Dodaj do ulubionych

Jestem wściekła na życie...

06.02.14, 22:40
Bo czym jest ? Iluzją, w której każdy buduje swój własny świat...Własny świat kręci się na trybikach, jak w zegarku....Buduje iluzję za iluzją... Produkuje, bądź wdzieczny, ty również oddajesz podatek...

A tak naprawdę jest w nim tylko jedna, jedyna wartość- drugi człowiek.Piękny, dobry, czy podły i wredny, zawsze jednak człowiek. Czasem człowiek ukochany, jedyny dzięki któremu mieliśmy okazje wzbogacić nasz świat. Inaczej byłby jedynie masą dziwnych trybów i trybków w kieracie, którego kręcimy się w kółko i bez przystanku, z pustym wzrokiem osłów...

Kochaj- znaczy wybacz, wybacz wszytsko i bez reszty, bo błądzić to rzecz ludzka i ludzkim jest to umieć zrozumieć...
Obserwuj wątek
    • to.niemozliwe Re: Jestem wściekła na życie... 07.02.14, 03:16
      Co sie stalo?
      • witchland Re: Jestem wściekła na życie... 07.02.14, 13:55
        Na szczescie jeszcze nie, ale wiekszy doplyw samoswiadomosci dotarl do moich komorek....w mozdzku...:=)))
        Tak bardzo czesto jestem szybka w negatywnym ocenianiu, zwlaszcza kochanych ludzi...Ktorzy nie maja latwego charakteru, ale tez chca byc i kochani i szanowani...Trzeba im to dac, nie zaleznie ile sie wzamian otrzyma....

        P.s, kroi sie ciekawa praca w Polsce...:=))) Ciesze sie na sama mysl...
        • nvv Re: Jestem wściekła na życie... 07.02.14, 18:35
          > Tak bardzo czesto jestem szybka w negatywnym ocenianiu, [...]

          Też tak miewam i uchylę się do stóp komuś kto nigdy tak nie ma. Grunt to mieć też refleksje, zastanowić się głębiej jak my byśmy się zachowali w butach tej osoby, mając jej/jego przeszłość, otoczenie, presje, itd.
          Co mnie też wciąż fascynuje, to to że dla prawie każdego czynu znajduje co najmniej dwie różne motywacje: zwykle jedna jest "zła" (i ona pierwsza przychodzi na myśl), druga jest "dobra" lub przynajmniej obronna.

          Zwykle pierwsza myśl u mnie to "jak ktoś chciał abym ja się czuł?", ale to takie egocentryczne myślenie, a tymczasem pierwotna motywacja drugiej osoby zwykle też jest egocentryczna: np. partnerka ma ochotę wrócić później do domu niż było ustalone nie po to aby mi zrobić na złość, ale po to aby poczuć się wolna. I obserwując ludzi dookoła czasem dostrzegam, że wiele osób zbyt "do siebie" bierze zachowanie innych osób dostrzegając agresje skierowaną przeciw sobie nawet tam gdzie jest zwykła ekspresja siebie.
          • witchland Re: Jestem wściekła na życie... 07.02.14, 20:58
            I obserwując ludzi dookoła czasem dostrzegam, że wiele osób zbyt "do siebie" bierze zachowanie innych osób dostrzegając agresje skierowaną przeciw sobie nawet tam gdzie jest zwykła ekspresja siebie.

            Bystra psychologia, sama w sobie...:=) Swiadczy o tym, jak bardzo inni sa kreatorami naszego swiata...
          • malwi.4 Re: Jestem wściekła na życie... 07.02.14, 23:50
            wiele osób zbyt "do siebie" bierze zachowanie innych osób dostrzegając agresje skierowaną przeciw sobie nawet tam gdzie jest zwykła ekspresja siebie

            Nvv a taka sytuacja: kibice na meczu obrażają słownie czarnoskórych piłkarzy. To ekspresja siebie?? doszukasz się w tym czegoś innego niż agresji??

            Jeśli partnerkę za bardzo kontrolujesz to na złość wróci później. Ale jeśli robi to dlatego, że miała fatalny dzień w pracy i chce tym późnym powrotem zrekompensować sobie krzywdę to nie jest ok.

            Ekspresja siebie nie może przekraczać granic drugiego człowieka. Nie można z kata robić ofiary. Mam przepraszać kogoś, ze żyje, że jestem jaka jestem, bo ktoś takich osób jak ja nie cierpi??
            • nvv Re: Jestem wściekła na życie... 07.02.14, 23:57
              Chyba Cię przywołałem myślami, Malwi.4...
              • malwi.4 Re: Jestem wściekła na życie... 08.02.14, 00:20
                Zastanawiałam, się gdzie "błądzisz".

                Mogę sobie tłumaczyć "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" cokolwiek ktoś we mnie krytykuje. Może krytyka zmieni mnie na lepsze.

                • nvv Re: Jestem wściekła na życie... 08.02.14, 00:37
                  Hm..? O krytyce nic nie rozumiem. Tęskniłem za Tobą, takie myśli miałem na myśli.
                  • malwi.4 Re: Jestem wściekła na życie... 08.02.14, 08:43
                    Ja wczoraj odczytalam Twoje słowa tak, że w każdym czynie można dostrzec pozytywne i negatywne motywacje, a Ty tym razem pisałeś, ze często dostrzegamy agresje tam, gdzie jej nie ma. Faktycznie czasem tą "agresją" może być jedynie ekspresja siebie lub wyznaczanie swoich granic po prostu, bo komuś nieświadomie zaczynamy z butami w życie wchodzić.

                    Ale są czyny, które mają ewidentnie jedynie złą motywację. Można je tłumaczyć tym, ze ktoś krzywdzi, bo sam doznał krzywdy (od kogoś trzeciego, krzywdy w dzieciństwie). Ale cel czynu jest taki - zobaczyć cudze cierpienie.

                    O tej krytyce mnie tak ogólnie napisałam. Tobie nic nie zarzucam :)
                    • malwi.4 Re: Jestem wściekła na życie... 08.02.14, 09:52
                      ...a może to zawsze jest ekspresja siebie, niektórzy nie potrafią żyć inaczej jak poprzez przekraczanie granic innych, innym zdarza się to sporadycznie w trudnych chwilach,

                      taki atakujący, agresywny cierpienia drugiego człowieka nie widzi, nie czuje, lub boi sie drugiego człowieka, czuje zagrożenie tam, gdzie go nie ma i atakuje, walczy z własnymi emocjami, emocji krzywdzonego nie dostrzega... ale to inny temat
                      • nvv Re: Jestem wściekła na życie... 08.02.14, 10:27
                        Gdyby atakujący nie widział w ogóle cierpienia ofiary, to przestałby atakować
        • to.niemozliwe Re: Jestem wściekła na życie... 07.02.14, 21:46
          Ciesze sie, ze patrzysz na pewne stare sprawy z nowej perspektywy.
          Ten zachwyt obecnoscia kogos innego, bliskiego Ci jest dla mnie zrozumialy. Zdecydowana wiekszosc ludzi, cokolwiek robi z wlasnej, nieprzymuszonej woli, to robi to dla innych, nie dla siebie.
          Spojrz na to, co robisz, to, co mowisz, prace, co jest motorem dzialan, i dojdziesz do wniosku, ze zawsze jest to jakis czlowiek.
          Syn, maz, zona, przyjaciolka, wspolpracownik, zleceniodawca....
          Nawet, to, ze napisalas na forum, to, co napisalas to dlatego, ze chcialas sie tym podzielic z innymi.
    • hansii jest wiele rzeczy , ktore nie sa iluzja... 07.02.14, 16:08
      las, jezioro, laka, ROWER, slonce i dobre alkohole.
      i czasami inni ludzie zupelnie nie sa do tego potrzebni.
      no moze jako dodatek, albo jeden z elementow.
      • witchland Re: jest wiele rzeczy , ktore nie sa iluzja... 07.02.14, 18:13
        Moze byc tak.... Moglabym wsiaknac w nature i las...jeziora. Tak na dlugo.

        • hansii wcale tego nie zalecam... 07.02.14, 22:25
          witchland napisała:
          Moglabym wsiaknac w nature i las...jeziora. Tak na dlugo.


          wcale tego nie zalecam...
          tylko wskazuje, ze drugi czlowiek dla innego czlowieka jest jednym z elementow Natury

          a nie wylacznym celem

          fiksacja (na kogokolviek/ na cokolviek) nikomu nie sluzy.
          • witchland Re: wcale tego nie zalecam... 08.02.14, 11:36
            Zgadzam sie, warte zapamietania.
    • mila2712 Wprost przeciwnie.... 07.02.14, 20:23
      Doceniam każdy darowany dzień

      Ludzie....ludzie są nam potrzebni by przejść przez życie. Dajesz - otrzymujesz. Prosta zasada.
      To od nas zależy jak wykorzystamy szansę.
    • jan_stereo Re: Jestem wściekła na życie... 07.02.14, 20:50
      nie ma nawet drugiego czlowieka, jeno przemijanie, co jest w sumie fajne ;"))
      • witchland Zastanowilabym sie czym jest 07.02.14, 21:03
        to przemijanie... Dla mnie wiedzacej, ze nic nie trwa wiecznie,
        pociecha staja sie slowa profesora Michala Heller, ktory powiada ze czloiwek jako genetycznie ulozona biologiczna 'maszyna' ze swoim kodem- bliski jest rownaniom matematycznym, w ktorych jest zapis jego egzystencji, bytu i na nowo bytu....Kod ten wpisany w Uniwersum istnieje na zawsze....a wraz z nim my.
        • jan_stereo Re: Zastanowilabym sie czym jest 07.02.14, 21:12
          My nie istniejemy na zawsze, co najwyzej atomy w nas przebywajace, ale to nie my przeciez, bo nasza istote tworzy tylko i wylocznie, nasz wlasna unikalna swiadomosc, naszego istnienia, bez niej, nie ma nas i zaden kod matematyczny (wymyslony glownie celem pocieszenia tych w depresji) tego nie odmienia.

          Nie ma sie co pocieszac na zapas, jak juz zyc nie bedziesz, wowczas, bedziesz miala kompletnie gdzies co sie dzieje pozniej. Pomysl sama, wiele sie przejmowalas przed swoim narodzeniem ? No nie....
          • nvv Re: Zastanowilabym sie czym jest 07.02.14, 21:38
            Kwestia świadomości daje mi do myślenia od jakiegoś czasu.

            Gdyby można było mi zmienić pamięć, podmienić z inną osobą płaty skroniowe (załóżmy, że w nich jest cała pamięć/historia i że taka operacja byłaby możliwa) z witchland, to czy to byłbym ja, czy ona?

            Podobne pytanie filozoficzne: jeśli można by sklonować mózg z wszystkimi jego stanami, albo nawet mnie całego, a mnie uśmiercić, to czy ten obok (identyczna kopia) to byłbym ja? Ten obok byłby przekonany, że jest mną...

            Z jeszcze innej strony: mamy dwie półkule. Po lobotomii (przekrojeniu połączeń, taką operacje czasem się robiło aby powstrzymać napady padaczkowe) jedna półkula może rysować jedną ręką, druga grać na pianinie i jedna zasadniczo nie jest świadoma tego co robi druga. I załóżmy, że to mi się stało. Którą półkulą jestem? Obiema, ale... jeśli mówisz do lewego ucha, to rozmawiasz z inną częścią mnie, a do prawego ucha z jeszcze inną częścią mnie... obie te części mogą być samo-świadome, a jednak dość niezależne.

            Takie rozważania skłaniają mnie do hipotezy, że jest tylko jedna "świadomość" (jedno "ja"), budzi się do życia w wielu tymczasowych formach niezależnie i równolegle.
            • ijonaa.tichy Re: Zastanowilabym sie czym jest 07.02.14, 21:56
              Bo to świadomość jest pierwsza w stosunku do mózgu, ona go tworzy, takim jaki jest i nim powoduje. Jest czymś nadrzędnym.

              Mózg sam w sobie jest niesamowicie skomplikowany i wszelkie te ustalenia, że ta część odpowiada za to, a tamta za tamto są dość umowne. Ustalenia na podstawie aktywności ośrodka w danej jego części.
              Ale są też doświadczenia, podczas których usuwano szczurom stopniowo ten organ i obserwowano, czy i jakie zachowały funkcje. Okazało się, że wszystkie, bez względu na fragment mózgu i jego ilość. Wychodzi na to, że jego natura jest holograficzna; jak i samego kosmosu ;)
              • nvv Re: Zastanowilabym sie czym jest 07.02.14, 22:39
                > Bo to świadomość jest pierwsza w stosunku do mózgu, ona go tworzy, takim jaki j
                > est i nim powoduje.

                Dlaczego tak uważasz?

                Być może tak jest, ale patrząc na mózg, to wygląda że to mózg tworzy świadomość.
                (Samo)-świadomość powstaje w tych najbardziej wyrafinowanych obszarach (najwyższych, bo na mózg można patrzeć warstwami: mózg "gada" z popędami, potem układ limbiczny, potem kora mózgowa), szczególnie w "Superior frontal gyrus" i DLPFC i okolicach.

                Samo-świadomość też może być mniejsza (np. po alkoholu, po obudzeniu się), zerowa (np. podczas snu, w śpiączce, w upojeniu alkoholowym) lub większa, zależnie od pobudzenia tych obszarów. Świadomość jest raczej dodatkiem, bajerem, który może jest efektem ubocznym ewolucji
                • ijonaa.tichy Re: Zastanowilabym sie czym jest 07.02.14, 22:56
                  Tak uważam, bo tak jest :)) Świadomość (dusza) tworzy mózg. On zaś jest narzędziem poprzez który (świadomość) się wyraża i tyle ;)

                  Ale! Nie sposób dowieść ani tego ku czemu ty się skłaniasz, ani tego ku czemu ja.
                  Mózg jest nazbyt skomplikowany - dla naszej cywilizacji jeszcze długo będzie.
                  Moją hipotezę potwierdzają np. znaczne różnice intelektualne między rodzeństwem czy choćby śmierć kliniczna (i inne tego typu stany: OOBE, telekineza, telepatia, prekognicja & so on). A także ... jakaś taka silna intuicja. No i osobiste doświadczenie ;) które miałam, kiedy na jawie na kilka sekund zobaczyłam siebie z góry, jakby z innego wymiaru.
                  Byłam taką świadomością poza ciałem, do którego wtedy poczułam odrazę nota bene. (Nie straciłam przytomności, nie byłam upita ani "upalona" - sytuacja miała miejsce na lekcji w podstawówce).
                  No ale przez coś podobnego trzeba przejść samemu, nie liczę na to, że (zaimpregnowane) ludzkie mózgi mi uwierzą na słowo ;)
                  • nvv Re: Zastanowilabym sie czym jest 07.02.14, 23:49
                    > Tak uważam, bo tak jest :))

                    I za to lubię kobiety. Kobiece "Bo tak!" nokautuje.

                    Jednak na poważniejsze tematy wolę rozmawiać z facetami, choć oni mają tę wadę wrodzoną, że nie są kobietami.
                    • ijonaa.tichy Re: Zastanowilabym sie czym jest 08.02.14, 23:58
                      > > Tak uważam, bo tak jest :))
                      >
                      > I za to lubię kobiety. Kobiece "Bo tak!" nokautuje.
                      >
                      > Jednak na poważniejsze tematy wolę rozmawiać z facetami, choć oni mają tę wadę
                      > wrodzoną, że nie są kobietami.

                      Napisałam to żartobliwie ;)
                      Ale używałbyś raczej argumentów ad rem lub ad iudicium niż lecieć tymi ad hominem ;)


                      > Być może tak jest, ale patrząc na mózg, to wygląda że to mózg tworzy świadomość.
                      (Samo)-świadomość powstaje w tych najbardziej wyrafinowanych obszarach (najwyższych, bo na mózg można patrzeć warstwami: mózg "gada" z popędami, potem układ limbiczny, potem kora mózgowa), szczególnie w "Superior frontal gyrus" i DLPFC i okolicach.

                      Nie możesz (nie możemy) tego stwierdzić patrząc "na mózg".
                      Mamy w mózgu różnego rodzaju ośrodki, dwie półkule itp. ale nie da się z całą pewnością pokazać paluchem miejsca, w którym "stacjonuje" świadomość" (po wycięciu której człowiek czy zwierz już tej świadomości pozbawion będzie ;) - patrz eksperyment ze szczurami).


                      > Samo-świadomość też może być mniejsza (np. po alkoholu, po obudzeniu się), zerowa (np. podczas snu, w śpiączce, w upojeniu alkoholowym) lub większa, zależnie od pobudzenia tych obszarów. Świadomość jest raczej dodatkiem, bajerem, który może jest efektem ubocznym ewolucji - ewoluowanie możliwości planowania, zgadywania co czują inni, itp. wymusiła tak rozbudowaną sieć neuronową, że zaczęła być samo-świadoma.

                      To również twoje własne "pomysły" - li & tylko ;)
                      "Raczej dodatkiem" dobre sobie ... :)

                      Po mojemu ;) świadomość jest jak pianista, a mózg jak pianino do którego on zasiada. Od kunsztu grającego (świadomości; duszy - jej stopnia zaawansowania) zależy to, co z tego instrumentu wydobędzie. Bo mózgi każdego z nas mają - równie - niewykorzystany potencjał.
                      Więc może to raczej świadomość powoduje, że w danym mózgu sprawniej zachodzą procesy elektryczne, że mamy do czynienia z mózgiem geniusza, który budową nie różni się niczym specjalnie od mózgu przeciętniaka. Bo sekret i przyczyna leżą gdzie indziej (czytaj: w świadomości właśnie).
                      Dlatego często przeciętnie inteligentni ludzi mają super zdolne dziecko a geniusze wychowują osoby mniej od nich sprawne i kumate ;)


                      > Z punktu widzenia neuropsychologii, to samo-świadomość to po prostu "zapętlenie" sieci neuronów, tzn. część neuronów zamiast analizować bodźce ze świata zewnętrznego, analizuje część procesów wewnętrznych (myśli) - neurony zaczynają sobie zdawać sprawę z własnego istnienia i myślenia, z funkcjonowania jako "ja". Jesteśmy samo-świadomi tylko wycinka naszego "ja", jest w "naszym" mózgu mnóstwo procesów i myśli których nie jesteśmy świadomi.

                      To mnie tak śmieszy, że nie mogę :-DD
                      "Neurony", te b. skomplikowane, wymyśliły sobie, że teraz będą samoświadome ... ;)
                      Acha-acha.
                      To świadomość jest prymarna! Koniec kropka ;)
            • witchland Re: Zastanowilabym sie czym jest 07.02.14, 22:53
              Podobne pytanie filozoficzne: jeśli można by sklonować mózg z wszystkimi jego stanami, albo nawet mnie całego, a mnie uśmiercić, to czy ten obok (identyczna kopia) to byłbym ja? Ten obok byłby przekonany, że jest mną...

              No i tu jest problem, nie da sie sklonowac takiego mozgu, ze wszystkimi jego stanami. Pewnie byloby to zbedne, wszak stany umyslu i emocji wiele ludzi ma dosc podobne. A nawet sposob przezywania, czy widzenia spraw oraz wiadomo swiatopoglad, itd.
              Ale mysle ze z czasem bylbys to Nowy Ty, dlatego ze twoj sposob postrzegania tego swiata, zdolnosci, genetycznie odzyskana wrazliwosc i co najwazniejsze tzw. neurony lustrzane mialbys identyczne.
              Czyli bylbys nowa forma 'radyjka' przez ktore dalej bys nadawal siebie- jednak juz nie byloby tej samej swiadomosci, ktora miales dawniej, ze wzgledu na uplyw czasu, ktorego nie mozna zawrocic... Nie da sie przywrocic do zycia dnia wczoraj raz przezytego, dlatego ma to ogromna wartosc- umiec sie cieszyc, kazdym dniem, czy chwila....
              Tak ze, samoswiadomosc czlowieka jest zwiazana z jego czasem. To wlasnie ten czas jest tym elemnetem co nas ksztaltuje na duchowy sposob poprzez innych ludzi, kulture, sytuacje.

              Polecam ciekawskim wyklady Michala Heller, mozna czesc ogladnac na YT.
          • witchland Re: Zastanowilabym sie czym jest 07.02.14, 22:35
            ja bym takiego podejscia do sprawy jednak nie miala. Jest ono napewno w jakims tam stopniu poprawne dla racjonalnego myslenia...Ale ma w sobie wiele niedopowiedzen.
            Troche na inny temat chcialam pisac...:=)))
            • gocha033 bez sensu. 08.02.14, 08:51
              witchland napisała:
              > Troche na inny temat chcialam pisac...:=)))

              no to pisz (na ten inny temat), a nie rob uwag/wycieczek intelektualnych - bez sensu.
        • mona.blue Re: Zastanowilabym sie czym jest 07.02.14, 23:34
          Człowiek ma duszę nieśmiertelną, która będzie żyła wiecznie.
          • nvv Re: Zastanowilabym sie czym jest 07.02.14, 23:53
            > Człowiek ma duszę nieśmiertelną, która będzie żyła wiecznie.

            Też tak uważam, tyle że widzę jedną "duszę", co de facto (jeśli jest prawdą) jest totalną sprawiedliwością: co uczynię drugiemu, to sobie czynię.
            • witchland Re: Zastanowilabym sie czym jest 08.02.14, 11:59
              Wtedy wchodzimy w pojecie Boga, stworcy nas i calego wszechswiata, natury, w ktorej zyjemy i ktorej jestesmy czescia...
              Nas ksztaltuje nasza czasoprzestrzen. Bog natomiast jest poza wymiarem czasoprzestrzeni. jest to wymiar czasowy, ktorego my naszymi zmyslami nie jestesmy w stanie pojac, ani rozpoznac...Natomiast w pojeciu Boga istnieja, moga istniec, wszystkie wymiary i czasy rownoczesnie. To co znamy: nasza przeszlosc, terazniejszosc i przyszlosc razem. A oprocz tego moze byc jeszcze jeden, czy nawet kilka wymiarow kompletnie poza naszym zmyslowym postrzeganiem. Zupelnie nie wkodowanym w nasza ludzka logike pojec.

              Wiec jezeli nasza swiadomosc jest jednym ciagiem istnienia- poza czasem, to znaczy, ze na plaszczyznie wymiaru Boga, nasze zycie z ta swiadomoscia jaka mamy obecnie, juz sie wykonalo.Ba, gdzies tam w jego wymiarze moze istniec nastepne zycie i samoswiadomosc oraz, nastepne i tak bez konca, w naszym pojeciu. Zagadka staje sie wtedy pytanie- Po co? Dokad to zmierza? W jakim celu?
              • mona.blue Re: Zastanowilabym sie czym jest 08.02.14, 12:11
                Aby osiągnąć zbawienie, życie wieczne w szczęśliwości, w obecności Boga i innych ludzi, w tym najbliższych.
              • nvv Re: Zastanowilabym sie czym jest 08.02.14, 12:46
                Ja tam nie wchodzę w pojęcie Boga, wchodzisz szama. ;>

                Tzn. mi pojęcie Boga niczego nie wnosi, nie rozwiązuje żadnej zagadki. Dla mnie to jak założenie, że za drzwiami stoi czarodziej z magiczną mocą i przez niego dzieje się wszystko to na co akurat nie znajduje racjonalnego wytłumaczenia, bo brakuje mi jeszcze wiedzy.

                Np. rozważania, że musiał istnieć Bóg aby stworzyć świat przesuwają tylko paradoks ze świata na Boga, tzn. pojawia się pytanie kto w takim razie stworzył Boga. Podchodzę do tego agnostycznie, tzn. ten świat po prostu jest. Zmienia się. Może są światy równoległe, może jest życie poza Ziemią, może ten świat zmienia formę, kurczy się do nieskończoności, potem "wybucha" i się rozszerza, potem znowu kurczy się likwidując się i potem tworząc się na nowo. Pytasz w jakim celu. A ja odpowiadam: tak po prostu. Bez celu, po prostu jest, zawsze był i będzie, co najwyżej w innej formie.

                Aczkolwiek myślę, że subiektywnym celem żywych form jest mieć szczęśliwe życie. Tyle, że najpierw trzeba sobie stworzyć to szczęśliwe życie, okiełznać problemy, zebrać wiedzę, zbudować zaufanie, zrozumienie, itd. Myślę, że ten "raj" o którym wspominają religie, to tworzymy sobie tutaj, na Ziemi
    • 1lapaz Re: Jestem wściekła na życie... 07.02.14, 22:58
      kochać to znaczy zyc w iluzjji i poddawanie tego jakiimkolwiek ocenom jest dziwaczne z punktu widzenia osoby czujacej bardziej...
    • nativeau Re: Jestem wściekła na życie... 08.02.14, 13:41
      piekny post. Jest tylko jedno ale. Skoro jak wynika z twego postu ze sa ludzie bardziej dla naz wygodni niz inni, to dlaczego nie wybrac tych lepszych niz tych lepszych inaczej? Wszystkich nie uszczesliwimy wg twojej opinii, wiec moze warto byc bardziej selektywnym w naszych wyborach?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka