levi453
19.07.04, 13:47
Witam.
Mamy w pracy kolege, ktorego zachowanie pozostawia wiele do zyczenia. Dodam,
ze pracujemy w firmie, ktora zajmuje sie tworzeniem oprogramowania
komputerowego.
"Kolega" czesto prosi innych o pomoc (o to naturalnie nie mamy zadnych
pretensji), ale gdy on o nia prosi, to oczekuje ze od razu rzuci sie dla
niego wszystkie czynnosci. Gdy ktos mu odmowi (bo np. zaraz ma przyjechac
uzytkownik a zostalo jeszce mnostwo do zrobienia), to on od razu uwaza, ze
ktos odmawia mu bo go nie lubi. Zaczynaja sie wtedy drobne zlosliwosci i
intrygi w kieruku osoby, ktora chwilowo odmowila pomocy. A pomagac trzeba mu
non stop, bo nie ma jeszcze zbyt wielkiej wiedzy.
"Kolega" czasami zwierza sie ostentacyjnie przez telefon znajomym, ze jest
przesladowany przez innych, ze nikt go nie zauwaza i nie lubi. Ma pretensje o
to, ze ktos nie powiedzial mu "na zdrowie" po kichnieciu, calkowicie
pomijajac fakt, ze ta osoba akurat siedziala ze sluchawkami na uszach.
Ciagle rozpowiada, jak bardzo nie lubi kretactw ,i jak bardzo ceni "prawde
prosto w twarz". Niestety, gdy dano mu do zrozumienia ze wiadomo o jego
intrygach i pomowieniach, zaczal sie z nami klocic glosnym tonem, trzasnal
drzwiami. Czesto tez wyraza opinie na temat inteligencji emocjonalnej (ze
inni maja jej za malo - to nas doprowadza do lez, przewaznie ze smiechu)
Najbardziej uciazliwe jest to, ze przy kazdej wymianie zdan na jakikolwiek
temat domaga sie, zeby przyznano mu racje (z powodu malej wiedzy na temat
programowania przewaznie tej racji nie ma). Wiem, ze nie jest to zbyt
wychowawcze, ale wielu pracownikow przyznaje mu racje dla swietego spokoju.
Potem triumfalnie powtarza przy kazdej nadarzajacej sie okazji "No widzisz,
mialem racje".
On czesto irytuje sie ostentacyjnie , gdy nie dostaje tego, czego chce.
Uwaza, ze wszystko nalezy mu sie za darmo. Gdy tylko zlowi przyjazna dusze (a
trzeba przyznac, ze do pewnego momentu znajomosci mozna sie nabrac na jego
urok osobisty), od razu stara sie ja maksymalnie "wydoic" z drobnych przyslug
i czuje sie oszukany, gdy ta osoba w koncu sie od niego odsuwa.
Narzeka, ze koledzy rozsypuja okruszki przy sniadaniu, ale gdy stopilo sie
jego maslo lezace na parapecie i przelalo sie na podloge, to nie ruszal go
przez kilka dni twierdzac, ze "panie sprzataczki to sprzatna".
Takie zachowanie byloby wytlumaczalne, gdyby wychowal sie w palacu, otoczony
sluzba, ale wychowal sie w bloku, jak prawie kazdy z nas.
Ma 30 lat, wiec juz pewnie sie nie zmieni, ale mam jedno zasadnicze pytanie:
CZY KTOS MA INSTRUKCJE OBSLUGI TAKIEGO OSOBNIKA?
Pewnie bedzie jeszcze z nami pracowal przez cale lata, wiec prosimy o jakies
wskazowki - jak z nim wspolpracowac (bo czasami jest to konieczne :( ). Nie
chcemy z nim walczyc, poniewaz potrafi byc msciwy i okrutny.
I jeszcze jedno: czy takie zachowanie wynika z niewlasciwego wychowania, czy
on po prostu tak ma? Czasami niesmialo podejrzewamy go o jakies schorzenia
psychiczne.
Blagam o Wasze opinie.
Zmeczona.