flyingpig
29.03.13, 12:13
Witam
mam pewien problem. sam nie wiem jak sie do tego zabrac. mieszkam z cholernie bliska mi osoba. sa uczucia, jest seks, wspolne spedzanie czasu... Ona nie nazywa tego zwiazkiem. ale ja nie o tym.
od miesiecy coraz trudniej nam sie rozmawia. caly czas slysze, ze jestem odpowiedzialny za wszystko. za jej zly humor, za jej wkurzenie, za stres... obrywa mi sie wszystko. mieszkamy sami + kot. i slysze, ze przeciez ten kot jej nie wkurzyl, tylko ja. gdy staram sie na spokojnie wytlumaczyc (sie wytlumaczyc tylko sam nie wiem z czego wiec troche sie motam) slysze glupie i sarkastyczne odpowiedzi i komentarze.
wiec za wszystko obwiniony staram sie wyjasnic sprawe, bo poczucie niesprawiedliwosci w obarxczaniu mnie za wszystko jest ogromne, nie mam szans. kazda moja proba wypowiedzi, pokazania mojego stanowiska jest przerywana w polowie zdania. reszte Ona dopowiada. tyle tylko ze dopowiada skrajnymi wyzwiskami, ze niby wlasnie tak chcialem ja nazwac.
czuje sie cholernie zle z tym. to tak jakbym od miesiecy chodzil po cienkim lodzie. wystarczy jakies spojrzenie (nieswiadome) i juz jest dym.
przyznaje, ze troche sie wycofuje. nie odzywam sie do niej kilka dni a w odpowiedzi slysze, ze nie traktuje jej jak czlowieka, ze moze sobie zlamac noge a ja nawet nie zwroce na nia uwagi..
takie zamkniete kolo..
jakies rady? jak mam z nia rozmawiac? teraz slysze ze jestem cholernie niedojrzaly. probuje rozmawiac, ale ona nie chce i twierdzi ze juz nie ma zamiaru ze mna rozmawiac, ze ma juz dosyc mojego terroru.