Dodaj do ulubionych

odejść..nie odejść..

IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 11:08
..i tak miotam się miedzy jednym a drugim..bo nie wiem co gorsze,lepsze..stan w
jakim się teraz znajduje..czy obawa przed tym co będzie..a może przed błędem?
Obserwuj wątek
    • Gość: oak Re: odejść..nie odejść.. IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.02, 11:13
      .. hm poważne pytanie rzuczasz pod obrady publiczne.
      Oczekujesz poważnej odpowiedzi ?. No to może odejść, z kąd, od kogo, dokąd, co
      zostawiając. Inaczej to tylko wątek w stylu o wszystkim i o niczym. Tak mi się
      wydaje.
      pozdr.
    • orchide Re: odejść..nie odejść.. 14.03.02, 11:50
      Jesli możesz napisz do mnie na priva, też mam podobny problem ..Może napiszesz
      więcej i zobaczymy co nas trzyma a co wpływa ze uż tak nie chcemy żyć
      • malwinamalwina Re: odejść..nie odejść.. 14.03.02, 11:55
        skad skad skad
        kochana mloda generacjo !

        Malwina (bez zlosliwosci)
        tez byki strzela :-(

        i nie odchodzic poki pytanie dreczy
        gdy nie bedziesz miala watpliwosci - odejdziesz
      • irma.x Re: odejść..nie odejść.. 14.03.02, 11:56
        Chetnie podejme temat, tez na priwe....
        zaczniesz? :)
        • Gość: asia Re: odejść..nie odejść.. IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 15.03.02, 08:29
          Orchide,Irma..wysłałam wam posta na @
          Pozdrawiam:)
          • irma.x Re: odejść..nie odejść.DO ASI 15.03.02, 09:32
            Gość portalu: asia napisał(a):

            > Orchide,Irma..wysłałam wam posta na @
            > Pozdrawiam:)

            A JA NIC NIE DOSTALAM...?
    • Gość: toja Re: odejść..nie odejść.. IP: 217.153.44.* 14.03.02, 13:32
      ej, dlaczego wszystkie prosicie o kontakt na priva? Przeciez istotą forum jest
      wypowiedź na nim. Sama jestem zainteresowana tym tematem, Waszymi
      spostrzeżeniami, uwagami, radami, więc piszcie Tu a nie na privie, please!
      • irma.x Re: do Toja 15.03.02, 08:55
        Gość portalu: toja napisał(a):

        > ej, dlaczego wszystkie prosicie o kontakt na priva? Przeciez istotą forum jest
        > wypowiedź na nim. Sama jestem zainteresowana tym tematem, Waszymi
        > spostrzeżeniami, uwagami, radami, więc piszcie Tu a nie na privie, please!

        wytlumacze Ci.
        jeszcze nie czytalam posta, ale za moment to zrobie.
        otoz wszystkie tkwimy w zwiazkach jakis czas i wiemy, ze nie sa OK, ze jestesmy
        warte znacznie wiecej... walkujemy temat od dawna, zwierzamy sie przyjaciolkom i
        jestesmy na etapie, kiedy juz jest nam WSTYD o tym mowic, bo przyznajemy sie tym
        samym do swoich porazek w zyciu prywatnym, ze nie dajemy rady, ze jestesmy slabe,
        ze nasze przyjaciolki juz nie maja ochoty wysluchiwac naszych zali po raz setny...
        szukamy wsparcia wsrod osob z podobnym problemem, ktory przeciez na pierwszy rzut
        oka jest tak latwy do rozwiazania! nie chcemy mowic o tym na forum, bo za dlugo
        to trwa, bo jestesmy idiotkami we wlasnym juz mniemaniu.
        rozumiesz?
    • Gość: aga Re: odejść..nie odejść.. IP: 195.212.29.* 14.03.02, 14:02
      to moze dolacze sie do dyskusji, bo problem mam ten sam. Wspanialy zwiazek,
      nieformalny, cztery lata i trzy wspolnego mieszkania... chlopak wychowany w
      kulcie rodziny i planujacy zbudowac wlasne cieplutkie gniazdko. Zabralism sie
      do tego troche od konca, bo w zeszlym roku kupilismy ziemie, projekt domu i
      miedzy wierszami mowilismy o tym, ze pokoje na gorze bede dla dzieciakow, w
      ogrodzie koza (serio - chcialam miec koze) i inne takie. Nigdy nie mowilismy o
      slubie (przez pierwsze 2 lata On glosno mowil, ze slub nie jest dla niego, nie
      zamierza sie zenic, w ciagu kolejnych dwoch juz tak nie mowil, ale tez nie
      mowil, ze chce), koledzy, ktorzy zrobili ten krok to mieczaki i pantoflarze (to
      jego opinia). Slowo 'kocham' uslyszalam przez ten czas moze z 5 razy z czego
      polowe wymusilam pytaniem. Ale to nie bylo wazne. w koncu mialam kogos, kogo
      kochalam i bylo dobrze. (chociaz kolezanki, ktore widzialy mnie placzaca, nie
      zgodzilyby sie z tym) Mam 26, on 30 i powoli zaczelam chciec unormowania tych
      stosunkow. Nie mowilam o tym glosno, ale coraz czesciej o tym myslalam. Ale ze
      swiat sie zmienia, to i moje marzenia (?) zaczely pryskac, kiedy pierwszy
      raz 'przestawil mnie' w ulamku sekundy z korytarza do lazienki w czasie jakiejs
      klotni. Kolejny raz szarpal za wlosy, kiedy sie upil (a od alkoholu nie
      stroni). To byly 2 razy, ale juz po pierwszym powiedzialam, mu ze jesli znowu
      podniesie na mnie reke to koniec z naszym zwiazkiem. Mialam nadzieje, ze
      taki 'zimny prysznic' pomoze. Zastosowalam, ale chyba nie zadzialal tak jak
      powinien... On sie wyprowadza za jakis tydzien... Probowalam jeszcze rozmawiac,
      ale On nie rozumie, to byly zarty, za duzo alkoholu, poza tym widze tylko jego
      wady... Pisze to i jestem pewna, ze dobrze zrobilam wyrzucajac go, ale z
      drugiej strony dlaczego od czterech dni tylko raz jadlam, nie spie i ciagle
      placze, probuje z nim rozmawiac i udaje, ze ten szczegolny numer telefonu w
      jego 'nieodebranych' nie jest niczym waznym... przeciez tamto to byla tylko
      drobnostka, ktora juz sie skonczyla, nic waznego, zbieg okolicznosci...
      Chcialabym uslyszec: macie jeszcze szanse, i zrobilabym duuuuzo, zebysmy znowu
      byli razem. Tyle, ze tak normalnie milo i bez problemow...
      • Gość: ala Re: odejść..nie odejść.. IP: 212.160.165.* 14.03.02, 15:06
        Mysle, ze jezeli facet raz podniesie reke na swoja kobiete, to chocby nie wiem jak sie wzbranial to i tak kiedys jej jeszcze przygrzmoci. Bierz dziewczyno nogi za pas poki jeszcze masz mozliwosc. Pozniej beda dzieci i inne wzgledy przez ktore nie bedziesz chciala podjac decyzji o odejsciu. Na pewno znajdziesz faceta ktory bedzie cie szanowac, a nie napierdzielac kiedy bedzie miał ochote, a potem jeszcze unosi sie honorem. A niech spada. Niech wie co stracil. Nie plaszcz sie przed nim bo bedzie mial satysfakcje i bedzie sobie myslal, ze cokolwiek nie zrobi, to to ty i tak nie zdobedziesz sie na to aby odejsc. Daj mu odczuc ze nie jest jedyny na tym swiecie. Musisz go sprowadzic na ziemie, bo inaczej stracisz poczucie swojej wartosci, a on bedzie zacieral rece. Powodzenia
        • malwinamalwina Re: odejść..nie odejść.. 14.03.02, 15:23
          czytam i czytam i mysle sobie ze glupota kobieca jest bez granic. inaczej tego nazwac nie mozna.

          smutek
      • Gość: dorkasz Re: odejść..nie odejść.. IP: 217.98.233.* 14.03.02, 18:00
        mysle ze sama na siebie bicz ukrecilas - skoro nie mowilas o malzenstwie to nic
        dziwnego ze nie chcial sie zenic i nie spelnial Twoich pragnien w tej kwestii,
        ale nie to jest najwazniejsze: gdybys zostala to Twoje przyszlosc wygladalaby
        pewnie tak: wraca do domu po pracy Ty czekasz w wymarzonym domku ktory jakos
        nie daje poczucia bezpieczenstwa, bo wiesz ze jesli nie spodoba mu sie co dla
        swojego kochanego ugotowalas, to ten domek bedzie tylko niezle tlumil Twoje
        krzyki no bo zalozmy ze nie spodoba mu sie obiad: ryp talerzem o sciane i juz
        idzie w Twoja strone, wscieklosc w jego oczach kaze Ci zaslonic twarz rekami no
        i... potem tygodniami nie chcesz wychodzic z domu bo te siniaki sprawiaja, ze
        wszyscy w kolo pytaja co sie stalo, a Ty klamiesz... potem gorsza proba -
        jestes w ciazy nie wiesz jak to powiedziec, w koncu mowisz i ladujesz na ostrym
        dyzurze ciezko pobita on sie zjawia z kwiatami przeprasza i tak kurna do
        usranej (za przeproszeniem) smierci... dziewczyno - obudz sie, on juz taki jest
        i tego nie zmienisz, ciesz sie ze odszedl, i przestan do niego wydzwaniac!!!
        wiem ze to brzmi niezbyt milo, ale facetow na ziemi jest okolo 3 miliardy, i po
        jaka cholere jest Ci taki, ktory Cie bije??? wiem ze ciezko w to uwierzyc, ale
        ile Ty masz lat? 25? 30? wszystko przed Toba!!! szczescie na Ciebie czeka,
        tylko w ukladaniu sobie zycie kieruj sie rozumem a nie uczuciem, ktore moze Ci
        jedynie wskazac droge. to od Ciebie zalezy, jak bedzie wygladalo Twoje zycie i
        uwierz mi ze wszystko jeszcze przed Toba!!! 3maj sie - sorki ze troche
        dramatycznie, ale sie zdenerowalam :-)
        • Gość: dorkasz Re: odejść..nie odejść.. IP: 217.98.233.* 14.03.02, 18:06
          sorki - zniknelo mi gdzies ze mowilas ile masz lat - jeszcze raz powtorze -
          zycie przed Toba. zamknij za soba rozdzial pt: On i zacnzij pisac nastepny.
          wiem, to nie jest latwe, ale sama pomysl co wolisz.
      • zlakobieta Re: odejść..nie odejść.. do Agi 14.03.02, 20:56
        Jestes dzielna, ze zdecydowalas sie na radykalny krok.
        Tak trzymaj, bo to co napisaly dziewczyny jest swieta prawda. Nie ma co
        ryzykowac zmarnowania zycia.

        Jest Ci bardzo zle.
        Pewnie, ze tak.
        Jak ma byc, skoro przez 4 lata szczerze kochalas i liczylas na wspolna
        przyszlosc.
        Nie martw sie jednak. To minie. Chociaz brzmi to banalnie, ja wierze, ze kazdy
        kiedys spotyka te swoja druga polowke - prawdziwa milosc zycia. Ciesz sie
        dziewczyno, bo masz to przed soba :)

        Pozdrawiam i trzymam kciuki. :)))))
        • Gość: asia Re: odejść..nie odejść.. do Agi IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 15.03.02, 08:00
          Dzięki za odzew:-)
          To nad czym sie borykam to ..od męża..jestesmy krótko po slubie ,nie całe 2
          lata,z takim starzem to powinno byc wszystko w jak najlepszym
          porządku,szczęsliwi..a tu..prosze..coraz częściej mysle o rozwodzie:(Nie wiem
          co sie tak naprawde podziało..mam wrazenie jakbym wyszła za innego człowieka a
          nie za tego którego kiedys tak bardzo kochałam..a moze ja sie zmieniam,chyba
          tak..i to mnie przeraza!!podobnie jak aga,tez mnie uderzył,raz,niby nic..po
          pijanemu,nie zmasakrował mnie ale przeswietlenie robiłam w szpitalu i
          nastawiali mi nos..jakos nie moge tego zapomniec..a dlaczego to zrobił?bo
          zdwoniłam!!potem sie zaczęło..kontrola na całego,wyzywanie typu szmata,dziwka
          itp.szarpanie,coraz częściej dochodziło do rekoczynów..takie przepychanki..ale
          to boli..bo nie tak sobie to wyobrazałam..najgorsze,że wygadywał takie
          brednie..że sypiam z kims innym...że się umawiam..ta jego zazdrość!!!!
          doprowadza mnie do szału...prawie nikt nie ma mojego nr tel..bo nie daj boze
          jak zadzwoni jakis kolega to odrazu go zdradzam,że do łóżka z nim
          chodze..itd,nigdzie nie wychodze,na kawe ,na piwo..bo znowu będzie
          awantura..przykładów mogłabym podac wiele..ale nie w tym rzecz..ja już nie
          moge..owszem od pewnego dłuzszego czasu jest spokój..ale jaki to
          spokój..milczymy,nie odzywamy sie,nie kochamy,bez słowa mijamy w drzwiach,we
          mnie cos pękło,wygasło..juz nie chce zeby mnie przytulał,dotykał,nie potrzebuje
          już..brakuje mi bezpieczenstwa które kiedys czułam,miłosci..tego,że mnie ktoś
          kocha,zrozumienia,szacunku przede wszystkim..gdzies tam ..czuje,że go jeszcze
          kocham,ale moze to juz za mało,moze to nie wystarcza?sama juz nie wiem..boje
          się,ta cholerna samotność..
          • ekika Re: odejść..nie odejść.. do Agi ,orchide, asi 15.03.02, 09:07
            Nie znam tego problemu choć oczywiście mam inne.Szukając pomocy w litraturze
            natknęłam się na książkę Susan Forward "dlaczego no nie kocha ,a ona za nim
            szaleje"
            Myślę że to dobrze przeczytać w tym akurat przypadku.

            poza tym "forum" to jedno z lepszych miejsc (oprócz oczywiście dobrego
            psychologa rodzinnego ) gdzie można przybyć ze swoim problemem.

            Z doświadczenia polecam także rozrywkowe rozmowy z kimś na czasie dla swojej
            grupy wiekowej -pozwala się oderwać od pustego myślenia, a to w tym przypadku
            może być ważne i spełniać terapeutyczną rolę.
            Pozdrawiam i trzymam kciuki .Piszcze co i jak na forum .Dla innych .Dla nas
            wszystkich bo każdą to może spotkać .pozdrawiam serdeczniutko:))
          • Gość: Ola Re: odejść..nie odejść.. do Agi IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 15.03.02, 09:12
            Asiu,
            Prawde mowiac przezywasz pieklo.
            Nie zyj tak dalej. On Cie nie szanuje , uratuj swoja godnosc i odejdz.
            Jezeli przez jakis czas bedziesz sama, to nic sie nie stanie , odnajdziesz
            siebie , bedziesz radosna i szczesliwa .
          • Gość: dorkasz Do Asi IP: 217.98.233.* 15.03.02, 09:19
            hmm powiem tak - czasem po slubie zdarza sie, ze poczatkowo nie mozna sie
            dogadac, bo pomimo tego, ze sie znalo tego czlowieka przedtem, to do pewnych
            rzeczy trzeba sie przyzwyczajac. u Ciebie jest inaczej - w sumie nie powiem nic
            ponad to, co powiedzialam Adze - slub slubem, ale jesli bije... ja bym
            odeszla...
          • Gość: Jana Re: odejść..nie odejść.. do Agi IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 10:08
            To zły facet. Nie marnuj sobie życia, dziewczyno, jesteś młoda, wszystko przed
            Tobą- całe życie. Myślę ,że błędem będzie spędzenie go z mężczyzną, który Cię
            bije, krzywdzi i wyzywa. Wiem, że czasem trudno się może być zdecydować, ale
            jeśli tylko masz dokąd iść- spróbuj sobie ułożyć życie na nowo. Tacy jak on się
            nie zmieniają, zazdrość- chora zazdrość-nie przemija. Powodzenia, pozdrawiam
            Cie sardecznie. Przemyśl to .
      • irma.x Re: odejść..nie odejść.. 15.03.02, 08:57
        AGA!!!!!!
        PROSZE CIE, TYLKO NIE FACET, KTORY NADUZYWA ALKOHOLU,
        chocby nie wiem co, zostaw to wszystko w cholere i uciekaj, gdzie pieprz
        rosnie, uwierz mi,
        BEDZIE TYLKO GORZEJ!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka