Gość: kaska
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
24.10.04, 21:26
tak sie czuje, jakbym skladala sie z dwoch roznych osob..
Prawie cala moja rodzina mieszka na wsi, a wsrod niej tylko ja i moj brat
bylismy pierwszymi z tytulem MGR, (nikt z kuzynowsta..co najwyzej jeden
inzynier), moi rodzice po zawodowce. CAla rodzine (czyli ciotki, kuzynow)
szanuje, to dobrzy ludzie.Rodzicom jestem im niezmiernie wdziecza, bo to
tylko dzieki nim i ich pracy moglam pojsc na studia. Ale poszlam na studia
do miasta, zamieszkalam tam...mam poglady jakie mam, roznia sie niekiedy z
podejsciem rodzicow...Nie chce ich ranic, bo to im wiele zawdzieczam, ale oni
np. nie rozumieja, ze chce zamieszkac w miescie, z chlopakiem (bez slubu!!),
ze np. nie potepiam rozwodow i inne takie rzeczy. Nie uwazam mojej rodziny za
Ciemnogrod, szanuje ich opinie, poglady, ale oni nie szanuja moich...Zle sie
czuje, kiedy zarzucaja mi, ze studia poprzewracaly mi w glowie, zepsuly
mnie...
Chce zyc po swojemu, cieszyc sie zyciem, czerpac z niego ile mi sie uda, a
nie chce "przekoczowac" zycia, gdzie kazdy dzien jest taki sam...