Dodaj do ulubionych

Demony przeszłości.

28.09.22, 13:44
Witam. Nie umiem poradzić sobie z demonami przeszłości.
Pochodzę z małej miejscowości, gdzie każdy każdego zna, każdy o każdym wie wszystko i gada. Do tego z rodziny dysfunkcyjnej. Ojciec alkoholik z przebłyskami, że będzie super i matka dość dziwna. Wychowała mnie w swoim cieniu, że na miłość trzeba zasłużyć, a kara zawsze nadejdzie, ze zabawa i bycie towarzyskim to wada bo, ona tego nie lubi. Na wszystko trzeba było mieć jej zgodę i akceptację, ze inni są lepsi ode mnie. Była przemoc fizyczna i psychiczna. Generalnie tragedii nie było, ale to co zrobiła mi wystarczyło bym miała problem z samoakceptacją. Zawsze więcej dawałam ludziom od siebie niż oni mi, czując się potrzebna cieszyłam się, szlifowałam swój charakter by być idealną przyjaciółką, dobrym człowiekiem, w szkole wiele razy koleżanki ze mnie się śmiały i zdradzały. Miałam tez inne sporzenie na świat. Romantyczno idealistyczne, rozkminialam od dziecka filozoficzny sens bycia.
Jako nastolatka, bardzo młoda, związałam się z chłopakiem. Był z innej miejscowości, taki nietuzinkowy, lubiany. Zakochaliśmy się. Całe liceum razem. Niemal całe studia też.
Na początku studiów zaręczyliśmy się. Dziś bardziej widzę to jako "patrzcie jacy fajni jesteśmy", zastrzyk emocji. Tak czy inaczej wtedy było WOW. W jakiś rok potem zaczęło mi ciążyć. Wszystko było takie dziwne. Miałam rok przerwy w nauce z powodów zdrowotnych i wtedy zauważyłam, że coś nie tak, że ja nie chce ślubu. On nie miał czasu dla mnie,a ode mnie tego czasu chciał.
Kiedy żaliłam się komuś to nikt mnie nie rozumiał. Przecież on taki poukładany, mądry, wykształcony z dobrej rodziny. Moja rodzina też go lubiła. Chyba nawet bardziej niż mnie.
Zaczęły dręczyć mnie myśli, że śmierć będzie wybawieniem. Zamykałam swoje problemy w sobie i obwiniałam siebie, że nie jestem idealną narzeczona, a przecież tak się starałam, nawet kosztem siebie. Wrocilam do szkoły i gdzieś tam z boku żyłam namiastką tego jakbym chciała. Mojemu narzeczonemu było ok bo, nie musiał poświęcać mi czasu.
Pojawił się adorator, na początku mój luby był zaniepokojony, ale szybko mu przeszło i był happy, pożalił się tylko na mnie mojej mamie.
Z czasem zamieszkaliśmy razem. Wydostałam się spod oka matki, poczułam wolność ale zaczęłam zauważać, że z narzeczonym z roku na rok łączy mnie coraz mniej. Niby mówimy sobie "kocham" ale ja czułam sie swobodniej bez niego. Kiedy byliśmy w grupie znajomych on był mi bardziej kumplem. Sex mnie nie interesował.
Z czasem uległam presji i zgodziłam się na ślub. Od tej pory nawiedzały mnie koszmary, reagowałam złością na hasło "slub".
Poznałam kogoś kto mnie oczarował, kiedy rozmawialiśmy czułam, ze znamy się od lat, czułam że ma to czego od lat mi brak. Niby banał, ale pojawiła się miłość. Narzeczony zakazał mi kontaktu z nim. Próbowałam się podporządkować bo, przecież przez cały ten czas to on był tym lepszym, to jego wspierał świat, a ja tą dziwną byłam. No i Miałam zobowiązanie wobec niego bo, tyle lat.... stwierdziłam, że ok. Dam radę. Nie dałam. Chciałam odejść ale wtedy zabrał się za moje poczucie winy. On miał wsparcie swojej i mojej rodziny oraz przyjaciół, a ja byłam sama. Z czasem to on odszedł. Bogu dzięki.
Przeszłam przez piekło. Rodzina i cały świat przeciwko mnie. Wstyd przyniosłam.
Dzis ja i moja miłość jestemy razem ponad 15 lat. A mnie do dziś nawiedza strach, że mogło się potoczyć inaczej, że byłam słaba i pozwalałam manipulować sobą, że dałam sobie wmówić, że nie dam rady, szantazowac i że cudze szczęście stawiałam nad swoje.
Dodam, że będąc z tamtym myslalam o samobójstwie, okaleczalam się, karalam.
W obecnym związku jestem szczęśliwa, choć były czarne chmury, gdzie strach,że mogło tego nie być, ze skoczy się lub że nie jestem samodzielna mnie kładł do łóżka bez życia.
Obserwuj wątek
    • mona.blue Re: Demony przeszłości. 28.09.22, 18:44
      Najważniejsze, że się udało, że jesteś w obecnym związku szczęśliwa, że masz wspierającego partnera. Przeszłość minęła, to nieproduktywne wracać do przykrych wspomnień, ale uczucia to nie sługa, potrafią zamęczać. Jeżeli nie daje Ci spokoju ten strach i poczucie winy to może spróbuj przepracować te uczucia z terapeutą.
      • demony_i_ja Re: Demony przeszłości. 28.09.22, 22:54
        Próbowałam. Nawet szło, niby byłam ozdrowiona i hmm... teraz na terapię nie mam opcji póki co.
        Staram się zwalczać złe wspomnienia, ale wierzę, że taka miłość po prostu musiała się zdarzyć bo, może to chore, ale czułam gdzieś, ze spotka mnie coś wspaniałego.
        Z ex mamy, mieliśmy wspólnych znajomych. Niestety choć udawali, że to co się wydarzyło nie ma wpływu, to jednak skutecznie ich ode mnie odsunął. W sumie lepiej nie mieć faryzeuszy obok siebie.
        Choć upłynęło wiele lat, ja boję się nadal w jakiś sposób i jego i jego rodziny, nie wszystkich, ale konkretnych osób, choć nic w sumie mi nie zrobili fizycznie, może tylko pranie mózgu, że zła i nie dobra jestem bo, sie odkochałam. On nawet moją przyjaciółkę omotał by mu donosiła co robię.
        Nie wiem na ile był świadom tego jak uzależnił mnie od siebie, jak jeździ po moim sumieniu, jak mnie ogranicza.
        Zawsze kiedy wychodziła ze mnie ta nieposromiona strona to kończyło się poczuciem winy.
        Gdzies nauczono mnie, że mam być odpowiedzialna i konsekwentna. I ten ślub miał być właśnie z odpowiedzialności, konsekwencji, przywiązania i tego, ze nie chciałam by innym było przykro, stawiałam się w sytuacji co ja bym poczuła i krzywdziłam siebie dla innych.
        Moj związek z mężem potoczył się szybko, od momentu gdy byłam wolna do ślubu minęło niewiele czasu. Gdzieś po drodze czułam, ze za szybko, ze nie daje sobie czasu na poznanie siebie samej, na odrobinę samotności. Jednak bałam się, ze go stracę, a potem bałam się, ze nie dam rady i chciałam uciec pomimo miłości.
        Teraz hit. Matka często wyzywała mnie od k**w, dla mnie sex to było coś zarezerwowane tylko dla tego kogo kocham. Ex był pierwszy, mąż drugi. Kiedy doszło do zbliżenia przed ślubem to pomyślałam, że teraz nie ma odwrotu, jesteśmy razem.
        Chore to bo, chciałam, a jednocześnie bałam się, ze będę znowu od kogoś zależeć. Mąż nigdy nie dał mi tego odczuć, choć ja połapałam się, że znowu oddaje wszystko, ale i to jakoś ogarnęłam.
        Nie wiem jak zapanowac nad głową. Niszczę siebie, porównuje do innych (zawsze wypadam gorzej) szukam jak się wykazać.
        Mam 40 lat i odkryłam nie dawno, że za bardzo zależy mi na uznaniu przez innych bo, sama nie umiem się docenić, ale i to brzemię przeszłości.
        • mona.blue Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 08:49
          Masz już bardzo duża świadomość tego, co wydarzyło się w Twoim życiu i dlaczego. Masz też szczęście, że wyszłaś z tego toksycznego związku, masz świadomość toksycznych zachowań ex. Masz szczęście, że znalazłaś nowa, dobra miłość.
          Co do porównywania się z innymi, to zawsze znajdziemy "gorszych" od nas, co może wbijać nas w pychę i "lepszych" od nas, co z kolei może wpędzać nas w kompleksy, więc w zasadzie porównywanie się z innymi nie służy nam. Trudno się tego wyzbyć, to fakt, ale można próbować. Docenianie przez innych jest miłe ale wtedy poczucie naszej wartości zależy od innych, a powinno w dużej mierze zależeć od nas, bo czasem będziemy doceniani, a czasem nie, niektórzy będą nas lubić, a inni nie, w zależności od ich preferencji, a niekoniecznie od tego, jacy my naprawdę jesteśmy.
          Dlaczego uważasz, że niszczysz siebie? Czy tylko przez to porównywanie się z innymi i szukanie uznania?
          • demony_i_ja Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 08:59
            Nie wiem. Ja jestem jak dwa żywioły zamknięte w jednym ciele i to mnie niszczy. Z jednej mam energię ognia, ale potrafię też jak ogień niszczyć. Ludzie widzą mnie jako osobę radosną, dającą radość i energię innym, kogoś dla kogo mało jest rzeczy niemożliwych, silną. Z drugiej jestem spokojna jak.plynaca woda, daje ukojenie tym którzy tego potrzebują.
            Nie umiem jednak wygrać sama z sobą, z wymaganiami jakie sobie stawiam.
            Kiedys brnęłam w ten dziwny układ bo, każdy podziwiał nasz związek bo, byliśmy wzorem. Dużo pracy mnie to kosztowało. Kiedy ja odpuściłam zaczęło się psuć.
            Nie umiem sama siebie dowartościować, ok czadem tak, jednak być może ze względu na dzieciństwo łatwiej mi zobaczyć swoją wartość w cudzych oczach, cudzym uznaniu niż we własnych. Kiedy wychodziła ze mnie siła była często krytykowana i zduszana przez innych.
            Jestem z domu gdzie cudze dzieci były bardziej chwalone niż własne i ciągle porównania, miłość i uznanie były za sukcesy.
            Jestem dusza trochę artystyczna, moje prace były chwalone tylko wtedy gdy były w guście matki, inne zbywane obojetnoscia czy krytyką, choć np dla jej koleżanek było to wow.
            • mona.blue Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 09:21
              Nadmierne wymagania wobec siebie, jak zresztą też wobec innych, są niszczące, jak sama piszesz. Można próbować je obniżać, starać się być wystarczająco dobra, niekoniecznie ta "najlepsza". Ostatnio przyszło mi do głowy, bo też mam z tym problem, żeby robić to z dbałości o siebie, o swój dobrostan psychiczny. Nie dążyć do doskonałości, bo to zabójcze.
              Ja też jestem z domu, gdzie miłość była warunkowa, wiem jak trudno doceniać sama siebie. Trochę pomagały mi ćwiczenia psychologiczne, takie żeby wypisać swoje mocne strony, swoje zalety, uświadomić je sobie, ale na codzień nie myślę o nich. Trochę pomaga też patrzenie na innych, że nie są tacy dokonali, że wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy wszyscy swoje wady, ale też zalety.
              • demony_i_ja Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 23:24
                Mąż nauczył mnie odpuszczać, nauczył zdrowego egoizmu, nauczyla mnie go też depresja. Piekło ktore przeszłam, strach i rozpacz dały mi porosty wybór, albo wreszcie uwolnię to co w sobie tłamszę, zadbam o siebie nawet jeśli inni powiedzą, że im to nie w graj, albo będzie bolało.
                Patrząc na mnie z zewnątrz nie zobaczysz nic co by mnie zdradzało, choć ostatnio opadła mi maska. Nie lubię otwierać się. Mam czasem bałagan w domu. Nauczyłam się mówić "przykro mi, ale pomóc Tobie kosztuje mnie za dużo emocjonalnie".
                Nie chce być już matką Teresą, szarą eminencją szczęścia innych. Te parę lat temu musząc walczyć o siebie zauważyłam, że i tak nikt nie widzi mnie i tego co robię.
                Mona jesteś bardzo wrażliwą osobą, masz podejrzewam dobra energię.
                Piszemy tu krótko, a gdzieś czuje, że łączy nas empatia dla innych która była źle pokierowana.
                • sweetbog Re: Demony przeszłości. 01.10.22, 14:38
                  To dobrze że masz jakąś przyjazną osobę do rozmów i wsparcia .Pozdrawiam .
    • mona.blue Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 08:06
      Tak mi jeszcze przyszło do głowy, żebys spróbowała wybaczyć sobie tamten związek z ex, jak piszesz to, że pozwalałaś na manipulować sobą czy ulegalaś szantażom itd. To nie Twoja wina, tylko perfidne go zachowania ex, przed manipulacja, a szczególnie szantażem trudno się bronić, często nie ma się świadomości, w co ta druga strona gra, szczególnie jak wpędza dodatkowo w poczucie winy, a nas nie nauczono asertywnego bronienia siebie.
      Czasem nie mamy świadomości, że sobie też trzeba wybaczać. W młodości a i później zdarzają się różne błędy w podejmowaniu życiowych decyzji. Na tamtym etapie nie mieliśmy tej samej świadomości co teraz i trudno nam było postąpić inaczej, szczególnie mając zaszłości z dzieciństwa, a jeszcze rodzinę i przyjaciół przeciwko sobie.

      Co do Twojego strachu, że Twoja obecna miłość mogła się nie wydarzyć, to ja akurat wierzę w coś takiego jak powołanie, w to że jest przeznaczona nam osoba, która nas pokocha i która my pokochamy i prędzej czy później los nas ze sobą zetknie, tylko kwestia co my z tym uczuciem zrobimy, Ty umiałaś pójść za tym uczuciem, możesz być z tego dumna.
      • demony_i_ja Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 08:48
        Dziękuję. Jestem dumna, że umiałam pokonać siebie, swoje sztywne zasady i dać się potrwać miłości. Choć większość walki o nas stoczył mój mąż. Mnie w tym czasie zaszokowała moja szczerość bo, ex pytał mnie czy żałuję swojej winy (pocałowałam obecnego męża będąc z ex), mówiłam że owszem, źle mi że złamałam swoje zasady, ale nigdy nie będę żalowac z kim. Kiedy on szykował nas do ślubu u mnie nie było zaangażowania, ja wybrałam tylko najbardziej odległy termin z możliwych by odsunąć od siebie wyrok. Ktoś znalazl model sukni ok, niech będzie. Kiedy gadaliśmy o zmianie nazwiska zalałam się łzami przy nim i matce, że nie chce.
        Kiedy on mi coś tam mówił co mam robić to wywaliłam w twarz mu, że czego jeszcze ode mnie chce, ma moje słowo co do ślubu więc? Potem było mi głupio, że go ranie, czułam się winna, żyletka szła w ruch. Cieniutkie nacięcia na ciele, widok wypływającej krwi dawał mi ukojenie, kara mnie rozgrzeszala chwilowo za to, ze odbiegam od planu, za odrobiny szczęścia jakimi było zrobienie czegoś dla siebie.
        Najgorsze we wszystkim było nie danie mi spokoju bym mogła pomyśleć, coś zaplanować, podjąć decyzję. Kiedy w miarę ogarniałam myśli był atak na nie. Od mojej decyzji uzależnione było zadowolenie kilkudziesięciu osób.
        Zasadniczo to ex odszedł i to w momencie w którym ja się poddałam. Zaczęłam tańczyć jak mi grają umierając w środku. Kiedy powiedział że to koniec, oponowałam, ale nie z miłości do niego, a ze strachu przed rodziną i piekłem jakie mi urządza. Upokorzył mnie mówiąc każdemu, że rozstajemy się bo, ja mam kogoś. Ba, zorganizował z każdym spotkanie by to ogłosić ze mną i przy mnie.
        Probuje sobie wybaczyć, ale ciężko idzie. Byłam słaba, a nauczono mnie, ze słabość to wada, ze słabi są niepotrzebni.
        Strach w jakim mnie wychowano, zależność niszczyły mnie.
        Dodam może wisienkę na torcie. Ex straszył mnie, że nie będę miała gdzie mieszkać jeśli go zostawię. A kremem niech będzie, że ja zawsze dla niego szukałam usprawiedliwienia. Dla obecnego męża też, ale teraz to juz sporadycznie bo, każdy nawet ideał ma wady i nawet z nimi go kocham, choć kryzysy I kryzysiki swoje mamy za sobą. Depresja czasem mi mówi "patrz, znowu jesteś zależna, znowu byś nie umiała odejść, zawalczyć o siebie, znowu bezdomna i sama". Odganiam to bo, kocham męża.
        Przepraszam, że tak tu się spowiadam itp, ale naprawdę nie mam.z kim pogadać tak obiektynie.
        • mona.blue Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 09:26
          Nie masz za co przepraszać, to forum Psychologia, myślę, że Twoje przemyślenia mogą zainspirowac innych, tych, którzy będą to czytać, tak jak i mnie pobudzają do refleksji.
          Odpiszę później, bo muszę zająć się teraz innymi, życiowymi sprawami.
        • mona.blue Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 18:55
          Jak czytam podobne zwierzenia to nóż się w kieszeni otwiera na krzywdzicieli, którzy niszczą życie, nawet przyszłość nie związana z nimi. Masz szczęście, że trafiłaś potem na człowieka, który mimo Twoich obaw i trudnych chwil potrafil być z Tobą, wspierał Cię. Fajnie, że potrafisz kochać pomimo czyichś wad, że mimo kryzysów trwacie razem.
          Skoro wciąż wracają do Ciebie te myśli o przeszłości, to wygląda na to, że masz jeszcze tamte traumatyczne przeżycia nie przepracowane do końca. Czytam teraz książkę na temat traumy i metod jej leczenia, ale jeszcze nie wiem za dużo na ten temat, trudno mi coś poradzić poza terapia, może jak przeczytam to będę mądrzejsza.
          • inka.fem Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 19:26
            «Jak czytam podobne zwierzenia to nóż się w kieszeni otwiera na krzywdzicieli, którzy niszczą życie, nawet przyszłość nie związana z nimi»

            Problem właśnie polega na tym, żeby wybaczyć. Bez wybaczenia nie ma zerwania z przeszłością. Ludzie, którzy nie wybaczyli, nieświadomie krzywdzą innych.
            Uświadomienie sobie traum, to duży krok (tak napisał harcownik)' Uważam, że uświadomienie może być końcem, gdy ktoś jest na to gotowy. Tu się kończy rola terapeuty. Ale można też nigdy nie wyjść z tego błędnego koła i całe życie miotać się i odbijać od ściany. Bycie tu i teraz to jedyny sposób na powodzenie i sukces, na szczęśliwe życie. Kto żyje przeszłością, nie daje sobie szansy na teraźniejszość.
            • mona.blue Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 20:11
              Tak, trzeba wybaczyć, żeby dojść do siebie, zrobić to dla siebie, choć czasem bardzo trudno.
              W tej książce o traumie jest napisane, że uświadomienie sobie traumatycznych przeżyć to pierwszy krok, potem w bezpiecznych warunkach, najlepiej w obecności terapeuty, opowiedzieć o tych traumatycznych przeżyciach, co jest trudne, bo można zrobić to opowiadając o faktach, ale trudno wyrazić kłębiące się, często ekstremalne emocje związane z trauma i trzeba to robic ostrożnie, krok po kroku, nie za szybko. A potem faktycznie zająć się tym co tu i teraz, zacząć zaspokajac nasze potrzeby, odnaleźć sens życia i żyć w pełni pomimo traumy.
              • inka.fem Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 20:47
                Dlatego nie wierzę w szczęśliwą miłość i szczęśliwe życie, gdy ktoś się nie pogodził z przeszłością.
                • demony_i_ja Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 23:16
                  Dlaczego? To jak nie wierzyć w pogodne dni bo, zdarzają się burze.
                  Co do wybaczenia, dużo już sobie darowałam. Przeszłości też, ale są punkty zapalne które ugasić może chyba szczera rozmowa z rodziną z której wyszlam.
      • inka.fem Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 21:56
        «to ja akurat wierzę w coś takiego jak powołanie, w to że jest przeznaczona nam osoba, która nas pokocha i która my pokochamy i prędzej czy później los nas ze sobą zetknie, tylko kwestia co my z tym uczuciem zrobimy»

        To mi przypomina bajkę. Ale ja również mam jedno takie przekonanie. Od dziecka wigilia jest dla mnie magicznym dniem i zawsze wierzyłam, że coś wyjątkowego się wydarzy. Może pojawiające się pod choinką zabawki i słodycze, których nie było na co dzień, przyczyniły się do tego przekonania. Przypomniałaś mi o tym, że ostatnia wigilia była takim bajkowym dniem. Czasami dobrze jest w coś wierzyć, a ja tak rzadko wierzę.
        • sweetbog Re: Demony przeszłości. 30.09.22, 00:03
          Już niedługo .Wrzesień się kończy mimozy też i znowu święta .
    • harcownik Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 18:51
      demony_i_ja pisze > Nie umiem poradzić sobie z demonami przeszłości.<
      Pewien chłopczyk lat 5, zaczął się bać. Strachy były wszędzie!. Pojawiały się w najmniej przewidzianych miejscach. Rodzice byli bezradni, dlaczego się boi ,przecież nie straszą go, nie karcą? Sprawy wzięła w swoje ręce babcia. Strachy związała sznurkiem i wyniosła na śmietnik. Wrzuciwszy je do kubła i zamknęła z hukiem wieko! Z ogniem w oczach opowiedziała o tym wnuczkowi. O dziwo! Strachy zniknęły, wnuczek przestał się bać. Po pewnym czasie dziecko ponownie zaczęło się bać. Tym razem kamiennych potworów. Wtedy wkroczył dziadek. Zabrał wnuczka do garażu, gdzie zademonstrował działanie młota wyburzeniowego. Pokazał jak młot rozbija twarde głazy. Gdy tylko zobaczysz te potwory, to zadzwoń do mnie! Już ja sobie z nimi poradzę. Zarówno strachy jak i potwory zniknęły z życia malca. Może uśmiechniesz się z rozbawienia. Tez problemy. To samo o twoich traumach mogłaby powiedzieć matka porwanej i zamordowanej córki. Ona wyszła jednak z tej traumy. Potrafiła nawet wybaczyć mordercy. Ty też możesz przestać żyć przeszłością!
      Na forum być może uzyskasz wiele rad, jak pozbyć się twoich potworów. Od bardzo prymitywnych, typu weź się w garść, do sposobów bardzo skomplikowanych, które komuś mogły pomóc. Bo każdy kiedyś musiał się zmierzyć z przeciwnościami losu, traumami, pozostawiającymi często ślad na całe życie. Jeśli uświadamiasz sobie ,że należy usunąć te Demony z twojego życia, to już zrobiłaś duży krok. Jeszcze większym będzie uświadomienie sobie, że możesz to zrobić. Nie będę cię zanudzał przykładami jak ja to zrobiłem gdyż moje problemy (strachy) były raczej zawodowymi które musiałem rozwiązać (pokonać) Podsunę ci link do filmu. Tam mnich buddyjski właśnie o tym mówi. Jak to zrobić. Niech cię nie zraża ta buddyjska otoczka. Powodzenia. Jeśli podzielisz się wrażeniami z wykładu ,to będzie miło.
      www.youtube.com/watch?v Moja przeszłość nie należy do mnie - Ajahn Brahm [LEKTOR PL]
      • demony_i_ja Re: Demony przeszłości. 29.09.22, 23:14
        Na codzień żyje sobie całymi tygodniami i miesiącami spokojnie, a potem przychodzą one, demony. Każdy przynosi jakiś podarek w postaci jakiegoś lęku. Czasem uda mi się dobrnąć do dna tej traumy, zrozumieć wyciągnąć wnioski i pogrzebać to co było. Sporo za mną. Czasem nie udaje się dobrnąć do sedna i problem gdzieś częściowo znika, a po miesiącach wypływa.
        Z każdego epizodu,choćby nie wiem jak ciężkiego wychodzę z nową wiedzą, ale tylko pod warunkiem, że podejmę walkę, czasem nie mam na nią siły, więc czekam aż samo minie, to źle bo, wraca.
        W dół ciągnie mnie jeszcze fakt, że od paru lat mieszkam w miejscu w którym nie umiem w 100% się odnaleźć, zagnieździć i zbudować swojego świata. Jestem jak ptak który rozkłada skrzydla i czuje ograniczenie przestrzeni bo, nie jest na wolności.
        Co do bajki, bardzo mi się podobała. Dziekuje .

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka