Dodaj do ulubionych

to juz jest chore

06.07.04, 19:59
Juz nie wiem co mam zrobic.
Mam strasznie zazdrosnego meza. Ta zazdrosc juz dawno wykroczyla poza granice
normalnosci, ale wydarzenia z wczoraj przerazily mnie.
Moj maz ma obsesje, ze ciagle go zdradzam, ze go nie kocham, ze spotykam sie
z kims kto kiedys wiele dla mnie znaczyl... ale od dawna ta sprawa jest
przeciez skonczona. Ja nie umiem mu tego wytlumaczyc, a nie mam juz sily
udawadniac mu ciagle swojej niewinnosci i milosci.
Jestem atrakcyjna osoba, swiadoma swojej kobiecosci, ale mam z tego powodu
straszne problemy. Za kazdym razem, gdy przyciagne czyjes spojrzenie mam
niesamowita awanture, jestem ponizana, zle traktowana.
Doszlo do tego, ze codziennie slysze tekst: "oprocz urody, nie masz w sobie
nic, jestes dnem, zapamietaj to" Huczy mi to w glowie i odbija sie glosnym
echem.
Wczoraj... mnie poszarpal, bo jemu wydaje sie, jest wrecz pewny, ze go
zdradzam, ze go nie kocham... a to przeciez nieprawda, ponizyl mnie, tak
mocno, tak bardzo.
Potem powiedzial, ze bardzo przeprasza, ale to ja doprowadzilam go do takiego
stanu, ze to wszystko przeze mnie...
A ja przeciez nic nie robie! Nic! Jestem wierna, kocham go, mimo wszystko
wciaz go kocham. Mamy 3 letnia coreczke. Ona i on sa dla mnie wszystkim.
Gdy bylam z nia w szpitalu, zarzucal mi, ze pewnie przyjezdzal tam ktos do
mnie, gdy szla do przedszkola, zarzucal mi, ze mam czas wolny i tez sie z
kims spotykam.
Przez caly czas musze tlumaczyc sie z kadej godziny, minuty, musze miec z Nim
staly kontakt, bo inaczej mam awantury, ze napewno go zdradzam.
On stwarza sobie swoj swiat, swoje wizje, w ktore swiecie wierzy i robi mi
wyrzuty o to co jemu sie wydaje, a przeciez tego nie ma! Koszmar.
Najgorsze jest to, ze zaczal mowic naszym wspolnym znajomym, ze go zdradzam i
z tego co widze, oni mu w to wierza. On potrafi tak niesamowicie dobrze
sprzedac swoje historie...
A ja... ja juz nie mam sily nikomu tlumaczyc ze jestem niewinna, ze nic nie
robie, ze kocham, ze jestem wierna.
Czuje sie ponizona. To co stalo sie wczoraj przeszlo juz wszyskie granice.
Jak temu zaradzic? Ta zazdrosc jest chora. Wczoraj poszarpal mnie i
zdemolowal mieszkanie... bo wedlug niego jestem niewierna.
Dostalo mi sie za niwinnosc. Juz mam dosc. Tysiace mysli. Jestem w zlotej
klatce.
W zeszlym roku zrobil awanture na pol hotelu panu mlodemu, przyszlemu mezowi
mojej przyjaciolki, bo wydawalo mu sie ze miedzy nami cos jest...
tak to wyglada
co mam zrobic. Nie odejde, kocham go.
Obserwuj wątek
    • charmaine Masochistka. b/t. 06.07.04, 20:04
      • zuza.az Re: Masochistka. b/t. 06.07.04, 20:09
        moze i masochistka, ale go kocham. Chce jedynie, zeby wiedzial, ze nie zdradzam
        • indiaaa Re: Masochistka. b/t. 06.07.04, 20:24
          zuza.az napisała:

          > moze i masochistka, ale go kocham. Chce jedynie, zeby wiedzial, ze nie zdradzam

          a jak wyobrażasz sobie człowiekowi z chorobliwą zazdrościa coś takiego
          wytłumaczyć? twój mąż ma obsesję rozumiesz? i to tak dalko posuniętą że obawiam
          iż w przyszłości może wyrządzić komuś krzywdę! ciągle się słyszy i czyta o
          ludziach którzy są chorzy z zazdrości i potem jakie nieraz wielkie tragedie z
          tego wynikają
          • zuza.az Re: Masochistka. b/t. 06.07.04, 20:29
            Nie wiem jeszcze jak mam mu to wytlumaczyc, ale musze znalezc sposob.
            Zadnych tragedii nie bedzie, do tego nie dopuszcze.
            • charmaine Zarzekała się świnia, że gówna jeść nie będzie! 06.07.04, 20:30
              Oj, naiwna, naiwna, naiwna!!!
              • zuza.az Re: Zarzekała się świnia, że gówna jeść nie będzi 06.07.04, 20:57
                Naiwna... , ale to naiwnosc kontrolowana :-)
    • cossa Re: to juz jest chore 06.07.04, 20:07
      moze zapytaj go jak powinnas sie zachowywac
      by byl pewny Twojego uczucia?

      nie podoba mi sie ta czesc, ktora wycielam z Twojej wypowiedzi
      widzi on jakies swoje przegiecia?

      pozdr.cossa

      zuza.az napisała:

      > Potem powiedzial, ze bardzo przeprasza, ale to ja doprowadzilam go do takiego
      > stanu, ze to wszystko przeze mnie...
      • charmaine Re: to juz jest chore 06.07.04, 20:10
        Cossa - to choroba.
        Znam ją z autopsji.
        Dziewucha na własne życzenie już stoi nad grobem.
        Psychicznym.

        Tu nawet leczenie nie pomoże.
      • zuza.az Re: to juz jest chore 06.07.04, 20:13
        Powinnam byc ciepla i dbac o niego jak o malego chlopca. Juz mam jedno dziecko,
        nie potrzebuje drugiego. Nie umiem byc ciepla, kiedy on zachowuje sie tak
        irracjonalnie.

        Tak, on przegiecia widzi w kazdym moim gescie.
        • cossa Re: to juz jest chore 06.07.04, 20:20
          ale czy przegiecia widzi u siebie?
          czy ma patent na doskonalosc?

          sklaniam sie tez ku opinom, ze masz spory klopot
          on jeszcze wiekszy, ale sobie nie zdaje z tego sprawy
          wiec jakby go nie bylo

          taka zazdrosc jest choroba
          moze zamienic zycie w piekielko na ziemi
          bo Ty bedziesz wychodzic z siebie
          by usprawiedliwiac sie z rzeczy, ktorych nie robisz
          a on zameczy siebie i Ciebie
          bo nie i tak wierzy nikomu

          sprobuj uswiadomic mu Jego problem
          i udac sie do kogos kto bedzie mogl i jemu i Tobie pomoc

          jesli on ciagle bedzie widzial wine tylko w Tobie
          .. wspolczuje.. znam podobne pary
          przykro patrzec jak gasna..

          pozdr.cossa
          • zuza.az Re: to juz jest chore 06.07.04, 20:26
            bardzo dobrze to ujelas, on zadrecza mnie i siebie wyimaginowanymi sytuacjami.
            Probuje naswietlic mu sprawe z innej strony, ale juz nie wiem jak.
            Studiowalam psychologie, wiec powinnam znac lekarstwo, ale nie znam, nie umiem
            zaradzic nic, gdy sprawa dotyczy mnie.
    • indiaaa Re: to juz jest chore 06.07.04, 20:12
      fatalna sprawa, w życiu bym sie nie związała na zawsze z takim człowiekiem, twój
      mąż jest chory i wymaga lecznia, ma obsesje która się kiedys może tragicznie
      skończyć albo dla ciebie albo dla potencjalnego kochanka, namów go na wizytę u
      lekarza albo rzuć bo miłośc tylko z twojej strony nic tu nie pomoże takie jest
      moje zdanie
      • zuza.az Re: to juz jest chore 06.07.04, 20:22
        Ale on wczesniej taki nie byl. Byl czuly, kochany. Problemy zaczely sie wtedy
        gdy rzeczywiscie ja zdradzilam. Ale zdradzilam, bo ktos pokochal mnie taka
        jaka jestem, z niedociagnieciami... ktos widzial mnie piekna nie tylko
        wizualnie, ale takze intelektualnie. A on ciagle mi wmawia, ze oprocz ladnej
        buzi nie ma we mnie nic.
        Zostawilam tamta milosc, dla meza, bo rodzina jest najwazniejsza. Naprawde go
        kocham.
        • indiaaa Re: to juz jest chore 06.07.04, 20:28
          zuza.az napisała:

          > Ale on wczesniej taki nie byl. Byl czuly, kochany. Problemy zaczely sie wtedy
          > gdy rzeczywiscie ja zdradzilam. Ale zdradzilam, bo ktos pokochal mnie taka
          > jaka jestem, z niedociagnieciami... ktos widzial mnie piekna nie tylko
          > wizualnie, ale takze intelektualnie. A on ciagle mi wmawia, ze oprocz ladnej
          > buzi nie ma we mnie nic.
          > Zostawilam tamta milosc, dla meza, bo rodzina jest najwazniejsza. Naprawde go
          > kocham.


          to by troche tłumaczyło taki stan rzeczy ale w związku z tym nasuwa mi się
          pytanie czy przed ślubem nie widziałaś żadnych oznak że twój mąż jak sam mówi
          oprócz twojej ładnej buzi nie widzi nic w tobie? chyba że wpadliście a dwa jak
          można takiego człowieka kochać który nie docenia cię w środku, twego wnętrza
          itd.?????
          • zuza.az Re: to juz jest chore 06.07.04, 20:44
            Przed slubem w moim otoczeniu bylo wielu mezczyzn, ale to byli tylko znajomi.
            Juz wtedy byl zazdrosny, ale zwalalam to na karb ZWYKLEJ zazdrosci.
            Posprzatalam wiec swoja ksiazke telefoniczna z numerow innych facetow, bo
            przeciez ja rowniez bylam zazdrosna o inne kobiety.
            Zawsze lubilam i do tej pory lubie towrzystwo mezczyzn,ale wiem ze moj maz
            odbiera to w specyficzny sposob, wiec nie utrzymuje kontaktu z nikim "za czasow
            panienstwa", wszystkich znajomych mamy wspolnych, ale nie zmienia to faktu, ze
            jest zazdrosny o kazdego faceta, nie wazne czy z kregu znajomych, czy obcego,
            ktory zamieni ze mna chodz jedno zdanie.
            Piotr (moj maz) zarowno przed slubem jak i po, czesto powtarzal mi ze jestem
            silniejsza i inteligentniejsza od niejednej osoby, ktora moglaby miec problemy
            podobne do moich, ale teraz Piotr uzywa sformuowania "inteligetniejsza" w
            sensie" bardziej przebiegla", co wskazuje na to, ze pewnie prowadze jakies
            kombinacje.
            Jesli mowa o dziecku, to tak, nie bylo planowane, ale oboje bylismu na nie
            gotowi i szczerze sie ucieszylismy.
            Ja wiem, ze zdradzilam i mam poczucie winy, zaczynam sie zastanwaic, czy jego
            zachowanie rzeczywscie nie jest reakcja na moje postepowanie.
            Z tym, ze ta zdrada juz dawno zapomniana, wyparta z umyslu.
        • Gość: krish Re: to juz jest chore IP: 62.233.233.* 06.07.04, 20:35
          najlepsze zostawiłaś na koniec. coż, kwestia interpretacji i nazewnictwa...
          zdradziłaś? on wie?
          to rzeczy nigdy nie beda takie same.

          zostawilaś dla męza dzieci, bo rodzina... to po co w to wchodzilas?
          wiem, trudno odpowiedzieć.

          ale wyobraź sobie ze masz psa.
          lejesz go codziennie, ale on sie łasi i jest ok.
          ale pewnego dnia pies Cię ugryzie.
          i rzeczy już nigdy nie będą takie same...

          to nie jest opis Twojej sytuacji
          po prostu, nieraz staje się coś, co diametralnie zmienia obraz świata.
          stało sie.
          i masz duży problem.
          • zuza.az Re: to juz jest chore 06.07.04, 20:53
            zdradzilam i on wie - racja, ale wczesniej on rowniez zwiazal sie z kims, byc
            moze jedynie z przeslanek erotycznych, nie wnikam, swoje wiem. Ja czlowieka, z
            ktorym zdradzilam meza poznalam zupelnie przez przypadek, niechciany przypadek.
            Ale to juz bylo strasznie dawno, nie ma tamtej sprawy.
            Piotr uwaza, ze ciagle sprawa jest. Bo przeciez Jego zdrada byla tylko zabawa,
            a moja zdrada to emocjonalna przygoda, ktora jest kontynuowana do tej pory.
            Bzdura.
            • Gość: krish Re: to juz jest chore IP: 62.233.233.* 06.07.04, 21:02
              nie zrozumiałaś. ja nie chce bronić Twojego męża. jezeli Cię szarpał, to jest
              tylko małym dupkiem. i tyle.

              ale

              dzbanek pękł
              możesz próbować go posklejać, ale nigdy nie bedzie tym nowym.
              na to nie licz.

              Ty decydujesz.

              krish the drunkard
              • zuza.az Re: to juz jest chore 06.07.04, 21:21
                nie sadze, ze go bronisz. Szarpanie bylo wynikiem dlugo zbieranych w sobie
                negatywnych emocji, ja to wszytko wiem.
                Problwm tkwi jedynie w tym, ze nie potrafie przemowic do rozsadku czlowiekowi,
                ktorego kocham. On kocha mnie, jak sam mowi - ta milosc go niszczy.
                Postanowilam wyjechac na troche, moze gdy nie bedzie mnie widzial, sam poskleja
                sobie wszystkie sprawy.
                • Gość: krish Re: to juz jest chore IP: 62.233.233.* 06.07.04, 21:31
                  Szarpanie bylo wynikiem dlugo zbieranych w sobie
                  > negatywnych emocji, ja to wszytko wiem.


                  ja mam prawo tego nie wiedziec. szarpanie kobiety kwalifikuje faceta do
                  leczenia. rozumiem, że niektórzy sa chorzy. naprawde.
                  powiedz mu to.

                  krish the pissed
                  • zuza.az Re: to juz jest chore 06.07.04, 22:16
                    > ja mam prawo tego nie wiedziec. szarpanie kobiety kwalifikuje faceta do
                    > leczenia. rozumiem, że niektórzy sa chorzy. naprawde.
                    > powiedz mu to.

                    Mowie mu to, jego odpowiedz jest prosta: to ja doprowadzam go do takiego stanu.
                    To wszystko jest takie proste, wystarczy ze zajrze do ksiazki - otrzymuje
                    maximum odpowiedzi, ktore staram sie stosowac w rozmowie z mezem.
                    Jak grochem o sciane, mam zarzucone, ze jestem przebiegla, ze kombinuje, ze
                    umniejszam swoje grzechy...
                    Jakie do cholery grzechy?! Piotr nie jest spowiednikiem, a ja nie jestem Maria
                    Magdalena obmywajaca stopy Chrystusowi!
                    Znam swoja wartosc i wiem, ze tu go boli...
                    Ale nie stane sie zona podajaca kapciuszki mezusiowi, bo nie jestemn w stanie
                    byc taka osoba. Moj blad tkwi w tym, ze myslalam, iz on akceptuje
                    moja "indywidualnosc" (?), bo napewno nie jest to niezaleznoc.
                    Pomylilam sie, co do jego ewentualnych potrzeb, przyznaje sie.
                    Ale wiem, ze on mnie bardzo kocha. Ja kocham jego.
                    chce uratowac to wszystko, ale zabraklo mipomyslow jak mam to zrobic.
                    Moze podchodze do tego za bardzo konwekcjonalnie, za malo emocjonalnie, ale
                    czasem jestem juz tak wyssana z uczuc, ze nie mmam sily na nic wiecej.
    • Gość: krish Re: to juz jest chore IP: 62.233.233.* 06.07.04, 20:15
      mylisz sie. to nie jest JUŻ chore. to jest chore od BARDZO dawna.
      nikt Ci nic nie doradzi.
      każde wyjście bedzie bolało.
      decyduj sama.

      a możliwości znasz bardzo dobrze...


      krish the wisest
    • witch-witch Re: to juz jest chore 06.07.04, 21:24
      On prawdopodobnie sam z wielka checia by cie zdradzil ale swiadomosc i ten
      obraz "lepszego" od ciebie jaki ma o sobie, zabrania mu tej drogi ucieczki w
      romans, dlatego podswiadomie przypisuje tobie to co sam sobie nie moze
      swiadomie dopuscic i uswiadamic.Zdradzajac go otworzylas "pudelko z Pandora",
      to jest kolo zamkniete, ktore bez pomocy dobrego psychiatry nie idzie rozwiazac
      na wlasna reke.Jezeli tak bardzo go kochasz, ze az nie jestes w stanie go
      zostawic, to powinnas sama zglosic sie do kogos ze specjalistow o pomoc....w
      sposobie i umiejetnym traktowaniu chorego na paranoje, ktora jest na pograniczu
      ze schizofrenia, w wypadku twojego meza.Musisz miec wiedze jak wyjsc na przeciw
      sytuacjom, bo czy on podejmie sie swiadomie leczenia? W to ja watpie.Dlatego
      zycie z taka osoba moze z czasem okazac sie bardzo trudne a nawet w niektorych
      okolicznosciach wrecz niebezpieczne!A z innej beczki, to jak czuje sie twoje
      dziecko w takiej rodzinie,jaki bedzie mialo obraz siebie, gdy wyrosnie?Czasem
      warto wziac rozwod ze wzgledu na dzieci, nie przyszlo ci to do glowy?Tutaj
      uwazam ze jestes bardzo egoistyczna myslac tylko o swojej milosci.
      • zuza.az Re: to juz jest chore 06.07.04, 21:55
        Owszem, on chetnie mnie zdradzi w ramach odwetu. Mysle jednak, ze czuje sie ode
        mnie gorszy, nie lepszy. Stad te wszystkie "paranoje", to wszystko wynika z
        kompleksow, o ktorch czasem otawrcie mowi.
        Wiem, ze powinnam zglosic sie do specjalistow, jesli chce kontynuowac ten
        zwiazek, moja naiwnosc jednak tkwi w przekonaniu, ze sama potrafie stawic czola
        wsztskiemu, bo:
        1. studiowalam potrzebny kierunek
        2. wychowano mnie na silna osobe (cos w stylu, chlopiec nie powinen plakac)
        3. wstyd mi, najzwyczjaniej w swiecie jest mi wstyd, ze pozwalam sie tak
        traktowac
        Przy dziecku jest znakomita gra. Pzrytulamy sie, dziecko nie widzi zadnych
        klotni, czuje sie kochane i cenione.
        Wszystko zaczyna sie gdy Mala idzie spac.
        Nie znajac lekarstwa, aby zapobiec temu wszytskiemu, zastosowalam zwykla
        ucieczke. Albo wychodze ja, albo wysylam meza do kolegow, by "odpoczal" w
        gronie przyjaciol. Szlag mnie tylko trafia, gdy dowiaduje sie, jak wygladaja
        jego zwierzenia dotyczace naszego malzenstwa.
        Ja jestem ta zla, on jest ofiara.
        Jeszcze chwila i stane sie prawdziwym zombie, w stylu Freddiego Krugera.
        No poprostu cisnienie skacze mi do gory...
      • Gość: czarnycharakter Sluchaj Wisi !!! IP: *.arcor-ip.net 06.07.04, 22:54
        Wisia wie :
        "on by z checia zdradzil Cie" !
        czch
    • Gość: Monika20 Re: to juz jest chore IP: *.telprojekt.pl 06.07.04, 21:54
      Wygląda to tak jakby problem zazdrości i wpędzania w poczucie winy narastał w
      Waszym małżeństwie od dawna. Zrbiłaś coś najgorszego, uciekłaś w romans. A on
      teraz ma jeszcze większego haka na Ciebie. To jest znęcanie się, to co robi. A
      Ty zamiast być silną, niezależną kobietą, coraz bardziej dajesz się
      maltretować. Wpędzić w poczucie winy jednak, można tylko osobę, która NIE CHCE
      winy wziąć na siebie. Może postaw sprawę jasno - jesteś winna, byłaś niewierna.
      NIE TŁUMACZ SIĘ. Po prostu powiedz, że musi sam podjąć decyzję - zaryzykować
      bycie z Tobą lub odejść. Inaczej nie masz szans!
      • zuza.az Re: to juz jest chore 06.07.04, 22:00
        Może postaw sprawę jasno - jesteś winna, byłaś niewierna.
        > NIE TŁUMACZ SIĘ. Po prostu powiedz, że musi sam podjąć decyzję - zaryzykować
        > bycie z Tobą lub odejść. Inaczej nie masz szans!

        Tak tez wlasnie zrobilam. Pzryznalam sie do winy, on postanowil byc ze mna, bo
        przeciez kocha mnie, a ja jego.
        Jak widac podrecznikowe sytuacje maja sie nijak do rzeczywistosci.
        • Gość: krish Re: to juz jest chore IP: 62.233.233.* 06.07.04, 22:04
          nie lubie sie wypowiadać na takie tematy...
          ale jestem na bani.

          JAK KTOŚ KOCHA TO NIE LEJE.
          ALBO I NIE SZARPIE.

          to o czym myślisz to przeciwny biegun miłości - strach.
          • indiaaa Re: to juz jest chore 06.07.04, 22:08
            tu sie zgadzam ze zdaniem poprzednika i na bani akurat nie jestem
          • zuza.az Re: to juz jest chore 06.07.04, 22:20
            Gość portalu: krish napisał(a):

            > nie lubie sie wypowiadać na takie tematy...
            > ale jestem na bani.
            >
            > JAK KTOŚ KOCHA TO NIE LEJE.
            > ALBO I NIE SZARPIE.
            >
            > to o czym myślisz to przeciwny biegun miłości - strach.

            No czasem jak kocha to i leje, serio.
            ale nam tu patologia zapachanialo (zasmierdzialo), ktos ma jakis pomysl na
            rozweselenie???? :-)
            • monika20 Re: to juz jest chore 06.07.04, 22:30
              Sama nie wiem czy Ty to serio traktujesz? Rozweselić Cię trzeba? To jest
              patologia, a nie zapach. Twoja duża wiedza psychologiczna może Ci utrudniać
              realny ogląd. Bo nawet jeśli mówisz, że sprawę tak załatwiłaś, to nie
              koniecznie tak musi być. Może wykonałaś tylko czynności, jak w przepisie
              (psychologowie mają w tę stronę specjany talent), ale nie stoją za tym uczucia?
              (taka sobie hipoteza). Nie da się wpędzić w poczucie winy osoby, która ją
              bierze na siebie i koniec! A do takiego faceta trzeba wielkiej dojrzałości.
              Polecam psychoterapię, bo to nie miłość tylko uwikłanie!
              • zuza.az Re: to juz jest chore 06.07.04, 22:42
                Sama nie wiem czy Ty to serio traktujesz? Rozweselić Cię trzeba? To jest
                > patologia, a nie zapach.
                Moje podejscie do rozweselenia jet po prostu wynikiem najzwyklejszego stresu,
                ktory mam w sobie i staram sie rozladowac roznymi drogami.
                Po pewnym czasie analizy zachowan moich i jego, mam ochote przerwac to wszystko
                prosty smiechem. To jedyna rzecz, ktora pozwala mi rozladowac napiecie.
                Jestem z natury optymistka. Czasem nie poprawna ;-) Przechodze chwile
                zalamania, ktore topie w smiechu. Lepsze to, niz zamartwianie sie problemami,
                na ktore i tak w tej chwili nie znam odpowiedzi.
            • Gość: krish Re: to juz jest chore IP: 62.233.233.* 06.07.04, 22:46
              ja mam :)

              co jest lepsze? zjeść słoik flegmy, czy umarłemu z nosa wyssać? ha ha ?



              bo chyba w kregu takich wyborów chcesz sie obracać...
            • j_ar Re: to juz jest chore 07.07.04, 09:32
              > No czasem jak kocha to i leje, serio.

              oj nie nie... jedynie moze wmowic, ze kocha, ale nie...
    • ouk Jezu !!! nie mozesz go otruć ? 06.07.04, 22:41
      albo cos równie banalnego. To ludzie mają większe problemy.
      Np. kot co miał zatwardzenie, albo biedny molestowany przez smarkaczy psycholog
      • zuza.az Re: Jezu !!! nie mozesz go otruć ? 06.07.04, 22:53
        No patrz, przerwales mi gdy akurat wstrzykiwalam dawke arszeniku w jego
        ulubiony sok...
        Teraz bede musiala stosowna czynnosc powtorzyc, a leniwa jestem...
        O tym psychologu to ja nawet nie chce nic slyszec, bo to nie tylko
        odrazajace... ale rzeczywiscie ja jakby lekko glupawa jestem piszac o
        zazdrosci, w momecie kiedy dzieci sa wykorzystywane w tak perfidny sposob.
        Szczerze... no rzeczywiscie w obliczu tak powanych perwesji ja koncze z
        uzalaniem sie nad zazdroscia.
        • ouk Lukrecja ? Jak miło znów Cię zobaczyć 06.07.04, 22:59
          Buziaczki. Było nie było, ale dobrze gotowałaś te parę latek, tylko straszne
          niestrawności po tym miałem
          • zuza.az Re: Lukrecja ? Jak miło znów Cię zobaczyć 06.07.04, 23:08
            yyy... no jasny gwint, gotuje beznadziejnie, Lukrecja to nie ja, a na
            niestrawnosc to jakis lek, ale jeszcze nie wiem jaki, pozwol ze do encykopedii
            zajrze... :-)
            • ouk Re: Lukrecja ? Jak miło znów Cię zobaczyć 06.07.04, 23:12
              zuza.az napisała:

              > yyy... no jasny gwint, gotuje beznadziejnie, Lukrecja to nie ja, a na
              > niestrawnosc to jakis lek,

              jakis taki niemiecki chudopachołek z mediów co to wszystkie Wandy za nim
              szaleją, aż się Krak pod kopcem ze zgrozy przewraca
      • twoja_cholera Re: dzis klopsiki na obiad:-)))) 07.07.04, 11:18
    • procesor Re: to juz jest chore 06.07.04, 23:33
      Jesteś wspaniałym dowodem na to że studia psychologiczne nie gwarantuja że z
      własnym życiem będziemy sobei umieli dac radę.. :)

      Niby wiesz co trzeba - ale jakbys nei wiedziałą.

      Usprawiedliwiasz męża za jego wybryki.
      Bagatelizujesz rolę swojej zdrady w tym wszytskim.
      Utwierdzasz się w przekonaniu "bo przeciez on mnie kocha".


      Bądź uczciwa wobec siebei i wobec niego.
      Wyobraź sobie że przychodzi do ciebie pacjentka. Przedstawia ci taką sytuację
      jak twoja. Powiedzmy że uczysz ją jak powinna rozmawiac z mężem. Pacjentka
      wraca do ciebie i mówi że teksty odbijaja się jak groch od ściany.
      Co jej radzisz??

      Spójrz na to z boku. Spójrz na to jak na konflikt obcych ci ludzi. I trzeźwo
      uczciwie oceń sytuację.

      Co widzisz??
      • zuza.az Re: to juz jest chore 07.07.04, 10:15
        Spójrz na to z boku. Spójrz na to jak na konflikt obcych ci ludzi. I trzeźwo
        > uczciwie oceń sytuację.
        >
        > Co widzisz??

        1.Tak, patrzac na to z boku, widze rozwiazanie, ale strasznie trudno je
        zastosowac, gdy w gre wchodza silne emocje
        2.Rozwiazanie jest bolesne i chyba jestem zwyklym tchorzem, bo nie mam sily go
        wprowadzic w zycie.
        • procesor Re: to juz jest chore 07.07.04, 22:11
          zuza.az napisała:
          > 1.Tak, patrzac na to z boku, widze rozwiazanie, ale strasznie trudno je
          > zastosowac, gdy w gre wchodza silne emocje
          > 2.Rozwiazanie jest bolesne i chyba jestem zwyklym tchorzem, bo nie mam sily
          > go wprowadzic w zycie.

          No, wiedziałam że wiesz. :)

          Jeśłi tym rozwiązaniem jest rozwód to oczywiści eto nie jest jedyne
          rozwiązanie..

          Jako osoba z branży chyba jestes w stanie znaleźć namiary na jakiegoś
          negocjatora - mediatora rodzinnego?? Wy we dwójkę to sie chyba nie dogadacie
          bez pomocy z boku. Własnie dlatego że za silne emocje wami targają.

          Najwyżej dzięki jego pomocy dojdziecie do wniosku że lepeij sie rozstac. Tylko
          sie nei broń na zapas. Lepiej rozdzielić syjamskie blixniaki niż męczyc je
          wspólnym zyciem. Zwłaszcza gdy rozdzielenie jest możliwe a oba bliźniaki po
          zabiegu maja szansę żyć normalnie, z wszystkimi organaami w porządku..
    • fnoll nooo pomyśl 07.07.04, 00:21
      idę sobie ulicą, nienawidzę kobiet, i nagle widzę ciebie - atrakcyjną,
      świadomną swojej kobiecości - i z miejsca daję ci w mordę, a potem
      mówię: "przepraszam, ale to twoja wina, ty mnie tak prowokujesz"

      czy powodowana miłością bliźniego powiesz mi: "nie ma sprawy, do widzenia" ?

      a wiesz, spotkamy się na tej ulicy też jutro...
      • zuza.az Re: nooo pomyśl 07.07.04, 10:51
        no to ja jutro bede na Ciebie czekac z kijem i maczuga, zeby tak Ci wtluc, ze
        az ci sie odechce atakowania kobiet ;-)
        Gdy w gre nie wchodza uczucia, naprawde latwo jest znalezc rozwiazanie i
        zastosowac je w zyciu.
        • fnoll Re: nooo pomyśl 07.07.04, 11:36
          a czy warto przywiązywać się do uczuć, które działają na naszą zgubę? pewne
          czyny trzeba oceniać z prokuratorskim chłodem i tak też swój stosunek do nich
          komunikować, żeby nie dać drugiej stronie szansy na wykręty, mętne tłumaczenia
          i zagrywki nie fair

          głupia zazdrość to jest głupia zazdrość - i z nią się szczęśliwie żyć nie da, a
          jeśli idą za nią jakieś agresywne czyny, no to do widzenia
    • lune pozwalasz sie dreczyc 07.07.04, 09:54

      czy to milosc do meza sprawia ze pozwalasz sie dreczyc ?
      moze jednak tamta zdrada (wina) siedzi w tobie ?
      powinnas to przemyslec bo brniecie obydwoje (tak !) w cos chorego ;
      nie uwazam by tylko zachowanie twojego meza bylo niepokojace, twoje rowniez
      jest bardzo dziwne ;

      byl taki stary dowcip :

      maz po pracy wraca do domu i od progu wrzeszczy : kapcie ! gazeta ! zona
      poslusznie wklada mu kapcie na nogi, podaje gazete ; maz wrzeszczy : obiad !
      zona biegnie do kuchni po waze z zupa ; maz siorbie zupe patrzac na zone z
      niechecia ; po chwili namyslu rozkazuje : wlaz pod stol ! zona poslusznie wlazi
      pod stol ; maz mowi : zaszczekaj ! alez kochanie (oponuje zona) ;
      zaszczekaj !!! (krzyczy maz) ; zona szczeka ............... a maz na to : oz ty
      wredna ! na pana szczekasz ? !!!!

      Lune
      • zuza.az Re: pozwalasz sie dreczyc 07.07.04, 10:22
        Rany, czy to wszystko wyglada z boku az tak fatalnie?
        Nie jestem w stanie racjonalnie ocenic mojej sytuacji, bo nie potrafie pominac
        uczuc, ktore targaja i mna i nim.
        Ale nie pozwalam sie dreczyc, czasem po prostu juz nie mam sily, stad moj
        wczorajszy post.
        Ogolnie, jestem silna i to raczej ja dyktuje warunki w naszym zwiazku.
        Poza problemem z zazdroscia, wszystko dobrze sie uklada.
        Masz racje, moje zachowanie rowniez jest dziwne, sama siebie zaskakuje nie
        chcac odejsc. Ale wciaz mam nadzieje, ze to wszystko rozejdzie sie po
        kosciach... a z drugiej strony wiem, ze to nadzieja scietej glowy - ale chyba
        nie chce tej mysli dopuscic do siebie.
        Tak jak powiedzialam wczoraj, chce wyjechac na jakis czas, moze poukladamy
        sobie oboje wszystko w naszych glowach. Bo tak dluzej byc nie moze.
        • lune zuza 07.07.04, 10:34
          przeciez wiesz, znasz ten mechanizm ;
          powod sie znajdzie ; jesli nie "aktualny" to "z przeszłości", jeśli ani jeden
          ani drugi - to urojony ;
          bardziej chodzi mi o ciebie, twoja reakcje na "poszarpanie" ; usprawiedliwiasz
          go, jego agresje

          zachowanie ktore opisalas jak ulal pasuje do opisu : czlowiek uzalezniony od
          alkoholu i wspoluzalezniona zona ; nie pogniewaj sie ale takie mam
          skojarzenia ;

          pozdrawiam, Lune
          • zuza.az Re: zuza 07.07.04, 10:44
            Cholera! no wlasnie o to chodzi, ze ja to wszystko znam, wszystko wiem, taka
            jestem wlasnie bardzo madra,ze nie umiem zastosowac tej wiedzy u siebie!
            Nie usprawiedliwiam jego zachowania, tylko... on robi ze mnie demona, zla
            osobe, wiec czuje sie dziwnie w roli ofiary. Taka pozycja jest dla mnie nowa i
            wole umniejszyc wage jego zachowania, niz grac role poszkodowanej bidulki.
            Ja po prostu czuje sie winna, ze nie czuje sie winna.
            • lune Re: zuza 07.07.04, 10:57
              zuza.az napisała:

              > Cholera! no wlasnie o to chodzi, ze ja to wszystko znam, wszystko wiem, taka
              > jestem wlasnie bardzo madra,ze nie umiem zastosowac tej wiedzy u siebie!

              I ja to przeszlam :) choc rozum mowi "to i to" jakos dziwnie uwazamy ze "nasz
              przypadek" jest inny ; emocje nie pozwalaja wlasciwie tego ocenic ;

              > Nie usprawiedliwiam jego zachowania, tylko... on robi ze mnie demona, zla
              > osobe, wiec czuje sie dziwnie w roli ofiary.

              Moze to on czuje sie ofiara, stad agresja. Krzywdzi bo sam czuje sie
              skrzywdzony. Czuje sie - to nie znaczy ze jest.

              Taka pozycja jest dla mnie nowa i
              > wole umniejszyc wage jego zachowania, niz grac role poszkodowanej bidulki.
              > Ja po prostu czuje sie winna, ze nie czuje sie winna.

              Nie zaakceptowalabys siebie jako "poszkodowanej", nie bedziesz wiec cierpiec
              dlatego ze on cie dreczy. Ale czy rzeczywiscie nie cierpisz ? Sadze ze to
              jednak boli, ta cala sytuacja jest bolem.

              Wszystko strasznie zapetlone. Jestescie obydwoje zawiazanymi ciasno wezelkami
              emocji. Jesli sie "nie rozwiazecie", bedzie straszny huk, o wiele gorszy niz
              to "poszarpanie" o ktorym pisalas.

              Lune


              • zuza.az Re: zuza 07.07.04, 11:07
                I ja to przeszlam :) choc rozum mowi "to i to" jakos dziwnie uwazamy ze "nasz
                > przypadek" jest inny ; emocje nie pozwalaja wlasciwie tego ocenic ;
                Dokladnie, tkwie w dziwnym przekonaniu, ze moj przypadek jest inny. Nie
                potrafie sie odnalezc w tej sytuacji i to mnie tez boli - nagle stracilam
                kontrole nad wszystkim. Zawsze lubilam byc "na gorze", miec pod kontrola swoje
                zycie i uczucia. Wszystko wypadlo mi z rak, zycie poszlo w druga strone, a ja
                nie nadazylam, gdzies cos przeoczylam, zostalam z tylu i zgubilam sie gdzies, w
                czyms, czego nie potrafie okreslic. To tak jakbym jakbym dostala kijem w glowe
                i doznala olsnienia, ze w rzeczywistosci to ja g...o wiem o swoim zyciu.

                Z calym Twoim postem bardzo sie zgadzam. Trafilas w dziesiatke z interpretacja
                problemu. Tylko ja wciaz nie mam pomyslu jak to rozwiazac. Ten moj wyjazd, a
                potem rozmowa, jest chyba najlepszym rozwiazaniem.
                • lune Re: zuza 07.07.04, 11:26
                  zuza.az napisała:

                  Tylko ja wciaz nie mam pomyslu jak to rozwiazac. Ten moj wyjazd, a
                  > potem rozmowa, jest chyba najlepszym rozwiazaniem.

                  Mysle ze to dobry pomysl. Dystans, czas. Potem rozmowa. Zycze powodzenia,
                  naprawde ! Choc zdaje sobie sprawe ze to bedzie trudne bo kazde z was osobno
                  pouklada cos sobie ; trzeba rzeczywiscie dobrej woli by wyszla wam z tego
                  wspolna "ukladanka".

                  Lune

                  ps. zaniepokoilo mnie to co napisalas o potrzebie kontroli ; moze on caly czas
                  walczy o dominacje z tym "straznikiem w tobie" ? moze stad proby sciagniecia
                  cie "do parteru" ?

    • k.j Re: to juz jest chore 07.07.04, 10:01
      nie czytalam odpowiedzi innych, wiec moge czyjas powtorzyc
      Odejdz od niego, przynajmniej na jakis czas, przedstawiajac mu na odchodne
      wlasne zdanie. Dodaj jeszcze, ze jesli sie nie zmini nie wrocisz do niego, bo
      nie zyczysz sobie takiego traktowania. Jesli to nie pomoze, to moze jakis
      psychoterapeuta? powodzenia :)
      • k.j Re: to juz jest chore 07.07.04, 10:18
        doczytalam nieco.. zdrada zmienia postac rzeczy, juz mnie nie dziwi jego
        zachowanie
        tak a propo dlaczego to zrobilas? aby oddac mu tym samym co Tobie uczynil?
        • zuza.az Re: to juz jest chore 07.07.04, 10:29
          .j napisała:

          > doczytalam nieco.. zdrada zmienia postac rzeczy, juz mnie nie dziwi jego
          > zachowanie
          > tak a propo dlaczego to zrobilas? aby oddac mu tym samym co Tobie uczynil?

          Alez skad, juz nie chodze do podstawowki i z zasady "ząb za ząb" juz dawno
          wyroslam.
          To byl zwykly przypadek, po prostu ktos stanal mi na drodze. Mysle, ze
          pozwolilam sobie na to idiotyczne posuniecie ze zwyklych kompleksow. Czulam sie
          niedowartosciowana, jedynie ladna, a ktos pokazal mi, ze uroda to nie wszystko
          co w sobie mam. Weszlam w to, zupelnym przypadkiem, bo po prostu dobrze i
          bezpiecznie poczulam sie przy tym drugim. Potem sie opamietalam. Wybralam
          rodzine, a rodzina wybrala mnie.
          • k.j Re: to juz jest chore 07.07.04, 10:43
            chyba nie do konca rodzina wybrala Ciebie, bo maz chyba jeszcze nie wybaczyl Ci
            zdrady, pogadaj z nim
            • zuza.az Re: to juz jest chore 07.07.04, 10:48
              Tak, nie wybaczyl i rozumiem go, ze ciezko wybaczyc cos takiego.
              Ale ta sytuacja miala miejsce juz dawno temu. Ja o tym zapomnialam, ale jak
              widac on nie. Wszystko podciaga sobie pod swoje podejrzenia, kazde moje
              zachowanie jest wg niego wynikiem mojej niewiernosci. Bledne kolo. Teraz i tak
              nic nie wymysle.
              • lune Re: to juz jest chore 07.07.04, 11:36
                zuza.az napisała:

                > Tak, nie wybaczyl i rozumiem go, ze ciezko wybaczyc cos takiego.
                > Ale ta sytuacja miala miejsce juz dawno temu. Ja o tym zapomnialam, ale jak
                > widac on nie. Wszystko podciaga sobie pod swoje podejrzenia, kazde moje
                > zachowanie jest wg niego wynikiem mojej niewiernosci. Bledne kolo. Teraz i
                tak
                > nic nie wymysle.

                Nie wybaczyl bo nie potrafil ? (chcial ale to w nim tkwi i cierpi z tego powodu)
                albo
                Nie wybaczyl bo nie chcial ? (wygodnie mu pielegnowac w sobie zal, to "bicz na
                ciebie" w kazdej sytuacji)
                albo
                Jego zachowanie nie ma nic wspolnego z tamta zdrada. Przyczyna jest zupelnie
                inna.

                Faktycznie - bledne kolo - dopoki z soba nie porozmawiacie szczerze do bolu.

                Lune

    • Gość: Maire Re: to juz jest chore IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.04, 10:28
      Och...kwestie relacji damsko-męskich... każda sytuacja jest indywidualna i nikt
      tak właściwie nie da Ci gotowej recepty na to , jak uzdrowić Wasz związek...bo
      zdrowy to on na pewno nie jest. Zazdrość jest czymś destruktywnym, co czasem
      tkwi głęboko i niszczy człowieka od wewnątrz. Twój mąż ma obsesję. Zaczęło się
      wszystko ..od Twojej zdrady. Fakt, iż nie byłaś mu wierna spowodował u niego
      lawinę natrętnych myśli nasilających się z dnia na dzień. Dodatkowo fakt , iż
      jesteś atrakcyjna działa na jego wyobraźnię. Oj- dziwny ten Wasz związek. Ja
      nie będę sie wymądrzać ponieważ sama też nie żyję w idealnym małżeństwie, nie
      chcę Cię też potępiać. Wydaje mi się, że powinna pomóc szczera , spokojna
      rozmowa, ale wtedy, gdy emocje będę uspione, gdy każdy z Was będzie w stanie
      wysuwać logiczne, nie nasiąknięte ironizmem i podejrzliwością argumenty.
      Powodzenia. Jesli się kochacie to powinniście dać radę.
      • zuza.az Re: to juz jest chore 07.07.04, 10:38
        Dzieki, podbudowalas mnie :-)
        spokojna rozmowa jest jedynym rozwiazaniem, ale teraz jest niemozliwa. Wybuchne
        albo ja, albo on i bedzie jeszcze gorzej.
        Uwazam, ze gdy nie bedzie mnie widzial szybciej opadna mu zle emocje i zacznie
        myslec realniej. Ja rowniez potrzebuje spokoju. Po moim powrocie, postaram sie
        odrzucic moja urazona dume, schowac zlosc do kieszeni, moze on rowniez bedzie
        gotowy do POWAZNEJ rozmowy.
    • Gość: 02 Racjonalność a urojenia IP: *.waw.pl 07.07.04, 10:59
      Trudno przebić się przez Twoje poczucie własnej doskonałości i wszechwiedzy
      droga Zuzo.
      Proszę powiedz tutaj na forum w jakim podręczniku wyczytałaś ze w stosunku do
      osoby z zespołem urojeniowym skuteczne mogą być racjonalne argumenty?
      • zuza.az Re: Racjonalność a urojenia 07.07.04, 11:14
        1.Nie traktuje meza jako osoby z zespolem urojeniowym, ale jak czlowieka, z
        ktorym mam calkiem realny problem. Jak wedlug Ciebie powinnam z nim rozmawiac,
        jak z wariatem?! Jksa moge traktowac czlowieka, ktorego kocham , jak "przypadek
        do wyleczenia", zastanow sie nad tym. To chyba konflikt interesow, w domu
        jestem zona, nie psychologiem. Mam uczucia, wiec nie moge spojrzec na to
        wszystko bez emocji.
        2. Jak mozesz sie przebijac przez moje poczucie wlasnej doskonalosci i
        wszechwiedzy, skro ja wlasnie nie wiem co mam zrobic.
        Co mi po formulkach i definicjach, skoro marnie wychodzi mi uporzadkowanie
        wlasnego zycia?!
        Nie jestem idealna, nie wiem wszystkiego, znam teorie, zle sobie radze z
        praktyka.
        Swoja wartosc podkreslam tylko w momencie, gdy ponizyl mnie jako osobe, jako
        kobiete.
        • monika20 Re: Racjonalność a urojenia 07.07.04, 17:09
          Zuzo! Czytam tego wszystkiego ze zgrozą. Mimo, że widzisz problem nie mogę
          oprzeć się wrażeniu, że wszystko jednak bagatelizujesz. I nie bardzo bierzesz
          do siebie mądre wypowiedzi, jak takie:
          1. że nie doceniasz roli swojej zdrady (i nie dlatego bynajmniej, że on jest
          zraniony, lecz dlatego, że przypieczętowałaś tym swoją rolę tej ZŁEJ)
          2. że problem tkwi w waszym związku od dawna i narasta.
          Pytasz czy na prawdę z zewnątrz tak to źle wygląda. Wygląda TRAGICZNIE. Już
          użyłam tu raz słowa uwikłanie. W takiej relacji z mężem jesteś i wogóle tego
          nie dostrzegasz. Twój mąż obarcza Cię winą i karze za wszystko co zrobiłaś ty,
          ale przede wszystkim inne kobiety w jego życiu (matka, sostra, babka?). A Ty
          choć zewnętrznie się opierasz, wewnętrznie przyznajesz mu rację. Po prostu
          czujesz się beznadziejna i jeszcze pajacujesz (sorry, ale tak), że nie jest tak
          źle. Nie martw się - łatwo go nie zaspokoisz. On jeszcze więcej potrzebuje Cię
          dręczyć i jest na jak najlepszj drodze do satysfakcji. Życzę szczęścia dla
          córeczki (dobrze ją nauczysz służyć facetom).
    • Gość: 02 etyka i terapia IP: *.waw.pl 07.07.04, 17:30
      zuzo
      nie mogę oprzec sie wrazeniu ze jednak usiłujesz prowadzic swoista terapie męża
      opierajac się na wiedzy książkowej.
      Nie powiedziano Ci na studiach że prowadzenie takiej "terapii" jest nieetyczne?
      Jesteś przecież zaangażowana osobiście w ten związek
      To są podstawy droga zuzo
      02

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka