Dodaj do ulubionych

Ja wiem, ze

13.06.13, 21:08
moze to zabrzmi banalnie, ale balansuje na granicy obledu i zrobienia czegos glupiego. Po ponad 5 i pol roku "zwiazku" z facetem, ktroy w kolko mnie rzucal i do mnie wracal, uslyszalam wczoraj (przepraszam za wulgrazym i moze dla zlagodzenia efektu uzyje angileskich slow), ze jestem, cyt. "Zmywarka do naczyn with warm pussy, ktora niestety duzo kosztuje". Powod - mieszkamy razem, i nagle umyslalo mu sie byc samemu, bo wyobrazil sobie, ze zalozy drugi Microsoft, dlatego chce rzucic prace, programowac i byc sam, tzn. ja mam zniknac, wynosic sie z jego zycia, z dnia na dzien. Stad te slowa, stad ta agresja. Mam dosc. Przerabialam to z nim wiele razy i nie mam sily na powtorke. Mysle o definitywnym rozwiazaniu problemu, nie mam juz sily zyc. A najbardziej dobija mnie mysl, ze po tylu jego podlosciach, ponizaniu, obelgach, wdeptywaniu mnie w ziemie, pozwolilam mu dwa lata temu wrocic do siebie, ze bylam wobec niego uprzejma, i zamaist skorzytsac z okazji i p oprostu odeslam go do diabla, dalam sie znw nabrac. To moje zycie jest tak beznadziejne i fatalne, nie ma sensu tak na sile wydzierac szczescie. Wiem, ze gdyby po przyjsciu z pracy zastal mnie martwa, jego zycie tez rozyspaloby sie na kawalki, przynajmiej na jakis czas. I nazre sie wstydu. Tylko tego jsstem pewna, i tak badrzo chcialabym mu pokazac, ze czlowieka nie mozna traktowac jak rzeczy. Chce mu pokazac, jak bardzo mnie to boli, jak slaba juz jestem, ile kosztuje mnie kazdy dzien, ze mnie zlamal. Tyle.
Obserwuj wątek
    • dishwasher Re: Ja wiem, ze 13.06.13, 21:12
      Zapomnialam dodac, ze nie mam rodziny, nikoho bliskiego, niezawodnego. Tylko kota.
      • to.niemozliwe Re: Ja wiem, ze 13.06.13, 21:33
        Ja tez mam kota.:-)
        I dla niego warto zyc! :-)
        Jak facet chce odejsc, to niech idzie swoja droga.
        Z tego, co piszesz, to jest mocno niezrownowazony, a na pewno chetnie innych obciaza wina za swoje wybujale ambicje.
        Robienie sobie jakiejkolwiek krzywdy z tego powodu, ze sie oczekuje iz inni odczuja te strate jest bledem.
        Nie odczuja. Natomiast ty, bezpowrotnie utracisz szanse spotkania kogos wartosciowego.
        W pewnym sensie, ten facet nie jest wart, by nawet myslec o tym, by sobie cos robic. To by bylo tak, ze dalas mu duzo, a na koniec, kiedy on mowi "to co dajesz nie ma dla mnie wartosci", to jeszcze chcesz dac, wszystko.
        Dawaj siebie tym, ktorzy tego sa godni i potrzebuja, a nie temu, kto gardzi. Jak gardzi i nie potrzebuje, to przeciez nie wzbogacisz go dajac jeszcze wiecej.
        I skoncz juz z mysleniem, ze on jest calym swiatem. Tak, jakbys stala przed lustrem i mowila sobie, ze jestes duza, a swiat maly.
        To kwestia perspektywy, a aktualna jest taka, ze twoj kot daje ci wiecej wsparcia niz twoj facet. Nie? ;-)
        • dishwasher Re: Ja wiem, ze 13.06.13, 21:59
          Dzieki Ci ogromne, to.niemozliwe. Chwytam sie Ciebie jak tonacy brzytwy :((( Dziekuje, ze przeczytales. Ja po prostu jestem zemczona zyciem, a dostawalam w dupe od dziecka, mocccno. I nie jestem jakas tam durna nastolata, ktora sie "potnie", bo ja facet rzuca. Jestem przetracona i totalnie u d r e c z o n a. Kazde wyjscie z domu, doskonalenie sie, nauka jezyka odbywa sie resztka sil, codzienne sprawy, wszytsko to kosztuje mnie nadludzki wysilek. Jescze daje rady, ale czuje sie jak maratnoczyk tuz przed meta. Jakby tego bylo malo, w przeciagu ostatniego roku nabawilam sie atakow paniki, pekam. I chociaz wiem, ze ten typ perfidnie mna manipuluje i szantazuje, czuje sie jak nic nie warty smiec, ktos bardzo zly i glupi. Do tego dochodzi bezsilna wscieklosc, kiedy widze, jak bardzo jest z siebie dumny, nadety, wydaje mu sie, ze jest bogiem, bo ma prestizowa prace, bo sporo osiagnal. I tak sie chyba zapedzil w tych swoich przekonaniach, ze moze wszytsko, ze juz nie zwaza na nic. A ten kot, jest rzeczywiscie nazdzwyczajny, niech sie smieja, ale na on jest wszytskim, co mam. Podniosles mnie na duchu, moze nie na dlugo, moze tylko na godzine, moze do jutra, ale tak bardzo potrzebuje teraz drugiego czlowieka. Zyczliwego. I troche wspolczucia. :(((
          • szaman.ka Re: Ja wiem, ze 13.06.13, 22:04
            Jeśli masz ochotę możesz pisać do mnie na priv.
          • to.niemozliwe Re: Ja wiem, ze 13.06.13, 22:11
            Mamy w domu dwa koty i psa. Kontak ze zwierzetami mam dopiero jako dorosly i jako dorosly ucze sie tego, czym jest wiernosc, ufnosc i przywiazanie zwierzat. Jestem dosc aktywnym typem i zwykle zawsze cos robie, takze w domu. I jak usiade w fotelu, to zawsze jakis kot sie pcha na kolana lub pies sie kreci obok.
            Dzieki zwierzetom poznalem jak przyjemna rzecza jest opiekowanie sie nimi.
      • nvv Re: Ja wiem, ze 13.06.13, 22:11
        Masz siebie. I cały świat dookoła, sporo możliwości i ciekawych ludzi, którzy chętnie poznają Ciebie i wyciągną do Ciebie przyjazną dłoń, jeśli tylko im pozwolisz. I jeszcze możesz być szczęśliwa. To co teraz przechodzisz, pomoże Ci docenić te dobre rzeczy, na które też jest w życiu czas.
    • szaman.ka Re: Ja wiem, ze 13.06.13, 22:01
      Wiem, ze gdyby po przyjsciu z pracy zastal mnie martwa, jego zycie tez rozyspaloby sie na kawalki, przynajmiej na jakis czas. I nazre sie wstydu. Tylko tego jsstem pewna, i tak badrzo chcialabym mu pokazac, ze czlowieka nie mozna traktowac jak rzeczy. Chce mu pokazac, jak bardzo mnie to boli, jak slaba juz jestem, ile kosztuje mnie kazdy dzien, ze mnie zlamal. Tyle.

      Nawet o tym nie myśl !Byłaby to najgłupsza rzecz jaką mogłabyś w tej sytuacji zrobić.
      Sądzę,że się mylisz.Sądzę,że spłynęłoby to po nim jak po kaczce.Człowiek,który w ten sposób Cię potraktował, raczej nie przejąłby się zbytnio.Wiem,że w tej chwili czujesz się bardzo zraniona i to zaciemnia Ci wgląd w sytuację. Jeśli chcesz by naprawdę poczuł i żałował tego co zrobił,to zrób wszystko, by stanąć na nogi i pokaż mu,że sobie świetnie radzisz bez niego.On wtedy przyleci do Ciebie znowu,a wtedy Ty kopnij go w tyłek.
      Uważam,że powinnaś poddać się psychoterapii,by wyzwolić się z tego toksycznego związku i nie pakować w podobne związki.
      • dishwasher Re: Ja wiem, ze 13.06.13, 22:14
        Masz totalna racje, szaman.ko. A propos tych glupich mysli, one mnie paradksalnie utrzymuja przy zyciu - ze jak juz naprawde nei da sie oddychac, to po prostu sie skoncze.
        • szaman.ka Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 08:08
          Wybacz,że Ci to napiszę,ale to o czym myślisz to bardzo dziecinny sposób reakcji.To tak jak małe dziecko,które jest złe i rozżalone na rodziców i wyobraża sobie,że zachoruje i umrze,a wtedy wszyscy go będą żałowali i płakali na jego pogrzebie i wyrzucali sobie jacy byli dla niego niedobrzy.
          Tylko co by Ci to dało? Ciebie by już tutaj nie było.
          Ty masz jeszcze przed sobą życie i wiem,że jeszcze kiedyś powiesz o sobie":ale ja byłam głupia", gdy spojrzysz na to z perspektywy lat,które jeszcze przed Tobą.
          Naprawdę na tym jedynym człowieku świat się nie kończy.Czy bardziej przeżywasz to co Ci zrobił,tym on ma większą satysfakcję i czuje się mocniejszy.Tak naprawdę,to rzeczywiście jakiś bardzo słaby człowiek,który w ten sposób dodaje sobie mocy.Ty jednak nie jesteś jego terapeutką ani nie możesz służyć mu za podnóżek,by on się czuł mocniejszy.Ty musisz zadbać o siebie i odzyskać szacunek do siebie samej.Nie rób sobie wyrzutów,że dałaś mu się omamić i przyjęłaś go z powrotem.Tacy ludzie potrafią manipulować i grać na uczuciach innych.
          Tak jak pisałam, potrzebna byłaby Ci terapia.Nie wiem czy pracujesz,czy nie ?
        • aqua48 Trafiłaś na przemocowca 14.06.13, 08:39
          Dopóki się od niego nie uwolnisz nic nie zrobisz ze swoimi problemami. Nie buduj jakiejkolwiek przyszłości biorąc pod uwagę związek z tym panem, bo to jest niemożliwe, on działa jak pasożyt. Poczytaj sobie na ten temat - jest parę wątków i bardzo doświadczone w tym problemie kobiety na forum życie rodzinne. Radzę Ci jak najszybciej się od niego definitywnie uwolnić, a jednocześnie znaleźć sobie dobrą terapię aby przepracować swoje problemy i stanąć mocniej na nogach. Wtedy dopiero poszukać sobie odpowiedniego faceta. Normalnego, nie pokręconego psychicznie. Uda Ci się, bo zdajesz sobie sprawę że to w czym tkwisz jest dla Ciebie niszczące. Wytrwałości życzę.
          • zuzi.1 Re: Trafiłaś na przemocowca 14.06.13, 13:51
            Dokładnie, autorko trafiłaś na przemocowca, poczytaj załączone wątki i działaj, panu porządny kop w tyłek i zacznij życ samodzielnie, podlecz depresję, którą na bank masz od dłuższego czasu:


            forum.gazeta.pl/forum/w,898,139374645,139374645,Cechy_charakteru_i_zachowania_przemocowca_.html
            forum.gazeta.pl/forum/w,898,145081753,145081753,A_tak_konkretnie_z_przemocowcem_to_co_zrobic_Dlu.html
      • nvv Re: Ja wiem, ze 13.06.13, 22:34
        > Sądzę,że się mylisz.Sądzę,że spłynęłoby to po nim jak po kaczce.Człowiek,który
        > w ten sposób Cię potraktował, raczej nie przejąłby się zbytnio.

        W pewnym sensie, ja jestem tym kimś o kim mówi dishwasher. A przynajmniej kiedyś byłem. Teraz jestem sam, a ona z kotem. Czasami w złości powiedziałem głupie słowa, których nie pamiętałem
        • marcin905 Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 00:36
          Szkoda tylko że wiele osób pytana czemu się tak zachowuje nie odpowiada albo wymyśla absurdy typu "bo mama nie kupiła mi cukierka". Ze słów autorki wyłania się obraz człowieka bez wyrzutów sumienia wręcz sadysty emocjonalnego który na zrozumienie nawet nie zasługuje. Trzeba postawić sobie jakieś granice tolerancji żeby nie obudzić się w towarzystwie szmatogłowych nekrofilów/li ;)
        • szaman.ka Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 07:52
          To TY tak byś żył i tak się czuł..Co innego jest powiedzieć coś w złości,czego się później żałuje,a co innego wyłania się z listu autorki.Najgorszą rzeczą,oprócz tego o czym pisała,byłoby gdyby znowu weszła w kanał rozumienia go,usprawiedliwiania itd i zapominania o sobie i swoich uczuciach i potrzebach. To już przerabiała wiele razy i doprowadziło ją to na skraj samobójstwa.
          • nvv Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 08:45
            Historie mają trzy wersje, zależnie od tego kto je opowiada. Ta trzecia wersja, to ta prawdziwa, o niej nikt nie mówi, ale się wyłania najbardziej gdy się wysłucha obydwu. Czytając miedzy wierszami autorkę, można odczytać że też święta nie jest (nikt nie jest) i przyłożyła się do konfliktu, choć tego nie widzi (mało kto widzi problem też w sobie, łatwo jest widzieć całe zło w partnerze).

            Swoją drogą, często takie wątki są pewnego rodzaju nieświadomą manipulacją psychologiczną skierowaną przeciwko (np. partnerowi). Np. idę wyżalić się na forum (lub do koleżanki), opowiadam o złych cechach/błędach partnera, dostaje empatię, zrozumienie i od wielu osób przyzwolenie do zbesztania go potem, "bo nawet na forum obcy ludzie potwierdzają, że jestem dobra, a Ty zły i zasługujesz na złe traktowanie". Tymczasem, punkt widzenia partnera też mógłby wzbudzić w nas empatię i przyzwolenie do besztania autorki... co oczywiście nie znaczy, że powinni besztać się nawzajem, bo nie tędy droga.

            Zmierzam do tego, że wszyscy jesteśmy ludźmi ze słabościami, złe słowa padają z każdej strony w chwilowej złości/kłótni, bywa to sprowokowane np. pasywno-agresywnymi zachowaniami drugiej strony, w której osoba nieświadomie prowokuje taki wybuch złości i złe słowa, które potem może zapamiętać, cytować i znęcać się nimi nad partnerem i używać jako usprawiedliwienia swojego złego zachowania dostając do niego zielone światło, bo takie-i-takie -słowa padły.

            Do konfliktu trzeba dwojga, ale wystarczy chęć i wysiłek jednej strony, aby było pokojowo. Przy czym czasem warto się pokojowo rozejść, szczególnie gdy nie ma dzieci i nie ma miłości, a jest wzajemne niszczenie się. Ale taką decyzję
            • szaman.ka Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 09:19
              Masz częściowo rację,ale tylko częściowo.To prawda,że by konflikt zaistniał trzeba dwóch stron.Tylko,że w przypadku osoby skłonnej do przemocy wystarczy,że jest ta druga osoba.Nie musi go wcale prowokować.Wystarczy,że "zupa była za słona".W przypadku osób skrzywionych charakterologicznie nie pomogą starania jednej ze stron,by uniknąć konfliktu.
              Tutaj nawet w tym wypadku nie tyle chodzi o konflikt,co o ogromnie przedmiotowe traktowanie partnerki.Nie wiem; jak sobie to wyobrażasz? Ona ma zredukować wydatki i się godzić na taką rolę,by uniknąć konfliktu?Konflikty są potrzebne,bo oczyszczają atmosferę,lecz nie w takim wypadku.To nie są pierwsze jego słowa tego typu,z tego co pisze autorka.
              My tutaj nie jesteśmy sądem i nie oceniamy,kto jest winien.Przynajmniej ja tego staram się nie robić.Oceniam tylko,że autorka nie może pozwolić dłużej,by tak być traktowaną ponieważ doprowadziło ją to takiego stanu,że myśli o samobójstwie i musi się za wszelką cenę z tego związku się wyzwolić i dobrze byłoby gdyby koszty psychiczne tego wyzwolenia były jak najmniejsze.,
              Ja rozumiem,że Ty patrzysz przez pryzmat swoich doświadczeń na sprawę,lecz czy naprawdę nie rozumiesz tego co ten człowiek z nią zrobił?Czy może; co ona pozwoliła mu z sobą zrobić ?
              • nvv Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 09:52
                > Ja rozumiem,że Ty patrzysz przez pryzmat swoich doświadczeń na sprawę, [...]

                Tak, każdy ma jakiś swój pryzmat. To co napisałem miało coś pokazać, skłonić do refleksji i być pewną przeciwwagą.
                Kilkanaście lat temu byłem trochę jakby na miejscu autorki i pisałem takiego posta. Skończyło się długim wątkiem, w którym i ona przedstawiła swój punkt widzenia
    • zolta_koszulka Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 00:45
      Wiem, że boisz się zmiany, a taką niewątpliwie jest rozstanie z nim, ale wydaje mi się, że jest Ci ta zmiana potrzebna.
      Wiem, wiem - bywają momenty, kiedy jest miły, kochający, opiekuńczy, a Ty czujesz się, jakbyś złapała pana Boga za nogi, ale... to po wspólnym przechodzeniu tych trudnych sytuacji można powiedzieć, czy mężczyzna jest ok, czy nie. Tutaj w tej chwili on tryska euforią, ma jakiś idealny plan i w tym idealnym planie nie widzi miejsca dla Ciebie. Niewdzięczny. Toksyczny. Uciekaj.

      Mi zawsze pomagały w takich sytuacjach opowieści ludzi, którzy byli w podobnej sytuacji, bo co może wiedzieć teoretyk, który gdzies może coś przeczytał, gdzieś cos usłyszał, ale... nie przeżył. Nie wie co to za emocje, co to za frustracja. kobieta nie rozumie dlaczego, co zrobiła źle.
      I często nic nie zrobiła źle. Taki typ faceta. Typ nieodpowiedni.

      Kilka lat temu uznałam, że nie jestem zadowolona ze swojego życia. Nie pasowała mi praca. Do tego mężczyzna, który mnie ponoć kochał i snuł wieeeeeelkie plany, okazal sie być żonatym-dzieciatym oszustem. Nic mi nie pasowało, też byłam zdołowana. I postanowiłam, że trzeba to zmienić. Bo jak można osiągnąć cel, idąc ciągle tą samą drogą, a ta droga nigdy nie przynosiła sukcesów?

      Zatem - gruba krecha i od początku - rzuciłam pracę, rzuciłam faceta, zmieniłam styl zycia. Po chwili znalazłam nową pracę, tam znalazłam nowego faceta i... dziś jestem szczęśliwa :) i ciesze się, wręcz jestem z siebie dumna, że wtedy podjęłam to ryzyko i postanowiłam wszystko zmienić.
      nie było łatwo, mnóstwo pytań, niewiadomych, na które tylko czas mógł przynieśc odpowiedzi. I ta wielka obawa - a jak nie wyjdzie? a jak wrócę z podkulonym ogonem? co wtedy? to dopiero będzie wstyd...
      Trzeba wytrwać.
      Nagroda jest przecudowna - lepsze życie.

      Powodzenia :)
    • paco_lopez Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 08:59
      ciekawi mnie jego wersja robocza. skoro cię zaczął poetycko nazywać, to musiałaś tez się mu dać we znaki.
    • nanie2 Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 09:45
      To co mnie uderzyło w Twoim poście to poczucie winy. Nie jesteś przecież winna temu, że do buta przykleiło Ci się g...o ani temu, że ulegasz manipulacji (każdy ulega w emocjonalnym rozchwianiu, "profil ofiary" to durny mit!!!!) ani temu, że masz ochotę to wszystko przerwać ani temu, że chcesz tego człowieka skopać i pokazać mu co to ból i swoje człowieczeństwo. To wszystko jest normalne, adekwatne do sytuacji. To że byłaś uprzejma i że masz nadzieję- to też normalne i ludzkie, nie dokopuj sobie, po prostu trzymałaś się swoich wartości i działałaś tak jak uważałaś, że było ok. Bo Ty nie traktujesz ludzi jak rzeczy a on tak. I takie postępowanie wybrałaś w zgodzie ze sobą.

      On Ci mówi, że nie istniejesz, że jesteś śmieć (być może jest w Tobie cichy głosik, że on ma rację), więc Ty usiłujesz mu udowadniać, że jest inaczej i to on staje się odbiorcą wszystkich twoich działań. Nawet zabić się chcesz dla niego, na pokaz, nie dla siebie. On jest lusterm, tylko niestety pokrzywionym. A publiką, jak wiesz to sama, gó...aną.
      Tak jak piszesz, człowieka nie można traktować jak rzeczy. I masz tu całkowitą rację.Taka jest ZASADA. On złamał tę zasadę i to boli jak cholera. Wszystkich normalnych ludzi boli.

      Przynajmniej tak zrozumiałam Twoją wypowiedź.

      Problem w tym, że chcesz go uczyć, że ludzi nie wolno traktować jak rzeczy. I tu jesteś słaba, widzisz swoją słabość, bo jego NIKT tego nie nauczy a już z pewnością nie Ty. Po prostu , jak sobie czasem mówię, Bóg stworzył piękny świat ale także potwory. Ja nie dźwigam świata na swoich barkach, nie umiem zamienić potwora w człowieka i Ty też tego nie rób. Nie podołamy, po prostu.

      A co do reszty, jeśli dotarłaś z czytaniem aż tutaj :). Pogadaj z kimś, zgłoś się do kogoś mądrego na konsultacje, zabierz gnojowi swoją siłę. Ta jego siła jest tak naprawdę Twoja: Twoją siłą jest i uczciwość i nadzieja i dążenie do równowagi i marzenie o normalnym związku. On tego nie ma. I nie oskarżaj się ani nie wstydź swojego człowieczeństwa. Powodzenia.
      • szaman.ka Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 13:51
        Mogę się pod tym, co napisała Nanie, podpisać !
        • nanie2 Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 14:37
          No, proszę, więc czasem można mieć podobne stanowisko :)
    • organza26 Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 11:05
      Kochana, uwolnij się jak najszybciej od tego faceta i tego związku, Ty myslisz o SAMOBÓJSTWIE - zobacz jak Cię to niszczy! Specjalnie nie używam tutaj Twojego nicka, bo nie ma on NIC wspólnego z Tobą, świadczy tylko o tym jak bardzo dałaś się mu wmanipulować...

      Piszesz, że życie Cię zawsze kopało, podejrzewam, że ktoś już od najwcześniejszych lat nauczył Cię myśleć o sobie źle, postrzegać siebie jako kogoś gorszego od innych, kto musi się więcej starać niż ci 'normalni, lepsi', żeby dostać od życia to samo, o ile w ogóle cokolwiek dostać.

      Taka osoba jest niesamowitym żerem dla takich 'ludzi' jak twój (jeszcze) partner. Poza tym to wręcz pewien już wzór zachowania - mianowicie kiedy facet (zazwyczaj jest to facet) w pewnym momencie zaczyna odnosić sukcesy w pracy, awansować i stopniowo zaczyna też swoją partnerkę traktować jak śmiecia, bo on jest taki 'zaje/bisty', czuje się jak pół-bóg.

      Na forum np Zycie rodzinne jest masa takich historii, tylko tam w tle są prawie zawsze małe dzieci, przez które kobieta jest bardziej uwiązana do męża agresora. Ty powinnaś cieszyć się jak szalona, że nie macie 'drobiazgu'.

      Kiedy opowiadasz o swojej sytuacji staje mi przed oczami typ kobiety opisany w książce 'Kobiety które kochają za bardzo' (do ściągnięcia na chomiku :) ). Jest to kobieta, która najczęściej nie była dobrze traktowana w domu rodzinnym. Potem w każdym swoim związku jest źle traktowana, bo myśli, że te złe rzeczy dzieją się z powodu jej beznadziejności, jej zbyt małych starań i tego że zrobiła coś nie tak, a co to jest to coś tego oczywiście nikt nie wie, nawet partner agresor (choć on oczywiście twierdzi, że to jej wina, a jakże). I spirala się nakręca, kobieta stara się coraz bardziej a agresor traktuje coraz gorzej i wymaga coraz więcej. Nie wygląda to dla Ciebie znajomo???

      Tak czy siak ściskam Cie mocno, trzymaj się ciepło i odezwij się proszę! :)
      • szaman.ka Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 13:55
        Też tak uważam,że to ten mechanizm tutaj działa.Dlatego uważam,ze konieczna byłaby dla autorki pogłębiona terapia.
        • marcin905 Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 14:09
          Całkowicie popieram wypowiedzi tutejszych kobiet (wnioskuje po nickach) a do nnv mam takie małe pytanko: czy według Ciebie kobieta jest winna bycia pobitą przez zbyt słoną zupę tylko z tego powodu? Bo sorry ale taką filozofię wydajesz się reprezentować. Wyrzutów sumienia nie można się doczekać. Jeśli przychodzą po fakcie (rozstaniu) to znaczy że nie żałujesz złych uczynków ale tego że nie przykryłeś ich odpowiednio słodkimi piardami.
          • malwi.4 Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 15:07
            często wyrzuty sumienia są od razu, ale ciężko się do nich przyznać samemu przed sobą

            a już najtrudniej przyznać się do nich przed drugą osobą, tą pokrzywdzoną

            łatwiej jest wymazać z pamięci swoją winę i powiedzieć to ja byłam/byłem ofiarą... a wina często leży po środku
          • nvv Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 16:04
            Warto wziąć pod uwagę, że ta słona zupa zwykle jest częścią pewnej układanki. Nawalanki-wzajemnej. Pasywno-agresywnej wymiany ciosów, w której facet statystyczne częściej puszcza np. agresywne słowa wprost, a kobieta... kobiety mają swoje sposoby aby dopiec (zwykle nie-wprost, tak że facet tego nie widzi, ale poczuje) i nawet na tym wątku to widać. Wyśmiewanie nie-wprost firmy ukochanej osoby, zamiast wspierania go, też jest formą pasywnej agresji
            • szaman.ka Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 21:42
              Tak, każda relacja będzie subiektywna,Twoja też.Nawet gdybyś mieszkał z nimi, to Twój osąd będzie tylko Twoim osądem i nic nie wniesie do sprawy,bo to nie Ty żyłbyś w tym związku.
              Naszym zadaniem nie jest ustalanie faktów,ani ich ocena i wyrokowanie; ten jest dobry,a ten zły,ani ustalanie kto ma rację.
              Dziewczyna doprowadziła się na skraj samobójstwa i o tym jest ten wątek,i o tym ,jak może sobie pomóc.Nie potrafisz zrozumieć tego ? Może dlatego musiałeś się rozstać z żoną ?
              • yadaxad Re: Ja wiem, ze 14.06.13, 23:04
                Kobieta nie doprowadziła na skraj samobójstwa, tylko TY. Sam siebie.
    • czarnakrowawkropkibordoo Re: Ja wiem, ze 15.06.13, 12:39
      dishwasher napisała:
      nagle umys
      > lalo mu sie byc samemu, bo wyobrazil sobie, ze zalozy drugi Microsoft, dlatego
      > chce rzucic prace, programowac i byc sam, tzn. ja mam zniknac, wynosic sie z je
      > go zycia, z dnia na dzien.

      A nie jest to przypadkiem początek manii u tego pana? Może pochłonięta swoimi deficytami nie zauważyłaś nawet, że związałaś się z osobą chorą? Zadbaj o siebie, nic tu nie pomożesz.
      P.S.Nie podoba mi się Twój nick.
    • dishwasher Re: Ja wiem, ze 19.06.13, 21:06
      Dzieki ogromne wszystkim za psychiczne wsparcie. Kazda wypowiedz pod tym moim nieszczesnym postem bardzo duzo dla mnie znaczy. A szczerze mowiac, to spodziewalam sie odprawy w stylu "Sama sobie jestes winna, skoro przyjelas go z powrotem." Dreczy mnie, ze byc moze popelnilam najwiekszy blad w zyciu, zwlasczcza, ze calkiem niedawno uslyszalam, ze "teraz zaluje, ze do mnie wrocil, bo gdyby nie ja, bylby juz dzis milionerem." Nie nasmiewalam sie z jego marzen i planow, ale ktos, kto programuje jedna gre, i mowi o milionach, stracil juz chyba kontakt z rzeczywistoscia. Poza tym podobny scenariusz mial miejsce wlasnie dwa lata temu. Planowal zalozenie firmy, potrzebowal duzo czasu, wiec postanowil rzucic prace. (NB - Mi bezczelnie zarzucil, ze odszedl, bo przeze mnie nie byl w stanie pracowac, wiec musialam wynosic sie z jego zycia, zalamana, poniewieralam sie przez kilka miesiecy bez pracy.) Efekt? Prace (zaznaczam: zgodnie z planem) rzucil, kupil przyczepe kempingowa i ruszyl z kumplem na wakacje po Europie. Kiedy kolega tez zaczal dzialac mu na nerwy, zakotwiczyl we Francji, upijal sie i ogladal filmy. Ja w tym czasie zdazylam sie pozbierac i znalezc prace. On widocznie poczul sie samotny, bo odniosl porazke, wiec postanowil wrocic. Bo innego wytlumaczenia tu nie znajduje, chociaz on uparcie twierdzi, ze mnie kochal i wtedy zarzucil prace nad projektem, bo za mna tesknil i wszystko bylo bez sensu. I zanim ponownie zamieszkalismy razem dojezdzal do mnie co tydzien ponad 400 km (to dla niego argument, ze gdyby chodzilo mu o seks, znalazl by sobie na miejscu), a pozniej znalazl dla nas prace, mieszkanie, a ja okazalam sie taka niewdzieczna. W sensie, nie skalalam z radosci, wciaz bylam nieustatysfakcjonowana. A to wcale nie tak, ale musialabym chyba napisac ksiazke, zeby wylozyc sprawe w calosci. Przyznaje, ze nie do konca rozumiem pewne jego zachowanie. Ale widze u niego zasadniczy problem. Jest ze mna, od ode mnie ucieka - w prace i w gry komputerowe. Kiedy mnie nie ma, kiedy mnie podepcze i wyrzci na bruk, staje na glowie, zeby mnie odzyskac. Smieszy mnie jedno: po ostatnim zerwaniu nie mielismy ze soba kontaktu przez pol roku. Wywrzesczal mi wtedy w ostatniej rozmowie tel., ze jesli mnie jeszcze zobaczy, to mnie zabije. Po pol roku niewidzenia sie zasypal mnie miedzy innymi wiadomosciami w stylu, ze nie moze zniesc mysli, ze jakis idiota dostanie takie ciacho jak ja, ze on nade mna tyle pracowal, i teraz do jakiegos debila usmiechnie sie szczescie i wszytsko zgarnie. To jest chore. On nie widzi, ze ja sie nie zmieniam, tylko jego wypaczony (czym?) punkt widzenia. Ostatnie tygodnie pokazaly mi jedno: nie mam zludzen, ze zaznam przy nim bezpieczenstwa, ktorego tak bardzo potrzebuje. Normalnosci, po prostu. Widze jasno, ze przy nim moje zycie zawsze bedzie ostra jazda na rollercoasterze. Nie mam juz na to sily.

      Na koniec mam prosbe: jesli ktos ma u siebie w wersji eletkronicznej ksiazke "Kobiety ktore kochaja za bardzo", czy moglby mi udostepnic mailowo, prosze?
      • hansii my nie viemy za to. 19.06.13, 21:19
        co cie w tym cyrku trzymie ?
        do "programacji" gier nie potrzeba partnerki.
      • szaman.ka Re: Ja wiem, ze 19.06.13, 21:47
        To, co opisałaś ,wygląda trochę na zaburzenia osobowości typu borderline u niego.
        • dishwasher Re: Ja wiem, ze 19.06.13, 22:17
          Czytalam o tym. Ale czy border bylby w stanie miesiacami byc "normalny", az stracilam czujnosc i myslalam, ze wszystko zle juz za nami? Widze, ze to, ze moze ot tak rzucic bardzo dobra prace, potem, kiedy ma ochote, latwo znalezc inna, moze nawet lepsza, gdzie wspaniale sobie radzi i jest chwalony sprawia, ze jest totalnie nadety, i robi sie nie do zniesienia. Caly czas mi zarzuca - "a Ty bys tak zrobila", "a Ty bys tak potrafila?" Nie rozumiem nawprawde, czego on ode mnie chce - gdgyby chodzilo mu o jedno, dziewczyne do towarzystwa znalazlby 100 razy latwiej niz znajduje prace. Jestem zagubiona, nie rozumiem. Mam uwierzyc, ze mnie faktycznie kochal? Tzn. mozna kochac, i ot tak nagle przestac i drwic do granic mozliwosci przy okazji zepsutej zmywarki?
          P.S. Dziekuje Ci szamanko, za Twoja pomosc i to, ze zaoferowalas mi wtedy nawet sowj wolny czas.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka