Dodaj do ulubionych

Umniejszacze

20.10.04, 14:51
Czuja sie nieduzi - tak bardzo, ze wierza, iz nie zdolaja urosnac.
Jednoczesnie dreczy ich pragnienie wielkosci.
Co moga w tej sytuacji zrobic? Skoro nie potrafia powiekszyc siebie,
nalezy... hm, tak! Eureka. Pomniejszyc innych. Najlepiej subtelnie, z
usmiechem niby to obojetnego poblazania albo zapewnieniami o zyczliwosci.

Uprzejma przyjaciolka, facet na rozmowie o prace, grzeczna sasiadka,
zatroskany kolega z pracy ... I te metody - atakowanie cichcem ('nie to,
zebym chciala byc nieuprzejma, ale... (i jest nieuprzejma)), manipulowanie,
operowanie domyslami i aluzjami w miejsce argumentow, obrazanie sie znienacka
(na pytanie 'o co chodzi?' odpowiada 'nie wiesz? nie wiesz?! wybucha placzem
albo trzaska drzwiami - i juz cie ma), nieprawdziwe uogolnienia,
projektowanie swoich uczuc na ciebie ('mam wrazenie, ze nie darzysz mnie
sympatia' mowi, kiedy to on nie darzy cie sympatia) itd
Wszystko w bialych rekawiczkach.

Najwazniejsze - nie dac im satysfakcji, czyli mozliwosci kontroli nad toba.
Czyli - lekcewazyc, ignorowac, smiac sie z satysfakcja, kiedy desperacko po
raz enty wytaczaja wszystkie swoje 'zyczliwe' i 'zatroskane' dziala przeciw
tobie, w nadziei na rekacje.

Niedoczekanie,
Obserwuj wątek
    • j_ar Re: Umniejszacze 20.10.04, 14:56
      >'mam wrazenie, ze nie darzysz mnie
      > sympatia' mowi, kiedy to on nie darzy cie sympatia

      no no, niezle hehehe... az sprawdze, czy to dziala, niech tylko znajde kogos
      kogo nie lubie
    • kvinna Re: Umniejszacze 20.10.04, 15:20

      Bywam umniejszaczem. Ale sprawiedliwym.
      Wobec kogoś, kto traktuje mnie protekcjonalnie.
      Systematycznie.
      O metodzie: śmieję się w nos i drwię.

      Pytanie za pół punktu: a co wtedy, gdy naprawdę kogoś nie cenisz?
      • ziemiomorze Re: Umniejszacze 20.10.04, 23:43
        Grasz w ich gre - nie lepiej grac w swoja?
      • ziemiomorze Umknelo 20.10.04, 23:44
        kvinna napisała:
        > Pytanie za pół punktu: a co wtedy, gdy naprawdę kogoś nie cenisz?

        To samo. Tyle, ze cichaczem sie zzymam.
      • paco_lopez Re: Umniejszacze 21.10.04, 09:53
        Ostatnio widziałem w hotelu Katowicach jak dwie stare dziwki sie nawzajem
        umniejszały.

        A jak kogoś nie cenisz to możeby go podwyższac do taaaakiego poziomu, ze go
        zaczniesz cenić.
    • cossa Re: Umniejszacze 20.10.04, 15:29
      nic dodac nic ujac ziemiomorze :)

      pytanie skad sie to bierze? :)

      pozdr.cossa
      • ziemiomorze Re: Umniejszacze 20.10.04, 23:48
        Przestalam tepic umniejszaczy wlasnie wtedy, kiedy zrozumialam, czemu oni tacy.
        Oni nie sa winni temu, ze sa tacy mali (Az zacznie moze krzyczec, ze kazdy jest
        sobie winien, ale trudno).
        Bierze sie to bowiem z niskiego poczucia wlasnej wartosci, niedostatku milosci
        w dziecinstwie, niedostatku uwagi i innych w tym stylu. Stad odmawiajac udzialu
        w tym, co staraja sie narzucic, zdrowo jest uruchomic wspolczucie.

        Bo zasluguja,
        • Gość: az Re: Umniejszacze IP: 62.233.232.* 21.10.04, 00:07
          > Oni nie sa winni temu, ze sa tacy mali (Az zacznie moze krzyczec, ze kazdy
          jest
          > sobie winien, ale trudno).

          Malduję się na wywołanie.
          Rzecz jasna protestuję.
          Ale to nie moja (po Twojemu) wina ;)
          • ziemiomorze Re: Umniejszacze 21.10.04, 12:51
            Widzisz, ja tu widze co najmniej dwie rozne winy :-)

            Zakladajac, ze moja hipoteza o, trywializujac, nienajszczesliwszym dziecinstwie
            jest prawdziwa, winy mozna upatrywac w rodzicach (glupio kochajacych, nie
            kochajacych etc). (Rzecz jasna, wg teorii pola czy systemowej - oni tez sa
            niewinni, bo ich rodzice...itd)

            A odpowiedzialnosc po stronie pokrzywdzonych lezy od momentu, od ktorego
            staneli na wlasnych nogach i nie zrobili nic, zeby to, co dostali, zmienic na
            lepsze.

            I tyle,
            • Gość: az Re: Umniejszacze IP: 62.233.232.* 21.10.04, 20:36
              > A odpowiedzialnosc po stronie pokrzywdzonych lezy od momentu, od ktorego
              > staneli na wlasnych nogach i nie zrobili nic, zeby to, co dostali, zmienic na
              > lepsze.

              Tratatata.
              A na jakich to nogach stoją ci pokrzywdzeni?
              Co dostali, co mają?
              Jak tu od nich wymagać, by zrobili coś? I to zmiany na lepsze.
              • r.richelieu Re: Umniejszacze 22.10.04, 00:26
                patrzeć więc na umniejszacza przez pryzmat tego co doświadczył, czy tego kim
                jest teraz i co robi? chyba nikt nie miał idealnej przeszłości, więc może
                wszystkim w umniejszaniu folgować

                ziemiom. odnośnie momentu stanięcia na własnych nogach. Kiedy to jest? Może
                raczkowanie na sztywnych kolanach jest jednak lepsze niż stanięcie na wiotkich
                nogach



                • ziemiomorze Re: Umniejszacze 22.10.04, 00:37
                  r.richelieu napisała:

                  > patrzeć więc na umniejszacza przez pryzmat tego co doświadczył, czy tego kim
                  > jest teraz i co robi? chyba nikt nie miał idealnej przeszłości, więc może
                  > wszystkim w umniejszaniu folgować

                  No wlasnie nikomu. I te dwie optyki paradoksalnie sie nie kloca, bo niby czemu
                  mialy by? Ja w konfrontacji z umniejszaczem odczuwam jednoczesnie i zlosc, i
                  wspolczucie - czyli reaguje na to, co robi i na to, dlaczego taki jest.

                  > ziemiom. odnośnie momentu stanięcia na własnych nogach. Kiedy to jest? Może
                  > raczkowanie na sztywnych kolanach jest jednak lepsze niż stanięcie na
                  wiotkich
                  > nogach

                  Nie do konca lapie metafore, ale wierze, ze kazdy ma wybor, tylko nie kazdy
                  chce go zobaczyc. Mozna sie i czolgac, byle nie ranic swiadomie, mozna i upasc,
                  byle nie podniesc sie z pustymi rekami

                  No nie, fajna ta metafora ;-)
                  • r.richelieu Re: Umniejszacze 22.10.04, 00:43
                    pewnie umniejszacz zorientowawszy się, że jest obiektem współczucia, stara się
                    jeszcze bardziej umniejszać

                    • ziemiomorze Re: Umniejszacze 24.10.04, 00:48
                      Nie, niekoniecznie.
                      Wg moich doswiadczen, wiekszosc umniejszaczy komunikuje sie w sytuacji
                      umniejszania z pozycji dziecka (skrzywdzonego, stad zlosc, male poczucie
                      wlasnej wartosci itd). Mam wrazenie, ze wspolczucie to dobry poczatek
                      komunikacji z tym poziomem. Pare razy w kazdym razie udalo mi sie cos na tym
                      zbudowac.
                      • r.richelieu Re: Umniejszacze 24.10.04, 02:56
                        komunikacji z tym poziomem..
                        Jeśli już zbudowałaś, to z pewnością masz dużo racji, ale

                        jeśli mówisz o poziomach, jeśli to Ty hm, ?zniżasz się? do poziomu dziecięcego,
                        to czy delikwent nie poczuje tego głosu nie równego, a z wysoka. Może czuć się
                        traktowany protekcjonalnie lub wręcz jakby klapsy obrywał za niegrzeczne
                        zachowanie.
                        Czyli, jak wcześniej zamąciłam z raczkowaniem ;), wolą twardo raczkować na
                        dziecięcych kolanach niż podnieść się i wreszcie stanąć na dorosłych nogach, bo
                        wiedzą, że i tak długo nie postoją, bo podstawy życiowe mają słabe, ewentualnie
                        gdyby ktoś był dla nich podporą i wystrugał laskę. Część ich praktyk
                        umniejszaniowych wynika pewnie z tego, że nie rozmawia się z raczkującymi jak
                        równy z równym, tylko poucza, ponagla by wstali. Weź się w garść, weź się do
                        jakiej roboty, nie marnuj życia leniu, nie histeryzuj, nie jesteś chory tylko
                        masz fanaberie.
                        I w takich wypadkach to nie poczuczanie odnosi najlepsze efekty, a kubeł zimnej
                        wody
                        • ziemiomorze Re: Umniejszacze 28.10.04, 15:58
                          r.richelieu napisała:

                          > jeśli mówisz o poziomach, jeśli to Ty hm, ?zniżasz się? do poziomu
                          dziecięcego,

                          Nie znizam sie. Poziom dziecka nie jest 'nizej' czy 'wyzej' - jest 'gdzie
                          indziej'.

                          > to czy delikwent nie poczuje tego głosu nie równego, a z wysoka. Może czuć
                          się
                          > traktowany protekcjonalnie lub wręcz jakby klapsy obrywał za niegrzeczne
                          > zachowanie.

                          No i to by bylo zwyczajnie glupie, bo wiekszosc ludzi reaguje alergicznie na
                          protekcjonalny ton.

                          > Czyli, jak wcześniej zamąciłam z raczkowaniem ;), wolą twardo raczkować na
                          > dziecięcych kolanach niż podnieść się i wreszcie stanąć na dorosłych nogach,
                          > bo
                          > wiedzą, że i tak długo nie postoją, bo podstawy życiowe mają słabe,
                          > ewentualnie
                          > gdyby ktoś był dla nich podporą i wystrugał laskę. Część ich praktyk
                          > umniejszaniowych wynika pewnie z tego, że nie rozmawia się z raczkującymi jak
                          > równy z równym, tylko poucza, ponagla by wstali. Weź się w garść, weź się do
                          > jakiej roboty, nie marnuj życia leniu, nie histeryzuj, nie jesteś chory tylko
                          > masz fanaberie.
                          > I w takich wypadkach to nie poczuczanie odnosi najlepsze efekty, a kubeł
                          > zimnej wody

                          Tu sie chyba zgadzamy: ja staram sie niektorych umniejszaczy konfrontowac ich z
                          ich wlasna zloscia, ujawniac mechanizmy.
                • Gość: az Re: Umniejszacze IP: 62.233.232.* 22.10.04, 01:21
                  > patrzeć więc na umniejszacza przez pryzmat tego co doświadczył, czy tego kim
                  > jest teraz i co robi? chyba nikt nie miał idealnej przeszłości, więc może
                  > wszystkim w umniejszaniu folgować

                  Bliskich wspierać.
                  Dalekich omijać.
                  • r.richelieu Re: Umniejszacze 24.10.04, 02:45
                    >
                    > Bliskich wspierać.
                    > Dalekich omijać.


                    zanim będzie blisko Ty zdążysz go ominąć
                    • Gość: az Re: Umniejszacze IP: 62.233.232.* 24.10.04, 16:32
                      > zanim będzie blisko Ty zdążysz go ominąć

                      No i bardzo dobrze.
                      W czym problem?
                      Kim jest dla mnie on, ten teraz daleki i ominięty?
              • ziemiomorze Re: Umniejszacze 22.10.04, 00:33
                Gość portalu: az napisał(a):

                > Tratatata.

                Znowu pouczasz :-(

                > A na jakich to nogach stoją ci pokrzywdzeni?

                Na swoich wlasnych?

                > Co dostali, co mają?
                > Jak tu od nich wymagać, by zrobili coś? I to zmiany na lepsze.

                Normalnie?
                Widzisz - gleboko wierze, ze obojetnie od calego cierpienia, ktore nas spotyka,
                kiedy jestesmy na nie zbyt mali, mozna byc czlowiekiem, a nie bydlakiem.
                Nie wiem - czy to jest zbyt wygorowane?
                Jasne - przy kontakcie z czlowiekiem, ktory ma za soba liczne traumy, nalezy
                uzbroic sie w morze uwaznosci i szacunku (ok ok - przy kontakcie z kazdym, bo
                czemu by nie), ale poblazajac mu nadmiernie robi sie mu tylko krzywde.
                • Gość: az Re: Umniejszacze IP: 62.233.232.* 22.10.04, 01:19
                  > Znowu pouczasz :-(

                  To już Twój kaprys, że każdą moją uwagę traktujesz jako pouczanie.

                  > Na swoich wlasnych?

                  I co z tego, że na własnych?
                  Stan tych nóg jest równie ważny.

                  > Widzisz - gleboko wierze, ze obojetnie od calego cierpienia, ktore nas
                  spotyka,
                  >
                  > kiedy jestesmy na nie zbyt mali, mozna byc czlowiekiem, a nie bydlakiem.

                  Można i należy być.

                  > Jasne - przy kontakcie z czlowiekiem, ktory ma za soba liczne traumy, nalezy
                  > uzbroic sie w morze uwaznosci i szacunku (ok ok - przy kontakcie z kazdym, bo
                  > czemu by nie), ale poblazajac mu nadmiernie robi sie mu tylko krzywde.

                  Też tak myślę.
                  • ziemiomorze Re: Umniejszacze 24.10.04, 00:53
                    Gość portalu: az napisał(a):

                    > To już Twój kaprys, że każdą moją uwagę traktujesz jako pouczanie.

                    Az, warkoczyki <sojka w bok>

                    > I co z tego, że na własnych?
                    > Stan tych nóg jest równie ważny.

                    Jesli nie sprobujesz stanac na nogach, skad mozesz wiedziec, ze to mozesz
                    zrobic? I kiedy?

                    [dobrym czlowiekiem byc]
                    > Można i należy być.

                    Szufeleczka.

                    > Też tak myślę.

                    Nuda, nuda. Co z tym obiecanym watkiem?

                    z.kapryszone
                    • Gość: az Re: Umniejszacze IP: 62.233.232.* 24.10.04, 01:16
                      > Az, warkoczyki <sojka w bok>

                      Poluzuj. Sobie. Ktoś tu to zalecał.

                      > Jesli nie sprobujesz stanac na nogach, skad mozesz wiedziec, ze to mozesz
                      > zrobic? I kiedy?

                      Jasne, że trzeba stawać na własnych nogach.
                      Ale nie wypada stawiać zbyt daleko idących wymagań jedynie z tego powodu, że
                      ktoś stoi. Bo to może być ledwo-stanie.

                      > Nuda, nuda. Co z tym obiecanym watkiem?

                      Idź na spacer ;P
                      Niczego nie obiecywałem.
                      A jeśli już, to to, że nie założę tu nowego wątku.
                • Gość: ryb Zeby byc czlowiekiem IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 24.10.04, 10:00
                  To trzeba byc wychowanym przez czlowieka, ewentualnie przez szkoly i silne
                  spoleczenstwo, zakladajac oczywiscie ze w szkolach ucza ludzie i spoleczenstwo
                  jest na odpowiednim etapie czlowieczenstwa. Mozna sobie mowic ze czlowiek
                  powinien byc czlowiekiem a nie bydlakiem...tylko ze ten bydlak mysli ze jest
                  czlowiekiem i jego silne "tradycje" wyniesione z domu, beda walczyly z Waszym
                  rozumowaniem.
    • Gość: no wlasnie Re: Umniejszacze IP: 62.233.169.* 20.10.04, 15:40
      tylko jak dlugo mozna wytrzymac w takich dziwnych ukladach?
      nie znosze takich gierek...
    • fnoll tajna broń 20.10.04, 15:50
      zamiast mówić cokolwiek kontra czasem wystarczy spojrzeć, proponowane style:

      - na psychiatrę ("tak, tak, proszę mówić dalej...") włączamy się słownie tylko
      w momencie usłyszenia jakiegoś konkretu dotyczącego pracy, cen, pogody itp.

      - na killera ("co ty qrwa pierdolisz!? odjebało ci!?") usta opadłe w grymasie
      obrzydzenia, zamiast odpowiedzi - potrzeć lekko nos ("coś tu śmierdzi"); w tej
      opcji nie mówi się nic, lub minimum

      - na hippisa ("kocham cię bracie i siostro, choć nie rozumiem co do mnie mówisz
      i nie wiem kim jesteś"), należy amiętać, by rzucic jakąś zupełnie absurdalną,
      aczkolwiek pozytywną uwagą, dla wzmocnienia efektu
      • Gość: malgo Re: tajna broń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.04, 16:41
        Bardzo dobra broń,trudno ją jednak zastosować
        zdalnie:telefon ,net.Słowa tak ;acha..to miłe co
        mówisz..,zgadzam się..,słucham Cię,(na hipisa
        najlepiej chyba wychodzi),ale z mimiką gorzej
        wychodzi.
      • Gość: baba Re: tajna broń IP: *.acn.waw.pl 20.10.04, 17:13

        Hehehehe
        • Gość: baba Re: tajna broń IP: *.acn.waw.pl 20.10.04, 17:17

          Ja od dawna nie mam do czynienia z podobnymi typami.
          Moze nie wygladam na wdzieczny obiekt :-)
          Mysle, ze najbardziej skuteczne jest zyczliwe zainteesowanie tematem swojej osoby
          i reagowanie, jakby byla mowa o kims innym.Absolutna nieprzemakalnosc.
      • Gość: ryb Re: tajna broń IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 20.10.04, 18:29
        - Na Dowidzenia, w polowie monologu, nalezy powiedziec i najlepiej klepnac w
        ramie: Wiesz stary, ciekawe jest to co mowisz ale ja musze juz isc...
      • ta Re: tajna broń 20.10.04, 19:21
        Fnoll, wydrukowałam :D !,
        tak dla przypomnienia i edukowania następnych pokoleń.

        Najlepiej zadziałało ( rozdziawiona gęba) na "killera", ale tylko raz w
        stosunku do jednej osoby, wiem, że drugi raz byłby odpór.
        Wyobrażasz sobie stupor tegoż osobnika, który przez x lat nie słyszał z ust
        mych nawet słowa doopa?

        Teraz stosuję na hippisa + koniecznie błądzący wzrok i niebiański uśmiech
        (bujam się w puszystych obłokach). Działa i to jak :D

        Pozdr Ta_
        • fnoll Re: tajna broń 20.10.04, 19:51
          bo by manipulator mógł działać - obiekt jego działań musi być manipulowalny,
          czyli przewidywalny i reaktywny

          dlatego psucie szyków manipulatorowi dzieli się z grubsza na dwie rodziny:

          - zero reaktywności (postępujemy według wewnętrznego planu niezależnego od
          działań manipulatora)

          - totalna irracjonalność (czyli wesoła nieprzywidywalność, zaskoczenie i
          kluczenie)

          jeszcze dwa sposóby mi się przypomniały:

          - na akademika (skupiony wyraz twarzy, broda objęta dłonią, palec na
          ustach "nic nie powiem", potakiwanie), wrzucamy uwagi w stylu: "gdzieś o tym
          czytałem...", "to ma nawet sens. gdyby uściślić...", "jest na to sposób, ale to
          trzeba najpierw przeanalizować...", "opisz to dokładniej...", "tylko proszę,
          wyrażaj się precyzyjnie..."

          - na kryptosadystę "rożen wzroku" (to b. prosty sposób - wystarczy patrzeć w
          jakieś nietypowe miejsce na twarzy rozmówcy - ucho, czubek głowy - mrużąc
          czasem oczy jakby tam się coś dostrzegło) efekt bywa rozwalający, trzeba się
          uzbroić w ultragrzeczność na wypadek wybuchu agresji, a gdyby rozmówca wprost
          zapytał, czemu się tak dziwnie patrzymy, czy coś mu się przykleiło czy coś, to
          trzeba się udanie żachnąć z krótkim niewinnym, uśmiechem "nie, nic, drobiazg,
          naprawdę nie ma o czym mówić, wydawało mi się..."
          • Gość: małgo Re: tajna broń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.04, 21:53
            Az mi narobiłes apetytu tym rożnem wzroku.. hej!

            Ale chwilwo nikogo na oku nie mam,a nad

            rodzinką nie chcę się znęcać (zresztą

            musiałabym ich sprowokowac).;))))

      • ziemiomorze Re: tajna broń 20.10.04, 23:56
        Dwie jeszcze podobne techniki:

        -rozmydlanie (na krytykanckiego umniejszacza): na kazda krytyczna uwage
        krzywisz sie niby to w zastanowieniu ale z malym zaangazowaniem, i jakbys
        rozprawial o sprawach nieistotnych zupelnie, bladzac wzrokiem gdzies w oddali
        mowisz 'moze tak... moze nie...', 'byc moze, ale kto to wie, hm...'

        -uszczegolawianie: krytyke przyjmujesz powaznie, wysluchujac z uwaga, i
        dopraszajac sie szczegolow i konkretow - potem szczegolow szczegolow i
        konkretow konkretow, co sprowadza kazda krytyke do absurdu albo jakze cennego
        zianka prawdy (czyli wygrywasz tak czy inaczej)

        (ech, techniki asertywnosci tak latwo przenicowac na manipulacje i agresje)
        • caorle Re: tajna broń 20.10.04, 23:58
          dobrzy jesteście w tych technikach...kurcze
          :-)))
          • Gość: małgo Re: tajna broń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 00:04
            No.. aż strach Ich umniejszać,
            to moze wyolbrzymiać...? :)))

            O Boże,żeby tylko rożnem nie
            przyładowali..;)
            • caorle Re: tajna broń 21.10.04, 00:07
              pamietaj

              rożno rożnem napierdzielaj
              :-)))
              i nie bój się nic
              • Gość: małgo Re: tajna broń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 00:51
                kiedy ja kurą podszyta,rożna się boję:( :))))
                • caorle Re: tajna broń 21.10.04, 00:53
                  walcz ze swymi ograniczeniami a bedziesz wielka i rożno cie nie pokona
                  :-)))
                  • Gość: małgo Re: tajna broń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 01:12
                    Wielka kura ,przerazająca wizja :)))

                    • fnoll Re: tajna broń 21.10.04, 12:16
                      w hierarchii dziobania wspięłabyś się na sam szczyt, kurczę, a może nawet...
                      uleciała!

                      tylko wtedy, to ty już chyba nie kura, a kondor byś była... czy concorde?

                      no i: rożen mięknie, gdy się pokaże - kurzy pazur!

                      hej :)
                      • Gość: malgo Re: tajna broń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 12:26
                        Mało optymistyczne bo concordy już nie latają,

                        kondory mają obmierzłe nagie szyje,a mi jednak

                        trochę na wyglądzie zalezy.Tylko ten porządek

                        dziobania nęcący.

                        ps ten pazur nie musi być z karminadla mam nadzieję?

                        :)))))))
                        • fnoll kurzy pazur 21.10.04, 13:39
                          kurzy pazur jest:

                          - po pierwsze u nogi
                          - po drugie chropawy
                          - po trzecie, tak po prawdzie, mają go wyłącznie wiedźmy, rzepichy itd.

                          ale jak go pokazać... to fiu, fiu - parę wieków dominacji mężczyzn okazuje się
                          nagle niewiele znaczącym epizodem

                          i wtedy to można sobie podziobać :D

                          tylko - po co?
    • czarna_ms Re: Umniejszacze 21.10.04, 11:14
      Tia... skąd ja to znam...mam to na codzień w pracy...ktoś mądry powiedził, że
      za duzo bab nie może razem pracować bo będą zgrzyty...i są!! mam takie dwa
      egzemplarze w pracy, echh sto razy wolę pracować z facetami, nawet mogę po nich
      myć kubki po kaiwe ale (nie obrażając nikogo ;)))) faceci do wszystkiego
      podchodzą prościej, bez udziwnień i co NAJWAŻNIEJSZE - nie wymyślają historii
      rodem z taniego horroru czy jaiegoś nędznego powieścidła ( a wiesz co ona
      powiedziała o Tobie....; jak mogłaś coś takiego o mnie powiedzieć...) Bleeeeee
    • para8 Re: Umniejszacze 21.10.04, 13:04
      ziemiomorze napisała:

      > Najwazniejsze - nie dac im satysfakcji, czyli mozliwosci kontroli nad toba.
      > Czyli - lekcewazyc, ignorowac, smiac sie z satysfakcja, kiedy desperacko po
      > raz enty wytaczaja wszystkie swoje 'zyczliwe' i 'zatroskane' dziala przeciw
      > tobie, w nadziei na rekacje.
      >
      > Niedoczekanie,

      Ale Ty przecież reagujesz, tylko nie dajesz tego po sobie poznać, więc czy
      chcesz, czy nie, oni i tak Cię kontrolują – działasz pod ich dyktando, co z
      tego, że nie tak, jak by się tego spodziewali.



      • Gość: ba Re: Umniejszacze IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 21.10.04, 13:29
        > ziemiomorze napisała:
        >
        > > Najwazniejsze - nie dac im satysfakcji, czyli mozliwosci kontroli nad tob
        > a.
        > > Czyli - lekcewazyc, ignorowac, smiac sie z satysfakcja, kiedy desperacko
        > po
        > > raz enty wytaczaja wszystkie swoje 'zyczliwe' i 'zatroskane' dziala przec
        > iw
        > > tobie, w nadziei na rekacje.
        > >
        > > Niedoczekanie,
        >
        > Ale Ty przecież reagujesz, tylko nie dajesz tego po sobie poznać, więc czy
        > chcesz, czy nie, oni i tak Cię kontrolują – działasz pod ich dyktando, co
        > z
        > tego, że nie tak, jak by się tego spodziewali


        no wlasnie...

        wg mnie najwazniejsze by dac im poczucie bezpieczenstwa, poczucie tego iz sa
        wiele warci (bo sa tylko jeszcze tego nie wiedza).

        jednym slowem, zachowujac postawe asertywna, z nie lekcewazyc, nie ignorowac
        (bo to wlasnie wyzwala w ludziach postawy "umniejszaczy") zapytac ich z cala
        doza milosci na jaka ida nam sie zdobyc: dlaczego sa kontrolujacy, zli,
        zlosliwi...
        co sie stalo? czy ktos wlasnie nadepnal im na odcisk, czy moze ten odcissk boli
        od dziecinstwa...

        Ignorujac, lekcewazac, smiejac sie... robimy dokladnie to samo...
        bo ignorowanie jest tylko umniejszaniem...(ignorowanie to przeciez jedna z form
        mobbingu,- to dla tych ktorzy nie widza zwiazku ignorowania z umniejszaniem)

        jedynyum sposobem jest przerwanie zakletego kregu negatywnych emocji, reakcji i
        zastapienie ich pozytywnymi
        • ziemiomorze Re: Umniejszacze 21.10.04, 14:42
          Smiem watpic w slusznosc tego, co piszesz.
          Umniejszacze charakteryzuja sie tym, ze umniejszanie przedstawiaja jako troske,
          zyczliwosc, uprzejme zainteresowanie, grzeczna obojetnosc. Nie tylko przed
          innymi udaja; udaja tez przed soba. Czyli nie maja pojecia o tym, ze zachowuja
          sie wrednie, nisko i zlosliwie.

          Znam z Internetu kobiete, ktora, o ile komentuje jakos moje posty, to zawsze
          pisze 'zet sie czepia', 'zet to czepialska' itd w tym stylu. Dokonuje
          klasycznej projekcji swoich wad na mnie, bo czepiajac sie mojego czepiania jest
          czepiajaca i, co charakterystyczne nie widzi tego, co robi :-)

          Poza tym - wyznaje poglad, ze naprawiac swiat mozna raczej swoim przykladem (ja
          sama uwielbiam inspirowac sie innymi), niz probujac zbawiac na sile.
          • Gość: ba Re: Umniejszacze IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 21.10.04, 14:52
            > Poza tym - wyznaje poglad, ze naprawiac swiat mozna raczej swoim przykladem
            (ja
            >
            > sama uwielbiam inspirowac sie innymi), niz probujac zbawiac na sile.
            >

            czy zatem naprawianie swiata twoim przykladem to naprawianie ...lekcewazacym
            smiechem???
            ignorowaniem???

            lekcewazenie i ignorowanie - toz to czyste UMNIEJSZANIE...
            czyzbys tego nie zauwazyla?
            • ziemiomorze Re: Umniejszacze 21.10.04, 14:55
              Mam wrazenie, ze albo nie chcesz zrozumiec, albo po prostu nie wychodzi.
              Pisalam o _asertywnych_ reakcjach na umniejszanie, a asertywnosc to
              postepowanie stanowcze, lagodne i bez leku, w ktorym nie ma miejsca na rewanz.

              Jesli istotnie jestes zainteresowana tym, co mam do powiedzenia, moze
              przeczytaj jeszcze raz to, co napisalam (nie jest tego znowu tak duzo) i
              sprobuj zrozumiec. Jesli masz ochote sie kogos poczepiac - zmien obiekt.
      • ziemiomorze Re: Umniejszacze 21.10.04, 14:34
        para8 napisała:

        > Ale Ty przecież reagujesz, tylko nie dajesz tego po sobie poznać, więc czy
        > chcesz, czy nie, oni i tak Cię kontrolują – działasz pod ich dyktando, co
        > z tego, że nie tak, jak by się tego spodziewali.

        Tak juz skonstruowana jest rzeczywistosc, ze kazda akcja powoduje rekacje. I
        ludzie tez: bodziec -> reakcja.
        Okreslenie 'dzialanie pod czyjes dyktando' oznacza, ze ktos reaguje w sposob, o
        ktory tamtemu chodzi. Jesli zachowuje sie inaczej,
        dzialam pod swoje dyktando.

        z.nudzone
        • para8 Re: Umniejszacze 21.10.04, 20:01
          ziemiomorze napisała:

          > Tak juz skonstruowana jest rzeczywistosc, ze kazda akcja powoduje rekacje. I
          > ludzie tez: bodziec -> reakcja.
          > Okreslenie 'dzialanie pod czyjes dyktando' oznacza, ze ktos reaguje w sposob,
          o
          >
          > ktory tamtemu chodzi. Jesli zachowuje sie inaczej,
          > dzialam pod swoje dyktando.
          >
          > z.nudzone


          Traktując ludzi w ten sposób, nie wychodzisz poza zamknięty krąg złośliwości,
          dlatego mówię, że działasz pod ich dyktando – nie potrafisz spojrzeć świeżym
          okiem na sytuację i nic nowego nie wnosisz. Taką samą pętlę tworzysz robiąc
          odnośnik do swojej wcześniejszej wypowiedzi.
          Gdybyś otworzyła się na nowe, nie byłabyś taka znudzona.

          • ziemiomorze Re: Umniejszacze 22.10.04, 00:42
            para8 napisała:

            > Traktując ludzi w ten sposób, nie wychodzisz poza zamknięty krąg złośliwości,
            > dlatego mówię, że działasz pod ich dyktando – nie potrafisz spojrzeć świe
            > żym
            > okiem na sytuację i nic nowego nie wnosisz.

            Pisalam o _asertywnych_ sposobach. Na czym polega ich zlosliwosc? Bo ja tego
            naprawde nie widze

            Taką samą pętlę tworzysz robiąc
            > odnośnik do swojej wcześniejszej wypowiedzi.

            Zrobilam te petle, bo mialam wrazenie, ze nie zostalam zrozumiana, a nie
            chcialo mi sie wszystkiego pisac jeszcze raz.

            > Gdybyś otworzyła się na nowe, nie byłabyś taka znudzona.

            Ja przechodzilam wiek dojrzewania i wraz z nim przechodzilam tez przez silne
            checi pomagania bliznim, tym zagubionym, bezradnym, niegrzecznym i bezradnym.
            Wiec to nie jest dla mnie takie nowe, rozumiesz - stad pewnie moje znudzenie.
            • para8 Re: Umniejszacze 22.10.04, 12:28
              ziemiomorze napisała:

              > Pisalam o _asertywnych_ sposobach. Na czym polega ich zlosliwosc? Bo ja tego
              > naprawde nie widze

              Może myślałaś o asertywnych sposobach, ale o nich nie pisałaś:

              > Najwazniejsze - nie dac im satysfakcji, czyli mozliwosci kontroli nad toba.
              > Czyli - lekcewazyc, ignorowac, smiac sie z satysfakcja, kiedy desperacko po
              > raz enty wytaczaja wszystkie swoje 'zyczliwe' i 'zatroskane' dziala przeciw
              > tobie, w nadziei na rekacje.

              To o czym pisałaś, to zachowanie biernie agresywne: lekceważenie, ignorowanie
              (...) jeżeli przyjąć, że w ten sposób traktujesz rozmówcę.
              Jeżeli zaś lekceważysz i ignorujesz swoje uczucia, które powstają pod wpływem
              ich zachowania, również nie działasz asertywnie. Nie ma bowiem w tobie szacunku
              do siebie. Masz prawo czuć się źle i masz prawo, aby to jasno i otwarcie
              powiedzieć. Jeżeli w pełni akceptujesz siebie, wtedy szczerze przyznajesz się
              do swoich odczuć i myśli.

              > Ja przechodzilam wiek dojrzewania i wraz z nim przechodzilam tez przez silne
              > checi pomagania bliznim, tym zagubionym, bezradnym, niegrzecznym i bezradnym.
              > Wiec to nie jest dla mnie takie nowe, rozumiesz - stad pewnie moje znudzenie.

              Nikt nie karze Ci naprawiać świata, to dobrze, że masz świadomość swoich
              możliwości i ograniczeń, ale nie dziw się, gdy ktoś inny nie widzi w tych
              niegrzecznych, bezradnych, zagubionych bliźnich, ludzi pragnących pomniejszyć
              wielkość tych, co ich rzekomo przerastają.
              Czym mierzysz wielkość ludzi? Co sprawia, że jednych lokujesz na górnych
              półkach, inni lądują na dolnych?
              To była pierwsza myśl, jaka mi się nasunęła po przeczytaniu Twojego postu.
              Właściwie to od tego powinna się zacząć dyskusja, a nie od tego, jak
              traktować "niedużych".

              • ziemiomorze Re: Umniejszacze 24.10.04, 00:51
                para8 napisała:
                > Może myślałaś o asertywnych sposobach, ale o nich nie pisałaś:
                ...
                > To o czym pisałaś, to zachowanie biernie agresywne: lekceważenie, ignorowanie
                > (...) jeżeli przyjąć, że w ten sposób traktujesz rozmówcę.

                Rozmydlanie i uszczegolawianie, o ktorych pisze gdzies wyzej to klasyczne
                techniki asertywnosci i to je mialam na mysli
                Jak najbardziej nieasertywne lekcewazenie, ignorowanie etc dotyczylo reakcji na
                zachowanie, nie osobe w ogole. Wg moich doswiadczen na unikaniu konfrontacji
                (roznych jej rodzajow) traca wszyscy. Jesli w wyniku mojej reakcji na
                zachowanie umiejszacza uruchomi sie zlosc czy inne poukrywane uczucia -
                jego/jej i/lub moja - mamy szanse zyskac obydwoje.

                > Jeżeli zaś lekceważysz i ignorujesz swoje uczucia, które powstają pod wpływem
                > ich zachowania, również nie działasz asertywnie. Nie ma bowiem w tobie
                > szacunku
                > do siebie. Masz prawo czuć się źle i masz prawo, aby to jasno i otwarcie
                > powiedzieć. Jeżeli w pełni akceptujesz siebie, wtedy szczerze przyznajesz się
                > do swoich odczuć i myśli.

                W mojej opinii realizuje:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=16874949&a=16928679
                > Nikt nie karze Ci naprawiać świata, to dobrze, że masz świadomość swoich
                > możliwości i ograniczeń, ale nie dziw się, gdy ktoś inny nie widzi w tych
                > niegrzecznych, bezradnych, zagubionych bliźnich, ludzi pragnących pomniejszyć
                > wielkość tych, co ich rzekomo przerastają.

                No nie, mam wrazenie, ze przemycasz tu jakies zlosliwostki :-)
                Jesli do mnie pijesz z tym 'rzekomym przerastaniem', to pudlo: naprawde nie
                znam wielu ludzi, ktorych przerastam. Mam 158 i zeby wygodnie trzymac sie
                drazka w autobusie, musze zakladac buty na obcasach.

                > Czym mierzysz wielkość ludzi? Co sprawia, że jednych lokujesz na górnych
                > półkach, inni lądują na dolnych?

                Bardzo bym chciala wyzwolic swoj umysl z jego ograniczenia i irytujacej
                ciasnoty, zyc zyciem wolnym od uprzedzen i tendencji do szufladkowania. Ta chec
                jest jednak raczej irytujaco dalekim idealem niz czyms do realnego osiagniecia.
                Godze sie wiec na razie z tym, ze dziele ludzi i wartosciuje, dziele na
                lepszych i gorszych. I z tej malo chwalebnej pozycji przyznaje, ze ludzie,
                ktorzy uparcie i regularnie zachowuja sie w bezinteresowny sposob zlosliwie i
                podle, a do tego ze swietoszkowatym usmiechem na ustach, sa na moich nizszych
                polkach. Gdybym mogla, wcisnelabym ich pod szafe i zapomniala do najblizszych
                swiat czy cos w tym rodzaju.

                > To była pierwsza myśl, jaka mi się nasunęła po przeczytaniu Twojego postu.
                > Właściwie to od tego powinna się zacząć dyskusja, a nie od tego, jak
                > traktować "niedużych".

                Mam wrazenie, ze jestem w stanie za zachowaniem zobaczyc - lub domyslic -
                motywacje. Jestem swiadoma tego, ze ci, ktorzy krzywdza, byli krzywdzeni, i ze
                ci, ktorzy sie oszukuja byli oszukiwani (gdzies to jest wyzej w wymianie z azem
                chyba, o ile sie nie myle). Zagubieni, bezradni, skrzywdzeni. Nadal - nie
                zamierzam poblazac, nadstawiac drugiego policzka czy prosic o wiecej, bo jest
                tak milo.
                Jesli chodzi o pomoc, rozwazam takie mozliwosci, o ile zostane o to poproszona -
                zbawianie na sile podobne jest uczeniu swini latania,


                z.

                PS Jestes wielonikiem?
                • para8 Re: Umniejszacze 26.10.04, 10:00
                  ziemiomorze napisała:

                  > para8 napisała:
                  > > Nikt nie karze Ci naprawiać świata, to dobrze, że masz świadomość swoich
                  > > możliwości i ograniczeń, ale nie dziw się, gdy ktoś inny nie widzi w tych
                  > > niegrzecznych, bezradnych, zagubionych bliźnich, ludzi pragnących pomniej
                  > szyć
                  > > wielkość tych, co ich rzekomo przerastają.
                  >
                  > No nie, mam wrazenie, ze przemycasz tu jakies zlosliwostki :-)
                  > Jesli do mnie pijesz z tym 'rzekomym przerastaniem', to pudlo: naprawde nie
                  > znam wielu ludzi, ktorych przerastam. Mam 158 i zeby wygodnie trzymac sie
                  > drazka w autobusie, musze zakladac buty na obcasach.

                  Tak, jeżeli za złośliwość uznać opinię, że nie masz powodu, żeby czuć się
                  lepszą od innych.

                  > Bardzo bym chciala wyzwolic swoj umysl z jego ograniczenia i irytujacej
                  > ciasnoty, zyc zyciem wolnym od uprzedzen i tendencji do szufladkowania.

                  Pozostaje tylko życzyć Tobie i nam wszystkim, żebyśmy widzieli wartość w samym
                  człowieku, a nie w tym, co posiada.
                  Całe zło pochodzi z porównywania: lepszy, bogatszy, sprytniejszy itd. i
                  przyznawania sobie większych praw ze względu na szeroko pojęte posiadanie.
                  Godne traktowanie innych, akceptowanie ich takimi, jakimi są, możesz zafundować
                  bliźnim nie tylko ze względu na ich dobre samopoczucie, ale też swoje własne.
                  Pomyśl, ile energii tracisz na utrzymanie się na piedestale. Jeśli zgodzisz się
                  z tym, że nie jesteśmy tym co gromadzimy, już nikt Cię nie pomniejszy, bo nie
                  będzie miał takiej mocy.

                  >
                  > PS Jestes wielonikiem?
                  >
                  Tak, jestem Wielkim Nikim.
                  Nie, nie, bez przesady, to nie posłannictwo. Mam, co prawda, własne zasady
                  (które czasem lubię łamać) a nie zajmuję się weryfikacją znajomych z forum, z
                  tej prostej przyczyny, że ich tu nie szukam.


                  • ziemiomorze Re: Umniejszacze 26.10.04, 20:37
                    para8 napisała:
                    > Tak, jeżeli za złośliwość uznać opinię, że nie masz powodu, żeby czuć się
                    > lepszą od innych.

                    Nie - dla mnie to nie jest zlosliwe w odbiorze, bo wyraznie napisalam, ze nie
                    mam takich powodow; mam jednak wrazenie, ze napisalas to ze zlosliwymi
                    intencjami. Czujesz roznice? Bylo tak?

                    > Pozostaje tylko życzyć Tobie i nam wszystkim, żebyśmy widzieli wartość w
                    > samym człowieku, a nie w tym, co posiada.

                    A jesli ten czlowiek, oprocz, jak to ujelas, posiadania rozwinietego intelektu,
                    licznych zdolnosci i imponujacego smaku, jest rowniez wlascicielem wielkiego
                    okrucienstwa i bezwzglednosci?
                    Cenic te cechy? Mi by bylo trudno.

                    > Całe zło pochodzi z porównywania: lepszy, bogatszy, sprytniejszy itd. i
                    > przyznawania sobie większych praw ze względu na szeroko pojęte posiadanie.
                    > Godne traktowanie innych, akceptowanie ich takimi, jakimi są, możesz
                    > zafundować
                    > bliźnim nie tylko ze względu na ich dobre samopoczucie, ale też swoje własne.

                    Mam wrazenie, ze rozmawialysmy zupelnie o czyms innym.
                    Watek byl o umniejszaczach - ludziach, ktorzy pod pozorem troski lub
                    uprzejmosci staraja sie jak najdotkliwiej dopiec. Moge cenic w takich ludziach
                    to czy owo, natomiast za malo pewnie we mnie xianskiej milosci, zeby cenic ich
                    bezinteresowna zlosliwosc. Naprawde taka cecha nie wydaje Ci sie negatywna?

                    > Pomyśl, ile energii tracisz na utrzymanie się na piedestale. Jeśli zgodzisz
                    > się
                    > z tym, że nie jesteśmy tym co gromadzimy, już nikt Cię nie pomniejszy, bo nie
                    > będzie miał takiej mocy.

                    Znowu - oddzielmy intencje od dobiorcy. Mnie moze upokorzyc czy dotknac tylko
                    osoba, z ktora jestem blisko; zlosliwosc sasiadki czy pana z pieskiem irytuje
                    mnie jedynie (i to w wymiarze glupoty).

                    > Tak, jestem Wielkim Nikim.
                    > Nie, nie, bez przesady, to nie posłannictwo. Mam, co prawda, własne zasady
                    > (które czasem lubię łamać) a nie zajmuję się weryfikacją znajomych z forum, z
                    > tej prostej przyczyny, że ich tu nie szukam.

                    A tego to juz zupelnie nie rozumiem.
                    Jestes myslacym gazem z Plutona?
                    • para8 Re: Umniejszacze 27.10.04, 22:24
                      ziemiomorze napisała:

                      > Nie - dla mnie to nie jest zlosliwe w odbiorze, bo wyraznie napisalam, ze nie
                      > mam takich powodow; mam jednak wrazenie, ze napisalas to ze zlosliwymi
                      > intencjami. Czujesz roznice? Bylo tak?

                      Czy dobrze zrozumiałam?
                      Ciebie ta opinia nie dotyka, bo wiesz, że nie czujesz się lepsza, ale ja
                      wypowiadając tę kwestię miałam złośliwe intencje – chciałam sprawić, żebyś
                      poczuła się gorzej = pomniejszyć Cię. A teraz ja spytam Ciebie, czy wiesz, skąd
                      wzięło się to Twoje wrażenie? W mojej wypowiedzi zostałaś poddana ocenie,
                      porównana z innymi.

                      > A jesli ten czlowiek, oprocz, jak to ujelas, posiadania rozwinietego
                      intelektu,
                      >
                      > licznych zdolnosci i imponujacego smaku, jest rowniez wlascicielem wielkiego
                      > okrucienstwa i bezwzglednosci?
                      > Cenic te cechy? Mi by bylo trudno.

                      Nie chodzi o cenienie kogoś za coś, albo nie cenienie, też za coś. Cały czas
                      mówisz o wartościowaniu. Twoja ocena niczego w rzeczywistości nie zmieni.
                      Możesz to tylko zobaczyć i to powinno być wszystko, przecież i tak nie jesteś w
                      stanie, jak sama słusznie zauważyłaś, zmienić kogokolwiek.

                      > Mam wrazenie, ze rozmawialysmy zupelnie o czyms innym.
                      > Watek byl o umniejszaczach - ludziach, ktorzy pod pozorem troski lub
                      > uprzejmosci staraja sie jak najdotkliwiej dopiec.

                      Jesteś panią tego wątku i jeżeli uważasz, że nie trzymam się tematu to możemy
                      się pożegnać. Dziękuję Ci za dotychczasową dyskusję.
                      • Gość: az Re: Umniejszacze IP: 62.233.232.* 27.10.04, 23:13
                        > Nie chodzi o cenienie kogoś za coś, albo nie cenienie, też za coś. Cały czas
                        > mówisz o wartościowaniu. Twoja ocena niczego w rzeczywistości nie zmieni.
                        > Możesz to tylko zobaczyć i to powinno być wszystko, przecież i tak nie jesteś
                        w
                        >
                        > stanie, jak sama słusznie zauważyłaś, zmienić kogokolwiek.

                        To zbyt skrajny pogląd.
                        Pewnie, że trudno przenicować innych, zmienić znacznie. Ale jakoś tam możemy
                        wpłynąć na to i owo.

                        > Jesteś panią tego wątku i jeżeli uważasz, że nie trzymam się tematu to możemy
                        > się pożegnać. Dziękuję Ci za dotychczasową dyskusję.

                        To się nazywa sugestia.
                        Wystarczyło spytać: czy trzymam się tematu?
                        • para8 Re: Umniejszacze 29.10.04, 00:20
                          Gość portalu: az napisał(a):

                          > To zbyt skrajny pogląd.
                          > Pewnie, że trudno przenicować innych, zmienić znacznie. Ale jakoś tam możemy
                          > wpłynąć na to i owo.

                          Tak działają relacje, zmiany dokonują się przy okazji, bo samo słuchanie, nawet
                          najmądrzejszych słów, czy przyglądanie się życiu wyzwolonych, niczego nie
                          zmieni.

                          > To się nazywa sugestia.
                          > Wystarczyło spytać: czy trzymam się tematu?

                          Nazwa nie jest istotna.
                          Nie wpadłam na to, żeby zapytać, bo ja widzę związek. Dla mnie źródłem problemu
                          jest nastawienie na posiadanie.
                          Podobną myśl można znaleźć w wypowiedzi blondissima:

                          „ja osobiscie spotykam wielu umnieszaczy. umniejszanie jest trendy!!!!
                          w walce szczurow umniejszanie jest srodkiem do wygranej. to podobno jets
                          kulturowe, a zyjemy w kulturze umniejszaczy. unfortunately.”

                          Być może ktoś uzna to za nadinterpretację słów blondissima, ale wyścig szczurów
                          polegający na tym, żeby być pierwszym, sprytniejszym, lepszym, to nic innego
                          jak wyścig ku większemu posiadaniu, a to rodzi nierowność i związane z tym
                          nadużycia.

                      • ziemiomorze Re: Umniejszacze 28.10.04, 16:20
                        para8 napisała:
                        > Czy dobrze zrozumiałam?
                        > Ciebie ta opinia nie dotyka, bo wiesz, że nie czujesz się lepsza, ale ja
                        > wypowiadając tę kwestię miałam złośliwe intencje – chciałam sprawić, żeby
                        > ś
                        > poczuła się gorzej = pomniejszyć Cię. A teraz ja spytam Ciebie, czy wiesz,
                        > skąd
                        > wzięło się to Twoje wrażenie?

                        Napisalam o 'przemycaniu zlosliwostek', napisalam tez, ze 'mam takie wrazenie'
                        czyli nic pewnego, raczej domniemanie - mozesz nazwac to intuicja.

                        > Nie chodzi o cenienie kogoś za coś, albo nie cenienie, też za coś. Cały czas
                        > mówisz o wartościowaniu.

                        Konwencja narzucona, staram sie poruszac po Twoim polu. O ile sobie
                        przypominam, pytanie o wartosciowanie bylo pierwszym, ktore nasunelo Ci sie po
                        przeczytaniu mojego postu.

                        > Twoja ocena niczego w rzeczywistości nie zmieni.

                        To moze wyjasnie moje intencje: nie chcialam pisac o wartosciowaniu ludzi,
                        tylko - jesli juz - zachowania, a scislej - jak radzic sobie z nielubianym
                        zachowaniem.

                        W moim pojeciu, czucie do kogos zlosci z powodu bezproduktywnej glupoty jego
                        zachowania nie kloci sie z empatycznym wspolczuciem, ktore wynika ze
                        swiadomosci utajonych motywow, ktore stoja za umniejszajacym zachowaniem.
                        Szacunek dla cierpienia, brak takowego dla agresji.

                        > Możesz to tylko zobaczyć i to powinno być wszystko, przecież i tak nie jesteś
                        > w
                        > stanie, jak sama słusznie zauważyłaś, zmienić kogokolwiek.

                        Ale, jak slusznie zauwazylam, mam wrazenie, ze jestem w stanie zainspirowac
                        kogokolwiek. Cien szansy jest, a to juz wiele.

                        > Jesteś panią tego wątku i jeżeli uważasz, że nie trzymam się tematu to możemy
                        > się pożegnać. Dziękuję Ci za dotychczasową dyskusję.

                        Nie, dlaczego.
                        Ja jestem zwykla kucharka, do pani to mi hohoho jak daleko - w watku, jak uczy
                        praktyka i dyskusje z forumowiczami, mozna pisac o wszystkim; mi sie wydaje
                        ciekawe, czemu w watku o mydle zaczelas rozpisywac sie o powidle.

                        Wyjasnisz?
                        z.
                        • para8 Re: Umniejszacze 29.10.04, 00:10
                          ziemiomorze napisała:

                          > para8 napisała:
                          > > Czy dobrze zrozumiałam?
                          > > Ciebie ta opinia nie dotyka, bo wiesz, że nie czujesz się lepsza, ale ja
                          > > wypowiadając tę kwestię miałam złośliwe intencje – chciałam sprawić
                          > , żeby
                          > > ś
                          > > poczuła się gorzej = pomniejszyć Cię. A teraz ja spytam Ciebie, czy wiesz
                          > ,
                          > > skąd
                          > > wzięło się to Twoje wrażenie?
                          >
                          > Napisalam o 'przemycaniu zlosliwostek', napisalam tez, ze 'mam takie
                          wrazenie'
                          > czyli nic pewnego, raczej domniemanie - mozesz nazwac to intuicja.

                          W swoim poprzednim poście napisałaś:
                          „mam jednak wrazenie, ze napisalas to ze zlosliwymi intencjami”
                          Odniosłam się do tych słów.

                          Czy Twoja wypowiedź sprzed dwóch dni: „mam wrazenie, ze przemycasz tu jakies
                          zlosliwostki”, znaczy co innego?

                          Pytając Cię o to, czy wiesz, skąd wzięło się to Twoje wrażenie, chciałam się
                          dowiedzieć o przyczyny Twoich odczuć, a nie o to jakim zmysłem je odbierasz.
                          Według mnie poczułaś się źle, bo zostałaś poddana ocenie, porównana z innymi.

                          > Konwencja narzucona, staram sie poruszac po Twoim polu. O ile sobie
                          > przypominam, pytanie o wartosciowanie bylo pierwszym, ktore nasunelo Ci sie
                          po
                          > przeczytaniu mojego postu.

                          Po przeczytaniu Twojego pierwszego postu o pragnących
                          wielkości „umniejszaczach”. Wielkość jest wymierna – posiada wartość – stąd
                          moje pytanie o sposób, w jaki mierzysz wielkość ludzi, a tym samym nadajesz im
                          wartość.

                          > To moze wyjasnie moje intencje: nie chcialam pisac o wartosciowaniu ludzi,

                          Ale pisałaś.

                          > tylko - jesli juz - zachowania, a scislej - jak radzic sobie z nielubianym
                          > zachowaniem.

                          A ja próbowałam odkryć, dlaczego ludzie robią sobie to nawzajem.

                          > W moim pojeciu, czucie do kogos zlosci z powodu bezproduktywnej glupoty jego
                          > zachowania nie kloci sie z empatycznym wspolczuciem, ktore wynika ze
                          > swiadomosci utajonych motywow, ktore stoja za umniejszajacym zachowaniem.
                          > Szacunek dla cierpienia, brak takowego dla agresji.

                          Wystarczy szacunek dla człowieka, a nie trzeba będzie szanować oderwanych od
                          niego cech.

                          > Ale, jak slusznie zauwazylam, mam wrazenie, ze jestem w stanie zainspirowac
                          > kogokolwiek. Cien szansy jest, a to juz wiele.

                          Tak.

                          > mi sie wydaje
                          > ciekawe, czemu w watku o mydle zaczelas rozpisywac sie o powidle.
                          >
                          > Wyjasnisz?
                          > z.

                          Widzę ogólny pęd ku posiadaniu i to, że mniej posiadających traktuje się jak
                          gorszych, tak, że oni sami zaczynają się czuć gorsi.

                          Proszę, nie analizuj tego pod moim kątem.
                          Prosiłaś o wyjaśnienie – ja proszę o nie analizowanie.
                          Jestem „Myślącym Gazem z Plutona” :)

                          Do zobaczenia na innej planecie.
    • Gość: bazylia Re: Umniejszacze IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 21.10.04, 13:46
      ziemiomorze napisała:

      > Czuja sie nieduzi - tak bardzo, ze wierza, iz nie zdolaja urosnac.
      > Jednoczesnie dreczy ich pragnienie wielkosci.
      > Co moga w tej sytuacji zrobic? Skoro nie potrafia powiekszyc siebie,
      > nalezy... hm, tak! Eureka. Pomniejszyc innych. Najlepiej subtelnie, z
      > usmiechem niby to obojetnego poblazania albo zapewnieniami o zyczliwosci.
      >
      > Uprzejma przyjaciolka, facet na rozmowie o prace, grzeczna sasiadka,
      > zatroskany kolega z pracy ... I te metody - atakowanie cichcem ('nie to,
      > zebym chciala byc nieuprzejma, ale... (i jest nieuprzejma)), manipulowanie,
      > operowanie domyslami i aluzjami w miejsce argumentow, obrazanie sie znienacka
      > (na pytanie 'o co chodzi?' odpowiada 'nie wiesz? nie wiesz?! wybucha placzem
      > albo trzaska drzwiami - i juz cie ma), nieprawdziwe uogolnienia,
      > projektowanie swoich uczuc na ciebie ('mam wrazenie, ze nie darzysz mnie
      > sympatia' mowi, kiedy to on nie darzy cie sympatia) itd
      > Wszystko w bialych rekawiczkach.
      >
      > Najwazniejsze - nie dac im satysfakcji, czyli mozliwosci kontroli nad toba.
      > Czyli - lekcewazyc, ignorowac, smiac sie z satysfakcja, kiedy desperacko po
      > raz enty wytaczaja wszystkie swoje 'zyczliwe' i 'zatroskane' dziala przeciw
      > tobie, w nadziei na rekacje.
      >
      > Niedoczekanie,
      >
      >
      >

      opis i diagnoza OK

      leczenie,sposob na... sorry, trucizna taka sama - (potencjalna) ofiara zamienia
      sie w kata...
      nie zmieni to umniejszaczy...

      oni sa umniejszaczami z okreslonych powodow.
      nalezy zadbac o ich poczucie bezpieczenstwa, nie beda mieli potrzeby
      umniejszac...

      moze trzeba bedzie podjac prob wiecej niz jedna though

      • ziemiomorze Re: Umniejszacze 21.10.04, 14:48
        i to powyzej, co napisalas o mobbingu - ze ignorowanie to forma mobbingu -
        racja. Ale ja nie pisalam o ignorowaniu osoby, ale zachowania - to roznica.
        Tez: igorowanie toksycznych zachowan moze pomoc umniejszaczowi o wiele bardziej
        na drodze do pozytywnej zmiany, bo zobaczy on, ze jego paskudne metody nie
        odnosza skutku i moze da mu to do myslenia.

        Oczywiscie, pomysl o opiekowaniu sie, dbaniu o poczucie bezpieczenstwa i
        dopieszczaniu kazdego wrednego kolegi z pracy, kazdej zrzedliwej krewnej i
        kazdej falszywej przyjaciolki wydaje mi sie interesujacy, ale wole pozostawic
        go do realizacji innym.

        z
      • Gość: etta Re: Umniejszacze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 14:49
        masz na myśli żeby pomóc dorosnąć malutkim?
    • anonim_ka Bezradnosc wyuczona 22.10.04, 12:52
      Swietny sposob na zycie , podpiac sie do kogos zyczliwego i wrazliwego ; niech sie mna opiekuje , bo ja jestem taka niezaradna(y) / nawet przyszyc guzika nie potrafie - bo sobie igla paluszki pokluje/.Lub ,, nie pomaluje mieszkania ,, bo ta farba chlapie na wszystkie strony. Mam takich umniejszaczy na swoim horyzoncie. >> Ciezko sie od nich uwolnic
    • kryzolia "Normalni" 22.10.04, 13:54
      omijam takie towarzystwo na odległość. I myślę ,że nie chodzi o to aby ktoś był
      złoty - ale normalny, bez fałaszu. Dla mnie określenie kogoś słowem "normalny"
      oznacza komplement. Tylko , że takich ludzi jest b.mało. Przebywanie z
      kimś "normalnym" jest odpoczynkiem, nie zaatakuje Cie podstępnie, nie ma w
      sobie złych mysli.
      • glassempire Re: "Normalni" 27.10.04, 12:20
        Czujemy sie spokojnie i pewnie przy czlowieku ktoremu ufamy. Co do ktorego
        jestesmy pewni ze za piec minut nie zmieni zdania bez powodu, ktorego reakcje sa
        przewidywalne i zgodne ze zdrowym rozsadkiem (tzn nie zareaguje agresja na to ze
        pijesz herbate bez cukru).
        Normalnosc to bardzo szerokie i relatywne moim zdaniem pojecie. Zalezy od
        srodowiska - a jednym konformizm bedzie przyjety za normalnosc, w innym swoboda
        wypowiedzi i wolnosc slowa.
        Na pewno sami zaobserwowaliscie ze w obecnosci osoby niepewnej siebie, nerwowej,
        spietej sami stajemy sie tacy sami, przejmujemy od niej ow niepokoj. Czyli
        ludzie "promieniuja" swoim wnetrzem na siebie nawzajem.
        Przy czlowieku spokojnym, zrownowazonym, pewnym swoich slow i pogladow czujemy
        sie jak na wakacjach.
        Kurde, tylko dlaczego tych drugich tak malo?
        • glassempire Re: "Normalni" 27.10.04, 12:34
          Tylko ze...
          Kiedy czujemy sie pewnie z kims, coraz pewniej, coraz bardziej mu ufamy, mamy
          pewnosc psychicznego wsparcia z jego strony i czujemy sie tak jakbysmy znali sie
          od zawsze - nastepuje cos co nazywaja kryzysem rosnacych oczekiwan (The crisis
          of rising expectations - czytalam o tym w oryginale wiec tlumacze doslownie a
          zaden tlumacz ze mnie, po polsku to sie moze rownie dobrze inaczej nazywac).
          Wywalamy wtedy na wierzch nasze dlugo skrywane leki, zlosc, agresje bo nareszcie
          czujemy sie bezpiecznie. Czy ktos z Was cos podobnego przechodzil? Nagle wobec
          bliskiej osoby wylazi cos z nas, cos czego nigdy nie podejrzewalismy - czujemy
          ze to kompulsywne, nie sposob tego opanowac a jednoczesnie ta osoba jest nam
          bardzo bliska...
          Kurde, to nie na temat, lepiej spadac zanim mnie powiesza za rozwalanie topiku.
          Na temat: w stosunku do "umniejszaczy" bywam bardzo uprzejma, az do mdlosci.
          Przytakuje. Zachwycam sie ich erudycja i madroscia. Pokazuje jak im tego
          zazdroszcze bo co tam ja, taki maly robaczek, nigdy ich wyzyn nie siegne...
          Niech maja swoja satysfakcje a mnie dadza spokoj, mam wlasne sprawy na glowie a
          nie ich kompleksy do leczenia. Niech ida do terapeuty.
          Skadinad niewielu takich ostatnio spotykam wiec mam spokoj. A moze przestalam
          ich dostrzegac?
          • blondissima Re: "Normalni" 27.10.04, 14:22
            byc moze ich nie zauwazasz, a mmoze to wlasnie Twoj charakter sprawia, ze oni
            czuja sie pewnie i Ciebie nie umniejszaja.

            ja osobiscie spotykam wielu umnieszaczy. umniejszanie jest trendy!!!!
            w walce szczurow umniejszanie jest srodkiem do wygranej. to podobno jets
            kulturowe, a zyjemy w kulturze umniejszaczy. unfortunately.
    • ziemiomorze Krytyka aluzyjna 09.01.05, 16:06
      Specjalny, specyficzny rodzaj umniejszania, ktory koncentruje w sobie wszystko
      to, co w umniejszaniu charakterystyczne. Uwagi, zaczynajace sie od 'ktos tu
      chyba...' albo 'niektorzy to zawsze...' i inne podobne to wlasnie krytyka
      aluzyjna. Lek przed otwarta konfrontacja ('ktos', 'niektorzy', 'chyba'),
      intencja zachowania pozorow uprzejmosci (aluzyjnosc wlasnie - na tak
      sformulowana krytyke nie da sie odpowiedziec, bo 'przeciez nie o tobie mowilam,
      hihi'), uogolnianie ('zawsze') i takie tam.

      Ble,
      z.
      • back.door Re: Krytyka aluzyjna 09.01.05, 18:17
        Nic dodać nic ująć.
        Mam jedną metode "walki" z takimi krytykami: nie walczyć
    • Gość: Nero Re: Umniejszacze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.05, 21:50
      A jak umniejsza rodzina ? Np. rodzice ?
      • myga Re: Umniejszacze 09.01.05, 21:53
        Wtedy dzieci sa w zyciu doroslym umniejszaczami. To zarazliwe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka