Dodaj do ulubionych

Obarczanie wina

29.03.13, 12:13
Witam
mam pewien problem. sam nie wiem jak sie do tego zabrac. mieszkam z cholernie bliska mi osoba. sa uczucia, jest seks, wspolne spedzanie czasu... Ona nie nazywa tego zwiazkiem. ale ja nie o tym.
od miesiecy coraz trudniej nam sie rozmawia. caly czas slysze, ze jestem odpowiedzialny za wszystko. za jej zly humor, za jej wkurzenie, za stres... obrywa mi sie wszystko. mieszkamy sami + kot. i slysze, ze przeciez ten kot jej nie wkurzyl, tylko ja. gdy staram sie na spokojnie wytlumaczyc (sie wytlumaczyc tylko sam nie wiem z czego wiec troche sie motam) slysze glupie i sarkastyczne odpowiedzi i komentarze.
wiec za wszystko obwiniony staram sie wyjasnic sprawe, bo poczucie niesprawiedliwosci w obarxczaniu mnie za wszystko jest ogromne, nie mam szans. kazda moja proba wypowiedzi, pokazania mojego stanowiska jest przerywana w polowie zdania. reszte Ona dopowiada. tyle tylko ze dopowiada skrajnymi wyzwiskami, ze niby wlasnie tak chcialem ja nazwac.
czuje sie cholernie zle z tym. to tak jakbym od miesiecy chodzil po cienkim lodzie. wystarczy jakies spojrzenie (nieswiadome) i juz jest dym.
przyznaje, ze troche sie wycofuje. nie odzywam sie do niej kilka dni a w odpowiedzi slysze, ze nie traktuje jej jak czlowieka, ze moze sobie zlamac noge a ja nawet nie zwroce na nia uwagi..
takie zamkniete kolo..
jakies rady? jak mam z nia rozmawiac? teraz slysze ze jestem cholernie niedojrzaly. probuje rozmawiac, ale ona nie chce i twierdzi ze juz nie ma zamiaru ze mna rozmawiac, ze ma juz dosyc mojego terroru.
Obserwuj wątek
    • shachar Re: Obarczanie wina 29.03.13, 14:08
      moze to jest wina wina?:-) Belkoczecie do siebie a potem winien kot.
    • gocha033 Obalanie wina :) 29.03.13, 14:35
      flyingpig napisał(a):
      probuje rozmawiac, ale ona nie chce i twierdzi ze juz nie ma zamiaru ze mn a rozmawiac, ze ma juz dosyc mojego terroru.

      Idz tym sladem.
      ma dosyc Ciebie - tylko nie chce brac winy za rozstanie na siebie.
      • flyingpig Re: Obalanie wina :) 29.03.13, 15:15
        Ok,
        w takim razie na czym polega moja niedojrzalosc?
        skoro nie chce byc z X w zwiazku, chce z X zerwac to nie sypiam z nim, tylko przeprowadzam rozmowe. Mowie co i jak.
        a tak? czuje sie troche zostawiony z tym sam. z cala masa wyzwisk, obelg i wyrzutow. bo oto rozchodza sie 2 osoby, ale z tego wynika ze tylko jedna jest w pelni odpowiedzialna.
        moze wlasnie powinien tak to zostawic i nawet nie probowac rozmawiac. staralem sie wczoraj i i 'dostalem' spojrzeniem ktore moze zabic to az przechodzi ochota na rozmowe...
        • to.niemozliwe Re: Obalanie wina :) 30.03.13, 11:55
          Na tym, ze separujesz ja od wyartykulowania czego chce, lub nie chce. Jakas jaj potrzeba nie jest zaspokojona, a ona te sytuacje odrzuca, lub odrzuca uswiadomienie sobie potrzeby i obwinia Ciebie. Moze sie dusi w tym zwiazku? Kto przewodzi w zwiazku, jak podejmujecie wspolne decyzje? Kto czesciej inspiruje, kto sie podporzadkowuje. Czy stosujecie przymus lub wymuszanie wobec siebie? I w jakich sprawach, czego dotyczacych?
        • leda16 Re: Obalanie wina :) 30.03.13, 14:32
          flyingpig napisał(a):
          > w takim razie na czym polega moja niedojrzalosc?

          Na tym, że mężczyzna dojrzały w takiej sytuacji szybciutko zamyka drzwi z drugiej strony, nie oglądając się za siebie. A Ty jesteś chłystek uzależniony od ordynarnej, pyskatej dupy.


          > skoro nie chce byc z X w zwiazku, chce z X zerwac to nie sypiam z nim, tylko pr
          > zeprowadzam rozmowe.


          Ciesz się, że z Tobą "sypia", a jak Ci ten układ Y z X i robota lokaja nie pasuje, to przeprowadzaj kolejną bezskuteczną rozmowę albo nie, i spadaj
    • paco_lopez Re: Obarczanie wina 29.03.13, 15:32
      no cóż kochany...kobiet jest kilka typów. ta twoja to taka przerobiona w te i w drugą emancypantka, księżna bez dworu, za to z kotem. kobieta i kot , to podejrzany układ. powodzenia.
      • aqua48 Re: Obarczanie wina 30.03.13, 11:29
        Zamiast niepotrzebnie gadać o rozstaniu po prostu spakuj się i wyprowadź. Bez słowa. Kota weź, albo zostaw, jak wolisz.
    • l_witch_l Cholernia bliska osoba... 30.03.13, 11:20
      Cholerna to ona jest, ale dlaczego bliska?

      Jaka bliskosc powstaje pod wplywem wyzwisk i chamstwa?

      Moim zdaniem jezeli ktos juz w tym wieku przejawia takie destrukcje to one mu zostaja na lata cale.

      Wiec nie ma co sie ludzic, zes wpadl w toksyczna relacje z osoba bardzo toksyczna...

      Jedynym ratunkiem jest odejsc i nie zalowac, bo nie ma czego...
    • leda16 Re: Obarczanie wina 30.03.13, 14:21
      flyingpig napisał(a):

      mieszkam z cholernie b
      > liska mi osoba. sa uczucia, jest seks, wspolne spedzanie czasu...


      Niestety, z dalszego opisu wynika, że ani bliskości ani pozytywnych uczuć z jej strony nie ma. Poniewiera Tobą i wyżywa się ile wlezie.

      Ona nie nazyw
      > a tego zwiazkiem.


      Ot, baba po prostu wyciora do komina potrzebuje a Ty z jakimiś uczuciami, bliskością, wspólnotą wyjeżdżasz. Daj se siana chłopie, romantyzm i uczucia już nie modne. Powiedz sobie, że przynajmniej masz za darmochę to, co w Agencji Towarzyskiej parę setek kosztuje.



      staram sie na spokojnie wytlumaczyc (sie wytlumaczyc tylko s
      > am nie wiem z czego wiec troche sie motam)


      Tak bywa, gdy się myśli penisem.

      Ona dopowiada. tyle tylko ze dopowiada skrajnymi wyzwiskami, ze niby wla
      > snie tak chcialem ja nazwac.
      > czuje sie cholernie zle z tym.


      No to po co tkwisz przy tej zołzie, liczysz, że się zmieni? Lubisz być upokarzany, masochistą jesteś czy jak?

      > jakies rady? jak mam z nia rozmawiac?


      A po co rozmawiać? Rób swoje i czekaj aż Cię kopnie w zadek.

      • 1lapaz Re: Obarczanie wina 30.03.13, 16:22
        Moze ona jest z tobą dlatego, że tobie bardzo zależało. Zgodziła się z jakiegoś tam powodu, a później zaczęła żałować swojej decyzji. Takie mieszkanie razem to sytuacja, w której trudno czuć się wolnym, nawet jeśli powiecie sobie, że bez zobowiązań. Może właśnie takie postawienie sprawy wykańcza ją, bo sama nie wie na jakim gruncie stoi i jak dalej z jej życiem, a to budzi frustracje.
    • kropidlo5 Re: Obarczanie wina 30.03.13, 22:49
      Mysle, ze obwinianie to objaw czegos wiecej, pytanie czego. Moze byc tak, ze jest jakas niechec wobec drugiej osoby, jakas zlosc, tylko z jakichs wzlgedow nie jest wypowiadana. Moze tez byc to zwykle niedopasowanie, ktore powinnoz zakonczyc sie rozstaniem, ale tak sie nie konczy.
      Waznym miernikiem jest to, czy takie obwinianie to jest staly sposob postepowania danej osoby, czy pojawia sie tylko w okreslonych sytuacjach i wobec okreslonych osob czy kategorii osob.
      No i czwarta opcja to kiedy obwinianie jest jakos tam uzasadnione, tylko ze nie jest to dobra metoda rozwiazania problemu (lepszym jest wyjasnienie i zmiana relacji lub rozstanie gdy to jest niemozliwe).

      Czy obwinianie ma zwiazek z jakims realnym wydarzeniem? Czy jest zupelnie niezwiazane z faktami? Moze od tego warto byloby zaczac. Jesli jest wyssane z palca, to jest chyba wiekszy problem z obwiniajacym. Jesli jest zwiazane z wydarzeniami, to trzeba wyjasnic co i jak.

      Powiedzmy wyjezdzam na wycieczke z zona. Ja chce zwiedzac muzea, a zona lezec na plazy. Jezeli zona robi mi sceny gdy chce zajsc do muzeum to jest bardziej 'winna', choc oczywiscie mozna te sceny zignorowac, niz gdy przez cala wycieczke nie wspomne o muzeum, a dopiero na koniec mam pretensje, ze 'zona tylko lezala plackiem na plazy i nie zwiedzilismy nic' choc w odpowiednim czasie slowem o tym nie wspomnialem.
    • sootball Re: Obarczanie wina 31.03.13, 14:33
      Jej zachowanie ma cechy przemocy psychicznej. Oskarżanie o wszystko, wyzwiska, zwalanie odpowiedzialności za to co się samej robi na faceta "bo ty mnie zdenerwowałeś" - jedne z najbardziej klarownych oznak. Co byście napisali babce, która by się identycznie żaliła na faceta?

      Ja bym powiedziała jasno, że jej oskarżenia mnie ranią, że chciałabym porozmawiać ale nie zrobię tego sama i że jak będzie chciała porozmawiać - bez wyzwisk, bez "bo ty zawsze" - to wie, gdzie mnie znaleźć i do niej należy decyzja, rozmawiamy jak cywilizowani ludzie, albo nie. Dajesz jej wtedy do zrozumienia, że ona decyduje ale i ona ponosi odpowiedzialność. Na wyzwiska reagować najpierw ostrzeżeniem ("następnym razem gdy to usłyszę, wychodzę, umawialiśmy się na normalną rozmowę"), a potem, gdy się to powtórzy, wyjść. Konsekwencja jest kluczowa, musisz być w stanie zrealizować groźbę. Powiedziałabym też że nie życzę sobie być wiadrem na pomyje i albo się to zmieni, albo trzeba będzie pomyśleć o rozstaniu. To samo, musisz być w stanie zrealizować ostrzeżenie, na początek choćby w formie wyjazdu na kilka dni.
    • szaman.ka Re: Obarczanie wina 31.03.13, 19:56
      Wbrew temu co większość napisała uważam,że Twoja partnerka ma uzasadnione pretensje do Ciebie.Ona rzeczywiście tak się czuje,jak mówi. Gdybym ja była w takim związku i partner po kilka dni do mnie się nie odzywał,to też czułabym się odtrącona i czułabym,że mnie karze swoim milczeniem.Takie milczenie może być odbierane jako terror psychiczny.
      Oczywiście,że nie Ty jesteś winien wszelkich jej zdenerwowań i nie Ty za nie odpowiadasz tylko ona.
      Jednak myślę,że oboje nie potraficie z sobą rozmawiać i mówić o swoich oczekiwaniach i niezaspokojonych potrzebach.
      Ona posuwa się do wyzwisk z bezradności.Jeśli sama dopowiada różne wyzwiska, jakie niby Ty miałeś zamiar pod jej adresem wypowiedzieć,to znaczy,że tak to czuje.Może Ty nie artykułujesz tak swoich pretensji do niej i nie używasz wyzwisk,ale ona wyczuwa doskonale Twoje pretensje i niewypowiedziane negatywne emocje wobec niej i na nie reaguje.
      Wbrew temu, co tutaj wyżej napisano uważam,że jej też zależy na tym związku.Gdyby tak nie było, to nie przeżywałaby tego wszystkiego tak emocjonalnie i nie reagowała na każde Twoje spojrzenie.Czasami spojrzeniem można więcej wyrazić niż słowem.
      Jeśli Wam zależy na związku,to powinniście udać się wspólnie na terapię i nauczyć się mówić o swoich uczuciach,potrzebach i oczekiwaniach wzajemnych.
      • sootball Re: Obarczanie wina 31.03.13, 21:08
        " Ona posuwa się do wyzwisk z bezradności.Jeśli sama dopowiada różne wyzwiska, jakie niby Ty miałeś zamiar pod jej adresem wypowiedzieć,to znaczy,że tak to czuje"

        Uważam że niekoniecznie tak może być. Znaczy, że tak czuje, tego nie neguję, ale to może nie mieć nic wspólnego z tym co czuje i jak się zachowuje autor.
        Ja miałam/wciąż jeszcze czasem miewam podobne problemy. Ze względu na niepoukładane wnętrze interpretowałam zachowanie innych osób błędnie, zakładając na podstawie jakichś drobnych oznak, że są na mnie złe, że zrobiłam coś nie tak (i w ramach obrony samej siebie zaczynałam być zła/mieć żal do nich), generalnie projektowałam na nie swoje obawy, które z ich prawdziwymi uczuciami nie miały nic wspólnego.

        Tutaj, sądząc z opisu mamy sytuację, w której facet stara się rozmawiać, ale do żadnej konstruktywnej rozmowy nie dochodzi, bo jest zasypywany pretensjami i wyzwiskami. Tak się nie da funkcjonować.
        • 1lapaz Re: Obarczanie wina 01.04.13, 10:21
          Muszą spróbować dojść do porozumienia... albo do widzenia.
          Niestety te czasy grzecznych kobietek, zupełnie bezroszczeniowych, szczęśliwych, że wyjda za mąż i w ogóle ktoś się trafił, minęły bezpowrotnie.
        • szaman.ka Re: Obarczanie wina 01.04.13, 11:13
          " Ona posuwa się do wyzwisk z bezradności.Jeśli sama dopowiada różne wyzwiska, jakie niby Ty miałeś zamiar pod jej adresem wypowiedzieć,to znaczy,że tak to czuje"

          Uważam że niekoniecznie tak może być. Znaczy, że tak czuje, tego nie neguję, ale to może nie mieć nic wspólnego z tym co czuje i jak się zachowuje autor.
          Ja miałam/wciąż jeszcze czasem miewam podobne problemy. Ze względu na niepoukładane wnętrze interpretowałam zachowanie innych osób błędnie, zakładając na podstawie jakichś drobnych oznak, że są na mnie złe, że zrobiłam coś nie tak (i w ramach obrony samej siebie zaczynałam być zła/mieć żal do nich), generalnie projektowałam na nie swoje obawy, które z ich prawdziwymi uczuciami nie miały nic wspólnego.

          Tutaj, sądząc z opisu mamy sytuację, w której facet stara si



          Właśnie na tym polega prawidłowa komunikacja,by partnerzy umieli wyrażać wzajemnie nie tylko to co myślą,ale przede wszystkim to co czują.Nie nam jest oceniać kto ma rację w tym związku i czyje zachowania są prawidłowe,a czyje nie.Z tego, co napisał autor, wynika jedynie,że swoimi zachowaniami ranią się obecnie wzajemnie.Nie wiemy" kto zaczął" i dlaczego taka sytuacja zaistniała.Nie wiemy; co najbardziej rani partnerkę,tak,że posuwa się do wyzwisk?
          • sootball Re: Obarczanie wina 02.04.13, 18:53
            Zgadzam się, nie mamy dużo danych.
            Jednak moim zdaniem z opisu wynika, że autor próbuje mówić o tym co czuje, ale napotyka na ścianę.
            Nie da się rozmawiać, jeśli jedna strona nie chce, dopatruje się najgorszych motywacji i na podstawie swoich domysłów osądza oraz karze.
            ("tyle tylko ze dopowiada skrajnymi wyzwiskami, ze niby wlasnie tak chcialem ja nazwac. ")
            Tym, co najbardziej rani partnerkę nie musi być autor, tylko jej wewnętrzne problemy.
            Dodatkowo, osoba, która nie jest nastawiona na rozwiązanie problemu, nie szuka odpowiedzi po forach.

            Przypmina mi się kawał z brodą:

            Jasio i Małgosia bawią się w mamę i tatę.
            - Jak Ci smakuje zupa? - pyta Małgosia
            - Niedoprawiona - odpowiada Jasio
            - Niedoprawiona? Znaczy się co, kiepska ze mnie kucharka? Czyli może jeszcze do tego kiepska ze mnie żona? No nie, to skoro tak, to może nie nadaję się do niczego, co?! Może jeszcze mi powiesz, że nie jestem człowiekiem! To czym jestem w takim razie, może psem!? MAMO, JASIO NAZWAŁ MNIE SUKĄ!
            • szaman.ka Re: Obarczanie wina 02.04.13, 19:45
              Zbyt daleko idące interpretacje.Na podstawie tego, co autor napisał, nie można przypisywać winy jednej stronie.Ponadto nie jesteśmy sądem rozwodowym,który zaocznie osądza o winie.
              Autor częściowo sam pisze. co autorkę rani:pisze,że kiedy się nie odzywa do niej po kilka dni ona czuje,że go wcale nie obchodzi.Całkiem naturalne uczucia w tej sytuacji.Nie wiemy dlaczego zarzuca mu,że jest niedojrzały pewnie też jakiś powód ku temu ma
              .W takiej sytuacji międzyludzkiej, nie ma jednej, obiektywnej prawdy.W związku żyją z sobą dwie konkretne, niedoskonałe osoby ze swoimi indywidualnymi cechami,nawykami,
              potrzebami,kompleksami,deficytami i tylko wzajemne słuchanie i wsłuchiwanie się w potrzeby partnera i wzajemna skłonność do kompromisu może uratować ten związek ,a nie orzekanie o winie jednej strony,ani bawienie się w prokuratora i leczenie w ten sposób własnych kompleksów.
              • sootball Re: Obarczanie wina 02.04.13, 20:28
                OK. Powiedz mi, jak, jako dojrzały człowiek, którym ma zostać autor, rozmawiałabyś z kimś, kto tak się zachowuje:
                "kazda moja proba wypowiedzi, pokazania mojego stanowiska jest przerywana w polowie zdania. reszte Ona dopowiada. tyle tylko ze dopowiada skrajnymi wyzwiskami, ze niby wlasnie tak chcialem ja nazwac."

                • szaman.ka Re: Obarczanie wina 02.04.13, 20:47
                  Napisałam już,że jeśli im zależy na tym związku,to powinni skorzystać z pomocy terapeuty.Innej możliwości nie widzę.
                  Nie wiem jakbym rozmawiała z autorem,bo go nie znam.
                  Wiem natomiast, jak wyglądają najczęściej takie rozmowy w wykonaniu dwóch zranionych stron,które najczęściej wzajemnie bardziej skupiają się na obarczaniu winą za problemy w związku,a często nie potrafią słuchać drugiej strony.
                  Znamy relację tylko jednej strony i wydaje się,że autorowi rzeczywiście zależy na tym związku.Nie wiemy; czy tej drugiej osobie jeszcze też zależy?Czy jest rzeczywiście tak zraniona i rozczarowana,że już nie chce rozmawiać ?
                  Do tego tanga trzeba dwojga.Dlatego moim zdaniem autor powinien zapytać ją czy jeszcze jej zależy na nim i na byciu razem i jeśli tak, to razem powinni skorzystać z terapii.
                  • szaman.ka Re: Obarczanie wina 04.04.13, 10:16
                    warto przeczytać:
                    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13658492,On_mowi__kocham___ona_mowi__kocham__i_zwiazek_zastyga_.html?as=4
              • szaman.ka Re: Obarczanie wina 02.04.13, 20:30
                Jeszcze jedno dodam;pary zwykle kłócą się o tematy zastępcze,a nie o to, o co naprawdę im chodzi.
                • flyingpig Re: Obarczanie wina 04.04.13, 22:22
                  Witam
                  poczytalem wasze rady, podejscie i proby wytlumaczenia. dzieki wielkie. sprawa jest chyba jednak o wiele prostrza (albo i nie?) anizeli sie wydawalo.
                  otoz cale to zamieszanie byli i nadal jest spowodowane jej bylym. jej zachowanie - cholernie inne - ma jednak zwiazek z tym, ze zaczela (nie pierwszy juz raz) spotykac sie ze swoim eks.
                  niestety nadal mi sie dostaje. jestem paranoikiem i psychopata bo mowie jak sie czuje gdy ona idzie sie z nim spotkac. nie, ja nie zabraniam, nie mowie ze nie zycze sobie itp. ja mowie jedynie ze troche srednio sie z tym mam. bo zaufanie zanika. niestety nawet w tym przypadku nie moge dokonczyc zdania bo dowiaduje sie, ze nie ma zamiaru ze mna rozmawac, ze to co bylo miedzy nami to przeszlosc i ze i tak to wszystko co by wskazywalo na to, ze jestesmy zwiazku bylo inicjowane przez nizej podpisanego.
                  no i dupa. troche nie wiem jak mam sie zachowac. bo nie moge sie o nic zapytac, totalna sciana. slysze jedynie ze lada moment sie wyprowadza, ze to koniec i nie ma zamiaru przebywac w towarzystwie kogos, kto powoduje ze musi sie zamykac w pokoju. no i tak wlasnie sie unikamy... co mi nie odpowiada bo gdzies tam mi sie wydaje, ze mam prawo do wyjasnien, odpowiedzi... nawet nie moge powiedziec jak sie czuje... gdy tylko zaczynam... w polowie jest mi przerywane i dopowia rzeczy bardzo niesprawiedliwe. mowie ze zle mi z tym, jak postepuje. a z jej strony slysze ze zachowuje sie jak przychopada, ze zakazuje sie wychodzenia z domu etc... juz nie raz dane mi bylo uslyszec, ze przez moje zachowanie boli ja glowa i 3 dni do siebie dochodzi. a ja nawet nie mialem szansy podniesc glosu... zadawalem jedynie proste pytanie...
                  poznalem juz kilka osob w zyciu. na roznym poziomie i zasadach sie znalismy. roznie bywalo... ale od takiej 'sciany' jeszcze nie bylo mi dane sie odbic.
                  @szaman.ka - pewnie masz racje. klocilismy sie o tematy zastepcze. czulem to, cos mi mowilo ze cos jest na rzeczy. tylko szkoda, ze to wszystko musi odbywac sie droga szarpana. Mowi mi, ze jej lepiej bedzie samej, w sensie z dala ode mnie. OK.

                  zatem dzieki bardzo za uwagi.
                  sie zobaczy co dalej. siedze cicho. ja juz nic na sile nie zrobie.
                  • szaman.ka Re: Obarczanie wina 05.04.13, 11:04
                    Przykro mi bardzo,że tak się sprawy mają.Rzeczywiście, w tej sytuacji niewiele możesz zrobić.
                    Uczucia ludzkie czasami są mocno poplątane.Staraj się zachować spokój. Myślę,że ona się czuje winna tego co robi i dlatego usiłuje przerzucić na Ciebie tę winę.
                  • bbb-333-111 Re: siedze cicho i nic nie robie !!!???? 05.04.13, 13:16
                    flyingpig !
                    na pewno nie wiedziałeś co ci zarzuca i o co pretensje miała dziewczyna - tak na początku?
                    na pewno nic nie zrobiłeś złego? zaczęła się zamykać w pokoju przed Tobą , na pewno tylko przed rozmową ?
                    zaczęła się spotykać z byłym, ot tak? bo przypadkiem się nawinął?
                    na pewno to był związek? ( w sensie ze wszystkimi typowymi składowymi-emocje seks, wspólne sprawy-mieszkanie , finanse , wspólne plany -np dzieci itp itp) ?
                    czy tylko wspólne mieszkanie no i seks- bo Tobie się wydawało, że tak powinno być;
                    co było podstawa powzięcia decyzji o wspólnym zamieszkaniu ? chęć bycia razem będąca konsekwencja uczucia z obu stron, czy wspólnych planów na przyszłość; a możne tylko wygoda -finanse i seks;
                    jeśli to był związek dwojga dojrzałych ludzi to warto o niego walczyć;
                    walczyć o związek, a nie to o czym ty piszesz -
                    sygnalizujesz, iż źle się czujesz z tym jak ona spotyka się z byłym; spotyka się bo idą porozmawiać o filozofii życia czy idą się spotkać bo planują wspólna przyszłość?
                    jak wiec te rozmowy Twoje na początku wyglądały z dziewczyna?
                    na początku powiedziała ,że wraca do byłego ?
                    czy może konkretnie Tobie miała coś do zarzucenia? a były pojawił się ponownie daleko później;
                    siedzisz cicho i co czekasz ; na co? na to ,że nadal będzie Ci dane uprawiać z nią seks?;
                    jakoś całkiem zgrabnie pomimo wielu rożnych wypowiedzi nie napisałeś konkretnie czego dotyczyły zarzuty ( ja nie wchodzę w to jaką formę przybierały wasze rozmowy czy kłótnie- bo w gniewie-pewnie rożną); ale może jednak to Ty sam przyczyniłeś się do obecnej sytuacji?;
                    jeśli tak jest, że w głębi duszy to wiesz o co pretensje do Ciebie miała dziewczyna- to wiesz także- zapewne-co powinieneś teraz zrobić by to naprawić
                    natomiast jeśli czekasz, aż ktoś poda Ci na talerzu cudowny sposób by zatrzymać dziewczynę, która nie chce z Tobą być w żadnym razie -to nie czekaj;
                    tylko albo daj jej czas na znalezienie nowego lokum, albo wystaw walizki;
                    a tak na koniec:
                    kobieta zamyka się w pokoju przed facetem tylko z dwóch powodów:
                    -bo boi się jego agresji (fizycznej czy słownej)
                    -nie chce uprawiać z nim seksu
                    jeśli jesteś uczciwy wobec siebie -a to zalecałabym dla Twojego dobra- to odpowiesz sobie na te pytania,
                    A SPOSÓB W JAKI POWINIENEŚ POSTĄPIĆ NASUNIE SIĘ SAM




                    • flyingpig Re: siedze cicho i nic nie robie !!!???? 05.04.13, 13:42
                      Troche mocno napisane. Czyli jak? Moge sypiac z kobieta ale w tzw miedzy czasie nie mam prawa zapytac sie o inne sprawy, jak np spotykanie sie z bylym? Czy jak Ustalamy ze cos zostanie zmienione a po 24 hrs sprawy wracaja do punktu wyjacia czy nie mam prawa wamaga przystrzegania ustalen? Czy gdy czuje ze ktos troche zaczyna mnie unikac to mohe sie zapytac co jest grane? Bo wlasnie kazda proba zapytania sie byla odbierana jako frontalny atak a konczyla sie zamykaniem w sypialni.
                      Na spotkaniu z terapeuta bylo mi mowione by podczas takiej rozmowy jasno i wyraznie powiedziec co sie czuje i jak sie czuje z naciskiem na "ja". Tak tez probowalem. Tyle tylko ze po polowie zdania bylo mi przerywane i slyszalem ze ona czuje sie oskarzana. Czyli jak? 2 osoby mowia sobie cieple slowka, spedzaja ze soba czas ale gdy jedna strona czuje sie gdzies tam powoli odstawiana na bok ma siedziec cicho bo po co na glos mowic o obawach czy watpliwosciach, przeciez takie cos rodzi stres.
                      Ja to widze tak. Sypiam sobie z pania X. Zapewniam ja ze stare tematy zamkniete, ze wiem czego chce od zycia. A po tym zmieniam zdanie. Nadal z nia sypiam. A gdy tylko ona porusza temat tego jak sie czuje, ze chyba z tym przestrzeganiem zasad i zapewnieniami to tak nie do konca, chowam sie w sypialni i zale sie wszystkim ze o to mam do czynienia z potworem ktory jest odpowiedzialny za wszelkie zlo.
                      No dobra. Zatem zupelne niedopasowanie i brak uczuc z jednej strony.
                      • bbb-333-111 Re: siedze cicho i nic nie robie !!!???? 05.04.13, 15:25
                        a na terapii to byliście obydwoje? i obydwoje podjęliście decyzje , by na nią się udać ? i w obecności terapeuty wasze rozmowy tak gwałtownie przebiegały? czy kreowaliście się na kogoś innego w obecności terapeuty- a dopiero gdy pozostaliście sami to wracało wszystko do początku?
                        bo może terapia nie była skuteczna- lub chęć uczestnictwa w niej ( czytaj chęć naprawienia relacji)- nie była chęcią z obu stron ; tylko jedna ze stron uczestniczyła w jej przebiegu dla świętego spokoju?
                        doradzanie w sprawach związku dwóch osób -jest z góry skazane na niepowodzenie jeśli nie ma się dostępu do szczerych wypowiedzi każdej ze stron; zakładam, w tym momencie, że obie strony są szczere - także wobec siebie -tzn wiedzą co je boli, chcą zmiany, nie boja się jej; zależy im na naprawie relacji----czyli skrótowo zależy im na partnerze i na związku; a jedynym problemem jest nieumiejętność dogadania się ;

                        jeśli po tych wszystkich rozmowach , terapiach itp -dziewczyna mówi , że nie che z Toą być -
                        to albo należny jej uwierzyć , albo dociec czy na pewno wie o co jej chodzi;
                        no bo jeśli w tej sytuacji ( po zakomunikowaniu, ze odchodzi) nadal spokojnie uprawia z Tobą seks ---z własnej nieprzymuszonej woli- i jednocześnie mówi, że spotyka się z byłym- to pytanie -dlaczego tak jest?
                        lubi z Tobą seks ?; lubi wzbudzać w Tobie zazdrość ?; (jesteś pewien ,że miedzy nimi jest coś nadal- co powinno Cie niepokoić? ); chce być z Wami obydwoma ?; czy to Twoja imaginacja i zazdrość?
                        Czy nie wkradły się w wasze zachowania elementy sado -maso ( możne w psychicznym aspekcie ) lubi Cie dręczyć - bo wtedy lepiej jej smakuje seks ?; lubi mieć nad Tobą władzę ?; a może Ty chcesz ja kontrolować - i to ja ogranicza? i to ona czuje się źle?;
                        spójrz na to tak:
                        odwróć role; co widzisz i co słyszysz? chciałbyś być w jej sytuacji? podporządkowałbyś się wszystkiemu czego Ty od niej chcesz? pamiętasz co ona mówi wtedy ? w jakich przypadkach Ty byś tak powiedział ? kiedy uważasz, że byłaby to prawda ?
                        czy kiedykolwiek zapytałeś wprost czy ona sypia z byłym? czy się boisz i tylko pośrednio ja oskarżasz? czy odpowiedziała; tak nie chce Cię , sypiam z byłym , planuje z nim przyszłość; itd
                        to powiedziała ? ; i to jest prawda ?, i nadal z Tobą sypia?
                        bo tu muszę być brutalnie szczera: mnie jako kobiecie -to tu coś nie gra; nie mam spójnego obrazu ... ???? pewnie to wynika z faktu,że nie wszystko da się powiedzieć...

                        to wszystko co powyżej- to przerobił z Wami terapeuta? czy było to tylko jedno spotkanie Twoje z nim?

                        No bo na co komu terapia -jeśli nie spowodowała, że macie jasność w pewnych sprawach;

                        Jest nadal coś co lubicie robić razem? istnieją pewne pola na, które można wejść bez ryzyka i nawiązać kontakt- tak aby chwile spędzone razem znowu zaczęły przynosić jakaś dawkę radości; nie o seksie tu mówię; każda para wie co to jest; kilka razy można by spróbować spędzić tak czas- wcześniej zaznaczywszy,że nie będzie się powracać do spraw bolesnych i istotnych; tak by wrócił spokój, pogoda wewnętrzna ; bywa ,że w takich chwilach, któraś ze stron powie coś co wcześniej przez gardło jej nie przechodziło;
                        należy wtedy słuchać ;
                        nie wchodzić w dyskusje i nie wylewać swoich zali- chyba, że partner wyraźnie zapragnie odpowiedzi; inaczej to tylko słuchać i obserwować; a później w spokoju się zastanowić; co to było, że udało się miło spędzić czas i co nagle usłyszałeś takiego co wcześniej do ciebie nie dotarło;
                        nie będę Cie mamić, że to wszystko da pożądany efekt; może jest Wam pisane się rozejść;
                        TAK DEFINITYWNIE !!
                        a może rozłąka na jakiś czas da pozytywny skutek ? separacja - w tym dosłownym znaczeniu a nie w prawnym -jakie teraz najpowszechniej jest stosowane;
                        Powodzenia!!
                        PS.
                        a tak na marginesie to dużo bym dała by móc wysłuchać tej drugiej strony; często obraz jaki się rysuje wtedy jest zgoła inny...
                        Jak czytałam na początku pierwszy twój post to miałam na myśli pewna "sztuczkę "- nie wiem czy to jest jakaś metoda terapeutyczna , czy też ktoś zastosował ją na własne ryzyko -ale dała efekt pożądany -tzn obie strony dowiedziały się o co im chodzi w tym związku;
                        niestety tu mam za mało danych i obawiam się, że mogłoby to okazać się zbyt ryzykownym,
                        ( tzn.więcej szkody niż pożytku) lub po prostu nie przynieść oczekiwanych rezultatów.

                      • aqua48 Re: siedze cicho i nic nie robie !!!???? 05.04.13, 15:34
                        flyingpig napisał(a):

                        > No dobra. Zatem zupelne niedopasowanie i brak uczuc z jednej strony.

                        Warto ustalić kto się wyprowadza, zanim się zamęczycie nawzajem w tej dziwnej konfiguracji.
      • leniwaosemka Re: Obarczanie wina 24.04.17, 20:23
        Nieprawda - konkluzja nie dotyczy tego przypadku...przeżywa, gdyż jest rozdrażniona, już nie tłumi tego rozdrażnienia i używa wyzwisk. Ma dość związku, ale nie umie odejść. męczycie się tak bez sensu. Rozejdźcie się i poszukajcie dojrzalszych związków. a ty naucz się rozmawiać, może pójdź na jakąś terapię, warsztaty z rozwoju osobistego, czy coś w tym rodzaju. Ale z efektów skorzystaj już w kolejnym związku. Miłość i walka, ciągłe starcia...szkoda życia!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka