Dodaj do ulubionych

Czy boicie sie śmierci,czy o tym myślicie?

IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.02, 10:23
Zauważyłem,ze najwiecej wypowiedzi bylo na temet "gdy umiera miłość życia".a
może pomowmy o wlanym umieraniu.To temat zawsze an czasie,zawsze aktualny i
niestety dotyczy każdego z nas. Ja nie boje się smierci lecz samotności
umierania np. na drodze czy w szpitalu.A co Wy o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • Gość: inka_s Re: Czy boicie sie śmierci,czy o tym myślicie? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 17.03.02, 11:28
      Gość portalu: karol napisał(a):

      > Zauważyłem,ze najwiecej wypowiedzi bylo na temet "gdy umiera miłość życia".a
      > może pomowmy o wlanym umieraniu.To temat zawsze an czasie,zawsze aktualny i
      > niestety dotyczy każdego z nas. Ja nie boje się smierci lecz samotności
      > umierania np. na drodze czy w szpitalu.A co Wy o tym sądzicie?

      Większość z nas raczej nie mysli o śmierci - to cos tak odległego i dotyczącego
      innych... Są chyba trzy sytuacje kiedy zaczynamy myśleć o niej poważniej: gdy
      umiera nam ktoś bliski, gdy mamy dość zycia (i zastanawiamy się nad samobójstwem)
      no i gdy choroba lub podeszły wiek powodują zwolnienie tempa życia.
      Chyba nikt zdrowy i szczęśliwy nie mysli poważnie co będzie dalej "po życiu".
      Odsuwamy od siebie myśl o własnej śmiertelności, łatwiej skupić sie na zyciu tu i
      teraz. Przecież nasze plany dotycza życia w tej rzeczywistości- jedynej jaką
      znamy. Nie planujemy "a jak juz umrę to pogadam z dziadkiem, skocze zobaczyc co
      słychać u starego przyjaciela i odszukam dawno zaginioną kuzynkę...". Śmierć i to
      co później to wielka niewiadoma. Boimy się na ogół nieznanego - ale i fascynuje
      nas. W dzisiejszych czasach, przy coraz większym nastawieniu na to co tu możemy
      osiągnać wygodniej nie mysleć o śmierci. No bo po co nam te wszystkie materialne
      rzeczy które tu zgromadzimy skoro i tak nie zabieramy ich ze soba na tamta
      strone? Nagle mozna stracić sens życia - jeśli jest ono nastawione na gromadzenie
      dóbr, na szukanie tylko własnej przyjemności. Choc z tą przyjemnościa - hmmm....
      wspomnienia są częścią nas więc to co przezyjemy, przyjemności również, właściwie
      zabierzemy ze soba. Pytanie czy to wystarczy.
      Ja teraz myslę o smierci nieustannie i nie boję sie jej (choć bólu sie boję)- bo
      dotkneła mnie bardzo blisko. Cały czas mam świadomość że gdyby mnie spotkała -
      byłoby to dla mnie teraz wybawieniem od strasznej tęsknoty. Ale to oznaczałoby
      jeszcze gorszy ból dla mojej rodziny.
      Pragnienie śmierci, gotowość na jej przyjęcie - mam wrażenie że kiedyś ludzie
      bardziej brali pod uwage swoją śmiertelność, śmierć była bardziej oswojona. Czy
      ludzie bardziej zdawali sobie sprawę z tego że to nie jest kres wszystkiego?...
      Zastanawiam sie czy współczesnie śmierć - ale tylko w kręgu zachodniej kultury-
      nie stała sie straszniejsza przez jej ukrywanie za szpitalnymi parawanami lub
      przez jej nagłe przychodzenie w wypadkach i katastrofach. Przeciez nie wszędzie
      na świecie smierć jest tak samo przyjmowana , prawda?
      • Gość: Mart@ Re: Czy boicie sie śmierci,czy o tym myślicie? IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 17.03.02, 11:49
        Gość portalu: inka_s napisał(a):

        > Boimy się na ogół nieznanego - ale i fascynuje
        > nas. W dzisiejszych czasach, przy coraz większym nastawieniu na to co tu możemy
        > osiągnać wygodniej nie mysleć o śmierci. No bo po co nam te wszystkie
        > materialne
        > rzeczy które tu zgromadzimy skoro i tak nie zabieramy ich ze soba na tamta
        > strone? Nagle mozna stracić sens życia - jeśli jest ono nastawione na gromadzen
        > ie
        > dóbr, na szukanie tylko własnej przyjemności. Choc z tą przyjemnościa - hmmm...
        > .
        > wspomnienia są częścią nas więc to co przezyjemy, przyjemności również, właściw
        > ie
        > zabierzemy ze soba. Pytanie czy to wystarczy.

        Bardzo dobre pytanie, Inko.
        Wycofuję się częściowo z mojego sarkazmu. (Forma samoobrony, niestety).
        Ale nie z poszukiwań.
        Dobre teksty czytałam kiedyś u Taillarda de Chardin, napisał świetną książkę o
        śmierci. Intelektualną i trafiającą do każdego, nawet do niewierzących. To bardzo
        cenna umiejętność.
        Jasne, że albo się boimy, albo pragniemy śmierci (rzadziej, rzadziej...)
        I nie lubimy o tym mówić, mysleć i mieć poglądu. Nasza cywilizacja do tego nie
        skłania.
        Zresztą - ja zawsze się dziwiłam jak to jest, że każdy umie umrzeć?

        Marta
        • Gość: inka_s memento mori? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 17.03.02, 12:04
          Ze nie lubimy o tym myśleć to widac nawet po tym wątku. Tak mało osób na forum -
          czy taki temat ?
          Zobaczymy wieczorem.
        • Gość: karol Re: Do Marty IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.02, 12:09
          Wybacz,że zadam pytanie prywatne: o jakiej ksiązce Thielarda deChardin
          mowisz,jaki tytuł.chyba nie znam a chętnie przeczytam.
          • Gość: Mart@ Re: Książki IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 17.03.02, 14:29
            Gość portalu: karol napisał(a):

            > Wybacz,że zadam pytanie prywatne: o jakiej ksiązce Thielarda deChardin
            > mowisz,jaki tytuł.chyba nie znam a chętnie przeczytam.
            Oczywiście jak zwykle nieco przekręciłam imię tego filozofa, geologa i
            paleontologa ;-). Powinno być: Teilhard de Chardin.
            Miałam na mysli "Fenomen człowieka" (mam wydanie Paxowskie z 1993r.).

            Ale teraz mi sie przypomniało coś dużo bardziej ludzkiego, przemawiajacego i
            pocieszającego: Christian Chabanis "Śmierć, kres czy początek?", Pax 1987. Jest
            tam szereg rozmów i esejów na temat śmierci z bardzo różnymi ludźmi i z różnych
            punktów widzenia.
            Wydał to Pax, więc oczywiście niczego obrazoburczego nie znajdziemy, ale nawet
            całkiem chrześcijańsko-prawomyślne myśli warto poznać, jeśli przemawiają.
            Pewien trening w myśleniu i zachętę można tu wypatrzyć.
            Tytuły rozdziałów:
            Rozmowa z czytelnikiem - Historia a śmierć - Śmierć na codzień - Zgroza śmierci -
            Odpowiedzi człowieka na smierć - Rozmowa z moja śmiercią.

            Szczerze polecam.

            Marta

    • Gość: Mart@ Re: Czy boicie sie śmierci,czy o tym myślicie? IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 17.03.02, 11:37
      Gość portalu: karol napisał(a):

      > Ja nie boje się smierci lecz samotności
      > umierania np. na drodze czy w szpitalu.A co Wy o tym sądzicie?

      Czy naprawdę oczekujesz głębokich, świeżych, osobistych, niezwykłych,
      otwierajacych nowe horyzonty przemyśleń?
      Czy ciekawi cię jak znajome nicki odnoszą się do sprawy? Jeśli to drugie, to
      wyznam, że ja niechętnie...

      Na ten temat znane jest już wszystko, poczytaj literaturę piękną i filozofię,
      albo zrób to co ja planuję:
      www.google.com/search?q=%22motyw+%B6mierci%22&ie=ISO-8859-2&oe=ISO-8859-
      e.com/search?q=%22motyw+%B6mierci%22&ie=ISO-8859-2&oe=ISO-8859-
      2&hl=pl&btnG=Szukaj+z+Google&lr=lang_fr%7Clang_pl
      [jeśli się nie otwiera to wyjaśniam: jest to w google'u wpisane "motyw śmierci" -
      bardzo obiecujące adresy się pootwierały].
      Powodzenia
      Marta
      • Gość: inka_s Re: Czy boicie sie śmierci,czy o tym myślicie? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 17.03.02, 11:42
        Tu nie chodzi o literature piękną i filozofie - ale o zwykłych ludzi i ich
        stosunek do śmierci- albo jego brak... A poczytac można, czemu nie?
        • Gość: Mart@ Re: Czy boicie sie śmierci,czy o tym myślicie? IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 17.03.02, 12:03
          Gość portalu: inka_s napisał(a):

          > Tu nie chodzi o literature piękną i filozofie - ale o zwykłych ludzi i ich
          > stosunek do śmierci- albo jego brak... A poczytac można, czemu nie?

          Nie mogę się powstrzymać od drobnej uwagi, że literatura i filozofia powstały i
          trwają jako wyraz poszukiwań odpowiedzi na najważniejsze pytania i rozterki
          każdego człowieka.
          Marta

    • janusz_b Nie boje sie i czesto o niej mysle.. 17.03.02, 13:25
      Taki trudny i osobisty temat..
      tak mi sie zlozylo w zyciu, ze wiele razy bylem juz swiadkiem smierci, zarowno
      osob mi bliskich jak i zupelnie obcych, w moich podrozach w Azji i Afryce
      mialem okazje przezywac smierc jako ostani akt zycia zwierzecego (inaczej nie
      potrafie okreslic tych ludzi nie majacych nikogo na swiecie i nie interesujacych
      nikogo, gdzie inni czekali aby im zabrac ostatnia koszule) to zostawia slady
      i daje do myslenia..
      Osobiscie smierci sie nie boje, wiem ze wszystko co sie narodzilo musi umrzec
      Nie chcialbym umierac jako klebek bolu ze zwierzecym rykiem na ustach nie
      panujacym nam wlasnym cialem i wlasnymi miesniami, nie kontrolujacym wlasnych
      odchodow..
      Jezeli zachowam reszte swiadomosci i stwierdze ze nadszedl moj czas to sam
      odejde i pozostaje mi tylko nadzieja ze bede mial jeszcze fizyczne mozliwosci
      aby to zrobic..
      Kiedys w Brazylii bylem swiadkiem jak po wypadku zapalil sie samochod z
      kierowca. Drzwi baly zakleszczone, ten czlowiek plonal zywcem, nie mozna bylo
      sie zblizyc na 2 metry do tego wraka.. Z tlumu "widzow" pewien mezczyzna wrocil
      do swojego samochodu, wyjal z bagaznika karabin mysliwski i zastrzelil tego
      plonacego. Wszyscy bylismy skamienieli z rozpaczy i bezsilnosci (ponad 30 osob)
      ale jak sadze wszyscy byli zgodni z takim rozwojem sytuacji..
      Nie chcialbym splonac zywcem..
      Czesto zegluje sam po morzu i szczegolnie w nocnych rejsach pod rozgwiezdzonym
      niebem mysle sobie, ze to byloby wlascie miejsce aby sie pozegnac.
      Mam nadzieje ze bede mial dosc sily aby po raz ostatni postawic zagle..
      pozdrawiam serdecznie
    • czarodziejka nie 17.03.02, 13:46
      smierci jako takiej nie, byle byla szybka
      boje sie powolnego umierania
      • monstera Nie wiem... 17.03.02, 14:44
        czarodziejka napisał(a):

        > smierci jako takiej nie, byle byla szybka
        > boje sie powolnego umierania


        A ja sie chyba boje. Boje sie nawet tej "szybkiej smierci". Kiedys przezylam cos,
        co trwalo w sumie z 5 minut - a mnie sie wydawalo kilka godzin.
        Taka "szybka smierc" - to lepiej dla rodziny, dla tych co zostaja, "lepiej" w tym
        zwyczajnym, ludzkim pojeciu.

        I z tego powodu nie chcialabym dlugo chorowac, byc zdana na laske innych, widziec
        ich udreczenie i zajmowanie sie mna "z obowiazku".

        Ale - kazdemu to, co mu pisane.

        pozdrowienia M.


    • Gość: GL Re: Czy boicie sie śmierci,czy o tym myślicie? IP: *.kalisz.sdi.tpnet.pl 17.03.02, 14:45
      Czy boimy się śmierci , czy o tym myslimy?
      Hmmm.... tak, osobiście bardzo boję sie smierci ale niewiem czego bardziej
      wlasnej czy swoich bliskich. Napewno boje sie wlasnej smierci chociaz moze nie
      samego faktu jako faktu ktory musi kiedys nastapic ale bolu fizycznego, bolu
      moich bliskich i tego, ze jezeli znajde sie tam po drugiej stronie to bede
      widziec bol moich bliskich, mojej coreczki, meza i moze jeszcze innych bliskich
      mi osob a bede bezradna nie bede mogla dla nich nic zrobic.
      Wierze ze jest ta druga strona zycia, wirze ze jest tam dobrze ale czasami boje
      sie ze jezeli tam nie ma nic ....a ja tu mysle ze jezeli przyjdzie mi odejsc to
      chociaz bede mogla na moich kochanych patrzec.. atu nic, nie można bo nas nie
      ma .
      Zgadzam się z mądrymi jak zawsze wypowiedziami Inki,ze wiekszość z nas o tym
      nie myśli ale sa chwile kiedy przemyka nam po glowie taka mysl.Ja wielokrotnie
      otarlam sie o smierc blizszych czy dalszych osob i wtedy zawsze naschodzily
      mnie rozne mysli i refleksje ale masz racje Ineczko ze sa trzy momenty w zyciu
      kiedy o tym myslimy chyba bardziej intensywnie i myslimy o tym nie zależnie od
      swojego wieku. Ja kiedy bylam w Twoim wieku myślalam o tym w obliczu wlasnej
      choroby. Patrzylam na swoja mala coreczke i ukochanego i balam sie wlasnej
      smierci, ze oni tu zostana w bolu. Swiadomosc o ich ewentualnym bolu i ich
      bezradnosci i to ze moja coreczke moze dosiegnoc jakas krzywda byla tak
      wielka ze zabijala mnie. A teraz mysle czesto o tym w obliczu kiedy obseruje
      zpowolnienie tempa zycia moich rodzicow ich choroby, kiedy bardzo uwaznie
      czytam watki Inki i podziwiam ja za taka wielka sile i boje sie ze gdybym byla
      na jej miejcu mimo iz jestem od niej starsza nie umialabym byc tak silna.( Wiem
      ze to smieszne bo wiek nie swiadczy o sile ale chyba tak nam sie wydaje ze tak
      powinno byc im starszy tym silniejszy)
      • Gość: karol Re: Do Marty IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.02, 15:05
        Marto! dziekuje za tytuły,błąd imienia to pośpiech przy pisaniu.Dzieki!!
      • Gość: karol Re: Czy boicie sie śmierci,czy o tym myślicie? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.02, 15:09
        Wszyscy jak czytam podeszli do wątku powaznie bo taki jest. A czy nie działa NA
        wAS KOJACO myśl,że wszyscy przez to przejdziemy i może dlatego ma to sens.Czy
        naprawdę chcielibyście podziwiać wciaz te same kwiaty w wazonie? Boimy się bo
        nie wiemy gdzie idziemy.A moze zapytajmy gdzie byliśmy gdy nas tu nie było? ale
        to pytanie na inny wątek.Dzieki za rozwijanie dyskusji, te przemyślenia nam
        wszystkim się przydadzą. Wkotce największe katolickie święto,które jednak
        obiecuje ZMARTWYCHWSTANIE!!!
        • Gość: Mart@ Re: Czy boicie sie śmierci,czy o tym myślicie? IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 17.03.02, 15:21
          Gość portalu: karol napisał(a):

          > Wszyscy jak czytam podeszli do wątku powaznie bo taki jest. A czy nie działa NA
          >
          > wAS KOJACO myśl,że wszyscy przez to przejdziemy i może dlatego ma to sens.Czy
          > naprawdę chcielibyście podziwiać wciaz te same kwiaty w wazonie?

          Wybacz, ale dziwna to logika: w tym życiu byłoby nie do zniesienia podziwiać
          stale jedną rzecz. A w życiu wiecznym? Czy kwiaty będą więdły?

          > Wkotce największe katolickie święto,które jednak
          > obiecuje ZMARTWYCHWSTANIE!!!

          I nawet nadziei na smierć-wybawicielkę już nie będzie ;-)

          Marta

          • monstera Marta 17.03.02, 16:54
            Gość portalu: Mart@ napisał(a):

            > I nawet nadziei na smierć-wybawicielkę już nie będzie ;-)

            Obietnica zmartwychwstania do wiecznego zycia dotyczy tylko
            tych, ktorzy tego pragna. Kazdy moze sam zdecydowac, czy chce zyc wiecznie z
            Bogiem, czy tez nie. Wedlug Biblii - Bog szanuje wybor kazdego czlowieka.

            :-)
            pozdrowienia M.

            • Gość: Mart@ Re: Marta IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 17.03.02, 20:43
              monstera napisał(a):

              > Gość portalu: Mart@ napisał(a):
              >
              > > I nawet nadziei na smierć-wybawicielkę już nie będzie ;-)
              >
              > Obietnica zmartwychwstania do wiecznego zycia dotyczy tylko
              > tych, ktorzy tego pragna.

              Czy Twoim zdaniem można się wycofać z wiecznego zycia jak się już je prowadzi?

              Marta
              • monstera Re: Marta 17.03.02, 21:03
                Gość portalu: Mart@ napisał(a):

                > Czy Twoim zdaniem można się wycofać z wiecznego zycia jak się już je prowadzi?

                Prawde mowiac - nad tym sie nie zastanawialam ;-)
                A Ty chcialabys sie wycofac, jak tam juz bedziesz? Moze trzeba by
                zapytac "upadlych aniolow"? ;-)

                (Ja wierze w zycie wieczne i w to, ze tam "dobrze jest byc". Obawiam sie tylko,
                ze moge sie tam nie dostac.)

                :-)
                pozdrowienia M.




                • Gość: Mart@ Re: Życie wieczne IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 17.03.02, 21:15
                  monstera napisał(a):
                  >
                  > (Ja wierze w zycie wieczne i w to, ze tam "dobrze jest byc". Obawiam sie tylko,
                  > ze moge sie tam nie dostac.)

                  Jakto? Ty? Piszesz przecież: "Kazdy moze sam zdecydowac, czy chce zyc wiecznie z
                  Bogiem, czy tez nie. Wedlug Biblii - Bog szanuje wybor kazdego czlowieka."
                  No to jak masz się nie dostać, skoro to wybierasz i wiesz co Bóg szanuje... ;-)

                  Serdeczności
                  Marta

                  PS. Nie lubię upadłych aniołów... Czy taki może jeszcze się podnieść?


                  • monstera Re: Życie wieczne 17.03.02, 21:42
                    Gość portalu: Mart@ napisał(a):

                    > Jakto? Ty? Piszesz przecież: "Kazdy moze sam zdecydowac, czy chce zyc wiecznie
                    > z
                    > Bogiem, czy tez nie. Wedlug Biblii - Bog szanuje wybor kazdego czlowieka."
                    > No to jak masz się nie dostać, skoro to wybierasz i wiesz co Bóg szanuje... ;-)

                    No wiesz - jeszcze zyje na tym swiecie.;-)
                    A ja wiem, czy nie zrobie czegos, co przekresli wszystko?

                    > PS. Nie lubię upadłych aniołów... Czy taki może jeszcze się podnieść?

                    Raczej nie... (Ale upadle anioly przyszly mi do glowy, bo pisalas o checi
                    wyofania sie z zycia wiecznego ;-)

                    :-)
                    pozdrowienia M.

                    PS A Ty wierzysz w Boga?

                  • monstera Jeszcze dopisek - do Marty 17.03.02, 22:45

                    Tak mi jeszcze przyszlo do glowy: Jak ktos wybierze studia medyczne - to jeszcze
                    nie oznacza, ze na pewno zostanie lekarzem. Ale wybierajac filologie - lekarzem
                    nie zostanie na pewno. (pomijam mozliwosc wybrania drugich studiow)

                    Podobnie wybierajac zycie wieczne jako cel naszego ziemskiego zycia -
                    niekoniecznie (chyba) musimy tam sie znalezc, ale wydaje sie prawie pewne, ze
                    odrzucajac ten cel - raczej tam nie dotrzemy.

                    :-)
                    pozdrowienia M.
    • dalla Re: Czy boicie sie śmierci,czy o tym myślicie? 17.03.02, 16:04
      Teraz staram sie o tym nie myslec, ale rok temu zaczela mi sie depresja i
      jednym z jej objawowo byl paniczny strach przed smiercia i starzeniem sie.

      Nie boje sie samej smierci, ale tego "nieistnienia". Nie wiem, moze cos jest po
      drugiej stronie, ale nie wierze...

      Najwieksze marzenie: nie miec swiadomosci smierci. Tak, jak zwierzeta. I czasem
      zaluje, ze sie w ogole urodzilam.
    • Gość: barabasz Re: Czy boicie sie śmierci,czy o tym myślicie? IP: *.access.de.clara.net 17.03.02, 16:10
      przepraszam, ze sie powtorze:

      smierc jest tylko zakonczeniem (samo)identyfikacji z pewna projekcja, ni mniej
      ni wiecej...

      b.
    • Gość: oak Re: Czy boicie sie śmierci,czy o tym myślicie? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.02, 16:52
      ... wszyscy się jej boimy, nawet Ci co napisali że nie. Nikt jej nie zna, nikt
      nie wie co przynosi, nikt nie wie co jest dalej. Religia pomaga dławić ten
      strach, ale mimo tego, gdy zbliża się ta godzina boi się każdy, bo "a nuż ta
      wiara może jest złudna". Boimy się więc dla dodania sobie odwagi rodzą się
      teksty próbujące zbanalizować śmierć, że to tylko przejście, źe to to..., ze to
      jeszcze co innego. A jednak coś jest w tym napisie z jakiegoś muru, który brzmi:
      "czyż to nie dziwne, że wszyscy chcą iść do nieba, a nikt nie chce umierać"
      A czy hasło: "kocham śmierć , bo tylko ona jedna zawsze cierpliwie będzie na
      mnie czekać", to nie jakaś forma obrony przed tym strachem.
      Gdy tak naprawdę stwierdzisz że nie boisz się śmierci, to znak że już nie
      żyjesz, taki jest mo punkt widzenia.
      • Gość: ??? Oak, IP: *.access.de.clara.net 17.03.02, 17:28
        dlaczego uwazasz, ze ja nie wiem ?
        bo Ty nie wiesz ?

        pozdrawiam Cie

        b.
      • janusz_b Oak 17.03.02, 17:33
        no prosze, znowu sie czegos na tym forum o sobie nowego dowiedzialem...
        Zawsze jestes taki pewny w Twoich opiniach dotyczacych nieznanych Ci ludzi?
        pozdrawiam i zycze Ci dalej tak dobrego samopoczucia i przekonania o wlasnej
        nieomylnosci i TWOJEJ JEDYNEJ PRAWDZIE ZYCIOWEJ
        janusz
        • malek1 O umieraniu i o smierci 17.03.02, 19:23
          Mysle, ze boimy sie raczej umierania anizeli smierci.
          Starozytni Greccy mawiali: smierc nie jest straszna. Gdy my jestesmy- nie mam
          jej. Gdy ona jest - nie ma nas.
          Ale ta madrosciowa zasada ma sie nijak do zycia.
          Pamietam jak w dziecinstwie mama, jako mloda kobieta, napomykala czasem o
          smierci w swoim kontekscie. Teraz, kiedy jest stara kobieta (starszy to
          stopien wyzszy od stary, nie?) nic juz o smierci nie mowi. Bo smierc przybliza
          sie....
          Nie mam tu zdania: mysle, ze o smierci nie mozna napisac nic madrego,
          trafnego, poruszajacego: bo w cieniu smierci wszystkie te madrosci bledna.
          Bochenski (OP) pisal, ze czlowiek zdycha jak krowa...
          Rahner mowie za Heidegerrem, ze w smierci dokonuje sie doniosly akt czlowieka:
          spotkanie z prawda, Bogiem itp.
          Platon, ze filozofia to przygotowanie na smierc.
          A ja nie wiem, nie wiem....
          • Gość: barabasz projekcje kochane IP: *.pppool.de 17.03.02, 20:18
            przyzwyczailiscie (lyscie) sie tak bardzo do siebie, do Waszych imion, nickow,
            koloru wlosow, piegow, znakow pieknosci, zebow i protez, ksztaltu piersi,
            odciskow na malych palcach lewej nogi, ze naprawde nie jestescie juz w stanie
            wyjsc poza "siebie" (tak powiedzielibyscie ?) lub poza projekcje (tak mowie ja)
            i "zobaczyc" (ogarnac) wiecej, niz te trzy male wymiary + tzw. "czas"...
            "jutro" byc moze - wiecej...
            b.
            • janusz_b drogi barabaszu.. 17.03.02, 20:32
              Gość portalu: barabasz napisał(a):

              > przyzwyczailiscie (lyscie) sie tak bardzo do siebie, do Waszych imion, nickow,
              > koloru wlosow, piegow, znakow pieknosci, zebow i protez, ksztaltu piersi,
              > odciskow na malych palcach lewej nogi, ze naprawde nie jestescie juz w stanie
              > wyjsc poza "siebie" (tak powiedzielibyscie ?) lub poza projekcje (tak mowie ja)
              >
              > i "zobaczyc" (ogarnac) wiecej, niz te trzy male wymiary + tzw. "czas"...
              > "jutro" byc moze - wiecej...
              > b.
              ****************************************************
              jako ze jestes dosc namolny to mam pytanie: zdradzisz mi Twoja slodka tajemnice
              jak moge "wyjsc poza siebie" bo nie bardzo to umiem.
              Co prawda czasami zdarza mi sie "wyjsc z siebie" zwlaszcza jak musze uzerac
              sie z debilami ale jestem czlowiekiem otwartym na wszelkie nowinki intelektualne..
              Czekam na Twoja pomoc...

              janusz
        • Gość: oak Re: pytajnikom i januszowi IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.02, 20:49
          ... może głupie jest to że ja twierdzę że wiem że Wy się noicie... niech Wam
          będzie
          ... a jakie w takim razie Wasze przekonanie że wy wiecie jak smakuje śmierć ...
          ... tylko nie wyjeżdzajcie mi z załamaniami i sprawami które, w slangu "są
          gorsze niż śmierć"... bo może nawet są, tylko jakoś trudno porównać
          ukłony do ziemi ))) adwersarzom co śmierć za nic mają
          pełen podziwu
          oak
          • janusz_b nie podniecaj sie tak oak.. 17.03.02, 21:15
            Gość portalu: oak napisał(a):

            > ... może głupie jest to że ja twierdzę że wiem że Wy się noicie... niech Wam
            > będzie
            *********************************************
            gdzie napisalem ze Twoje twierdzenia sa glupie ?
            *********************************************
            > ... a jakie w takim razie Wasze przekonanie że wy wiecie jak smakuje śmierć ...
            *****************************************************
            gdzie napisalem, ze wiem "jak smakuje smierc" cokolwiek by to mialo znaczyc?
            ********************************************************************

            > ... tylko nie wyjeżdzajcie mi z załamaniami i sprawami które, w slangu "są
            > gorsze niż śmierć"... bo może nawet są, tylko jakoś trudno porównać
            > ukłony do ziemi ))) adwersarzom co śmierć za nic mają
            > pełen podziwu
            > oak
            ******************************************
            gdzie napisalem, ze "mam smierc za nic" ?
            Moj drogi Oak, nie wiem ile masz lat, ale zakladajac ze to co piszesz nie jest
            proba obrazania nieznanych Ci ludzi, ktorzy chcieli po prostu wziac udzial w
            dyskusji (dla wszystkich) to jest co najmniej nie na miejscu....
            bez pozdrawian
            janusz

            • Gość: oak Re: nie podniecaj sie tak oak.. IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.02, 21:29
              ... ja mam 12, wystarczy ???, a ile masz Ty mało mnie wzrusza

              chłopie co żeś taki czuły, z tej strony Cię boli, z tamtej też nie podchodź...
              ciągle coś nie tak, to zbyt pewnie, to zbyt agresywnie... człowieku gdzie ty
              podniecenie widzisz, czepiasz się wszystkich ( po innych wątkach też ) wieszasz
              się na słówkach... i zarzuczasz innym to co robisz TY.
              / a pierwszy mój tekst w sprawie smierci konczy się sentencją "taki jest mój
              punkt widzenia", bo mam do niego prawo ... czyzbyś nie wiedział że każdy ma ???/
              Dlaczego wieć czepiasz się mych poglądów. Możesz mieć diametralnie przeciwne.
              Ja nikogo z nic'ka nie wskazywałem, Ty tak
              • janusz_b Re: nie podniecaj sie tak oak..dziecinko 17.03.02, 21:49
                Gość portalu: oak napisał(a):

                > ... ja mam 12, wystarczy ???, a ile masz Ty mało mnie wzrusza
                >
                > chłopie co żeś taki czuły, z tej strony Cię boli, z tamtej też nie podchodź...
                > ciągle coś nie tak, to zbyt pewnie, to zbyt agresywnie... człowieku gdzie ty
                > podniecenie widzisz, czepiasz się wszystkich ( po innych wątkach też ) wieszasz
                >
                > się na słówkach... i zarzuczasz innym to co robisz TY.
                > / a pierwszy mój tekst w sprawie smierci konczy się sentencją "taki jest mój
                > punkt widzenia", bo mam do niego prawo ... czyzbyś nie wiedział że każdy ma ???
                > /
                > Dlaczego wieć czepiasz się mych poglądów. Możesz mieć diametralnie przeciwne.
                > Ja nikogo z nic'ka nie wskazywałem, Ty tak

                *******************************************
                ze masz 12 to ci nawet wierze, tak tez brzmisz...
                napisales w tytule Twojego postu "pytajnikom i januszowi" wiec Ci odpisalem..
                To zdaje sie nazywa sie "analfabetyzm wtorny" bo niby czytac i pisac umie ale
                jakby nie bardzo...
                nadal bez pozdrowien
                PS. nie przejmuj sie , ja lubie dzieci....
                janusz
                • Gość: oak Re: nie podniecaj sie tak oak..dziecinko IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.02, 21:59
                  tak w kwestii formalnej to ja Szanownemu Panu opisałem, jeśli trzymać się
                  chronologii oczywiście. I z powodu mego analfabetyzmu odniosłem się do
                  osobistych uwag Jaśnie Oświeconego Pana do mej nikczemnej osóbki, nie zaś do
                  pańskich opowieści z mchu, paproci i kordylierów, dotyczących wielkich
                  doświadczeń w bliskich spotkaniach n-tego stopnia Szanownego Macho ze śmiercią.
                  Przepraszam że uznałem je za nieistotne, wina moja jest wielka i pozostaje mi
                  tylko złożyć ofiarę ze złotego cielca gdzieś u stóp kilimandźaro.
                  Przepraszam raz jeszcze za wiek nikczemny, wtórny analfabetyzm i tym podobne
                  mogące niepokoić szanownego Pana zjawiska.
                  Pozostając nadal pod wrażeniem Panskiej tolerancyjności i wiary w wolność
                  wypowiedzi ))))
                  oakie
                  • janusz_b Re: nie podniecaj sie tak oak..dziecinko 17.03.02, 22:27
                    Gość portalu: oak napisał(a):

                    > tak w kwestii formalnej to ja Szanownemu Panu opisałem, jeśli trzymać się
                    > chronologii oczywiście. I z powodu mego analfabetyzmu odniosłem się do
                    > osobistych uwag Jaśnie Oświeconego Pana do mej nikczemnej osóbki, nie zaś do
                    > pańskich opowieści z mchu, paproci i kordylierów, dotyczących wielkich
                    > doświadczeń w bliskich spotkaniach n-tego stopnia Szanownego Macho ze śmiercią.
                    > Przepraszam że uznałem je za nieistotne, wina moja jest wielka i pozostaje mi
                    > tylko złożyć ofiarę ze złotego cielca gdzieś u stóp kilimandźaro.
                    > Przepraszam raz jeszcze za wiek nikczemny, wtórny analfabetyzm i tym podobne
                    > mogące niepokoić szanownego Pana zjawiska.
                    > Pozostając nadal pod wrażeniem Panskiej tolerancyjności i wiary w wolność
                    > wypowiedzi ))))
                    > oakie

                    *********************************************
                    powoli zaczynam sie obawiac ze cos Ci naprawde zaszkodzilo dziecinko, masz
                    moze wzdecia, moze po prostu cos niedozwolonego zjadles ?
                    NIC NIE ZROZUMIALEM ...
                    janusz
                    • Gość: karol Re: nie podniecaj sie tak oak..dziecinko IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.02, 22:32
                      Oak i Januszb.Och kochani ale sie ubawiłem Waszą slowna szermierka,co
                      zaszczęscie,ze ekran Was dzieli. Człowiek zakłada watek ale nie zakłada,że
                      sieludzie będą tak na siebei zlóścić.I po co? I tak pomrzemy wszyscy...
                      • janusz_b Re: nie podniecaj sie tak oak..dziecinko 17.03.02, 22:35
                        Gość portalu: karol napisał(a):

                        > Oak i Januszb.Och kochani ale sie ubawiłem Waszą slowna szermierka,co
                        > zaszczęscie,ze ekran Was dzieli. Człowiek zakłada watek ale nie zakłada,że
                        > sieludzie będą tak na siebei zlóścić.I po co? I tak pomrzemy wszyscy...

                        ********************************************
                        Drogi Karolu,
                        zapewniam Cie ze ja sie bawie znakomicie, szczerze mowiac to czasami bardzo
                        lubie "wpieniac" ludzi, taki juz jestem perwesyjny....
                        Szkoda tylko, ze musze isc spac, bo niestety musze wstac o 4.00 aby jechac na
                        budowe 300 km
                        pozdrawiam
                        janusz
                        • Gość: Andrzej Re: nie podniecaj sie tak oak..dziecinko IP: *.unl.edu 18.03.02, 20:14
                          Not to co ? Juz sie wszyscy przestali bac smierci, czy teraz dopiero sie zaczna
                          bac ? A moze my zyjemy w tzw. KULTURZE SMIERCI, ktora sami sobie wybudowalismy,
                          i dzisiaj niewielu juz tylko w zakamarkach swiadomosci wynajduje pomysly na zycie
                          wieczne, ale nie TAM, po drugiej stronie, tylko TU, w tym wymiarze.
                          Ciekawi mnie dlaczego nikt juz nie stara sie mowic o tym, jak by tu nie dac sie
                          smierci. I nie chodzi mi o szczeniackie przechwalanki typu "a takiego, ja nie dam
                          sie i nie umre", ale o jak najglebsza refleksje nad tematem tzw. niezbywalnosci
                          smierci. Czy MY MUSIMY umierac ? Czy to ze wszyscy na okolo umieraja jest
                          wystarczajacym dowodem na to, ze MUSIMY umierac ? Moze kiedys nie musielismy ?
                          We wszystkich madrych ksiegach swiata mowi sie o raju, krainie gdzie nie bylo
                          smierci, chorob itp. Czy jest to tylko mrzonka naszych umyslow, czy moze tak
                          kiedys bylo ? A jesli bylo, co stalo sie z naszymi mozliwosciami utrzymania sie
                          przy zyciu bez konca ? Czy NATURA lub BOG w swych potegach stworzylby cos, co
                          skazane jest na smierc ? Jaki cel tego bylby ? Czy nie przychodzimy na ten swiat,
                          by w koncu zapanowac nad smiercia ? Jaki cel ma zycie, jesli musimy umierac ?
                          Czy swego zycia nie widzimy w falszywym swietle ? Dlaczego nikt juz nie zadaje
                          tych pytan, tylko mosci swe przyszle miejsca spoczynku ? Dlaczego ogromna
                          wiekszosc chce umierac nagle, pozbawiajac sie szansy walki o zycie ? Skad taka
                          przerazajaca niemoc i tak... brak milosci do ZYCIA ?
                          Z tymi pytaniami zostawiam Was. Dodam tylko, ze przyszlismy na ten swiat, by ZYC
                          a nie umierac. Interpretujcie sobie to jak chcecie.
                          Pozdr, Andrzej.
                          • malek1 O zyciu i smierci 18.03.02, 20:26
                            Forumowicze to ludzie mlodzi mysle sobie (ja tez kulezanki i kuledzy!). I
                            dlatego myslimy o smierci jako o czyms nienaturalnym. Kiedys zapytano Williama
                            Jamesa czy wierzy w zycie wieczne. Odpowiedzial: nie. Pytanie: dlaczego. BO
                            jestem zdrowy i mlody.
                            Pamietam do dzis moja kuzynke cierpiaca potwornie na raka, ktora powiedziala
                            kiedys z pragnieniem na twarzy: "Chcialabym juz umrzec". Przypomina mi sie tez
                            slynny obraz Malczewskiego "Smierc" - ta wyteskniona smierci twarz...
                            Jest takie piekne powiedzenie niemieckie "Tod gehört zum Leben" - Smierc
                            przynalezy do zycia. Chyba tak trzeba to potraktowac.
                            Wierze w zycie po tamtej stronie. Chocby tylko dlatego, ze przezylem wiele
                            przepieknych chwil. I to piekno nie moze tak po prostu przepasc. Czeka na mnie
                            po tamtej stronie. Daj BOze....

                            Sorki, ale troche mnie temat zlapal... Pa.
                            • bird_man Re: O zyciu i smierci 18.03.02, 20:27
                              dlatego zalozylem wlasnie dwa nowe "weselsze" watki...
                              pozdrawiam cie malek :-)))
                          • Gość: Pastwa Re: nie podniecaj sie tak oak..dziecinko IP: 172.17.15.* 18.03.02, 20:34
                            Andrzej napisał:
                            Czy MY MUSIMY umierac ? Czy to ze wszyscy na okolo umieraja jest
                            wystarczajacym dowodem na to, ze MUSIMY umierac ? Moze kiedys nie musielismy ?
                            We wszystkich madrych ksiegach swiata mowi sie o raju, krainie gdzie nie bylo
                            smierci, chorob itp. Czy jest to tylko mrzonka naszych umyslow, czy moze tak
                            kiedys bylo ? A jesli bylo, co stalo sie z naszymi mozliwosciami utrzymania sie
                            przy zyciu bez konca ? Czy NATURA lub BOG w swych potegach stworzylby cos, co
                            skazane jest na smierc ? Jaki cel tego bylby ? Czy nie przychodzimy na ten
                            swiat,by w koncu zapanowac nad smiercia ?



                            Nawet, jeśli kiedyś istnieli ludzie, co „nie musieli” umierać to, dlaczego ich
                            obecnie nie ma czyżby w końcu zachciało im się umrzeć?
                            Jeśli bóg nie stworzyłby czegoś, co umiera to może wniosek z tego taki, że nie
                            bóg nas stworzył. Swoją drogą biorąc pod uwagę cechy psychologiczne człowieka
                            oraz warunki, w jakich żyjemy( i długo pewnie będziemy)śmierć ostatecznie nie
                            jest wcale czymś złym dla nas, bo któż by chciał żyć wiecznie ( nawet radości
                            się kiedyś nużą i nadchodzi zmęczenie życiem)?
                            Naturalnie, należy myśleć o życiu a nie tylko o tym, co się z nami po śmierci
                            stanie.
                            • Gość: Andrzej Do Pastwy IP: *.unl.edu 18.03.02, 21:10
                              Pastwa napisal(a):
                              > Nawet, jeśli kiedyś istnieli ludzie, co „nie musieli” umierać to, d
                              > laczego ich
                              > obecnie nie ma czyżby w końcu zachciało im się umrzeć?
                              > Jeśli bóg nie stworzyłby czegoś, co umiera to może wniosek z tego taki, że nie
                              > bóg nas stworzył. Swoją drogą biorąc pod uwagę cechy psychologiczne człowieka
                              > oraz warunki, w jakich żyjemy( i długo pewnie będziemy)śmierć ostatecznie nie
                              > jest wcale czymś złym dla nas, bo któż by chciał żyć wiecznie ( nawet radości
                              > się kiedyś nużą i nadchodzi zmęczenie życiem)?
                              > Naturalnie, należy myśleć o życiu a nie tylko o tym, co się z nami po śmierci
                              > stanie.


                              Wszystko to, o czym piszesz brzmi poprawnie, ale nie do konca. To ze ICH, tych
                              zyjacych wiecznie nie ma, swiadczy tylko o tym, ze cos sie wydarzylo, cos co
                              uniemozliwia dzisiaj zycie wieczne. Biblia nazywa ten akt zjedzeniem zakazanego
                              owocu. Czym jest ten zakazany owoc ? Czy znajac go, moglibysmy odwrocic swoj los ?
                              Sa tacy, ktorzy uwazaja, ze przybylismy z innego zakatka wszeshswiata jako istoty
                              zyjace wiecznie i dopiero poprzez manipulacje genetyczne zatracilismy mozliwosc
                              utrzymania sie przy zyciu. Owa powszechna zgoda na umieranie jest juz tak gleboko
                              zakorzeniona, ze wydaje sie czyms absoulutnym i niepodwazalnym. Uwazam, ze jest
                              inaczej, ze naszym prawdziwym przeznaczeniem jest zycie wieczne, i to w tym
                              wymiarze. Pytasz , ktoz chcialby zyc wiecznie. JA chcialbym i kazdy z nas, tam
                              gdzies gleboko, kazdy z NAS chcialby zyc wiecznie. Czy naprawde uwazasz, ze
                              przychodzi cos takiego jak zmeczenie ZYCIEM ? Uwazam odwrotnie.
                              Pozdr, Andrzej.
                              • Gość: Pastwa Re: Do Andrzeja IP: 172.17.15.* 18.03.02, 21:44
                                Trudno nam mówić o prawdziwym zmęczeniu życiem, kiedy żaden człowiek nie
                                przekroczył w swym istnieniu nawet 150 lat, a co będziemy czuli po 10 tysiącach
                                lat lub po następnym milionie? Przecież wszystko będzie się w nas kumulowało i
                                obciążało naszą psychikę,( no chyba, że nasza pamięć pozwoli nam nie pamiętać
                                wszystkiego tak jak czyni to teraz, co ratuje nas często od choroby
                                psychicznej).Nie wierzę bowiem w eliminację cierpienia u ludzi.
                                Tyle tylko, że przy takim podejściu zapomnimy w którymś momencie te
                                nasze "początki" i staniemy się jakby "nową starą" osobą.
                                "Byliśmy" tyle czasu w niebycie, że te kilkadziesiąt lat świadomego istnienia
                                jest przy tym czasowo niczym. Osoba obdarzona „świadomością” nie potrafi się
                                pogodzić z innym stanem istnienia pozbawionym „jej”. Wierzcie lub nie, ale nie
                                istniejący człowiek nic absolutnie nie czuje a zatem nie ma mowy, aby cierpiał,
                                więc nie ma się, co przejmować tym, co będzie po śmierci. Jak jeszcze się komuś
                                trafi jakiś "raj" no to już rewelacja :-).

                                Pozdr. Pastwa
                                • Gość: Andrzej Re: Do Andrzeja IP: *.unl.edu 18.03.02, 21:51
                                  Gość portalu: Pastwa napisał(a):

                                  > Trudno nam mówić o prawdziwym zmęczeniu życiem, kiedy żaden człowiek nie
                                  > przekroczył w swym istnieniu nawet 150 lat, a co będziemy czuli po 10 tysiącach
                                  >
                                  > lat lub po następnym milionie? Przecież wszystko będzie się w nas kumulowało i
                                  > obciążało naszą psychikę,( no chyba, że nasza pamięć pozwoli nam nie pamiętać
                                  > wszystkiego tak jak czyni to teraz, co ratuje nas często od choroby
                                  > psychicznej).Nie wierzę bowiem w eliminację cierpienia u ludzi.
                                  > Tyle tylko, że przy takim podejściu zapomnimy w którymś momencie te
                                  > nasze "początki" i staniemy się jakby "nową starą" osobą.
                                  > "Byliśmy" tyle czasu w niebycie, że te kilkadziesiąt lat świadomego istnienia
                                  > jest przy tym czasowo niczym. Osoba obdarzona „świadomością” nie po
                                  > trafi się
                                  > pogodzić z innym stanem istnienia pozbawionym „jej”. Wierzcie lub n
                                  > ie, ale nie
                                  > istniejący człowiek nic absolutnie nie czuje a zatem nie ma mowy, aby cierpiał,
                                  >
                                  > więc nie ma się, co przejmować tym, co będzie po śmierci. Jak jeszcze się komuś
                                  >
                                  > trafi jakiś "raj" no to już rewelacja :-).
                                  >
                                  > Pozdr. Pastwa

                                  Czy wedlug Ciebie owa swiadomosc ginie gdzies wraz z cialem czy trwa juz bez
                                  garnituru ciala ?
                                  Andrzej.
                                  • Gość: Pastwa Re: Do Andrzeja IP: 172.17.15.* 18.03.02, 22:11
                                    Tu już zaczyna się zgadywanie. Osobiście uważam, iż każda z pozostałych opcji
                                    nie jest zła, jeśli jeszcze później coś po nas pozostaje, cóż, nie wiem jak
                                    wówczas wyglądać będzie mechanizm odczuwania u tego naszego "czegoś" a tu moim
                                    zdaniem będzie pies pogrzebany.
                                    Co do przypadku drugiego.
                                    W wyniku tego, iż nie pamiętam nic z czasu z przed mojego (ziemskiego)istnienia
                                    wychodzi mi na to, iż owa świadomość (vi de "dusza") powstała z naszej
                                    fizyczności( jako coś wtórnego,)zatem najprawdopodobniej zniknie w chwili
                                    śmierci naszego fizycznego ciała.
                                    W tej sytuacji, tzn. takiej, w której ginie wszystko, co nas jakoś określało
                                    zapanuje naprawdę całkowity brak jakichkolwiek odczuć z naszej strony, zatem
                                    nie jest to stan powodujący cierpienie(to już bardzo pozytywna jego cecha).


                          • trzcina z milosci do zycia 18.03.02, 20:40
                            ...wlasnie, o smierci dobrze pomyslec i porozmawiac, nie sadzisz, Andrzeju?
                            Pewnie oswoic sie jej nie da, ale zycie inaczej smakuje i inaczej je meblujemy.
                            Jest taka parabola narodzin, nie wiem skad wzieta...
                            Wyobrazcie sobie, ze ktos zwraca sie do plodu i mowi mu, ze wkrotce opusci to
                            miejsce, gdzie cieplo, przytulny mrok, jedzonko na czas, bo wyjsc musi, gdzie
                            swiatlo, ludzi wielka rozmaitosc, swiat caly, zycie. Co plod na to? Sama tez
                            bym podziekowala...Isc na niepewne? Jak tu mi dobrze? Przyzwyczailam sie,
                            nowego nieciekawam. I ten szok na starcie, brrr... A jednak nas wypchnelo,
                            wszystkich, jak tu rozmawiamy. I z zycia tez nas wypchnie.
                            • trzcina Pozdrawiam wszystkich serdecznie 18.03.02, 20:44
                              oddzielnie, bo mi bez:-))) wyslalo
                            • Gość: inka_s no właśnie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.03.02, 00:39
                              A może to nasze życie to znowu jakis rodzaj "życia płodowego" z którego
                              przyjdzie nam sie "narodzić" przez śmierć do tego właściwego, juz wiecznego?
                              Ponieważ ja ze względu na okoliczności mam lekkie skrzywienie w strone rozważań
                              o śmierci i o tym co póżniej - szukam lektur które dadzą mi troche spokoju.
                              Kilka mnie zdołowało, kilka nie trafiło zupełnie do przekonania, aż wreszcie
                              znalazłam coś co pomogło mi złapać równowagę - ciekawe na jak długo?
                              A swoja drogą - choć jestem katoliczką nigdy nie przeczytałam całej Biblii.
                              Ewangelie - tak. Al ecałości Biblii , tak po kolei - nie. Chyba nadrobie te
                              zaległość. Mam wrazenie że Biblia jest bardziej zgłębiana przez niewierzących
                              niż wierzących, ciekawe czemu...
                              • Gość: Pastwa Re: no właśnie IP: 172.17.15.* 19.03.02, 03:07
                                Co by tu nie wymyślać to chcemy tego czy nie, ale te atomy, z których składa
                                się obecnie nasze ciało będą istniały już zawsze w takiej czy innej kombinacji
                                tak, więc całkiem nigdy nie odejdziemy z tego świata(wszechświata).
                                Fajnie jest tez myśleć, że skoro istnieje już to "wszystko" i pojawił się sie
                                człowiek to wynikło to z praw rządzących w tym wszechświecie. Można sobie
                                myśleć dalej, iż istnieją takie prawa w innym wszechświecie, które pozwalają
                                nam w nim istnieć nawet w formie niematerialnej(a przynajmniej odmiennej niz.
                                obecna) przy zachowaniu pełnej świadomości, że "JA" to "JA" a my tak sobie
                                zwyczajnie przemieszczamy sie z jednego świata do drugiego i z powrotem
                                (narodziny -śmierć -narodziny-.....)

                                Na dobranoc pisał Pastwa
                                • Gość: karol Re: do trzciny IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 19.03.02, 09:34
                                  Trzcina ,świetnie to ujełaś!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka