Dodaj do ulubionych

Rozkosze niesmialosci

13.10.04, 16:08
No wlasnie - sa.
Kiedy sie boisz ludzi, czaisz z kazdym slowem, wazysz, niepewna tego, jak
zostanie przyjete, masz strach i poczucie ze ludzie sa lepsi, warci wysilku
jaki wkladasz w zwyczajna nawet pogawedke.

A kiedy to znika, strach zastepujesz pewnoscia siebie, odkrywasz ze ludzie
nie sa straszni, ani strasznie madrzy - za to przerazliwie nudni na ogol.
Obserwuj wątek
    • Gość: Imagine Re: Rozkosze niesmialosci IP: *.unl.edu 13.10.04, 16:25
      czyli prymitywni ... buahahahahahahahahaha
      • ziemiomorze mylisz pojecia n/t 13.10.04, 16:55

        • Gość: Imagine Re: mylisz pojecia n/t IP: *.unl.edu 13.10.04, 17:08
          nie myle pojec. cecha czlowieka prymitywnego byl strach. przed nieznanym.
          ktos, kto odczuwa strach w sytuacjach o ktorych piszesz, manifestuje swoj
          prymitywizm.
          Imagine.
          • ziemiomorze Re: mylisz pojecia n/t 13.10.04, 20:45
            Zyje kilkadziesiat lat i nie przypominam sobie, abym w tym czasie spotkala
            jakiegos niesmialego prymitywa. Wg moich doswiadczen za niesmialoscia kryje sie
            zazwyczaj delikatnosc, wrazliwosc - wybujaly introwertyzm skutkuje rownie
            wybujalym zyciem wewnetrznym.
            Wiec z pewnoscia nie ma zgody - Twoje doswiadczenia sa inne?
            Spotkales niesmialych prymitywow? Ciekawa jestem,
            • Gość: Imagine Re: mylisz pojecia n/t IP: *.unl.edu 13.10.04, 20:48
              oczywiscie, ze spotkalem. ja nim jestem ...
              • ziemiomorze Re: mylisz pojecia 13.10.04, 21:08
                A teraz kokietujesz,
          • kvinna Ile masz lat, Imagine? 14.10.04, 12:30
            Powiedzmy, że 60. W Twoim wieku (i znacznie wcześniej) już się nie jest
            dotkniętym nieśmiałością, "nieśmiałość mija z wiekiem" (cecha ludzi wrażliwych
            zresztą).

            Można być jednak prymitywem.
            Ja tak ogólnie, niekoniecznie o Tobie.
            • m.malone Re: Ile masz lat, Imagine? 14.10.04, 14:16
              Ja mam więcej ale wciąż bywam nieśmiały. Praweda - mniej niż w młodości - ale mi
              trochę prymitywizmu zostało
              :-)
              Pozdrawiam (nieśmiało rzecz jasna)
              MM
              • kvinna Ale Ty jesteś 14.10.04, 14:32
                młody duchem!
                I na pewno nie jesteś prymitywem.
                Może tylko jesteś trochę niepełnosprawny włosowo, ale co to ma do rzeczy...

                Pozdrawiam śmiało, prymitywnie i z łoskotem.

                :)
                • m.malone No wiesz?!!! 15.10.04, 10:30
                  WŁOSOWO??????
                  Intelektualnie, zgoda, ale WŁOSY? (Może nie mam takich ładnych jak Yukka, ale...)
                  Zresztą zapytaj Malonową.
          • j_ar Re: mylisz pojecia n/t 15.10.04, 08:41
            czlowiek nie prymitywny tez odczuje strach, kiedy skalkuluje ryzyko jakie
            bedzie musial poniesc, a ryzyko bedzie duzo ..czy wtedy staje sie prymitywny bo
            sie boi?...oj nie nie.. hehehe
    • Gość: krish Re: Rozkosze niesmialosci IP: *.chello.pl 13.10.04, 17:10
      takie odkrycie swiadczy nie o zastapieniu stachu pewnoscia siebie

      tylko o lekkim pomazaniu fasady

      strach jest...

      podrap troche tynk

      on czai sie pod spodem


      choc zawsze to krok naprzod
      • Gość: malgo Re: Rozkosze niesmialosci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.04, 18:14
        Niesmialosc to lęk, nie przed wszystkim co nowe i nieznane a
        przed kontaktami z nieznanymi(ew.malo znanymi)ludzmi.

        Jesli przezprymitywizm rozumiec podleganie atawizmom to moze niesmialosc
        i jest okazywaniem prymitywnej natury.Rzeczywiscie nasi prymitywni
        przodkowie bali sie nieznanych osobnikow.Nieznany byl zagrozeniem i
        nalezalo go unikac,zeby maczuga po lbie nie dostac.

        Jednak mysle,ze niesmialosc nie wynika ze strach przed maczugą ,ale
        przed oceną-co o mnie pomyslą-A czy jednostka prymitywna w ogole
        przejmuje sie ocenami?To bylo pytanie do Imagina(wątpię,ze odpowie).

        Co do korzysci zniesmialosci-dla zainteresowanego ;zadne,jego
        srodowisko moze czerpac bo nie narzuca sie,delikatny.No ale tez
        w niewielu sprawach jest w stanie pomoc.

        Straty z powodu przelamania niesmialosci-nie widze.Moze i smialy
        oberwie czasem albo sie znudzi,za to w międzyczasie pozna wielu
        ciekawych i dozna wielu wrazen niedostepnych niesmialemu .

        Jesli bycie smialym , ktos zaczalby uwazac za strate; bo nudziarze
        go otoczyli i nudza to mozna pomyslec,ze z fobii dotarl do manii(wielkosci) ;)






        • ziemiomorze Re: Rozkosze niesmialosci 13.10.04, 21:08
          Gość portalu: malgo napisał(a):

          > Co do korzysci zniesmialosci-dla zainteresowanego ;zadne,jego
          > srodowisko moze czerpac bo nie narzuca sie,delikatny.No ale tez
          > w niewielu sprawach jest w stanie pomoc.

          O, korzysci sa jw. - mozna pielegnowac zludzenia o tym, jacy sa ludzie, ktorych
          sie boimy. Mozna tez - sila rzeczy z boku - dokonywac roznych spostrzezen, stac
          sie wnikliwym i uwaznym obserwatorem, zgromadzic duza wiedze.

          > Straty z powodu przelamania niesmialosci-nie widze.Moze i smialy
          > oberwie czasem albo sie znudzi,za to w międzyczasie pozna wielu
          > ciekawych i dozna wielu wrazen niedostepnych niesmialemu .

          Takie refleksje przekonuja mnie, ze system awansu w fakdonaldzie (od pracy na
          zmywaku do szefa zarzadu) jest sluszny: w mojej opinii lepiej przejsc od
          niesmialosci w smialosc, niz byc pozbawionym mozliwosci tej ewolucji. Zyskuje
          sie dwie perspektywy, dwie wrazliwosci, co sluzy i w srodku (lepszemu
          zrozumieniu siebie) oraz na zewnatrz (lepszemu zrozumieniu innych).

          > Jesli bycie smialym , ktos zaczalby uwazac za strate; bo nudziarze
          > go otoczyli i nudza to mozna pomyslec,ze z fobii dotarl do manii(wielkosci) ;)

          Ejze - generalnie chodzilo mi o dosc zabawne spostrzezenie, ze na pozadanej
          spolecznie zmianie nie ma samych zyskow. I refleksje natury ogolniejszej (nie
          nowa, nie) - jak wiele sie zmienia wraz z punktem widzenia. To mialam do
          powiedzenia,
      • ziemiomorze Re: Rozkosze niesmialosci 13.10.04, 20:47
        Gość portalu: krish napisał(a):

        > takie odkrycie swiadczy nie o zastapieniu stachu pewnoscia siebie
        >
        > tylko o lekkim pomazaniu fasady
        >
        > strach jest...

        Hehe. Wujek, czemu Ty zawsze wiesz lepiej i skad? Tez bym chciala.
        Jesli rozmawiamy o mnie (rozmawiamy o mnie?) - to nie, nie ma strachu. I
        obawiam sie, ze wiem lepiej. A jesli chodzi o to, co Ty wiesz i ja tez ;-)
        to chodzi o cos innego. Ament,
        • Gość: malgo Re: Rozkosze niesmialosci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.04, 23:57
          Generalnie sie zgadzamy.Pewnie stwarzam pole do dyskusji bo staram sie
          pisac jak najzwiezlej(slaba technika). Lubie miec pewnoc,ze jestem dobrze
          rozumiana, wiec jeszcze raz:napisalam,ze

          niesmiali nie sa prymitywni

          stanie sie z niesmialego smialym jest korzystne-roznimy sie troche w widzeniu
          tych korzysci

          smialosc tez miewa swoje cienie - wiecej kontaktow z ludzmi niesie ryzyko
          rozczarowan "jakoscia" tych ludzi i naraza na zranienia

          Roznimy sie zasadniczo w ocenie zalet bycia niesmialym.Ty widzisz,ze
          niesmialosc pozwala przygladac sie,poznawac lepiej swoje wnetrze ,obserwowac
          innych.Przeciez bedac pewnym siebie ,mozna takze zatrzymac sie z boku i
          popatrzec.Czlowiek pewien siebie nie musi byc gorszym obserwatorem i nie
          musi byc mniej wrazliwy.Zgodze sie jednak,ze smialy podwojnej perspektywy
          nie uzyska.
          Nie wiem czy podwojna perspektywa,wieksze zrozumienie ludzi i siebie
          rekompensuje lęk,brak radosci wynikajacej ze spotkan,ograniczone mozliwosci
          wymiany mysli z ludzmi,mniejsze szanse na przyjazn?No i jeszcze trudnosci
          w zyci codziennym np.strach przd urzedami,zakupami itd

          Ostatnie moje zdanie (w poprzednim poscie),bylo swiadomym przejaskrawieniem,
          niczym osobistym.
          pozdr.prawie byla niesmiala
          ,



          n
    • fnoll Re: Rozkosze niesmialosci 14.10.04, 14:01
      i owszem, ośmielanie nieśmiałych dziewcząt bywa rozkoszą niejednego kawalera,
      gorzej z nieśmiałym chłopięciem - taki jest zwykle źródłem kłopotów dla
      otoczenia, a pożytku z jego nieśmiałości - żadnych; no chyba, że by ją
      makiawelicznie wykorzystywać do trzymania nieśmialca pod butem, orania nim w te
      i we wte i jeżdżenia po nim jak po ścierce

      bywa

      co do nudy - cała przyroda bywa nudna na ogół dla ludzi, którzy chcą "czegoś
      więcej, więcej, więcej" - czego? boją się tego nazwać... a chodzi o coś w
      gruncie rzeczy bardzo naturalnego - bo nie ma nic innego!
      • Gość: malgo Re:fnoll-nazwij IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.04, 16:07
        Czego znudzeni szukają?Czego szukający boją się nazwać?
        O co chodzi?
        • fnoll Re:fnoll-nazwij 15.10.04, 10:18
          każdy ma coś innego, ale każda z tych rzeczy, choćby ukryta tęsknota za nią
          produkowała najbardziej kosmiczne teorie, jest w gruncie rzeczy którąś z
          naturalnych potrzeb, które dzielimy ze wszystkimi innymi ludźmi - chodzi mi o
          to, że niejasne przyczyny tęsknot i niepokojów nie kryją w sobie jakiejś
          wielkiej tajemnicy, są nazywalne, da się je ogranąć i uprościć, są naturalne,
          tylko trzeba je wywlec z mroków nieświadomości na światło
      • m.malone Re: Rozkosze niesmialosci 15.10.04, 08:53
        Fnoll:

        >
        > ... a chodzi o coś w
        > gruncie rzeczy bardzo naturalnego - bo nie ma nic innego!

        Niema nioc innego w przyrodzie? A windy? A latanie na Księżyc? A choćby
        samochody - twory z żelastwa i innych metali (nie mówiąc o innych nienaturalnych
        tworzywach) - za których kierownicami siedzą ludzie i prowadzą je z takimi
        szybkościami, że nie panują nad masą, pędem i popędem, co wiedzie do...vide
        kroniki wypadków i statystyki (o tych którzy rzucili palenie w wyniku nagłych
        kontaktów z blachą? Czy to jest naturalne?
        Żeby była jasność - sam mam prawo jazdy i prowadzę samochód od 30 lat (udało mi
        się - na razie - nikogo nie zabić, czy nawet lekko potrącić:)
        pozdrawiam
        MM
        • fnoll Re: Rozkosze niesmialosci 15.10.04, 10:21
          a czy kopce termitów i gniazda ptaków są naturalne?

          człowiek i jego narzędzia to jedno - w sumie owoc natury, nic nienaturalnego,
          bo nie ma nic innego :)
          • m.malone Re: Rozkosze niesmialosci 15.10.04, 10:33
            fnoll napisał:

            > a czy kopce termitów i gniazda ptaków są naturalne?
            >
            bez gniazd i termitier wspomniane stworzenia nie mogłyby żyć.
            A bez latania i jeżdżenia człowiek może. Tyle że może mniej wygodnie za to
            bezpieczniej.
            Pozdrawiam
            MM
            • fnoll Re: Rozkosze niesmialosci 15.10.04, 18:20
              jesteś pewien, że człowiek obecnie może żyć bez transportu?

              no, może kilku by przeżyło...
    • brunonx Re: Rozkosze niesmialosci 14.10.04, 15:46
      podejrzewam, ze sama siebie uważasz za osobę o 'rozbudowanym' życiu
      wewnętrznym - a myślę choć Cię nie znam, że nie należysz do osób nieśmiałych a
      wręcz przeciwnie.
      Jakoś ten introwertyzm mi do Ciebie nie pasuje. Tak jak myślę baaardzo rzadko
      zdarza Ci się poczucie - oo inni są lepsi.
      oczywiście to nie atak - tylko taka sobie obserwacja :)
      Chyba, ze jest to introwertyzm, gdzie za szklanym koszem jest jej wysokość
      ziemiomorze, łaskawie obdzielająca lekkim uśmiechem pobłażliwej ignorancji
      członków świty - ale nie z pierwszej ligi :-))
      Pozdrowienia
      • ziemiomorze Oj, brunox 16.10.04, 01:51
        Ty, zdaje sie, nie dokonywales zadnych konfrontacji cyber-real? Bo brzmisz jak
        nowicjusz :-) - bez obrazy.

        Z przyzwyczajenia - jesli o tym mysle - nicuje wiekszosc nickow jesli sie
        zastanawiam nad ich realem (o ile). To oczywiscie jest subtelne i nie tak
        doslowne, ale trywializujac te zasade, moznaby domniemywac np, ze Marusia jest
        skrytym, przemykajacym sie niesmialcem, Gf ma mase kompleksow i czuje sie
        niekochana a Komandos mowi polszeptem itd

        Cala sztuczka w tym, aby jednak nie nicowac wszystkich - bo niektorzy sie
        specjalnie nie roznia,
    • j_ar Re: Rozkosze niesmialosci 15.10.04, 08:56
      a jezeli ktos z powodu niesmialosci jest wlasnie bardzo smialy aby ukryc ta
      niesmialosc?.. to co mu sie zmieni kiedy przestanie byc niesmialy?
      • m.malone Re: Rozkosze niesmialosci 15.10.04, 09:24
        j_ar napisał:

        > a jezeli ktos z powodu niesmialosci jest wlasnie bardzo smialy aby ukryc ta
        > niesmialosc?.. to co mu sie zmieni kiedy przestanie byc niesmialy?
        >

        Masz sporo racji Jar:)
        Zdarzało mi się stosować ten mechanizm (hiper)kompensacji, dlatego łatwo to
        dostrzegam w zachowaniach innych.
        MM
      • Gość: malgo Re: Rozkosze niesmiałosci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.04, 10:32
        J_ar Zmienią się dwie rzeczy:

        przestanie odczuwać napięcie i lęk

        przestanie "szarżować" bo śmiałość nieśmialego ,wynikająca
        z chęci ukrycia nieśmialośći,często jest przesadzona-jak gra
        aktora.
        • m.malone Dokładnie ta:))) nt 15.10.04, 10:51

        • j_ar Re: Rozkosze niesmiałosci 15.10.04, 12:03
          a jak odroznic niesmialego szarzujacego od smialego szarzujacego?
          • Gość: malgo Re: J_ar dzielisz wlos :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.04, 12:15
            Szarżujący nieśmiały ma takie wypieki na twarzy i wytrzeszczone oczy,
            wszystko na skutek silnego pobudzenia nerwowego :DDDDDD
            • j_ar Re: J_ar dzielisz wlos :)))) 15.10.04, 12:19
              aa.. to ci co prykaja.... tak podejrzewalem, dzieki hahaha
              • Gość: malgo Re: J_ar dzielisz wlos :))))na 8częśći IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.04, 12:30
                nie nie nie nieśmiały nigdy czegoś takiego by nie zrobil

                mylisz pojęcia -Ty piszesz o śmialym ,kucającym gajowym
                i proszę nie wciągaj mnie w dalsze objaśnienia ,bo nie mam
                śmiałosci opowiadać kawałow(wiadomo,ze zarżnę)...

                i nie chcę paskudzić w wątek ;)
                • m.malone To załóż wątek o gajowym:))))nt 15.10.04, 12:46

                • j_ar Re: J_ar dzielisz wlos :))))na 8częśći 15.10.04, 13:12
                  alez zdaje sobie sprawe, ze niesmialy nie pierdnal by dla zartu w towarzystwie,
                  mialem raczej na mysli, ze ..z napiecia popusi ;)
                  • Gość: malgo Re: J_ar dzielisz wlos :))))na 8częśći IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.04, 13:31
                  • Gość: malgo Re mm i j-ar wciągacie mnie,nic z tego ;DDn/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.04, 13:34
                    • m.malone Re: Re mm i j-ar wciągacie mnie,nic z tego ;D 15.10.04, 13:51
                      wg mnie nieśmiały to ma strasznie mocno ściśnięte zwieracze. Ale...?
                      • Gość: malgo Re: OT m.m apages satanas :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.04, 13:59
                        więc proktolog ? ;)))))
                        • m.malone Re: OT m.m apages satanas :) 15.10.04, 14:09
                          nie, ale juz kończę bo mnie słusznie Z.opieprzy
                          pozdrowienia
                          MM
    • otryt Re: Rozkosze niesmialosci 15.10.04, 13:58
      ziemiomorze napisała:

      > A kiedy to znika, strach zastepujesz pewnoscia siebie, odkrywasz ze ludzie
      > nie sa straszni, ani strasznie madrzy - za to przerazliwie nudni na ogol.

      Byłem długo bardzo nieśmiały. Stopniowo, bardzo powoli to mijało. Nie wchodziła
      w to miejsce nigdy nadmierna pewność siebie. Raczej zainteresowanie ludźmi, bo
      wcześniej jego nie było. Zamknięty byłem w zainteresowaniach matematyczno-
      technicznych, z dala od ludzi. Teraz ich odkrywam: jedni są mądrzy, drudzy nie
      bardzo, jedni interesujący dla mnie, drudzy interesujacy dla innych.

      Myślę, że nieśmiałość jest wypadkową braku znajomości ludzi i zasad rządzących
      stosunkami między nimi oraz własnej niskiej samooceny. Nad jednym i drugim
      można świadomie pracować.

      Aby pokonać nieśmiałość pakowałem się czasami w bardzo trudne dla mnie sytuacje
      (na zasadzie raz kozie śmierć), np podejmując się organizacji dużych imprez
      wymagających współpracy z wieloma osobami i proszenia o różne rzeczy. Potem,
      gdy byłem już sam, łapałem się za głowę, ale musiałem zjeść jakoś tę żabę, aby
      wyjść z twarzą i to najlepiej leczyło mnie z niesmiałości.

      Biorąc pod uwagę to co piszesz, nie wyglądasz mi Ziemiomorze na osobę
      nieśmiałą, nigdy chyba taka nie byłaś:)

      pzdr
      • kvinna Re: Rozkosze niesmialosci 15.10.04, 14:06
        Byłam nieśmiała.

        Bardzo.

        Uciekanie od ludzi daje coś, co dość niefortunnie M.Domagalik nazwała "edukacją
        kanapową" - nie spotykając ludzi, spotykasz się ze światem idei (morze
        książek). To bardzo przydaje się później, gdy wychodzisz z izolacji. Masz coś w
        swoich szufladach, bo wkładałeś. Opisuję swój przypadek. Wada: rzadko później
        ludzie okazują się ciekawsi niż zapisane światy.

        Otryt? Ciekawy post.
        • m.malone Re: Rozkosze niesmialosci 15.10.04, 14:30
          Czyli wniosek: umiar we wszystkim. Nie przesadzać z kanapą, z ludźmi też.
          • otryt Re: Rozkosze niesmialosci 15.10.04, 14:42
            m.malone napisał:

            > Czyli wniosek: umiar we wszystkim. Nie przesadzać z kanapą, z ludźmi też.

            W drugim, niefortunnym znaczeniu, edukacja kanapowa jak najbardziej wskazana.
            Gasło światło i odkładało się książki.:)

            pzdr
        • otryt Re: Rozkosze niesmialosci 15.10.04, 14:40
          kvinna napisała:

          > Byłam nieśmiała.

          Właśnie o Tobie pomyślałem, że musiałaś taką być, jeszcze zanim napisałem
          poprzedni post. Ciekawe co piszesz. Matematyka, książki, świat idei bywają
          ciekawsze niż rówieśnicy na podwórku. Nie odczuwałem potrzeby bycia z ludźmi,
          miałem dwóch dobrych kolegów(przyjaciół), również nie za bardzo przystających
          do szkolnej i podwórkowej rzeczywistości. Koledzy z podstawówki lubili mnie, bo
          pomagałem im z matmy, byłem jednak z boku, nie chodziłem na imprezy, nie
          potrafiłem porozmawiać z koleżankami z klasy. Jednak na dłuższą metę nie da się
          bez ludzi.

          Pomny swoich doświadczeń, zachęcałem swoje dzieci od najmłodszych lat , aby
          jako pierwsze podchodziły do innego dziecka w piaskownicy, pytały się o imię i
          wiek, wymieniały łopatkami i wiaderkami. Dziś córka ma mnóstwo znajomych,
          utrzymuje nawet kontakty z dawnymi kolegami z przedszkola. Kiedyś mi
          powiedziała, że jest niesmiała a ja w to nie uwierzyłem, bo na ulicy potrafiła
          podejść do Krzysztofa Ibisza lub Grazyny Torbickiej i z nimi przez dłuższą
          chwilę rozmawiać.

          Pozdrawiam:-)
          • kvinna Re: Rozkosze niesmialosci 15.10.04, 16:15
            A "syndrom psa, który się urwał z łańcucha" znasz? :)

            Jakoś mi nawet nie wstyd. Tylko potem ta E!K!S!P!L!O!Z!J!A!
            Zaznaczam, że pies uwiązał się sam. Myślę, że rodzice tym uwiązaniem dość
            niepokoili. Minęło.

        • Gość: malgo Re: Rozkosze niesmialosci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.04, 14:42
          Jaka różna ta nasza nieśmialość.
          Jak podejmować wyzwania,jeśli zapytanie przechodnia o godzinę
          jest niewykonalne,jeśli nie stać na podziękowanie za przysługę,
          bo trzebaby się odezwać.Wokól ludzie rozmawiają ,mają wspólne
          sprawy ,a ty ciągle jesteś tylko obserwatorem.Chodzbyś był
          mądry ,byle kto,byle czym cię zgasi.Jest się wyobcowanym i ciągle
          spiętym.Jak juz przełamiesz się i wyjdziesz do ludzi,cały czas
          jesteś czujny i się bronisz .Reagujesz często nieadekwatnie do
          sytuacji,na wszelki wypadek ,biorąc zwykłe zdanie za atak.
          Ludzi cię nie lubią,uważają za nadętego,gbura ,a ty czujesz,ze
          tak myślą..

          Na szczęście rzeczywiście z tego się wyrasta,choć nie do końca.
          Ja się w każdym razie cieszę się,że jest lużniej.A ksiązki
          czytam teraz,jak i kiedyś czytałam.

          p.s.z tą niską samooceną skomplikowana sprawa.Często w głębi
          duszy osoba niesmiala uważa się za "lepszą"od innych;mądrzejszą,
          subtelniejszą,a inni to są głupi bo nie dostrzegają.Taki
          mechanizm obronny myślę..
          • vielonick hm 16.10.04, 02:04
            "To bardzo przydaje się później, gdy wychodzisz z izolacji."
            "Na szczęście rzeczywiście z tego się wyrasta,choć nie do końca."

            w jaki sposob? :)
            • Gość: malgo Re: hm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.04, 21:20
              na szczęście rzeczywiscie z tego się wyrasta,choć nie do końca...

              Dopiero wróciłam,więc odpowiedz trochę jak musztarda po obiedzie...
              Otryt przedstawił Swój sposób.Zazdroszczę,bo w moim właściwie nie
              ma żadnej zasługi.
              Pierwsze wydarzenie,ktore mi pomogło-zwrócił na mnie uwagę,ktoś kto
              mi imponował,pomyślałam ,ze jesli ktoś taki nie uważa mnie za idiotkę
              to może nią nie jestem i mogę się odzywać bez wstydu.

              Do drugiego kroku w śmiałość nie powinnam się przyznawać,jest bardzo
              niewychowawczy.Ale..alkohol.Nie pilam alkoholu w ogóle do 27 roku zycia.
              Mala dawka na imprezie powodowała,ze lęk znikał.Przyszły sukcesy
              towarzyskie, a z nimi pewność siebie.Ta pewnosc powoli przeniosła się
              na inne dziedziny .Szczęśliwie podtrzymywanie nie wymaga picia,więc nie
              jestem stale na rauszu..ups..cza..cza.cza ;)
              Ciągle są jednak sprawy ktorych się nie podejmę za żadne skarby,a wejście
              między nowych ludzi,w nowe sytuacje sporo mnie kosztuje.


              D


      • ziemiomorze Re: Rozkosze niesmialosci 16.10.04, 02:00
        Ciekawe, co piszesz.
        Raczej nie rozmawiam o sobie na forum, ale Twoj ton mnie ujal, wiec - alez
        bylam, nigdy mi to specjalnie nie przeszkadzalo, i wskutek intensywnej pracy
        nad czym innym, stopniowo zanika - bez zalu, ale i bez ekscytacji.

        Mam wrazenie, ze mechanizm dziala tak (pisze to, co Ty, ale inaczej ujme -
        moge? moge? to fajnie): brak (wlasciwej) milosci -> niskie poczucie wlasnej
        wartosci -> brak umiejetnosci interpersonalnych -> i tu pora na magiczne kolo:
        niskie poczucie wlasnej wartosci->itd.

        Jeszcze chcialam cos napisac, ale zapomnialam - pozno,

        pzdr
        • otryt Re: Rozkosze niesmialosci 17.10.04, 01:41
          ziemiomorze napisała:

          >ale Twoj ton mnie ujal,

          Bardzo chciałem, aby tak było. Już nie pamiętam kto powiedział, że na forum
          jest głównie z Twojego powodu. Miał rację. Sam powiedziałbym również, że z
          Twojego powodu oraz kilku innych osób.

          >wiec - alez bylam

          Nigdy bym nie odgadł. Te rozkosze w tytule mnie zmyliły i Twoja doskonała
          asertywność. Widać stąd, że rodzajów nieśmiałości tyle jest, ile osób. Chyba
          jestem najbardziej zbliżony do modelu opisanego przez Malgo. Nawet przecinka
          nie mogę w tym co pisze zakwestionować. Z Tobą jednak podyskutuję, bo są
          różnice.

          >nigdy mi to specjalnie nie przeszkadzalo

          Mnie najbardziej to przeszkadzało w kontaktach z płcią przeciwną. Między
          chłopcem a dziewczyną była tak wielka różnica, to prawie były dla mnie istoty z
          różnych planet. Poproszenie do tańca dziewczyny było nie lada wyczynem. Na te
          najpiękniejsze nawet nie spoglądałem. Dziękuję za takie rozkosze nieśmiałości:)
          Ale i z tego można się wyleczyć. Najpierw zauważyłem z wielkim zdziwieniem, że
          rozmowy z koleżankami mogą być ciekawsze niż z kolegami. Że nie spadły z
          jakiegoś Księżyca, a niektóre są całkiem do rzeczy.

          >i wskutek intensywnej pracy nad czym innym

          To najlepsza metoda. Starałem się być bardzo aktywny w różnych dziedzinach.
          Najbardziej w organizacji imprez turystycznych. Starałem się nie pozostawiać
          sobie czasu na głupie rozmyślania. Przy okazji poznawałem ludzi, uczyłem się
          ich, osiągałem wymierne efekty, co podbudowywało samoocenę. Powiedziałem sobie,
          że lepiej dla mnie będzie, gdy działanie moje zakończy się klęską niż gdy
          zaniecham jakiegokolwiek działania. To jest wspaniały mechanizm samonapędzający
          się. Im więcej spraw, tym więcej ludzi, tym lepsza ich znajomość i lepsze
          relacje. Im więcej ludzi z kolei, tym więcej propozycji, nowych, ciekawszych
          wyzwań. Mechanizm popadania w stagnację jest również samonapędzający się, tylko
          wszystko jest odwrotnie. Nie wiem, czy wielu ludzi zna te sprawy z tych dwóch
          perspektyw? Myślę, że śmiałość i nieśmiałość są jakoś zależne od aktywności i
          bierności. Zauważyłem, że i o innych sprawach (dobry i zły dom) potrafisz mówić
          ze zrozumieniem z dwóch różnych perspektyw. Ale widocznie źle odczytałaś moje
          intencje, gdy chciałem temat rozwinąć.

          >stopniowo zanika - bez zalu

          Dlaczego podkreślasz ten żal? Chyba nie ma takich, którzy żałowaliby dawnej
          nieśmiałości? Chociaż, jeśli nieśmiałość skojarzyć z dziecięcą niewinnością,
          świeżością i prawdziwością, to kto wie?

          >ale i bez ekscytacji.

          Kto się może ekscytować utratą nieśmiałości? Nie mogę sobie wyobrazić. Może
          dlatego, że moje przemiany dokonywały się zawsze w sposób ewolucyjny, koło
          sterowe skręcałem powoli w miarę coraz dokładniejszego odczytywania znaków na
          mapach, nigdy nie było komendy cała wstecz.


          >Mam wrazenie, ze mechanizm dziala tak (pisze to, co Ty, ale inaczej ujme -
          >moge? moge? to fajnie):

          Mechanizm chyba dobrze rozpracowałaś. Wielu jednak wychodzi z tego magicznego
          koła, ale nie do końca. Gdy przychodzą trudne dni lub lata wpada się w ten
          cykl. Może nie tak głęboko, jak kiedyś, ale jednak.

          Dobrej nocy :-)))


          • ziemiomorze Re: Rozkosze niesmialosci 18.10.04, 23:29
            otryt napisał:

            > Bardzo chciałem, aby tak było. Już nie pamiętam kto powiedział, że na forum
            > jest głównie z Twojego powodu. Miał rację. Sam powiedziałbym również, że z
            > Twojego powodu oraz kilku innych osób.

            Lejesz miod na moje skolowane ostatnio serce - dziekuje i tak - Ty tez nawzajem.

            > Nigdy bym nie odgadł. Te rozkosze w tytule mnie zmyliły i Twoja doskonała
            > asertywność. Widać stąd, że rodzajów nieśmiałości tyle jest, ile osób.

            To nie tak, mysle - po prostu tu jest latwiej. Dla mnie net jest poligonem
            doswiadczalnym; duzo sie tu nauczylam o sobie samej i roznego rodzaju
            mechanizmach wewnetrznych i tych, ktore rzadza relacjami miedzy ludzmi. Moja
            asertywnosc jesli jest doskonala to raczej tu; w realu dopiero sie szlifuje.

            > Mnie najbardziej to przeszkadzało w kontaktach z płcią przeciwną. Między
            > chłopcem a dziewczyną była tak wielka różnica, to prawie były dla mnie istoty
            > z
            > różnych planet. Poproszenie do tańca dziewczyny było nie lada wyczynem. Na te
            > najpiękniejsze nawet nie spoglądałem. Dziękuję za takie rozkosze
            > nieśmiałości:)

            Mysle, ze niekoniecznie mozna na to patrzec jak na strate. Ja odkrylam dosc
            szybko, ze mezczyzni, powszechnie uwazani za niezbyt urodziwych sa zazwyczaj o
            wiele lepszymi kompanami do celow roznych.

            > Ale i z tego można się wyleczyć. Najpierw zauważyłem z wielkim zdziwieniem,
            że
            > rozmowy z koleżankami mogą być ciekawsze niż z kolegami. Że nie spadły z
            > jakiegoś Księżyca, a niektóre są całkiem do rzeczy.

            O, prawda - wielkie odkrycie, pamietam swoje zdziwienie zwiazane z facetami do
            dzis ;-)

            > To jest wspaniały mechanizm
            > samonapędzający
            > się. Im więcej spraw, tym więcej ludzi, tym lepsza ich znajomość i lepsze
            > relacje. Im więcej ludzi z kolei, tym więcej propozycji, nowych, ciekawszych
            > wyzwań.

            Mam wrazenie, ze raczej chodzi o poznawanie siebie - od srodka i od zewnatrz,
            to znaczy w kontekscie spolecznym. To samoswiadomosc daje zdrowa pewnosc
            siebie, ktora sprawia, ze neismialosc znika, bo znika strach.

            > Mechanizm popadania w stagnację jest również samonapędzający się, tylko
            > wszystko jest odwrotnie. Nie wiem, czy wielu ludzi zna te sprawy z tych dwóch
            > perspektyw?

            Ja lubie mowic, ze 'bezruch rodzi bezruch' - to jest doklanie tak, jak piszesz.

            > Myślę, że śmiałość i nieśmiałość są jakoś zależne od aktywności i
            > bierności.

            Niekoniecznie - w niesmialosci wiekszosc energii skierowana jest ku wewnatrz,
            tam sie moze roic od wspanialosci, moga wybuchac wulkany, rodzic sie wiele
            przeswietnych rzeczy; jednym slowem - jesli sa zalezne, to w taki sposob, ze
            cos widac albo nie, ale niekoniecznie to nieistnieje.

            > Dlaczego podkreślasz ten żal? Chyba nie ma takich, którzy żałowaliby dawnej
            > nieśmiałości? Chociaż, jeśli nieśmiałość skojarzyć z dziecięcą niewinnością,
            > świeżością i prawdziwością, to kto wie?

            Znowu - kazda perspektywa, kazda cecha, nawet nie wiem jak bardzo przez
            spoleczenstwo sekowana, moze miec pewne plusy. W niesmialosci np. moze to byc
            postrzeganie siebie jako ofiary - jasne, ze toksyczne, ale jakie ulatwiajace
            zycie!
            Moze to tez byc wlasnie to skierowanie calej energii do wewnatrz, brak osob
            (albo niewielka ich garstka) do dzielenia sie tym ze srodka - masz wszystkie
            skarby, czas i energie dla siebie, jestes krolem. Itd.

            > Kto się może ekscytować utratą nieśmiałości? Nie mogę sobie wyobrazić.

            Ostatnio sie na tym zlapalam - szlam wlasnie, zeby przeszkolic pracownice
            mojego znajomego, ktoremu, jak stwierdzilismy, bardzo by to pomoglo, a ja
            moglabym splacic w ten sposob dlug wdziecznosci. I wiem, ze jakies 2 lata temu
            za Chiny nie wpakowalabym sie dobrowolnie w taka sytuacji, a jesli juz -
            bylabym dosc zestrachana, ze oto ja mam szkolic jakas obca kobiete i co to
            bedzie, czy sobie poradze, i pewnie nie bede mogla zlapac oddechu...
            I kiedy sobie uswiadomilam, ze nic z tych rzeczy, zrobilo mi sie fizycznie az
            bardzo lekko i doznalam poczucia ulgi, ze zrzucilam caly ten emocjonalny
            zupelnie niepotrzebny balagan z plecow.

            > Może
            > dlatego, że moje przemiany dokonywały się zawsze w sposób ewolucyjny, koło
            > sterowe skręcałem powoli w miarę coraz dokładniejszego odczytywania znaków na
            > mapach, nigdy nie było komendy cała wstecz.

            Tak, ale w ktoryms momencie uswiadamiasz sobie, ze jestes juz bardziej po tej
            stronie a nie po tamtej, starej. Nie wiesz, kiedy przekraczas granice, ale z
            grubsza wiesz, kiedy sie za nia znajdziesz.

            > Mechanizm chyba dobrze rozpracowałaś. Wielu jednak wychodzi z tego magicznego
            > koła, ale nie do końca. Gdy przychodzą trudne dni lub lata wpada się w ten
            > cykl. Może nie tak głęboko, jak kiedyś, ale jednak.

            Wtedy przydaje sie wsparcie ze strony bliskich - bo oprocz tego, ze dobrze ze
            sa i sa wlasnie tacy, oni sie tez po prostu przydaja (i to lubia ;-)

            > Dobrej nocy :-)))

            Bedzie dobra - kupilam zabojcza czerwona posciel, sni sie w niej zupelnie
            inaczej,
            • wykrywacz.klamcow Re: Rozkosze niesmialosci 21.10.04, 00:23
              > > rozmowy z koleżankami mogą być ciekawsze niż z kolegami. Że nie spadły z
              > > jakiegoś Księżyca, a niektóre są całkiem do rzeczy.
              >
              > O, prawda - wielkie odkrycie, pamietam swoje zdziwienie zwiazane z facetami do
              > dzis ;-)

              To ja dorzuce jeszcze jeden rodzaj niesmialosci - sytuacja kobieciarza (jakies 90% znajomych to
              dziewczyny), ktory... nie ma smialosci w "tych sprawach" :"P
              A w kazdym razie nie mial.

              Smieszne bo najwieksza blokada dotyczyla relacji uczuciowych i... sluzbowych. Moze ktos madry
              wytlumaczy czemu akurat tak.

              Korzysci...
              Raczej niewielkie. Bylem wtedy zdecydowanie przeintelektualizowany, za bardzo.
              Zostalo mi natomiast z tamtego okresu przywiazanie do dobr przyzwoitych jakosciowo - chyba mial
              byc to sposob swego rodzaju kompensacji, dodawanie sobie pewnosci poczuciem ze jest sie np. niezle
              ubranym.
              • ziemiomorze Re: Rozkosze niesmialosci 21.10.04, 15:04
                wykrywacz.klamcow napisał:
                > M
                > oze ktos madry
                > wytlumaczy czemu akurat tak.

                'Madry'? To sie Imagina spytaj moze.

                > Korzysci...
                > Raczej niewielkie. Bylem wtedy zdecydowanie przeintelektualizowany, za bardzo.

                Chwala bogu, ze Ci to intelektualizowanie przeszlo!
                A korzysc jest taka, ze jestes o jedno, gigantyczne dosc doswiadczenie,
                bogatszy.

                > Zostalo mi natomiast z tamtego okresu przywiazanie do dobr przyzwoitych
                > jakosciowo - chyba mial
                > byc to sposob swego rodzaju kompensacji, dodawanie sobie pewnosci poczuciem
                > ze jest sie np. niezle ubranym.

                'Prawdziwej sily nie trzeba pokazywac' - ostatnio musialam sie otrzec o swiat
                mediow od strony modowej i faktycznie - co kto byl bardziej trendi, to pustszy -
                z dokladnoscia do paru sekund.

                Obysmy nosili lachmany,

                • wykrywacz.klamcow Re: Rozkosze niesmialosci 22.10.04, 08:35
                  > 'Madry'? To sie Imagina spytaj moze.

                  Hmm

                  > Chwala bogu, ze Ci to intelektualizowanie przeszlo!
                  > A korzysc jest taka, ze jestes o jedno, gigantyczne dosc doswiadczenie,
                  > bogatszy.

                  Owszem, choc pociecha troche taka jak z ciekawych czasow. No fajne sa, duzo sie dzieje, ale z drugiej
                  strony... w nieciekawych czasach zyloby sie troszke spokojniej. Albo samemu decydowalo o tym co jest
                  "ciekawostka na dzis" i czego doswiadczac :"P

                  > 'Prawdziwej sily nie trzeba pokazywac' - ostatnio musialam sie otrzec o swiat
                  > mediow od strony modowej i faktycznie - co kto byl bardziej trendi, to pustszy
                  > - z dokladnoscia do paru sekund.

                  Iiii, ale pokazywanie "sily" to jedno (np. nieodpruwanie metki od garnituru - sa tacy), a robienie czegos
                  dla wlasnych rozkoszy to drugie. Ja mowie o wytworzeniu sie pewnych potrzeb ktore niekoniecznie sa
                  jakos powszechne (kto zrozumie audiofila?), a ktore niekoniecznie swiadcza o snobizmie :")
            • otryt Re: Rozkosze niesmialosci 21.10.04, 11:56
              ziemiomorze napisała:

              >Dla mnie net jest poligonem doswiadczalnym; duzo sie tu nauczylam o sobie
              >samej i roznego rodzaju mechanizmach wewnetrznych i tych, ktore rzadza
              >relacjami miedzy ludzmi.

              Doceniłem znaczenie tego poligonu, gdy nie było mnie tu przez dłuższy czas i na
              całość mogłem spojrzeć z większego dystansu. Nawet te złe doświadczenia sporo
              uczą, ale mniej kosztują niż w prawdziwym życiu. Wnioski z nich oraz pewne
              idee, które tu się pojawiły staram się wprowadzać w życie. Ważna jest etyka
              doświadczeń, które inicjujemy lub w których uczestniczymy. Granica pomiędzy tym
              co etyczne, a co nie jest, bywa bardzo nieostra. Dotknęłaś tego problemu w
              wątku o przykazaniach internetowych.

              >Ja odkrylam dosc szybko, ze mezczyzni, powszechnie uwazani za niezbyt
              >urodziwych sa zazwyczaj o wiele lepszymi kompanami do celow roznych.

              Jeśli do celów różnych dobrze się nadają, to można ich lepiej poznać. A
              nieśmiałość wynika z niepewności i z nieznajomości. Jednak granica pomiędzy
              koleżeństwem a czymś więcej bywa czasem trudna do przekroczenia. Pisze o tym
              Wykrywacz. Myślę, że zainteresowanie ze strony płci przeciwnej ma
              pierwszorzędne znaczenie dla własnej samooceny. Wspomniała o tym Malgo, jako o
              swoim ważnym doświadczeniu. Dla mnie również było ono przełomowe. Jednak
              inicjatywa bliższej znajomości wyszła od Niej. Moje wcześniejsze usiłowania nie
              przynosiły pożądanego skutku. W tym związku czułem się trochę jak Rita ze
              znanej powieści "Edukacja Rity". Byłem dość pojętnym uczniem. Jednak nie da się
              ulepić chłopczyka pajacyka wg własnego wyobrażenia. Ten błąd był przyczyną
              końca, nie dało się odwrócić wzajemnych relacji.

              >O, prawda - wielkie odkrycie, pamietam swoje zdziwienie zwiazane z facetami do
              >dzis ;-)

              Dla wielu takie stwierdzenie może wydać się banalne, a nie żadne wielkie
              odkrycie. Gdy posiada się rodzeństwo płci przeciwnej jest znacznie łatwiej.

              >Mam wrazenie, ze raczej chodzi o poznawanie siebie - od srodka i od zewnatrz,
              >to znaczy w kontekscie spolecznym. To samoswiadomosc daje zdrowa pewnosc
              >siebie, ktora sprawia, ze niesmialosc znika, bo znika strach.

              Moja nieśmiałość w kontekście społecznym znikła w dość dziwnych okolicznościach.
              W liceum byłem harcerzem, przygotowywałem czasem wycieczki, opracowywałem
              trasę, prowadziłem grupę i opowiadałem, gdy było coś ciekawego po drodze. Inni
              robili większe rzeczy. Spotkaliśmy się kiedyś w gronie 10 osób, aby
              zorganizować wielką imprezę dla całej szkoły, mieli być też ludzie z zewnątrz.
              Nikt nie chciał się podjąć funkcji głównego organizatora, każdy się czymś
              wykręcał. Wielokrotnie namawiano wszystkich obecnych, ale z wyjątkiem mnie.
              Uraziło to chyba moją dumę własną, bo gdy po kilku godzinach nie udało się
              wyznaczyć właściwej osoby, pod wpływem jakiegoś impulsu, powiedziałem, że się
              tego podejmę. Pewnie odmówiłbym jak inni, gdyby o mnie również pomyśleli. W
              pierwszej chwili nastąpiła konsternacja, później atmosfera się rozluźniła i
              zaczęliśmy się zastanawiać nad szczegółami. Gdy emocje opadły przeraziłem się
              tym co zrobiłem, jednak nie było już odwrotu. Impreza zakończyła się dużym
              sukcesem. Nagle wszystko wokół mnie się zmieniło.

              Niestety inne ważne i dobre decyzje też podejmowałem pod wpływem nagłego
              impulsu. Gdyby go nie było, być może nigdy nie zdecydowałbym się na pewne
              kroki, w tym te najważniejsze w życiu.

              >Ja lubie mowic, ze 'bezruch rodzi bezruch' - to jest dokladnie tak, jak
              >piszesz.

              Czasem z dużej aktywności przechodzi się w bezruch, następuje ugrzęźnięcie.
              Interesuje mnie ten moment, pierwsze symptomy. Bezruch to śmierć, człowiek
              powinien być mniej lub bardziej aktywny. Jeszcze trudniejszą sprawą jest
              wyjście z bezruchu, uruchomienie swojej aktywności. Czasem myślę, że te moje
              impulsy podświadomie bronią mnie przed bezruchem.

              >Niekoniecznie - w niesmialosci wiekszosc energii skierowana jest ku wewnatrz,

              Energia skierowana ku wewnątrz jest energią zmarnowaną i niszczącą organizm.
              Podobnie jak ciepło, które wytwarza się w silniku samochodowym. Użyteczna jest
              tylko energia kinetyczna wprawiająca auto w ruch. Sztuką jest tak żyć, aby
              energię swoją skierowywać na zewnątrz, nie spalając jej w bezużytecznych
              konfliktach, ale w harmonijnym z innymi współdziałaniu. Niedobrze jest
              przewidywać konflikt i unikać sytuacji, które mogą do niego prowadzić,
              niedobrze również wytracać energię w niszczących konfliktach. Są one
              nieuchronne, trudno jest twórczo je rozwiązywać, lecz trzeba się tego uczyć od
              małego. Myślę, że tego rodzaju umiejętności są bardziej przydatne niż zwykłe
              przedmioty szkolne, których można się uczyć w dowolnym wieku, zaś umiejętności
              współżycia z ludźmi najlepiej uczyć się od kołyski. Są one większym gwarantem
              udanego życia.

              >tam sie moze roic od wspanialosci, moga wybuchac wulkany, rodzic sie wiele
              >przeswietnych rzeczy.

              Bywa wielka jest przepaść pomiędzy o tym co myśli o sobie właściciel tych
              wulkanów a tym jak widzą go inni. Niektórym udaje się te wszystkie wspaniałości
              wydobyć na światło dzienne i wtedy inni się zachwycają, stąd bierze się chyba
              wszelka twórczość.

              >W niesmialosci np. moze to byc postrzeganie siebie jako ofiary - jasne, ze
              >toksyczne, ale jakie ulatwiajace zycie!

              To życie złudzeniami, nieprawdziwe. Każdy człowiek jest stworzony do życia z
              innymi ludźmi. Życie pustelnicze jest wbrew naturze. Choć może być dobrą szkołą
              do lepszego życia we wspólnocie..

              >I wiem, ze jakies 2 lata temu za Chiny nie wpakowalabym sie dobrowolnie w taka
              >sytuacji, a jesli juz - bylabym dosc zestrachana, ze oto ja mam szkolic jakas
              >obca kobiete i co to bedzie, czy sobie poradze, i pewnie nie bede mogla zlapac
              >oddechu...

              Znów widać, że nieśmiałość nieśmiałości nierówna. Będąc w podobnych sytuacjach
              nie odczuwałem dyskomfortu. Jeśli zostałem wyznaczony do jakiegoś zadania,
              poproszony o wypowiedź to wszystko było OK., gorzej gdy miałem się odezwać
              nieproszony. Zauważyłem, że najtrudniej przychodzi mi prosić o coś lub
              załatwiać coś dla siebie. Jeśli robię to dla innych lub dla grupy przychodzi mi
              to znacznie łatwiej. Czyżbym miał gdzieś zakodowane, że to egoizm straszny
              chcieć coś dla siebie, że mi się nie należy, że należy tylko odpowiadać na
              pytania lub gdy ktoś na górze pozwoli mówić?

              >Tak, ale w ktoryms momencie uswiadamiasz sobie, ze jestes juz bardziej po tej
              >stronie a nie po tamtej, starej. Nie wiesz, kiedy przekraczas granice, ale z
              >grubsza wiesz, kiedy sie za nia znajdziesz.

              Często fundamentalne zmiany zachodzą nie wiadomo kiedy, świadomość tych zmian
              nie zawsze nadąża. Dobrze jest wiedzieć, w którym punkcie się znajduję.

              >Bedzie dobra - kupilam zabojcza czerwona posciel, sni sie w niej zupelnie
              >inaczej,

              Tym zdaniem zupełnie mnie zaskoczyłaś. Dlatego dziś piszę w dzień, aby kolor
              czerwony tym razem kojarzył się z liśćmi w alejkach parkowych. Też miłe, a jak
              pachną.:-)

              Miłego dnia:-)))




    • metroseksualny Mam stany lękowe... 15.10.04, 18:15
      ...kiedy mnie się kce juchać. Właśnie mnie się kce... i co?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka