08.01.15, 13:48
Chcecie bajki? Oto bajka:
Była sobie Pchła Szachrajka.
Niesłychana rzecz po prostu,
By ktoś tak marnego wzrostu
I nędznego pchlego rodu
Mógł wyczyniać bez powodu
Takie psoty i gałgaństwa,
Jak pchła owa, proszę państwa.

Miała domek na przedmieściu
Po ojczymie czy po teściu,
Dom złożony z trzech pięterek
I pokojów cały szereg.
Więc salonik i sypialnię,
I jadalnię, naturalnie,
Gabinecik i korytarz,
O cokolwiek się zapytasz,
Wszystko miała, aż jej gości
Zalewała żółć z zazdrości.

Miała bryczkę, dwa kucyki,
Dojną krowę z Ameryki,
Psa kudłacza, owcę, kurę
Oraz koty szarobure,
Dwa uczone karaluchy
W kuchni pasły sobie brzuchy,
Konik polny Pchle Szachrajce
Co dzień grał na bałałajce,
Jednym słowem miała życie
Ułożone znakomicie.

Pchła Szachrajka rzekła: "Lubię
Czasen w pchełki zagrać w klubie!"
Więc ubrana jak z igiełki
Pojechała zagrać w pchełki.
Jedzie sobie Pchła Szachrajka
Kolorowa jak mozaika,
Jedzie pełna animuszu,
W żakieciku z lila pluszu,
Z żółtym piórkiem w kapeluszu,
W modrych butach atłasowych,
W rękawiczkach purpurowych.

W klubie bywa tyle osób,
Że przecisnąć się nie sposób.
Pchła krzyknęła: "Dajcie drogę!
Jestem mała, przejść nie mogę!"
Tłum rozstąpił się, a ona
Przeszła środkiem niewzruszona.
Już do stołu mknie czym prędzej
I wyjmuje stos pieniędzy.
"Postawiłabym trzy grosze
Na zielone..."
"Bardzo proszę."
Pchełki skaczą jak szalone,
Tu niebieskie, tam czerwone,
Tu wygrana, tam przegrana...
"Na zielone, proszę pana!"

Pchła Szachrajka była mała,
Między pchełki się wmieszała
I po stole sama skacze.
"Co to znaczy? - myślą gracze -
W którąkolwiek spojrzeć stronę
Wygrywają wciąż zielone."
Nim się gracze połapali,
Pchła Szachrajka wyszła z sali
I z wygraną swą do domu
Pojechała po kryjomu.

Pomyślała: "Po tej próbie
Nie pokażę się już w klubie."
Taki dała więc telegram:
W PCHEŁKI Z WAMI
WIĘCEJ NIE GRAM

Pchle zachciało się brewerii,
Poszła więc do menażerii.
Właśnie słoń po drodze dreptał,
Pchły o mało nie rozdeptał.
Patrzy: Cóż to za ˇdziebełko?
"Co tu robisz, pani Pchełko?"

Pchła stuknęła parasolką:
"Jestem pchłą, lecz przy tym Polką!
Żądam większej galanterii,
Panie słoniu z menażerii!"

Słoń pokręcił grzecznie trąbą
I powiada: "Jestem Jombo,
Przyjechałem tu z Colombo."

Rzecze na to Pchła do słonia:
"A ja jestem rodem z Błonia,
Tam plantację mam wzorową,
Sadzę na niej kość słoniową.
Obok domu dla kaprysu
Trzymam stale sto tygrysów,
Sto kangurów, sto lampartów,
Ze mną, panie, nie ma żartów!"

Słoń pokręcił trąbą grzecznie:
"Rzeczywiście niebezpiecznie."
Potem upadł na kolana
I powiedział: "Ukochana,
Takiej właśnie pragnie żony
Jombo, sługa uniżony."

Pchła usiadła mu na karku,
Przejechała się po parku,
Wreszcie rzekła: "Drogi Jombo,
Imponujesz mi swą trąbą,
Ale tylko trąbą. Zaczem
Możesz zostać mym trębaczem."

Pchła Szachrajka po obiedzie
Do cukierni bryczką jedzie.
Już z daleka widać z bryczki
Purpurowe rękawiczki.
Pchły ciastkami zwykle gardzą,
Nasza zaś lubiła bardzo
Tartoletki, papatacze,
Ptysie, bezy i sękacze,
Rurki z kremem, tort z wiśniami
I babeczki z malinami.

Wchodzi śmiało do cukierni,
W pas kłaniają się odˇwierni,
Już kelnerzy przyskakują,
Grzecznie w rączkę ją całują.
"Dzisiaj rurki z kremem zjem,
Bo ogromnie lubię krem.
Proszę podać ze trzydzieści,
Stolik więcej nie pomieści."
Przy stoliku pchła zasiadła,
Jedną rurkę z kremem zjadła,
Zostawiła pełną tacę.
"Za tę jedną rurkę płacę!"
Wstała, wyszła, od niechcenia
Powiedziła "do widzenia"
I mignęły tylko z bryczki
Purpurowe rękawiczki.
Bardzo dziwią się kelnerzy:
"Jak rozumieć to należy!
O trzydzieści rurek prosić,
A po jednej mieć już dosyć?"
Nagle patrzą: Co to? Czemu
W rurkach wcale nie ma kremu?
Wszystkie puste? Co za kwestia?
Zjadła cały krem ta bestia!
Tak się przejął tym cukiernik,
Że przypalił cały piernik
I zawołał: "Proszę mi tu
Kupić jutro flaszkę flitu.
Gdy znów przyjdzie Pchła przeklęta,
Rurki z kremem popamięta!"

Raz, któregoś dnia, przy święcie
Urządziła Pchła przyjęcie.
Gości przyszło co niemiara:
Chrabąszcz, komar, mucha stara,
Przydreptały dwa pająki,
Ćmy, szerszenie i biedronki,
Jedna osa, cztery pszczoły,
Motyl, trzmiel i bąk wesoły,
Mole, mrówki oraz ważki,
I zaczęły się igraszki.
Dwa uczone karaluchy
Roznosiły placek kruchy,
Pestek, maku, cukru garstki,
A w szklaneczkach jak naparstki
Sok z czereśni, oranżadę
I mrożoną czekoladę.
W pewnej chwili Pchła powiada:
"Jestem gościom bardzo rada
I z największą przyjemnością
Coś zaśpiewam miłym gościom.
Dajmy na to... arię z "Toski",
Lecz po włosku, bo znam włoski."
Zawołali goście: "Brawo!
Niech zaśpiewa, bo ma prawo!"

Wszyscy zatem jeść przestali,
Pchła stanęła w końcu sali
I z usteczek jej maleńkich
Popłynęły cudne dˇwięki.
Pchła śpiewała niemal bosko,
Komar bzyknął czule: "Tosko!"
"Toska" drobne swoje rączki
Zacisnęła jak dwa pączki,
W rączki smutnie twarz wtuliła
I tak śpiew swój zakończyła.
"Co za głos! - krzyknęli goście -
Niech zaśpiewa jeszcze, proście!"
Pchła zgodziła się z łatwością
Z zaśpiewać miała gościom
Arię "Halki", a tymczasem
Zaśpiewała takim basem,
Że aż goście, co siedzieli
Spadli z krzeseł i z foteli.
Żuk podskoczył, zatkał uszy...
"Przecież ona nas ogłuszy!
Bujda!" - krzyknął prosto z mostu.
Rzecz wydała się. Po prostu
Nie śpiewała Pchła Szachrajka,
Tylko skrzynka-samograjka,
A karaluch w niej ukryty
Jak na złość pomylił płyty.

Żuk powiedział tylko: "Żuka
Pchła Szachrajka nie oszuka."
I zapalił dumnie fajkę
Opuszczając Pchłę Szachrajkę.

Pchle samotność nie służyła,
Lecz że była bardzo miła,
Miała siedem koleżanek,
Czarujących warszawianek,
Młodych, ślicznych jak poranek.
Wszystkie pełne elegancji,
W sukieneczkach prosto z Francji,
Uczesane w modne loczki
I w pończoszkach jak obłoczki.
Pchła wraz z nimi w karnawale
Objeżdżała wszystkie bale,
Plotkowała z nimi stale,
Co dzień każdą koleżankę
Odwiedzała, filiżankę
Czarnej kawy wypijała
I na inne plotkowała.
A że miała powodzenie,
Powodzenia jej szalenie
Zazdrościły koleżanki,
Więc się wciąż słyszało wzmianki:
"Pchła to dziwna jest osoba!
Cóż się w takiej Pchle podoba?
Czy ta wiecznie skromna minka,
Czy błękitna pelerynka,
Purpurowe rękawiczki,
Czy te nóżki jak patyczki?
Albo może uśmiech słodki,
Albo psoty, albo plotki?..."
Tak mówiły koleżanki,
Eleganckie warszawianki.
Pchła w okropną wściekłość wpadła,
Czerwieniła się i bladła,
I tupała nóżką małą,
Że aż w domu wszystko drżało.
"Niegodziwe zazdrośnice!
Niech no tylko je przychwycę,
A już będą trzy kwartały
Pchłę Szachrajkę pamiętały!"

Rozmyślała cały ranek
I do siedmiu koleżanek
Rozesłała siedem kartek
Pisząc krótko: "Proszę w czwartek
Do mnie, droga koleżanko,
Przyjść na kawę ze śmietanką."

Rozesłała siedem kartek
I na gości czeka w czwartek.
Patrzy, jadą przez ulice
Koleżanki - zazdrośnice.
Jadą, jadą koleżanki,
Elegantki z morskiej pianki.

Pchła wybiegła aż na ganek
Na spotkanie koleżanek.
"Witam, cieszę się ogromnie,
Żeście dzisiaj przyszły do mnie!"
I wprowadza je po schodkach,
I zaprasza je do środka.
Elegantki wchodzą godnie,
Każda jest ubrana modnie,
Każda w nowym, pięknym stroju
Najlepszego w mieście kroju.
"Gdzie jest lustro?"
"W przedpokoju."
Biegnie pierwsza do zwierciadła,
Popatrzyła i pobladła.
"Co to znaczy? Oczy krowie,
Krowie rogi mam na głowie,
I w dodatku krowią postać!
Apopleksji można dostać!"
Biegnie druga do zwierciadła
I jak stała, tak usiadła.
"Ja tak samo, daję słowo,
Jestem krową, zwykłą krową!"
Inne, widząc swe odbicie,
Wpadły w rozpacz: "Czy widzicie?"
I wołały zapłakane:
"To są rzeczy niesłychane!
Elegantkę zmienić
Obserwuj wątek
    • ankaskakanka10 Re: brzechwa 08.01.15, 13:52
      Był sobie anioł. Jak to anioły
      Snuł się pogodny, dobry, wesoły,
      Gdy kogoś spotkał - pierwszy się kłaniał,
      Brał cudze dzieci do potrzymania,
      Nie klął, bo nie miał tego w zwyczaju,
      Pomagał paniom wsiąść do tramwaju,
      Biednym nie szczędził nigdy jałmużny,
      Słowem, uczynny był i usłużny.

      Lubił w kolejce stanąć, by wreszcie
      Móc ją odstąpić jakiejś niewieście,
      Chętnie pożyczał forsę, a potem
      Już jej nie żądał nigdy z powrotem.
      Znano go dobrze w każdym urzędzie,
      Bo ludziom sprawy załatwiał wszędzie,
      A gdy na weekend fruwał do niebka,
      Chętnych zabierał z sobą 'na łebka'.

      Mówiono o nim: "Głupi, bo głupi!
      Chcesz mieć lodówkę - anioł ci kupi,
      Bilet w Orbisie, paszport, mieszkanie
      Anioł załatwi, anioł dostanie."

      A on z uśmiechem pił owoc płynny
      I był usłużny tudzież uczynny,
      Z uśmiechem siedział sobie przy piwie
      I aureolę chował wstydliwie.

      Ludziom wszystkiego jednak za mało,
      Więc aniołkowi kiepsko się działo -
      Telefon dzwonił co dzień od świtu:
      "Aniele, poleć do Motozbytu!"
      "Aniele, będziesz ministra widział,
      Nie mam mieszkania, załatw mi przydział!"
      "Aniele, wygrać chcę na Syrence,
      Przecież na pewno maczasz w tym ręce!"
      "Aniele, mamy dzisiaj kontrolę,
      Proszę, wyprowadź kontrolę w pole!"

      Wił się nasz anioł jak mucha w smole,
      Wreszcie miał dosyć. Zdjął aureolę,
      Na złom ją oddał, zaklął złowrogo
      I tupnął gniewnie anielską nogą.

      Potem na balkon wyszedł i wołał:
      "Skończył się anioł! Nie ma anioła!
      Niech całe miasto obleci fama,
      Że od tej chwili jestem za chama,
      Jestem chuligan, gbur aspołeczny,
      Zły, proszę państwa, zły i niegrzeczny!
      Do diabła wszystko! Diabeł ma rację!
      Zwracam anielską legitymację!"


      • brygada_ww Re: brzechwa 08.01.15, 22:29
        Swietne, tylko zeby nikt tego nie wykasowal, Pchle szachrajke znalam, ale Aniola nie:)
        • ankaskakanka10 Re: brzechwa 08.01.15, 22:32
          halny wiał?
          Następnego śmiecia przywiało :)))
          • brygada_ww Re: brzechwa 08.01.15, 22:56
            ankaskakanka10 napisała:

            > halny wiał?
            > Następnego śmiecia przywiało :)))

            Kupilam ponad kilo burakow i ugotowalam barszcz. Wpadnij do mnie, to dam Ci tego barszczu na kaca;)
            • ankaskakanka10 Re: brzechwa 08.01.15, 23:47
              brygada_ww napisała:

              > ankaskakanka10 napisała:
              >
              > > halny wiał?
              > > Następnego śmiecia przywiało :)))
              >
              > Kupilam ponad kilo burakow i ugotowalam barszcz. Wpadnij do mnie, to dam Ci teg
              > o barszczu na kaca;)
              >
              od cIEBIE to bym nawet kijem nie tknęła :)))
              ale cI sie ma
              • brygada_ww Re: brzechwa 08.01.15, 23:52
                ankaskakanka10 napisała:

                > brygada_ww napisała:
                >
                > > ankaskakanka10 napisała:
                > >
                > > > halny wiał?
                > > > Następnego śmiecia przywiało :)))
                > >
                > > Kupilam ponad kilo burakow i ugotowalam barszcz. Wpadnij do mnie, to dam
                > Ci teg
                > > o barszczu na kaca;)
                > >
                > od cIEBIE to bym nawet kijem nie tknęła :)))
                > ale cI sie ma

                Tylko jutro Anka, bo dzis barszcz za swiezy, musza buraki sie przezrec, to tak jakbys dopiero co wina napedzila, nie smakuje. Jutro;)
    • mona.blue Re: ks. twardowski 08.01.15, 22:50
      Jeśli miłość

      Najpierw nie chcieli uwierzyć
      więc mówili do siebie
      że ich miłość za wielka
      nieobjęta jak liście
      za wysokie za bliskie
      potem że to nieprawda
      przecież tak jest ze wszystkim

      lecz Ty co znasz ptaki po kolei
      i buki złote
      wiesz że jeśli miłość to tak jak wieczność
      bez przed i potem.

      ks Jan Twardowski

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka