Dodaj do ulubionych

Czy on mnie szanuje?

14.09.13, 23:58
Pytanie szybkie - czy jeżeli twój mężczyzna wyzwie cię od kurw, wyśmieje, że w dzieciństwie twój ojciec molestował cię seksualnie, a matka udawała że tego nie widzi, czy taki człowiek jest czegos wart? (wyswiaml to, powiedzial bardzo glosno przy otwartym oknie....)

Mamy wspolnie male dziecko. Dlatego pytanioe powazne.

Mi wydaje sie ze on nie potrafi szanowac kobiet, ale czekam na wasze zdanie.
Obserwuj wątek
    • nvv Re: Czy on mnie szanuje? 15.09.13, 00:24
      Każdy jest czegoś wart i niemal każdego można wyprowadzić z równowagi.

      Tak, Twój facet zachował się źle i nie powinien tak zrobić. Nikt nie powinien.
      Druga strona medalu jest taka, że coś go musiało wpienić, może dodatkowo ma stresujący okres, czuje brak Twojego wsparcia, itp.

      Gdy jesteśmy zdenerwowani (np. w czasie kłótni), to przestajemy sprawnie myśleć i zachowujemy się irracjonalnie, faceci mają tendencje do przekleństw rzucanych na oślep i bez przemyślenia.
      Kobiety też święte nie są, potrafią złośliwie dopiekać niszcząc męskie ego.

      Dialog. Na spokojnie. I zamiast wypominania błędów partnerowi, zacząć od wypomnienia swoich błędów... wtedy i partner zacznie zagłębiać się w swoje błędy.
      I polecam książkę "Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus" aby się zrozumieć, dowiedzieć się jak nieświadomie robimy gafy i czego oczekuje płeć przeciwna.
      • mila_babka Re: Czy on mnie szanuje? 15.09.13, 01:36
        Dziękuje.
        takiej wlasnie odp szukałam.

        bo wszedzie tylko - on nie moze cie tak nazwac, to brak szacunku, itp. a ja swieta tez nie bylam. no moze tym razem wyjatkowo bylam, ale wczesniej on tesz uslyszal swoje...
        • leda16 Re: Czy on mnie szanuje? 15.09.13, 10:20
          mila_babka napisał(a):

          > Dziękuje.
          > takiej wlasnie odp szukałam.
          a ja swi
          > eta tez nie bylam.


          Nie, święta nie byłaś. Byłaś rynsztokową chamką z lumpenproletariatu i trafiłaś na swego. Za parę lat wasze dziecko słowo "k...a" będzie odmieniać przez wszystkie przypadki, w stosunku do ciebie.
      • leda16 Re: Czy on mnie szanuje? 15.09.13, 10:21
        nvv napisał:
        > Druga strona medalu jest taka, że coś go musiało wpienić, może dodatkowo ma str
        > esujący okres, czuje brak Twojego wsparcia, itp.


        Uważasz, że to go usprawiedliwia?!
        • nvv Re: Czy on mnie szanuje? 15.09.13, 10:46
          > Uważasz, że to go usprawiedliwia?!

          *wzdryg ramionami*

          Uważam, że wszystko ma swój powód i zamiast się wściekać, warto szukać sedna problemów i je rozwiązywać.
    • jan_stereo Re: Czy on mnie szanuje? 15.09.13, 02:07
      nie szanuje Cie i ma Cie za smiecia napospolitszego, jak jakies scierwo wycieraczkowe, albo zdechlego borsuka przy drodze...bardzo mi przykro, ale rzeczywistosc jest jeszcze gorsza niz to opisalem powyzej ;'))
      • jan_stereo Re: Czy on mnie szanuje? 15.09.13, 02:24
        Chociaz istotnym jest pytanie czy ty nie jestes wnerwiajaca ponadprzecietnie....
    • malwi.4 Re: Czy on mnie szanuje? 15.09.13, 08:49
      Jeśli NIC w tobie NIE PĘKŁO po przywołaniu tak bolesnych i upadlających sytuacji z dzieciństwa, to faktycznie "nic takiego sie nie stało", ot, zwykłą kłótnia, raz on tobie, raz ty jemu.
      • nvv Re: Czy on mnie szanuje? 15.09.13, 09:03
        > Jeśli NIC w tobie NIE PĘKŁO po przywołaniu tak bolesnych i upadlających sytuacj
        > i z dzieciństwa, [...]

        Te te, mała, nie zapędzaj się w sugerowanie że coś w niej pękło. :>
        Co ją nie zabije, to ją wzmocnij. To się nazywa desentyzacja i może facet po prostu jest zmyślnym psychoterapeutą, który pod płaszczykiem kłótni ulecza jej duszę. (-;
    • czarnakrowawkropkibordoo Re: Czy on mnie szanuje? 15.09.13, 11:33
      Nie, w tym zakresie jesteście dobraną parą, żadne z was cię nie szanuje.
    • paco_lopez Re: Czy on mnie szanuje? 15.09.13, 11:53
      to zwykły cham. nie rób sobie nadziei
    • lutsyfer Re: Czy on mnie szanuje? 15.09.13, 19:21
      Nie, nie szanuje cie, traktuje cie jak szmate i przy okazji szmaci twoich rodzicow. Ale skoro odpowiada ci zycie z takim chamem i prostakiem to siedz z nim
    • yadaxad Re: Czy on mnie szanuje? 17.09.13, 22:05
      Może on jest coś wart, ale ty dla niego nie jesteś nic warta. I życia z nim nie będzie. A że sama jesteś gotowa myśleć, moja wartość jest taka, że wpier888 mi się należy, to jesteś na równej drodze do piekła. Lepiej dobrze pomyśl, jak chcesz sobie ułożyć życie.
    • witchoska Czy ktos... 17.09.13, 22:51
      Kto kogos molestuje slowami,(wulgaryzmy) uzywa przemocy, moze Cie szanowac?

      Pytanie, czy on jest cos wart? Moze to pytanie na chwile odloz na bok. I zapytaj siebie sama na ile ty sama czujesz sie warta?

      Przypuszczam, ze masz problem z facetem- przemocowcem, zyjac z nim w zwiazku, z ktorego trudno jest odejsc.Pomimo, ze zdrowy rozsadek wrecz ci podpowiada, aby go zostawic...

      Tak sie dzieje, ze ludzie, ktorzy w dziecinstwie byli zle traktowani przez rodzicow. Nawet bardzo zle, wyksztalcaja pewien mechanizm samobrony psychicznej, w ktorej to zacieraja sie realia sytuacji. Mechanizm ten bardzo przypomina tzw. syndrom sztokholmski. Troszeczke jest podobny- chociaz syndrom moze zniknac w szybkim tempie- nie pozostawiajac sladow, tak dzieci, rodzicow zlych i toksycznych- czesto podswiadomie lgna do uzalezniajacych ich, toksycznych zwiazkow, gdzie zatracaja poczucie wlasnej wartosci i realnego widzenia sprawy.
      Np. czesto usprawiedliwiaja przemocowca;' To dlatego, dlatego i dlatego on zrobil to tak i siak.
      On jest dobry, kocha mnie, itp.'
      Toksyczny zwiazek nie ma nic wspolnego z miloscia i szacunkiem, bo szacunek to respekt dla granic drugiego czlowieka.Aby kochac kogos naprawde trzeba najpierw samemu byc mocno ze soba zintgerowanym. Ktos kto wykrzykuje takie teksty- jest bardzo slaby i kompletnie bez mocy kontroli emocji... Bardzo czesto w kryzyzsie tozsamosci ludzie zachowuja sie wlasnie tak dziwnie...

      Nie wiem jak tam u Ciebie, ale moze poszukaj kogos kompetentnego do rozmowy, kto pomoze ci nazwac sprawy po imieniu. Jakis zyczliwy psycholog, choc dzis o takich trudno, to jednak moze warto sprobowac...
      • lutsyfer Re: Czy ktos... 18.09.13, 15:02
        Bo autorka watku Witch, to krotko mowiac jest to osobowosc zalezna (czy tez osobowosc ofiary), ktora stara sie za wszelka cene utrzymac toksyczna relacje i usprawiedliwia wszystkie wystepki partnera wierzac swiecie, ze bez niego sobie nie poradzi. Relacja z kolei wyglada na sado-masochistyczna, gdzie chamski i niewychowany partner zneca sie psychicznie (byc moze fizycznie rowniez) nad autorka, zanizajac jej poczucie wartosci, czerpiac z tego satysfakcje, podnoszac watpliwa wartosc wlasna. Autorka tego oczywiscie nie zauwaza myslac, ze jest to norma i ze swoim zachowaniem zasluzyla sobie na to tlumaczac, ze ona tez swieta nie byla.
        Kilka lat temu bylem swiadkiem podobnej relacji, gdzie kobieta byla w identyczny sposob traktowana. Byc moze potrzebowala podswiadomie calkowitej zaleznosci od toksycznego partnera, ktory ja ponizal, bil, wyzywal, a ona utwierdzala sie w przekonaniu, ze on chce dla niej jak najlepiej i za pomoca kija oducza ja zlych manier. Zaowocowalo to tym, ze kobieta swoja wartosc widziala jedynie w tym, ze ten wyidealizowany przez nia potwor wyrazal chec bycia z nia, gdzie byla mu potrzebna do prania, sprzatania, gotowania, sluzac przy okazji jako worek traningowy dla damskiego boksera. Byl dla niej niczym sam bog i car, przez co ego chama tak sie rozbuchalo, ze potrafil zniesc odmowy ze strony innych kobiet, dla ktorych byl zwyczajnie miernym chamem i prostaczkiem, w ktorego strone nie chcialyby spojrzec.
        Nie wiem, co byloby najlepsze dla autorki, moze wizyta u kompetentnego psychiatry na poczatek, po czym rozmowy z odpowiednim psychologiem, moze wsparcie rodzicow, ktorzy pomogliby jej wyrwac sie z toskycznej relacji.
    • brygada_ww Re: Czy on mnie szanuje? 18.09.13, 19:29
      Coz ja widze???
      Nie zapomne nigdy, gdy utworzono grupe do wspolnej pracy... no i mnie wrzucili do jednego worka z jednym typem. Stwierdzil, ze skoro musimy razem wspolpracowac, spedzac wspolnie sporo czasu, to zwyczajnie nalezy mu sie seks. Gdy odmowilam, zaczal awanturowac sie, belkotac i utwierdzac mnie w przekonaniu, ze skoro nie chce z nim uprawiac seksu, to znaczy, ze bylam w dziecinstwie molestowana podczas, gdy matka przymykala na to oczy. Hmmm... czy to czasem nie byl ten sam, twoj uposledzony umyslowo ciec?
      Do dzis na sama mysl o seksie chce mi sie rzygac przez tego debilnego sku...alca:(
    • kropidlo5 Re: Czy on mnie szanuje? 18.09.13, 21:18
      mila_babka napisał(a):

      > Pytanie szybkie - czy jeżeli twój mężczyzna wyzwie cię od kurw, wyśmieje, że w
      > dzieciństwie twój ojciec molestował cię seksualnie, a matka udawała że tego nie
      > widzi, czy taki człowiek jest czegos wart? (wyswiaml to, powiedzial bardzo glo
      > sno przy otwartym oknie....)
      >
      > Mamy wspolnie male dziecko. Dlatego pytanioe powazne.
      >
      > Mi wydaje sie ze on nie potrafi szanowac kobiet, ale czekam na wasze zdanie.

      Powyzsza wypowiedz nie mowi nic o wczesniejszym zachowaniu adresatki tych obelg. Nie wiem, skad niektorzy domyslili sie, ze takei prowokujace zachowanie zaistnialo. Moze cos mam z oczami.

      Druga sprawa: taki kontratak bylby usprawiedliwiony tylko, gdyby zachowanie ktore je sprowokowalo bylo tego samego rodzaju. I 'usprawieldiwialo' jesli podejdziemy do tego bardzo liberalnie.

      Wyzywanie kogos od kuref jeszcze rozumiem (tzn jest to czysta wulgarnosc, w emocjach jeszcze ujdzie ) ale wyciaganie komus, ze byl molestowany przez ojca, to jest juz perfidia poza wszelka skala, taka osoba jest nie tylko okrutna, ale nie zna ludzkich uczuc.




      ps Nvv, jestes na widelcu teraz ty:)

      mowisz, ze atak meza jest usprawiedliwiony, bo zona sprowokowala.
      Ok, moge przyjac te linie rozumowania.
      Ciekawi mnie jednak, co by bylo, gdyby na to forum zglosil sie maz i powiedzial, ze wlasnie wyzwal zone od kuref i ofiar gwaltu, i pyta sie, czy jego zachowanie bylo usprawiedliwione, bo zona wczesniej go sprowokowala.
      Zgodnie z przyjeta logika musialbys uznac, ze jak najbardziej.

      No bo jakbys napisal mezowi, ze nie mial prawo do takich zachowan, nawet mimo prowokacji zony, to bys zaprzeczyl temu, co napisales tutaj- ze mial takie prawo.

      Wiec mial prawo czy nie? Pyta maz:)
      Ale moze mnei zaskoczysz jakas inna odpowiedzia?
      • yadaxad Re: Czy on mnie szanuje? 18.09.13, 21:40
        W skrócie, ma faceta, którego filozofią jest - jesteś szmatą, którą mogę poniewierać, bo byłaś zgwałcona.
        • kropidlo5 Re: Czy on mnie szanuje? 18.09.13, 23:31
          yadaxad napisał(a):

          > W skrócie, ma faceta, którego filozofią jest - jesteś szmatą, którą mogę poniew
          > ierać, bo byłaś zgwałcona.

          Tak, sa ludzie, ktorzy maja takie dosc proste spojrzenie na sprawy innych ludzi, zgwalcona/ofiara/prostytutka jest po to, aby na niej sobie pouzywac, nie zasluguje na litosc i jest dehumanizowana, aby napastnik 'z czystym sumieniem' mogl ja sobie poniewierac.

          Jak to powiedzial Lepper, przeciez nie da sie zgwalcic prostytutki, a jego samego zalatwili, stal sie ofiara tego samego systemu moralnego, jaki promowal.
        • lutsyfer Re: Czy on mnie szanuje? 19.09.13, 12:17
          yadaxad napisał(a):

          > W skrócie, ma faceta, którego filozofią jest - jesteś szmatą, którą mogę poniew
          > ierać, bo byłaś zgwałcona.

          To tylko jego sugestie, ze byla gwalcona, autorka nie potwierdzila prawdziwosci slow partnera. Byc moze gosciu sam ma na koncie gwalty na nieletnich (i moze nie tylko) i stad projekcje, ze robil to ktos inny.
      • nvv Re: Czy on mnie szanuje? 18.09.13, 22:11
        > mowisz, ze atak meza jest usprawiedliwiony [...]

        Nie. Nigdzie tego nie napisałem ani nie pomyślałem. Generalnie, jak już Ci napisałem, nie patrzę na to w kategoriach "usprawiedliwiony".

        Przyczyna-skutek. Tak ten świat działa. Szukam przyczyn i staram się czasem je innym uświadomić. Przyczyny są często złożone, ale jedna z przyczyn że ktoś nas źle traktuje tkwi w nas samych. I może to jest najważniejsza przyczyna, którą powinniśmy się zająć, bo mamy największy wpływ na nasze reakcje i zachowanie.

        Mam gdzieś w notatkach taki cytat z książki "Why did I like him anyway"
        • yadaxad Re: Czy on mnie szanuje? 18.09.13, 22:32
          No tia, autorka postu pewnie zaszła, bo nie podtrzymuje tematu. Po czasie dowiemy się o dalszych rodzeniatkach w kapuście, zamrażarce, stawie, o których partner absolutnie nie wiedział i jest czysty jak łza, wobec działań wyrodnej suki.
        • kropidlo5 Re: Czy on mnie szanuje? 18.09.13, 23:05
          No tak, usprawiedliwienie to zle slowo, uzasadnienie.

          Co do cytatu, to mowi on rzeczy sluszne i dosc oczywiste, ale dobrze, ze go podales, bo jest w nim cos, co sprawia klopot w tych teoriach- pewna sprzecznosc.

          Podstawowa teza brzmi : masz zero wplywu na czyjes zachowanie, zarazem jednak- masz wplyw na czyjes zachowanie, bo to Twoja reakcja je determinuje. Czyli niby nie masz, a jednak masz?

          Tak, ludzie z natury rzeczy widza sytuacje od swojej strony. Nie ma sie to jednak nijak do obiektywnej oceny sytuacji. Zachowanie 'prowokujace' moze bowiem obiektywnie uzasadniac np agresywna reakcje, a moze go i nie uzasadniac i w obu sytuacjach ten, co reaguje bedzie patrzyl od swojej strony- z tym, ze w pierwszym wypadku bedzie mial osad prawidlowy, a w drugim wypaczony.

          Jesli ustalimy, ze nie ma odpowiedzialnosci, tylko jest zaleznosc przyczynowo-skutkowa, to nie ma mozliwosci stworzyc obiektywnego osadu sytuacji, nie ustala sie nic, to i nie mozna nic zmienic. Jak nie ma problemu- to nie ma rozwiazania problemu.

          Dodatkowo, reakcja drugiej osoby nie jest zdeterminowana: reakcja nie musi byc biernosc. Reakcja wcale nie musi byc przyzwolenie. Reakcja nie musi byc zrozumienie. Po prostu, chodzi o to, ze ta reakcja bedzie miala kolejne skutki.

          Jakie skutki? Przyzwolenie na agresje moze miec skutki w postaci kontynujacji agresji. Agresja w odpowiedzi moze wywolac spirale agresji. Tak wiec i przyzwolenie i agresja wywolaja kolejna agresje, przypuszczalnie (bo nie musza, ale to prawdopodobne).

          Zostaje trzecia droga- czyli slynna asertywnosc. I jestesmy w domu.

          Natomiast nie zgadzam sie, ze przyczyna, ze ktos zle nas traktuje, jest w nas samych. Moze tak byc, a nie musi. Slyszales o agresji zastepczej (przekierowanej)? Slyszales o wybuchach agresji bez powodu? Slyszales o socjopatii? slyszales o manipulacji za pomoca agresji?

          Slyszales o glosnej sprawie Daniela Pelki? Dzieciak ktory zostal zakatowany na smierc przez rodzicow- psycholi? Co im zrobil 4 letni dzieciak, aby uzasadnic to, ze go karmili sola, glodzili, kazali kleczec pokilka godzin, zamykali w pokoju, kazali spac na zasikanym materacu? Czym ich sprowokowal?

          No wlasnie.

          • kropidlo5 ps co do Daniela Pelki 18.09.13, 23:09
            Zwyrodnialcy rodzice, ktorzy zakatowali Pelke, dostali 30 lat wiezienia. sad nie znalazl ani jednej okolicznosci lagodzacej. Dzieciak ich nie prowokowal. Nie mieli pod gorke.
            To argument populistyczny, ale masowe reakcje byly nawet ostrzejsze: ani slowa zrozumienia dla rodzicow, tony lez i wspolczucia dla dzieciaka, ale ani jedne lzy w intencji rodzicow, ani jednego apelu, aby ich zrozumiec, bo tylko reagowali na agresje 4 letniego Daniela.
            • nvv Re: ps co do Daniela Pelki 18.09.13, 23:49
              Nie znam tego problemu (nie mam TV, nie śledzę takich wydarzeń). Wyciągasz tu dobry kontr-argument.

              Właściwie, 4 latek może nieświadomie prowokować reakcje
              • kropidlo5 Re: ps co do Daniela Pelki 19.09.13, 00:02
                No tak, 4 latek mogl sprowokowac zabicie go.

                Pewnie za plecami rodzicow sprzedal dom i przepil pieniadze.
              • kropidlo5 Re: ps co do Daniela Pelki 19.09.13, 00:10
                ps czasami zastanawiam sie, czy Ty piszesz na powaznie, czy mnie trolujesz.
                • nvv Re: ps co do Daniela Pelki 19.09.13, 00:46
                  :)

                  Generalnie piszę na poważnie (chyba, że jest emotikon z mrugnięciem oka).

                  Czasami chyba odbierasz moje posty inaczej niż była moja intencja
                  • kropidlo5 Re: ps co do Daniela Pelki 19.09.13, 09:10
                    nvv napisał:

                    > :)
                    >
                    > Generalnie piszę na poważnie (chyba, że jest emotikon z mrugnięciem oka).
                    >
                    > Czasami chyba odbierasz moje posty inaczej niż była moja intencja
          • nvv Re: Czy on mnie szanuje? 18.09.13, 23:25
            > Podstawowa teza brzmi : masz zero wplywu na czyjes zachowanie, zarazem jednak-
            > masz wplyw na czyjes zachowanie, bo to Twoja reakcja je determinuje. Czyli niby
            > nie masz, a jednak masz?

            Cytat mówi, że nie mamy kontroli nad czyimś zachowaniem, mamy kontrolę nad swoim zachowaniem

            Innymi słowy: mamy wpływ na czyjeś zachowanie (szczególnie poprzez nasze reakcje, zachowania). Ale kontrolę mamy tylko nad swoim zachowaniem.

            Analogia to np. jesteś kulką na stole bilardowym. Możesz "magicznie" zmieniać swój tor i pęd (swoją świadomością, wpływając na swoje ciało), ale nie możesz w pełni sterować innymi kulkami, wchodzisz jednak czasem z nimi w interakcje stykając się, odbijając i na te interakcje masz wpływ: nie masz kontroli nad innymi kulkami, ale masz wpływ jak te interakcje się odbywają, a od tych interakcji zależy jak się od Ciebie odbiją inne kulki i z jakim nastawieniem potem do Ciebie wrócą przy kolejnej interakcji i jest to jakiś wpływ na życie tych innych kulek.

            > Jesli ustalimy, ze nie ma odpowiedzialnosci, tylko jest zaleznosc przyczynowo-skutkowa,
            > to nie ma mozliwosci stworzyc obiektywnego osadu sytuacji, nie ustala sie nic, to i nie
            > mozna nic zmienic.

            Widzę to inaczej: widząc świat w kategoriach przycznowo-skutkowych szuka się przyczyn, znajduje się je i tam gdzie są one w zasięgu naszych wpływów (szczególnie nasze zachowanie, reakcje) możemy wpłynąć na ten ciąg.

            > Natomiast nie zgadzam sie, ze przyczyna, ze ktos zle nas traktuje, jest w nas samych.
            > Moze tak byc, a nie musi.

            A ja się nie upieram, że tak być musi.
            • kropidlo5 Re: Czy on mnie szanuje? 18.09.13, 23:51
              Ok, rozumiem, roznicujesz miedzy pojeciami wplywu i kontroli, nieco wkraczamy w sfere semantyki ale moze istotnie jest subtelna roznica ktora warto podkreslic.
              Mozna to przetlumaczyc tez tak, ze mozna probowac kogos kontrolowac, ale nie mozna oczekiwac sukcesu.

              A co do dalszej czesci, to jestem jak najbardziej zwolennikiem szukania ciagow przyczynowo- skutkowych, ale glownie w skomplikowanych sprawach. Nie da sie na przyklad opisac relacji polsko-zydowskich na zasadzie 'winny'niewinny', trzeba przeanalizowac historie wzajemnych relacji i raczej lepiej nie warto wydawac 'wyroku', tylko szukac recept.
              Natomiast w przypadku codziennych zdarzen typu wyzwiska, obsmiewanie, nieuczciwosc- nie widze takiej potrzeby, o ile sytuacja jest dosc prosta i jednoznaczna, a z reguly taka jest (no chyba ze jestesmy pozbawieni podstawowego zmyslu obserwacji i konwencji spolecznych, np spierdzisz sie w salonie u swego tescia przy wigilii i uznasz to za zabawne, no ale
              jak zamilniesz albo przeprosisz, to tesc powinien dac na luz, a nie obijac twarz.

              Proste sprawy sa z reguly dosc proste, a skomplikowane- dla odmiany- dosc skomplikowane. :D


              Zauwazylem, ze ludzie dosc czesto maja sklonnosc do upraszczania skomplikowanych spraw,
              proste reccepty 'polak dobry, rusek zly, francuz zdrajca, arab terrorysta'. A Ty z kolei masz sklonnosc do komplikowania prostych spraw, potrafisz rozwodnic najprostszy przypadek:)

              To w tym kontekscie kiedys mowilem do Malwi i Ciebie o postulacie szukania prostych rozwiazan- to jest taki wlasnie pragmatyzm.

              Mozna jak sie nie wie poczytac pare ksiazek z dziedziny savoir vivre, albo zapytac pare osob o opnie, ja tak robie, choc ja to akurat robie to za bardzo bo tez troche mam w naturze rozwadniac tak jak Ty, no ale z tym walcze, i moze dlatego tez u Ciebie z tym walcze (zbawca):)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka