12.09.04, 15:46
Zagladam tu od jakiegos czasu, nie przeczytalam jeszcze wszystkich postow,
ale nadrobie to. Przeczytalam za to blog Horli, obiecalam tam, ze sie odezwe -
zatem odzywam.
Coz, chyba wiecie, z jakiego powodu tu jestem. Pewnie opisze dokladnie 'swoja
historie', ale moze jeszcze nie dzis;)
Odchudzam sie. Wiekszosc z was chyba tego nie robi. Ja musze - tak, musze.
Nic na to nie poradze, to nie jest kwestia 'nastawienia psychicznego' itp, po
prostu chce wykonywac konkretny zawod i w zwiazku z tym musze jakos wygladac.
Wazylam normalnie ok.60 kg przy wzroscie 162cm. Wygladalam dosc zgrabnie -
mam duzy biust, ciezkie kosci, wydaje sie, ze waze ok. 5 kg mniej niz
naprawde. Zaczelam sie odchudzac, przytylam. Najwyzsza waga? 74 kg. Moze 72.
Wyobrazacie sobie? I myslenie 'gdybym nie zaczela'... Jednak niedawno zdalam
sobie sprawe z tego, ze... to chyba dobrze. Mimo, ze zmarnowalam kilka lat,
tych, ktore mogly byc najfajniejsze - koniec liceum, poczatek studiow, zdalam
sobie sprawe z tego, ze MAM PROBLEM Z JEDZENIEM. Bo mialam go od zawsze!
Mimo, ze nie bylam gruba. Znacie to, prawda?;)
Jestem teraz (aaa, boje sie 'rozpracowania'... no ale trudno, napisze) za
granica, jako au-pair. Nie place za jedzenie, moge wybierac co chce, wiec
wybieram - surowki, jogurty i inne takie. Przyjechalam tu z waga 72 kg,
teraz waze 63-64. Odchudzam sie od poczatku, czyli od dwoch miesiecy. Idzie
mi wyjatkowo dobrze. Tylko dwa razy, kiedy mialam cisnienie na natychmiastwo
schudniecie 'juz teraz', mialam - paradoksalnie - napad! Mimo, ze sama mam
tylko zdrowe, chude jedzonko, moi hosci, czyli rodzina z ktora mieszkam, maja
pelna kuchnie slodyczy, przeroznych. kiedy zostaje wieczorem sama z dziecmi
sytuacja jest wymarzona - dlugi, spokojny wieczor, komputer, dvd albo
ksiazka, pusta kuchnia - i ja. Ale daje rade, sama sie dziwie. Jem wrecz
idealnie! Boje sie tylko, co bedzie pozniej... Zawsze sa przeciez jakies
okazje... przerwie sie lancuch ladnych dni i ...

Moze tyle na razie;) Pozdrawiam was wszystkie!!! Wierze w was i mam nadzieje,
ze wy we mnie tez;)
Obserwuj wątek
    • mostena Re: Witam. 12.09.04, 15:53
      Hm, moze jeszcze cos: odkrylam, ze u mnie napady wiaza sie z uzaleznieniem od
      weglowodanow. Mama darla sie na mnie 'teraz nic nie jesz, a pozniej bedziesz
      wpierdalac! jec normalnie!' i nie mogla zrozumiec, ze NIE MOGE. Ze kanapka
      rano, to tragedia. Ze obiad z ziemniakami to wycie po tym obiedzie. To spacer
      do sklepu, bezszelestne otwieranie opakowan w pokoju... Jak nie ma pieniedzy,
      to ich wyludzanie, jak sie nie da, to wedrowka do jednej babci, do drugiej...
      myslalam, ze chodzi o to, ze nie mam napadow jak jem b.malo i wciaz jestem
      glodna, bo wtedy 'czuje, ze chudne'. Ale to nie tak. To poziom cukru we krwi, i
      insulina. Znacie ten mechanizm, prawda? W sumie kiedy zdalam sobie sprawe z
      tego, co to, wiem juz jak do tego nie dopuszczac, jak unikac napadow.
      Ale... to nie wszystko. Ja przeciez wciaz kocham jesc! Teraz i tak mysle o
      jedzeniu, o obiedzie, o moich 'zdrowych' przekaskach. A poza tym uwielbiam
      czekolade, kruche ciastka z czekolada, rogaliki z maslem i miodem, chipsy,
      wszystko... ;( Ech... Boje sie, tego co bedzie.
      • mostena Re: Witam. 12.09.04, 15:54
        'jec normalnie' ;)) mialo byc 'jedz' normalnie, oczywiscie;))
    • kasiolda Re: Witam. 12.09.04, 16:14
      czesc mostena!!fajnie ze do nas dolaczylas!!tez jestem tu nowa i tez najpierw
      przeczytalam bloga horlii dwa razy zanim trafilam na forum.przeczytanie
      wszystkich postow zajelo mi dwa dni.wstyd sie przyznac ale plakalam
      czytajac,wiedzialam ze to tez dotyczy mni ze robie tak samo.

      myslisz sie myslac ze sie nie odchudzamy.w przerwach miedzy jednym a drugim
      napadaem narzucamy sobie diete odmawiamy sobie wszystkiego co dobre i czasami
      zalu ze juz nigdy nie zjemy tego czy tamtego czasem z powodu przykrej
      sytuacji,krytyki ze strony innych objadamy sie.madrzejsze o wczesniejsze
      doswiadczenia nie odmawiamy sobie niczego.jemy normalnie to jak na razie jedyny
      sposob na unikanie napadow.jesli masz ochote zjedz ciastko.nie bedzie cie kusic
      zeby rzucic sie pozniej na cala paczke,oczywiscie pozniej nie konczy sie na
      tym.i cale odchudzanie idzie na marne.jestes na siebie wsciekla i jesz.to nie
      ma sensu naprawde.
      jedz normalnie,nie mysl zeby schudnac jak najszybciej lepiej
      powoli,niechcacy,nieswiadomie.zaangazowac sie w cos,ruszac sie,przestaniesz
      myslec o jedzeniu i odmawianiu sobie i nawet sie nie obejrzysz a schudniesz
      pozwalajac sobie czasem na wafelka czy ciastko.

      czekaja mnie teraz egzaminy na studia.jesli sie niedostane chcialabym wyjechac
      do anglii jako aupair.dlatego ciekawa jestem jak sobie radzisz jako aupair.w
      jakim kraju dokladnie jestes jesli moge wiedziec?jak rodzina?jak z jezykiem?
      ciezko sie dogadac?pozdrawiam i wierze w ciebie!!!przemysl to co napisalam.
      • mostena Re: Witam. 12.09.04, 21:25
        Hej.
        Alez ja sie odchudzam bardzo powolutku;) Jem niesamowicie zdrowo - nigdy w
        zyciu tak zdrowo nie jadlam. Weglowodany rano, wieczorem bialko, mnostwo
        warzyw, blonnika itp itd. Kiedys wlasnie odchudzalam sie po wariacku, efektem
        tego jojo...
        Wiec odchudzacie sie. Hm, wydawalo mi sie, ze jest inaczej zwlaszcza po blogu
        Horli, ale to nie ma znaczenia tak naprawde. Ja sama mialam rewelacyjna
        przemiane materii, jedzac min 3000 kcal dzienie, a bardzo czesto i 5000 wrecz
        szczuplalam, dorastajac! Naprawde, z roku na rok bylam smuklejsza, zgrabniejsze
        nadgatstki, kostki u nog, wiekszy biust... I pewnie gdybym nie wpadla w ciag
        tak drastycznych diet (zaczynalam zreszta od iczenia kcal, pozniej bardzo
        przykre zdarzenie spowodowalo, ze skoncentrowalam sie na nim i przestalam
        niemal jesc) nadal tak naprawde nie potrzebowalabym sie odchudzac!
        Patrze teraz na siebie, jestem doslownie z 3kg grubsza niz bylam wtedy. Mam
        tluszczyk na brzuchu, za grube uda, ramiona - trzeba sie tego pozbyc, zeby moc
        kupowac ubrania ladne, a nie wyszczuplajace, zeby moc nosic topy itp, ale
        ogolnie wygladam naprawde dobrze, zwlaszcza, ze umiem sie ubrac. Nie
        potrzebowalam wiec diety, a wiecej ruchu i... no wlasnie;-/ Nie zdawalam sobie
        sprawy z tego, ze jestem chora.

        Co do bycia operka - jest super, naprawde, dogaduje sie bez problemu, a
        rodzinke mam rewelacyjna. Napisz na maila, jesli masz jakies pytania, z checia
        odpowiem, jestem wlasnie w Anglii;)
        • kasiolda Re: Witam. 12.09.04, 22:01
          U mnie bylo tak samo,najpierw mialam anoreksje,pozniej zaczelam jesc i wpadlam
          w kompulsy.czasami jestem na siebie wsciekla ze to zrobilam (zaczelam jesc) ale
          wiem ze gdyby nie to moglabym sie zaglodzic na smierc,mogloby mnie tu nie
          byc...chcialabym moc cofnac czasu..nie weszlabym drugi raz do tej samej rzeki..
          niestety nie mam tak rewelacyjnej przemiany materii jak ty,waze o wiele wiecej
          niz gdy mialam anoreksje,ale nie mam zastrzezen do siebie..oprocz jednego
          szczegolu..biust tez mam duzy i wcale a wcale mi sie to nie podoba.najgorsze
          jest to ze gdy jem on dalej rosnie..gdyby nie on byloby calkiem
          niezle..nienawidze isc ulica wiem ze wszyscy sie na niego gapia..zwlaszcza
          starzy faceci..czasami cos powiedza..masz czyms oddychac albo cos w tym
          stylu...oblesne..
          nie podalas swojego majla.najlepiej gdybys miala konto nie z gazety,bo mam
          problem z wysylaniem majli do osob ktore maja tu konto..wracaja do mnie..
          3maj sie i nie przesadzaj z dieta!!!ja jutro tez biore sie za siebie!!!
          • mostena Re: Witam. 12.09.04, 22:23
            Taa... znam to z tym biustem. Stanik 34/36 E (swoja droga kupcie taki! nawet
            jesli cudem bedzie dobry, to musze przeszywac ramiaczka, bo za dlugie). Przy
            wzroscie srednio wykarmionego krasnoludka.... Starsi faceci sa rzeczywiscie
            okropni, poza tym musze nosci obcisle bluzki, bo luzne na biuscie 'wisza' przez
            co wydaje sie o wiele grubsza i nieproporcjonalna - mam dosc szerokie ramiona,
            wiec wyglada to beznadziejnie. Wielka gora i chude nozki. No, moze nie takie
            chude;)) A nosic obcisle bluzki, majac 'brzuszek'... No wlasnie. A poza tym nie
            lubie go, przeszkadza mi w sporcie, zamierzam (powaznie) zrobic sobie operacje,
            jesli tylko uda mi sie zgromadzic fundusze. Nikt mnie nawet nie krytykuje, o
            dziwo. Nawet dosc surowa babcia. No, ale to trzeba widziec moj biust, zeby
            zrozumiec;)
            • kasiolda Re: Witam. 13.09.04, 09:47
              moj biust jest troche mniejszy..75 D ale jak tak dalej pojdzie bede musiala
              kupowac wieksze staniki...chude nozki,duzy biust i brzuszek?to ja.tez zamierzam
              zrobic sobie operacje.ale na razie zamiast oszczeczac wszystkie pieniadze
              wydaje na zarcie.gdybym nie kupowala tyle jedzenia..kto wie ile bym miala juz
              pieniedzy..moze nawet polowe z tego co potrzebne jest na operacje?

              wracajac do historii twojej choroby..to kurcze uswiadomilam sobie wlasnie
              dzieki niej ze ze mna bylo podobnie..do tej pory nie wiedzialam jak to sie
              zaczelo...teraz wiem..kiedys spedzilam wakacje u babci..tylko ona i ja.moa
              babcia podobna jest do twojej..tez starej daty uwazajaca ze gruby znaczy
              zdrowy..wpychala we mnie jedzenie..najpierw troche sie buntowalam..ale z czasem
              zaczelo mi sie to podobac..miod,kluski ociekajace w tluszczu,bulki slodkie
              paczki ciasta ciasteczka,sporo przytylam bylo mi zle z tym i zaczelam sie
              odchudzac..pozniej dopadla mnie anoreksja..a pozniej zaczely sie napady..tez
              jestem na siebie wsciekla ze zaczelam sie odchudzac..moze inaczej to by sie
              skonczylo..
              tez czasami zdarza mi sie zjesc cos czego bym nigdy nie zjadla..gdy mam napad
              jestem zdesperowana jem wszystko co mi sie pod reke nawinie,chleb z maslem albo
              nawet bez,potrafie zjesc tak nawet pol chleba.ostatnio zjadlam cala
              konserwe,chociaz wczesniej przeczytalam z czego to sie robi i powiedzialam
              sobie ze juz nigdy tego nie zjem

              dzisiaj znowu sie zdenerwowalam i zajadlam to.mama przyszla rano do mnie do
              pokoju i obudzila zobaczyla ze nie spie i byla zdziwiona,a gdy powiedzialam ze
              to ona mnie obudzila,stwierdzila ze to moja wina,bo zapomnialam grzebienia
              zaniesc do lazienki i ona go szukala.tylko czy musiala tak halasowac???
              nie moge juz jej zniesc...na szczescie wyjezdzam na tydzien..odpoczne
              sobie..szkoda tylko ze nie bede miec dostepu do internetu...nie bede miec komu
              sie wyzalic..pewnie przytyje znowu bo jade do babci i znowu bedziemy same..
              • mostena Re: Witam. 13.09.04, 11:22
                No wlasnie, dlatego mysle, ze warto tyle pisac - ja sama czytam wszystkie,
                nawet najdluzsze posty z wypiekami na twarzy. Nawet jesli nie wszystko sie
                zgadza to cos zawsze! Zawsze jakas rzecz sprawi, ze pomysle 'wiec to tak
                wygladalo! u mnie tez! juz wiem!'
                Ale u mnie np nie bylo takich sytuacji, ze ktos mnie zdenerwowal, a ja to
                zajadalam. Ba, jak mnie wkurzyla przyjaciolka, to trzymalam diete,
                zeby 'wygrac' ;) Byc szczuplejsza od niej i tak sie odegrac.

                W sumie moje nogi nie sa takie szczuple, jestem mocnej budowy, wiec i nogi mam
                mocne. Ale jak zaloze czarne dzwony, takie troszke za dlugie + obcasy, a do
                tego dluzszy sweterek wlasnie tak to wyglada, na pewno tez troche przez
                kontrast -> wielka gora i chudziutki, krociutki (hihi;)) dol.

                W tym momencie to przeszlosc - na wadze wciaz 63, ale ostatnio troche cwicze i
                zjadam duzo bialka, wiec to nie waga jest wyznacznikiem. Wygladam szczuplej i
                bardzo sie ciesze. I wlasnie jem sniadanie. Duze;) Ale pozniej sie nie objem,
                slowo.
                • kasiolda Re: Witam. 13.09.04, 13:28
                  a ja nie wiem..kusi mnie zeby jesc..ale nie moge sie juz na siebie
                  patrzec,jestem gruuuba,nigdy taka nie bylam,zle mi z tym ale nie potrafie sobie
                  powiedziec stop..wszystko sie sprzysiega przeciwko mnie a moze to tylko
                  wymowki..planuje juz co kupie sobie i zjem w trakcie podrozy...kiedy nie bedzie
                  rodzicow i brata i nikogo znajomego przy mnie..chcialam tez kupic pare rzeczy
                  na zapas ktore schowalabym do plecaka zeby pozniej podjadac ukradkiem.takie
                  jedzenie sprawia mi wieksza przyjemnosc,jedzenie w towarzystwie ludzi wiaze sie
                  u mnie z ogromnym poczuciem winy,ze nie zasluzylam,nie powinnam jesc i tak
                  jestem gruba wiec jak moge tyle jesc..nie wiem co mam robic..chcialabym z tym
                  skonczyc ale jesli nie bedzie jedzenia jak odreaguje stres zwiazany z
                  egzaminami,porazki ktore mnie spotkaja,kolejne nieudane proby nawiazania
                  kontkatu z ludzmi??
                  • mostena Re: Witam. 13.09.04, 16:22
                    Tez nie lubie jesc w towarzystwie. Teraz nie musze, jem wszystkie posilki sama.
                    Moze to mi pomaga? 5 posilkow dziennie, kazdy jem dosc dlugo, kazdy smaczny, z
                    moich ulubionych produktow... Gdybym jadla to 'przy ludziach' nie traktowalabym
                    tego jako JEDZENIA, tej mojej ukochanej czynnosci... Moze to na tym polega?
                    Nie wiem, nic nie wiem;-/ Za to zauwazylam wlasnie, ze obcielo mi ten ostatni
                    post, i to niezle. A juz nie mam pojecia co tam napisalam.

                    Postanowilam przez ten tydzien (tj. od dzis do niedzieli) jesc 1200 kcal, bo
                    cos mam zastoj w chudnieciu, juz z trzy tygodnie albo lepiej waga ani drgnie -
                    a jem ladnie, duzo warzyw, bialka, ok. 1000 kcal, bez podzerania, bez jedzenia
                    wieczorem itp. Czasem cwicze, czesto wieczorem tancze sobie funky... Przemiana
                    materii pewnie mi jeszcze 'zjechala' a mialam ja przeciez poprawic!

                    Zjadlam w zwiazku z tym na sniadanie... stop! czy ja tu moge opisywac, co
                    zjadlam? Nie bedzie wam to przeszkadzac? Mnie bedzie latwiej sie kontrolowac
                    pewnie...
                    • kasiolda Re: Witam. 13.09.04, 17:55
                      gratuluje wytrwalosci!!!moja przemiana materii tez kuleje..kiedys wystarczyly
                      dwa-trzy dni i bylo widac po mnie ze schudlam,latwo pozbywalam sie brzuch,a
                      teraz kiepsko..efekt widac po tygodniu,bardzo czesto jednak nie dotrzymuje do
                      tego tygodnia,latwo sie zniechecam,dzien dwa i na tym koniec mojej silnej
                      woli.nie wiem co bedzie pozniej,boje sie ze juz nigdy nie zdobede sie na ten
                      krok,zeby podjac walke z jedzeniem kompulsywnym,nie chce byc gruuba,chce
                      wygladac jak kiedys...ale moja glowa mowi nie,to nie ma sensu,smutno mi zjedz
                      cos...a gdy juz psotanowie koniec zawsze zdarza sie cos co mnie wyprowadza z
                      rownowagi dobija i juz jestem w kuchni..

                      pisz smialo co zjadlas,moze skorzystam z twoich pomyslow...3maj sie
                      • mostena Re: Witam. 13.09.04, 18:04
                        Hm, mysle, ze zaloze na to nowy watek;) Moja przemiana materii tez byla kiedys
                        swietna...
    • mostena Re: Witam. 12.09.04, 22:18
      Mam ochote sie rozpisac, a ze na temat forum i w moim watku - zrobie to;)

      Zatem... od czego sie zaczelo? Zawsze jadlam duzo. Rodzina twierdzi, ze nie
      mozna mnie bylo zmusic do jedzenia obiadkow, mam nawet kasete wideo z jakiegos
      wyjazdu - naburmuszona pieciolatka nad talerzem z mielonym, ziemniakami,
      brukselka, tytul 'Mostena je obiad', hihi;) Ale slodycze lubilam bardzo. Jedna
      z moich babc, od zawsze samotna, kochala mnie (i kocha) najbardziej w swiecie.
      Bardzo czesto u niej bywalam, czesto spalam u niej w weekendy, bo uwielbialam
      to - moglam czytac do bardzo pozna, czytac i jesc. Babcia jest bardzo stara,
      pozno urodzila mojego tate, jest 'starej daty'. Lubi okraglych ludzi, dla niej
      to oznaka zdrowia, kocha mnie karmic, patrzec jak rosne. Karmila mnie wiec,
      pamietam wielkie talerze kisielu, ktory posypoywalam potworna iloscia cukru...
      Pamietam jak jadlam sam cukier z gorzka herbata, gdy nie bylo juz nic innego,
      co mozna bylo okreslic mianem slodyczy (babcia byla biedna). Ziemniaki smazone,
      kanapki z potworna iloscia masla... Mnostwo, mnostwo jedzenia.
      Cale kieszonkowe przeznaczalam na slodycze. Uwielbialam to. Zaczelam podkradac
      pieniadze. Bylam za mala, by rozumiec ze tak wielkie sumy musza zostac
      zauwazone. Rodzice oskarzali sie wzajemnie (to akurat nie ma znaczenia; i tak
      sie pozniej rozwiedli, i Bogu dzieki), w koncu sie wydalo. Przejelam sie, bo
      skad teraz bede brac pieniadze. Kradlam przynajmniej po 10-20 zl dziennie! Moje
      kieszonkowe wtedy wynosilo 5 zl... Kupowalam oczywiscie slodycze. (Jesli moja
      mama trafi na ten watek i to przeczyta, bedzie wiedziala, ze to ja. Ha,
      trudno.) Bylam na tyle duza, aby wybronic sie madrymi teoriami - kupowalam
      smakolyki, by czestowac znajomych, kolezanki, zeby mnie lubili. Obrocilo sie to
      potem przeciwko mnie, bylo argumentem mojego ojca na 'nikt cie nie lubi'. Ale
      to nie byla prawda. Kupowalam to jedzenie DLA SIEBIE. Mnostwo czytalam, nie
      potrzebowalam znajomych. Mialam jedna przyjaciolke i to mi wystarczalo,
      mieszkalam na obrzezach miasta, nie wracalam wiec z nikim po szkole; nie
      lubilam bawic sie z dziecmi; Po prostu siedzialam w domu i czytalam. (Nie tylko
      czytalam zreszta, mialam inne pasje, kolko plastyczne, konie, duzo jezdzilam
      sama na rowerze, rolkach, ruszalam sie. Zima obozy narciarskie... Lubilam tez
      plywac). I jadlam. To byl mechanizm dwustronny - nowa, ciekawa ksiazka - szybko
      szukam jedzenia. Jedzenie? Ksiazka. Gazeta. Cokolwiek. Sniadania jedlismy rano
      wspolnie, nienawidzilam tego, nie chcialam patrzec sie na mojego ojca, zujacego
      kanapki, mlaskajacego itp, czytanie zostalo mi zabronione - czytalam wiec
      naklejki na ketchupie, majonezie...
      Ojciec otworzyl firme, jezdzil do Makro na zakupy. Palety jogurtow - te
      zjadalam na koncu. Najpierw zajmowalam sie grzeskami, batonikami, co tam akurat
      bylo, znacie chyba te przemyslowe pudla po ilestam sztuk... siedzialam w duzej
      kuchni - moim ulubionym pomieszczeniu, ksiazka, szafki, lodowka... Gorzka
      herbata, i ja... Gdy konczyly sie slodycze, wydlubywalam kawalki owocow i
      orzechy z muesli...
      Nigdy nie lubilam dzielic sie slodyczami. Wydawalam na nie kazde pieniadze.
      Najpierw nie wstydzlam sie tego. Kiedys zostawilam papierki w jednym miejscu,
      mama na mnie nawrzeszczala, pytala skad mialam pieniadze (akurat wtedy z
      kieszonkowego; to bylo duzo pozniej; bylam starsza, madrzejsza i nie kradlam
      juz) i dlaczego nawet nikogo nie poczestowalam. Zaczelam wiec kryc sie z
      jedzeniem.
      Jadlam duzo, wieczorami, rankami, zawsze. Cierpialam gdy nie mialam jedzenia. W
      domu zawsze moglam sobie zrobic kanapki, zwlaszcza gdy jeszcze mieszkalismy z
      ojcem - zawsze bylo cos dobrego. Pozniej, gdy mieszkalam z mama, jadlam chleb z
      majonezem, z margaryna i sola, vegeta, czymkolwiek. Robilam nalesniki na wodzie
      z jednego jajka... Koszmar;-/ Milion razy mowilam sobie - dobrze, jedz, na
      zdrowie, ale chociaz rzeczy, ktore lubisz! Czekolade, chipsy, batoniki! Ale nie
      te ohydztwa, na ktore normalnie bys nie spojrzala! Aha, jasne... jadlam i tak.
      Pozniej zaczely sie akcje z odchudzaniem - przyjaciolka, ktora byla chyba
      bardziej popularna niz ja - a moze to moje kompleksy? w sumie bylam jedna z
      najbardziej rozpoznawalnych osob w szkole - zaczela sie odchudzac. Chodzila z
      notesikiem, ksiazeczka z kaloriami, wzbudzala tym zainteresowanie dziewczyn.
      Pamietam dyskusje w przebieralni od wuefu... Ja zapragnelam tego samego. Brzmi
      to glupio, ale wiecie o co chodzi, prawda? Mialam taka sama ksiazeczke w domu,
      mama kiedys kupila... Zaczelam liczyc kcal. Na poczatku to byla naprawde
      zabawa - 1200, 1400 kcal, przez dwa - trzy dni, pozniej normalne jedzenie itd.
      Nawet nie mialam wagi w domu! Ale powolutku, powolutku zaczynalo sie to
      przeradzac w rywalizacje. Obie, i ja i przyjaciolka, bylysmy dosc zgrabne,
      kazda 'swoim stylem', ale kazdej naprawde przydaloby sie cos zrzucic, kilka
      kilo - zeby nie musiec ukrywac brzuszka, nosic rozszerzanych spodni, zeby
      kupowac ciuchy ladne, a nie ladne i wyszczuplajace. Ja chcialam chodzic w
      spodniczkach, pokazywac lydki, ona lydki miala ok, ale ta pupa... Moglysmy to
      osiagnac cwiczeniami, odstawieniem slodyczy... Probowalysmy, ale wlasnie
      rywalizujac, ktora wczoraj mniej zjadla, ktora wiecej cwiczyla itp., a pozniej
      wspolna wyzerka;)
      Az wreszcie - ten moment.
      Chlopak, ktorego kochalam zaczal chodzic z inna. Glupia historia, coz zrobic;-/
      Z mojej strony to bylo strasznie silne, bylam w kiepskim stanie, no i wreszcie
      mialam powod aby nie jesc. Schudlam blyskawicznie, potem pocieszanie przez
      przyjaciolki, jedzenie, znow dol, pozniej juz nie myslalam o chlopaku, tylko o
      tym, ze jestem ciut grubsza, dlaczego?? Znow nie jadlam... Typowa hustawka.
      Potem 13stka... Potem osiemnastka przyjaciolki. Przez tydzien jadlysmy po 300-
      400 kcal, cwiczylysmy biorac ECA, i kompletowalysmy slodycze na wyzerke po
      imprezie. Z 65 kg (tak, z 60 zrobilo sie juz tyle) schudlam do 63, pamietam. Po
      imprezie zasnelam ze sloiczkiem kremu Snickers w objeciach... Tydzien pozniej
      wazylam juz 67...
      Od tamtej pory tylko tylam, chudlam troche i tylam wiecej. Teraz waze najmniej.
      A to juz dwa lata.
      Przez caly ten czas obwinialam sie za to wyglupienie sie z dietami. Mowilam
      sobie 'idiotko, debilko, sama zobacz - zle ci bylo wtedy?!! Ile bys teraz dala,
      zeby wazyc 60kg zamiast 74!!! I moglabys jesc, jesc, jesc wszystko, ciastka,
      czekolade, lody, pizze, przeciez nie tylas od tego!'. Po czym zaczelam sie
      zastanawiac...
      Czy naprawde bylo mi tak dobrze?
      Przypominalam sobie sytuacje - wszystkie sprzed jakiegokolwiek odchudzania.
      Gdy bylam mala... ciastka staly na stole, zjadlam kilka, wiedzialam, ze nie
      dostane wiecej - myslalam tylko o tych ciastkach.
      Gdy zjadalam te wszystkie tuczace, a naprawde czesto srednio smaczne rzeczy u
      babci - kluski, takie maczne, z cukrem i smietana na przyklad.
      Gdy - mialam wtedy z pietnascie lat - zjadlam chyba z pol bochenka chleba
      krojonego (nie znosze!), bez masla (nie bylo - pewnie zjadlam wczesniej), z
      dzemem babcinym, takim najgorszym... alez mi to nie smakowalo... Takich
      sytuacji bylo mnostwo...
      Gdy na obozach fizycznie cierpialam, moglam koncentrowac sie tylko na tym, zeby
      od kogos dostac kawalek czkolady, landrynka, cokolwiek - pieniadze konczyly mi
      sie blyskawicznie.
      Wreszcie taka sytuacja - absurdalna wrecz. Na jednym z obozow jadlam...
      aspiryne musujaca, taka bezsmakowa. Mama dala mi na wszelki wypadek, chyba nie
      sadzila, ze 'wszelki wypadek' w moim wykonaniu moze wygladac wlasnie tak...
      Przeciez taka aspiryna jest obrzydliwa, ja nawet jej nie wypije, musze dolozyc
      jakis plussz, czy cos. Ale jadlam, skubalam po kawaleczku, czytalam cos tam i
      jadlam, bo nie moglam wytrzymac!!!
      Potworne.
      Wiec gdybym nie przytyla, nie szukalabym informacji w necie, nie wiedzialabym o
      Was, dziewczyny.
      Nadal wydawalabym wszystko na zarcie.
      Ech...

      Co zauwazylam:
      Ja sie bardzo rzad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka