Dodaj do ulubionych

CZY WSZYSCY MUSIMY ZWARIOWAĆ?

27.04.02, 12:00

Dzisiaj mam "dzień na czytanie";-)
Ten "kawałek" mnie zaintrygował:

"W USA przytłaczająca większość chorych stanowią ludzie
chorzy nerwowo. W Szwajcarii około 70% pacjentów leczących się w
ubezpieczalniach to ludzie psychicznie chorzy. We Francji różnymi nerwicami
jest spowodowane 80% absencji w pracy. W Polsce liczba nerwowo chorych
leczących się w szpitalach sięga 40% ogółu pacjentów szpitalnych. (...)

Mamy trudności w skupieniu uwagi. Konflikty pojawiają się nieustannie. Brak nam
elementarnej zdolności zapominania uraz. Nie odczuwamy wartości przebaczenia.
To znowu jesteśmy apatyczni. Straciliśmy władzę nad własnymi przeżyciami. Mamy
mnóstwo kompleksów. Utraciliśmy pierwotną zdolność do kochania. Cała miłość
wyładowuje się w prymitywnym erotyzmie. W ocenie świata nie potrafimy zdobyć
się na obiektywizm. Zatracamy poczucie tożsamości z samym sobą. Nie potrafimy
kochać życia. Zniknął gdzieś nasz ludzki instynkt tworzenia.

Skąd się to wszystko wzięło?

Mówimy : winne są czasy, w których żyjemy. Wojny, niepewność jutra, atmosfera
intryg, insynuacji, wizja atomowej zagłady i piekielne tempo życia związane ze
wzrostem automatyki. Winne jest także często fatalnie prowadzone życie
erotyczne. Erich Fromm pisze o współczesnym człowieku: poddany własnej i cudzej
manipulacji, pozbawiony poczucia własnej osobowości. Brak ten wywołuje głęboki
niepokój. Niepokój powstaje w zetknięciu z otchłanią nicości i jest czymś
bardziej przerażającym niż katusze piekła.

To dziwna rzecz. Ludzie przestali wierzyć w piekło, gdy sami sobie piekło
zaczęli stwarzać na ziemi.

Czy wszyscy musimy zwariować?"

Co o tym sądzicie?

:-)
pozdrowienia M.
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: CZY WSZYSCY MUSIMY ZWARIOWAĆ? 27.04.02, 16:10
      monstera napisał(a):

      >
      Przede wszystkim podoba mi sie ten fragment:

      > "W USA przytłaczająca większość chorych stanowią ludzie
      > chorzy nerwowo. W Szwajcarii około 70% pacjentów leczących się w
      > ubezpieczalniach to ludzie psychicznie chorzy. We Francji różnymi nerwicami
      > jest spowodowane 80% absencji w pracy. W Polsce liczba nerwowo chorych
      > leczących się w szpitalach sięga 40% ogółu pacjentów szpitalnych. (...)
      >

      No i wychodzi, ze znowu jestesmy w tyle za "Europa" :")))

      Ale na powaznie - fakt, ze coraz wiecej ludzi nie potrafi sobie radzic ze soba
      samym. Widac to, chocby czytajac forum - wiekszosc problemow to sprawy, ktore
      kazdy sobie sam powinien poukladac - samotnosc, porzucenie, tym podobne.

      Ktos powie, ze to wina konsumpcyjnego trybu zycia. Racja, o tyle ze (moim
      zdaniem) ludzie oczekuja (naiwnie), ze zycie da sie sprowadzic do zbioru regulek
      ktorych by mozna sie nauczyc na pamiec - co robic w takiej sytuacji, co w innej.
      Bardzo chetnie rzucaja sie na takie oferty (stad popularnosc ksiazek poradnikow w
      stylu "jak zrobic to czy tamto, byc tym lub owym). Potem okazuje sie, ze przepis
      podany w poradniku, albo przez znajomych - nie jest skuteczny w danej sytuacji. I
      powstaje nerwica...

      Inna sprawa jest bezrefleksyjnosc wspolczesnego spoleczenstwa. Mam wrazenie, ze
      wiekszosc ludzi nie zastanawia sie nad tym co robi, dlaczego tak robi, jakie to
      bedzie mialo efekty. Efekt - walenie przez wielu glowa w mur, kiedy obok jest
      furtka...

      Jeszcze inna sprawa jest to, ze uczy sie nas, ze "czlowiek jest panem swiata"
      (sam pamietam jak sie klocilem bezskutecznie na ten temat z katechetka w
      ogolniaku). No i czujemy sie wszechmocni, a nagle okazuje sie ze praktycznie nic
      od nas nie zalezy, musimy sie poddac silom przyrody i cywilizacji - to ciezka
      lekcja pokory, ktora niewielu potrafi przyswoic...

      Jakie perspektywy? Mysle, ze to bedzie przebiegac jak naturalny proces
      ewolucyjny. Ludzie nieprzystosowani do otaczajacego swiata albo beda sie musieli
      nauczyc zyc wedlug nowych zasad (wieszcze kryzys lub zmiane punktu widzenia
      wszelkiego rodzaju religii), Albo sami sie powoli wyeliminuja. I zostana tylko
      tacy, ktorzy potrafia wspolpracowac, na zasadzie symbiozy z otaczajaca nas
      rzeczywistoscia. Ilosc "chorych psychicznie" sie zmniejszy, ale tez zmieni sie
      swiadomosc spoleczenstwa, sposob postrzegania rzeczywistosci.
    • Gość: fnoll Re: CZY WSZYSCY MUSIMY ZWARIOWAĆ? IP: *.bydgoska.krakow.pl 27.04.02, 18:05
      odpowiadajac na tytulowe pytanie:

      nie :)

      nasze wiezy rodzinne w obliczu chocby najbardziej toksycznych wplywow
      kulturowych nas przed tym ochronia, a przeciez mamy na tyle rozumu w glowie,
      zeby o nie przede wszystkim zadbac

      bo chocby zzarl cie kredyt, wywalono cie z pracy, uzaleznil bys sie od bingo
      czy wysadzono by ci dom z niezrozumialych powodow - to dziadek pozostaje
      dziadkiem, a babcia babcia

      a jesli rodzinna tworzy wystarczajaco gesta siatke, to nie porwa jej lokalne
      kryzysy

      amen

      fnoll
      • kwieto Re: CZY WSZYSCY MUSIMY ZWARIOWAĆ? 27.04.02, 18:11
        A jesli rodzina tez jest szajbnieta, czy jesli wolisz - toksyczna?
        • Gość: fnoll Re: CZY WSZYSCY MUSIMY ZWARIOWAĆ? IP: *.bydgoska.krakow.pl 27.04.02, 20:57
          kwieto napisał(a):

          > A jesli rodzina tez jest szajbnieta, czy jesli wolisz - toksyczna?

          to odbudowanie jej jest najbardziej zyciowo wazna rzecza, jaka ma sie do
          zrobienia, odbudowanie w jakiejkolwiek formie (np. mozna wstapic do zakonu albo
          mafii) - bo w innym wypadku trudno bedzie sie ustrzec rozniastych niedomagan ze
          strony naszej psyche

          bo tak juz stadnie jestesmy zbudowani :)

          pzdr

          fnoll
          • kwieto Re: CZY WSZYSCY MUSIMY ZWARIOWAĆ? 27.04.02, 21:07
            E.... a pustelnicy?
            • Gość: fnoll Re: CZY WSZYSCY MUSIMY ZWARIOWAĆ? IP: *.bydgoska.krakow.pl 27.04.02, 23:20
              kwieto napisał(a):

              > E.... a pustelnicy?

              im wlasnie psyche niedomaga - i sie jakos do tego przystosowali roslinnie, ale
              posadz takiego pustelnika wsrod gawiedzi, a wyjda z niego zgrzyty

              skad ja to wiem, skoro w zyciu pustelnika na oczy nie widzialem?

              a, jakos tak, na chlopski rozum... :)
              • kwieto Re: CZY WSZYSCY MUSIMY ZWARIOWAĆ? 28.04.02, 09:36
                No ale istota pustelnictwa jest to, by potrafic sie wyciszyc zarowno w samotni,
                jak i w srodku miasta! Tak mi sie przynajmniej wydaje...

                A mi jest dobrze samemu. Owszem otaczaja mnie ludzie, ale nie sa to jakies
                bardzo silne wiezi. Tak sie zastanawiam czy nie domagam, ale jakos nie moge
                zauwazyc, by bylo ze mna cos nie tak? Moze ja slepy jestem? Albo jak z ta Belka
                w oku (nie mylic z obecnym ministrem finansow)?
      • Gość: Andrzej Re: CZY WSZYSCY MUSIMY ZWARIOWAĆ? IP: *.unl.edu 29.04.02, 18:07
        Gość portalu: fnoll napisał(a):

        > odpowiadajac na tytulowe pytanie:
        >
        > nie :)
        >
        > nasze wiezy rodzinne w obliczu chocby najbardziej toksycznych wplywow
        > kulturowych nas przed tym ochronia, a przeciez mamy na tyle rozumu w glowie,
        > zeby o nie przede wszystkim zadbac
        >
        > bo chocby zzarl cie kredyt, wywalono cie z pracy, uzaleznil bys sie od bingo
        > czy wysadzono by ci dom z niezrozumialych powodow - to dziadek pozostaje
        > dziadkiem, a babcia babcia
        >
        > a jesli rodzinna tworzy wystarczajaco gesta siatke, to nie porwa jej lokalne
        > kryzysy
        >
        > amen
        >
        > fnoll

        Jak gesta musi byc ta siatka rodzinna w modelu homoseksualnym, by nie porwaly jej
        lokalne kryzysy ? jak myslisz, czy 10 facetow zyjacych z soba jest juz liczba
        gwarantujaca porownywalna sile do "babci i dziadka" ?
        Na przykladzie tego postu widze fnoll, ze tak jak zawieje, tak odpowiadasz,
        nie majac tak naprawde zadnego, konstruktywnego argumentu, poza swa, wrodzona
        zdolnoscia do zonglerki slownej ( i oczywiscie "ready to go " cytaty).
        Amen.
    • Gość: ida Re: CZY WSZYSCY MUSIMY ZWARIOWAĆ? IP: *.csk.pl 27.04.02, 19:22
      monstera napisał(a):


      > "W USA przytłaczająca większość chorych stanowią ludzie
      > chorzy nerwowo. W Szwajcarii około 70% pacjentów leczących się w
      > ubezpieczalniach to ludzie psychicznie chorzy. We Francji różnymi nerwicami
      > jest spowodowane 80% absencji w pracy. W Polsce liczba nerwowo chorych
      > leczących się w szpitalach sięga 40% ogółu pacjentów szpitalnych. (...)


      a jak się ma liczba chorych psychicznie leczoonych w szpitalach w stosunku do
      ogółu społeczeństwa? Chyba nie jest aż tak źle?
      Oczywiście należałoby jeszcze doliczyć ludzi zktórymi jest "cos nie tak" ale nie
      wymagaja leczenia szpitalnego...

      Ale faktycznie, te wszystkie stresy wspólczesnego świata, to może być pewna forma
      selekcji naturalnej , bo tak naprwdę to w momencie jakiegoś badziej ostrego
      zakrętu zyciowego(pierwszego lub kolejnego) ma się w zasadzie do wyboru: albo
      zwariować, albo się uodpornić. No i największe szanse przezycia bedą mieli jak
      zwykle ci uodpornieni.
      • mysz_ Re: CZY WSZYSCY MUSIMY ZWARIOWAĆ? 27.04.02, 22:07
        sama sie lecze u psychiatry na nerwice i są tam kolejki jak u zadnego innego
        specjalisty, czeka sie godzinami w poczekalni gdzie czekaja mlodzi ludzie,
        biznesmeni , kobiety sukcesu i mozna sie natknac na sasiada.
        Rozmawialam raz w poczekalni z pania ktora leczy sie od roku i mowila ze to
        jest wielkie tabu , nikt w rodzinie oczywiscie nie wie a juz na pewno nie w
        pracy, skrzetnie sie ten fakt ukrywa zeby nie byc zaliczonym do czubków.
        Czesto widac wstyd kogos kto przychodzi pierwszy raz. Kobieta ktora mnie leczy
        twierdzi ze teraz co druga osoba cierpi na nerwice.
        Kolejki do dobrego specjalistow sa takie ze czeka sie miesiacami, u sredniego
        okolo miesiaca.
        Oczywiscie wszystko jest płatne, za darmo jest sanatorium, ale kto moze jechac
        na poltorej miesiaca do sanatorium, chyba tylko student na wakacjach.
        Problem jest niebagatelny.
        Jak zaczełam miec nerwice i mowilam o tym glosno wsrod znajomych okazolo sie ze
        faktycznie co drugi sie juz od jakiegos czasu leczy, byłam w szoku na jaka
        skale to dopada ludzi.
        Generalnie to jest kolejna choroba cywilizacyjna, wynikaja tez z nadmiaru
        serwowanych zewsząd bodzcow i hałasu. Pomaga joga i wyciszenie i koniecznie
        psychoterapia
        • Gość: Renka Re: Mozemy sie bronic IP: *.home.cgocable.net 28.04.02, 07:56
          Wyciszenie, medytacje, rozmyslanie o milych sprawach. Modlitwa.To naprawde
          uspokaja i pozwala na uporzadkowanie mysli, zmeczonych codzienna gonitwa.Poza
          tym odpowiedni poziom witamin z grupy B, (witamin antystresowych) oraz wit C,
          witaminy odpornosciowej.Nawet,unikanie konfliktowych ludzi, zgodnie z zasada:
          nie pozwol, aby jego klopoty staly sie twoimi :)Wielu z nas tego nie potrafi,
          wikla sie w klopoty przyjaciela, czy kogos z rodziny, starajac sie pomoc w
          miare swoich, niewielkich mozliwosci. Jako kompletny amator angazuje sie
          emocjonalnie, narazajac sie na nowy stres. A z tymi psychiatrami cos jest. Tu,
          w moim miescie w Kanadzie potrzeba ich 37, a jest tylko 15.Podobno mlodzi
          lekarze nie chca sie specjalizowac w tej dziedzinie.
          • kamfora Re: Mozemy sie bronic 28.04.02, 08:57
            Gość portalu: Renka napisał(a):

            > Wyciszenie, medytacje, rozmyslanie o milych sprawach. Modlitwa.

            Wszyscy znamy zasade: Lepiej zapobiegac niz leczyc.
            Jak zapobiegac? Fnoll mowi o rodzinie...Tez tak mysle, ze rola rodziny jest
            bardzo wazna. Jak sie czlowiek ma o co oprzec (a chodzi mi o wartosci przekazane
            w dziecinstwie) to potem latwiej sie bronic. Ale teraz
            w psychiatrii/psychoterapii(?) szuka sie "kozla ofiarnego" - tym kozlem jest
            "rodzina toksyczna"...Za wszystkie niemal nerwice i tego typu - obwinia sie
            rodzicow i bledne wychowanie
            Czy rodzice jeszcze moga miec autorytet? Wobec tej rzeszy naukowcow?

            Dzis rodzina jest zbiorem jednostek obdarzonych przede wszystkim PRAWAMI, a nie
            OBOWIAZKAMI...
            I taki ciagly niepokoj "czy aby ja nie mam mniej, niz inni,
            czy aby nie jest to jakas dyskryminacja"?

            Coraz bardziej zaczynam doceniac madrosc Biblii...

            • mysz_ Re: Mozemy sie bronic 28.04.02, 09:29
              hmmm
              rodzina jest wartościa nadrzędną, to nie ulega wątpiliwości, co nie znaczy że
              nie popełniono jakichś błedów. Tylko trzeba umiec to zrozumieć, skąd się wział
              taki machanizm i umiec sobie z tym poradzic i wybaczyc sobie i innym zło.
              Tu nie chodzi przeciez o szukanie kozła ofiarnego tylko o wskazanie drogi do
              uzdowienia umysłu
            • kwieto Re: Mozemy sie bronic 28.04.02, 09:39
              Z obwinianiem rodziny jest tak jak z pewnym rysunkiem Mleczki. Przedstawia on
              Kobiete lezaca w lozku, obok stoi mezczyzna i patrzy sie smutno na swoje
              przyrodzenie (ktore jest...hm... w stanie spoczynku :")) ). Kobieta mowi: "alez
              Kaziu, nie mozesz wszystkiego zwalac na 40 lat komunizmu!"
              • trzcina Re: Mozemy sie bronic 28.04.02, 18:47
                Szanse na wariację w naszym coraz bardziej zwariowanym i samozapętlającym się
                świecie rosną, mam wrażenie z każdą sekundą.
                Bronić się jednak możemy.
                Rodzina na pewno. Czy - szerzej- wspólnota. Jeśli rodzina nie najzdrowsza, tym
                bardziej. Otoczyć się trzeba ludźmi, którzy odtruwają. Którzy są "normalni",
                zwyczajni, nie zagonieni, którzy ciągle czują smak świata i życia. I wśród
                takich, łatwiej zdrowym pozostać. I zdrowie to przekazywać dalej. Tym, którzy
                już nie dają rady.
                Także znajdowanie przestrzeni ciszy, w sobie i wokół. Z pewnościa coraz
                trudniejsze.
                Otwarcie oczu na siłę, która jest, w innych, w nas samych, w naturze, w
                kulturze. I korzystanie z niej. Jak najmądrzejsze.
                Niełatwe to wszystko, kiedy biegniemy, by prześcignąć dany nam czas. Ale jeśli
                nie chcemy zwariowac?
                Pozdrawiam
                trzcina



                • kwieto A moze chcemy zwariowac? 28.04.02, 18:54
                  A ja mam wrazenie, ze wielu po prostu chce zwariowac. Te wszystkie sposoby na
                  "nie-wariowanie" pachna troche magicznymi sztuczkami - wyciszenie, siatka
                  bliskich osob. A moim zdaniem po prostu wystarczy patrzec co sie robi, i uwazac
                  co i w jaki sposob sie robi. Bo wariujemy na wlasne zyczenie. Wezmy na przyklad
                  taki pospiech. Mowi sie, ze dzisiejszy swiat to gonitwa, ped. Ale - jesli nawet
                  mamy wolna chwile, nie spieszymy sie nigdzie - sami z siebie rozpedzamy nasze
                  zycie. Idziemy na przystanek autobusowy i widzimy odjezdzajacy autobus - 99%
                  ludzi, nawet majac bardzo duzo wolnego czasu, rzuci sie w pogon by go dopasc.
                  Po co wlasciwie? Podobnie jest z tysiacem innych czynnosci - ktore w efekcie
                  doprowadzaja ludzi do szalu/nerwicy, wariacji... A wystarczylo by nieco wiecej
                  uwazac, troche wiecej myslec...
                  • Gość: trzcina Re: A moze chcemy zwariowac? IP: 212.244.186.* 29.04.02, 08:56

                    Zyć uważnie, na pewno. Nie sądzisz jednak, że trochę teraz trudniej? Jesteśmy
                    bombardowani bodźcami, nie wszystkie możemy wyeliminować czy ograniczyć.
                    Pustelnictwo jest wyjściem możliwym lub pożądanym zdecydowanie nie dla każdego.
                    A jeśli już wpisało nas w szybki rytm ( praca, miasto, natłok ludzi... ), to
                    nawet wtedy, kiedy można wolniej, organizm przyzwyczajony do tempa, pędzi
                    dalej. Niekoniecznie na własne życzenie. Czyli jak? Co pierwsze? Kura czy jajo?
                    Czy rzeczywistość rozpędzona nas do biegu obliguje, czy my sami wpędzamy się w
                    bieg nieustanny i zadyszkę, a w konsekwencji w wariację mniejszą lub całkowitą?
                    Może nasze organizmy tak własnie, zwariowanie póki co, dostosowują się (ściślej-
                    mają z tym problem) do zmienionych drastycznie warunków życia. A szczególnie w
                    Polsce ostatnich kilkunastu lat o karkołomnych życia przemianach i
                    przewartościowaniach możemy mówić.

                    Pozdrawiam, zwariowania bliska trzcina;)
                    • kwieto Re: A moze chcemy zwariowac? 29.04.02, 09:54
                      Oj, mowisz jakbys byla bierna biedna lodeczka na falach rozbestwionego oceanu.
                      A tak nie jest. Kto nam karze np. na okraglo ogladac TV, czy sluchac bezmyslnie
                      radia? A tu juz (po nacisnieciu wylacznika) odpadnie bardzo wiele "atakujacych
                      bodzcow". Kto nam karze biec zawsze i wszedzie, jakby 15 minut to byl czas
                      godny uzyskania zlotego pucharu? Nawet w pracy dosc czesto da sie tak sobie
                      ustawic dzien, by nie zostawac po godzinach, albo zostawanie po godzinach
                      ograniczyc do minimum... Wiekszosc firm "zachodnich" oferuje polgodzinna lub
                      godzinna przerwe lunchowa. A z moich obserwacji wynika, ze najczesciej
                      pracownicy w tym czasie pracuja, posilajac sie w biegu jakimis kanapkami.
                      Rzadko kto wyjdzie na przyklad chocby na 15 minut spaceru... Nawet w centrum
                      miasta da sie znalezc taki trawnik, na ktorym mozna sobie na przyklad polezec
                      (praktykowalem w Warszawie). Samo sniadanie czy kolacja - zrobienie jej nieco
                      bardziej "elegancko" i zjedzenie w ciut wiekszym spokoju to raptem 5-10 minut
                      czasu wiecej. A jak uspokaja!

                      Ktos madry powiedzial swego czasu: "Jesli nie masz na nic czasu, to znaczy ze
                      jestes zle zorganizowany" - i dziwic sie tu, ze ludzie wariuja...
                      • Gość: trzcina Re: A moze chcemy zwariowac? IP: 212.244.186.* 29.04.02, 10:40
                        Ja Ci dam łódeczkę;) I to bierną!
                        TV nie posiadam, nie mam takiej potrzeby. Radio raczej milczy. Jeno muzyka.
                        Kiedy czas na nią.
                        Po godzinach w pracy nie zostaję, bo nienajgorzej się zorganizowałam. Po wielu
                        próbach mało skutecznych, w końcu.
                        Sniadanka jadam w spokoju, kawę poranną wypijam bez pośpiechu, w gronie
                        najmilszym lub sama.
                        Krok mój wolny, niemalże stateczny, jak tylko pracę opuszczę, w pracy trudno,
                        nie da się.
                        I mimo to bywają chwile, kiedy i mnie dopada zaszczucie pośpiechem, hałasem,
                        tłokiem i wysiłki wszelkie marne.
                        Tak ma pewnie wielu ludzi.
                        Przerzuciłabym jednak część - choć niewielką - odpowiedzialności za nasze
                        wariowanie na rzeczywistość i na organizmu niedostateczne przystosowanie.

                        t.

                        • kwieto Re: A moze chcemy zwariowac? 29.04.02, 10:53
                          No dobra, ale to ludzie sami sobie stworzyli ta rzeczywistosc, prawda?
                          A tak na boku, to wszelkie opisy nirwany jako blogostanu trwacego wiecznie,
                          niezmaconego zadnymi stresami czy innymi "niechcianymi" uczuciami, emocjami -
                          to jest zwykla bajka. Tak nie jest, i nigdy nie bylo. Tylko stresy sa teraz
                          nieco inne. Kiedys ludzie sie zamartwiali tym co bedzie na przednowku, teraz
                          tym, czy sie nie spoznia do pracy, pozniej beda sie zamartwiali czy ich nowy
                          latajacy talerz sie nie zepsuje... Normalka :")
                          • Gość: trzcina Re: A moze chcemy zwariowac? IP: 212.244.186.* 29.04.02, 12:02

                            Zgodzę się, stres zawsze był, jego zasięg i skala się zmieniły.
                            Raj... utracony - wiadomo. A jednak, uparcie, twierdzę, że ci od przednówka
                            mieli więcej czasu na wyciszenie emocji i szukanie rozwiązań, niż ci goniący w
                            pocie czoła do roboty, której brak, wiadomo, co dla rodziny oznacza.
                            Wspólnoty były mniej rozbite, odpowiedzialności lepiej rozdzielone. A może mi
                            się tylko zdaje, że tak rzeczywistość moich dziadków i pradziadków wyglądała?
                            Może ich przekazy przekłamane?

                            Się zastanawiam
                            Pzdr
                            t.
                            • kwieto Re: A moze chcemy zwariowac? 29.04.02, 12:37
                              To jest tak jak z ta trawa zielensza, tylko ze nie sasiad ma lepszy trawnik, a
                              przodek lub potomek (zaleznie od punktu widzenia marudzacego). Jako "sole
                              trzezwiace" polecam posluchac co mowia ludzie na temat poprzedniego systemu w
                              Polsce (tego sprzed '89 roku). Bardzo czesto beda mowili, ze wtedy bylo lepiej,
                              cudownie, wspaniale, a teraz tylko bieda i bezrobocie.

                              A ja, mimo ze jestem rocznik '76 pamietam tamte czasy co nieco, a w
                              szczegolnosci:

                              1. Kartki na benzyne
                              2. Kartki na mieso
                              3. Kilometrowe kolejki za pomaranczami (tylko w swieta, bo na codzien nie bylo
                              nic)
                              4. Kupienie pralki to bylo cos, moi rodzice mieli zmywarke do naczyn - luksus!
                              6. Powszechne gromadzenie rupieci, zgodnie z zasada - lepszy zepsuty odkurzacz,
                              niz zaden
                              Wymieniac mozna by dlugo....

                              A jednak bardzo wielu twierdzi, ze wtedy wlasnie bylo lepiej - kiedy czlowiek
                              mieso kupowal na czarnym rynku, kupienie roweru graniczylo z cudem, na samochod
                              trzeba bylo miec "talon", placa wynosila grosze i tak dalej, i tak dalej...

                        • otryt Re: A moze chcemy zwariowac? 29.04.02, 13:30
                          Witam Ciebie Trzcino oraz innych drogich uczestników forum. Chciałbym zwrócić
                          uwagę na nieposiadanie przez Ciebie TV . Znam też taką rodzinę, która od 20lat
                          żyje całkiem dobrze bez tego wszechobecnego sprzętu. Sam miałem kiedyś ochotę
                          na to. I gdy któregoś pięknego dnia telewizor odmówił posłuszeństwa ucieszyłem
                          się bardzo i zaproponowałem żonie, aby nie spieszyć się z jego naprawą. I tak
                          żyliśmy bez tego „pudła” przez pół roku. Pozytywne efekty przeszły najśmielsze
                          oczekiwania. Od razu dało się zauważyć, że wszystkie prace domowe kończymy
                          znacznie wcześniej i możemy się szybciej położyć spać. Czasu nagłe przybyło,
                          czytaliśmy wszyscy więcej książek, rozmawialiśmy więcej ze sobą, mniej było
                          problemów z dziećmi, więcej spokoju, spacerów, wycieczek, kina., przyjmowania
                          gości i chodzenia do ludzi. Szczególnie dało się zauważyć, że te same
                          czynności, które kiedyś rozciągały się w czasie robiliśmy znacznie szybciej.
                          Ktoś kiedyś tak to skomentował: dziś nie można żyć bez TV, trzeba być na
                          bieżąco.

                          Inna rzecz o której piszesz Trzcino, to Twój spokojny krok. Kiedyś jeździłem do
                          pracy samochodem, przebijałem się przez zapchane porannymi korkami miasto,
                          starałem się przeskoczyć na gasnącym żółtym świetle, popędzany przez gniewnych,
                          spóźnionych, porannych kierowców. Dziś chodzę 2km takim samym spokojnym
                          krokiem, jak Twój, oglądam rozwijającą się wiosenną zieleń i różnokolorowe
                          kwiaty na drzewach w parku, słyszę ptaki śpiewające o poranku, podziwiam zapach
                          świeżego pieczywa, które wywożą do sklepów z piekarni. A czasami zachwycam się
                          miarowym stukotem kropel deszczu o parasol, upajam się zapachem powietrza i
                          czuję jak powstający aerozol zwilża moją twarz. Potem wsiadam do autobusu
                          firmowego i mam pół godziny książki, którą właśnie czytam lub tyleż samo
                          rozmowy z przyjacielem. A wszystko to kosztem tylko 15 minut, bo o tyle
                          wcześniej muszę wyjść z domu. Po drodze widzę ludzi ściśniętych jak sardynki w
                          tramwaju i kierowców wściekle naciskających klaksony. Ale okazało się kiedyś ,
                          że i ja jestem widziany z tych tramwajów i samochodów. Pewnego razu jeden
                          znajomy tak to skomentował: Na jakim ty świecie żyjesz człowieku, przecież
                          wszyscy, jeśli chcą do czegoś dojść muszą się spieszyć.

                          Myślę, że każdy z nas znalazłby więcej takich rzeczy w swoim życiu, które na
                          pierwszy rzut oka wydają się być konieczne, a tak naprawdę wprowadzają w nasze
                          życie pośpiech, chaos, nerwowość i niepokój. Jest wiele sposobów na to , aby
                          trochę przystopować, szczególnie przed nocą, w czasie weekendu lub wakacji. I
                          wiem , że takie zwolnienie się opłaca, bo w sytuacji, gdy naprawdę potrzebny
                          jest pośpiech, energia, bystry umysł i szybka decyzja łatwiej jest z siebie to
                          wykrzesać.

                          Pozdrawiam
                          Otryt
                          • kwieto O! To! To! To! 29.04.02, 14:21
                            No wlasnie :"))
                            A kiedys zaczalem sie zastanawiac, i wyszlo mi ze pracownik ktory dzien w dzien
                            siedzi w pracy po 14h, zrobi o wiele mniej niz taki co siedzi po 8h. Dlaczego?
                            Bo przemeczony organizm wolniej reaguje, mozg wolniej mysli, gorzej przyswaja
                            informacje... Czyli oplaca sie wychodzic wczesniej z pracy. :"))))
                            Do podobnego wniosku juz gdzieniegdzie doszli, wprowadzajac obowiazkowe
                            przerwy, skrocony czas pracy itd. A nam sie wmawia, ze wszedzie sie pracuje do
                            pozna, i ze ta dewiacja jest wlasnie standardem... :((
                            • trzcina Re: O! To! To! To! 29.04.02, 20:02

                              Ja pracowałabym jeszcze lepiej, gdyby to było 6, góra 7 godzin;)Pracy w pracy,
                              rzecz jasna, nie pracy w ogóle.
                              A wracając do przodków, przyznać musisz, że trawę to oni mieli zieleńszą, nie
                              marudząc. I wodę czystszą. I miejsca na łeb statystyczny więcej.
                              Tu inne porównania, niż do ustroju bywszego się proszą. Akurat dla mnie lepszy
                              on nigdy nie był i nie będzie, a nie po to kazamaty zwiedzałam;), żeby teraz
                              upadłe gloryfikować. Ogólniej prawiłam, gwoli ścisłości jedynie uzupełniam.

                              Może po prostu, jako jednostka młodsza, lepiej jesteś przystosowany? Że pęd
                              świata Ci mniej wadzi?
                              pzdr t.

                              • kwieto Re: O! To! To! To! 29.04.02, 20:19
                                Nie wiem, moze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia? A miejsca na leb mi
                                dosych, metraz mam wystarczajacy. O takim lat temu -dziesiat moglbym sobie
                                tylko pomarzyc!

                                Ale mowiac powaznie - swiat sie zmienial, i zmieniac bedzie. Owa zielensza
                                trawa - wyobraz sobie jak czysto bylo przed wiekami! Ale wtedy z kolei cieplej
                                wody nie bylo, za potrzeba trzeba bylo biegac do budki 100m od domu (pardon,
                                palacu), a i ludzie jakos bardziej chorowici byli, i zyli krocej... Cos za cos,
                                oczywiscie w miare rozsadku - zwolennikiem industrializacji_za_wszelka_cene to
                                ja nie jestem :")))

                                A ze zmiany w ostatnim wieku zrobily sie szybsze niz wczesniej? O to trzeba
                                zywic pretensje do niejakiego A.Watt'a, tego co maszyne parowa wymyslil - to
                                on, szuja, zaczal ten ped do wszystkiego! :"))

                                Nie wiem skad sie to bierze, ale jak juz wspomnialas o wieku - to mam ciekawe
                                spostrzezenia na temat rodzicow. O ile moja mama czuje sie niepewnie w
                                otaczajacym ja zewszad swiecie techniki - komputerow, telefonow komorkowych,
                                internetu, innych takich - to ojciec czuje sie jak ryba w wodzie! I to on jest
                                z ich dwojga starszy. Nie sadze, ze to zalezy od wieku, bardziej od.... no
                                wlasnie, od czego?
                                • trzcina Re: O! To! To! To! 29.04.02, 20:58

                                  O miejsce w przyrodzie mi szło, a nie o miejsce we własnych x-ścianach;) Tu i
                                  niewiele wystarczy, byle syndromu łodzi podwodnej uniknąć. A w Bieszczady za
                                  biletami wpuszczają. I ma mi się to podobać? Gęstwa nas coraz większa i basta.

                                  A odnalezienie się w technice? Zależy głównie od ciekawości świata, wyzbycia
                                  się lęku przed nowym, umiejętności uczenia się i takiejż potrzeby, od
                                  otwartości wreszcie. Jak się to ma do Twojej Mamy, pojęcia nie mam;)
                                  • kwieto Re: O! To! To! To! 29.04.02, 21:29
                                    Bo jak sie jezdzi tam gdzie jezdza wszyscy, to sie tak ma! Tylko w Tatrach jest
                                    wiecej ludzi na 1m2. A mi tu pod bokiem, w Kampinosie pusto i glucho... Nie
                                    dalej jak dwa lata temu bylem w Beskidzie Niskim, spotkalem na trasie straznika
                                    granicy - powiedzial mi, ze w przeciagu tygodnia spotkal 10 osob, w tym
                                    7osobowa grupe harcerzy... Nawet w Tatrach sa takie miejsca gdzie mozna sie
                                    zaszyc tak, by nie byc przez nikogo widzianym i samemu nie widziec nikogo gdze
                                    okiem siegnac. :")
                                    • trzcina Re: O! To! To! To! 29.04.02, 21:44

                                      Się nie jeździ, gdzie jeżdżą wszyscy, się jeździ na odwrót wręcz. Bieszczady -
                                      nostalgicznie, bo na moich oczach się to zmieniło, ale tam też są szlaki, gdzie
                                      przez cały dzień isć można, ludzi prawie nie widząc, chyba że przemytników;)
                                      I na Roztoczu, tam i zaludnienie poniżej średniej europejskiej.I w Tatrach, a
                                      jakże, w Słowackich w szczególności.
                                      A bilety i tak mnie trapią;)
                                      • kwieto Re: O! To! To! To! 29.04.02, 22:01
                                        Ale jakie bilety? za wstep sie teraz placi? koniec swiata!

                                        A mi sie przypomina piosenka "jesli przeniesc nam stolice to w bieszczady" z
                                        refrenem:

                                        "tu najlepszy najzyczliwszy w swiecie narod
                                        i nie prawda ze tu bieda glod i nedza
                                        Na mieszkanca nam przypada, samej ziemi szesc hektarow
                                        tona drewna, niedzwiedz i 2/3 ksiedza."

                                        :")
                                        • trzcina Re: O! To! To! To! 29.04.02, 23:26

                                          Pieśń już trochę mniej akuratna;)
                                          A bilety, że Cię na dobranoc dobiję, są, park narodowy jest, to się płaci.
                                          I niedługo, jak w parkach narodowych na świecie już bywa, będziemy swe własne
                                          odchody w specjalnych torebeczkach, w plecaczkach wynosić (skądinąd
                                          ekologicznie). TY tego dożyjesz;)
                                          pzdr ironicznawo
                                          • kwieto Re: O! To! To! To! 29.04.02, 23:38
                                            A to jest dobry pomysl, corocznie przy okazji akcji "sprzatanie Tatr" wywozi
                                            sie stamtad pono kilkadziesiat ton smieci... Tak samo nie moge sie doczekac
                                            egzekwowania (istniejacych) przepisow i karania za wyrzucanie niedopalkow na
                                            ulice, palenia na przystanku autobusowym, niesprzatanie po zalatwiajacych sie
                                            na trawniczkach psach, kotach, czy innych zwierzakach
        • Gość: ida Re: CZY WSZYSCY MUSIMY ZWARIOWAĆ? IP: *.csk.pl 28.04.02, 10:23
          mysz_ napisał(a):

          > sama sie lecze u psychiatry na nerwice i są tam kolejki jak u zadnego innego
          > specjalisty, czeka sie godzinami w poczekalni gdzie czekaja mlodzi ludzie,
          > biznesmeni , kobiety sukcesu i mozna sie natknac na sasiada.
          > Rozmawialam raz w poczekalni z pania ktora leczy sie od roku i mowila ze to
          > jest wielkie tabu , nikt w rodzinie oczywiscie nie wie a juz na pewno nie w
          > pracy, skrzetnie sie ten fakt ukrywa zeby nie byc zaliczonym do czubków.
          > Czesto widac wstyd kogos kto przychodzi pierwszy raz. Kobieta ktora mnie leczy
          > twierdzi ze teraz co druga osoba cierpi na nerwice.
          > Kolejki do dobrego specjalistow sa takie ze czeka sie miesiacami, u sredniego
          > okolo miesiaca.
          > Oczywiscie wszystko jest płatne, za darmo jest sanatorium, ale kto moze jechac
          > na poltorej miesiaca do sanatorium, chyba tylko student na wakacjach.
          > Problem jest niebagatelny.
          > Jak zaczełam miec nerwice i mowilam o tym glosno wsrod znajomych okazolo sie ze
          >
          > faktycznie co drugi sie juz od jakiegos czasu leczy, byłam w szoku na jaka
          > skale to dopada ludzi.
          > Generalnie to jest kolejna choroba cywilizacyjna, wynikaja tez z nadmiaru
          > serwowanych zewsząd bodzcow i hałasu. Pomaga joga i wyciszenie i koniecznie
          > psychoterapia


          Wcale nie uważam, że wizyta u psychiatry to co wstydliwego ale zawsze
          interesowało mnie dlaczego ludzie w którymś momencie decydują się na taki krok.
          Przecież psychiatra to taki sam człowiek jak inni(no, może z wyjatkiem tego, że
          ma prawo do wypisywania tabletek) i też ma problemy z którymi sobie nie radzi w
          życiu codziennym, osobistym, zawodowym. To wcale nie jest tak, że na studiach czy
          specjalizacji uczą jak skutecznie rozwiązywać problemy. Bo nie uczą (a czy w
          ogóle da się tego nauczyć?). Wiem bo sama studiowałam medycynę i widziałam już
          niejednego psychiatrę(i kandydatów na przyszłych psychiatrów). Jak ktoś kto nie
          potrafi sam wyprostować swojego zycia może doradzać innym?

          No i tak sie ciągle zastanawiam dlaczego ludzie tak bardzo chcą słuchać (i co
          więcej płacic za to wcale niemałe pieniądze) co i radzą inni, zupełnie nieznający
          ich ludzie, mając na wyciągnięcie ręki kogoś kto zna ich od podszewki- samego
          siebie. I dla mnie jest to zupełnie niezrozumiałe. Ja w któryms momencie doszłam,
          że jak sama sobie nie poradzę to nikt inny tego za mnie nie zrobi. A z objawów
          psychiatrycznych miałam wtedy już niemal wszystko, podejrzewam nawet, że to były
          poczatki schizofrenii... Dzisiaj nie mam praktycznie nic, zapomniałam co to
          depresja, nawet przygnebienie nie trwa u mnie dłużej niz parę dni(a musze
          powiedzieć, że moja sytuacja osobisto-zawodowa wcale nie wygląda aż tak bardzo
          różowo). Tylko w międzyczasie było parę dobrych lat tłumaczenia sobie pewnych
          spraw. I tak sobie czasem zadaje pytanie, czy gdybym te pare lat temu zaczęła
          chodzić po psychiatrach, psychologach itp, czy udałoby mi się osiągnąć
          taki "spokój ducha"? Obawiam sie że nie...
          • mysz_ Re: CZY WSZYSCY MUSIMY ZWARIOWAĆ? 28.04.02, 10:41
            ida psychiatra nie daje gotowych rad, nie zrobi nic za mnie i ja to wiem:-)
            poza tym rzeczywiscie masz racje, czesto sa to ludzie majacy jakis wyrazny
            problem ze soba i nawet widac jak nieudolnie chca stosowac pewne techniki
            terapi. Ja osoboscie uwazam ze jak ktos jest na skraju to czasmi nawet jedna
            rozmowa, taka konstruktywna może wiele pomoc. Moja kuzynka np. nie mogła sobie
            dac rady z porzuceniem przez chlopaka i trwalo to jakies poltorej roku. Poszła
            do psychologa ktory porozmawiał z nia jako osoba nieuwiklana emocjonalnie w
            sprawie i pomogło.
            Ja udałam się do poradni w tatmym roku i trafiłam na jakiegos mlodzika po
            studiach ktory widac ze nie zna zycia i pomyslam sobie, czlowieku o czym ja mam
            z toba rozmawiac. Zdało sie to na nic i nie poszłam drugi raz.
            W tym roku ze względu na pewne nawroty choroby wybrałam się jeszcze raz do
            specjalisty , tym razem była to starsza pani o wielkim doświadczeniu i mądrości
            życiowej i naprawde nie żałuje tej wizyty. Osoby tak życzliwe jak ona zdarzaja
            sie niezwykle rzadko no i zauwazyłam dzięki niej cos z czego sama nie
            zdawałabym sobie
            sprawy.
            Swoja droga patrzac na niektóre wypowiedzi na tym forum przyszłych psychologow
            to płakać się chce. Przemądrzałki naszpikowane teorią i i długo długo nic.
            Psycholog powinien lubic ludzi i kazdy pacjent może wybrac i nie musi isc do
            kazdego psychologa tylko do takiego jaki mu odpowiada.
            Często też widać własnie na forach czy tez czatroomach o nazwie psychologia
            jakas specyficzna atmosferą, nie zawsze dobra:-)
            pozdrawiam
    • Gość: fnoll a moze sprawa przedstawia sie calkiem prosto IP: *.bydgoska.krakow.pl 28.04.02, 22:43
      ludziom wysiadaja rozne narzady dzieki zatruciu srodowiska, niehigienicznemu
      trybowi zycia etc. - to i uklad nerwowy ma prawo dostac chronicznego kataru od
      niestrawnego melanzu bodzcow i chemicznego koktajla

      rzymianie zdurnieli od olowiu - my sie rozstroimy od rozrywki wszelakiej i
      ulepszaczy zarcia

      a ostrzegal arystoteles, ostrzegal...
      • Gość: trzcina Re: a moze sprawa przedstawia sie calkiem prosto IP: 212.244.186.* 29.04.02, 08:03
        A żeby to tylko on... A my ciągle durni;) I szukamy "czarnych świec", za każdą
        cenę.
        • Gość: mariposa Re: a moze sprawa przedstawia sie calkiem prosto IP: *.biz.mindspring.com 30.04.02, 02:13

          tylko, ze jak wszyscy zwariuja, to stanie sie to standardem i "normalnych"
          trzeba bedzie leczyc (przymusowy cyberseks, makdonaldonizacja i pobyt w
          disnejlendach zamknietych).
          • Gość: Z Re: a moze sprawa przedstawia sie calkiem prosto IP: *.lanbanpol.com.pl / 192.168.1.* 30.04.02, 08:59
            A kiedyś Smoleń stwierdził:
            "Kiedyś normą był ogół, a nie margines..."

            Chcę dorzucić wg. mnie dwa istotne zjawiska:
            Wygodniactwo i unifikacja.
            Po co się starać coś robić dla siebie, jak widzimy dookoła setki ludzi którzy
            gdzieś pędzą, gonią itp? Pierwsza myśl, ze tak musi widocznie być i najprostsze
            co jest to dostosowanie się do otoczenia. Po co się wyróżniać? To przecież
            niewskazane. Wychodzi przed blok trzydziestu sąsiadów z pieskami, jak
            wyobrażacie sobie tego pierwszego który po swoim piesku posprząta? I nikt z
            nich nie mysli, że sam może wdepnąć, a jak już wdepnie to wyklnie 29 innych o
            sobie nie pamiętając.
            A w "ognisku domowym". Po co rozmawiać z rodziną czy znajomymi? Przecież jest
            TV, a inni i tak są zmęczeni pracą.
            TV można oczywiście wyrzucić, ale dlaczego nie nauczyć się z niego korzystać.
            Na przykład jak z żelazka. Włączamy kiedy chcemy coś uprasować. TV można
            włączyć jeśli chcemy coś obejrzeć, a nie na zasadzie - włączę, może coś
            będzie... Oprócz zalewającej nas fali nicości można wyłowić interesujące
            pozycje, i to jeszcze takie które mogą bardziej scalić rodzinę. (ale przecież
            po co)

            Morał? Człowiek jest największym zagrożeniem dla gatunku Homo Sapiens, dla
            wszystkich gatunków żyjących na planecie Ziemia i dla tejże planety.
            Zmieńmy się sami a powyższe zdanie będzie nieprawdziwe.

    • irma.x nikt niczego nie MUSI.... 30.04.02, 10:00
      nalezy sobie tylko caly czas powtarzac, ze nasze zycie zalezy od nas...
    • otryt Rywalizacja między państwami 30.04.02, 16:25
      Rywalizacja na poziomie globalnym pomiędzy USA, Unią Europejską i Dalekim
      Wschodem wymusza szaloną rywalizację pomiędzy państwami oraz wyścig szczurów tu
      na dole wśród takich żuczków jak my.

      USA ma znacznie większą wydajność gospodarki niż Europa i Azja, stąd wyścig aby
      dorównać Stanom.

      Nie wszyscy wytrzymują to tempo i w którymś momencie pękają. Np 20%
      społeczeństwa brytyjskiego ma problemy psychiczne. Jedni cierpią z powodu zbyt
      dużego tempa życia , inni z kolei z tego powodu , że znaleźli się na
      marginesie. A w tym środku jest coraz mniej ludzi. Dziś często jest tak, że
      albo się pracuje jak niewolnik, albo nie pracuje się wcale.

      W Polsce 50% młodzieży z zawodówek ma problemy psychiczne (wg Newsweeka).
      Czują się już przegrani na starcie.

      Pozdrawiam
      • kwieto Re: Rywalizacja między państwami - poprawka 30.04.02, 16:33
        Akurat USA wyznaczaja mody, ktore dosc czesto okazuja sie totalna kompromitacja
        - biura "open space", czy praca przez internet, w domu pracownika. Natomiast z
        tego co mi wiadomo (moge sie mylic bo nie mam badan) to akurat pod wzgledem
        wydajnosci to wlasnie Azjaci bija na glowe inne nacje. A przoduje tu oczywiscie
        Japonia. Tyle ze oni przyplacaja to efetktem karoshi...
        • otryt Re: Rywalizacja między państwami - poprawka 30.04.02, 16:40
          kwieto napisał(a):

          > Natomiast z
          > tego co mi wiadomo (moge sie mylic bo nie mam badan) to akurat pod wzgledem
          > wydajnosci to wlasnie Azjaci bija na glowe inne nacje. A przoduje tu oczywiscie
          >
          > Japonia. Tyle ze oni przyplacaja to efetktem karoshi...

          Tak jak piszesz , Kwieto, mogło być kilka lat temu. Ostatnio Japończycy mieli
          kłopoty a Stany cały czas mocno prą do przodu. Ale głowy nie dam.

          Pozdrawiam Ciebie
          Otryt

          • kwieto Re: Rywalizacja między państwami - poprawka 30.04.02, 16:47
            otryt napisał(a):

            > Tak jak piszesz , Kwieto, mogło być kilka lat temu. Ostatnio Japończycy mieli
            > kłopoty a Stany cały czas mocno prą do przodu. Ale głowy nie dam.
            >
            No ale nie mylisz przypadkiem dwoch roznych pojec? Bo wydajnosc z pracy to jedno,
            a kryzys gospodarczy (ktory kraje azjatyckie przezywaja) to zupelnie co innego.
            Przy czym o ile np. "tygrysy azjatyckie" po prostu musza splacac zaciagniete
            kredyty (na co ich nie stac) i stad ten krach, to w Japonii jest o wiele weselej
            - tam jest po prostu kryzys nadzatrudnienia, ukrytego bezrobocia itd. Czyli sporo
            plag, ktore nekaly Polske za czasow komunizmu...

            Ale to sie nijak nie ma do wydajnosci. Zreszta przesadna wydajnosc przyczynia sie
            do kryzysu - no bo skoro jeden pracownik pracuje za dwoch, to tego drugiego mozna
            zwolnic, prawda? No i rosnie bezrobocie...

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka