Dodaj do ulubionych

bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni..

23.04.02, 14:53
nie wiem czy zdrowie psychiczne tez sie lapie na to forum, ale sprobuje bo mi
juz nic nie zaszkodzi.
moja dziewczyna nie radzi sobie z rozwiazywaniem problemow. ucieka w cisze,
spuszcza wzrok, przedrzeznia i w tym stanie trwa dopoki nie wyciagne do niej
reki. robie to caly czas, ale juz mi nerwy puszczaja. probowalem z nia o tym
pogadac (dlaczego taka metode [nie]rozwiazywania przyjela, ale wszystko co
uslyszalem to: mam 25 lat. taka jestem i juz sie nie zmienie. rece mi opadly.
nie wiem co robic.
a wy? pomozecie?
pozdrawiam

Obserwuj wątek
    • Gość: Melba Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. IP: *.chello.pl 23.04.02, 14:57
      Powodów moze być mnóstwo, może tak w zyciu nauczyła się "rozwiązywać" trudne
      sytuacje? Strategia, która kiedyś się jej sprawdziła, mogła się stać jedyną jej
      dostępną. Możesz jej jakoś pokazać alternatywne drogi? Może wiecej mówić o
      SWOICH odczuciach w tej chwili i o tym, jak to wpływa na Ciebie? jak sądzisz?
      • milseog Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. 23.04.02, 15:06
        dzieki za odzew. niestety przerabialem ten scenariusz wielokrotnie.
        bezskutecznie. z ta strategia masz racje. tak moim zdaniem wlasnie jest. ja
        mowie jednak i nic. jestem nerwusem i czasem bywam impulsywny. z domu wynioslem
        niechec do cichych dni. wole od razu nawet ciut glosniej sie wygadac i podac
        reke i zyc dalej a tymczasem jesli ja nie wyciagne reki (obojetnie kto zawinili
        ja czy ona) to ona tego na bank nie zrobi. a potem przed samym soba wychodze na
        miekkiego frajera, ktory nie potrafi sie postawic. od szesciu miesiecy odkad
        mieszkamy razem na palcach jednej reki moge policzyc ilosc posilkow jakie
        przygotowala ("ja nie potrafie")chociaz siedzi w domu, a ja siedzac w pracy
        mysle co zrobie na obiad kiedy wroce do domu. ale teraz oglosilem strajk :) nie
        zrobie (ugotuje) nic dopoki ona nie zrobi.
        i tak dalej...
        skomplikowane to, co?
        w razie czego napisz maila do mnie, bo to raczej duzo pisania bedzie:)
        pozdrawiam cie
        • Gość: Melba Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. IP: *.chello.pl 23.04.02, 15:17
          No cóż, z własnego doświadczenia wiem, że pół roku na docieranie się, to
          jeszcze mało i pewnie bedą wyskakiwać kolejne problemy, aż sie w końcu wszystko
          poukłada :)
          Co sądzisz o:
          -pogadaniu na zasadzie konfrontacji z jakąś zaprzyjaźnioną parą (mnie to
          pomogło, bo uswiadomiłam sobie że nasze konflikty są normą i co najważniejsze,
          że MINĄ)
          - spróbowaniu totalnie innej strategii, np. nie wybuchania (może ona boi się
          gwałtownych reakcji), mimo szalejących emocji udania, że nic się nie dzieje,
          albo po prostu nie wyjścia za którymś razem z tą wyciągniętą ręką? Zrób
          cokolwiek, co zmieni rutynę tych kłótni i zobacz (ale jej nie bij :-) )
          Na pocieszenie powiem Ci, że osobowość wedle podręczników psychiatrii człowiek
          nabywa w wieku 25 lat :) więc jeszcze wiele można u Twojej dziewczyny zmienić.
          A co do gotowania - naucz ją, albo kupcie knigę kucharską i wojujcie razem wtej
          kuchni. Mój ukochany do dziś kupuje mi na mizerię...ogórki kiszone, ale
          gotujemy razem i jakoś to idzie. Nie zżymaj się, tylko pomyśl, że to fajna
          kobieta, jesteś z nią tyle czasu razem no i można popracować aby było dłużej.
          Oczywiście tę pracę wykonuje się RAZEM . Powodzenia
          • Gość: Kulka Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.04.02, 12:26
            Czegos tu nie rozumiem.Najpierw piszesz ,że Twoja dziewczyna ma problem ,bo nie
            umie rozwiązywać problemów ,tylko zamyka się w sobie i przedrzeźnia/chyba
            ciebie tak?/, ale nie piszesz co to za problemy. Potem znów piszesz,że tylko ty
            wyciągasz rękę do zgody, tylko ty gotujesz, tylko ty pracujesz zawodowo.Z tego
            wynika,że to ty masz problem z poczuciem ,że wszystko ciąży na Tobie i wszystko
            robisz sam. Osobiście ,chociaz może nie uważam tego za dobre, również nie
            cierpię wrzasków i zawsze reaguje na takie zachowanie, zamknięciem,nie jest to
            wcale taka rzadka reakcja.Zamiast krzyczeć ,weź może kartkę i po jednej stronie
            wypisz co ty robisz, po drugiej, co robi ona, a pod spodem co robicie
            wspólnie.Popros też żeby to przeczytała i dopisała to co pominąłeś /a na pewno
            takie rzeczy będą/ i razem spróbujcie tak skonfigurować tę listę,żeby zadne nie
            miało poczucia ,że podział obowiązków jest niesprawiedliwy.Może to coś da. Na
            to że pokocha twoje krzyki,raczej bym nie liczyła,zresztą wrzask wcale nie jest
            lepszym sposobem niż milczenie i zamykanie sie w sobie.
            Pzdr
            • milseog Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. 24.04.02, 13:11
              dzieki za rady.
              otoz to nie jest tak, ze ja caly czas dre sie na nia, rzucam sie po mieszkaniu
              i rwe wlosy z glowy. :) bez przesady, staram sie byc spokojny i chyba jestem,
              ale w chwili gdy dochodzi do spiecia wyrzucam to z siebie bo mi to pozniej
              ciazy a tego nie lubie.
              masz racje, mam problem z tym, ze to wszystko lezy na mojej glowie. mysle o
              zakupach, kiedy ona siedzi w domu i wystarczy ze wyjdzie na 10 min i po
              sprawie. kiedy kupuje jedzenie staram sie, wybieram, mysle. ona idzie i kupuje
              byle co. etc. mam z tym problem, to prawda. uwazam, ze skoro sie staram to ona
              tez powinna.
              sposob z kartka jest do przecwiczenia. moze zadziala. o wynikach poinformuje.
              tymczasem pozdrawiam i dziekuje za rady
          • milseog Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. 24.04.02, 13:18
            ha, to, ze takie sytuacje sa typowe i innym tez sie przydarzaja to marne
            pocieszenie.:) wiem, ze tak jest. konfrontacja z innymi parami jest w sumie
            dobrym pomyslem, ale boje sie, ze jak np. powiem o kasce to i owo innym ludziom
            to wlasnie sie zamknie w sobie i powie, ze znowu jest ta najgorsza i to
            publicznie. do modyfikacji ta konfrontacja:)
            zmiana rutyny brzmi o wiele ciekawiej. tak wlasnie zamierzam. w niedziele
            oglosilem strajk i powiedzialem, ze nie robie jedzenia. i co? wczoraj wracam z
            pracy a kasia ugotowala pyszny! rosol. postarala sie i wyszlo jej rewelacyjnie.
            co oznacza, ze potrafi. dzisiaj ja cos zrobie i bedzie fajnie. masz racje, moze
            ja poucze i bedziemy razem to robic? (glupio to brzmi bo jestem socjologiem a
            nie kucharzem) to zreszta jest najwazniejsze: robienie rzeczy wspolnie. do tego
            wlasnie daze.
            ale gdyby kaska kupila na mizerie ogorki kiszone umarlbym ze smiechu.:)))
            pozdrawiam i do uslyszenia
            • Gość: Melba Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. IP: *.chello.pl 24.04.02, 15:07
              Nie chodzi o mówienie komuś o Kaśce, ale o pogadanie RAZEM z Kaśką z innymi.
              Pomaga i jest dużo śmiechu :)A potem się robi dystans w najblizszym
              konflikcie "o , kłócimy sie tak jak Iksińscy". Mam nadzieję, że pochwaliłeś
              rosół :)Na pocieszenie dodam, ze mój miły poproszony o kupienie czegos na zupę
              kupił oststnio włoszczyznę...i już :)
              • milseog dleczego nie garnek?:) 24.04.02, 15:09
                i o to chodzi! :) zawsze mogl kupic garnek.
                twojej metody sprobuje. moze tez jestem iksinski. a wlasnie... "dystans" to
                jest to slowo. musze znowu nabrac dystansu.:)
                pozdr
    • czarodziejka Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. 24.04.02, 13:12
      milseog napisał(a):
      > uslyszalem to: mam 25 lat. taka jestem i juz sie nie zmienie.

      zapytaj czy miala na mysli "nie chce sie zmienic", czy tez moze "nie umiem sie
      zmienic"
      a potem zapytaj, czy jej z tym dobrze

      pzdrwm ;o)
      • milseog Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. 24.04.02, 13:20
        czarodziejka napisał(a):

        > milseog napisał(a):
        > > uslyszalem to: mam 25 lat. taka jestem i juz sie nie zmienie.
        >
        > zapytaj czy miala na mysli "nie chce sie zmienic", czy tez moze "nie umiem sie
        > zmienic"
        > a potem zapytaj, czy jej z tym dobrze

        ha, przerabialem to na samym poczatku. uslyszalem mniej wiecej to: nie jest mi
        dobrze. nie probowalam sie zmienic. juz taka jestem.
        i co teraz? pozdrawiam rowniez
        >
        > pzdrwm ;o)

        • czarodziejka taka jest i .. 24.04.02, 13:28
          milseog napisał(a):
          > uslyszalem mniej wiecej to: nie jest mi dobrze. nie probowalam sie zmienic.
          > juz taka jestem.

          skoro nie jest jej dobrze, ale nie chce tego zmienic, to moze ma z tego jakiej
          korzysci? np. psychiczne?
          a moze mysli, ze czlowiek od razu rodzi sie uksztaltowany psychicznie?
          albo, ze "samo" sie zrobi?

          obawiam sie jednak, ze jesli ONA nie chce nic z TYM zrobic, to ty niewiele (nic?)
          mozesz ...
          • milseog Re: taka jest i .. 24.04.02, 13:36
            zobaczymy jak bedzie. chce probowac.
            zgadzam sie z toba i przyznaje, ze nie odkrylem jeszcze mechanizmu, wedlug
            ktorego ona nie chce nic z tym zrobic. przyznala, ze duzo tym ryzykuje, ale
            taka juz jest.
            a ja mysle, ze to pojscie na latwizne. i tyle.
      • Gość: Sol Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.04.02, 13:26
        piszesz, ze ona caly czas siedzi w domu. Z wyboru czy z przymusu? Bo moze wlasnie to ja frustruje.
        Zreszta...wiesz...ja jak jestem w biegu to wszystko zrobie na tip top a jak mam za duzo wolnego czasu
        to nie moge sie za nic zabrac i w efekcie niczego co mialam zaplanowane nie zrobie... : )
        Popieram pomysly poprzednikow/poprzedniczek dotyczace zmiany strategii. Skoro Twoje wybuchy i
        inne takie nie dawaly rezultatu to znaczy ze nie tedy droga. Ze trzeba sprobowac inaczej, nawet
        okrezna droga. Hmmm skoro ona powiedziala, ze "taka jestem i sie nie zmienie" to moze nalezaloby
        zapytac "DLACZEGO taka jestes?". Albo "skoro Ty sie nie zmienisz to czy ja powinienem sie zmienic?
        czy tego oczekujesz?"
        • milseog Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. 24.04.02, 13:33
          dzieki. dobre te propozycje (pytania). mysle, ze to krok we wlasciwym kierunku.
          kaska siedzi w domu bo rzucila prace i robi teraz zlecenia. ale znam ja i wiem,
          ze jest osoba, ktora musi byc widoczna, chce byc zauwazana. a tu klops. i to po
          czesci tez jest pewnie powod.
          ale nie jest tez tak, ze ona nic nie robi. sprzata, myje naczynia, ale... nie
          robi nic co wymaga jakiegos wysilku - nazwijmy to - koncepcyjnego. wiesz o czym
          mowie? co innego przejechac odkurzaczem a co innego dusic - dajmy na to - schab
          w pomidorach. ja to wszystko doceniam i szanuje ja za to, ale czasem mam ochote
          odkurzyc w zamian za jej gotowanie.
          to mnie meczy. czasem wydaje mi sie, ze ja sie staram i mysle o tym non stop a
          ona idzie na latwizne. i dlatego mi przykro.
          pozdrawiam
          • Gość: Sol Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.04.02, 13:46
            to mozna zrobic schab w pomidorach? : )))) o rany ale jestem noga z gotowania : )))

            A na powaznie-mysle ze to w duzej czesci wynika z niezrealizowania zawodowego. Moze dochodzi do
            wniosku, ze rzucenie pracy na rzecz bycia wolnym ptakiem bylo jednak pomylka... Albo to jest dopiero
            poczatek (a jak wiadomo poczatki sa ciezkie) a ona miala nadzieje ze bedzie lepiej, bardziej rozowo..
            To niedobrze, ze nie robi nic konstruktywnego, chocby sama dla siebie (nie ma hobby?) - to by ja
            dowartosciowalo... Nie wiem czy wiesz jak to jest-kiedy nie masz zorganizowanego czasu-wtedy ten
            czas przecieka Ci przez palce...mijaja godziny, dni, zachodzi slonko, wstaje slonko a Ty nic nie
            robisz...bo przeciez masz tyle czasu...To sie robi kwadratura kola...
            A rozmawiales z nia o pracy? Nie tylko o tym "czemu kochanie nie ma znowu obiadu?". tylko na
            przyklad "co dzis robilas?" jesli odpowiedz bedzie "eeee no nic takiego" to nalezy delikatnie drazyc
            temat. Ale chyba niewskazane jest opowiadanie ze "ja mialem w pracy strasznie duzo roboty i jeszcze
            Pan X powiedzial mi to a Pan Y tamto i bede musial..." . Wiesz, taki kontrast zabija...
            • milseog Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. 24.04.02, 13:56
              mozna robic schab w pomidorach. jak chcesz dam ci przepis.
              zgadzam sie z toba. ona jest na poczatku drogi. poierwszy pracodawca ja okradl
              z czasu i kasy i rzucila prace.
              hobby, cholerka, jakos nie zauwazylem zeby cos robila poza. no, oprocz tego ze
              czyta i slucha duzo muzyki.
              na pytanie co robilas? w odpowiedzi slysze posprzatalam, etc.
              wiem doskonale co mowisz o uciekajacym przez palce czasie. sam bylem bezrobotny
              przez dwa miesiace zeszlego lata. stracilem prace, w ktorej caly czas bylem w
              biegu i siedzialem w domu patrzac w sufit i herbate pilem caly czas z tego
              samego kubka, bo mi sie nie chcialo go umyc. ale kaska jak pracowala (fakt ze 9-
              10 godzin, ale kto tak dzisij nie pracuje?) to wtedy juz tylko pracowala. nic
              poza tym, a ja tez mam swoja prace, rownie ciezka i absorbujaca.
              takze "nie ma lekko i nie da rady zalatwic tego ucieczka" - jak spiewaja
              electric rudeboyz nominowani do fryderyka:)
              pozdrawiam
          • Gość: Malwina Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. IP: *.abo.wanadoo.fr 24.04.02, 13:52
            ja tylko z malutka uwaga bo do reszty sie nie wtracam - jestescie mlodzi i nie trzeba wam wysluchiwac
            bredni baby "po przejsciach" (to ja !) lecz" zespol w zespol " wypracowac sobie najlepszy sposob
            zycia...
            Moja malutka uwaga dotyczy zdania jestem "socjologiem a nie kucharzem". A ona, czy jest kucharka ?
            Dopracujcie razem te obiady na zasadzie "kto co wie" tylko nie mysl ze jej spadnie umiejetnosc
            gotowania z nieba - to nie genetyczne ! I znam mnostwo kobiet ktore nie umieja, nie znosza, wola
            sprzatanie.
            Gotowanie to kreacja - nie kazdy jest zdolny.(choc podstawowych rzeczy kazdy moze sie nauczyc !)
            Pzdr
            Malwina, ktora uwielbia pichcic i nienawidzi sprzatania
            • milseog Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. 24.04.02, 13:59
              malwino, ok. ale zrozumialas mnie na opak. napisalem, ze jestem socjologiem w a
              nie kucharzem w kontekscie dawania lekcji gotowania. nie jestem az tak dobry
              zeby uczyc. o to mi chodzilo. wiem, ze ona nie jest kucharka i nie chce zeby
              byla.
              swoja droga, to ja tez nie cierpie sprzatac, za to uwielbiam gotowac.
              ps. piszesz chyba z francji. moze jakis ciekawy przepis? powaznie pytam i
              serdecznie pozdrawiam
              • Gość: Malwina Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. IP: *.abo.wanadoo.fr 24.04.02, 14:08
                ciekawe przepisy sa dla doswiadczonych a wam trzeba super prostych i jednoczesnie atrakcyjnych np
                kawalek rokfortu albo innego zielonego czy niebieskiego rozpuszczony w garnuszku z lyzka masla i
                lyzka smietany - polac tym pysznym paskudztwem makaron swiezy wstazki i bedziesz mial tagliattelli
                sauce roquefort jak ta lala i w dziesiec minut. A jak zamkniecie oczy to moze nawet i Florencja wam sie
                ukaze...
                i zrobcie z tej wspolnej nauki wspolna zabawe ...
                • milseog Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. 24.04.02, 14:30
                  droga malwino, nie jestem zawodowcem, ale cos niecos przyrzadzic umiem:) ten
                  przepis znam, ale chetnie cos innego kupie.
                  powiem o nim kasce i moze dzisiaj wybierzemy sie do sklepu po ten ser i zrobimy
                  tak jak radzisz. brzmi swietnie i moze kaska sie przekona, ze to zadna sztuka.
                  fajny pomysl, wielkie dzieki.
                  z tym przepisem nie zartowalem, a jak bedziesz jutro na forum to powiem ci jak
                  poszlo, ok?
                  pozdrawiam serdecznie i dzieki jeszcze raz.
                • Gość: Malwina Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. IP: *.abo.wanadoo.fr 24.04.02, 14:46
                  Malwina alias kuchenne SOS poleca :
                  endiwie (sztuk szesc) ugotowac na wodzie, wyzac jak pranie, owinac kazda w kawalek szynki,
                  polozyc do brytffffffffanki, na tluszcz, posypac tartym zoltym serem (troche pieprzu a w ogole to dorzucaj
                  co chcesz - tak najlepiej), malutkie (rozmiar francuski a nie polski !) kawaleczki masla na ten ser
                  drapany, lyzka smietany (mozna to wszystko w beszamelu utopic ale nie lubie) i do pieca - pod koniec
                  minute przyrumienic z gory.
                  Na deser ogladnac ponownie" 8 i1/2" i wziac przyklad !
                  • milseog Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. 24.04.02, 14:52
                    czego szesc sztuk? endiwii? co to takiego?
                    ale widac po tobie malwina, ze w porzadku jestes bardzo.
                    super rady i przepis tez dobry, ale za nic nie moge sie kapnac co to takiego, a
                    w onecie tez nie wiedza.
                    pozdrawiam
                    • Gość: Malwina Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. IP: *.abo.wanadoo.fr 24.04.02, 14:59
                      zaraz nas ktos wywali mowiac ze to nie forum kulinarne ;-)
                      Leza i piszcza w sklepach warzywnych a polacy nie dotykaja bo nie wiedza co z tym robic.
                      Biale to, ma ksztalt wrzeciona i warstwy lisci i po polsku (wlasnie sprawdzilam googlem) pisze sie
                      endywia (rodzaj cykorii)

                      umre madrzejsza
                      bon appetit
                      M.
                      • milseog Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. 24.04.02, 15:04
                        dziekuje bardzo. wychodze juz z pracy, ale napisze jutro co i jak. bardzo mi
                        pomoglas. nawet nie wiesz jak bardzo.
                        jestem tobie wdzieczny. do jutra. :))
                      • milseog att:malwina! 25.04.02, 09:47
                        droga malwino, wczoraj przeprowadzilem akcje pod kryptonimem "wspolny wysilek'
                        i asystowalem kasce w przygotowaniu tagliatelle roquefort. poszlo nam (a
                        wlasciwie jej) bardzo dobrze. mysle, ze chociaz sie troche opierala na samyum
                        poczatku, a potem robila niby ironiczne miny, to koniec koncow miala z tego
                        frajde. a o to przeciez chodzilo, czyz nie? tak wiec, jest pierwszy sukces,
                        ktorego niewatpliwe ty jestes matka :)
                        jesli masz jeszcze w zanadrzu pare takich prostych przepisow jestem pewien, ze
                        kasia bedzie wdzieczna. jak bedzie ci sie chcialo - wyslij je prosze mailem.
                        endywii niestety nie znalazlem w dwoch supermarketach, ale przepis zachowalem.
                        aha, do tagliatelle pozwolilem sobie dodac natke pietruszki. wybornie pasuje.:)
                        pozdrawiam goraco :))))
                        ps. ale sie ciesze! bedzie dobrze!
                        • Gość: Malwina Re: kuchnia i psychologia IP: *.abo.wanadoo.fr 25.04.02, 10:03
                          najwazniejszy w tym wszystkim byl "deser" :-)
                          mam nadzieje ze nie zapomnieliscie o nim ....
                          tak jak i nie zapominajcie ze jestescie mlodzi ze sie kochacie
                          i ze psu na bude granie w "powazna pare" z "obowiazkami"
                          nie nalezy pozwolic aby zycie codzienne udusilo uczucia
                          ot co
                          to bylo moje przeslanie (i tu graja traby i puzony)
                          nie ma problemow - sa tylko rozwiazania !

                          dzis : oberzyny w ciescie (nie zapomniec o soli i czosnku ktorym natrzec plastry - inaczej bedzie bez
                          smaku)

                          kupic tez bazylie posiekac zamrozic i sypac od czasu do czasu np do zupy warzywnej lub na makaron.

                          nauczyc sie robic prawdziwy sos pomidorowy , potem zamrozic porcjami i spokoj na 5 miesiecy (ilez to
                          atrakcyjnych dan mozna z tym zrobic !) - od kurczaka do fasolki, nie mowiac o wszelkich melanzach
                          warzywnych i innych pizzach.

                          i nigdy nie przejmowac sie codziennoscia !
                          powodzenia
                          i mnostwa szczesliwych dzieci
                          (nie zapomnij ze szczesliwe dziecko to dziecko ubrudzone i nie blokuj w przyszlosci na praniu i
                          prasowaniu ;-)))

                          uciekam, bo niedlugo kacik" dobre rady ciotki klotki" otworze jak tak dalej pojdzie...
                          • Gość: Sol Re: kuchnia i psychologia IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.04.02, 12:25
                            Malwino, niniejszym prosze o kontynuowanie watku kulinarnego i wnosze o
                            zaniechanie stwierdzen, ze jako stara baba (sic!) przynudzac nie bedziesz.
                            Doswiadczenie zyciowe nienachalnie przekazywane jest wskazane i pozadane. A
                            moze nie tylko sam zainteresowany skorzysta : )

                            --> Milseog: wnosze o donoszenie o postepach kulinarnych (WSPOLNYCH) i
                            uczuciowych : )
                          • Gość: milseog malwina i sol IP: 212.244.66.* 25.04.02, 13:05
                            oczywiscie, ze deser byl:) nie ma sensu jesc obiadu jak w perspektywie nie ma
                            deseru. droga malwino, prosze, nie znikaj! JAK WIDAC NA POWYZSZYM PRZYKLADZIE i
                            nie tylko twoj wplyw na losy mlodego pokolenia i terapia przez kuchnie
                            (cuisinoterapia:) ) jest zbawienny. dlatego nie powinnas znikac i byc z nami.
                            bardzo mi pomoglas i nigdy tobie tego nie zapomne. mowie powaznie.
                            pisze do ciebie po raz trzeci juz i czesciowo zapomnialem co chcialem
                            powiedziec. (komputer mi sie zawiesza) w kazdym razie wspolne gotowanie bylo
                            sukcesem i mysle, ze - chociaz probowala to ukryc - frajda dla kaski. wiesz jak
                            to jest, jak widzisz, ze cos ci wychodzi to od razu jest lepiej.
                            endywii nie znalazlem w sklepach (2), ale nie poddaje sie i tu:) znajde, zrobie
                            i powiem jak bylo, jesli chcesz.
                            fanem pralki nie jestem (choc do brudasa tez) i uwazam, ze brudne dzieci (od
                            zabawy) to szczesliwe dzieci. "mama nie kazala sie brudzic" - precz! w domu
                            mam "nielad" i ogolnie dobrze sie psychicznie czuje. znajduje coraz wiecej
                            rozwiazan i mniej problemow :) i ty masz w tym swoj udzial, a na dodatek nie
                            jestem juz glodny :)
                            pozdrawiam cie goraco i licze na kolejne posty. :)
                            ps. do sol: oczywiscie, ze napisze jak sytuacja kulinarno-milosna sie rozwija.
                            teraz wszystkim wam jestem to winien. a moze zaloze oddzielny watek ?:)
                            zobaczymy. wszyscy zaineteresowani moga wyslac maila. na kazdy odpisze z
                            radoscia. dziekuje wam za zainteresowanie i pozdrawiam
                          • Gość: milseog malwina i sol IP: 212.244.66.* 25.04.02, 13:06
                            oczywiscie, ze deser byl:) nie ma sensu jesc obiadu jak w perspektywie nie ma
                            deseru. droga malwino, prosze, nie znikaj! JAK WIDAC NA POWYZSZYM PRZYKLADZIE i
                            nie tylko twoj wplyw na losy mlodego pokolenia i terapia przez kuchnie
                            (cuisinoterapia:) ) jest zbawienny. dlatego nie powinnas znikac i byc z nami.
                            bardzo mi pomoglas i nigdy tobie tego nie zapomne. mowie powaznie.
                            pisze do ciebie po raz trzeci juz i czesciowo zapomnialem co chcialem
                            powiedziec. (komputer mi sie zawiesza) w kazdym razie wspolne gotowanie bylo
                            sukcesem i mysle, ze - chociaz probowala to ukryc - frajda dla kaski. wiesz jak
                            to jest, jak widzisz, ze cos ci wychodzi to od razu jest lepiej.
                            endywii nie znalazlem w sklepach (2), ale nie poddaje sie i tu:) znajde, zrobie
                            i powiem jak bylo, jesli chcesz.
                            fanem pralki nie jestem (choc do brudasa tez) i uwazam, ze brudne dzieci (od
                            zabawy) to szczesliwe dzieci. "mama nie kazala sie brudzic" - precz! w domu
                            mam "nielad" i ogolnie dobrze sie psychicznie czuje. znajduje coraz wiecej
                            rozwiazan i mniej problemow :) i ty masz w tym swoj udzial, a na dodatek nie
                            jestem juz glodny :)
                            pozdrawiam cie goraco i licze na kolejne posty. :)
                            ps. do sol: oczywiscie, ze napisze jak sytuacja kulinarno-milosna sie rozwija.
                            teraz wszystkim wam jestem to winien. a moze zaloze oddzielny watek ?:)
                            zobaczymy. wszyscy zaineteresowani moga wyslac maila. na kazdy odpisze z
                            radoscia. dziekuje wam za zainteresowanie i pozdrawiam
                          • Gość: milseog malwina i sol IP: 212.244.66.* 25.04.02, 13:14
                            oczywiscie, ze deser byl:) nie ma sensu jesc obiadu jak w perspektywie nie ma
                            deseru. droga malwino, prosze, nie znikaj! JAK WIDAC NA POWYZSZYM PRZYKLADZIE i
                            nie tylko twoj wplyw na losy mlodego pokolenia i terapia przez kuchnie
                            (cuisinoterapia:) ) jest zbawienny. dlatego nie powinnas znikac i byc z nami.
                            bardzo mi pomoglas i nigdy tobie tego nie zapomne. mowie powaznie.
                            pisze do ciebie po raz trzeci juz i czesciowo zapomnialem co chcialem
                            powiedziec. (komputer mi sie zawiesza) w kazdym razie wspolne gotowanie bylo
                            sukcesem i mysle, ze - chociaz probowala to ukryc - frajda dla kaski. wiesz jak
                            to jest, jak widzisz, ze cos ci wychodzi to od razu jest lepiej.
                            endywii nie znalazlem w sklepach (2), ale nie poddaje sie i tu:) znajde, zrobie
                            i powiem jak bylo, jesli chcesz.
                            fanem pralki nie jestem (choc do brudasa tez) i uwazam, ze brudne dzieci (od
                            zabawy) to szczesliwe dzieci. "mama nie kazala sie brudzic" - precz! w domu
                            mam "nielad" i ogolnie dobrze sie psychicznie czuje. znajduje coraz wiecej
                            rozwiazan i mniej problemow :) i ty masz w tym swoj udzial, a na dodatek nie
                            jestem juz glodny :)
                            pozdrawiam cie goraco i licze na kolejne posty. :)
                            ps. do sol: oczywiscie, ze napisze jak sytuacja kulinarno-milosna sie rozwija.
                            teraz wszystkim wam jestem to winien. a moze zaloze oddzielny watek ?:)
                            zobaczymy. wszyscy zaineteresowani moga wyslac maila. na kazdy odpisze z
                            radoscia. dziekuje wam za zainteresowanie i pozdrawiam
                            • Gość: Sol Re: IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.04.02, 16:16
                              hmmm...a dlaczego myslisz ze usilowala ukryc ze jej sie podobalo? Ty jakas naditerpretacje chyba
                              uprawiasz.... : )
                              Z łątwiejszych a przyjemnych zrobcie jakies nadziewane warzywka - ona sie bedzie mogla inwencja
                              wykazac (w ramach nadziewania) a w sumie pracowac nad tym nie trzeba.
                              I sluchaj Malwiny - jak widac ma kobieta nosa : ) Czyli nie marudzic, nie biadolic, nie roztrzasac - tylko
                              zakasac rekawy i do wspolnego dzialania. Jak to bylo....bawiąc uczyć? uczyc bawiąc? : )))) I wiecej
                              rozmwiac...rozmawiac rozmawiac....
                              trzymajcie sie oboje : )
                              • Gość: milseog zadnej nadinterpretacji:) IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 25.04.02, 17:00
                                po jej minie widzialem ze bawi sie swietnie, ale probowala to z rezerwa okazac. minki, krecenie nosem, zarciki
                                na temat wspolnego gotowania, etc.
                                ale poza tym masz racje: trzeba sluchac malwiny. ona madrze prawi. szkoda, ze jednak zniknela:(((
                                ty tez sie trzymaj. i odzywaj sie :) pozdrawia m
    • milseog DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM!!! 26.04.02, 10:42
      wielkie dzieki dla wszystkich Was, ktore wsparly mnie radami w ciezkich czasach
      i pomogly spojrzec na to z dystansem, zrozumiec i jeszcze rozpoczac lekcje
      gotowania. zainteresowanych bede informowal o wynikach terapii kulinarnej i
      innych pod taka sama nazwa watku jak teraz.
      jeszcze raz wszystkim dziekuje. jestem wam bardzo wdzieczny.
      pozdrawiam, m.
      • Gość: Melba Re: DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM!!! IP: *.chello.pl 26.04.02, 11:39
        No i super.Pozdrów Kaśkę :)
        • milseog na pewno pozdrowię.vice versa też:). (no txt) 26.04.02, 12:45
    • kwieto Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmie 26.04.02, 20:33
      Na sile jej nie zmienisz. Jesli ona nie chce - masz dwa wyjscia: albo
      zaakceptowac, albo sie rozstac
    • neutralny_nick Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. 27.04.02, 16:31
      bardzo pięknie że tak sie starasz i jeszcze dociekasz czemu tak a nie inaczej,
      ale nie przyszło ci do głowy ze tak bedzie juz zawsze, ze potem bedzie dziecko,
      ona bedzie czekac az przyjdziesz z pracy i bedziesz jej gotowac i prac rzeczy
      dziecka, chlopie jak ci odpowiada taki bluszcz to brnij dalej ale zastanow sie
      jeszcze czy to ma sens i czy to jest pratnerstwo
      takie ciaganie za uszy daje mierne rezultaty wierz mi
      • milseog Re: bo ona ma 25 lat, taka jest i juz się nie zmieni.. 29.04.02, 10:29
        to przerazjace! mam nadzieje,ze jednak wszystko dobrze sie skonczy! dzieki
        jednak za przestroge. trzeba i taki wariant brac pod uwage. cholerka, nie
        pomyslalem o tym...
    • monstera *** 27.04.02, 17:28
      Przez cale lata bylem neurotykiem.
      Typem zgorzknialym, przygnebionym i egoista.
      Wszyscy ciagle mi mowili, zebym sie zmienil.
      I nie przestawali przypominac mi, jak bardzo bylem neurotykiem.
      A ja sie obrazalem, choc zgadzalem sie z nimi.
      I chcialem sie zmienic,
      ale nie potrafilem, mimo wielu wysilkom.
      Najgorsze bylo to, ze moj najlepszy przyjaciel
      nie przestawal wypominac mi neurotycznego stanu,
      w ktorym trwalem.
      I rozwniez podkreslal koniecznosc zmiany.
      Takze sie z nim zgadzalem i nie moglem sie na niego obrazac.
      Ale skutek byl taki,
      ze czulem sie bezsilny i jakby skrepowany.
      Az pewnego dnia przyjaciel powiedzial mi:
      - Nie zmieniaj sie. Badz jaki jestes.
      Tak naprawde to niewazne, czy sie zmienisz, czy nie.
      Kocham cie, jakim jestes, i nie moge przestac cie kochac.

      Te slowa zabrzmialy w mych uszach jak muzyka:
      "Nie zmieniaj sie. Nie zmieniaj sie. Nie zmieniaj sie...
      Kocham cie.."
      Wtedy sie uspokoilem. I poczulem, ze zyje.
      I, co za cud, zmienilem sie.

      A. de Mello

      :-)
      pozdrowienia M.
      • milseog Re: *** 29.04.02, 10:31
        bywa i tak. gratulacje
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka