mona.blue 06.09.13, 10:55 Umiecie 'dawać siebie innym', dbac o ich dobro, nie tylko o własne? I czy tylko wobec osób najbliższych, czy może tez innych - taka ogólna postawa wobec ludzi? Jaka w ogóle macie postawe wobec innych? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
kropidlo5 Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 12:03 mona.blue napisała: > Umiecie 'dawać siebie innym', dbac o ich dobro, nie tylko o własne? > I czy tylko wobec osób najbliższych, czy może tez innych - taka ogólna postawa > wobec ludzi? > Jaka w ogóle macie postawe wobec innych? Podobny watek niedawno byl. Mowia, ze dawanie wyrabia w nas postawe 'dawcy' czyli poprawia samoocene.Tylko zeby nie popasc w pyche. Z drugiej strony, zeby dac, najpierw trzeba miec. Raczej umiem dawac, aczkolwiek mam z tym pare problemow. Jeden to trojkat dramatyczny, czyli czasem zdarza sie dawanie wbrew wlasnej woli, albo czasem po 'dobrowolnym' darze pojawia poczucie zlosci w zwiazku z 'niewdziecznoscia' i- lamie tutaj swoja wlasna zasade, aby nie nastawiac sie na 100% sukcesu. Choc z drugiej strony, mysle ze z reguly nie jestem wyrachowany i dopiero razaca niewidziecznosc mnie, hmm, razi. Mam tez problem ze wstydem, bo czasem obawiam sie, czy moj dar jest cos wart, na przyklad funduje komus obiad i martwie sie, czy smakuje. Mysle, ze wiekszy problem niz z dawaniem mam z braniem. Wydaje sie, ze kazdy nie lubi dawac a lubi brac, no bo jaki to problem brac? Tutaj bowiem uruchamiac sie moze myslenie transakcyjne odwrocone- czyli strach, ze jak cos 'bierzesz' to jest to weksel in blanco. wynika to ze zlych doswiadczen z ludzmi, ktorzy cos dali a potem chcieli na tym cos ugrac. Ale mysle, ze choc niektorzy byli wyrachowani, to inni moze tez wpadali w trojkat dramatyczny. Odpowiedz Link Zgłoś
7wspanialych Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 12:36 Dawanie może być manipulowaniem odbiorcą "darów". Jak ktoś chce sprzedać garnki za 5 tys zł, to najpierw daje prezenty np. parasolkę i odkurzacz. Do tego poczęstunek. Obdarowany jest wtedy bardzo wdzięczny i kupuje garnki na raty po 250 zł/mies przez 2 lata. Garnki są warte 300 zł. Odpowiedz Link Zgłoś
kropidlo5 Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 13:48 7wspanialych napisał(a): > Dawanie może być manipulowaniem odbiorcą "darów". > Jak ktoś chce sprzedać garnki za 5 tys zł, to najpierw daje prezenty np. paraso > lkę i odkurzacz. Do tego poczęstunek. Obdarowany jest wtedy bardzo wdzięczny i > kupuje garnki na raty po 250 zł/mies przez 2 lata. > Garnki są warte 300 zł. Tak. Kiedys taki lump postawil mi piwo, a jak juz stalem z piwem w reku to zaczal mruczec ze potrzeba mu pozyczyc pieniedzy. no i pozyczylem. Odpowiedz Link Zgłoś
7wspanialych Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 20:15 A mogłeś tylko za piwo zapłacić :PP Odpowiedz Link Zgłoś
apersona Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 12:46 Mam wrażenie że większość kobiet jest tak wytresowana w poświęcaniu się dla innych, że potrzebuje nauki dbania o własne dobro. Odpowiedz Link Zgłoś
hansii A Ta znowu... 06.09.13, 12:51 staramy sie im nie szkodzic i liczymy na (ich) wzajemnosc w tym zakresie... PS. to sie hiba Indywidualizm zwie ? ale idee volontariatu - to ogolnie popieramy :) Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: A Ta znowu... 06.09.13, 14:20 hansii napisał: > staramy sie im nie szkodzic i liczymy na (ich) wzajemnosc w tym zakresie... > > PS. to sie hiba Indywidualizm zwie ? Pewnie to dobre podejście w codziennym życiu, ale jak w bliskich związkach? > > ale idee volontariatu - to ogolnie popieramy :) :)) Odpowiedz Link Zgłoś
malwi.4 Re: A Ta znowu... 06.09.13, 14:37 > Pewnie to dobre podejście w codziennym życiu, ale jak w bliskich związkach? ale w jak bliskich?? można tak samo, nie szkodzić i do tego lubić/kochać, jak nie ma wzajemności to wtedy kogoś innego lubić/kochać, a dzieci to kochać, nie szkodzić i nic nie oczekiwać Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: A Ta znowu... 06.09.13, 15:30 malwi.4 napisała: > > Pewnie to dobre podejście w codziennym życiu, ale jak w bliskich związkac > h? > > ale w jak bliskich?? > > można tak samo, nie szkodzić i do tego lubić/kochać, jak nie ma wzajemności to > wtedy kogoś innego lubić/kochać, ale chodzi mi własnie o to dawanie w bliskich związkach, na czym to polega (np. JP2 pisał o 'oddaniu drugiej osobie'), nie do końca to rozumiem i dlatego pytam > > a dzieci to kochać, nie szkodzić i nic nie oczekiwać Odpowiedz Link Zgłoś
malwi.4 Re: A Ta znowu... 06.09.13, 16:02 > JP2 pisał o 'oddaniu drugiej osobie podoba mi się to, ale... ta druga osoba musi chcieć przyjmować to "oddanie", bo jak nie chce, to się wzbrania, a ta co daje czuje, jakby ofiarę z siebie robiła, bo nie zauważa, ze ten ktoś nie chce.... to takie moje przemyślenia... ja też to dopiero zauważam kobiety chyba chcą za bardzo dawać, tak jak tu już ktoś wspomniał, tak są wychowywane, taki mają wzorzec matki (a moja to taka jak w tym wątku o trójkącie, jest DDA) nie jest wcale łatwo dawać... myślę, ze żeby komuś coś dać najpierw trzeba dać sobie to, czego potrzebujemy, bo wtedy poznamy swoją wartość, a znając swoją wartość będziemy wiedzieli ile dać (komuś), by na swej wartości nie stracić i najważniejsze będziemy wiedzieć komu dać Odpowiedz Link Zgłoś
malwi.4 Re: A Ta znowu... 06.09.13, 17:13 malwi.4 napisała: > > JP2 pisał o 'oddaniu drugiej osobie > > podoba mi się to a jednak mi się to NIE PODOBA, mi się to z tym "trójkątem" kojarzy... słowa: dawanie, poddanie przytłaczają mnie, tłamszą budzą jakieś poczucie winy, że należy się odwdzięczyć, za coś co nie chcę, przymus do dawania, gdy dawac nie chcę, przymuś do brania czegoś, czego nie chcę, nie umiejętność "nie dawania", gdy ktoś mówi mam cię GDZIEŚ Odpowiedz Link Zgłoś
nvv Re: A Ta znowu... 06.09.13, 17:23 Można dawać bez oczekiwań i nie wpadać w trójkąt. Może to jest dawanie z czystej miłości (bezinteresowne). Jak ktoś mówi, że ma "Cię gdzieś", to w głębi może mu na Tobie zależy, ale się boi że go zostawisz. Jak ktoś naprawdę ma nas gdzieś, to nie komunikuje nam tego... przeciwnością miłości jest obojętność. Odpowiedz Link Zgłoś
kropidlo5 Re: A Ta znowu... 06.09.13, 21:47 Tak, idea 'trojkata' jest dawanie nie z wolnej, wlasnej woli czy checi, a z poczucia obowiazku, przymusu, winy, nakazu umienia, 'bo tak trzeba' 'bo co ludzie powiedza' itd. Pytanie, czy w ogole da sie tak dawac na szersza skale- czy jednak nie jest naturalnym dla czlowieka ( i zdrowym) element kalkulacji. Zdrowe byloby ciagle dawanie w spoleczenstwie, gdzie wszyscy daja, ale jak sie jest realista to trzeba liczyc sie z tym, ze sie skonczy jako bankrut i co wtedy? Prioscie a bedzie wam dane? Odpowiedz Link Zgłoś
nvv Re: A Ta znowu... 06.09.13, 22:07 Może brak pieniędzy byłby rozwiązaniem. Gdy sobie wyobrażam lepszy świat, to myślę o takim w którym każdego tygodnia mogę pracować gdzieś indziej. Po to aby po prostu porobić coś ciekawego, konstruktywnego i pomocnego dla innych. Jest mnóstwo stanowisk które chciałbym spróbować i zobaczyć jak to jest. Dla frajdy, na niektórych pewnie zaczepiłbym się dłużej. Chętnie bym na polu ciągnikiem pojeździł, zobaczył jak metro pracuje, itd. itp. Ba, chciałbym robić to co robię nie zarabiając pieniędzy (nie potrzebując ich). 10 lat temu tak było, miałem frajdę i byłem produktywny, rozdawałem moją pracę za darmo w postaci projektu open source i miałem w tym szczęście. Odkąd założyłem działalność gospodarczą i odkąd biorę pieniądze od ludzi za to co robię, odtąd mi zbrzydło. Ta presja aby zarobić na ZUS, na rachunki, itd. oraz fakt, że niektórzy nie mogą sobie pozwolić na kupienie efektów mojej pracy (mimo, że rozdawanie jej za darmo mnie nic nie kosztuje) psuje mi humor i chęć do życia. Tak, idealny świat wyobrażam sobie jako taki w którym po prostu robimy nawzajem dla siebie tak aby zapewnić sobie żywność, wodę w kranie, ciepło zimą, oprogramowanie w komputerze, itd. z troski o siebie i z frajdy, bo te zawody mają w sobie frajdę; nawet stanie w sklepie za ladą, dopóki nie stresujesz się że źle wydałeś, że mało zarabiasz, itd. potrafi mieć w sobie frajdę. A może życie powinno być frajdą? Odpowiedz Link Zgłoś
kropidlo5 Re: A Ta znowu... 06.09.13, 22:49 nvv napisał: > Może brak pieniędzy byłby rozwiązaniem. Gdy sobie wyobrażam lepszy świat, to my > ślę o takim w którym każdego tygodnia mogę pracować gdzieś indziej. Po to aby p > o prostu porobić coś ciekawego, konstruktywnego i pomocnego dla innych. Jest mn > óstwo stanowisk które chciałbym spróbować i zobaczyć jak to jest. Dla frajdy, n > a niektórych pewnie zaczepiłbym się dłużej. Chętnie bym na polu ciągnikiem poje > ździł, zobaczył jak metro pracuje, itd. itp. Haha zabawne, nie wiem czy zdajesz sobie sprawe, ale wlasnie niemal zreferowales manifest komunistyczny:) W komunistycznym ustroju idealnym czlowiek nie jest przywiazany do stanowiska pracy, dzieki czemu nie ma wartosci wymiennej pracy. > Ba, chciałbym robić to co robię nie zarabiając pieniędzy (nie potrzebując ich). > 10 lat temu tak było, miałem frajdę i byłem produktywny, rozdawałem moją pracę > za darmo w postaci projektu open source i miałem w tym szczęście. Odkąd założy > łem działalność gospodarczą i odkąd biorę pieniądze od ludzi za to co robię, od > tąd mi zbrzydło. Ta presja aby zarobić na ZUS, na rachunki, itd. oraz fakt, że > niektórzy nie mogą sobie pozwolić na kupienie efektów mojej pracy (mimo, że roz > dawanie jej za darmo mnie nic nie kosztuje) psuje mi humor i chęć do życia. Tak > , idealny świat wyobrażam sobie jako taki w którym po prostu robimy nawzajem dl > a siebie tak aby zapewnić sobie żywność, wodę w kranie, ciepło zimą, oprogramow > anie w komputerze, itd. z troski o siebie i z frajdy, bo te zawody mają w sobie > frajdę; nawet stanie w sklepie za ladą, dopóki nie stresujesz się że źle wydał > eś, że mało zarabiasz, itd. potrafi mieć w sobie frajdę. A może życie powinno b > yć frajdą? Robic to co sie lubi to ideal, do ktorego wiekszosc dazy, ale czego nie osiaga, wiec zostaje opcja dwa- jak sie nie ma co sie lubi, to.... Odpowiedz Link Zgłoś
malwi.4 Re: A Ta znowu... 06.09.13, 23:01 nvv napisał: > Można dawać bez oczekiwań i nie wpadać w trójkąt. Może to jest dawanie z czyste > j miłości (bezinteresowne). można wpadać w trójkąt, myśląc, ze to z miłości, ale czy można kochać kogoś nie kochając siebie?? nie można, chyba wtedy się nie wie - co to jest miłość > Jak ktoś mówi, że ma "Cię gdzieś", to w głębi może mu na Tobie zależy, ale się > boi że go zostawisz. Jak ktoś naprawdę ma nas gdzieś, to nie komunikuje nam teg > o... przeciwnością miłości jest obojętność. nikt nigdy mi tak nie powiedział, ale czyny mówiły i dla mnie "tak" to znaczy "tak", a "nie" to znaczy "nie", a nie że "tak, ale się boję", zresztą słowa są nie ważne, czyny są ważne Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: A Ta znowu... 06.09.13, 23:13 malwi.4 napisała: > > można wpadać w trójkąt, myśląc, ze to z miłości, ale czy można kochać kogoś nie > kochając siebie?? nie można, chyba wtedy się nie wie - co to jest miłość > a czym jest dla Ciebie miłość? i dlaczego uważasz, że nie kcohając siebie nie mozna kochać kogoś innego? i czym jest ta osławiona miłość siebie? > i dla mnie "tak" to znaczy "tak", a "nie" to znaczy "nie", a nie że "tak, ale się boję" myślę, że jednak często można spotkac postawę "tak, ale się boję" Odpowiedz Link Zgłoś
kropidlo5 Re: A Ta znowu... 06.09.13, 23:31 > i dlaczego uważasz, że nie kcohając siebie nie mozna kochać kogoś innego? > > i czym jest ta osławiona miłość siebie? Kiedys czytalem takie oto ciekawe wyjasnienie tego: prawdziwa milosc polega na tym, ze z kim chce sie byc- a nie potrzebuje sie byc. Wiecej- w prawdziwej milosci ( ale tez przyjazni) idzie komunikat: 'nie potrzebuje cie, moge zyc bez ciebie, ale CHCE z toba zyc'. Taka postawa moze powstac tylko w sytuacji duzej pewnosci siebie i milosci do siebie- czyli przekonania, ze jest sie kompletna, wartosciowa, samowystarczalna istota. Odpowiedz Link Zgłoś
malwi.4 Re: A Ta znowu... 06.09.13, 23:39 o właśnie, miłość to CHCĘ, a nie potrzebuję (by się dowartościować) Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: A Ta znowu... 06.09.13, 23:59 malwi.4 napisała: > o właśnie, miłość to CHCĘ, a nie potrzebuję (by się dowartościować) ale czy w pewnym wieku i po przejściach ludzie nie robia sie zbyt wygodni? wygodniej życ samemu/samej a widywac się 'w odświętnej scenerii' Odpowiedz Link Zgłoś
malwi.4 Re: A Ta znowu... 07.09.13, 00:05 nie wiem, co ja tam mogę wiedzieć.... ale to nie wygoda, to raczej brak pewności.... a jak jesteś niepewna to sceneria wystarczy!!! Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: A Ta znowu... 07.09.13, 00:26 malwi.4 napisała: > nie wiem, co ja tam mogę wiedzieć.... ale to nie wygoda, to raczej brak pewnośc > i.... a jak jesteś niepewna to sceneria wystarczy!!! brak pewności chyba też, co do powodzenia całego przedsięwzięcia ale chyba tez wygoda, słyszałam od nich, że to wygodnie, mozna robic to, co sie chce, nie byc zależnym od nikogo, rozwijać swoje zainteresowania może nawet lepszym okresleniem byłby egoizm Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: A Ta znowu... 06.09.13, 23:58 kropidlo5 napisał: > Kiedys czytalem takie oto ciekawe wyjasnienie tego: prawdziwa milosc polega na > tym, ze z kim chce sie byc- a nie potrzebuje sie byc. Wiecej- w prawdziwej milo > sci ( ale tez przyjazni) idzie komunikat: 'nie potrzebuje cie, moge zyc bez cie > bie, ale CHCE z toba zyc'. Takie pewnie głupie pytanie - co to znaczy chcieć kogoś, chciec z kims żyć? Dzielić codzienność? Ale konkretnie co dzielić? > Taka postawa moze powstac tylko w sytuacji duzej pewnosci siebie i milosci do s > iebie- czyli przekonania, ze jest sie kompletna, wartosciowa, samowystarczalna > istota. > Dlaczego? A jeżeli ktoś nie ma tej miłości do siebie to jest skazany na samotność? Odpowiedz Link Zgłoś
malwi.4 Re: A Ta znowu... 06.09.13, 23:33 mona.blue napisała: > malwi.4 napisała: > > > > > można wpadać w trójkąt, myśląc, ze to z miłości, ale czy można kochać kog > oś nie > > kochając siebie?? nie można, chyba wtedy się nie wie - co to jest miłość > > > > a czym jest dla Ciebie miłość? nie wiem, może uwielbiać kogoś za coś, więcej niż akceptować > > i dlaczego uważasz, że nie kcohając siebie nie mozna kochać kogoś innego? bo mam wrażenie, ze ktoś kto nie kocha siebie, kocha kogoś drugiego za to jakim chciałby żeby był dla niego, chce sobie zrekompensowac tym brak miłości do siebie, ale może się mylę... "zdrowy" związek można stworzyć akceptując siebie, jesli ktoś nie akceptuje siebie stworzy związek z kimś, kto będzie szydził z każdej słabości albo "słabości" > > i czym jest ta osławiona miłość siebie? co najmniej lubienie siebie, za to jakim się jest > > > i dla mnie "tak" to znaczy "tak", a "nie" to znaczy "nie", a nie że "tak, > ale się boję" > > myślę, że jednak często można spotkac postawę "tak, ale się boję" nie wiem, ale jak odróznić "nie" od "nie lecz tak, ale sie boję"?? to juz wolę uznać, ze nie to nie ...ale najgorzej, gdy się nie słyszy ani "tak", ani "nie" Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: A Ta znowu... 07.09.13, 00:05 malwi.4 napisała: > bo mam wrażenie, ze ktoś kto nie kocha siebie, kocha kogoś drugiego za to jakim > chciałby żeby był dla niego, chce sobie zrekompensowac tym brak miłości do sie > bie, a co w tym złego? ale może się mylę... "zdrowy" związek można stworzyć akceptując siebie, je > sli ktoś nie akceptuje siebie stworzy związek z kimś, kto będzie szydził z każd > ej słabości albo "słabości" nie rozumiem? > > a co do lubienia siebie, to chyba każdy ma cechy, które lubi i których nie lubi i jak spojrzec na siebie, żeby te wady tak nie raziły? > nie wiem, ale jak odróznić "nie" od "nie lecz tak, ale sie boję"?? to juz wolę > uznać, ze nie to nie ale to może naprawde byc strach i może można go pokonać, przy dobrej woli > Odpowiedz Link Zgłoś
malwi.4 Re: A Ta znowu... 07.09.13, 00:15 mona.blue napisała: > malwi.4 napisała: > > > bo mam wrażenie, ze ktoś kto nie kocha siebie, kocha kogoś drugiego za to > jakim > > chciałby żeby był dla niego, chce sobie zrekompensowac tym brak miłości > do sie > > bie, > > a co w tym złego? bo wymagasz, a powinnaś dostawać nieoczekiwanie > > ale może się mylę... "zdrowy" związek można stworzyć akceptując siebie, je > > sli ktoś nie akceptuje siebie stworzy związek z kimś, kto będzie szydził > z każd > > ej słabości albo "słabości" > > nie rozumiem? jeśli nie akceptujesz siebie, swoich słabości, które nie muszą być słabościami (ale atutem czasem nawet) przyciągniesz do siebie osobę, która bedzie ci w tym wtórować, to znaczy utwierdzać cię w poczuciu "jestem beznadziejna" > > > > a co do lubienia siebie, to chyba każdy ma cechy, które lubi i których nie lubi > i jak spojrzec na siebie, żeby te wady tak nie raziły? pomaga spojrzenie oczami kogoś, kto te wady napiętnuję > > nie wiem, ale jak odróznić "nie" od "nie lecz tak, ale sie boję"?? to juz > wolę > > uznać, ze nie to nie > > ale to może naprawde byc strach i może można go pokonać, przy dobrej woli] jesli się boisz, to nie masz pewności drugiej strony Odpowiedz Link Zgłoś
czarnakrowawkropkibordoo Re: A Ta znowu... 08.09.13, 16:37 mona.blue napisała: > > ale chodzi mi własnie o to dawanie w bliskich związkach, na czym to polega (np. > JP2 pisał o 'oddaniu drugiej osobie'), nie do końca to rozumiem i dlatego pyta > m Ciekawe czy JP2 rozumiał? ;) W każdym razie żadnej konkretnej osobie się nie oddał, po kawałku też raczej nie, bezużyteczny by był taki pokawałkowany. Dla mnie to frazes, jeśli kojarzy się z czymś konkretnym, to ze współuzależnieniem. Czasem mam potrzebę coś komuś dać, czasem nie. Czasem chciałabym, ale jest to niemożliwe lub kontrproduktywne (bywa że większym poświęceniem powstrzymanie się od dawania). > Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 19:16 A co w ogóle możemy dawać innym? Wiem, że miłość, przyjaźń, ale na co to sie konkretnie przekłada? Odpowiedz Link Zgłoś
malwi.4 Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 20:01 nvv napisał.... To chyba najważniejsze :) To można dać każdemu i od tego można dopiero iść "w górę" i kochać kogoś takim jakim jest a nie wyobrażenie... Np akceptować dziecko takie jakie jest. Odpowiedz Link Zgłoś
babciajadzienka Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 20:04 wiem, ze to nie jest latwe. Akceptujesz to co Ci sie podoba. A podoba sie to co jest ci bliskie. Takie troche Twoje wlasne. Nie jestem dzieckiem. Jestem bardzo ciekawa. Tak typuje. Pewnie tak bo, pewnie tak, bo... A to moze o kant pupy sie rozbic. No coz to tylko internet i tylko forum. Lubie pisac. Nie chce mi sie zakladac bloga. Wolny piatek. Nareszcie po zamordycznym tygodniu. I w domku i w pracy i za zdrowiem. Wywalilam sie znowu na rowerze. Cyklistka straszna. :) Mam poobcierane palce u nog. Wscieklam sie niesamowicie. Sama na siebie. Mam chwilke czasu poki suszarka wysuszy ciuchy. Poslucham jeszcze konferencji ojca Pawlukiewicza na temat "emocje to nie jestes ty". Odpowiedz Link Zgłoś
7wspanialych Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 20:18 Z góry przepraszam za małą złośliwość, ale czyj to ojciec? Odpowiedz Link Zgłoś
malwi.4 Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 20:21 a może najtrudniej zaakceptować to co moje.. te słabości... choć na razie on cudowny :) blondynek za mamą i maruda też za mamą :) tak, tak piątek wieczór, pierwszy drink wyszedł dość mocny :) Odpowiedz Link Zgłoś
7wspanialych Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 21:26 malwi.4 napisała: > tak, tak piątek wieczór, pierwszy drink wyszedł dość mocny :) Uwaga, czerwone światło! Czy to aby nie alkoholizm weekendowy ? Odpowiedz Link Zgłoś
nvv Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 22:17 Kobiety po drinkach są urocze... przynajmniej moja -ex stawała się taka miła... było mi doceniać. Samotność to chyba najgorsza możliwa kara. I piszę to ja, który z samotnością jest za pan brat. Nawet alkohol nie pomaga, więc nie sięgam. Odpowiedz Link Zgłoś
malwi.4 Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 23:04 kiedyś Kropidlak umieścił tu "test alkoholowy", wyszło mi trzy razy "nie", to znaczy: nie, nie, nie Odpowiedz Link Zgłoś
babciajadzienka Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 20:49 czasami nawiazujemy kontakty jakos tak mimochodem. Nie wiedziec czemu. Nie szukalam kontaktu. Rozwinal sie jakos tak... Nie wiem co mam z tym zrobic. Ot mily cieply czlowiek. Czy ja Go kiedykolwiek widzialam? On owszem. Komentowal moj wyglad niejednokrotnie. I co ja mam zrobic? Nie zmienie sie w labedzia :). Jestem jaka jestem taka babcia kaczuszka. :) Bardzo lubie, cenie ludzi. Nie mam ochoty ani na romanse, ani znajomosc z Nie wiadomo kim. Chcialam tylko normalnie pogadac. Z zywym czlowiekiem, bo rzeczywistosc mnie "malutka dziewczynke" przytloczyla. Dostalam mocno po pysku. Po co? Zeby sie nie zachlysnac dobrobytem. A gdzie ten dobrobyt? No gdzie? Kiedy pracujesz w dziewiecdziesieciukilkostopniowym upale przez 12 godzin? Kiedy prawie w centrum miasta molocha na bialej bramie od garazu granatowym sprayem gangi umawiaja sie na konfrontacje? DObrobyt az w oczy bije. WIem, ze latwo oceniac kogos, krytykowac. Przyjrzyj sie dokladniej, poznnaj szczegoly. Dopiero potem wypowiedz swoje sady. Odpowiedz Link Zgłoś
malwi.4 Re: Dawać siebie innym 06.09.13, 21:01 Nie wiem, nie oceniam, ale może to egoizm, niech inną pozna, nie chciałabym być łabędziem, nie chce się umawiać na konfrontacje z gangami Odpowiedz Link Zgłoś
nvv Re: Dawać siebie innym 07.09.13, 03:01 > "emocje to nie jestes ty". A kto. Od dziecka jesteśmy uczeni ignorować/tłumić/"kontrolować" emocje. Wydaje się nam, że podejmujemy racjonalne decyzje, w których emocje nie mają większego znaczenia, a jest odwrotnie Odpowiedz Link Zgłoś
babciajadzienka Re: Dawać siebie innym 07.09.13, 06:05 obawiam sie, ze nie bedziesz mial okazji Odpowiedz Link Zgłoś
kropidlo5 Re: Dawać siebie innym 07.09.13, 08:27 > Decyzje zapadają zanim jesteśmy ich świadom > i, my sobie potem racjonalizujemy że to nasza świadomość podjęła decyzje. Tymcz > asem, świadomość mogła wpłynąć na uprzednie procesy myślowe i emocje, ale sama > decyzja chyba jest dość poza naszą świadomością... przynajmniej to sugerują bad > ania: ~300 ms przed "podjęciem decyzji" decyzja już zapadła w innej części mózg > u, a 300 ms później nasza świadomość sobie dopowie/zracjonalizuje że to jej dec > yzja; podobnie mózg sobie dopowiada np. co jest odbierane w miejscu ślepej plam > ki oka aby obraz rzeczywistości w naszej świadomości był spójny i zgrany. To ciekawe, pytanie, an ile nasza podswiadomosc to my, czyli na ile te decydje sa nasze a na ile nie. Patrzac filozofoczinie, to jest tylko nazewnictwo- emocje, rozum, podswiadomosc, swiadomosc- decyzje podejmuje 'gdzies tam' nasz mozg, mysle, ze przeceniamy nasza swiadomosc- jako byt calkiem niezalezny, a on tez jest uksztaltowany i ksztaltowany, tez pod kontrola ale inna ( a moze paradoksalnie pod wieksza kontrola, moze to podswiadomosc jest pod mniejsza kontrola, bo niby pod emocjami, ale spontaniczna)? Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Dawać siebie innym 07.09.13, 00:27 paco_lopez napisał: > dziwne kryterium. zrób show. dla kogo ta odpowiedź? Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: Dawać siebie innym 08.09.13, 18:57 słuchasz często albo czytasz o dawaniu siebie innym i potem masz obsesje na tym punkcie. Odpowiedz Link Zgłoś
rach.ell Re: Dawać siebie innym 07.09.13, 15:24 mona.blue napisała: > Jaka w ogóle macie postawe wobec innych? ogolnie wroga. Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Dawać siebie innym 07.09.13, 16:00 rach.ell napisała: > mona.blue napisała: > > > Jaka w ogóle macie postawe wobec innych? > > ogolnie wroga. dlaczego? Odpowiedz Link Zgłoś
yadaxad Re: Dawać siebie innym 08.09.13, 21:30 Dawanie siebie innym, nie oznacza pozwolenia się krzywdzić. Ale dawanie postawy. To nie masochizm , ale postawa wobec, która pozwala i innym się podnieść. I specjalnej różnicy między humanizmem, a chrześcijaństwem nie ma, jeśli z obu stron nie używa się szantażu. A Jezus nie machał autorytetami. Dał wymiar moralny, z którym każdy osobiście musi się zmierzyć. Można akceptować swój kościół, wierzyć, że on prowadzi do zbawienia, ale nie dawał dyspensy od swojej prawdy. Sam niósł krzyż niezgody i to, że za zbrodnią stoi człowiek kościoła, nie oznacza, że indywidualnie można się za nią skryć swoim grzechem. Odpowiedz Link Zgłoś