Dodaj do ulubionych

Nie mam sił.

07.11.17, 14:56
Niedawno wrociłam do Polski. Mieszkam w mama i bratem, który jest alkoholikiem. Mimo rozmów, prosb, obietnic-nie chce podjąc się leczenia. Mama wielokrotnie płakała kiedy on pił, prosiła abym wrocila. Za kazdym razem robiła mu karczemne awantury grożac wyrzuceniem z domu. Powiedzialam jej, ze on jest chory, ze takie wyzwiska i awantury nic nie dadzą, że trzeba spokojnie. I moje podejscie było takie samo. Nawet kiedy ukradł mi pieniadze, kiedy upity był umorusany we własnym gó...., kiedy sikał z piętra na dol na balkon, nie robilam awantur. Wszystko na spokojnie. Na obietnicach podjecia leczenia sie konczylo. Traciłam cierpliwość tym czesciej kiedy wchodzilam do lazienki a tam podloga zalana...Nie mowilam nic, raz czy dwa napomknelam mamie, w efekcie przestawala ze mna rozmawiac.

Pare dni temu upił się kolejny raz. W pokoju zasikał cale łózko, a na podlodze wrecz kałuże. A toaleta drzwi dalej. Matka wpadła w furię, zaczela krzyczeć. Zaczela wycierac podlogę z moczu, miedzy slowami rzucajac do niego czy mu nie wstyd. A on, ze nie.

Nie wytrzymałam. Pare godzin pozniej, kiedy juz byl w miare trzezwy, a matka zarzucila mi ze nie mam prawa nic złego mowic o nim, nazwalam go tchorzliwym alkoholikiem, ktory nie ma za grosz odwagi podjac walki z nałogiem, że jest winny temu ze rodzina się rozpada. Wygarnelam to, ze jest złodziejem. Na to uslyszalam "ale oddal ci pieniadze". W efekcie matka kazała mi "wypie..." z domu. Bo to ja niszcze rodzine, ja kopie lezącego.
Nie mam już sił. I załuje, ze wrocilam mając nadzieje na spokojne zycie. Usłyszałam tyle przykrych słów, że czuję jakby mnie zabito od środka. Szkoda, ze tylko w ten sposob.

Nie wiem czemu to piszę. Chyba tylko wygadać się.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka