          Pamietaj ze stwierdzenie "przyjaciel ma prawo nie odezwac sie przez rok" nie
          oznacza, ze nie bedzie sie przez ten czas odzywal. Chodzi o mozliwosci.
          • kvinna Co robisz, gdy ktoś nie spełnia Twoich oczekiwań? 16.06.04, 10:03
            Nie-wymagań.
            Oczekiwań.

            Nie oszukujmy się. Nie jesteśmy altruistami-filantropami w przyjaźni.
            I w ogóle.
            • kwieto Re: Co robisz, gdy ktoś nie spełnia Twoich oczeki 16.06.04, 10:25
              Pytanie jakich oczekiwan?
              Jesli zwracam sie z prosba o rade a ktos mowi mi "wybacz, nie mam teraz dla
              Ciebie czasu", nie zostaje mi nic tylko uznac jego prawo do tego. Jesli nigdy
              nie ma czasu, przestaje zwracac sie do niego z prosba o rade.

              Czy mam obrazac sie na swietnego pod kazdym wzgledem czlowieka, ktoy np.
              odmawia mi zyrowania kredytu? Dlaczego?

              "Ja to ja, ty to ty
              Ja nie jestem po to by wypelniac twoje oczekiwania
              Ty nie masz obowiazku wypelniac moich oczekiwan
              Jesli sie spotkamy to wspaniale
              Jesli nie to trudno"

              Kiedys trafilem na ta "mantre" i zalecenie, by mowily ja sobie kochajace sie
              pary. (podobno jedni maja duzy problem wrecz z wyartykulowaniem "ty nie masz
              obowiazku wypelniac moich oczekiwan", podczas gdy inni to samo z "ja nie jestem
              po to by spelniac twoje oczekiwania")
              Mysle ze owa "mantra" jest bardzo adekwatna rowniez do przyjazni
              • kvinna Miło trafić na rozmówcę, który 16.06.04, 10:32
                czytał to samo. W malutkiej książeczce. Nieważne.

                Wiesz? Kiedyś posłużyłam się tą, jak ją nazywasz, mantrą na zajęciach.
                Usłyszałam, że to egoistyczne do bólu.

                Nie wiem. Nie dyskutuję z tym.

                Co to znaczy "świetny człowiek"?

                A co powiesz o przysłowiu "kochajmy się jak bracia, liczny się jak Żydzi"?

                • kwieto Re: Miło trafić na rozmówcę, który 16.06.04, 11:01
                  > Usłyszałam, że to egoistyczne do bólu.

                  Owa mantra?
                  Mysle ze wrecz odwrotnie.

                  "Swietny czlowiek" - nie ma definicji. Powiedzmy ze ktos kogo szanuje.
                  W podanym przykladzie - powiedzmy ze ktos na kogo moge liczyc w praktycznie
                  kazdej sytuacji - ale nie jesli idzie o zyrowanie kredytu. Albo akurat nie dzis.


                  > A co powiesz o przysłowiu "kochajmy się jak bracia, liczny się jak Żydzi"?

                  Ma sporo sensu :")
    • ziemiomorze Re: warunkowa przyjazn 16.06.04, 11:29
      Gość portalu: kameleon napisał(a):

      > Dobry kumpel w takiej powaznej rozmowie ze mna stwierdzil ze moja przyjazn
      > jest warunkowa. Ja uwazam ze od przyjaciol mozna a wrecz trzeba czegos
      > wymagac. Z tym ze to musi byc takie dobre wymaganie pozytywne, tworcze.

      Wymagac?
      E, nie. Dla mnie przyjazn to raczej wspoluczestnictwo w Drodze; bez wymagan -
      nawet takich 'dla czyjegos dobra'. Obecnosc.

      Ale
      > kumpel uwaza ze przyjazn musi byc ale "również z dystansem..dającym wolność
      > albo inaczej....niezaborczość". ja nie mam nic przeciw byciu zaleznym od
      > kogos kogo cenie kto jest moim autorytetem - od przyjaciela.

      To zalezy od tego, jaka jest ta zaleznosc. Wyobrazam sobie, ze czasem trudno to
      wywazyc. Raczej dawanie wolnosci niz jej branie. Czestosc i intensywnosc
      kontaktu powinna byc kompromisem miedzy potrzebami dwojga. Jesli trudno o ten
      kompromis, trudno tez o przyjazn.

      Czy moj nastroj
      > moze zalezec od tego ze np zadzwonil przyjaciel i fajnie nam sie gadalo? Moj
      > kumpel uwaza ze nie ze moj nastroj ma zalezec tylko ode mnie i nikt nie moze
      > miec na mnie wplywu.

      To troche tak, jakby sie zylo w pustce, jakby obok nie bylo innych. W mojej
      opinii calkiem normalne jest, ze przejmujemy sie tym, co sie stalo naszym
      bliskim (i nie chodzi mi tylko o zmartwienia). Mam prawo czuc ulge, kiedy moja
      przyjaciolka znalazla po niemal roku prace i fajnie jest moc sie cieszyc razem
      z nia. Moj nastroj nie zalezy tylko ode mnie i daje na to zgode.

      Ze przyjaciel moze sie nie odzywac do mnie np miesiac bo
      > nie a ja nie moge miec zalu o to bo wtedy ograniczam jego wolnosc.

      Mysle, ze skoro czujesz zal, to masz prawo mu go zakomunikowac. W bliskosci
      wazna jest szczerosc - ale taka, ktora nie narusza drugiego. To znaczy -
      zamiast krzykow czy obrazonego tonu spokojnie powiedziec lub napisac 'tesknie
      za toba, brakuje mi ciebie, chetnie spotykalabym sie z toba czesciej'.
      Bo jesli cos sie robi w bliskiej relacji z z kims, co dotyczy tego drugiego, to
      warto, aby o tym wiedzial - to zazwyczaj cementuje te bliskosc i ulatwia dialog.

      wiec na
      > czym ma polegac ta przyjazn? i po czym ja poznac jesli sie nie bedziemy ze
      > soba kontaktowac i to ma byc ok i przyjazn? Wiec powiedzcie kto ma racje?
      > czyje spojrzenie na przyjazn jest sluszne?

      Mam wrazenie, ze ten facet chcial Ci powiedziec cos waznego (to tylko taka
      intuicja). Moze sie go podpytaj, czy on mowil 'tak bardzo ogolnie' czy chodzilo
      o Wasza przyjazn?

      zet.
    • Gość: Kameleon Re: warunkowa przyjazn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.04, 14:18
      Tak sobie jeszcze mysle:
      Czy przyjazn podobnie jak kolezenstwo i milosc - czyli jak kazdy zwiazek (w
      pewnym sensie)nie powinna do czegos zobowiazywac?
      Bo jesli postawimy na wolnosc tak jak ci moi koledzy - to nic ani od siebie ani
      od tej drugiej osoby nie wymagamy.
      Na czym wiec ma sie budowac ta wzajemna relacja?
      Jestem Twoim przyjacielem, ciesze sie z tego wiec tez czuje sie zobowiazana
      (ale nie jest to dla mnie ciezar tylko taki mily obowiazek) o Ciebie
      Przyjacielu w jakis sposob dbac, troszczyc sie... czyz nie tak?
      • ziemiomorze Re: warunkowa przyjazn 16.06.04, 14:51
        Gość portalu: Kameleon napisał(a):

        > Tak sobie jeszcze mysle:
        > Czy przyjazn podobnie jak kolezenstwo i milosc - czyli jak kazdy zwiazek (w
        > pewnym sensie)nie powinna do czegos zobowiazywac?
        > Bo jesli postawimy na wolnosc tak jak ci moi koledzy - to nic ani od siebie
        > ani od tej drugiej osoby nie wymagamy.

        No i to jest sliskie pytanie, bo dotyczy ono granic wolnosci, a te kazdy ma
        rozne. Sama natura bliskosci wymaga pracy - czy to przyjazn, czy kolezenstwo,
        czy milosc. Nie obejdzie sie bez bolu,lez i roznych nieprzyjemnych emocji;
        jesli jedna strona przed tym ucieka (np. wycofuje sie ze zwiazku na czas
        trwania depresji drugiej strony a na wiadomosc o wyzdrowieniu radosnie melduje
        sie z powrotem), to nie ma mowy o bliskosci, bo bliskosc polega na przyjmowaniu
        osoby taka, jaka ona jest - takze z depresja, upierdliwoscia, wadami i
        nieszczesciami.
        Tyle, ze druga strona (ta, powiedzmy, chwilowo mniej pokrzywdzona) tez ma
        jakies prawa. Slowo 'wymaganie' kojarzy sie z bezwzglednoscia, dlatego wydaje
        mi sie nietrafne. Jesli moja bezrobotna przyjaciolka poprosi mnie o pozyczke,
        to jest oczywiste, ze jej te forse pozycze, jesli ja mam. Jesli nie mam, to
        tego wymagac ode mnie nie moze. Asertywnosc.

        > Na czym wiec ma sie budowac ta wzajemna relacja?
        > Jestem Twoim przyjacielem, ciesze sie z tego wiec tez czuje sie zobowiazana
        > (ale nie jest to dla mnie ciezar tylko taki mily obowiazek) o Ciebie
        > Przyjacielu w jakis sposob dbac, troszczyc sie... czyz nie tak?

        Dla mnie troska w przyjazni polega na obecnosci. I to nie musi byc jeden e-mail
        dziennie czy regularne spotkania, tylko swiadomosc (poparta doswiadczeniem), ze
        jesli spotkamy sie za dwa miesiace, to bedziemy sie tak samo dobrze czuc ze
        soba. Takze zaufanie, swiadomosc, ze jestem w relacji zupelnie bezpieczna (bo w
        przyjazni, jak w milosci, jest sie 'nagim', kompletnie odslonietym i
        bezbronnym). I jeszcze to, ze jesli sobie nie poradze sama, to moge prosic o
        pomoc, i zostanie mi ona udzielona najmadrzej, jak to mozliwe (czyli
        niekoniecznie zawsze zgodnie z moimi sugestiami, ale i tez nie wbrew mi).

        Jednoczesnie oczekiwanie, ze bliskosc zapewnia jedynie komfort i przyjemnosci
        wydaje mi sie mocno naiwne.

        zet.
        • Gość: Kameleon Re: warunkowa przyjazn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.04, 15:14
          wymagac raczej w duchowym niz materialnym sensie.
          wymagac chyba przedew wszystkim lojalnosci...
          wymagac od siebie tego, ze czuje sie zobowiazana o przyjaciela i przyjazn dbac
          smutno mi tylko ze ja tak uwazam a czesc z moich przyjaciol nie
          i oni nie uwazaja ze przyjazn trzeba pielegnowac
          wychodza z zalozenia kochaj mnie takim jaki jestem a ja jak bede mial ochote
          albo potrzebe to sie do Ciebie odezwe
          • kwieto Re: warunkowa przyjazn 16.06.04, 15:27
            Mysle ze za bardzo myslisz kategoriami czarno-bialymi.
            Potrzeba wolnosci nie musi byc (i zwykle nie jest) tozsama z "odezwe sie jak
            bedzie mi sie chcialo". A nawet jesli, to przeciez kazda czynnosc jest wyrazem
            pewnego "chce mi sie". Uwazasz ze przyjazn ma sie zasadzac na "musze" (w
            opozycji do "chce"?) Zolte swiatelko.

            Co do wymagania rzeczy niematerialnych (np. lojalnosci) - Mysle ze nie jest
            istotne o co chodzi, a raczej o spelnialnosc pewnego zadania.
            Zostanmy przy lojalnosci - czy jesli przyjaciel zazada od Ciebie w imie
            lojalnosci wspoludzialu np. w morderstwie, albo oklamaniu kogos, to czy ma
            prawo tego wymagac? Czy w imie przyjazni powinnas taka prosbe spelnic bez
            gadania?
            Czy taka prosba jest w ogole fair z jego strony?
            • Gość: Kameleon Re: warunkowa przyjazn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.04, 15:39
              Jasne ze nie... lojalnosc tak ale - jak we wszystkim - tylko dopoki nie
              naruszam praw i wartosci swoich i drugiej osoby...
              Jeden z dwoch moich przyjaciol o ktorych tu mowa mieszka teraz zagranica. Wiefc
              ze zrozumialych wzgledow kontakt jest ograniczony. Ale dla niego to wlasnie tak
              jest jak piszesz: jego wolnosc to wlasnie odezwe sie jak mi sie bedzie chcialo.
              I ze kontakt "z doskoku" jest najlepszy bo oparty na wolnosci...

              Przyjazn na zasadzie musze / chce?jesli nic nie musze to nie jest przyjazn
              tylko samowolka. Chce troche sie naklada na musze ... tzn chce byc Twoim
              przyjacielem wiec musze( ale to jest pozytywne musze a nie jakis obowiazek czy
              ciezar!) o Ciebie sie troszczyc. To musze wychodzi jednak ze mnie a nie z tego
              ze druga strona tego wymaga czy wrecz sie domaga
              • ziemiomorze Re: warunkowa przyjazn 16.06.04, 16:03
                Gość portalu: Kameleon napisał(a):

                > Jasne ze nie... lojalnosc tak ale - jak we wszystkim - tylko dopoki nie
                > naruszam praw i wartosci swoich i drugiej osoby...

                Jest takie kryterium podzialu (i oczywiscie to nie sa dwie kategorie, tylko
                dwie skrajnosci i wszystkie odcienie, ktore sa miedzy nimi): tacy, ktorzy lubia
                miec duzo kontaktow (z racji ilosci bliskich cierpi jakosc bliskosci) i tacy,
                ktorzy skupiaja sie raczej na tej jakosci (i tu zmniejsza sie ilosc bliskich).
                Jesli spotkaja sie osoby z dwoch krancow tego podzialu, to nic dziwnego, ze
                maja problem ze zrozumieniem tego samego slowa. Przyjazn bedzie dla nich
                znaczyc cos zupelnie innego.

                > Przyjazn na zasadzie musze / chce?jesli nic nie musze to nie jest przyjazn
                > tylko samowolka. Chce troche sie naklada na musze ... tzn chce byc Twoim
                > przyjacielem wiec musze( ale to jest pozytywne musze a nie jakis obowiazek
                czy
                > ciezar!) o Ciebie sie troszczyc. To musze wychodzi jednak ze mnie a nie z
                tego
                > ze druga strona tego wymaga czy wrecz sie domaga

                Rozumiem, ze niepokoi Cie, ze chcesz widywac sie ze swoim przyjacielem duzo
                czesciej, niz on?
                Ja jestem w takiej samej sytuacji, tylko, ze to ja jestem tym 'migaczem', ktory
                umawia sie na 'za miesiac' a nie na jutro, bo albo nie mam czasu, albo ochoty.
                I juz, nic tego nie zmieni, nie mam zamiaru sie zmuszac. Zmieniam zdanie, kiedy
                wyczuwam, ze z druga strona 'jest cos nie tak' i zwyczajnie potrzebuje pomocy.

                I mysle, ze to jest ok - szanuje i siebie i te druga osobe.
                zet
                • Gość: Kameleon Re: warunkowa przyjazn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.04, 13:57
                  pewnie ze chcialabym sie z nim czesciej widywac - no ale ze zrozumialych
                  wzgledow jest to niemozliwe bo on przyjezdza do Polski co 3 miesiace na 2
                  tygodnie... na razie. Wkrotce podejmie stala prace zagranica i wtedy to juz
                  tylko raz do roku bedzie szansa na spotkanie. Z kolei mam tez przyjaciolke
                  ktora na 3 lata wyjechala rowniez zagranice i kiedys bylysmy bardzo sobie
                  bliskie - tzn. moglysmy rozmawiac o wszystkim, polegac na sobie itd. Bylysmy
                  przyjaciolkami od serca a teraz praktycznie tylko ja podtrzymuje kontakt piszac
                  co u mnie juz w zasadzie nie wiem od niej nic praktycznie nie mam z nia
                  kontaktu ... bo telefon drogi... a siedzenie przed kompem szkodzi na wzrok...
                  Wiec chcialabym raczej zeby przyjaciele nie robili naglych zwrotow w kontaktach-
                  typu najpierw dzwoni co pare dni, przysyla po kilka smsow dziennie, wyciaga na
                  pogaduchy w gg przez pol nocy - (i to jest super )
                  a potem NAGLE nie odzywa sie przez tydzien ani slowem, nie daje znaku zycia a
                  co wiecej nie odpowiada nawet wtedy gdy ja pytam czy nic sie nie stalo bo
                  najzwyczajniej w swiecie sie martwie ze moze cos sie stalo ze nie moze
                  odpisac. Wiem ze nie powino sie ulegac czarnym scenariuszom ale gdy sie jest
                  daleko to zaraz najgorsze sytuacje przychodza na mysl.
                  rozumiem ze ktos nie zawsze ma czas na tel, gg itp ale nie podoba mi sie
                  niestety taka sytuacja jak opisalam. Uwazam ze to jest nie fair.
                  Krotko zawsze mozna odpisac... jesli sie chce. A skoro nic sie nie wydarzylo
                  miedzy nami nie poklocilismy sie itp to dlaczego nagle nie chce? I tu sie
                  zaczyna rozmyslanie " o co w tym wszystkim chodzi??"
                  • Gość: jam Re: warunkowa przyjazn IP: *.cable.ubr02.basi.blueyonder.co.uk 18.06.04, 00:37
                    Kameleon ja mam praktycznie identyczny problem...wlasnie sie smuce z tego
                    powodu:(
                    • Gość: Kameleon Re: warunkowa przyjazn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 16:23
                      to juz jest nas dwie/dwoje :) razem razniej! Poooozdrawiam!
              • kwieto Re: warunkowa przyjazn 16.06.04, 16:54
                > Jasne ze nie... lojalnosc tak ale - jak we wszystkim - tylko dopoki nie
                > naruszam praw i wartosci swoich i drugiej osoby...

                Widzisz... Granice roznych sfer u roznych osob sa umieszczone w roznych
                punktach.
                Mozesz je albo niszczyc albo uszanowac.

                > Jeden z dwoch moich przyjaciol o ktorych tu mowa mieszka teraz zagranica.
                Wiefc
                > ze zrozumialych wzgledow kontakt jest ograniczony. Ale dla niego to wlasnie
                tak
                > jest jak piszesz: jego wolnosc to wlasnie odezwe sie jak mi sie bedzie
                chcialo.
                > I ze kontakt "z doskoku" jest najlepszy bo oparty na wolnosci...

                Wiesz, mam wielu znajomych, z ktorymi spotykam sie bardzo roznie. Najczesciej
                jest to spontana, tzn. akurat o kims sobie przypominam, trafiam na niego, albo
                on trafia na mnie. To o czym Ty mowisz, to troche tak, jakbysmy ustalili
                odgornie: "minimum 3 SMSy dziennie, rozmowa telefoniczna raz na dwa dni,
                spotkanie 3 razy w miesiacu". I sa ludzie ktorym taki uklad pasuje, ale tez
                tacy ktorzy tego nie trawia.
                Bo i ja niekoniecznie mam czas/ochote/powod/sily (niepotrzebne skreslic) by
                widziec sie z przyjaciolmi, i oni pewnie tez. Zdarza sie, ze z kims nie widze
                sie przez pare miesiecy czy nawet lat. A potem jeden telefon i przegadane do
                poznej nocy spotkanie.



                > Przyjazn na zasadzie musze / chce?jesli nic nie musze to nie jest przyjazn
                > tylko samowolka. Chce troche sie naklada na musze ... tzn chce byc Twoim
                > przyjacielem wiec musze( ale to jest pozytywne musze a nie jakis obowiazek
                czy
                > ciezar!) o Ciebie sie troszczyc. To musze wychodzi jednak ze mnie a nie z
                tego
                > ze druga strona tego wymaga czy wrecz sie domaga

                Innymi slowy "3 SMSy dziennie, rozmowa telefoniczna raz na dwa dni..."
                Myslisz ze da sie kogos zmusic do przyjazni?
                Wiesz, dla swoich przyjaciol jestem gotow zrobic bardzo wiele. Ale niech tylko
                poczuje sie do czegos przymuszany - nie zrobie nic.
                Byc moze to chcial powiedziec Ci Twoj przyjaciel? Ze "musze" jest dla niego
                sztuczne, naklada gorset ktory bardziej zabija niz pielegnuje?
    • charmaine A zastanawialiście się kiedyś nad 16.06.04, 16:11
      zazdrością w przyjaźni?
      I to dopiero jest problem:)
      Polubisz kogoś, przyjaźnicie się, macie swoje sprawy, tematy, nawet najbardziej
      intymne - aż tu nagle w wasz zwiazek wchodzi ktoś z zewnątrz.
      Miałam kiedyś taka historię, że mając dwie przyjaciółki (jedną z wieloletnim
      stażem) poznałam je ze sobą. Na początku się boczyły, zaś potem bardzo się
      zaprzyjaźniły. Mają swoje prywatne sprawy, bo np jeżdżą wspólnie, potem zaś to
      wszystko obgadują między sobą, czasami również ze mną. A ja nie mam pretensji,
      bo obie je lubię i cenię. Potrafią mi powiedzieć i miłe i przykre rzeczy.
      Wyznam, że te przykre tylko od nich przyjmuję do wiadomości:))Baardzo lubię
      moje "swołocze" i chociaż z powodu zmiany miejsca zamieszkania widujemy się
      rzadko, to uwielbiam z nimi być. Z każdą z osobna i razem w trójkę.
      Ktoś kiedyś skomentował, że nasze relacje są chore, że jak mogłam dopuścić do
      tego, że one się przyjaźnią również jak gdyby oddzielnie, poza mną. A ja jestem
      z tego powodu szczęśliwa i cieszę się ich radością.
      Jejku, chaotycznie napisałam toto powyższe, ale mam nadzieję, że rozumiecie, o
      co mi chodzi.
      Kocham te dziewczyny, obie, za wszystko. Za kopniaki, za głaskanie, za śmiech,
      za wspólny płacz i za to, że nic nie wychodzi spoza naszego grona.
      Sic!
      • ziemiomorze Re: A zastanawialiście się kiedyś nad 16.06.04, 16:12
        charmaine napisała:

        > zazdrością w przyjaźni?
        > I to dopiero jest problem:)

        Mi sie wydaje, ze wtedy to zaczyna byc choroba.
        z.
        • izzabell Re: A zastanawialiście się kiedyś nad 17.06.04, 16:47
          ziemiomorze napisała:

          > Mi sie wydaje, ze wtedy to zaczyna byc choroba.

          a no wlasnie, ale z czego ona sie bierze?
          z jakichs niezaspokojonych potrzeb wczesniejszych,
          czy jakiejs obawy?

          i jak to sie leczy? :)
          • ziemiomorze Re: A zastanawialiście się kiedyś nad 17.06.04, 16:55
            izzabell napisała:

            > ziemiomorze napisała:
            >
            > > Mi sie wydaje, ze wtedy to zaczyna byc choroba.
            >
            > a no wlasnie, ale z czego ona sie bierze?
            > z jakichs niezaspokojonych potrzeb wczesniejszych,
            > czy jakiejs obawy?
            >
            > i jak to sie leczy? :)

            Tak calkiem roboczo to mi sie wydaje, ze z braku granic.
            Np psychoanalitycznie: nadopiekuncza matka, ktora dziecku nie dala sie
            wyodrebnic ze zwiazku matka-dziecko i teraz kazda bliska relacja musi byc
            ultrabliska i z wylacznoscia, 'posiadaniem' tego drugiego, jak
            dziecko 'posiada' matke.

            Glowa mnie boli,
            zet.
            • izzabell Re: A zastanawialiście się kiedyś nad 17.06.04, 17:22
              ziemiomorze napisała:

              >
              > Tak calkiem roboczo to mi sie wydaje, ze z braku granic.
              > Np psychoanalitycznie: nadopiekuncza matka, ktora dziecku nie dala sie
              > wyodrebnic ze zwiazku matka-dziecko i teraz kazda bliska relacja musi byc
              > ultrabliska i z wylacznoscia, 'posiadaniem' tego drugiego, jak
              > dziecko 'posiada' matke.

              wiesz co, rzeczywiscie to by sie zgadzalo,
              bo ja nieraz mam jakies takie przejawy tego ze denerwuje mnie
              jak ktos znajomy, spotyka sie nie ze mna tylko z kim innym i wlasnie
              chcialabym miec takie osoby "na wylacznosc".
              z nadopiekuncza matka tez pasuje, nie mam jakichs swoich granic itd.
              powinnam o tym z teraputka pogadac, ale jakos wstydze sie takiego
              zachowania :/ ale pewnie niedlugo przyjdzie na to czas :)

              w kazdym razie dzieki za rozjasnienie troche sprawy!
              pozdrawiam,
              • ziemiomorze Re: A zastanawialiście się kiedyś nad 17.06.04, 21:52
                izzabell napisała:

                > wiesz co, rzeczywiscie to by sie zgadzalo,
                > bo ja nieraz mam jakies takie przejawy tego ze denerwuje mnie
                > jak ktos znajomy, spotyka sie nie ze mna tylko z kim innym i wlasnie
                > chcialabym miec takie osoby "na wylacznosc".
                > z nadopiekuncza matka tez pasuje, nie mam jakichs swoich granic itd.
                > powinnam o tym z teraputka pogadac, ale jakos wstydze sie takiego
                > zachowania :/ ale pewnie niedlugo przyjdzie na to czas :)

                Zachecam do pogadania z terapeutka - tylko zeby byla jakas fajna! (Trudno o
                dobrego fachowca). Jesli sie wstydzisz, to zamknij oczy i dopiero wtedy
                powiedz :-)

                pozdr,
                szmo

                > w kazdym razie dzieki za rozjasnienie troche sprawy!
                > pozdrawiam,
                • Gość: Kameleon Re: A zastanawialiście się kiedyś nad IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.04, 22:55
                  a ja tam wole pogadac z Wami niz z terapeutka! :)
                  • ziemiomorze Re: A zastanawialiście się kiedyś nad 17.06.04, 23:06
                    Gość portalu: Kameleon napisał(a):

                    > a ja tam wole pogadac z Wami niz z terapeutka! :)


                    Pewnie, bo to latwiejsze :-)
                    Tyle, ze - wlasnie dlatego akurat w tym przypadku - mniej efektywne.

                    Takie pogadanie z terapeutka moze byc czyms w rodzaju przygody,
                    zet.
                    • Gość: Kameleon Re: A zastanawialiście się kiedyś nad IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.04, 23:23
                      terapeutka - nawet tylko (az) psycho kojarzy sie z leczeniem a poza tym tutaj
                      moge poznac opinie wielu osob, poznac ich punkt widzenia i spojrzenie na dany
                      problem. I to jest good. Ale rzeczywiscie takie spotkanie mogloby byc ciekawe!
                      • ziemiomorze Re: A zastanawialiście się kiedyś nad 17.06.04, 23:29
                        Gość portalu: Kameleon napisał(a):

                        > terapeutka - nawet tylko (az) psycho kojarzy sie z leczeniem a poza tym tutaj
                        > moge poznac opinie wielu osob, poznac ich punkt widzenia i spojrzenie na dany
                        > problem. I to jest good. Ale rzeczywiscie takie spotkanie mogloby byc ciekawe!

                        A co Ci sie wydaje nie ok z sytuacja leczenia?
                        Rozumiem (bo wiele osob ma opory podobne do Twoich), ze to nie jest to samo, co
                        zlamanie nogi, tylko jak sie chodzi na terapie, znaczy ma sie glowe chora...
                        To niezupelnie tak. Ja bym raczej myslala o chorej duszy. I to nie chorej -
                        chorej, ale chorej, bo skrzywdzonej. Taka zlamana dusza, ktora sie zle zrosla :-
                        )

                        Mi sie terapia kojarzy z przygoda wlasnie - emocjonalna, duchowa i
                        intelektualna. Mialam szczescie, bo trafilam na wyjatkowego specjaliste (czego
                        i Tobie zycze). Tak czy siak, jesli chesz poznac opinie wielu osob, to polecam
                        terapie grupowa (ktora takze przygoda moze byc, i to hoho jaka).

                        Jesli sie umowisz na pierwsza wizyte, to nie znaczy, ze terapia na niej sie
                        zacznie. Najpierw z grubsza diagnozuje sie, nad czym zechcesz pracowac, a potem
                        wspolnie ze specjalista zastanowicie sie na tym, jaka terapia najbardziej by Ci
                        pasowala (jeden-na-jeden, grupowa, dlugo- lub krotkoterminowa, terapia
                        wyjazdowa, czestotliwosc itd).

                        Oczywiscie - zrobisz co zechcesz. Jakbys miala jakies bardzo intymne pytania
                        lub watpliwosci, wal na priwa.
                        zet.
                        • Gość: Kameleon Re: A zastanawialiście się kiedyś nad IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.04, 23:35
                          Brzmi zachecajaco!
                          rzeczywiscie stereotyp jest raczej na nie bo sie kojarzy z chora glowa. Ale
                          rzecz jasna tym sie nie kieruje!
                          Chociaz terapia grupowa nieodwolalnie kojarzy mi sie z AA :)
                          Tak na powaznie to mysle ze to dobra rzecz i wielu osobom pomaga sie uwolnic
                          zwlaszcza od poczucia zranienia itp.
                          dzieki za twoje przemyslenia, pozdrawiam!
    • kolendra6 Re: warunkowa przyjazn 16.06.04, 16:34
      Znam osobe od dziesieciu lat i uwazam ja za przyjaciolke. To nie jest taka
      przyjazn, ktora polega na bezustannym ble ble ble.Spotykamy sie raz w miesiacu,
      dzwonimy do siebie raczej rzadko, przewaznie umawijac sie na spotkanie, ale
      kiedy zadzwonie i nawet tylko zazartuje, ze jest mi zle to przyjedzie,zeby
      spotkac sie ze mna. Mozemy gadac godzinami o sprawach powaznych, glupotkach -
      (mamy podobne poczucie humoru), albo po prostu posiedziec razem w milczeniu i
      pogapic sie na ludzi w knajpkach. Wiemy o sobie bardzo duzo, potrafimy byc dla
      siebie złosliwe, urocze i chyba najwazniejsze moim zdaniem staramy sie byc
      wobec siebie tolerancyjne. Mamy swoje zycie, swoich znajomych, czasami wspolnie
      ich obgadujemy (chociaz wiekszosci nie , ale nie probujemy całkowicie pochlonac
      drugiej osoby. Nie wymagam, zeby byla tylko dla mnie. Ona ma swoja szkolna
      przyjaciolke, z ktora spedza sporo czasu, od kilku juz lat ma swojego
      mezczyzne , ktorego poznałam osobiscie kilka dni temy i to przypadkiem. Tak
      samo jest w druga strone. Jest mi z tym dobrze.
      Nie badzcie zaborczy, a przyjazn bedzie piekna
    • Gość: Oleńka przyjaźń nie jest typem relacji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.04, 16:58
      tylko stanem ducha

      Twojego, kameleon

      :)
      • jmx nienienie 18.06.04, 00:47
        > przyjaźń nie jest typem relacji
        > tylko stanem ducha

        Życzliwośc jest stanem ducha. Przyjaźń to jak najbardziej relacja. Związek.
        "Jednej duszy w dwóch ciałach".
    • Gość: krateczka Re: warunkowa przyjazn IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.04, 21:44
      Bardzo podobaja mi sie wasze rozwazania o przyjazni. Przyjazn to chyba moje
      jedyne niezaspokojone pragnienie. Tak wiele na ten temat myslalm, ze doszlam do
      wniosku , ze ja chyba niepotrafie sie przyjaznic mimo ogromnych checi. Po
      pierwsze dlatego, ze za bardzo przywiazuje sie do osoby przyjaciela, jestem
      chyba zaborcza troche i chyba bardzo wymagajaca i wrazliwa na rozne takie
      niuanse , ktore moga byc bzdura ale w moich oczach czestru urastaja do
      problemu. No i przede wszystkim ja nie ufam juz ludziom , poza najblizsza
      rodzina , to wynika z faktu ze zbyt wiele razy sie w zyciu zawiodlam tak
      powaznie i to w nie blachych sprawach. I tu mam pytanie czy jesli ktos nie ufa
      ludziom a jedoczesnie pragie przyjazni takiej , kiedy mozna zaufac to czy to
      sie wogole da polaczyc kiedys w jakis szczesliwy uklad? jak myslicie? Tylko nie
      piszcie ze musze od nowa zaczac ufac , bo tego nie chce , tyle razy juz
      probowlam i zawsze sie zawiodlam , juz wiecej nei sprobuje zeby wiecej sie nie
      zawiesc . A co dziwne te problemy np braku zaufania wogole nie wystepuja jesli
      chodzi o moja relacje z plcia przeciwna , mam obok siebie wspanialego mezczyzne
      i szczesliwa rodzine. Moze to dziwne ale moj mezczyzna nie wiezy w przyjazn
      moze dlatego sie tak dobralismy ?
      • Gość: Kameleon Re: warunkowa przyjazn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.04, 22:54
        No wlasnie chyba mam to samo...
        tyle ze ja nadal ufam...
        ufam przyjaciolom... czasami sie sparze na tym ale mimo wszystko nadal ufam...
        juz taka jestem :)
        i chociaz nie oczekuje jakiegos rewanzu z ich strony to jednak byloby milo
        gdyby oni tez tak postepowali
        Napisze Wam jak sie tocza losy tej przyjazni z facetem z zagranicy: nie dawal
        znaku zycia mimo ze go poprosilam zeby tylko dal mi znac czy wszystko w
        porzadku bo jego nagle zamilkniecie mnie zaniepokoilo...
        postanowil mnie "wychowac" ze nie musi mi sie meldowac... hm. No wiec efekt
        jest taki ze ja przestalam mu okazywac ze sie o niego troszcze (ma troche
        trudnosci z zaaklimatyzowaniem sie zagranica, czuje sie osamotniony, no i boi
        sie pojscia do roboty i pracy w obcym jezyku). I zamiast szczerosci mamy gre i
        udawanie - ja udaje zeby sie nie zloscil ze ograniczam jego wolnosc przez to ze
        sie do niego odzywam. Troche chore, nie? trzebaby to jakos rozplatac.
        On lubi mi ( ale nie tylko mi) pokazywac ze ma tez innych bliskich i w ogole
        jak przyjedzie do Polski to jest towarzysko rozchwytywany wiec pewnie nie
        bedzie mial czasu itp.
        On wie ze ja traktuje go wyjatkowo - (ale tylko i wylacznie jako wyjatkowego
        przyjaciela) i ze jakos rzeczywiscie jest mi bliski. A on stara mi sie bardzo
        okazac ze nie bedzie sie angazowal w zadne przyjaznie z kobietami bo wszystkie
        sa takie same. Poradzi sobie bez uczuc... bo "trzeba miec twardy tylek". Hm.
        Sama juz nie wiem co myslec o jego podejsciu...
      • ziemiomorze Re: warunkowa przyjazn 18.06.04, 16:37
        Gość portalu: krateczka napisał(a):
        No i przede wszystkim ja nie ufam juz ludziom , poza najblizsza
        > rodzina , to wynika z faktu ze zbyt wiele razy sie w zyciu zawiodlam tak
        > powaznie i to w nie blachych sprawach. I tu mam pytanie czy jesli ktos nie
        ufa
        > ludziom a jedoczesnie pragie przyjazni takiej , kiedy mozna zaufac to czy to
        > sie wogole da polaczyc kiedys w jakis szczesliwy uklad? jak myslicie?

        No pain, no game.
        Albo ryzykujesz po raz kolejny, albo zagrzebujesz sie w cieplym i bezpiecznym
        kokonie braku przyjaciolki. To brutalne, ale o swojej samotnosci decydujesz Ty
        sama.

        > Tylko nie
        > piszcie ze musze od nowa zaczac ufac , bo tego nie chce , tyle razy juz
        > probowlam i zawsze sie zawiodlam , juz wiecej nei sprobuje zeby wiecej sie
        nie
        > zawiesc .

        Obawiam sie, ze nie ma ludzi idealnych, ktorzy nie zawioda (i co rozumiesz
        przez 'zawiedzenie'?) nigdy i w zadnych okolicznosciach.
        Pytanie, czy mozna (umie sie, czyli chce) wybaczyc i co i kiedy.
        Moi przyjaciele zawodzili pare razy; ja ich tez. Nadal jestesmy blisko.

        I - jesli podchodzisz do ew. kandydatki na przyjaciolke, weszac 'zaufac-nie
        zaufac' to ona raczej zwieje, gdzie pieprz rosnie.

        Jesli moge dac Ci irytujaca rade, to moze postaraj sie, aby zaufanie bylo dla
        Ciebie informacja rownie 'przezroczysta', co kolor jej oczu. Jesli nie bedziesz
        oczekiwac, to sie nie zawiedziesz. Jesli wasza relacja sie umocni i stanie sie
        bliska, zaufanie bedzie czyms oczywistym.

        zet
    • cossa Re: warunkowa przyjazn 17.06.04, 22:07
      Olenka napisala w dwoch slowach
      co ja chcialam w dziesieciu :)

      dodac jednak chcialam,
      troche inaczej, ale to samo:

      nie mowi sie o przyjazni
      przyjazn sie czuje

      pozdr.cossa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka