kim jestes?

IP: *.bydgoska.krakow.pl 20.04.02, 10:14
co sadzicie o przedstawianiu sie w stylu: "jestem hutnikiem, nauczycielka,
pielegniarka, gornikiem..." - czy tez wam sie zdarza okreslac poprzez
wykonywany zawod?

albo nawet pytajac bardziej "sugerujaco" - czym sie zajmujesz? czy wychodzicie
w odpowiedzi poza swoja profesje, a moze nawet pomijacie ja calkowicie?

na ile wykonywana praca tworzy tozsamosc?
    • wredna2 Re: kim jestes? 20.04.02, 10:29
      fnoll,u

      Czy spotkales kiedys na swojej drodze kogos, kto przedstawialby sie w taki
      wlasnie sposob? jestem hutnik, jestem pielegniarka, bez wyraznego zapytania o
      wykonywany zawod?
      Bo ja nie!
      Skad wiec takie pytanie!

      Jednak jezeli ktos pyta, grzecznie odpowiadam ,na wstepie podajac zawod z
      dyplomu.

      Jezeli zas mila mi sie staje dalsza " iwigilacja" jestem gotowa opowiedziec o
      moich wszystkich " zawodach" ktore w zyciu wykonywalam / a sporo tego bylo i dosc
      roznorodne, zwazywszy ze pracowac zawsze lubilam i doswiadczac nowego, takze !/

      Czesto jednak slysze jak przedstawiaja sie ludzie z wyzszymi niz moj / mgr-ski /
      tytulami...np.jestem docent jakistam... i to dopiero wywoluje nerwowy grymas na
      mojej twarzy.../hutnicy wiec sa tu bardziej na poziomie!!!/
      tak jak tytuly naukowe wypisywane na nagrobkach...

      wr.2
      • czarodziejka Re: kim jestes? 20.04.02, 12:29
        wredna2 napisał(a):
        > Czesto jednak slysze jak przedstawiaja sie ludzie (...)
        > tytulami...np.jestem docent jakistam...


        przypomniala mi sie wyczytana kiedys anegdotka:
        na pierwsze zajecia I roku na jakiejs uczelni wchodzi sympatycznie wygladajacy
        asystent i z czarujacym usmiechem mowi:
        "nazywam sie magister andrzej kowalski"
        na co jedna ze studentek z rozanielonym glosem:
        "magister - jakie piekne imie"

        ;o)
    • zlakobieta Re: kim jestes? 20.04.02, 10:31
      Gość portalu: fnoll napisał(a):

      > co sadzicie o przedstawianiu sie w stylu: "jestem hutnikiem, nauczycielka,
      > pielegniarka, gornikiem..." - czy tez wam sie zdarza okreslac poprzez
      > wykonywany zawod?

      Nigdy mi sie to nie zdarza.

      > albo nawet pytajac bardziej "sugerujaco" - czym sie zajmujesz? czy wychodzicie
      > w odpowiedzi poza swoja profesje, a moze nawet pomijacie ja calkowicie?

      Jesli juz ktos sie pyta, to raczej mowie gdzie pracuje i to raczej zdawkowo. Nie
      lubie tego.

      > na ile wykonywana praca tworzy tozsamosc?

      Sadze, ze w niewielkim stopniu. Szczegolnie dzis w dobie bezrobocia, kiedy ludzie
      chwytaja kazde zajecie i ciesza sie, ze w ogole moga pare groszy zarobic.
      Przestaje dziwic weterynarz bedacy handlowcem, czy pielegniarka pracujaca jako
      sprzedawczyni. Znam rowniez historyka pracujacego w firmie budowlanej. Robia to,
      bo pewnie musza (nieliczne wyjatki sa moze niezadowolone z wybranego kierunku
      wyksztalcenia i swiadomie realizuja sie w innej dziedzinie).
      Pewnie zdarza sie, ze wykonywana praca tworzy czyjas tozsamosc ale dotyczy to
      tych szczesciarzy, dla ktorych ich praca jest jednoczesnie pasja. Pozostali
      raczej staraja sie tworzyc swoja tozsamosc w oderwaniu od pracy, ktorej nie lubia.
      Takie jest moje subiektywne zdanie.
      Pzdrw.

    • czarodziejka Re: kim jestes? 20.04.02, 12:25
      w necie unikam jakiegokolwiek mowienia o sobie konkretnych rzeczy - bo nie moj
      zawod (kierunek studiow) mnie okresla

      w realu czasem zdarza mi sie mowic co robie ...


      czy to tylko roznica miedzy realem i netem?

      pzdrwm ;o)
    • trzcina Re: kim jestes? 20.04.02, 15:31
      Gość portalu: fnoll napisał(a):

      > co sadzicie o przedstawianiu sie w stylu: "jestem hutnikiem, nauczycielka,
      > pielegniarka, gornikiem..." - czy tez wam sie zdarza okreslac poprzez
      > wykonywany zawod?

      Przedstawiać się nie, określać się nie. Ale zawód w znacznym stopniu mnie
      określa, bo ze mnie wynika. Jest wyborem i konsekwencją, nie przypadkiem czy
      koniecznościa jedynie.
      Przedstawiam się z imienia, bo jeżeli już coś ma mnie na zewnątrz określać, to
      właśnie imię, które mnie "wyjmuje" ze zbioru jednostek, a obejmuje wszystkie
      składowe mej tożsamości.
      A najchętniej przedstawiałabym się moim nickiem, dodając, za Pascalem, myśląca:)


      >
      > albo nawet pytajac bardziej "sugerujaco" - czym sie zajmujesz? czy wychodzicie
      > w odpowiedzi poza swoja profesje, a moze nawet pomijacie ja calkowicie?
      >

      Na pytanie, czym się zajmujesz, odpowiadałabym zbyt długo, jak na wymogi
      konwenansów, którymi skądinąd nieszczególnie się przejmuję.


      > na ile wykonywana praca tworzy tozsamosc?

      Dobrze, że tu tylko o pracy. Pytanie o tożsamość jaką taką, w dobie podobno
      kryzysu totalnego tejże, mogłoby się okazać klopotliwe;)
      Na ile praca...? Jak wyżej, jeśli jest wyborem itd. - to na równi z innymi
      tożsamości elementami, rolami i przynależnościami spolecznymi, wyznawaną lub nie
      wiarą... Czasem może staje się dla tożsamości istotniejsza, kiedy inne
      zakorzenienia szwankują? I trzymamy się jej, jak przysłowiowej brzytwy...

    • Gość: kasia28 Re: kim jestes? IP: *.atol.com.pl 20.04.02, 16:01
      Ja się przedstawiam imieniem, ew. nazwiskiem. Jeśli ktoś pyta, czy pracuję,
      albo kim jstem odpowiadam:" Nie pracuję, zajmuję sie domem i dziećmi". No i
      wtedy zaczynaja się schody. Od razu moje "notowania" spadają. Żebyście
      widzieli miny niektórych:) Po rozmowie "notowania" idą w góre i wtdy zawsze
      pada pytanie:"Jak ja to robię?", albo stwierdzenie, ze "wygłupiam się z tą
      gospodynia domowa". I wtedy muszę tłumaczyć, ze mam studia, magistra, ze uczę
      się nadal, czytam, itd. Nie mogę zrozumieć dlaczego zawód "gospodyni
      domowa":), z góry jest traktowany jak coś gorszego, a jego "wykonawczyni" za
      głupia babe od garów. Ten zawód mnie zupełnie nie określa jeśli chodzi o
      stereotypowe myślenie! A jeśli chodzi o fakty to chyba tak. Z racji moich
      przeżyć rodzina i dzieci są dla mnie najważniejsze, lubię dbać o dom, męża,
      gotować (gorzej ze sprzątaniem:)), wychowywać dzieci. Więc chyba jestem z
      charakteru "gospodyni". Gdybym miała pracować chciałabym pracowac z dziećmi w
      żłobku, przedszkolu, uwielbiam dzieciaki. Albo marzy mi się restauracja, albo
      mogłabym ewentualnie komus dom prowadzić, organizować przyjęcia. Każdy inny
      zawód nie będzie wyrazem mej tożsamości, będzie musem (oczywiście nie
      jabłkowym:))

      Pozdrawiam
      specjalista od spraw domowych
      mgr Kasia
      • Gość: dodo Re: kim jestes? IP: *.sympatico.ca 20.04.02, 18:07
        a ja odwrotnie niz czarodziejka - w necie powiem, zem kadrowa a w
        zyciu to juz przeciez nie tak zaraz, bo co to ma za znaczenie.
        w necie czasem trudno siebie opisac zeby ulatwic wspolrozmowcy
        rozpoznanie z kim ma do czynienia wiec wszelkie jednoznaczne
        stwierdzenia typu kobieta/mezczyzna, matka/zona/corka, kadrowa/
        sprzataczka itd. pozwalaja jakos okreslic wspolna plaszczyzne na
        poczatku kontaktu.
        bardzo nie lubie sie mylic i zwracac do kobiet w meskiej formie
        i odwrotnie albo wnioskowac blednie czyjs wiek lub miejsce
        zamieszkania. wiem, ze niektorzy maja zlosliwa satysfakcje w napisaniu
        pozniej "zyg, zyg, marcheweczka - dodo sie pomylila - ale glupia
        baba" ale ja z kolei nie lubie dawac nikomu takiej prostej satysfakcji :-)
        co zas do zawodu, ktory mialby mnie okreslac... hmmm... w jakims
        sensie mnie okresla. pracuje w human resources - pracuje z ludzmi
        i bardzo to lubie. moj zawod jest odbiciem moich zainteresowan
        i wszelakich ambicji jak rowniez pewnej drogi, ktora sama odbylam.
        taaaak... jak sie tak nad tym glebiej zastanowie, to moja profesja moze
        komus sporo o mnie powiedziec.
    • Gość: Pom Re: kim jestes? IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 20.04.02, 19:50
      Pierwsze co mi się nasuwa przy tak postawionym pytaniu, to odpowiedź: jestem
      kobietą. :)
      Zas co do profesji... mówię tylko wówczas, kiedy muszę. Nie lubię, kiedy ktoś
      przez pryzmat mojego zawodu mnie ocenia albo traktuje... a już jak zaczyna
      starać się przypodobać to mnie zupełnie odrzuca... Kiedyś chodziłam do pewnej
      siłowni, gdzie raczej każdy robił co chciał i nie prowadzący nie przejmował się
      zbytnio nikim. W chwili, gdy się dowiedział, zaczął mnie traktować inaczej. I
      to był mój ostatni trening w tym miejscu.
    • Gość: iwona Re: kim jestes? IP: *.popierdulka.pdi.net 20.04.02, 20:37
      Myśle, że należy się przedstawiać podając swoje imię i nazwisko, w stosunkach
      towrzyskich chyba nie ma wiekszego kim sie jest z zawodu...
    • re_ne Re: kim jestes? 20.04.02, 21:30
      Ludzie czesto przedstawiaja sie nie pomijajac swojego zawodu i tytulow, ale dla
      mnie jest to niezrozumiale!
      Lekarz, piekarz czy jakis inzynier, to sa tylko etykietki nic nie majace
      wspolnego z osobowoscia, czy nawet z jakas ogolna wiedza.
      Znalem dr.hab, ktory byl profesjonalista w bardzo waskiej dziedzinie i nic poza
      tym, ktory w dodatku byl chorobliwie zakapleksiony i potrafil bic zone i dzieci.
      Ale znalem rowniez pewnego szewca, ktory mial bardzo szerokie zainteresowania,
      tj filozofia, historia, polityla, byl niezwykle oczytany i wlasciwie na kazdy
      temat mozna bylo z nim porozmawiac i wiele od niego sie dowiedziec, a poza tym -
      dusza czlowiek!!!

      Takze wydaje mi sie, ze zawod o czlowieku nic nie mowi, przynajmniej niewiele.
    • Gość: Melba Re: kim jestes? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.04.02, 21:50
      Fnoll, czy to pytanie nie wynika z aktualnej posuchy jeśli chodzi o pracę? Ja
      mam 3 specjalizacje mgrowskie i pracowałam na 3 różnych stanowiskach i nigdy
      nie określałam się ani jako np. terapeutka, ani jako np. project manager. Może
      to i doberze, bo teraz nie mam pracy i na pewno nie jestem "bezrobotna". Ale
      pytanie za 100 punktów, jak ja się określam...? No właśnie, jak?
    • kwieto Re: kim jestes? 20.04.02, 22:14
      Hmmm... nie myslalem nigdy, by sie predstawiac. Bo nawet nie wiem jak by tu
      mowic o profesji? Bo wychodzi ze Menedzer, ale z drugiej strony i
      marketingowiec (glupio brzmi). Mozna jeszcze ekonomista, ale to brzmi jeszcze
      bardziej glupio.
      Z tytulem tez jest problem - mielismy ze znajomymi dzika ucieche jak zrobilismy
      licencjaty, i moglismy sie wzajemnie tytulowac: Panie/i Licencjancie... Tez
      diabli wiedza - licencjancie, licencjacie, licencjo? A teraz mam skonczone
      studia, ale jeszcze bez obrony. To sie pono nazywa "wyzsze prezydenckie" ale
      nie wiem na prawde jak to by okreslic przy przedstawianiu sie.

      A pamietacie, ze kiedys piszac np. podanie o przyjecie do szkoly (czy to
      pamietacie???) trzeba bylo podac pochodzenie? Mam znajomego - Ojciec inzynier,
      Matka mgr farmacji - profilaktycznie wpisal "robotnicze" :")))

      No i przypomina mi sie jeszcze tekst Kaliny Jedrusik z filmu "Upal" -
      "urodzilam sie z matki drobnej inteligentki i ojca spawacza na goraco. Tatus
      pijal i bijal, ale mama byla tak drobna inteligentka, ze czesto nie trafial..."
    • Gość: Malwa Re: kim jestes? IP: *.chello.pl 20.04.02, 23:35
      Hm z zycia historia autentyczna:
      Moja mama miała kiedys znajomą o nazwisku Piękna. No i kiedys na jakims
      spotkaniu pani Piekna zapoznawała sie z pewnym panem, przedstawiła sie, a jakże
      bardzo grzecznie: Piękna jestem, tyle że facet myslał,że to dowcip i ona sobie
      jaja robi z niego, no i odpowiedział jej: A ja czarujący.
      Może więc jeśli nazwisko jest tozsame z zawodem, to bywa, że się ktos
      przedstawia: Hutnik jestem.
      Ale gdyby to miałoby być od razu na powitanie: hutnik jestem czy jestem
      hutnikiem, to na gruncie prywatnym albo nawet urzedowym - brzmi dla mnie
      śmiesznie.
      Co innego, gdyby chodziło o przedstawianie sie z profesji, jak to czasem bywa
      na spotkaniach zawodowych, wtedy to jest przyjęte.
      A jak ja kilka zawodów, choc bynajmniej nie wszystkie udokumentowane dyplomem:
      matka, zona, kochanka, gospodyni domowa, sprzataczka, kucharka etc etc?
      • Gość: Renka Re: kim jestes? IP: *.home.cgocable.net 21.04.02, 06:11
        Ja mowie prosto: Renka jestem.W trakcie rozmowy abstrakcyjno intelektualnej,
        rozmowca na ogol albo wpada w zachwyt albo w odretwienie.To mnie najlepiej
        okresla.
    • kwieto Hydraulik jestem 20.04.02, 23:52
      Rodzina Poszepszynskich, odcinek gdzie przychodzi z okazji swiat hydraulik i
      sklada zyczenia: "zdrowia szczescia pomyslnosci zyczy hydraulik"

      No i sie oczywiscie przedstawia wszystkim "dzien dobry, hydraulik jestem" :")
      • Gość: dodo zrozumiec probuje IP: *.sympatico.ca 21.04.02, 01:10
        czegos tu nie rozumiem. wszyscy sie na wyprzodki deklarujecie, ze
        zawod nic nie wazny, ze wyksztalcenie nieistotne, ze to, co robicie
        zawodowo nie ma znaczenia itd. to po cholore to robicie? po kiego
        diabla zostajecie inzynierami, lekarzami, policjantami czy innymi
        pucybutami zeby potem uznawac, ze to taki nieistotny szczegol
        w calosci jaka stanowicie? cos tu jest niespojne!
        wiem, wiem - charakter i madrosc czlowieka nie zaleza od
        wyksztalcenia ani pozycji zawodowej. ale to jest tylko czesc prawdy.
        druga to ta, ze spelniamy sie nie tylko jako matki, zony, mezowie,
        dziadkowie i dobrzy sasiedzi ale rowniez (a czesto w rownej mierze
        lub nawet jeszcze bardziej) jako szefowie i podwladni w calej sferze
        zawodowej. dlaczego wszyscy tak sie tego wypieracie? przeciez
        spedzamy w pracy ponad polowe dnia - to naprawde jest dla was bez
        wartosci?
        wcale nie uwazam, ze nalezy sie przedstawiac - "jola poszepszynska,
        mlodszy asystant starszego pomocnika w dziale inwentaryzacji rzeczy
        zgubionych lub zapomnianych", ale tez nie ma powodu ukrywac przed
        bliznimi swojego zajecia. ono wcale nie jest takie kompletnie nic
        niemowiace o osobie.
        • Gość: Renka Re: zrozumiec probuje IP: *.home.cgocable.net 21.04.02, 06:29
          Wydaje sie to oczywiste, ze w zaleznosci od okolicznosci nalezaloby powiedziec
          cos wiecej niz tylko imie.Jezeli wyglaszam przemowienie na temat zeszlorocznego
          sniegu, to wspomnienie, ze jestem inzynierem z zawodu moze do lez rozsmieszyc
          sluchaczy. Fakt, czesto stosuje ten trick w mojej restauracji, rozprawiajac o
          lososiu w syropie klonowym albo o udkach kurczecia nadziewanych pieczarkami.. i
          on dziala! Kasa rosnie. I o to chodzi :)
        • maly.ksiaze Wyksztalcenie w polu i w zagrodzie 21.04.02, 06:51
          Co wiecej, mile dodo, mysle ze kazdy z tu pisujacych ceni je sobie. Tylko
          trudno przedstawiac sie przy potrzasnieciu rak 'spawacz na goraco jestem',
          albo 'magister od marketingu, bardzo mi przyjemnie'.
          Ale takie pytanie, jakie zadal fnoll moze miec drugie dno. Takie na przyklad,
          na ile czujemy sie okresleni przez to, co robimy albo przez wyksztalcenie.
          Bo ja na przykled w pewnym sensie sie przez nie okreslam. To znaczy - zawsze
          milo mi o sobie pomyslec, ze jestem bystry i mieszcza mi sie glowie niesamowite
          rzeczy. To znaczy - kiedys sie miescily.

          Pozdrawiam,

          mk. (wyedukowany)
        • kwieto Re: zrozumiec probuje 21.04.02, 09:22
          Nie ma powodu tego ukrywac, ale nie ma powodu sie z tym afiszowac. Jezeli np
          wdaje sie w dyskusje o zarzadzaniu, wtedy podanie informacji ze zdobylem
          menedzerskie wyksztalcenie moze byc istotne. Ale jesli ide sobie na party,
          gdzie generalnie bede rozmawial o pogodzie czy niedawno widzianym w kinie
          filmie - to moje wyksztalcenie jest tutaj nieistotne.
          • kwieto Dopisek o Freudzie 21.04.02, 09:36
            Jest taka anegdotka zwiazana z panem Freudem. Pono kiedys mial grupke
            pacjentow, i kolejno do kazdego podchodzil pytajac sie "kim jestes" - jedni
            odpowiadali cos w stylu "dyrektorem" inni po prostu przedstawiali sie z imienia
            i nazwiska, jescze inni podawali cechy charakteru. Jeden pan zaczal opowiadac o
            sobie ze szczegolami, jednoczesnie drapiac sie w tylek. Po kilku minutach jego
            wywodu Freud spytal: "a nie wystarczy Ci, ze jestes w tej chwili drapiacym sie
            w tylek?"

            I mysle ze tu jest duzo racji. Swego czasu, majac juz dyplom menedzerski,
            zajmowalem sie informatyka, scisle - projektowaniem i obsluga baz danych. Kim
            wlasciwie wtedy bylem? Menedzerem? Informatykiem? A moja mama, ktora ma
            wyksztalcenie pedagogiczne ale nie pracuje w zawodzie od 20 lat - moze
            powiedziec, ze jest nauczycielka? A co jesli ktos robi kilka rzeczy na raz? Mi
            bylo by trudno sie okreslic w tej chwili - param sie jednoczesnie pracami
            biurowymi wszelkiej masci, troche informatyka, troche zarzadzaniem, a ostatnio
            nawet fotografia reklamowa. I co, mam sie przedstawiac - "menedzer/informatyk/
            fotograf/asystent kwieto"? eee.. przedumane to jakos...

            Gdy ktos mnie pyta kim jestem, zawsze mysle o chwili obecnej i kontekscie
            pytania, zostawiajac na boku wyksztalcenie, dyplomy, rzeczy ktore robilem dawno
            temu...
            • Gość: OLT Re: Dopisek o Freudzie IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 22.04.02, 00:49
              no i racja.
              tak sobie mysle, ze odpowiadajac na pytania "kim jestes" nalezy miec zawsze w
              glowie odpowiedz - "soba", nawet jak sie udziela rozmowcy konkretniejszej
              odpowiedzi (bo trzeba, ale to juz wynika z kontekstu)
              "soba" w sposob doskonaly chyba obejmuje calosc ;-)

              ekonomistka jestem, prosze panstwa
              fotografka (fotograficzka ;-)!!!) - bardzo mi milo
              ewentualnie pokojowe zagajenie: "bo ja z warszawy jestem", o to jest piekny
              tekst...anegdotyczny i prawdziwy (tj slyszalny jeszcze niekiedy w roznych
              beskidach, gdzie mnie nosi)

              pozdrawiam
              OLT

              PS kiedys - krotko - pracowalam w hodowli koni, ale jako "dostarczyciel owsa"
              lub "poszukiwacz zrebakow ktore zwialy" rowniez sie nie przedstawiam ;-))
              ajaj, na dzisiejsze to powinno byc "logistyk dzialu owsianego" ;-))))

              • kwieto Re: Dopisek o Freudzie 22.04.02, 06:35
                "U nas w Warszawie" - to tekst, ktory stal sie juz slynny w niektorych kregach.
                Najzabawniejsze, ze najczesciej wyglaszaja go ludzie z Piaseczna, Zielonki,
                Pruszkowa, czy innych miejscowosci podmiejskich (by zaimponowac, oczywiscie)
                :")))

                Logistyk dzialu owsianego - piekny zawod :")
        • czarodziejka Re: zrozumiec probuje 22.04.02, 01:19
          dodo napisał(a):
          > wszyscy sie na wyprzodki deklarujecie, ze
          > zawod nic nie wazny, ze wyksztalcenie nieistotne, ze to, co robicie
          > zawodowo nie ma znaczenia itd. to po cholore to robicie? po kiego
          > diabla zostajecie inzynierami, lekarzami, policjantami czy innymi
          > pucybutami

          czy wyobrazasz sobie, ze ktos PO TO zostaje lekarzem (nauczycielem, murarzem,
          taksowkarzem), by moc potem opowiadac o tym, ze jest lekarzem (nauczycielem,
          murarzem, taksowkarzem)?

          kims w zyciu trzeba byc (z zawodu), ale zeby zaraz o tym bez przerwy gadac?
          zwlaszcza przy przedstawianiu sie?

          poza tym nikt nie twierdzi, ze wyksztalcenie nie ma znaczenia
          fnoll pyta "na ile wykonywana praca tworzy tozsamosc?"
          i probujemy wlasnymi przykladami pokazac, ze nie tworzy, ale moze "wspolistnieje"
          z nasza tozsamoscia?


          • kwieto Historie z zycia wziete... 22.04.02, 06:39
            Wyobrazcie sobie impreze u kogos w domu. Przyszlo kilkoro znajomych, dziewczyny
            ze swoimi chlopakami. Pech chcial, ze wszyscy owi mezczyzni pracuja w
            finansach. No i jak wygladala impreza? Panowie siedli sobie w kaciku, zaczeli z
            ozywieniem dyskutowac o stopach procentowych, ROI, ROE, dzwigniach finansowych,
            obligacjach, akcjach... A panie biedne zostaly same :"))))

            Ech, chyba owi panowie powinni sie jednak zawodem a nie nazwiskiem
            przedstawiac.
            • Gość: wredna2@ Re: Historie z zycia wziete... IP: *.eflservice.pl / 10.10.10.* 22.04.02, 11:28

              To towarzystwo bylo do kitu... a te Panie tez jakies nie tego...

              skoro nie mogly wlasnymi zaletami ducha i ciala spowodowac zmiany zainteresowan u
              Panow chocby na jeden marny wieczor...

              Radze nie bywac w takim towarzystwie, bo mozna skrzywic sie zarowno
              "kosccowo" jak i "charakterelogicznie"

              bez zadnej szansy na pozniejszy powrot do pionu...

              zreszta, kazdy wybiera na wieczor takie towarzystwo,

              w jakim lubi przebywac , wiec o co sie tu spierac...

              wr.2



              kwieto napisał(a):

              > Wyobrazcie sobie impreze u kogos w domu. Przyszlo kilkoro znajomych, dziewczyny
              >
              > ze swoimi chlopakami. Pech chcial, ze wszyscy owi mezczyzni pracuja w
              > finansach. No i jak wygladala impreza? Panowie siedli sobie w kaciku, zaczeli z
              >
              > ozywieniem dyskutowac o stopach procentowych, ROI, ROE, dzwigniach finansowych,
              >
              > obligacjach, akcjach... A panie biedne zostaly same :"))))
              >
              > Ech, chyba owi panowie powinni sie jednak zawodem a nie nazwiskiem
              > przedstawiac.

    • veronique11 Re: kim jestes? 22.04.02, 14:07
      A pani sprzątaczka w pewnej instytucji ubezpieczeniowej ma tytuł " konserwator
      powierzchni płaskich ".....
      A mnie osobiście najbardziej śmieszy jak mi ktoś macha tytułem przed nosem , a
      ja nie widzę związku między tytułem szanownego klienta a sprawą z jaką do mnie
      przyszedł ...
      I tak najzabawniejsze są " wizytówki " - firma Consulting spedia cośtam ( tu
      jakis następuje anglojęzyczny bełkot , po czym c.d. pan Jan Nowak - president ,
      lub prezes ;swojsko z kartonika łypie , a potem facet niechcący się wygada , że
      to taka firemka jednoosobowa...
      Może czasami poprostu próżność przez nas przemawia..przecie ,krawcowa nie
      przyjdzie i nie powie : krawcowa Zofia , miło mi !
      Ale pani mecenas Zofia to co innego , znajdzie okazję , żeby się odpowiednio
      przedstawić..mnie to osobiście nie rusza..i jak już w końcu zrobię tego mgr.
      to chyba nie będę z nim paradować po ulicy.....
      • Gość: Renka Re: kim jestes? IP: *.home.cgocable.net 23.04.02, 03:08
        Ja to bym powiedziala, ze w Polsce to naprawde trudno bylo ludzi rozpoznac po
        stylu bycia i ubrania, kto kim byl. W szarym blokowisku, mimo, ze nam sie to
        podobalo,( bo kazdy z nas mial swoja dziuple w boazerii itp.) istnial obok
        siebie slawny nawet aktor, mecenas, czy lekarz, ale rowniez stary menel,zwykly
        urzedas czy student narkoman.I wszyscy byli w podobnym stylu. Po co sie
        wyrozniac?
        Jezeli kryterium podzialu miedzy ludzmi jest pieniadz, to obojetne, co robisz i
        kim jestes.Wazne ile masz i ile od ciebie mozna wyciagnac i na ile mozna cie
        naciagnac.Wtedy z reguly niechetnie sie przedstawiasz, czyz nie?
    • aka11 Re: kim jestes? 23.04.02, 08:30
      Imieniem albo nazwiskiem i imieniem (kiedy przedstawiam się osobie starszej od
      siebie np.). Ale również na kogoś kto sie tytułuje "magister Kowalski" reaguję
      w myślach "aha, z tym człowiekiem nie będę miała nic wspólnego". Bo nie wiem,
      czy to wypada, by ktoś kto skończył wyższe studia był takim błogim ignorantem i
      nie wiedział, że najniższy stopień naukowy, jaki można podawać określając się
      to doktor. Magister jest tylko matrycą do zdobywania tytułów naukowych, a sam w
      sobie nim nie jest. I nie prawię tu żadnych herezji, tylko tak jest i było jak
      wół podawane w podręcznikach zasad dobrego zachowania. Takie rzeczy podaje się
      pracodawcy w CV.
      A co do mnie, gdybym miała podać swój zawód to musiałabym sypnąć rozmówcy
      niezłą listę, a to sie właśnie raczej nadaje do CV a nie do rozmowy. I to
      wszystko były zajęcia bardzo różne i jedne miały coś wspólnego z
      wykształceniem, a inne nie. Bez sensu. Jestem przede wszystkim kobietą, a tego
      mówić nie muszę, bo widać. I na imię mam tak jak mam, a naziwsko baaardzo
      długie i pewnie dlatego zazwyczaj zapadające w pamięć, bo nietypowe. I te dwa
      określenia powinny wystarczyć, komuś kto chce na szybkiego wiedzić kim jestem,
      bo więcej nie mam zamiaru ujawniać jeśli nie jest to naprawdę konieczne. A
      zazwyczaj nie jest, według mnie.
      Pozdrawiam wszystkich.
      Aka
    • Gość: kamfora a lekarz pyta: co pani jest? IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 23.04.02, 20:57

      a baba na to: krawcowa!

      Ale tak serio, to chyba przedstawianie sie "zawodem" ma sens tylko w niektorych
      konkretnych sytuacjach: np prosze mnie przepuscic, jestem lekarzem,
      (ksiedzem/pielegniarka/policjantem...)albo w teleturnieju ;-)

      Czy w przypadku spotkan towarzyskich przedstawianie sie "zawodem" w ogole ma
      miejsce?
      • Gość: dodo Re: a lekarz pyta: co pani jest? IP: 209.226.65.* 23.04.02, 21:12
        ale w sytuacjach towarzyskich pytamy sie wzajemnie "co teraz robisz?"
        w znaczeniu "jak zarabiasz na zycie?" i czesto chcac nie chcac oceniamy
        bliznich na podstawie odpowiedzi. moze nie zawsze jest to fair jak juz
        zauwazyla chyba kasia skarzac sie na tych, ktorzy sie krzywia gdy im powie, ze
        gospodarzy w domu ale sie zdarza.
        mnie strasznie zlosci takie gadanie, ze zawod i wyksztalcenie to nieistotne
        szczegoly, ktore nic nie mowia o tozsamosci czy osobowosci. bo ja np. wcale nie
        chce byc leczona przez lekarza, ktory swoj zawod uwaza ze nieistotny szczegol
        ani nawet nie chce miec dachu pokrywanego przez dekarza o takim samym
        zapatrywaniu na jego profesje. "bo ja, prosze pani, to poeta jezdem a te dachy
        to tak pokrywam zeby na chlep zarobic i spiewy ptasie lepiej slyszec" - to ja
        dziekuje bardzo za te wybujala osobowosc - to ja juz wole z prymitywnym,
        prostackim rzemiecha miec do czynienia. ktory wlasnie utozsamia sie z byciem
        dekarzem (krawcem, zdunem, spawaczem na goraco czy innym piekarzem bulek
        cieplych i drozdzowych).
        • Gość: mariposa Re: a lekarz pyta: co pani jest? IP: *.biz.mindspring.com 23.04.02, 21:40

          ja tez uwazam, ze zawod okresla czlowieka, tzn. na podstawie wykonywanego
          zawodu i stosunku danej osoby do tego zajecia, tudziez wyobrazenia na temat
          wymarzonego zajecia mozna duzo powiedziec (pomijajac kwestie ekonomistow, czyli
          specjalistow od wszystkiego, a zarazem niczego konkretnego).

          przeciez jesli ktos ma zamilowanie do literatury nie zostanie "przez czysty
          przypadek" inzynierem chemikiem.

          dlatego sama postaram sie dazyc do zdobycia jakiegos konkretnego zawodu, z
          ktorego bede mogla byc dumna i na pytanie "what do you do for living?"
          przestane odpowiadac "breath, eat and sleep".

          a poza tym to jestem pewna, ze gdyby mnie jakis czas temu na filologie norweska
          przyjeli, na pewno bylabym dzis przynajmniej w innym miejscu (zaryzykowalabym
          nawet, ze troche inna osoba).

          praca zajmuje nam wiekszosc zycia, wiec chyba trudno, zeby nie miala na nie
          wplywu (zarowno rodzaj wykonywanego zajecia, jak i otoczenie, szefowie,
          wspolpracownicy itp.).
          • Gość: kamfora Re: a lekarz pyta: co pani jest? IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 23.04.02, 22:12
            Gość portalu: mariposa napisał(a):

            >
            > ja tez uwazam, ze zawod okresla czlowieka, tzn. na podstawie wykonywanego
            > zawodu i stosunku danej osoby do tego zajecia, tudziez wyobrazenia na temat
            > wymarzonego zajecia mozna duzo powiedziec

            No, zgoda - ale ja mialam na mysli przedstawianie sie "towarzyskie".

            A tak w ogole - to chyba ostatnio jestem troche przeczulona, bo wlasnie doszlam
            do wniosku, ze na pytanie "kim pani jest"? najodpowiedniejsza odpowiedzia
            bylaby: "nikim" (tak niedawno powiedzialam nawet...)

            No, ale jesli chodzi o fachowcow zatrudnianych - to kwalifikacje rzecz wazna, ale
            uczciwosc nie mniej...

            Pozdrawiam
            niby_ekonomistka_od_wszystkiego_i_niczego ;-)
            • Gość: Renka Re: a dodo ciagle pyta co pani jest , bo ja... IP: *.home.cgocable.net 24.04.02, 16:04
              Dodo mowi, cytuje z cieciami : "ale w sytuacjach towarzyskich pytamy sie
              wzajemnie "co teraz robisz?"
              w znaczeniu "jak zarabiasz na zycie?" i czesto chcac nie chcac oceniamy
              bliznich na podstawie odpowiedzi.(...) mnie strasznie zlosci takie gadanie, ze
              zawod i wyksztalcenie to nieistotne
              szczegoly, ktore nic nie mowia o tozsamosci czy osobowosci(...)"

              Nie zauwazylam, zeby ktoras z wypowiedzi w tym watku podwazala istote
              wyksztalcenia, raczej chcialaby ja podkreslic.. W zyciu roznie bywa, ja juz
              spotkalam milionerow z dnia na dzien i bankrutow z dnia na dzien.Wszyscy chyba
              przedstawiamy sie tak,jak sytuacja tego wymaga. Jako freelance workers (wolni
              strzelcy) lub artysci, albo z koniecznosci urzedasy czy dekarze.Lub tez
              jako "CEO" lub "President of X company", ktora zalozylismy jako worek na odpisy
              podatkowe, prawda, dodo ? W dzisiejszych czasach trzeba miec tych tytulow caly
              zbior, bo nie wiadomo komu dzis, a co dopiero jutro, przyjdzie nam sie
              przedstawiac :)
              • Gość: dodo renka - wszystko prawda IP: 209.226.65.* 24.04.02, 16:55
                wszystko, co napisalas - prawda, bo panta rei.
                jest tylko jedno "ale" - jak poczytasz tam na gorze :-) to tam jest sporo
                wypowiedzi, z ktorych wynika, ze co tam magister, co tam technik, co tam ceo -
                wszystko to betka w obliczu tego "kim jestem". a ja twierdze, ze wlasnie jestem
                profesjonalista w moim zawodzie w oparciu o wyksztalcenie i doswiadczenie - to
                mnie i okresla, i satysfakcjonuje, i nie wstydze sie tego ani nie wypieram.
                pewnie, ze nie pisze sobie tytulow zawodowych na czole ale tez nie wmawiam
                wszystkim dookola, ze to co robie przez prawie 8 godzin dziennie to pryszcz
                a "zaczynam zyc" dopiero w weekend gdy jezdze na nartach albo pokrzykuje na
                moja trzodke.
                tak wiec ja nie przecze, ze "w zaleznosci od okolicznosci" ale nie dam sobie
                wmowic, ze moje "ja" to tylko to poza praca, zawodem i tym, w jaki sposob
                zarabiam na utrzymanie. to jest moja tozsamosc (no, moze tozsamostka) i juz!
                tu dodo tupie ptasia lapa i opuszcza was na chwile :-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja