Gość: mała
IP: 212.244.181.*
02.04.02, 15:47
poznałam go ponad rok temu. pracowaliśmy razem, aż nagle bum... szaleństwo,
rzucił dla mnie dziewczynę, z którą był przez długi czas. było cudownie. nigdy
tak się nie czułam. jak dwie połówki, które się odnalazły. związek doskonały
psychicznie i fizycznie. ale krótki, bo był zazdrosny. rzekomo traktowałam go
jak kochanka. odszedł do swojej byłej, ale nasza znajomość się nie skonczyła.
szukaliśmy ze sobą kontaktu. nie było seksu,ale były rozmowy, zwierzenia i
zapewnienia o bliskosci. twierdził, że jestem najblizszą mu osobą, że
potrzebuje czasu, żeby jeszcze raz zerwać tamten związek. czekałam... minęło
kilka miesięcy, byłam zmęczona urywanymi spotkaniami, zazdrością, bólem,
wyłączoną komórką... mówiłam mu o tym. twierdził, że to nie takie łatwe, bo nie
jest łatwo złamac komuś zycie (tzn. tamtej), ale w tym samym czasie słyszałam,
że mnie kocha, że jestem najważniejsza. w koncu postawiłam ultimatum: albo ona
albo ja? data. decyzja. czas minął. nawet się nie odezwał. zadzwoniłam i
zostawiłam wiadomość, że dla mnie wszystko jasne. dostałam odpowiedź, że nie
jest gotowy, ze boli go strata najblizszej osoby (w zanczeniu mnie), ale nie
może stać mi na drodze do szczęścia.. jestem załamana. kocham go, ale nie wiem
czy jest sens dalej to ciagnąć? czekać? czy gdyby mu na mnie naprawdę zależało
nie skończyłby tamtego związku?
napiszcie co o tym myślicie. prosze...