kazdy.ponad.kazdym
05.08.04, 07:34
(mądre osoby prosiłbym o pomoc tu lub na mejla: kazdy.ponad.kazdym@interia.pl)
Lata 2000 były dla mnie pozytywne. Miałem znajomych, nikt nie plotkował na mój
temat, nikt nie patrzył się krzywym ryjem w moją strone. Tak się to toczyło do
maja tego roku. Jednak przenieśmy się w przeszłość. Te lata 2000 toczyły się
bez żadnych używek - bhyło dobrze. Niestety z głupoty i ciekawości "innego
świata" zaczołem brać narkotyki w 2001 roku. Wpadłem w pewny kilmat gdzie
paliło się marihuane. Jeszcze wtedy było dobrze... potem amfetamina i
ecstazy... też było dobrze (jeśli chodzi o akceptacje w klimacie). Rok temu
wydarzyła się pewna sytuacja przez którą straciłem te znajomości. Musiałem
wsypać znajomych ale nie na policjie... Moja rodzina jest bardzo szanowana,
konkretna i lubiana przez moje miasto i właśnie musiałem te sytuacje
powiedzieć rodzicą (słowa rodziny: albo koledzy, albo my) to mnie przełamało
więc wykapowałem przez co znajomi byli przegrani w oczach mojej rodziny. To
właśnie była kara. Oni we mnie zobaczyli konfidenta. Niestety nie wiedzą jak
bardzo kocham rodziców. Od tamtego czasu coś się we mnie zmieniło. Stałem się
bardziej zamknięty na świat oraz odczuwałem co raz więcej wstydu przed
otoczeniem. Dziś to nie tylko wstyd ale i strach przed ludźmi. Całe wakacje
siedze w domu ale nie z powodu tego strachu i lęku (moge go zwyciężyć lecz
jest mi trudno funkcjonować) tylko z innego powodu, który nie jest istotny w
tej sprawie. I najgorsze... te siedzenie w domu spowodowało jeszcze większy
wstyd i strach. Nie umiem nawet wyjść do okna bo boje się, że ktoś tam jest i
mnie zobaczy. Idąc do sklepu modle się, abym nie spotkał znanej twarzy.
Zaczynam myśleć, że wszyscy mają mnie za głupka, który jest nieinteluigentny.
Który ma cioś z głową nie tak. Dobija mnie to. Nie mówxcie, że to mi się
wydaje. Właśnie zauważyłem, że mój bardzo dobry kolega niegada już ze mną tak
jak kiedyś. To ona zawsze zaczoł gadke a teraz... Siedzi cicho a jak ja coś
próbuje powiedzieć, to on odpowiada zwyczajnie, nie jak kiedyś. Całe otoczenie
się patrzy na mnie krzywo. Patrzą się jak na gościa, który nienadaje się na
życie w tym świecie. To wszystko mnie z dnia na dzień dobija. Próbuje dać z
siebie wszystko. Próbuje wmówić sobie, że mam wszystko w dupie ale to nie
skutkuje. Nie umiem już patrzyć w oczy. Nie umiem nawiązać kontaktu z kobietą.
Nie mam nikogo prócz moich rodziców. Marze o wyprowadzce do innego miasta ale
to nie możliwe. Co ja mam robić ? Jestem święcie przekonany, że to mi się nie
wydaje. Taka jest prawda. Do psychologa oczywiście się wybiore w tym miesiącu
ale może wpierw wy coś powiecie ? Co mam zrobić żeby było inaczej ? Już nie
chodzi mi o zadawanie się z nimi. Ja chce mieć święty spokój. Nie chce żeby
ktoś o mnie plotkował a z pewnością plotkują o mnie bezprzerwy.
Najgorsze jest to, że odczuwam w sobie zmiane psychiczną. Przed braniem byłem
inny teraz jestr coś nie tak co powoduje takie koszmary. Błagam o pomoc,
odpowiem na każde pytanie gdyby miało nastąpić.
Czekam w tym momencie.