zolza14
25.04.15, 22:16
Potrzeba społecznej aprobaty jest dla człowieka podstawowa, nie mają jej tylko psychopaci. Ale warto ją minimalizować, tak by nie przesłonić sobie całego świata dążeniem do poszukiwania pochwał - mówi prof. Maria Jarymowicz. Ze znawczynią ludzkich emocji rozmawiamy o narcystycznej osobowości naszych czasów i o pożytkach płynących z nadmiaru autoprezentacji.
Pani profesor, jeśli do bycia uważnym na drugiego człowieka potrzeba nam nie tylko dobrej woli, ale i czasu, czy mogę zaryzykować tezę, że stajemy się coraz większymi egoistami, bo nie nadążamy za tempem współczesnego życia?
- Rzeczywiście, tempo życia wyznacza wiele! Szybkie myślenie to myślenie na skróty, z uproszczeniami. A ta część reakcji, która wymaga dotarcia impulsu ze świata aż do szarej kory i miejsca związanego z myśleniem, pochłania sporo czasu. Kiedy robimy badania z bodźcami bardzo krótkimi, podprogowymi (milisekundowymi), reakcje są niemal natychmiastowe i nie do skontrolowania. A odpowiedź na jakiekolwiek pytanie ujęte w kodzie słownym musi, nawet w wartkiej rozmowie, trwać długie sekundy. Tak więc pośpiech to bardzo ważny wyznacznik jakości tego, co czynimy.
A kiedy czujemy nacisk, że musimy działać szybciej, to automatycznie działamy bardziej egoistycznie?
- Termin egoizm dotyczy motywacji do działań dla siebie, a nie dla innych, a podstawą tego, że człowiek żyje w świecie zamkniętym na innych ludzi, jest właściwość poznawcza - egocentryzm. Egocentryzm pierwotny to automatyczna koncentracja uwagi na sobie, kompletnie niezamierzona. Dziecko nie potrafi jej przekroczyć, ale i u każdego z nas działają do końca życia trybiki, które powodują, że często tkwimy wyłącznie we własnym punkcie widzenia. Dostrzeżenie cudzej perspektywy i cudzych racji wymaga wysiłku (o ile człowiek w ogóle potrafi wykroczyć poza egocentryzm). Mamy jednak możliwość rozwijania się ku szerszemu patrzeniu na świat i czasem ową zdolność wykorzystujemy.
Z uważnością na drugiego człowieka nikt z nas się nie rodzi, można się tego jedynie nauczyć?
- Słowo „uczyć się” jest dobre pod warunkiem, że przyjmiemy, iż jest to bardzo złożony proces rozwojowy, a znaczna jego część zachodzi mimowolnie. Każdy człowiek może osiągnąć zdolność spoglądania na świat z cudzego punktu widzenia, ale wiele zależy od tego, czy ją zechce wykorzystać dla zrozumienia cudzego położenia.
Gdyby człowiek wiedział, jak bardzo w bilansie każdego dnia ilość uwagi poświęconej sobie i światu waży na tym, jaki jest profil jego umysłu, to znacznie częściej by w tej sprawie włączał samokontrolę, niż to zazwyczaj robi. Samokontrola jednak często zawodzi. Bo się spieszymy. A na starość ta część uspołecznienia, która jest pochodna od samokontroli, rozsypuje się, bo człowiek ma coraz mniej sił do tego, by siebie kontrolować. Natomiast jeśli chłonął świat nie drogą nakazów, tylko dzięki temu, że miał oczy i uszy otwarte, to brak samokontroli nie stanowi kłopotu, bo nie jest ona konieczna dla otwartości na innych.