Dodaj do ulubionych

nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam...

13.04.14, 09:00
Blagam was o pomoc bo nie radze sobie. To co sie dzieje to wegetacja...
Mam 19 lat. Zdradzilam mojego chlopaka. Pół roku temu. Zauroczył mnie tamten chlopak chwilowo. Spotkaliśmy się pare razy ale do niczego nie doszło. Zerwałam wtedy z moim chłopakiem, bo czułam się winna. Po tym zerwaniu była jakaś impreza. I tam sie stało. Byłam pijana. Przespałam się z nim. I żałowałam tego od pierwszej chwili. Otworzyłam oczy. Że jestem idiotką. Mój chlopak o niczym nie wie. Nie chce mi się dalej opisywać. To i tak nie ma znaczenia. Nie moge z tym żyć. Nie mogę się przyznać choć to niby byłoby moralnie najlepsze ale jak mogę zranić człowieka który tak mnie kocha? Sprawić mu uraz do konca życia. Nie potrafie też odejść bo jest dla mnie wszystkim. To co zrobiłam było największym błędem mojego życia, w życiu go nie powtórze. Zniszczyłam swoje życie już na zawsze. Przekreśliłam tą niewinność. Nie radzę sobie z tym, budzę się z bólem brzucha, płaczę codziennie, myśle o tym w każdej chwili. Wiem że on mi nie wybaczy. Wiem że nie powinnam zrzucać tego ciężaru na jego barki. Ale odejść bez powodu kiedy on sam widzi że go kocham? Żyć w kłamstwie? Nie wiem co robić, mam wrażenie że świat mi się zawalił. Że przez głupotę zniszczyłam swoje życie.
Obserwuj wątek
    • nvv Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 13.04.14, 09:36
      Grzeczne dziewczynki idą do nieba. Niegrzeczne idą gdzie chcą.
      • ona12346 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 13.04.14, 09:59
        Proszę o radę... Wiem co zrobiłam. Wiem jakie skutki przynosi zdrada. Ale nie potrafię znieść myśli, że właśnie oto stanę się przyczyną ogromnego cierpienia człowieka który kocha mnie tak mocno. Po stokroć wolałabym sama być zraniona niż być w sytuacji takiej jak teraz. Do końca życia dźwigać ciężar czyjegoś bólu. Nie widzę sensu w niczym. W ciągu dnia nie robie nic, czekam jedynie na spotkania z nim. Myśle o tym jak bardzo zniszczę mu życie jeśli się przyznam. Planowaliśmy wspólne życie. On cieszy się kiedy może pokazać mi kawałeczek świata. Jest we mnie wpatrzony. A ja brzydzę się sobą. Brzydzę się! Czuje się jak kawał ście**a.
        • nvv Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 13.04.14, 10:39
          Niedawno zamieszkałem (raczej tymczasowo) blisko... czegoś
          • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 15.04.14, 13:00
            nvv napisał:


            > Istnieją faceci, którzy chcą kobiety seksualnie wyzwolone (mamy już XXI wiek).
            > Mamy też zwierzęcą naturę i od nas zależy czy się będziemy jej wyrzekać (przyno
            > sząc sobie cierpienie), czy akceptować, a nawet korzystać na plus.
            >
            a to ciekawe zdanie - wyrzekać się zwierzęcej natury i to jako przyczyna cierpienia? ha ha ha a przyszło szanownemu panu może do głowy,że tej natury wcale nie trzeba się wyrzekać i nie cierpieć przy tym? Co to za problem zmienić partnerkę jak juz ta się "znudziła"? Oszczędzając przy tym CIERPIENIA drugiemu człekowi / w tym wypadku partnerce /
        • nanie2 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 13.04.14, 10:56
          Ty żartujesz czy budujesz sobie dramat primadonny do odegrania na scenie? Ludzie zdradzali, zdradzają i będą zdradzać i ranić, jesteś jakimś anielskim wyjątkiem? Pochlebiasz sobie. 19 lat to żaden wiek rozsądku a pójście do łóżka z obcym facetem po sprzeczce się zdarza nawet i mądrzejszym. Ale to dobry wiek, żeby przestać budować urojenia na temat wielkich miłości i zejść na ziemię : tam, gdzie kryzysy w związkach się zdarzają, gdzie się je przezwycięża razem, a związki tworzą ludzie a nie anioły. Zamiast odgrywać w sobie dramatyczne sceny i się pochlebnie kajać nie lepiej po prostu się przyznać, uczciwie rzecz przedstawiając, przyjąć konsekwencje i poczekać na decyzję partnera- bo, zauważ w swojej niedojrzałości-że to wolny człowiek i że nie jest Twoją własnością. Nigdy nikogo na własność mieć nie będziesz. Bo przecież nie o jego życie się boisz ale swojej samotności i prawdy o swoim związku i o jego miłości, która być może aż tak silna nie jest jak sobie roisz.
          • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 15.04.14, 12:54
            nanie2 napisała:

            > Ty żartujesz czy budujesz sobie dramat primadonny do odegrania na scenie?

            hmm,a Ty po pierwszej zdradzie nie czułaś niesmaku i wyrzutów sumienia?

            Ludz
            > ie zdradzali, zdradzają i będą zdradzać i ranić, jesteś jakimś anielskim wyjątk
            > iem? Pochlebiasz sobie.

            Ten pierwszy raz może było i Tobie przykro prawda? Ale potem zdradę przyjęłaś juz jako "normę"? Więc po co w takim układzie budować coś stałego? Twoja wrażliwość jest doprawdy powalająca :)))
        • perfum powoli, samo przejdzie 13.04.14, 16:52
          ona12346 napisał(a):
          > Proszę o radę... Wiem co zrobiłam. Wiem jakie skutki przynosi zdrada.

          - zadnych, jezeli nikt o tym nie wie.

          Ale nie potrafię znieść myśli, że właśnie oto stanę się przyczyną ogromnego cierpienia
          człowieka który kocha mnie tak mocno.

          - a co mu takiego robisz, ze on cierpi o niczym nie wiedzac ?

          Czuje się jak kawał ście**a.

          - po jednej zdradzie ?
          ludzie robia gorsze rzeczy ,a potem staja na nogi...
          powoli, samo przejdzie, a tylko sie nie wygadaj.
          bo dopiero wtedy bedzie poruta.
    • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 13.04.14, 22:04
      Ona
      A kto ci każe mu coś mówić, jak się zdradziło to pod żadnym pozorem tego nie mówić, bo to skończy związek, lub straumatyzujesz osobę którą lubisz. Co ty sadystka jesteś?. Nie mówi się i wszystko się ułoży jeśli ci i jemu zależy.
      • ona12346 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 14.04.14, 20:47
        Proszę was bardzo o jeszcze jedną rade na sucho, konsekwencje poniosę sama. Przyznam się. Najgorsze co zrobiłam to stosunek... Czy powiedzieć że oprócz tego było kilka spotkan? I o kilku pocałunkach?... To trwało naprawdę krótko ale czasu nie cofnę. Co się stało to się nie odstanie. Powiedzieć mu wszystko jak na spowiedzi czy tylko o jednym najgorszym incydencie? Nie wiem co jest właściwe, nie wiem czy jeśli zacznę mu sypać szczegółami to nie będzie zrzucanie swojej winy na jego barki...
        • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 14.04.14, 21:57
          Ona
          Czy ty masz problem ze zrozumieniem że takich rzeczy się nie mówi wogóle?
          A ty chcesz mu jeszcze szczegóły opowiadać co ty jesteś sadystyczna święta inkwizycja?
        • hansii ilesz Ci trzeba mowic... 14.04.14, 22:36
          ona12346 napisał(a):
          > Proszę was bardzo o jeszcze jedną rade na sucho, konsekwencje poniosę sama.

          - ilesz Ci trzeba mowic, ze nie poniesiesz zadnych konsekwencji, jezeli o tym nie powiesz ?
          Pojdz, wyspowiadaj sie i powoli sprawa sama sie ulozy...

          Przyznam się. Najgorsze co zrobiłam to stosunek...

          - alez on (sam w sobie) wcale nie jest taki zly... a niekiedy nawet bardzo przyjemny...

          I o kilku pocałunkach?... To trwało naprawdę krótko

          - no jak krotko, to o czym mowic... ?
          Mowi sie tylko o takich trwajacych 2 godziny...

          czy jeśli zacznę mu sypać szczegółami to nie będzie zrzucanie swojej winy na jego barki...

          - tak bedzie. i zachowaj te wiedze tylko dla siebie i ewentualnie dla przyjaciolek...
          te z pewnoscia sie uciesza, bo tez by tak chcialy...
          • ona12346 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 15.04.14, 13:18
            Decyzję podjęłam taką a nie inną bo uważam że ukrywanie prawdy byłoby gorsze. motałam się strasznie, między wyrzutami sumienia, oszczędzaniem mu bólu a szczerością. Po prostu, chłopak ma prawo zadecydować czy chce być z osobą która była w ogóle zdolna do czegoś takiego. W innym przypadku tak jakby jest ze mną, ja się oszukuję że mu dobrze (a to tylko złudzenie), on mi ufa bezgranicznie a fundamentem jest kłamstwo. Tak jakbym miała go za upośledzonego psychicznie, tu już nie chodzi tylko o zrzucenie na niego ciężaru.
            Tylko... pomijając to wszystko...
            Do stosunku nie doszłoby gdyby nie ten przeklęty alkohol. Ale co z faktem że ja się z tym chłopakiem właśnie jeszcze kilka razy przed imprezą spotkałam i całowałam? Coś mi podpowiada że jak już powiedziałam o jednym to muszę wywalić i tamto, bo bez wątpienia to też była zdrada. Chcę tamten epizod wymazać z pamięci, żałuje tego, na tego chłopaka nie mogę patrzeć. Zrozumiałam kilka ważnych rzeczy, nauczyła mnie tamta sytuacja sporo. Ale udawać że nic nie było?
            O seksie po alkoholu powiedziałam. Rozmowa była krótka, niemiła, czeka nas kolejna. On chce podjąć jakąś decyzje. Czy mówić o reszcie? Proszę o te rady bo się motam... Bo sumienie mi mówi że te spotkania też mają ogromne znaczenie. Nie oszukuję się, chłopak mi się fizycznie podobał. I swoją drogą robił wszystko by zaciągnąć mnie do łóżka. Głupia byłam, chciałam chyba sobie udowodnić swoją wartość, nie wiem...
            • ankaskakanka14 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 15.04.14, 13:33
              wiesz co czułaś - co czuje Twój facet - wyciągnij wnioski PRZEDE WSZYSTKIM ZAPAMIĘTAJ EMOCJE które temu towarzyszyły ,a na wypadek gdybyś wolała jednak wielu partnerów - to bez sensu tworzyć coś stałego :)))
              pozdrawiam :)))
            • bardotka35 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 15.04.14, 16:37
              Ona
              No to skończyłaś związek ale on jeszcze może się mścić , czyli naprzykład zaprosi ciebie do knajpy i ci zapłaci publicznie żeby otoczenie wiedziało kim jesteś, za usługi seksualne, sam będzie teraz się za innymi rozglądał, już połowa kolegów wie że jesteś dupodajka, zrobiłaś najgłubsze co można wogóle zrobić. Czyli aby podnieść wartość w swoich oczach jedynie, uczepiłaś się że szczerość wyrównoważy to co zrobiłaś, nie licząc się z tym że ta twoja szerość bardzo go skrzywdzi. Zapatrzona w siebie aby dodać sobie wartości jedynie w twoich oczach skopałaś chłopaka i teraz zacznie się kosznar.
              • ankaskakanka14 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 15.04.14, 17:14
                bardotka35 ha ha ha od razu czarny scenariusz piszesz - dlaczego? Z pewnością nie będzie mu się łatwo pogodzić ale dlaczego zakładasz,że zechce sie mścić? I to w dodatku w tak szczeniacki sposób?
                Jeżeli urządzi jej awanturę no to będzie musiała to przyjąć "na klatę" jako konsekwencję swojego postępowania - doprawdy uważasz,że szczerość to coś złego?
                A gdyby się teraz np. okazało,że go czymś zaraziła? To nie tylko miałby do niej żal ale mógłby ją nawet znienawidzić raz za to,że zdradziła drugi raz za to,że go naraziła na chorobę.
                A tak ma szansę na przebaczenie / o ile facet mądry i doceni szczerość / swojej głupoty i lekcję na przyszłość :)))
                • ona12346 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 15.04.14, 17:28
                  Znam mojego partnera. Nie jest msciwy, poza tym jego reakcja swiadczy o tym ze chce mi wybaczyc. I teraz to jest jego decyzja. Jesli zdecyduje sie zyc ze mna to bez zadnych zludzen. Tylko prosze was o rade jeszcze w tej drugiej kwestii... Jezu tak sie boje tej rozmowy.
                  • bardotka35 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 15.04.14, 18:30
                    Ona
                    On jeszcze nie przetrawił tego co usłyszał teraz dopiero się zacznie. Zamiast myśleć tylko o sobie aby poprawić swój wizerunek bo tylko do tego ci ten chłopak służy, trzeba było pomyśleć jak on się może poczuć , to facet będzie twardy ale zacznie z niego i tak to wychodzić i pewnie odejdzie. Bo jest tylko narzędziem w twoich oczach byś sobie poprawiała wizerunek, ty nic do niego nie czujesz dlatego tak ci łatwo poszło a teraz szukasz głupka który ci powie że jesteś wspaniała. On zrozumie że go wykorzystujesz.
                    • ankaskakanka14 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 15.04.14, 19:09
                      bardotka35 napisał(a):

                      > ty nic do niego nie czujesz d
                      > latego tak ci łatwo poszło

                      o kurde bardotka35 siedzi w myślach "ona" i wie co ona czuje?
                      ha ha ha a co ja czuje bardotka35?

                      Widocznie przeanalizowała / dojrzała emocjonalne / swoje uczucia wobec niego i wyszło jej na to,że jednak go kocha :))) / cokolwiek to znaczy /
                      • bardotka35 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 15.04.14, 22:28
                        Anka

                        kokieteria.pl/2013/07/nie-mow-o-zdradzie-partnerowi/

                        "Może Was zaskoczę, jednak… moim zdaniem o zdradzie nie powinno się mówić drugiej osobie. Tak samo radzi wielu psychoterapeutów czy psychologów (zachęcam poszperać w Internecie, można dowiedzieć się wiele na ten temat). Jeśli czyta ten wpis osoba, która została zdradzona i dowiedziała się o tym z ust ukochanej osoby – na pewno rozumie, co mam na myśli. Jasne, lepiej dowiedzieć się o tym od osoby, która nas zdradziła, ale – nie ukrywajmy - niezbyt wiele to zmienia. Szczerość w związku jest bardzo ważna, ale WAŻNIEJSZE jest dostarczanie szczęścia ukochanej osobie.

                        Skoro zdradziliśmy MUSIMY żyć z tą myślą do końca życia. Niech to będzie nasza kara. Po co mamy iść na ŁATWIZNĘ i od razu wyśpiewać wszystko drugiej osobie? Jest to dla mnie szczyt egoizmu. Super, poczujemy się lepiej, może nawet sami sobie wybaczymy i będziemy OCZYSZCZENI, jednak to, co oznacza zostać zdradzonym może powiedzieć tylko osoba, która tego doświadczyła.

                        Wszystko co było wcześniej po prostu wali się jak domek z kart, a zaufanie odfruwa gdzieś tam daleko. Nie wspominając już o pewności siebie, która zniża się do poziomu ZERO. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że osoba zdradzona czuje się gorzej, niż zdradzająca. Ot, taki paradoks.
                        • ankaskakanka14 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 15.04.14, 22:47
                          Ty bardotka nie rozumiesz chyba jednego? Zdrada może pociągnąć np. ciąże,chorobę - czyli istnieje szansa,że partner tak czy tak sie dowie lub spotka np. byłego kochasia. Mam sie całe życie karać za głupotę jaką jest zdrada i skazywać partnera,że po latach może sie dowiedzieć?
                          Daj spokój.

                          ja nie jestem masochistka aby męczyć siebie i sadystka aby coś takiego fundować osobie zwłaszcza tą którą "kocham" Tutaj wchodzi etyka moralność a mi sie już nie chce tego tematu ciągnąc.
                          pozdrawiam :)))
                          • bardotka35 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 15.04.14, 23:04
                            Anka
                            Jesteś na psychologii i psychologowie radzą nie mówić bo to jest sadyszczenie...się, egocentryzm. Jeśli ci zależy to mu inaczej wynagrodzisz, jak widzisz tylko swój pępek to skaczesz na nim nie widząc że go krzywdzisz bo ty chcesz się lepiej poczuć. A reszta to spekulacje czy zdrada wypłynie czy będzie ciąża, bo to już inny problem.
                            • ankaskakanka14 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 16.04.14, 08:51
                              bardotka35 napisał(a):

                              > Anka
                              > Jesteś na psychologii i psychologowie radzą nie mówić bo to jest sadyszczenie..
                              > .się, egocentryzm. Jeśli ci zależy to mu inaczej wynagrodzisz, jak widzisz tylk
                              > o swój pępek to skaczesz na nim nie widząc że go krzywdzisz bo ty chcesz się le
                              > piej poczuć. A reszta to spekulacje czy zdrada wypłynie czy będzie ciąża, bo to
                              > już inny problem.

                              Nie ciąża i inne to nie jest inny problem :)) to jest właśnie ewentualny problem wypływający z jej głupoty - cóż gdybym stanęła przed wyborem egocentryzm / jak Ty to nazywasz / czy zakłamanie wybór byłby oczywisty :)))
                              • bardotka35 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 16.04.14, 14:38
                                Anka
                                A gdzie ona pisze że jest w ciąży.? Zresztą jedna trzecia mężczyzn wychowuje nie swoje potomstwo, ostatnio w niemczech afera była i zakazano badań DNA na życzenie, bo sądy przepełniono wnioskami o rozwody.
                                • ankaskakanka14 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 16.04.14, 15:54
                                  bardotka35 napisał(a):

                                  > Anka
                                  > A gdzie ona pisze że jest w ciąży.? Zresztą jedna trzecia mężczyzn wychowuje ni
                                  > e swoje potomstwo, ostatnio w niemczech afera była i zakazano badań DNA na życz
                                  > enie, bo sądy przepełniono wnioskami o rozwody.

                                  No i widzisz jaki skutek przemilczanego ewentualnego faktu ? Rozwód,a gdyby taki wiedział od razu to ma możliwość wyboru i niekoniecznie musiałoby skutkować rozwodem :)))

                                  już teraz wiem dlaczego mój tato zawsze mi powtarzał / aż do znudzenia :D / ŻE ZAWSZE PRAWDA I TYLKO PRAWDA.Skubany udało mu sie mnie zakodować :)))
                                  Kiedyś przyszło mu płacić za mnie mandaty dość poważna kwota za jazdę bez ważnego biletu - był zły nawet nie za mandat,bo każdemu zdarzyć się może ale,że mu nie powiedziałam bo miał kolegę co mógł załatwić. ha ha ha było mi przykro naprawdę przykro bo widziałam jak bardzo ciężko pracował - patentem było znalezienie sobie "kolegi" kanara ha ha ha

                                  ona masz tu kilka wersji do Ciebie należy,którą wybierzesz :))) co zrobisz i jak to zrobisz - jednak pamiętaj,że jedno zdarzenie,słowo pociąga za sobą inne zdarzenia i sytuacje :)))
                                  • bardotka35 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 16.04.14, 17:22
                                    Anka
                                    No gdyby nadal nie wiedziali to by nie wyli o rowód, dlatego zabroniono DNA badać w niemczech prywatnie tylko na zlecenie sądu bo się wszyscy zaczeli badać, a oliwy do ognia dolała debilna psychologia ewolucyjna, która sobie ubzdurała że facet odrzuci nie swoje dziecko. Tak jakby nie dziecko tylko plemniki były najważniejsze, nie wychowanie i kochanie ale zapłodnienie i wkońcu prawo opanowało ten debilizm.
                                    • ankaskakanka14 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 16.04.14, 18:01
                                      ok/przyjmuję do wiadomości,że musisz mieć ostatnie zdanie :D
                                    • hansii to niewiele zmienia 16.04.14, 20:16
                                      bardotka35 napisał(a):

                                      > Anka
                                      > No gdyby nadal nie wiedziali to by nie wyli o rowód, dlatego zabroniono DNA bad
                                      > ać w niemczech prywatnie tylko na zlecenie sądu bo się wszyscy zaczeli badać, a
                                      > oliwy do ognia dolała debilna psychologia ewolucyjna, która sobie ubzdurała że
                                      > facet odrzuci nie swoje dziecko. Tak jakby nie dziecko tylko plemniki były naj
                                      > ważniejsze, nie wychowanie i kochanie ale zapłodnienie i wkońcu prawo opanowało
                                      > ten debilizm.

                                      - to niewiele zmienia.
                                      te badania mozna sobie nadal zrobic u sasiadow Niemiec.
                                      (oczywiscie za stosowna oplata...)
                                      bogaci i zdesperowani - nada osiagna, co chca...
                                      tylko szaraczkowie i przecietniacy beda mieli trudniej.
                • bardotka35 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 15.04.14, 18:21
                  Anka
                  To nie jest szczerość, sobie tomuś w swoim domuś, czyli egocentryzm, który przejmuje się tylko swoim tłustym dupskiem. Czy ona pomyślała że zrani drugą osobę tym co mu powiedziała, no nie. Ma to głęboko gdzieś chce w swoich oczach nabrać wartości że jednak jest lepsza niż jest. On za to zacznie wyobrażać sobie jak imprezowa dziewczyna piszczała - wsadź mi i on sapał aż mu okularki zaparowały, dosiadł klacz i ujeżdzał-. Nigdy to nie wróci do normy, jak się chodzi na boki to się oszczędza cierpienie kogoś kogo się lubi, można inaczej to wynagrodzić, ale trzeba też myśleć nie tylko o sobie. To że zdradziła to nic nie znaczy zdarza się , to że powiedziała to dopiero skandal.
                  • ankaskakanka14 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 15.04.14, 19:03
                    bardotka35 napisał(a):

                    > Anka
                    > To nie jest szczerość, sobie tomuś w swoim domuś, czyli egocentryzm, który prze
                    > jmuje się tylko swoim tłustym dupskiem.

                    ha ha ha to Ty tak to widzisz :)) powodów dla których powinno być się szczerym podałam kilka :)) według Ciebie moja wersja to egocentryzm / sprawdzała znaczenie tych słów? / no w Twoim przypadku totalne zakłamanie.Rozumiem,że usprawiedliwiasz iż męża w c h u ja robiłaś dopóki majtek nie znalazł? ha ha ha
            • ankaskakanka14 Re: ilesz Ci trzeba mowic... 15.04.14, 17:40
              szczegółów to bym sobie oszczędziła po co?
            • hansii powiedz moze, z czego zyjesz ? 15.04.14, 23:50
              bo majac 19-cie lat niektorzy ciezko musza pracowac na chleb...
              jestes na utrzymaniu rodzicow ?
              gdyz p....lenie w okolko o jednej chwili zapomnienia zaczyna byc zenujace.
              • ona12346 Re: powiedz moze, z czego zyjesz ? 16.04.14, 06:19
                Widze ze zaczyna sie ostra krytyka. Ale za te konstruktywne opinie dzíekuje. I racja, nie siedzicie mi w glowie. Przejelam sie ta sprawa nie dlatego ze mi sie nudzi, no ludzie.,. I jakos ciezko bylo mi przejsc nad tym do porzadku dziennego tak jakby nic sie nie stalo, dla jego dobra,.( ?)
                • gocha033 Re: powiedz moze, z czego zyjesz ? 16.04.14, 14:24
                  ona12346 napisał(a):
                  I jakos ciezko bylo mi przejsc nad tym do porzadku dziennego tak jakby nic sie nie stalo,
                  dla jego dobra,.( ?)

                  No to moze teraz bedzie Ci latwiej.
    • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 15.04.14, 17:24
      ona
      słusznie,że mu powiedziałaś - mogłoby sie wydarzyć kiedyś np. że Twój spotyka się w jakiś tam okolicznościach z tym co seks robiłaś i od słowa do słowa Twój obecny dowiaduje się,że był zrobiony w konia./ kłamstwo ma zawsze krótkie nogi :D/Wtedy nie liczy się,że tylko raz i że było Ci przykro - liczy się,ze w ogóle coś takiego było i że mu nie powiedziałaś - kurde ale też czarny scenariusz wysnułam :D

      pozdrawiam :)))
      • ona12346 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 15.04.14, 18:21
        to już nie kwestia szczegółów tylko no może powinien wiedzieć że było coś przed seksem... Nie wiem, chyba po prostu skrócę to jak najbardziej się da.
        Boje się, nie wiem jak mu spojrze w oczy, nie wyobrażam sobie tego spotkania. Jednocześnie już za nim tęsknie i kiedy staram się przygotować na ewentualność, że odejdzie to ciężko mi wyobrazić sobie jak to wszystko miałoby wyglądać bez niego. Zresztą, to już i tak nie będzie to samo...
        • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 15.04.14, 19:05
          ona
          no na wyrzuty sumienia to ja Ci już nic nie poradzę.
    • marta_51 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 08:34
      Do autorki
      dziewczyno, jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej uczciwości. Podjęłaś najlepszą decyzję, jaką w tej sytuacji moim zdaniem mogłaś i to wbrew poradom bardziej doświadczonych. Nie tyle bowiem zdrada niszczy związek, co kłamstwo - wyznane uczciwie da się wybaczyć, jeśli partner kocha naprawdę. Na swoje usprawiedliwienie masz, że stało się to w czasie, kiedy rozstałaś się ze swoim chłopakiem. Nie przejmuj się tak bardzo, przyjmij do wiadomości, że Tobie też może zdarzyć się coś złego i głupiego, czego potem żałujesz, tak jak wszystkim. Nie rozdzieraj teraz szat, szkoda czasu na zadręczanie się, z błędów trzeba się uczyć wyciągać wnioski na przyszłość.
      Intuicja dobrze Ci podpowiada, trzeba wyznać wszystko, niekoniecznie ze szczegółami, ale chwilowego zauroczenia nie powinnaś zatajać, myślę. Wierzę, że chłopak Ci wybaczy, zasługujesz na to swoją uczciwością. Ocaliłaś to, co najważniejsze, mogłaś przecież wybrać zakłamanie stając się tchórzliwą hipokrytką - jak większość ludzi. To by zniszczyło nie tylko związek, ale z czaseem i Ciebie. Tak trzymać, polegaj na swojej intuicji.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i cieszę się, że są takie dziewczyny na świecie.
      • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 09:18
        marta_51 napisała:

        stając się tchórzliwą hipokrytką - jak wię
        > kszość ludzi.

        Bardzo trafnie ujęte :)))
        • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 14:55
          Anka
          Podjeła najbardziej egocentryczną decyzje w swoim życiu, ale tępych lafirynd skupionych tylko na sobie jest tu więcej, którym świat zawęża się jedynie do swojego tyłka, relatywizują egocentryzm w moralność. Psychoanaliza polega na tym że odkrywa się iż pod naszymi szlachetnymi z pozoru uczynkami kryje się coś zupełnie innego i to jest uczciwość. Lafiryndy do uczciwości nie są zdolne. Odrazu widać że z kobiety co mówi że zdradziła nie będzie stać na zmianę, bo ona cały czas myśli jedynie o sobie i kolejna impreza i jak to się stało że znowu majty spadły.
          • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 15:09
            bardotka35 napisał(a):

            > Anka
            > Podjeła najbardziej egocentryczną decyzje w swoim życiu, ale tępych lafirynd sk
            > upionych tylko na sobie jest tu więcej, którym świat zawęża się jedynie do swoj
            > ego tyłka, relatywizują egocentryzm w moralność.

            lub zakłamanych idiotek :)) które popadają w zakłamanie kłamstwo ciągnie kłamstwo aż w pewnym momencie przestają rozróżniać co już jest kłamstwem, a co prawdą - > współczuję.

            prowokacja powinnaś mieć na drugie imię :D
          • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 15:11
            bardotka35 napisał(a):

            Odrazu w
            > idać że z kobiety co mówi że zdradziła nie będzie stać na zmianę, bo ona cały c
            > zas myśli jedynie o sobie i kolejna impreza i jak to się stało że znowu majty s
            > padły.
            dlatego pisałam koleżance,że jeżeli potrzebuje wielu partnerów to tworzenie czegoś stałego mija się z celem! Czytasz czasami moje posty?
            • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 15:27
              Anka
              Jaka prowokacja zdzieranie faszu. Nie pomyślała co poczuje osoba dowiadująca się, tylko myśli o sobie by poczuć się lepiej, pod tą niby uczciwością kryje się jedynie troska o swoje samopoczucie a gdzieś ma samopoczucie innego i tym samym nadal tak funkcjonując jest potęcialną nadal zdradzającą, bo ona nie myśli co czuje ten drugii. Trochę wódy i znowu majtki polecą.
              • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 16:05
                Anka
                Na tym polega ten fałsz katolicki w którym mają funkcjonować kobiety. Takie kobiety myślą że jak mają pragnienia seksualne to trzeba za nie przepraszać i błagać o wybaczenie, tym samym im więcej prawią o moralności i uczciwości tym bardziej nią chcą zakryć prawdziwe swoje oblicze, malują swoją prawdziwą twarz w oczekiwaną twarz aniołka i co makijarz się rozmaże dbają natychmiast o jego poprawianie, tak są skupione na poprawianiu tego makijarzu że każdego podepczą byle tylko makijarz aniołka wygłądał przyzwoicie. Mamy osobę oderwaną od swojej prawdziwej twarzy, od tego czego pragnie i czym jest i jaka jest w sytułacji z innym, ważne aby makijarz trzymał się należycie i faceci mają na to nazwę Lafiryndy. Ona powie o zdradzie to myśli..że poprawi swój wizerunek a że przy tym zadepcze wszystko w imię poprawiania makijarzu to nie jest to już dla niej widoczne. Odrerwie się od prawdziwej sytułacji która nastąpiła i od prawdziwych przyczyn tego co się dzieje w związku, czy jakie ma potrzeby które samoczynnie znalazły ujście.
                • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 16:38
                  bardotka35 napisał(a):

                  > Anka
                  > Na tym polega ten fałsz katolicki w którym mają funkcjonować kobiety. Takie kob
                  > iety myślą że jak mają pragnienia seksualne to trzeba za nie przepraszać i błag
                  > ać o wybaczenie,

                  Napisze po raz któryś - pokaż mi prawdziwego katolika,chrześcijanina,który żyje w zgodzie z zasadami z którymi się utożsamia?

                  tym samym im więcej prawią o moralności i uczciwości tym bardz
                  > iej nią chcą zakryć prawdziwe swoje oblicze, malują swoją prawdziwą twarz w ocz
                  > ekiwaną twarz aniołka i co makijarz się rozmaże dbają natychmiast o jego popraw
                  > ianie, tak są skupione na poprawianiu tego makijarzu że każdego podepczą byle t
                  > ylko makijarz aniołka wygłądał przyzwoicie. Mamy osobę oderwaną od swojej prawd
                  > ziwej twarzy, od tego czego pragnie i czym jest i jaka jest w sytułacji z innym
                  > , ważne aby makijarz trzymał się należycie i faceci mają na to nazwę Lafiryndy.
                  > Ona powie o zdradzie to myśli..że poprawi swój wizerunek a że przy tym zadepcz
                  > e wszystko w imię poprawiania makijarzu to nie jest to już dla niej widoczne. O
                  > drerwie się od prawdziwej sytułacji która nastąpiła i od prawdziwych przyczyn t
                  > ego co się dzieje w związku, czy jakie ma potrzeby które samoczynnie znalazły u
                  > jście.

                  w jakim Ty świecie żyjesz? gdzie masz te "moralne" katoliczki? Większość kieruje się instynktem / zamiast rozumem / w tej kwestii.
                  Gdyby faktycznie istniała jakakolwiek moralność świat byłby inny - i napisze jeszcze raz wcale nie trzeba sie wyrzekać swojej natury / zwierzęcej / aby żyć w zgodzie ze swoim sumieniem.
                  Chociaż zakładam,że nie jesteś w stanie chyba pojąc? o czym ja piszę w ogóle.
                  • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 17:26
                    Anka
                    Ten wątek to moralność katolicka w imię swojej prawdy po trupach, tkwimy w niej...i początki psychonalizy to było DEMASKOWANIE KATOLICKIEGO FAłSZU. Zachciało się wam nauk watykanu stajecie się samozakłamani.
                    • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 17:43
                      bardotka35 napisał(a):

                      > Anka
                      > Ten wątek to moralność katolicka w imię swojej prawdy po trupach, tkwimy w niej
                      > ...i początki psychonalizy to było DEMASKOWANIE KATOLICKIEGO FAłSZU. Zachciało
                      > się wam nauk watykanu stajecie się samozakłamani.

                      No akurat TA PRAWDA ma swoje uzasadnienie - poczytaj o czym piszę i jak to uzasadniam.
                      i jeszcze jedno nie jestem katoliczką ani moralistką tylko żyję już trochę na tym świecie - sama popełniałam wiele błędów przez głupotę i strach.I ku mojemu nieszczęściu posiadam zdolność do analizy powiązaniu skutku z przyczyną oraz analizie co mogłoby być gdybym zrobiła lub nie w danej sytuacji - ile mogłoby to zaoszczędzisz przykrych sytuacji dla mnie i bliskich mi osób - jeżeli to wszystko utożsamiasz z watykanem i ogółem KK to powodzenia życzę :)) i dużo zdrówka
                      • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 18:00
                        Anka
                        Żyjemy w moralności katolickiej dlatego polacy są coraz bardzie obłudni i fałszywi bo tym się kończy ta moralność. Nawet ateiści są moralni po katolicku w tym kraju bo trzeba myśleć i wychodzić z fałszu którym zasmrodzono nam dzieciństwo a z myśleniem to polacy są bardzo nie ten teges.
              • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 16:31
                bardotka35 napisał(a):

                > Anka
                > Jaka prowokacja zdzieranie faszu. Nie pomyślała co poczuje osoba dowiadująca si
                > ę, tylko myśli o sobie by poczuć się lepiej,

                zaś nie doczytałaś lub nie zrozumiałaś? A gdyby tak wyszło na jaw,że zdradziła przypadkiem? To w takiej sytuacji jakby ten chłopak sie poczuł? Myślisz,ze lepiej jak w tej sytuacji,że dowiedział sie od niej?
                Masz bardzo dziwne pojęcie tego "co lepsze"
                • ona12346 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 17:00
                  O ciazy nie ma mowy bo to sprawa sprzed pol roku. Nie zaluje ze powiedzialam bo nie zrobilam tego zeby poprawic sobie samopoczucie. Gdyby chodzilo o moje samopoczucie to po prostu bym nie powiedziala, zapomniala i zyla beztrosko. Nie moglam sobie poradzic bo wiedzialam ze wyjawienie prawdy jest nieuniknione. Dlaczego? Bo moj chlopak ma prawo samodzielnie zadecydowac czy chce byc z osoba ktora zdradzila. To nie jest malzenstwo z 20 letnim stazem i dziecmi. To zwiazek z ktorego on ma prawo zrezygnowac. Watpie ze ktokolwiek stawiajac sie na jego miejscu wolalby byc oszukiwamy.
                  • perfum no to nie wontp... 19.04.14, 17:14
                    ona12346 napisał(a):
                    Watpie ze ktokolwiek stawiajac sie na jego miejscu wolalby byc oszukiwamy.

                    no to nie wontp...
                    jezeli bylo to jednorazowe i do tego szczerze tego zalujesz - to po co mi taka wiedza.
                    wolalbym byc oszukiwany - a nie rozpamietywac to w sobie...
                  • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 17:38
                    Ona
                    I co się dalej stało po tym pół roku. ?Zwróć uwagę że ty tylko prawisz o moralności a nie myślisz o samopoczuciu drugiego człowieka, moralność która krzywdzi w konsekwenci drugiego człowieka jest niemoralna. Na tym polega ten fałsz że regułki przedkładasz nad losem drugiej osoby, jak zaślepiony biurokrata któremu statystycznie wychodzi, ale kosztem wielu obywateli i on też jest przekonany że dobrze robi, ci co mieli z nim doczynienia chcą go powiesić. Moralność musi być ludzka, kiedy staje się regułkami jest pusta i niemoralna bo nie patrzy na ludzi.
                • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 17:19
                  Anka
                  Ona ma tylko kaca
                  On bardzo będzie cierpiał i rozpamiętywał.
                  Ona jesli go lubi nie mówi mu co zrobiła żeby nie cierpiał bo jej na nim zależy, bierze wszystko na swoją klatę.
                  Egocentryczna lata i poprawia sobie makijarz moralny depcząc przy okazji partnera , tym samym nadal nie widzi drugiej osoby czyli dać jej jeszcze jedną dobrą impreze i tak popłynie.
                  • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 17:37
                    bardotka35 napisał(a):

                    > Anka
                    > Ona ma tylko kaca
                    > On bardzo będzie cierpiał i rozpamiętywał.

                    Ty czytasz jej posty ze zrozumieniem?
                    • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 17:47
                      Anka
                      Tak czytam
                      Ona- histeria , popsuł mi się makijarz moralny .
                      On- od jej poprawiania makijarzu moralnego się zwija kopany po bebechach, bo to on przeżywa ból zdrady. Ona przeżywa swój makijarz moralny który się trochę sfatygował i myśli że powiedzenie prawdy go naprawi. A tak naprawdę tylko bardziej partnera skrzywdziła bo myśli tylko osobie. Jest jak św inkwizycja w imię naszej "prawdy" na stos.
    • witchland Łoj lala tralllala łoj oj łoj... 19.04.14, 18:10
      Nio niunia nie przesdadzaj z ta magisterią...w końcu twój chłopaś kocha cie tak mocno ale i jemu inne się podobaja i to jeszcze jak....Co wiesz co robi kiedy nie jest z toba....

      Zanim wpadniesz do psychiatryka z powodu ...hmmm jakze banalnego....

      Pamietaj, najlepszy członek zespołu to członek uzbrojony w kondom....
    • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 20:35
      Ona
      Najpierw psycholog to będzie puntk 1. A tekst drugi ksiądz Knotz , tak ten jeszcze wmiarę sensowny to punkt 2.

      1.
      Olga Markowska: Pani Barbaro, w sytuacji, w jakiej się Pani znalazła, niestety, nie ma prostego rozwiązania. Trzeba rozważyć wszystkie za i przeciw. Proszę postawić się w sytuacji męża i zastanowić się, jak zareaguje, gdy dowie się o zdradzie.
      Na pewno będzie to dla niego silny cios, poczuje się mocno zraniony. Czy na pewno chce Pani narażać go na taki ból? Z kolei zatajenie zdarzenia nie będzie łatwym wyjściem dla Pani. Oznacza bowiem życie w kłamstwie i poczucie, że skrzywdziła Pani najbliższego człowieka.
      Jednak to, co się stało, już się nie cofnie. Dlatego warto wybrać rozwiązanie najlepsze dla waszego związku i waszej rodziny, zwłaszcza dzieci.

      Szczerość w związku na pewno jest bardzo cenna, ale w tym wypadku może ona przynieść wszystkim zainteresowanym więcej cierpienia niż pożytku. Radzę dbać o swoje małżeństwo, okazywać mężowi miłość i przywiązanie, a także starać się nie rozmyślać o tym, co się zdarzyło.

      2.

      A gdy ktoś już zdecydował się ujawnić zdradę?

       

      - To niech w imię prawdy nie mówi szczegółów. Druga strona, gdy się dowie, chce najczęściej wiedzieć kiedy, z kim, jak? Mówi: „Mów prawdę do końca, tyle już kłamałeś”. Potem ta skruszona osoba zaczyna opowiadać wszystkie szczegóły, bo już nie chce kłamać. Potem, dajmy na to żona, która dostała taki „złoty strzał”, nie śpi po nocach, wyobraża sobie, jak to było, kojarzy fakty. Mąż, który nie myślał o niej, gdy ją zdradzał, nadal nie myśli, bo mu „spowiedź” przynosi ulgę. Jemu, nie żonie, która jako ofiara przeżywa traumę. Ona wpada w depresję, zaczyna chodzić do psychiatry i nie może o tym, co się stało, przestać natrętnie myśleć, cierpi strasznie. Gdy jest totalnie rozbita, on się dopiero orientuje, co z nią zrobił i odkrywa, że gdyby wiedział, co się stanie, do jakiego stanu ją doprowadzi, nigdy by jej nie powiedział. Ludzie kompletnie nie są przygotowani na takie sytuacje. Myślą, że sobie poradzą, ale jest zazwyczaj odwrotnie. Mogą już się nie wyplątać, tym bardziej, gdy zostaną sami bez pomocy z zewnątrz. A tylko mały procent umie pójść do kogoś z prośbą o pomoc.

      "Tydzień temu ciebie zdradziłem, a teraz tak bardzo cię kocham, że ci to powiem, bo chcę, abyśmy byli jednością i wszystko o sobie wiedzieli”. Dlaczego nie informował, gdy jeszcze przed zdradą odpisywał na smsy? W tydzień, to nawet nie można schudnąć, a co dopiero zmienić swoje serce. To jest jakieś nieporozumienie. Trzeba się krytycznie zapytać, skąd taka nagła uczciwość? A może to dziecinada ludzi, którzy nadal nie chcą być odpowiedzialni za swoje czyny i nadal nie przewidują ich skutków? To nie jest życie prawdą, tylko straszny egoizm. Nie idealizujmy tej postawy i nie dopatrujmy się w niej ewangelicznej głębi. Taki małżonek jest nadal skoncentrowany na swoich doznaniach, tym razem tych nieprzyjemnych i chce się ich szybko pozbyć kosztem drugiej strony. Nadal niszczy małżeństwo, które i tak już jest na krawędzi. Ma wtedy tylko alibi, że się już zmienił. Nie mamy do czynienia z żadnym mocarzem ducha kochającym ewangeliczną miłością, tylko człowiekiem, który się pogubił, ma bardzo słabą więź ze współmałżonkiem.
    • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 20:55
      bardotka35 napiszę Ci tak - ja gdy kochałam nie czułam wewnętrznej potrzeby aby chodzić i szukać - inni faceci ot tak po prostu zniknęli z mojego pola zainteresowania i raczej nie miało to nic wspólnego z poczuciem moralności,KK czy jakiś tam innych pierdół którymi argumentujesz swoje stanowisko.


      • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 21:01
        Anka
        Jak nie rozumiesz co piszę to nie jest dziwne że widzisz bałagan.
      • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 21:06
        zawsze jest jakaś osoba,która jest "naj" z tych wszystkich pozostałych i to tej własnej osobie chce się darować to co najlepsze z siebie. to tyle w tym temacie.

        ty jak chcesz możesz sie kierować instynktami,które jak czytam są głównym twoim motorem działania i funkcjonowania - jednak istnieją tacy których nie dominuje instynkt zwierzęcy a jeżeli mi zas napiszesz,ze hipokrytka czy skrzywiona przez KK to Cie wyśmieję .
        • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 21:25
          Anka
          O czym ty piszesz, problem zdrady opisuje i mamy tu egocentryczną osobę która stara się nas nabrać jak strasznie pokutuje. Bo zdradzając nie myślała o chłopcu swoim, mówiąc mu nadal nie myślała i mu sprzedała bombe, bo sobie swój wizerunek kosztem chłopca chciała poprawić. Jak narazie niedociera więc już nawet ks. Knotaz wkleiłam który pisze to co ja. Bo może drugiego tak nie potraktuje, zrozumie swój egocentryzm lub zrozumie że jej potrzeby to wole związki, a nie stały i się przestanie samooszukiwanać. A ty już tak bredzisz że to nowa teoria chaosu bardzo chaotycznego.
    • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 21:17
      zresztą z Twoich wypocin wnioskuje,ze wszystkiemu winne KK - ja twierdze inaczej - winna chciwość,zazdrość,obłuda itp.itd. obecnie w/w rządzą i świat wygląda jak wygląda a jak wygląda to chyba wiesz?
    • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 19.04.14, 21:34
      bardotka35 bredzisz to Ty obarczając wina "moralność" która według Ciebie jest obłudą i hipokryzja? Zganiasz winę na KK dobrze,ze nie na samego "boga" łacha ha ha - jeżeli wali w uja jej spawa .
      Moze i pisuję chaotycznie - jednak nigdy nie jednotorowo jak Ty - zero elastyczności umysłu.

      • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 20.04.14, 00:28
        Anka
        Ale co masz pod tą niby uczciwością autorki, najpierw zdrada bo nie myśli poważnie o drugiej osobie, a następnie atomówkę w ryja, a kogo to obchodzi że się chłopak traumatyzuje, mało ci to jeszcze szczegóły opowiem, czyli bach go w dyby i łamanie kołem, bo ja mam czuć się dobrze i jesteś mi do tego dobrze potrzebny, abym poprawiła sobie makijarz moralny na swojej twarzy. Po każdym jej czynie widać skandaliczną niemoralność, po trupach po celu. Makiweli aż oczy z zachwytu w grobie otwiera jak kogoś można skopać i twierdzić że jest się jeszcze moralnym i uczciwym. Nie daj Boże takiej moralności.
        • hansii I tu masz racje, Barbie... 20.04.14, 11:37
          bardotka35 napisał(a):
          po trupach po celu.

          nic dodac, nic ujac.
          • ankaskakanka14 Re: I tu masz racje, Barbie... 20.04.14, 11:48
            bardotka35 ty chyba sama jesteś skrzywiona przez kk - wewnętrzna potrzeba życia ze swoim sumieniem w zgodzie nie ma nic wspólnego z moralnością - będę Ci to pisać aż do skutku :))) A to,że powiedziała prawdę? to chyba lepiej jakby miał się dowiedzieć od kogoś - oczywiście wtedy tez mogłaby sie wyprzeć ale to następne kłamstwo i tak jedno kłamstwo pociąga za sobą drugie kłamstwo aż w końcu taka osoba przestaje odróżniać co jest prawdą a co nie jest i żyje w fikcji iluzji tego świata jak pozostałe 99%
            Tobie może się to podobać tobie może być z tym wygodnie co nie znaczy,że innym musi :)))


            • bardotka35 Re: I tu masz racje, Barbie... 20.04.14, 15:43
              Anka
              Ile można ci pisać że ta uczciwość to pozory pod którą kryje się egocentryzm, ale dlatego tak szczytuje na tą uczciwość autorka bo to hipokryzja ,która ma ukryć prawdziwe postępowanie. Skąd ta hipokryzja, co ludzi kształtuje, kapłani z watykanu z ich obłudą i zakłamaniem? Też ładnie mówią ale nieładnie już postępują i mamy tu tyle o uczciwości a chłopak skopany i straumatyzowany, a później chodzi i nienawidzi kobiet.
              • ankaskakanka14 Re: I tu masz racje, Barbie... 20.04.14, 16:44
                bardotka35 napisał(a):

                > Anka
                > Ile można ci pisać że ta uczciwość to pozory pod którą kryje się egocentryzm, a
                > le dlatego tak szczytuje na tą uczciwość autorka bo to hipokryzja ,która ma ukr
                > yć prawdziwe postępowanie. Skąd ta hipokryzja, co ludzi kształtuje, kapłani z w
                > atykanu z ich obłudą i zakłamaniem? Też ładnie mówią ale nieładnie już postępuj
                > ą i mamy tu tyle o uczciwości a chłopak skopany i straumatyzowany, a później ch
                > odzi i nienawidzi kobiet.

                bardotka35 ile razy mam Ci powtarzać,że tak jak Ty widzisz świat - inni wcale nie muszą. Według Ciebie uczciwość to hipokryzja,a według mnie nie .I myślę,że bardziej skopany by sie poczuł gdyby przypadkiem to wyszło na jaw lub gdyby się dowiedział np. że przez ileś lat chowa nie swoje dziecko.A tak ma prawo wyboru przynajmniej.
                • hansii obie macie racje - to dwie strony medalu. 20.04.14, 17:39
                  i obie bendziecie zbawione.

                  Amen.
                • bardotka35 Re: I tu masz racje, Barbie... 20.04.14, 17:44
                  Anka
                  To nie jest mój świat tylko początki psychoanalizy.
                  Pod naszymi szlachetnymi uczuciami kryje się coś innego i nasza autorka przykładowo gra w piłkę i gra samolubnie, ona tylko gra, inni instumentalnie jej muszą podawać . W tym meczu jednak jednocześnie nie ma fauli, przepychanek...i nasz samolub zachwycony głosi to była prawdziwa uczciwa gra. Celowo patrzy nie na to co trzeba , czyli że bez fauli to uczciwie, a naprawdę gra była nieuczciwa bo nikt z nich nie grał i nie chcą z nią grać bo jest samolubna i fałszywa.
                  • hansii sure, Barbie... 20.04.14, 17:47
                    ale nie pisz tyle, bo ja to potrafie 3 razy krociej i prosciej.
                    • ankaskakanka14 Re: sure, Barbie... 20.04.14, 17:56
                      bardotka35 to Twoje zdanie :))) i opinia na jej temat - ja sie czepiłam nawet nie tyle jej i jej postępowania ale samego znaczenia słowa "uczciwość" i uważam,że to nie jest hipokryzja - ale to jak sądzę wynosi się z domu i wzorców w większości przypadków.No i mam świadomość jak hipokryzja zakłamanie jednostek wpływa na ogół.
                      • ankaskakanka14 Re: sure, Barbie... 20.04.14, 17:57
                        i nie rozumiem co Wy tutaj z tym KK? byc może KK ma wpływ na rzesze ludzi lecz ja z pewnością sie do nich nie zaliczam.
                      • bardotka35 Re: sure, Barbie... 20.04.14, 18:09
                        Anka
                        Zachowania SBckie z domu wynieśli, tak wychowani zostali? No nie, zachowania SBckie nałożył na nich system narzucony z góry i tym samym większość ludzi oficjalnie mówiła coś innego niż mówili osobiście. Tak samo jest z klerem oficjalnie mówią o moralności, osobiście walą w odbyty dzieci i katolikami potępiają aborcje a są największą grupą aborcyjną. I teraz wchodzi psychoanaliza która mówi: po czynach ich poznanie. A czyny autorki to egoizm, sobie chciała seksu nie myślała o partnerze, nie zmieniła się tylko poczuła się upadła, to aby sobie poprawić makijarz moralny, czyli dobre o sobie mniemanie, egocentrycznie połamała dybami chłopaka i też nie myślała jak on to przeżyje, jaki ból mu zada. To tak jak zaprasza ciebie do tańca facet i się ociera aby się spuścić bo do tego mu byłaś potrzebna. On rozładowany ty wku...ono-zachlapana z nową sukienką, on zadowolony bo się wyspowiadał na tobie instrumentalnie, rozładował to co mu ciążyło i uczciwie zostawił ślady na twojej sukience a nawet się przyznał że uczciwie ciebie zachlapał. Czy jego uczciwość się z tobą liczy?
                        • ankaskakanka14 Re: sure, Barbie... 20.04.14, 18:24
                          Twoje odnośniki są obłędne - nie wiem co ona myśli czuje - ja tylko wiem jakbym postąpiła w takiej sytuacji i jeżeli nazwiesz mnie hipokrytką która chce sobie poprawić makijaż moralny to Cie wyśmieje :)))
                          Dałam Ci swój przykład z tata jak kłamstwo nieuczciwość wyszła na jaw - jakie były konsekwencje tego - raz finansowe dwa - zaufanie trudno było odbudować.
                          • ankaskakanka14 Re: sure, Barbie... 20.04.14, 18:27
                            i pisząc uczciwość mam na myśli wszystkie relacje ludzkie.
                            • bardotka35 Re: sure, Barbie... 20.04.14, 20:12
                              Anka
                              Nawet ksiądz Knotz to rozumie i patrz:

                              A gdy ktoś już zdecydował się ujawnić zdradę?

                               

                              - To niech w imię prawdy nie mówi szczegółów. Druga strona, gdy się dowie, chce najczęściej wiedzieć kiedy, z kim, jak? Mówi: „Mów prawdę do końca, tyle już kłamałeś”. Potem ta skruszona osoba zaczyna opowiadać wszystkie szczegóły, bo już nie chce kłamać. Potem, dajmy na to żona, która dostała taki „złoty strzał”, nie śpi po nocach, wyobraża sobie, jak to było, kojarzy fakty. Mąż, który nie myślał o niej, gdy ją zdradzał, nadal nie myśli, bo mu „spowiedź” przynosi ulgę. Jemu, nie żonie, która jako ofiara przeżywa traumę. Ona wpada w depresję, zaczyna chodzić do psychiatry i nie może o tym, co się stało, przestać natrętnie myśleć, cierpi strasznie. Gdy jest totalnie rozbita, on się dopiero orientuje, co z nią zrobił i odkrywa, że gdyby wiedział, co się stanie, do jakiego stanu ją doprowadzi, nigdy by jej nie powiedział. Ludzie kompletnie nie są przygotowani na takie sytuacje. Myślą, że sobie poradzą, ale jest zazwyczaj odwrotnie. Mogą już się nie wyplątać, tym bardziej, gdy zostaną sami bez pomocy z zewnątrz. A tylko mały procent umie pójść do kogoś z prośbą o pomoc.

                              "Tydzień temu ciebie zdradziłem, a teraz tak bardzo cię kocham, że ci to powiem, bo chcę, abyśmy byli jednością i wszystko o sobie wiedzieli”. Dlaczego nie informował, gdy jeszcze przed zdradą odpisywał na smsy? W tydzień, to nawet nie można schudnąć, a co dopiero zmienić swoje serce. To jest jakieś nieporozumienie. Trzeba się krytycznie zapytać, skąd taka nagła uczciwość? A może to dziecinada ludzi, którzy nadal nie chcą być odpowiedzialni za swoje czyny i nadal nie przewidują ich skutków? To nie jest życie prawdą, tylko straszny egoizm. Nie idealizujmy tej postawy i nie dopatrujmy się w niej ewangelicznej głębi. Taki małżonek jest nadal skoncentrowany na swoich doznaniach, tym razem tych nieprzyjemnych i chce się ich szybko pozbyć kosztem drugiej strony. Nadal niszczy małżeństwo, które i tak już jest na krawędzi. Ma wtedy tylko alibi, że się już zmienił. Nie mamy do czynienia z żadnym mocarzem ducha kochającym ewangeliczną miłością, tylko człowiekiem, który się pogubił, ma bardzo słabą więź ze współmałżonkiem.
                              • hansii Barbie... jak ja Cie lubie... 21.04.14, 03:10
                                tym razem w pelni sie zgadzamy.
                                a wracajac do tematu malego seksiku...
                                mysle , ze nikomu z nas on nie zaszkodzi.

                                A Slubna - to jest slepa na jedno oko.
                              • marta_51 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 09:20
                                Bardotka, można tak myśleć, można też całkiem inaczej. Twoje wywody, po raz kolejny powtórzone świadczą, że należysz do większości żyjących wg dewizy "czego oczy nie widzą, sercu nie żal", sankcjonującej powszechne zakłamanie.
                                Mnie bardziej przekonuje porzekadło niemieckie "kto raz skłamał, powinien przyzwyczaić się do mówienia nieprawdy, bo potrzebuje siedmiu kłamstw, żeby zatuszować jedno". Sprawdza się w życiu, znam wielu ludzi, którzy sami nie wiedzą, co w nich jest prawdą, co fałszem. Swiadomie należę do mniejszości, w uczuciach najbardziej cenię autentyczność i prawdę. Rozumiem ludzkie słabości i kochanemu mężczyźnie byłabym w stanie wybaczyć zdradę, ale tylko wtedy, gdyby uczciwie mi ją wyznał. Nic bardziej uwłaczającego mojej godności nie wyobrażam sobie niż sytuacja, kiedy wszyscy wkoło wiedzą o niewierności mojego partnera, wszyscy oprócz mnie - tego nie wybaczyłabym mu nigdy.
                                • ona12346 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 10:00
                                  Wracając do wypowiedzi tego całego księdza Knotza. Czytałam wywiady z nim i chciałam w nie wierzyć. Mówiłam sobie że lepiej będzie mu oszczędzić cierpienia. Tylko że wiedziałam że oszukuje siebie. Bo powtarzam, to nie małżeństwo, które moge zniszczyć i skazać dzieci na rozbitą rodzinę, a związek z którego każda ze stron może zrezygnować. Kłamstwo to kłamstwo i tyle. Każdy ma swoje zdanie na ten temat, ale ja inaczej nie potrafię. I nie dam sobie wmówić że jestem egoistką przez to co zrobiłam. Ok, ok, zdradziłam, zawaliłam. Mam pełną świadomość swojego czynu. Ale cholera, czasu nie cofnę, a ludzie popełniają błędy. Mogę się biczować do końca życia, ale nic z tym już nie zrobię. Zraniłam go nie mówiąc prawdę, ale ZDRADĄ. Kłamstwo byłoby ucieczką od konsekwencji. Właśnie to kłamstwo byłoby egoistyczną próbą zatrzymania go przy sobie za wszelką cenę. Tyle w temacie.

                                  A chłopak mi wybaczył. Tak po ludzku. Nawet się tego nie spodziewałam. Raczej byłam przygotowana na rozstanie.
                                  • marta_51 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 10:41
                                    ona, już wcześniej pisałam, że robisz słusznie postępując uczciwie, zgodnie z tym, co podpowiada Ci intuicja. Mówiąc prawdę nie traci się zaufania, lecz je zyskuje. Potwierdza to reakcja Twojego chłopaka.
                                    • perfum alez zaufanie nie jest potrzebne w relacjach. 21.04.14, 15:15
                                      - potrzebna jest wspolnota celow...

                                      a istnieja tkzw: Notlüge/nieszkodliwe klamstwa, by uniknac prawdy, ktora nic nie daje, a boli.
                                      .
                                      forum.gazeta.pl/forum/w,16,150622226,150622226,_Zwiazki_to_nie_zaufanie_to_Interesy_i_cele_.html
                                    • bardotka35 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 17:32
                                      Marta
                                      Widzę że do zakłamanców nawet ksiądz niedociera. Prawda w tym wątku to egocentryzm który myśli tylko o sobie , tym samym by nadal być egocentryczny i myślący tylko o sobie będe niedojrzale usprawiedliwiała się " niby uczciwością" . To takie wysoki sądzie ukradłem, przebacz , no jak powiedziałem to już mogę iść dalej kraść? Bo przynanie nie sądowi przyniosło ulgę i okradzionym tylko kradnącemu który chce jeszcze wmówić że przynanie go zmieniło a czego od niego chce niedobry sąd i okradzeni, to bydlaki jak się przyczepili. Szczyt obłudy i zapatrzenia w siebie.
                                      • marta_51 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 18:27
                                        bardotka, przeczytałam parę Twich postów z różnych wątków i nie podzielam ani jednego poglądu, ani jednej myśli. Na to, co sobą reprezentujesz, mam jedno określenie: kołtun.
                                        Autorka wątku to przy Tobie uosobienie uczciwości i moralności.
                                        • bardotka35 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 18:33
                                          Marta
                                          To że jesteś zapluta w kłamstwie i rozrywasz rzeczywistość na : co innego mówie: co innego widzimy, to domena obłudników, zawsze zaprzeczać temu co widzimy ładnym racjonalizacjami naszych wad. Nie jest dziwne że świat przewrócony na samokłamstwie jest dla ciebie prawdą. Ale no niestety samochody nie jeżdzą kołami do nieba a kołami do ziemi.
                                          • marta_51 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 18:38
                                            "zapluta w kłamstwie"!!! Idiotka w dodatku z fatalnymi manierami. Na przyszłość będę cię omijać szerokim łukiem i mam nadzieję na wzejemność. Szkoda słów po prostu.
                                            • bardotka35 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 18:48
                                              Marta
                                              To musisz wydrapać oczy wszystkim psychologom i nawet księdzu Knotowi bo jednym churem śpiewają że to egocentryzm a nie żadna uczciwość. Egocentryzm widzimy a co słyszymy, racjonalizacje, samooszustwa na temat uczciwości. Bo jedyna tu uczciwość to :mój kochanym mam ciebie w dupie i dlatego ciebie zdradziłam , mam ciebie w dupie i dlatego ci o tym powiedziałam,aby ciebie przekonać że jestem lepsza . To brak odpowiedzialności za swoje czyny, niedojrzałe unikanie prawdziwych powodów swojego zachowania. Ale tak mają obłudnicy że mają tak zakłamany świat, że wszystkie racjonalizacje chcą uważać za prawdę a konsekwencje są coraz gorsze.
                                              • ankaskakanka14 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 18:53
                                                bardotka zdefiniuj znaczenie słowa "uczciwość" i odnieś sie do jakiegoś przykładu - ciekawa jestem co te słowo oznacza w Twoim pojęciu :)))

                                                • bardotka35 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 19:06
                                                  Anka
                                                  W tym wątku uczciwe to : jestem egoistka z nikim i niczym się nie licze, a racjonalizacje czyli kłamstwa to: powiedziałam co zrobiłam mogę czuć się lepsza, moralna, święta, kanonizujcie mnie za to co powiedziałam. Czyli samooszustwo które przesuwa uwagę z z jednego miejsca w drugie. Jak z grą w piłkę , nikt nie jest zadowalony bo jedna osoba grała samolubnie, ale ta osoba krzyczy , że nie było faulii czyli gra był najuczciwsza, chce przekonać siebie i innych że brak fauli to uczciwość gry, a wszyscy widzą że gra była nieuczciwa bo grała samolubnie, gdzie za wszelką cene nie chce tego dostrzeć.
                                                  • ankaskakanka14 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 19:49
                                                    Źle sformułowałam swoje pytanie,że nie zrozumiałaś?
                                                  • bardotka35 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 20:18
                                                    Anka
                                                    A ty wogóle zrozumiałeś jakiś wątek, bo to męczące opisuje już kilkanaście razy to samo co jest proste, a tu jakaś wieś zdziczała twierdzi że jest siedemnasty wiek i samooszustwo to prawda bo się uwierzyło że oszustwo to prawda, a motywy są poniżej tej wiary w przekonanie.
                                                    Przychodzi koleżanka by pożyczyć pieniądze i aby się nie przyznać że nie chcesz jej pożyczyć pieniedzy bo to o tobie będzie źle świadczyło, przenosisz rozmowe na kwiaty w ogrodzie i mówisz czystą prawdę i rady jak dbać o kwiaty. Ale w całej sytułacji jesteś zakłamana bo nie chcesz się źle poczuć z powodu prawdziwych powodów wizyty koleżanki i zachować dobre mniemanie o sobie twierdzisz, -przecież tyle dobrych rad dałam jej na temat kwiatów by przykryć to że jesteś niedobra. Świat buraczki nie jest czarno biały autorka mówi o kwiatach prawdę ale w całej sytułacji jest zakłamana bo nie chodzi o kwiaty ale jej zachowanie realne .
                                                  • ankaskakanka14 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 22:30
                                                    zostawmy, co zrozumiałam,a czego nie :)) zadałam Ci proste pytanie przecież.
                                                  • bardotka35 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 22:49
                                                    Anka
                                                    A ja już milion razy odpowiedziałam , w tym przypadku uczciwość to złudzenie.
                                                  • ankaskakanka14 Re: sure, Barbie... 22.04.14, 08:39
                                                    bardotka35 napisał(a):

                                                    > Anka
                                                    > A ja już milion razy odpowiedziałam , w tym przypadku uczciwość to złudzenie.

                                                    więc w jakich przypadkach uczciwość to nie złudzenie według Ciebie?
                                  • bardotka35 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 17:20
                                    Ona
                                    A to jak nie małżeństwo to można skopać partneta, jak już będziesz uzależniona od jego wypłaty to się zastanowisz.?
                                    Ty tylko najadłaś się skwaśniałego makaronu i chcesz go wyżygać na swojego chłopka. Każdy twój post to brak więzi z chłopakiem i dostrzeganiem że w związku są dwie osoby. Twój związek to ty i instumenty potrzebne by na kogoś wyrzygać skwaśniały makaron i taka jest prawda. Myślisz tylko o sobie i cały czas to potwierdzasz, robisz wszystko nie licząc się z drugim, a jak ci się zachce poprawiać makijarz moralny to jak święta inkwizycja ,według tego że widzę w tobie szatana/ bo ma przez celibat obsesje seksualne/ uczciwie będzie jak brykniesz sobie na stos, ucziwie ciebie spale i szatana.
                                • bardotka35 Re: sure, Barbie... 21.04.14, 17:09
                                  Marta
                                  Skąd tu taka ciemnota.
                                  Pod tą waszą uczciwością dewotki i hipokrytki kryje się egocentryzm. Jedyną uczciwą osobą jestem tu ja bo nie zgadzam się z obłudą.
                                  • hansii Zarozumiałka 21.04.14, 17:21
                                    bardotka35 napisał(a):
                                    Jedyną uczciwą osobą jestem tu ja bo nie zgadzam się z obłudą.



                                    Zarozumiałka - to bedzie dobre na twoj nastepny nick.

                                    Bo to ja mialem przyjemnosc jako pierwszy sie NIEzgodzic.
                                    • bardotka35 Re: Zarozumiałka 21.04.14, 17:50
                                      Hansil
                                      Nie, to kłamstwo że jest uczciwa , aby lepiej się poczuć powiedziała co się stało, zrobiła to tylko dla siebie aby podnieść się we własnych oczach. Prawda jest taka że podczas zdrady i później myśli tylko o sobie, dopóki nie zrozumie prawdy a będzie kłamać o swojej niby uczciwości zniszczy każdy związek. Jest femme fatale. Jak Lady Magbet , zła kobieta, która intrygując zniszczyła wszystkich, a na końcu przyznanie się, dla tych co są głupi oznaczało że nie była zła do końca, a przyznała się żeby jedynie samej lepiej się poczuć, do końca była zła.
                                      • hansii Zarozumiałka - think pink :) 21.04.14, 18:17
                                        ja czesto nie zgadzam sie z samym soba.
                                        i to jest najwyzszy poziom wolnosci.
                                      • ona12346 Re: Zarozumiałka 21.04.14, 21:38
                                        Przepraszam Cię bardzo, ale skoro już zaczynasz wjeżdżać na mnie bezpodstawnie, czy dobrze się czujesz? Na jedną moją wypowiedź mam kilka twoich zarzutów. Po twoich wypowiedziach wnioskuje że twoja praca ma coś wspólnego z psychologią lub psychiatrią, ale nie sądzisz chyba że wiesz o mnie wszystko, bo przeczytałaś kilka mądrych książek? Nie, po kilku moich postach nie masz pojęcia jakim jestem człowiekiem.
                                        Mam gdzieś wypowiedzi psychologów za przeproszeniem z dupy wzięte. Czasem warto myśleć samodzielnie. Masz strasznie wąskie myślenie na ten temat. Nie dopuszczasz możliwości innego rozwiązania problemu niż twój. Poszerz horyzonty to dostrzeżesz że mnóstwo jest ludzi (tak, tych po drugiej stronie również) którzy woleli by znać tę prawdę, bo mają do niej prawo!
                                        Zresztą, istnieje coś takiego jak grzeczna wymiana zdań ludzi o różnych poglądach. Kiedy wchodzę tu i widzę ten hałas to się odechciewa...
                                        • ona12346 Re: Zarozumiałka 21.04.14, 21:40
                                          bardotka35
                                        • bardotka35 Re: Zarozumiałka 21.04.14, 21:49
                                          Ona
                                          Dlatego wkejam ci nawet wypowiedzi księży, którzy murem stoją i bronią takiego stanowiska jak ci pokazuje. To że powiedziałaś to niedojrzałość, brak odpowiedzialności, egocentryzm, samooszustwo że już jesteś dobra bo powiedziałaś. Tu chodzi o zmianę, czyli byś zaczeła w związku dostrzegać też drugą osobe, zmiana postępowania w zachowaniu do drugiej osoby, a ty się uwziełaś że jak powiesz że ukradłaś lizaka to wszysko jest załatwione i odczepcie się odemnie, to fałszywe poczucie winy bo nic nie zmienia, a z taką postawą nadal będziesz kradła lizaki, bo przecież jak wyznam to się odczepią, a ja mogę nadal żyć w samooszustwie. Nie masz więzi z partnerem i jest instrumentem. Jak nie pojmiesz kim jesteś zdradzisz kolejnego...i nic nie zmienienisz.
                                          • ona12346 Re: Zarozumiałka 21.04.14, 22:08
                                            Hm... Czy żebyś mi uwierzyła mam zacząć wklejać wypowiedzi mnóstwa ludzi, którzy mają odmienne zdanie? Księża nie są wyrocznią. Związek tworzy dwoje ludzi? Naprawdę? Wiesz, wcześniej o tym nie myślałam... Nie myśle o tym żyjąc wspólnie, wspierając mojego partnera kiedy trzeba, pomagając mu. Robię to by być cool. Rozgryzłaś mnie ;) Wyciskam z niego ostatnie soki.
                                            Tak ciężko pojąć że nie każdy jest bezuczuciowym głazem? Że można naprawdę popełnić błąd którego się żałuje? I nauczyć się na tyle dużo by go więcej nie popełnić?
                                            Choć poniekąd rozumiem twój punkt widzenia bo sama starałam się wbić sobie do głowy że lepiej żyć w kłamstwie. Nie wyszło. ;) Nie mi.
                                            • bardotka35 Re: Zarozumiałka 21.04.14, 22:28
                                              Ona
                                              A to teraz księża też się nie podobają, no dobra powklejam psychologów od tej pory.
                                              Ja rozumiem że jakaś kobieta mówi: jestem Lady Magbet , zła kobieta, modliszka, demoniczna kobiata, zguba samców i chce taka być. Dla mnie jest prznajmniej szczera. Ale mam alergie na hipokryzje i nie znosze gdy kobieta zła uważa się za dobrą i samooszukując siebie chce też oszukać innych. W pierwszym wypadku wiadomo z kim mamy doczynienia, w drugim nawet trudno to coś zmienić, bo jak z alkoholikiem- ależ ja wcale nie naużywam , a tak na marginesie skąd się znalazłem w tym miejscu?
                                        • hansii ty tesz Zarozumiałka 21.04.14, 22:57
                                          ona12346 napisał(a):
                                          Kiedy wchodzę tu i widzę ten hałas to się odechciewa...

                                          i dobrze. bo postepujesz jak bardotka - majac swoja linie postepowania i udajac,
                                          ze szukasz zrozumienia u innych.
                                          a tymczasem tego zrozumienia wcale nie potrzebujesz, gdyz posiadasz wlasne.
                                          po co ten wontek ?
                                          by sie po babsku wygadac ?

                                          bardotka (a rzadko sie z nia zgadzam)
                                          odpowiedziala ci pieknym za nadobne.
                                          • ona12346 Re: ty tesz Zarozumiałka 21.04.14, 23:30
                                            Zrozumienie to jedno, obrzucanie błotem kogoś kto ma inne poglądy to drugie :) Słuchaj, wiem że źle zrobiłam ale to nie przed forumowiczami będę się kłaniać, biczować, poniżać. Tu szukałam rady. A szukałam jej bo do ostatniej chwili broniłam się przed prawdą i myślałam że ktoś wbije mi do głowy "nie mów prawdy, oszukuj go, trzymaj przy sobie". Bo bałam się go stracić. Ale nie potafiłam i tyle. Gadanie o tym jaka jestem do kości zepsuta już jest nudne. Nawet jeśli przyjdzie mi za prawdę zapłacić kiedyś większa cenę to wiem że nie będę żałować prawdy.
                                            Osoby tutaj reprezentują dwie rózne postawy. Więc logiczne że mając zrozumienie jednych, nie otrzymam go od innych. Zresztą, gdybym teraz pisała o tym jak mi dobrze że jednak nie powiedziałam bo mój chłop nie wie, że żyje ze zdrajcą i jest szczęśliwy, też znalazłaby się rzesza która mnie potępia. U tych z kolei byłabym potworem, kłamcą, egoistką, puszczalską itd. Choć ... teraz też nią podobno jestem. Ale cóż, klikając czerwony znaczek w prawym górnym rogu wracam do codzienności i ja wiem najlepiej jaka ona jest.
                                            Poza tym potrzeba wygadania się nie była niczym złym. Nawet winowajcy czasem mają sumienie. Rady od osób które rozumieją że w moim życiu ich nie ma i starają się coś doradzić nie kierując się emocjami były naprawdę cenne. Tak jak już pisałam, to nie was skrzywdziłam. więc po co te nerwy...
                                            • hansii Re: ty tesz Zarozumiałka 21.04.14, 23:44
                                              ona12346 napisał(a):

                                              > Zrozumienie to jedno, obrzucanie błotem kogoś kto ma inne poglądy to drugie :)

                                              - no barbie tak ma :)

                                              > Słuchaj, wiem że źle zrobiłam

                                              - nie zrobilas niec zlego.
                                              seks jest zawsze piekny, czasami bywa tylko zle ulokowany i nie masz z czego sie tu spowiadac.
                                            • bardotka35 Re: ty tesz Zarozumiałka 22.04.14, 05:21
                                              Ona
                                              To nie ty płacisz tylko on, no nie wytrzymam, płaci za twój egocentryzm. Ale co ciebie to obchodzi przecież nie on jest ważny tylko zawsze ty. To on jest męczenikiem nie TY . Ty chcesz bezczelnością mnie z równowagi wyprowadzić czy co , nie no to szczyt wszystkiego - on jest ofiarą, to nie on ciebie zdradził i zapłuł tym co co zrobił, czy ty go zapłułaś. Ty nie masz innego poglądu , w tym nie ma innego poglądu, gó... nie pachnie aby mieć dowolny pogląd na zapach gówna, gó... capi i poglądy tego nie zmienią, bo poglądowa to ja mogę sobie gadać że jestem na saturnie..bo mi się tak chce , ale to nie zmienia tego że to ziemia. To co prezentujesz to wada a nie dowolny sobie pogląd. Egocentrzym który makijarz moralny dla samego poczucia się lepiej prezentujesz i co spowodowało że zdradziłaś, czyżby ten sam egocentryzm bo miałaś potrzebe? Coś się zmieniło, no nie nadal nie widzisz drugiej osoby, raz zdradzając a następnie poprawiając sobie pseudoszczerościo że da ci ta psedoszczerość rozgrzeszenie, a ciebie że po raz kolejny kogoś skrzywdziłaś, makijarz moralny i samopoczucie twoje przecież najważniejsze.
    • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 21.04.14, 21:24
      Ona
      O kolejny ksiądz ale naważyłaś piwa bo to nie tylko psycholodzy ale i księża
      "

      Jeśli już ktoś dopuścił się zdrady małżeńskiej, to czy powinien powiedzieć o tym małżonkowi?

      Każdy taki przypadek warto rozpatrywać indywidualnie, ale uważam, że zasada ogólna powinna być następująca: jeśli zdradzana strona nie wie, to nie powinno się jej o tym mówić. Zwykle takie zwierzenie zwiększa tylko ból osoby zdradzonej, która najczęściej i tak coś przeczuwa, a dla zdradzającego przyznanie się do winy może wydawać się wystarczającą formą „oczyszczenia” czy „zadośćuczynienia”. Jeśli zdradzany małżonek wie, że został zdradzony, to jasne, że ten, który zdradził, powinien wyznać tę prawdę – z bólem, ze łzami w oczach, z serdecznymi słowami przeproszenia. Jeśli natomiast zdradzany małżonek nie wie o tym, to ten, który zdradził, musi sam mierzyć się z ciężarem winy i grzechu. Kto zdradził, ten nie ucieknie od cierpienia i zawsze będzie nosił w sercu bolesny ciężar. Może natomiast nawrócić się, wyspowiadać, wyciągnąć wnioski i wynagradzać zdradę przez wierność i okazywanie małżonkowi większej miłości niż kiedykolwiek wcześniej. Warunkiem przebaczenia i nawrócenia jest to, że się zmieniam, a nie to, że się „chwalę” moją zdradą. Mój grzech wyznaję Bogu i spowiednikowi, ale niekoniecznie tym, których skrzywdziłem, jeśli oni o tym nie wiedzą i jeśli moja szczerość przyniosłaby im dodatkowe cierpienie."
    • malwi.4 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 21.04.14, 23:13
      "Uczciwie" to by wypadało powiedzieć wszystko; o zauroczeniu i spotkaniach też.

      I tak jak Bardotka uważam, że "ciężar" zdrady w długotrwałym związku powinna nieść tylko jedna strona.

      Bywa zdrada mentalna, fizyczna. Oziębłość emocjonalna wobec drugiej strony to też zdrada.

      Gdy miłość wygasa to powiedzieć należy...

      Liczy się tu i teraz i chęć dopasowywania się wzajemnego.
    • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 22.04.14, 09:25
      ona,a co do oceniania? hmm raczej staram się nie oceniać nikogo - chyba,że ktoś pierwszy zacznie wtedy i ja sobie prawo roszczę,zresztą ja Ciebie nie oceniłam ale Twoje zachowanie / jako głupie,bo ryzykowne /
    • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 22.04.14, 12:06
      a co do bardotki i jej opinii w Twoim temacie? hmm olewałaś jak czytam dość długi czas - i tak podziwiam za cierpliwość, takim jak ona można tylko cierpliwie tłumaczyć jak dziecku :))) i tak masz farta ja zostałam już idiotką itp. a że jestem świadoma ułomności jej umysłu to nie chciało mi sie nawet oddawać :))) zresztą takich bardotek niestety jest multum w świecie - zwłaszcza na necie gdzie dają sobie prawo upust własnej frustracji - przynajmniej tutaj mogą sie poczuć lepiej dowalając innym.Krytykując,wyzywając,podburzając,manipulując itp. itd.
      • ona12346 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 22.04.14, 13:32
        najzabawniejsze jest to że ja szanuje jej poglądy, bo gdzieś tam pokrętnie mają one służyć dobru drugiej strony. Ale już forma w jakiej je przedstawia świadczy o niej. Nie rozumiem jaki jest sens w agresji słownej do osoby, której się nie zna. Ja toleruje raczej kulturalna wymianę zdań. Swojego stanowiska i tak nie zmienie.

        A temat jest bolesny i trudny, ale myślę że nawet o nim można rozmawiać w inny sposób.

        Teraz nie wiem co myśli mój chłopak. On uciął temat, powiedział żebyśmy do niego już nie wracali. Nie będę go męczyć, ciągnąć za język. Jestem jednak gotowa na to że będzie chciał do tego wrócić lub inaczej - wypomni mi to w niedługim czasie w niemiły sposób. Nawet chciałabym żeby to zrobił. Jestem gotowa spełnić każdy jego warunek. Jeśli to tylko będzie konieczne.
        • hansii To krazenie juz zahacza o masochizm... 22.04.14, 15:34
          ona12346 napisał(a):
          >On uciął temat, powiedział żebyśmy do nieg
          > o już nie wracali. Nie będę go męczyć, ciągnąć za język. Jestem jednak gotowa n
          > a to że będzie chciał do tego wrócić lub inaczej
          >
          Nawet chciałabym żeby to zrobił.

          Cale szczescie wyglada na normalnego :)
          Wokol nieprzyjemnych tematow sie nie krazy, jak kura wokol jajka, to tylko je od razu rozwiazuje - albo pozostawia sie je swojemu losowi, gdy rozwiazania nie widac.
        • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 22.04.14, 17:31
          Ona
          A teraz z siebie robisz ofiarę, no ja nie mogę. To nie jest pogląd, nie da się nie mieć ręki i mieć pogląd że ją się ma. Zresztą zrób sobie pogląd że przed tobą nie ma ściany i się rozpędź. To analiza twojego postępowania i jak to ktoś kiedyś powiedział prawda boli najbardziej. Ten egocentryzm którym się popisałaś mówiąc mu o zdradzie by sobie ulżyć, doprowadził wcześniej do zdrady, bo się chciałaś zabawić i granie teraz męczenicy i walczenie o kanonizowane, nie zakryje prawdziwych powodów twojego postępowania.
          • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 22.04.14, 19:29
            no a Ty zamiast tego rzekomego "egocentryzmu" proponujesz jej zakłamanie !
            Czekam na odp. :))) chyba znasz odp. na to pytanie?
            • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 23.04.14, 16:14
              Anka
              Prawda to egocentryzm ty przygłupie jak to zrozumie to może zmienić swoje zachowanie, pieprzenie że zdradziłam to iluzja mająca jedynie polepszyć samopoczucie .
    • ona12346 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 23.04.14, 00:15
      Dalsza dyskusja z toba nie ma najmniejszego sensu. mam momentami wrazenie ze cos ci dolega. W slowach to ty nie przebierasz.
      • hansii Nie zdradzilas. pomilowalas sie. 23.04.14, 01:23
        ona12346 napisał(a):
        > Dalsza dyskusja z toba nie ma najmniejszego sensu.

        z toba tesz nie.
        pomilowalas sie.
        i nie zrobilas nic zlego.
        durnie ciagniesz ten watek.

        a bardotki nie znam.
        an nawet czesto netowo z nia wojuje.

      • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 23.04.14, 16:17
        Ona
        No cóż prawda boli ale dopiero rozumiejąc prawdę można się wyzwolić ,czyli zamiast zakłamywać przyczyny w iluzji że jak powiem to jestem dobra ,zmiana stanowiska.
    • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 23.04.14, 01:20
      bardotka Ty dalej nie wiesz o co pytałam? Ją zostaw i jej historię w spokoju :)) odpowiedz/zdefiniuj co oznacza dla Ciebie słowo 'uczciwość' i te epitety se daruj :))) tez potrafię :))
      • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 23.04.14, 16:19
        Anka
        Tysiąc razy już odpowiedziałam przygłupie, jak niedociera to ile razy poprosisz o wózek który już dostałaś?
    • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 23.04.14, 01:33
      hi hi dyżurujemy :))) spokojnej :)))
    • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 23.04.14, 16:28
      Twoje stanowisko zrozumiałam :))) Ty natomiast mojego nie trudno nic na siłę :))) od tej pory Cię ignoruję,a przygłupa w rodzinie poszukaj.Zresztą to nie ja zaprzeczam sama sobie tylko Ty


      • bardotka35 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 23.04.14, 16:42
        Anka
        Dostałaś wózek i nadal się pytasz kiedy wózek dostaniesz, no co ja ci poradzę na chorobę o nazwie martwica mózgu.?
    • hansii a pravda jest taka, ze gdy swiadomie sie zdradza.. 23.04.14, 16:45
      to sie o tym nie muvi - bo co to za sens, by sobie czynic przyjemnosc, a partnerowi zadawac bol ?

      a gdy zdrada jest nieswiadoma, czyli podjeta pod wplywem chwili i nie planowana
      - to nie jest to zadna zdrada - tylko pomylka zyciowa i dowod ulomnosci wlasnej natury.

      do wlasnych ulomnosci mozna OSTATECZNIE sie przyznac, ale tez lepiej nie - jezeli sprawi sie
      w ten sposob bol partnerowi.
      • bardotka35 Re: a pravda jest taka, ze gdy swiadomie sie zdra 23.04.14, 17:07
        Hansil.
        Prawda - egocentryzm który doprowadził do zdrady bo myśli tylko o sobie, egocentryzm wyrzucił dla własnej ulgi przyznanie, bo myśli tylko o sobie.
        Nieprawda-tworzenie sobie złudzenia że przyznanie jest dodające sobie wartości i dzięki niemu mam prawo do podziwu i kanonizacji, ukrywanie tym samym prawdziwych powodów działania.
        • ankaskakanka14 Re: a pravda jest taka, ze gdy swiadomie sie zdra 23.04.14, 17:09
          ha ha ha
          • bardotka35 Re: a pravda jest taka, ze gdy swiadomie sie zdra 23.04.14, 21:13
            Anka
            Ona chce się przyznaniem dowartościować czyli myśli nadal o sobie. A co doprowadziło do zdrady, ano myślenie tylko o sobie. W przypadku masochisty, który lubi bata, no taki będzie zachwycony- Kochanie kiedy wreszcie mnie zdradzisz abym cierpiał i opowiesz jak, ze sczegółami, ale ona nie powiedziała że jej chłopak to biczownik tylko standart bez limitu.
        • hansii ja to wsio rozumiem, ale... 23.04.14, 17:17
          od kiedy to wlasne EGO jest wazniejsze od wlasnego Interesu ?

          ja tam zreszta EGO nie posiadam, to nie viem - z czym to sie je...

          ale zeby o wlasny Interes nie umiec dbac ?
          • ankaskakanka14 Re: ja to wsio rozumiem, ale... 23.04.14, 17:23
            hansii myślę,że z bardotką będziecie się doskonale rozumieć :))) tylko w razie coś przypomnij by gacie założyła by mąż zaś się nie dowiedział.
            :D :D :D

            Pozdrawiam :)
            • hansii Re: ja to wsio rozumiem, ale... 23.04.14, 20:00
              alesz rozumiemy sie, jako tako...

              brak menza (u niej) zupelnie mi nie przeszkadza.
              nadal jednak nie wiem, dlaczego przeszkadza jej fakt posiadania przeze mnie zony...
              (mimo, ze ta jest slepa na jedno oko)
    • ankaskakanka14 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 25.04.14, 11:24
      Nie wywołuj mnie do tablicy - aby przeforsować swoja ideę,myślenie nazwałaś mnie przygłupem / nie po raz pierwszy zresztą / co jest według mnie prostackie - wbij sobie do tego pustego zakutego łba,że ktoś może myśleć inaczej.
      ******

      A tak swoja drogą ludzie to zadziwiające stworzenia - np. wczoraj dowiedziałam się,ze muszę być milsza aby inni mnie lubili / ha ha ha a czy ja chcę być lubiana i czy mi w ogóle na tym zależy? / Pani "psycholog" wypatrzyła u mnie wadę iż cofam sie do tego co ktoś kiedyś powiedział,napisał - biedna pojąć nie jest w stanie,że przejęłam zwyczaj tamtejszego towarzystwa no chyba,że poniektórym sie wydaje,że oni mogą cofać się do przeszłości aby dokopać a inni to już nie ha ha ha.I wyszło jeszcze na to,że mam urojenia./ oczywiście prócz schizofrenii,depresji,zaburzenia tożsamości płciowej,osobowość wielorakiej n o i że każde dzieci z innym facetem,że się ch u j o w o ubieram mam tłuste włosy rozje bany odbyt i zamiast piersi dwa w yjepane bezpieczniki,a tak po za tym to jestem pier dolnięta dzifka ,szmata i k u r w a i jedyne co mogę to całować tam wszystkich w doopę / co za zaszczyt ha ha ha /-> tak tak drodzy tubylcy to nie fikcja to grono osób na necie wydało w/w werdykt / Co próbuję się zbliżyć to ciągle to samo - wypominki to co było kiedyś jakby pustak nie potrafił pojąc,że czas przeszły to czas przeszły i należy wyciągać wnioski a nie czepiać się - myślę,że nieformowalni - co wejdę chcę dać szansę to ciągle k u r w a to samo - zamiast iść do prokuratury to ja daje szansę ale faktycznie stuknięta jestem.
      Ok zgadzam się z waszymi przywarami,ze jestem taka jaką mnie chcecie widzieć i jaką - mnie widzicie ha ha ha hmm nie ma to jak gorzka "prawda" o sobie :))) Cóż "zacne" towarzystwo cieszcie sie,że wy nie jesteście tacy jak ja / pewnie jesteście lepsi ? ha ha / hansii nie umawiam sie z nikim z netu z prostej przyczyny ostatnio zostałam wpuszczona w maliny :D / kilka innych niezbyt przyjemnych sytuacji ponadto towaru w realu w brud i mimo wieku wyglądam jeszcze tak,ze nie narzekam na brak okazji gdybym chciała - właśnie gdybym chciała :D/ a następna osoba do której chciałam sie zbliżyć jedyne co potrafiła to przywalić sie do moich nicków ha ha ha i jak tu sie zbliżyć skoro ktoś kaktus?
      Pokazałam się z każdej możliwej strony / nawet pisząc tutaj - pokazałam jak funkcjonuje moja psychika wraz ze wszystkimi wadami i zaletami / pokazałam swoje przekonania polityczne,pokazałam czym sie fascynuję / muzyka film itp./ jaki seks lubię, a tu ciągła k u r w a krytyka - doszłam do wniosku że to bezsensu - ciągle coś źle.Hmm wychodzi na to,że z "ideałami" mi nie po drodze i niech tak pozostanie.To coś jak mój były - próbował mnie podciągać pod swój własny "ideał" kobiety nie akceptując mnie taką jaka jestem - nie zastanawiając sie nad tym,że żaden z niego ideał.Niereformowalni
      Z mojej strony jak obiecałam - nie będę robić z tego afery - tak jak mi kiedyś napisała zacna piękna osoba "Dzień litości nad zwierzętami" :D chociaż odchorowałam to dość.pa
    • magda.1313 Re: nie potrafie normalnie żyć. zdradziłam... 02.05.14, 17:34
      Co sie stało to sie nie dostanie i nie ma co tego rozpamiętywać.

      Natomiast jeśli chcesz żyć dalej normalnie, zamiast katować się poczuciem winy, skontaktuj się z psychologiem.
      Polecam gabinet Pani Ireny Maślankowskiej: www.psycholog-opole-maslankowska.pl/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka