Rozdarta sosna

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 21:26
tak sie czuje, jakbym skladala sie z dwoch roznych osob..
Prawie cala moja rodzina mieszka na wsi, a wsrod niej tylko ja i moj brat
bylismy pierwszymi z tytulem MGR, (nikt z kuzynowsta..co najwyzej jeden
inzynier), moi rodzice po zawodowce. CAla rodzine (czyli ciotki, kuzynow)
szanuje, to dobrzy ludzie.Rodzicom jestem im niezmiernie wdziecza, bo to
tylko dzieki nim i ich pracy moglam pojsc na studia. Ale poszlam na studia
do miasta, zamieszkalam tam...mam poglady jakie mam, roznia sie niekiedy z
podejsciem rodzicow...Nie chce ich ranic, bo to im wiele zawdzieczam, ale oni
np. nie rozumieja, ze chce zamieszkac w miescie, z chlopakiem (bez slubu!!),
ze np. nie potepiam rozwodow i inne takie rzeczy. Nie uwazam mojej rodziny za
Ciemnogrod, szanuje ich opinie, poglady, ale oni nie szanuja moich...Zle sie
czuje, kiedy zarzucaja mi, ze studia poprzewracaly mi w glowie, zepsuly
mnie...
Chce zyc po swojemu, cieszyc sie zyciem, czerpac z niego ile mi sie uda, a
nie chce "przekoczowac" zycia, gdzie kazdy dzien jest taki sam...
    • odett Re: Rozdarta sosna 24.10.04, 22:07
      nie przejmuj sie rodzicami. zyj swoim zyciem, swoimi pogldami. jestes im
      wdzieczna, za to, ze moglas skonczyc studia - to obowiazek rodzicow, zeby
      pomagali dziecim na tyle ile sa w stanie - Twoi byli w stanie oplaci Ci studia
      i mozesz byc im za to wdzieczna. kiedys w przyszlosci bedziesz mogla sie im za
      to odwdzieczyc. dlatego zyj wlasnym zyciem. i nie przejmuj sie tym, ze maja
      odmienne zdanie na zycie niz Ty. to nic nowego i nie dziwnego, czesto sie tak
      zdarza.
      • Gość: kaska Re: Rozdarta sosna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 23:30
        no widzisz Odett, ja jakos nie umiem sie nie przejmowac rodzicami, nie
        chcialabym, by przeze mnie sie zamartwiali, ale wiem, ze ja mam racje..stad to
        uczucie rozdarcia.
    • kamfora Re: Rozdarta sosna 24.10.04, 22:52
      Gość portalu: kaska napisał(a):

      > Zle sie czuje, kiedy zarzucaja mi, ze studia poprzewracaly mi w glowie,
      > zepsuly mnie...
      > Chce zyc po swojemu, cieszyc sie zyciem, czerpac z niego ile mi sie uda, a
      > nie chce "przekoczowac" zycia, gdzie kazdy dzien jest taki sam...

      Z ich punktu widzenia faktycznie poprzewracało Ci się w głowie
      (nie tak Cię wychowywano, prawda? Dla nich jako wychowawców jest to w pewnym
      sensie porażka).
      A Ty? Patrzysz na ich życie i myślisz, że Twoje będzie lepsze, ciekawsze,
      szczęśliwsze...Życzę Ci, aby takie było :-)
      Ale uczucia "rozdartej sosny" nie pozbędziesz się łatwo (jeśli w ogóle)
      Wiem, co mówię :-)
      • Gość: kaska Re: Rozdarta sosna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 23:29
        to nie tak, ze ja uwazam ich styl zycia za gorszy. Bo nie. Im on odpowiada, oni
        sa zadowoleni i to jest najwazniejsze. MI odpowiada cos innego, czego oni nie
        rozumieja i co najgorsze nie akceptuja.
        Rodzice oczekiwali ze po studiach wroce do domu i bede im pomagac. Nie
        zamierzam ich "olać", ale sadze ze wielkiej mojej opieki jeszcze nie
        potrzebuja, sa zdrowi, sprawni, sami sobie radza.
        No masz racje Kamfora, nie tak mnie probowano wychowac...ale wiem, ze mam jedno
        zycie i nie moge tylko myslec, zeby zyc zgodnie z wola rodzicow....bo wszystkim
        i zawsze nigdy nie dogodze. Ale czuje sie źle, bardzo źle:(( Rodzice sa
        rozczarowani, bo zaplanowali cos innego..nie pytali mnie o zdanie, a planowali,
        teraz te plany ja chce burzyc..to ich boli. Ja tak ich "zawiodlam"..
        • caorle Re: Rozdarta sosna 24.10.04, 23:35

          I będziesz to w sobie nosić...to uczucie rozdartej sosny
          Tylko nauczysz się z tym zyc po prostu.
        • Gość: ryb Re: Rozdarta sosna IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 24.10.04, 23:43
          Wkroczylas do szerszego swiata, nie szerokiego, tylko szerszego. Rodzice tego
          nowego swiata nigdy nie zrozumieja, zawsze bede Cie ciagneli do swojego swiata,
          tego prostego, ktory im sie wydaje jest najpiekniejszy...i moze jest. Ty z kolei
          musisz pojsc krok dalej, wkroczyc do szerokiego swiata...dopiero wtedy
          zrozumiesz wszystko i przestanie Ci byc zle...
          • Gość: małgo Re: Rozdarta sosna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 23:50
            a jak uklada się między rodzicami i bratem ?
            Wrócil po studiach do domu i żyje zgodnie z
            oczekiwaniami rodziców?
            • Gość: kaska Re: Rozdarta sosna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 08:42
              brat po studiach zostal w swoim miescie, pracuje na spokojnej posadce...ale on
              byl pierwszy i skoro on nie chcial wrocic to wg moich rodzicow jedno dziecko
              musi, czyli ja. Jemu pomogli w kupnie mieszkania, a dla mnie jest dom
              rodzinny..taki oto podzial nastapil.
              • zgryzliwa_raszpla Re: Rozdarta sosna 25.10.04, 11:34
                aj z ta kochana rodzinka ...i odgorny podzial schedy...;-/)

                nie musisz zyc dla nich, zyj dla siebie. mimo, ze zostalas "przypisana" do domu
                i gospodarstwa..jako przyszla corko-kucharko-sprzataczko-pielegniarka..
                jesli dasz rady sama utrzymac sie i zbudowc sobie wlasny kat i gdzie indziej
                widzisz swoja przyszlosc- to rob to, a na ich wymagania mozesz sugerowac zeby
                jednak brat wrocil w rodzinne pielesze, niby czym sie roznicie ?:-/)

                odpowiedz sobie na pytanie czy widzisz sie z powrotem w miejscowosci i domu
                rodzinnym? i tej odpowiedzi sie trzymaj.
        • kamfora Re: Rozdarta sosna 25.10.04, 09:32
          Jeszcze jedno: musisz bardzo się pilnować, żeby nie wpaść w coś w rodzaju
          "sukcesomanii". Często się zdarza, że dzieci mające poczucie winy z powodu
          pójścia swoją drogą chcą udowodnić rodzicom (a przede wszystkim sobie),
          że to było słuszne i w związku z tym bardzo boleśnie przeżywają każde
          niepowodzenie.
          Tobie ma prawo się udać i ma prawo się coś nie udać, jak każdemu człowiekowi.
          Nie dlatego, że "nie słuchałaś ojca matki" tylko dlatego, że jesteś człowiekiem.

          PS Czy Twój chłopak jest z tego miasta, w którym zamierzacie zamieszkać,
          czy tak jak Ty?
          • Gość: kaska Re: Rozdarta sosna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 11:46
            Chłopak w miescie, w ktorym chcemy zamieszkac, dostal dobra prace, stad ten
            wybor. Chcemy razem cos wynajac...Dodam ze to miasto od moje rodzinnej
            miejscowosci jest oddalone tylko kilkadziesiat km.
            A o tej "sukcesomanii" to trafilas w dziesiatke...nie nazywalam tego tak, ale
            pasuje do mnei jak ulal. Jets we mnie cos takeigo, ze musze udowodnic swiatu, a
            glownie sobie, ze sobie poradze..itp.
    • mathias_sammer Re: Rozdarta sosna 25.10.04, 09:38
      Kaska, gdyby Twoi rodzice " nie rozumieli, ze chcesz zamieszkac w miescie"
      zrobiliby wszystko, zebys nie studiowala , a jesli juz to agro- (to tak na
      marginesie w kwestii logiki). We wsi kazda para rak potrzebna do pracy, a jesli
      panna wyda sie za chlopa, to przemnozyc razy dwa, potem przyjda dziecka (ze
      cztery), ktore na poczatku moga tylko zbierac snopki, plewic, ale od 12 roku
      zycia znakomicie potrafia juz obslugiwac kosiarke.

      Jedno zdanie misie jednak spodobalo. "Koczowanie w zyciu".
      Jezeli czlowiek czegos naprawde pragnie _nie ma takiej sily_ zeby, ktora by go
      powstrzymala w czynie realizacji.
      Jesli chce zyc tak a nie inaczej- zyje po prostu. Jesli chce koczowac- to
      koczuje z wyboru. Immanuel Kant nigdy nie opuscil Kaliningradu, bo tak chcial.
      Ty zyjesz dokladnie tak jak chcesz i obwinianie kogos lub "bycie wdziecznym"
      jest zwykla wymowka, usprawiedliwieniem ad hoc. Zreszta tez pozornym.

      Klaniam sie,

      M.S.
      • Gość: kaska Re: Rozdarta sosna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 11:58
        krotkie wytlumaczenie...mieszkam na wsi, ale to nie ejst taka wioska..kilka
        domwo przy jednej drodze i sklep. Nie ma zadnego gospodarstwa, zadnych
        hektarow.. Wioska liczy 2tys mieszkancow!!:))
        Rodzice maja swoj maly "biznesik", no i liczyli, ze po studiach to ja im w tym
        pomoge.
        Pozorna wdziecznosc?..moze...jestem im wdzieczna, doceniam to ale wolalabym ,
        gdybym nie miala o tym przypominane raz na tydzien. Nie chce nikogo obwiniac.
        jasne, moge wybrac zycie po swojemu, nie sluchac gadania innych, ale z tym tez
        mi bedzie zle..Moja mama w takich dyskusjach jzu kilka razy powiedziala "To
        Twoje zycie, zrobisz jak zechcesz" a potem lzy w oczach, placz...i czuje sie
        potem fatalnie, choc wiem, ze w zasadzie nie mam powodu..
    • Gość: gf Re: Rozdarta sosna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 10:22
      Kaska,

      OK, szanujesz ich wraz z ich stylem zycia. Fajnie. Ale fakty sa takie, ze im
      brakuje wyobrazni, wrazliwosci i inteligencji, zeby kupic Ciebie. Masz wiec
      tylko jedno wyjscie - odseparowac sie od nich emocjonalnie.

      Droga do tego wiedzie przez intensywne zwiazki z innymi, bardziej do Ciebie
      podobnymi ludzmi.

      Powodzenia :)


      p.s. Mozesz sprobowac, jesli Ci zalezy, precyzyjnie wytlumaczyc mamie (mamie?)
      o co Ci w zyciu chodzi. Moze zaprosic ja do siebie na tydzien i poswiecic ten
      czas tylko jej? Ale gwarancji sukcesu nie ma, rzecz jasna.
    • carduus Re: Rozdarta sosna 25.10.04, 12:08
      Każdy - bez względu na poziom wykształcenia - powinien zrozumieć jedno: ja i
      moje życie, to jedno, moje dziecko i jego życie to drugie. Moje plany i plany
      dziecka mogę się nie pokrywac w ŻADNYM punkcie. Jeśli Cię kochają, to
      zaakceptują Twoj wybór, jaki by on nie był. Każdy ma prawo do takiej drogi
      życiowej jaka mu odpowiada i nikt inny, nawet rodzice, nie może mu tego
      narzucać. Spytaj ich może czy wolą żebyś była szczęsliwa, czy raczej potulna?

      carduus
    • Gość: Elodie Re: Rozdarta sosna IP: 212.87.3.* 25.10.04, 14:14
      Mysle, ze Ty i Twoi rodzice macie zupelnie rozne priorytety. Ty, z racji swojego
      wyksztalcenia i obycia z zyciem w miescie masz znacznie szersze horyzonty i
      wieksze potrzeby - emocjonalne, intelektualne, itp, ktore sa obce Twoim
      rodzicom. Jesli teraz zrezygnujesz z tego, co sobie sama zaplanowalas, bedziesz
      sie zawsze o to obwiniac, a nikt Ci nie wroci zmarnowanego czasu i zycia, nawet
      rodzice. Nawet jesli nie do konca powiedzie Ci sie tak, jak to teraz planujesz,
      nawet jesli popelnisz bledy, to po pierwsze nie bedziesz za to obwiniac rodzicow
      (a bedziesz predzej czy pozniej ich obwiniac, jesli postapisz pod ich dyktando),
      a po drugie - bedziesz miec satysfakcje, ze odwazylas sie zaryzykowac i pojsc
      wlasna droga. Nie rob niczego wbrew sobie, o ile tylko mozesz i masz dosc sily.
      Placi sie za to znacznie wyzsza cene, niz sie wydaje. Jesli masz do czegos
      przekonanie, to nie ogladaj sie, zbierz sie na odwage i zrob to. Wyobrazenie
      Twoich rodzicow o Twoim szczesciu jest inne, ale oni nie moga za Ciebie
      zdecydowac, bo oni za Ciebie zycia nie przezyja. Wiem, ze to trudna sytuacja, bo
      masz wlasny plan, a jednoczesnie nie chcesz zawiesc rodzicow. Ale moim zdaniem
      nie mozesz ogladac sie zawsze na akceptacje rodzicow. Nigdy nie zadowolisz
      wszystkich, czasem takze swoich rodzicow. Nie mozesz sie od nich uzaleznic
      emocjonalnie, bo jak raz to zrobisz, bedziesz to robic dalej i juz z tego nie
      wyjdziesz. Tym bardziej, ze wiesz, ze to Ty masz racje. Musisz pogodzic sie z
      faktem, ze oni Twojej racji nigdy nie zrozumieja, bo maja inna mentalnosc i inna
      logike. I byc moze jeszcze nie raz bedziesz w podobnej sytuacji - czy zawsze
      bedziesz myslec tylko o tym, aby ich zadowolic, a nie siebie? Poza tym, przeciez
      oni nie moga za Ciebie decydowac. Wiem, ze taka presja jest silna, z tego co
      piszesz wynika, ze Twoja mama stosuje po prostu szantaz emocjonalny w lagodnym
      wydaniu (placze, itp.). Moze jej to uswiadom, o ile to cokolwiek da.
      Jesli masz dosc sily, to zdystansuj sie od swoich rodzicow, nie uzalezniaj sie
      od nich emocjonalnie. Mysle, ze oni z czasem pogodza sie z Twoim wyborem. A jak
      Ci sie dobrze zycie ulozy, na pewno beda z Ciebie dumni, choc moze beda wstydzic
      sie do tego przyznac. Nie zmarnuj swoich dotychczasowych osiagniec ze zwyklego
      strachu. Zawsze najbardziej sie zaluje tego, ze sie nie choc nie sprobowalo
      pojsc wlasna droga, ze sie bylo biernym. To wiele kosztuje, ale to sa sytuacje,
      w ktorych sie sprawdzasz.
    • fnoll dyplomacja 25.10.04, 15:57
      masz dyplom - więc stosuj rozwiązania dyplomatyczne :)

      a gra zawsze toczy się o to, kto ma władzę, kto kontrolę - rodzice w
      tradycyjnych rodzinach zwykle źle znoszą, gdy ich pociechy idą "swoją drogą",
      ich samych za młodu rugano za wszelkie odstępstwa od rodzinnych tradycji, od
      rodzinnej lojalności - czy chcesz nimi rządzić? pewnie nie, lecz oni chcą tobą,
      więc jesteś jak ukraina przy rosji ;) nie warto wszczynać otwartej wojny

      nie ma sensu wdawać się w dyskusje "kto ma rację", bo nie o racje tu chodzi,
      lecz o władzę - lepiej wysłuchać (i puścić mimo uszu), zmilczeć, odmienność
      swego zdania zaznaczyć lakonicznie, acz zdecydowanie, i zaraz spacyfikować
      ewentualną agresywną (szantaż też jest rodzajem agresji, czy negowanie czyjejś
      wartości) reakcję uśmiechem, poklepaniem po ramieniu ("niech się mama nie
      martwi, wszystko będzie dobrze"), często sięgać po humor, unikając jak się
      tylko da sytuacji konfrontacyjnych

      stój na swoim, nie daj się zepchnąć - im także daj stać na swoim

      nawiążcie, o ile się da, owocną współpracę w sferach towarzyskich, czy innych,
      i już

      jak dwa suwerenne państwa.

      dyplomacja!
Pełna wersja